Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Z miłości do Chrystusa

     Kiedy Norman Davies w 2006 r. opublikował swoją książkę "Powstanie 44", na Zachodzie prawie wszyscy myśleli, że dotyczy ona powstania w getcie warszawskim. Bo tylko to powstanie, które wybuchło 19 kwietnia 1943 r., choć trwało około miesiąca, obejmowało niewielką część Warszawy i angażowało do 1,5 tys. powstańców, przebiło się do świadomości Amerykanów, Brytyjczyków czy Francuzów. A ponad dwumiesięczne zmagania prawie 50 tys. powstańców warszawskich, prawie 200 tys. ofiar cywilnych i zrównanie z ziemią całego miasta zupełnie nie zapisało się w pamięci mieszkańców Ameryki i Europy.

     Dlaczego tak się stało? Z tej prostej przyczyny, że środowiska i instytucje żydowskie potrafiły zadbać o udokumentowanie i odpowiednie opisanie swojego zrywu i swojej tragedii. Z powstania w getcie uczyniły swój sztandar i mit założycielski swojego państwa. Podczas gdy u nas powstanie warszawskie przez kilkadziesiąt lat skazane było na programowe przemilczanie. Prawda o nim była niewygodna dla zapisanego w naszej konstytucji sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Skąd zatem o powstaniu warszawskim mieli wiedzieć obcokrajowcy, skoro nie zadbali o to sami Polacy?

     LICZY SIĘ NARRACJA

     Świat, w którym żyjemy, zawsze w ostatecznym rozrachunku daje wiarę temu, co udokumentowane, wyryte na kamieniu czy choćby opisane na kruchym papirusie. Skąd jak nie z zapisków, posągów i nagrobków wiemy cokolwiek o tak potężnych władcach jak król Dawid, Nabuchodonozor czy rzymski cesarz Oktawian August? Od tego, jak zostali opisani: przychylnie czy wrogo, zależy to, jaki ich obraz dzisiaj nam pozostał. Od zawsze ważne jest bowiem nie tylko to, co się stało naprawdę, ale również, jak to funkcjonuje w powszechnej świadomości i w pamięci, jakie pieśni się o tym śpiewa, jakie stawia się pomniki, którą narrację uznano za obowiązującą.

     Spostrzeżenie to dotyczy również chrześcijaństwa. Jaki bowiem obraz Jezusa Chrystusa wyłania się nam z twórczości ludzi wrogo do Niego nastawionych? Jest to obraz oszusta, wichrzyciela i sekciarza. Co wiedzielibyśmy dzisiaj o Chrystusie, o jego cudach, nauczaniu, męce i zmartwychwstaniu, gdyby nie pozostały po nim żadne ślady w kulturze? Na szczęście mamy jednak narrację o Chrystusie pozostawioną przez tych, którzy Go kochali i właściwie rozumieli.

     KREW I ATRAMENT

     Walka o prawdę i o ludzką pamięć od zawsze dokonuje się nie tylko krwią. O wiele częściej prowadzona jest piórem, mikrofonem, kamerą, nutami rozpisanymi na pięciolinii, klawiaturą komputera, dłutem czy paletą barw tworzących obrazy.

     W tym ostatnim rozważaniu pasyjnym zatrzymajmy się przy jednym z najwierniejszych uczestników Męki Pańskiej, przy św. Janie, który, chociaż nie przelał krwi, jest przecież jednym z największych apostołów. Sztuka chrześcijańska, w ślad za Pismem Świętym, pokazuje go zawsze jako jedynego ucznia, który wraz z Maryją stał pod krzyżem Chrystusa. Pójście za Chrystusem od początku było dla niego wyborem fundamentalnym na całe życie - zapamiętał nawet, że było to około godziny dziesiątej.

     KTÓREGO JEZUS MIŁOWAŁ

     W Nowym Testamencie nie znajdujemy śladów, aby Jan składał Chrystusowi jakieś wielkie deklaracje o miłości i gotowości do ofiary. Przeciwnie, nie obnosił się ze swoją miłością. Sam o sobie zawsze pisał bezimiennie: "Uczeń, którego Jezus miłował" (por. J 21, 20). Ta pewność, że jest umiłowany przez Chrystusa do końca, rodziła w nim postawę wzajemności i wierności. Pewność Chrystusowej miłości była także dla Jana zabezpieczeniem przed grzechem. Bo grzech zawsze wyrasta ze zwątpienia w Chrystusa. Tymczasem Jan wyznawał prostą zasadę: "Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy" (1 J 3, 9). Dlatego nie ma on żadnego zrozumienia dla Judasza, który zdradził Chrystusa. Ze wszystkich ewangelistów jest chyba dla niego najsurowszy. Nazywa go zwyczajnie złodziejem (J 12, 6).

     Jan, chociaż był najmłodszym z apostołów, otrzymał tę łaskę, że zawsze mógł być blisko Jezusa. Towarzyszył Jezusowi jako jeden z trzech uczniów przy wskrzeszeniu córki Jaira, w czasie przemienienia na Górze Tabor, był blisko Chrystusa na Ostatniej Wieczerzy i podczas modlitwy w Ogrójcu. Stamtąd poszedł wiernie za Chrystusem do pałacu Kajfasza, na dziedziniec Piłata i dalej drogą krzyżową, aż na Golgotę. Tam usłyszał Chrystusowy testament z Krzyża: "Niewiasto, oto syn Twój" (J 19, 26) i dalej: "Oto matka twoja" (J 19,27). Był w tym znak szczególnego zaufania, szczególnej miłości i zawierzenia: przecież umiłowanej Matki nie powierza się komuś przypadkowemu. Jan i tym razem nie zawiódł Chrystusa: "I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie" (J 19, 27).

     ŚWIADECTWO JANA

     Z woli Chrystusa św. Jan jako jedyny z apostołów zmarł śmiercią naturalną, i to w sędziwym wieku. Został wprawdzie zesłany na wygnanie na wyspę Patmos, ale nie musiał swojej wierności Chrystusowi potwierdzać męczeństwem, jak inni apostołowie. Chociaż nie przelał krwi, to jego świadectwo wiary jest dla nas szczególnie ważne. Z niezwykłą pieczołowitością przekazał nam bowiem opis tego wszystkiego, czego był naocznym świadkiem. Napisał w pierwszym liście: "To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce" (1 J 1,1).

     Nie przypadkiem ikonograficznym symbolem św. Jana jest orzeł, jako ten, który ma wyjątkowo bystry wzrok i na świat patrzy z innej perspektywy niż ci, którzy tylko chodzą po ziemi. Jan przekazał nam nie tylko wiele szczegółów, które wyłącznie on zapamiętał, ale także ukazał ich głębsze znaczenie. Szczególna zasługa św. Jana polega również na tym, że Ewangelię o Jezusie Chrystusie spisał w formie trafiającej do ówczesnych elit intelektualnych. Posłużył się językiem greckim, powszechnie używanym przez wykształcone warstwy społeczeństwa w całym rzymskim imperium, odwoływał się do aktualnych wówczas poglądów filozoficznych Filona z Aleksandrii. Wiele zapisanych przez Jana fragmentów Nowego Testamentu to również wysokiej klasy poezja. Wszystko to z miłości do Chrystusa.

     Ewangelia, Listy i Apokalipsa św. Jana są dzisiaj dla Kościoła nie mniejszym skarbem niż krew innych apostołów przelana w obronie wiary w Chrystusa. Gdyby w pierwszych wiekach zabrakło narracji o Chrystusie przekazanych nam przez apostołów w księgach świętych, kto wie, czy świat, a i my sami nie wiedzielibyśmy o Chrystusie tylko tyle, co z rzymskich kronik i z żydowskiego Talmudu?

     EWANGELIA W KULTURZE

     Świadectwo o Chrystusie pisane atramentem bywało i bywa dzisiaj nie mniej ważne jak to pisane krwią! Do takich wniosków dochodzimy rozmyślając nad miejscem i rolą św. Jana w zbawczym posłannictwie Jezusa Chrystusa. Dzisiaj jednak sposobów i wyzwań do świadczenia o Chrystusie w sposób bezkrwawy mamy znacznie więcej niż przed dwoma tysiącami lat. Jan Paweł II apelował do biskupów polskich przybyłych do Rzymu z wizytą Ad limina 14 lutego 1997 r.: "Należy dążyć, aby cała kultura przeniknięta została duchem chrześcijańskim". Pod słowem "kultura" rozumiał nie tylko literaturę, muzykę, sztuki plastyczne i architekturę, ale również tzw. kulturę społeczną, a w niej szczególnie media. Wielokrotnie mówiąc o kulturze Jan Paweł II przypominał, że dzięki niej nasz naród przetrwał nawet najtrudniejsze czasy, kiedy był pozbawiony własnego państwa. Przypominał o tym choćby przed 25 laty w kościele Świętego Krzyża podczas spotkania z ludźmi kultury. Ale nasza kultura narodowa, zawierająca wyraźnie chrześcijańskie inspiracje, była również potężnym wsparciem dla chrześcijaństwa w najtrudniejszych dla niego okresach. Nawet pod zaborami i w latach komunistycznej ateizacji nasza narodowa epopeja "Pan Tadeusz" zaczynała się przecież inwokacją: "Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz bramie". I nikt nie odważył się tych słów wykreślić. Nawet dzieci z komunistycznych rodzin uczyły się ich na pamięć!

     Podobnie ktokolwiek bierze do ręki "Quo Vadis", powieść, za którą Henryk Sienkiewicz dostał literacką nagrodę Nobla, nie da rady zaprzeczyć, że całe to dzieło inspirowane jest Biblią. Chrześcijaństwo jest tak głęboko wpisane w naszą kulturę, że żadni wrogowie nie potrafili go stamtąd wykreślić bez okaleczenia samej kultury. Nasza kultura od samego początku, od pieśni "Bogurodzica", była nośnikiem naszej chrześcijańskiej i katolickiej tożsa-rgości. Kiedy na początku XX w. pojawiała się po latach możliwość wznoszenia katolickich świątyń, wielki architekt Józef Dziekoński projektował je najczęściej w stylu neogotyckim, bo uznał, że nie tylko najlepiej wyraża on katolicyzm i polską tradycję, ale na trwałe świadczy naszej tożsamości, ponieważ neogotyckich świątyń nie da się przerobić na cerkwie. Architektura też była i jest świadectwem wiary.

     SACRUM W KULTURZE

     Dzisiaj nie tylko w Polsce, ale w całym zachodnim świecie trwa walka o wyjałowienie kultury z sacrum. Zaczyna się od dziecięcych kreskówek, gdzie w panoramie Paryża ani razu nie pojawiła się katedra Notre Damę ani żaden inny kościół. Krzyż zabrano nam niedawno nawet z karetek pogotowia i zastąpiono jakąś śnieżynką i pogańskim symbolem. Zaczyna się walka z tymi, którzy noszą krzyż na piersi - nie tylko w Wielkiej Brytanii. Była już próba zakazania pracownikom LOT-u noszenia widocznych symboli religijnych, a na Stadionie Narodowym obowiązuje zakaz wnoszenia przedmiotów religijnych!

     Dlatego współcześnie tak ważne są próby podejmowane przez chrześcijańskich twórców, aby wpisywać Ewangelię we współczesną kulturę. Trudną do przeceniania pracę wykonał w tej dziedzinie przed kilku laty Mel Gibson, tworząc "Pasję". U nas trzeba docenić choćby wysiłek Rafała Wieczyńskiego i jego film: "Po-piełuszko. Wolność jest w nas", pokazujący księdza autentycznie żyjącego Ewangelią. Nieocenionym skarbem jest dla nas głęboko chrześcijańska twórczość Wojciecha Kilara, Michała Lorenca, Anny Kamieńskiej, Jerzego Dudy-Gracza i tysięcy twórców, którzy czynią Ewangelię obecną w naszej kulturze. W tym miejscu nie można zapominać również o twórcach i redaktorach mediów chrześcijańskich: prasy, radia, telewizji i portali internetowych. To czyni Chrystusa bardziej obecnym w ludzkiej świadomości.

     Oczywiście nie wszyscy będziemy poetami, muzykami, malarzami czy dziennikarzami. Ale naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest tworzenie jasnego zapotrzebowania na kulturę chrześcijańską i korzystanie z tej kultury. Sięgajmy po prasę katolicką, kupujmy dobre książki, oglądajmy filmy inspirowane Ewangelią. Nawet jeśli to trochę kosztuje. Konsumenci też tworzą kulturę! Pan Jezus powiedział: "Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych dlatego, że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody" (Mt 10, 42).

     PRAWDA O BOGU-CZŁOWIEKU

     Na koniec jeszcze jedna uwaga. Chrystus dał Janowi, i przez to Kościołowi, Maryję za matkę. Obecność Maryi pod krzyżem i w Kościele należy do istoty naszej wiary. Maryja jest bowiem strażniczką Wcielenia i Krzyża. Jeśli Chrystus miał Matkę, to znaczy, że prawdziwie stał się Człowiekiem i prawdziwie, a nie pozornie, umarł za nas na Krzyżu. Dlatego największe herezje, włącznie z masonerią, zawsze uderzają w podstawy kultu maryjnego. Chcą, abyśmy czcili Boga jako najwyższą istotę, może nawet bezosobową Opatrzność, ale nie Boga, który dla nas stał się Człowiekiem.

     W odpowiedzi na to św. Maksymilian Maria Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej. Prymas Tysiąclecia mówił: "Wszystko postawiłem na Maryję", a Jan Paweł II miał swoje zawołanie: "Totus Tuus" i każdą encyklikę kończył odniesieniem do Matki Chrystusowej. Pamiętajmy o tym przy okazji naszej refleksji o krzyżu. Stając pod nim zawsze szukajmy obok Maryi. Bo krzyż, pod którym nie ma Matki Bożej, nie jest krzyżem Chrystusa.


ks. Henryk Zielieński

Tekst pochodzi z Tygodnika

8 kwietnia 2012


Patrzeć na Przebitego Patrzeć na Przebitego
Joseph Ratazinger
W pierwszej z zebranych w tej książce rozpraw teologicznych kardynał Ratzinger – wychodząc od modlitewnej rozmowy wcielonego Syna z Ojcem – pokazuje, że do serca Syna nie można się zbliżyć inaczej, jak tylko poprzez uczestniczenie w Jego modlitwie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Aspirantka Zgromadzenie Sióstr: 14.04.2012, 09:00
 Tak. To bardzo piękne. Należy pamiętać,że i do nas należy odpowiedzialność za naszą kulturę. Przede wszystkim nie wstydźmy się naszej wiary. To już dużo.
 Wiesiek: 13.04.2012, 20:47
  Bardzo ciekawie opracowany tekst. Podkreśla to co warto wiedzieć.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej