Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Skłonność do złego

Rekolekcje wielkopostne

     Już dwa tysiące lat temu rzymski poeta Owidiusz pisał: Video meliora proboque, deteriora sequor - "widzę i uznaję to, co lepsze, jednak wybieram to, co gorsze". Podobnie skarżył się Apostoł Paweł: "Nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię" (Rz 7,15). Można pokazać co najmniej trzy całkiem ludzkie powody, dla których trwanie w dobru może niemal przekraczać nasze możliwości.

     Bo zauważmy: prawie wszystkich umiejętności musimy się uczyć, nieraz długo i w pocie czoła. Nawet odpowiedniego trzymania długopisu w palcach musieliśmy się kiedyś nauczyć, nie mówiąc już o jeździe na rowerze czy pieczeniu ciasta. Nie wystarczy chcieć umieć upiec ciasto, nie wystarczy nawet dokładnie przestudiować odnośną instrukcję z książki kucharskiej. Zazwyczaj ktoś nas musi tego nauczyć, a prawdziwej umiejętności nabędziemy dopiero po iluś tam pieczeniach. Zresztą - jeśli nie będziemy jej podtrzymywali - znów nie będziemy umieli tego ciasta upiec.

     Z czynieniem dobra i unikaniem zła jest bardzo podobnie. To nie jest tak, że wystarczy chcieć czynić dobro i od razu je czynimy. Trzeba ponadto umieć - zarówno czynić dobro, jak unikać zla. Również tych umiejętności trzeba się uczyć, ćwiczyć w nich i w sobie je pielęgnować. Wiele naszych niepowodzeń moralnych ma tę banalną przyczynę, że po prostu nie pracujemy nad sobą. Naprawdę nie trzeba się dziwić temu, że jeśli brak nam odpowiedniego doświadczenia i dobrych nawyków, to wówczas nasze "chcieć" jakoś nie chce utożsamiać się z "umieć".

     Zauważmy inną jeszcze prawdę o sobie samych. Zawsze najtrudniej jest dopuścić się pierwszego grzechu - im zaś cięższy to grzech, tym trudniej go popełnić. Zabójstwo człowieka jest grzechem przekraczającym wręcz wyobraźnię normalnego człowieka. Kto jednak na ten grzech się odważy, następne zabójstwa przychodzą mu już łatwo. Podobnie jest z grzechem rozpusty i chyba ż wszystkimi grzechami. Kto nauczył się je popełniać, potrafi już je powtarzać z zadziwiającą wręcz łatwością. Ktoś zauważył, że z grzechem jest podobnie jak z oczkiem w pończosze: jeśli go natychmiast nie naprawisz, cała pończocha ci się spruje.

     CIEMNE MECHANIZMY

     Niekiedy ta łatwość popełniania grzechu przeradza się w nawyk. Święty Augustyn napisał kiedyś, że szczególnie ciężką karą za grzech jest to, że nie potrafimy powstrzymać się od grzechów następnych. I nie mówmy wtedy, że to Pan Bóg wystawia nas na pokusę większą, niż jesteśmy w stanie pokonać, bo przecież z własnej winy popadliśmy w zależność od grzechu albo nawet w nałóg. Może jednak wypadałoby zobaczyć naszą własną odpowiedzialność za różne ciemne mechanizmy, jakie się w nas rozwinęły i paraliżują naszą wolność?

     Na marginesie postawmy sobie pytanie: czyżby sam Apostoł Paweł nieopatrznie rozwinął w sobie takie ciemne mechanizmy, skoro wołał dramatycznie: "Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę" (Rz 7,19). Jednak wystarczy przeczytać tę wypowiedź, żeby od razu wiedzieć, że jej podmiotem jest "ja ogólnoludzkie", że Paweł nie pisze tu o sobie, tylko o ciemnych skłonnościach, jakie są w każdym z nas, a w niektórych, niestety, bardzo się rozwinęły.

     Te ciemne skłonności są konsekwencją nie tylko grzechu pierworodnego. Wzorce naszych zachowań, również tych ciemnych, przejmują od nas nasze dzieci. To chyba dlatego np. małżeństwa osób pochodzących z rodzin rozbitych rzadziej są związkami udanymi, niż małżeństwa tych ludzi, których rodzice po Bożemu dopełnili złożonej sobie wzajemnie przysięgi. Po swoich rodzicach ktoś może "odziedziczyć" skłonność do kłótliwości i do tysiąca innych wad.

     Zarazem z całą pewnością nie jest tak, żebyśmy byli do tego "dziedziczenia" zdeterminowani. Tysiące ludzi, którzy mieli ojców pijaków, są wzorami trzeźwości, zaś ludzie, którzy w dzieciństwie zostali skrzywdzeni rozwodem swoich rodziców, nieraz potrafią zbudować szczególnie piękną rodzinę.

     Słowem, zazwyczaj całkiem ludzkie przyczyny, a nieraz nasza własna wina, jest źródłem tych różnych sytuacji, kiedy dopadająca nas pokusa do zła wydaje się ponad nasze siły. Toteż zanim zaczniemy dramatycznie wołać do Boga, dlaczego jakieś sytuacje na nas dopuszcza, warto zastanowić się nad tym, co my sami możemy zrobić, żeby do takich sytuacji nie doszło.

     Co jednak zrobić, kiedy taka sytuacja już stała się naszym losem? Człowiek o prawym sumieniu, który serdecznie pragnie nie dać się pokusie, a mimo to nieraz jej ulega, upokorzony i przerażony tą swoją słabością, pyta wówczas i woła: Jak wyjść z tej pułapki? Przecież to niemożliwe, żeby nie było dla mnie ocalenia!

     W NIEWOLI GRZECHU

     Otóż pierwszą rzeczą, jaką trzeba wówczas zrobić, jest uznać przed Bogiem i samym sobą - a jeśli trzeba, to również wobec swoich najbliższych - że jestem nie tylko grzesznikiem, ale także niewolnikiem grzechu.

     Przejmująco pisał o tym święty Augustyn: "O nieszczęsna niewolo! Liczni niewolnicy, kiedy nie mogą wytrzymać ze złymi panami, proszą, żeby ich sprzedać. Godzą się z niewolą, chcą przynajmniej pana zmienić. Lecz co ma uczynić niewolnik grzechu? Do kogo się uda? Kogo poprosi, aby go sprzedano innemu? Niewolnik człowieka, udręczony twardym traktowaniem, szuka odpoczynku w ucieczce. Ale dokąd ucieknie niewolnik grzechu? Gdziekolwiek by uciekł, wszędzie ciągnie go za sobą. Złe sumienie nie ucieknie od samego siebie. Gdziekolwiek człowiek pójdzie, idzie za nim. Grzech jest bowiem we wnętrzu człowieka. Popełnił człowiek grzech dla jakiejś cielesnej rozkoszy: rozkosz mija, grzech zostaje. Mija to, co sprawia rozkosz; zostaje to, co sprawia udrękę. O nieszczęsna niewolo!"

     Tę trudną mądrość dla ludzi uzależnionych od jakiegoś nałogu, albo w jakiś inny sposób doświadczających niemocy w obliczu zwyciężającego ich zła, bardzo jasno głosi się m.in. w ruchu anonimowych alkoholików. "Dwanaście Kroków AA" otwiera następujące wyznanie: "Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem".

     Uznanie swojej słabości nie jest tu aktem kapitulacji, ale początkiem zwycięstwa. Dokładnie taką taktykę wobec zwyciężającego nas zła zalecał Apostoł Paweł. Właśnie dlatego nie trzeba fałszywie przypisywać Panu Bogu tego, co spowodowaliśmy my sami. Chodzi o to, żebyśmy sobie sami nie utrudniali szukania ratunku tam, gdzie jedynie można go znaleźć: "Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z tego, co wiedzie ku śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!" (Rz 7,24).

     Rzecz jasna, Bóg chce nas ratować takich, jakimi nas stworzył. A stwarzając, obdarzył nas rozumem oraz uzdolnił i zobowiązał do odpowiedzialności za siebie i swoich bliskich. Zatem jeśli komuś z nas zdarzyło się popaść w niewolę nałogu albo jakiegoś innego zła, nasze liczenie na Boga i Jego łaskę nie może na tym polegać, żebyśmy zaniechali walki o samych siebie. Wręcz przeciwnie, tym więcej mamy tę walkę prowadzić, bo dopiero wtedy nasze błaganie, aby Bóg raczył wspomagać nas i rozświetlać swoją łaską, będzie szczere.


Jacek Salij OP


Tekst pochodzi z Tygodnika

8 marca 2009


Rozmowy z Bogiem. Tom II: Wielki Post i Wielkanoc Rozmowy z Bogiem. Tom II: Wielki Post i Wielkanoc
Francisco F. Carvajal
Jest to siedmiotomowa seria książek zawierających głębokie, a jednocześnie praktyczne rozważania związane z czytaniami liturgicznymi na każdy dzień. Wzbogacają je cytaty z pism Ojców Kościoła oraz świętych (także polskich), jak również fragmenty z najnowszych dokumentów Kościoła... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Alina: 15.03.2009, 16:11
 Tekst wspanialy, bardzo mi pomogl, choc zapewne upadne jeszcze nieraz, ale chce wstawac!" Natomiast wzmianka o AA wzburzyla mnie. Mialam kontakt z tym ruchem, bo kiedys maz pil, i ja tam zahaczylam jako zona alkoholika. Przeczytalam ich ksiazki i wlos sie zjezyl. Ich program zostal oparty o modlitewnik protestancki napisany przez dwie pobozne niewiasty pod wplywem Ducha Sw. Zgoda,ale w praktyce, choc odwoluja sie ciagle do Boga, nie mozna wymowic slowa: Jezus Chrystus. Dlaczego? Bo to moze obrazic jakiegos np. Muzulmanina lub Zyda. Wiec mam ukrywac Boga, bo moge obrazic czlowieka? Gdzie logika? Ponadto ucza, ze TYLKO AA moze pomoc alkoholikowi, Bog to za malo. Dzwonilam, czytalam, dotarlam do zakonnika slawnego jako fachowiec od AA w calej Polsce i on mi tez powiedzial, ze Bog bez AA nie da rady...!" Odpowiedzialam mu, iz moj Bog jest Wszechmoacy!" Nie jestem doskonalym dzieckiem bozym, ale dziekuje Panie, za to, ze jestes i jestes wszechmogacy. Tam tez mowia, ze tylko alkoholik zrozumie alkoholika, wiec trzeba wziasc rozwod i wstapic w "swiety" zwiazek z alkoholiczka. A jesli mezczyzna nie rozumie bolu rodzenia to mam wziasc rozwod i wyjsc "za maz" za kobiete, ktora juz rodzila? Ona mnie zrozumie. Spedzilam kilka miesiecy studjujac AA i jestem zalamana, ze ludzie nie znajac tematu doglebnie chwala to, co niszczy rodziny, pod pozorem dobrej roboty. Dla AA masz sie wyrzec zony, dzieci, wszystkich, bo ty jestes najwazniejszy. Kto cie nie rozumie, odzuc go. Takie sa nauki AA. Zainteresownych zapraszam na gg 13796735 lub alizyl@wp.pl Dla scislosci, moj maz nie pil prawie 9 lat jak trafil do AA i stal sie dla nich sztandarem ich skutecznosci. Brak slow. Pozdrawiam.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej