Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Całun przywrócił mi wiarę

     Z Barriem Schwortzem, członkiem pierwszego zespołu badaczy Całunu Turyńskiego, rozmawia Iwona Swierżewska

     Kiedy rozpoczął Pan badania nad Całunem, nie byt Pan człowiekiem ani religijnym, ani chrześcijaninem. Skąd więc pomysł, żeby zająć się tym tematem?

     Jestem zawodowym fotografem, zajmuję się fotografią w sposób badawczy. To dlatego zaproszono mnie do udziału w projekcie prowadzonym przez laboratorium Los Alamos National Laboratory, w którym wcześniej pracowałem przy tworzeniu bomby atomowej. Pewien człowiek po prostu zadzwonił do mnie z pytaniem, co wiem na temat Całunu Turyńskiego. W odpowiedzi zaśmiałem się. Cóż mogłem wiedzieć o chrześcijańskich relikwiach ja, Żyd? Ale ten człowiek wyjaśnił mi, że naukowcy pracujący w laboratorium znajdującym się nieopodal dokonali niezwykłego odkrycia. Okazało się, że wizerunek na Całunie ma pewnego rodzaju głębię, jakby zawierał informacje topograficzne. Zdecydowałem się wziąć udział w projekcie, jednak cały czas podchodziłem do sprawy z rezerwą. Zwróciłem się o pomoc do jednego z kolegów z zespołu, specjalisty gd, obrazowania, pracującego dla NASA. Kiedy powiedziałem mu o tym, że jako Żyd czuję się nieswojo badając chrześcijańskie? świętości, odparł: "Barrie, czyżbyś zapomniał, że Człowiek, którego ciało owinięte zostało w Całun, także był Żydem? Czy nie sądzisz, że Bóg chciałby widzieć w tym zespole członka narodu wybranego?". Na zakończenie dał mi jeszcze radę. Powiedział: "Bóg nie zdradza nam od razu swoich planów. Potrzeba czasu, by je odkryć". Pozostałem więc. Okazało się, że odkrycie Bożego planu zajęło mi 18 lat. Wtedy dopiero zyskałem pewność, że Całun jest autentyczny.

     Jakie uczucia towarzyszyły Panu, kiedy po raz pierwszy zetknął się Pan z Całunem Turyńskim?

     Początkowo uważałem, że jest to po prostu dzieło sztuki. Sądziłem, że pojedziemy do Turynu i w kilka godzin się z tym uwiniemy. Ale po pierwszych dziesięciu minutach zrozumiałem, że na płótnie nie ma farby. Już wiedziałem, że cokolwiek to jest, rozwiązanie tej zagadki nie pójdzie tak gładko, jak planowaliśmy. Ale pewnie chodziło Pani o to, czy towarzyszyły mi jakieś duchowe uniesienia? W tamtym czasie to był po prostu kawał porządnej, naukowej pracy do wykonania. O Jezusie wiedziałem bardzo niewiele. I na pewno nie miałem do Niego osobistego stosunku. Wiedziałem tylko tyle, że był Żydem jak ja.

     Powiedział Pan, że Całun Turyński nie jest dziełem sztuki. Czym wobec tego jest Całun?

     Naszym nadrzędnym celem było ustalenie, w jaki sposób Całun powstał. Teorie były różne. Sugerowano, że było to malowidło, fotografia albo że wizerunek Jezusa został na płótnie wypalony. Przeprowadziliśmy szereg testów, żeby to ustalić. Po zakończeniu badań mogliśmy stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że Całun to nie jest malowidło, fotografia ani wizerunek wypalony na płótnie. Nadal nie mogliśmy jednak wskazać żadnego mechanizmu, który byłby w stanie stworzyć wizerunek o takich właściwościach fizycznych i chemicznych. Innymi słowy, mogę jedynie powiedzieć, czym Całun nie jest. Nie mogę zaś stwierdzić, czym jest.

     Co przemawia za tym, że Całun rzeczywiście jest płótnem, w które owinięte zostało ciało Jezusa Chrystusa?

     Po pierwsze, Całun jest z całą pewnością tkaniną używaną do pogrzebów żydowskich w pierwszym wieku naszej ery. Dodatkowo na Całunie widzimy ślady męki. I to z niesamowitą, sądową wręcz dokładnością. Na tkaninie widać ślady krwi, wskazujące na przyczynę zgonu człowieka, który został w niego owinięty. Z całą pewnością było nią ukrzyżowanie. Mamy ślady krwi w okolicach nadgarstka, na stopach i na przedramieniu. Z boku widnieje ślad krwi pozostawiony po ranie zadanej włócznią. Na głowie widoczne są ślady pozostawione przez koronę cierniową. Ponadto na plecach znajduje się około 120 śladów krwi wypływającej z ran zadanych za pomocą używanego powszechnie przez Rzymian I za. Przecież to dokładnie odzwierciedla sposób lierci Jezusa opisany w Nowym Testamencie. Lu 3 często pytają mnie, dlaczego jestem taki pew \ że w Całun zawinięto ciało Jezusa, a nie innego ukrzyżowanego przez Rzymian człowieka. Ale przecież tylko On ogłosił się królem i pozwolił sobie założyć koronę cierniową. Sherlock Holmes twierdził, że cokolwiek pozostanie po wyeliminowaniu wszystkich innych możliwości, niezależnie od tego, jak bardzo jest nieprawdopodobne, musi być prawdą. Innymi słowy: kto inny mógłby to być, jeśli nie Jezus?

     A jednak sam Pan powiedział, że uzyskanie pewności w kwestii autentyczności Całunu zajęło Panu 18 lat. Dlaczego tak długo, skoro wskazywały na to wszystkie dowody?

     Była jedna wątpliwość, która sprawiała, że nie byłem do końca przekonany. Krew na płótnie była wciąż czerwona, choć nie trzeba być lekarzem, by wiedzieć, że w normalnych warunkach zmienia kolor na brązowy. W roku 1995 światowej sławy chemik, członek naszej ekipy badawczej, udowodnił mi, że jeśli ktoś jest poddawany torturom przez długi czas i dodatkowo nie dostaje wody, jak to było w przypadku Jezusa, jego ciało przeżywa rodzaj szoku, w wyniku którego komórki krwi zaczynają się rozpadać, a wątroba produkuje enzym zwany bilirubiną. Krew zmieszana z bilirubiną pozostaje czerwona na zawsze. To był ostatni element układanki, który był mi potrzebny do uznania autentyczności Całunu.

     W latach 80. grupa brytyjskich naukowców podważyła autentyczność Całunu Turyńskiego, publikując wyniki badań radioaktywnym węglem C14, z których wynikało, że tkanina pochodzi z wieków średnich. Jaka jest Pana opinia na ten temat?

     Wiedziałem, że pani o to zapyta. Jeśli przyjrzymy się dokładnie sposobowi, w jaki zostało przeprowadzone to badanie, zobaczymy, że popełniono wiele proceduralnych błędów. Przede wszystkim pobrano tylko jedną maleńką próbkę płótna. Protokół badań wymagał zbadania jej pod względem chemicznym przed poddaniem jej obróbce za pomocą radioaktywnego węgla C14. Żadne z trzech laboratoriów, które prowadziło te badania, nie przeprowadziło wymaganych analiz. Gdyby tego dopilnowali, zorientowaliby się, że obszar, z którego pobrano próbkę, różnił się znacznie od pozostałej części Całunu. Kiedy zdjęcia próbek poddanych badaniu radioaktywnym węglem trafiły kilka lat później do specjalistów od tekstyliów, trzej niezależni eksperci stwierdzili, że ktoś w bardzo umiejętny sposób, niewidoczny dla niewprawnego oka, dokonał kiedyś naprawy płótna. Okazało się, że w XIV wieku we Francji wynaleziono tego typu metodę naprawiania tkanin, dokładnie w tym czasie, gdy w kraju tym przechowywany był Całun. Jeden z chemików pracujących w naszym zespole przebadał próbki, które posłużyły do datowania radioaktywnym węglem. Jego badania potwierdziły, że pomiędzy włóknami lnianymi została przepleciona bawełna, której nie znaleźliśmy w żadnym innym miejscu Całunu. Dodatkowo stwierdził, że na odnowionych fragmentach znajduje się barwnik, który miał upodobnić włókna bawełniane do reszty tkaniny. Płynie z tego wniosek, że obszar, z którego pobrano próbkę do badania, był poddany manipulacji i w żaden sposób nie mógł być reprezentacyjny dla reszty Całunu. W oparciu o te badania opublikował artykuł w jednym z najbardziej prestiżowych miesięczników poświęconych chemii na świecie.

     A na koniec najbardziej bulwersująca część tej historii. W chwili opublikowania wyników jedno z trzech zaangażowanych w badania laboratoriów z siedzibą w Oksfordzie otrzymało od anonimowego darczyńcy milion funtów szterlingów w zamian za zdyskredytowanie Całunu. A człowiek, który koordynował pracę wszystkich zespołów, działając z ramienia British Museum, porzucił dotychczasową pracę i przeniósł się do Oksfordu. Część wspomnianych pieniędzy posłużyła mu na zbudowanie tam własnego laboratorium. Znaczący jest też fakt, że nasza ekipa została wykluczona z tych badań. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: kiedy badacze dowiedzieli się, że otrzymają te pieniądze? I czy pieniądze nie stanowiły prawdziwego podłoża popełnionych zaniedbań?

     Szereg badań naszego zespołu wskazywał na autentyczność Całunu. Przeciw wskazywał tylko wynik datowania radioaktywnym węglem. A jednak światowe media z hukiem obwieściły, że Całun jest falsyfikatem. Kiedy pojawiły się orzeczenia specjalistów podważające wiarygodność datowania radioaktywnym węglem, te same media zgodnie milczały.

     Jak Pan sądzi, dlaczego tak się stało?

     Sądzę, że w mediach panuje antychrześcijańskie nastawienie. Jeśli Pani to napisze w katolickiej gazecie, większość ludzi pewnie powie, że katolicy są na tym punkcie przewrażliwieni. Ja jestem Żydem, więc mogę to powiedzieć bez ryzyka posądzenia mnie o stronniczość. A jednak przez 35 lat zaangażowania w tę kwestię spotkałem się z tym wielokrotnie.

     A jak ta wieloletnia praca wpłynęła na Pana stosunek do wiary?

     Kiedy stworzyłem stronę internetową poświęconą Całunowi, ludzie zaczęli pytać mnie o moją wiarę. I tak powoli zacząłem spoglądać w swoje serce. Bo do tego momentu tak naprawdę nie myślałem wiele o Bogu. W wieku 50 lat po raz pierwszy stanąłem przed wyzwaniem skonfrontowania się z tym tematem. Kiedy zajrzałem w swoje serce, stwierdziłem, że Bóg był w nim przez cały czas i czekał, abym Go odnalazł. To przedziwne w ustach Żyda, ale dopiero chrześcijańska relikwia otworzyła mnie na Boga.

     Czy dzięki Całunowi uwierzył Pan w Chrystusa?

     Prawda jest taka, że nie wiem, czy Jezus był zapowiadanym przez proroków mesjaszem. Obecnie moją misją jest mówienie ludziom o Całunie. Jeśli więc Bóg powierzył tę misję Żydowi, to nikt inny nie powinien mieć z tym problemu. Być może przyjdzie taki dzień, kiedy postąpię w swojej wierze o krok dalej. Dziś prawdopodobnie służę popularyzacji Całunu lepiej jako Żyd, niż byłbym w stanie robić to jako chrześcijanin. Przynajmniej nikt nie posądzi mnie o stronniczość. Czy to nie zabawne, że Bóg zawsze wybiera Żyda na swojego posłańca?

Świadkowie Tajemnicy Świadkowie Tajemnicy
Janusz Rosikoń, Grzegorz Górny
Dwaj autorzy - reporter Grzegorz Górny i fotograf Janusz Rosikoń - ruszają tropem relikwii Męki Pańskiej i w różnych krajach świata zbierają bogatą dokumentację na temat konkretnych przedmiotów, jakie do dnia dzisiejszego pozostały po Jezusie... » zobacz więcej

     Barrie M. Schwortz, amerykański Żyd, producent, wydawca, naukowiec-ana-lityk, fotograf, konsultant technik obrazowania. Absolwent Brooks Institute of Photography. Od 1978 r. członek pierwszego zespotu badaczy Całunu Turyń-skiego. W 1978 r. zalożyt własne studio fotograficzne. Od 1987 do 2001 r. byt niezależnym konsultantem od techniki obrazowej dla Laser Research and Technology Development Laboratory w Centrum Medycznym Cedars-Sinai w Los Angeles. Od 1996 r. jest wydawcą założonego przez siebie serwisu internetowe-go www.shroud.com skupiającego wiedzę o Całunie Turyńskim.

Tekst pochodzi z Tygodnika

23 maja 2010


Rozmowy z Bogiem. Tom II: Wielki Post i Wielkanoc Rozmowy z Bogiem. Tom II: Wielki Post i Wielkanoc
Francisco F. Carvajal
Jest to siedmiotomowa seria książek zawierających głębokie, a jednocześnie praktyczne rozważania związane z czytaniami liturgicznymi na każdy dzień. Wzbogacają je cytaty z pism Ojców Kościoła oraz świętych (także polskich), jak również fragmenty z najnowszych dokumentów Kościoła... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej