Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Jak bronić Chrystusa?

     Wymęczyłem niedawno abp. Józefa Michalika. Ci, którzy mieli już w ręku ostatni numer tygodnika "Idziemy" i przeczytali zamieszczony w nim wywiad z Księdzem Arcybiskupem, wiedzą, o co chodzi. Musiałem wreszcie komuś z przedstawicieli Episkopatu Polski postawić te pytania, które kłębią się w umysłach wielu katolickich dziennikarzy, a zapewne także i w sercach milionów wiernych w Polsce.

     Czy nasilająca się nagonka na Kościół nie jest przypadkiem w jakimś stopniu zawiniona również przez ludzi Kościoła? Czy również księża biskupi przez swoje milczenie, kiedy my oczekiwaliśmy zdecydowanego głosu, nie przesadzili z delikatnością i układnością, nie przestraszyli się oskarżeń o mieszanie się do polityki i nie przyczynili się do rozzuchwalenia harcowników judzących przeciwko Kościołowi? Dzisiaj nawet mówienie o in vitro stało się polityczne!

     Oczywiście, za kształtowanie klimatu społecznego odpowiadamy wszyscy. Ale jak mówił Daniel Defoe: "Lepiej mieć lwa na czele stada owiec niż owcę na czele lwów". Stąd od najwyższych pasterzy mamy chyba prawo oczekiwać przywództwa i przykładu. To oni zostali postawieni w pierwszym szeregu obrońców wiary, Kościoła i praw ludzi wierzących.

     Wielu z nas pamięta postawę w tych sprawach Jana Pawia II. To, jak w Skoczowie w 1995 r. przeciwstawił się marginalizacji ludzi wierzących w życiu społecznym. Mówił: "Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia".

     Gdy wcześniej chodziło o niego samego, przyjmował z porarą wszelkie zniewagi. W 1991 r. bez slfcwa skargi zrezygnował przecież z upragnionego wypoczynku w Zakopanem po tym, jak lewicowa prasa z "Gazetą Wyborczą" na czele zaczęła podliczać, ile będą nasz kraj te papieskie wakacje kosztować. Ale kiedy zaczęto niszczyć rodziny, demoralizować młodzież, odchodzić od zasad moralnych w imię źle pojętej wolności, jakże on wtedy krzyczał do rządzących o opamiętanie: "To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!" (Kielce, 3 czerwca 1991). Nie bał się, że mu zarzucą wtrącanie się do polityki.

     W kościele Świętego Krzyża i na całym Trakcie Królewskim w Warszawie nie sposób nie wspomnieć także Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Jego "Kazania świętokrzyskie" były pokarmem dla dusz i powiewem wolności dla umysłów, którym narzucano marksistowskie jarzmo. Jego non possumus wobec przejawów ograniczania wolności Kościoła, wypowiedziane nieopodal stąd w kościele św. Anny, okupione trzyletnim uwięzieniem, stało się wymownym znakiem jakości pasterskiej posługi.

     Takiego umiłowania Chrystusa i Kościoła oraz męstwa w wyznawaniu wiary, takiej gotowości ponoszenia ofiar w obronie tego, co najświętsze, wszystkim nam dzisiaj bardzo potrzeba.

     W takim kontekście historycznym i społecznym śpiewamy dzisiaj: "Jezu, pod przysięgą od Piotra po trzykroć w wielkiej bojaźni zaprzany, Jezu mój kochany". Zatrzymujemy się nad postawą pierwszego przywódcy Kościoła - św. Piotra. Jego zachowanie podczas Ostatniej Wieczerzy i Męki Chrystusa było co najmniej niekonsekwentne. Podczas obmycia nóg apostołom to Piotr jako jedyny zaprotestował: "Nie, nigdy nie będziesz mi nóg umywał" (J 13, 8). Dlaczego? Czy tylko z szacunku dla Chrystusa, czy w grę mogły wchodzić także jakieś osobiste sprawy Szymona Piotra?

     Zachowania tego nie można rozpatrywać w oderwaniu od wszystkiego, co zdarzyło się wcześniej pod Cezareą Filipową. Tam Szymon, prosty rybak z Galilei, wyznał Chrystusowi: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego" (Mt 16, 16). Nie wymyślił tej prawdy sam, choć miał przeczucie, że Chrystus jest kimś niezwykłym, już wtedy, gdy zdecydował się pójść za Nim po obfitym połowie ryb: "Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny»" (Łk 5, 8). Moc i świętość Chrystusa rozpoznana w cudownych znakach jeszcze wtedy go przerażała. Teraz jednak wyznanie wiary Piotra brało się ze specjalnego objawienia, jakiego udzielił mu Ojciec. "Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony, albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt 16,17).

     Od tego momentu Szymon otrzymał imię Kefas, czyli Piotr - Skała. Jakże to imię, zwłaszcza dla mieszkańca Galilei, brzmiało podobnie do imienia najwyższego kapłana w Jerozolimie: Kajfasza. Chrystus zapewnił Piotra, że na nim jak na skale zbuduje swój Kościół - nową wspólnotę wiary, w której Piotrowi powierzone będą klucze królestwa niebieskiego.

     Chwilę później pojawił się jednak zgrzyt. Piotr zbuntował się przeciwko zapowiedzi męki i śmierci Chrystusa. Nie chce takiego Mesjasza, nie w takim Kościele chce grać pierwsze skrzypce! Przywiązał się do wyobrażeń o mesjaszu, który odnosi ziemski triumf. Dlatego z całą powagą swojego nowego urzędu bierze Chrystusa na bok i strofuje: "Panie, niech cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na ciebie!" (Mt 16, 22). Jest to wizja mesjasza podobna do tej, jaką Chrystusa chciał zwieść Szatan podczas kuszenia na pustyni. Dlatego i Piotr usłyszał tak ostrą reprymendę: "Zejdź mi z oczu, szatanie!" (Mt 16, 23).

     Benedykt XVI tak to wyjaśnia: "Jego (Piotra) opór przed obmyciem nóg oznacza w gruncie rzeczy to samo, co negatywna reakcja na zapowiedź męki Jezusa po wyznaniu pod Cezareą Filipową. Wtedy powiedział: «Panie, niech Cię Bóg broni, nie przyjdzie to nigdy na Ciebie» (Mt 16, 22). Teraz wierny tamtej optyce mówi: «Nigdy mi nie będziesz nóg umywał»" (J 13, 8). Jest to odpowiedź Jezusowi powtarzająca się przez całą historię: Jesteś przecież zwycięzcą! Jesteś potężny! Uniżenie się i pokora - to nie dla Ciebie! I za każdym razem Jezus musi nam na nowo pomagać w zrozumieniu, że moc Boża jest inna, że Mesjasz musi przez cierpienie sam wejść do chwały i innych do niej prowadzić" ("Jezus z Nazaretu", t. 2, s. 82).

     Ale jest w tym wszystkim jeszcze jeden ważny szczegół. Otóż w obrzędzie wieczerzy paschalnej była specjalna rola zarezerwowana dla najmniejszego, najmniej znaczącego jej uczestnika. Aby wszyscy już spożyli chleb maczany wwywarze z gorzkich ziół, ów najmłodszy uczestnik miał wziąć misę z wodą i obejść biesiadników, aby sobie obmyli ręce. Piotr był może przekonany, że to rola w sam raz dla Jana -najmłodszego. Widać nie przyjął do siebie Chrystusowego pouczenia: "A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym" (Mt 20, 27).

     Mimo to Piotr dalej jest pewny siebie. Wobec zapowiedzi zdrady i zwątpienia składa Jezusowi głośne deklarację: "Choćby wszyscy zwątpili w ciebie, ja nigdy nie zwątpię" (Mt 26, 33) oraz: "Życie moje oddam za ciebie" (J 13, 37).

     Rzeczywiście, jak się wkrótce okaże, Piotr jest gotów bronić Chrystusa. Uczniowie wcześniej zakupili dwa miecze, bo znowu źle zrozumieli wezwanie Chrystusa: "...niech sprzeda płaszcz i kupi miecz" (Łk 22, 36). Pewnie jednego z tych mieczy użył Piotr w Ogrodzie Oliwnym, rzucając się w obronie Chrystusa na jednego ze sług arcykapłana. Występując sam przeciwko całej kohorcie wykazał się bohaterstwem, chciał w końcu udowodnić swoją miłość do Chrystusa. Tyle że Chrystus wcale takiej obrony nie potrzebował, co więcej, znowu skarcił Piotra mówiąc: "Schowaj miecz do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym prosić ojca mojego, a zaraz wystawiłby mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?" (Mt 26,52-53).

     Chrystus nie potrzebuje takiej obrony ani od Piotra, ani od żadnego ze swoich uczniów. Co więcej, słowa: "którzy za miecz chwytają, od miecza giną" należy rozumieć nie tylko w kontekście ryzykowania życia wskutek udziału w zbrojnej potyczce, ale również jako ostrzeżenie przed chwytaniem się metod, które stawiają nas po stronie sprawców śmierci i grzechu. Sięgając po złe metody obrony wiary i Chrystusa, chrześcijanin mimowolnie przechodzi na stronę zła.

     Czy to znaczy, że Chrystus w ogóle nie chce, aby jego uczniuwie stawali w jego obronie? Chce i nawet tego wymaga! Zapowiedział przecież: "Do każdego więc, kto się do Mnie przyzna przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie." (Mt 10,32-33).

     W tym właśnie jest sedno sprawy. Chrystus nie oczekiwał od Piotra bohaterstwa i słomianego zapału, który zgasł, gdy tylko jakaś służąca arcykapłana zapytała: "Czy może i ty jesteś jednym z uczniów tego człowieka?" (J 18,17). Bo wtedy znowu wyszła słabość Piotra. Ale Chrystus oczekiwał od Piotra świadectwa, które wypływa nie z własnej mocy i odwagi, tylko ze szczerej miłości do Chrystusa. Dlatego po Zmartwychwstaniu Pan Jezus pyta trzykrotnie: "Szymonie, synu Jony, czy miłujesz Mnie?" (por. J 21,15-17).

     Chrystus oczekuje od Piotra i od nas nie bohaterskich czynów, ale wierności do końca i dawania świadectwa Prawdzie. Piotr w końcu chyba to zrozumiał, bo w dniu Pięćdziesiątnicy zdobył się na to, by w mocy Ducha Świętego stanąć w centrum Jerozolimy i powiedzieć swoim rodakom prosto w oczy trudną dla nich prawdę: "Jezusa Nazarejczyka (...), tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci..." (Dz 2, 23-24) Wierność nie sobie samemu, nie ludziom i układom, ale Chrystusowi doprowadzi w końcu Piotra do krzyża, którego Piotr ani nie chciał, ani nie szukał. Benedykt XVI pisze, że Piotr: "Będzie się jednak musiał nauczyć, że również męczeństwo nie jest heroicznym wyczynem, lecz łaską możliwości cierpienia dla Jezusa" ("Jezus z Nazaretu", t. 2, s. 83). W końcu Piotr swoje opowiedzenie się za Chrystusem przypieczętowuje własną krwią. Tak spełnia się Chrystusowa zapowiedź: "Gdy się zestarzejesz, ktoś inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz" (J 21,18).

     Dzisiaj również od swoich uczniów Chrystus nie oczekuje wyniszczenia mieczem wrogów Ewangelii i Kościoła. Nie chce, abyśmy zdeptali przeciwników krzyża i siłą zaprowadzali chrześcijańskie porządki. Uczniowie Chrystusa nie będą podkładać bomb pod domami niewiernych, wybijać szyb w domach rozpusty ani opluwać publicznych gorszycieli. Pamiętają bowiem słowa św. Pawła, przypominane nam z taką mocą przez bł. ks. Jerzego Popiełuszkę: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12, 21). Uczniowie Chrystusa natomiast muszą mieć odwagę mówić prawdę, nawet za cenę ośmieszenia i odrzucenia. Nawet za cenę ofiary, jaką przeszło złożyć bł. ks. Popiełuszce. Bo zdrada prawdy jest zdradą Chrystusa.

     O ducha pokornej i odważnej służby prawdzie i o gotowość ponoszenia ofiar dla prawdy módlmy się dzisiaj za naszych pasterzy i za nas samych.


ks. Henryk Zieliński

Tekst pochodzi z Tygodnika

1 kwietnia 2012


Świętujmy Wielkanoc Świętujmy Wielkanoc
Bogusław Zeman SSP
Praktyczny, świetnie napisany poradnik, wyjaśniający znaczenie chrześcijańskich obrzędów związanych ze Świętami Wielkanocnymi. Książka przypomina o religijnym wymiarze tych dni i pomaga je w odpowiedni sposób przeżyć wszystkim, którzy zwą się uczniami Chrystusa Zmartwychwstałego... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej