Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Najpiękniejsze palmy

     Nigdzie w Polsce nie będzie tak kolorowo w Niedzielę Palmową jak na procesji w Łysych. Kurpiowskie kwiaty i leluje plecie się tu na chwałę Króla Niebios od lat.

     W Polsce prawdziwe palmy nie rosną. Skoro tak, to trzeba je zrobić. Według starego przepisu "bierze więc [Kurpsianka] bibułę do ręki i robi coś pięknego, bo przecież Pan Bóg łaskawy obdarzył ją talentami". Tutaj każdy Kurp ma takie zdolności, tylko ochoty trzeba. Dzieci od najmłodszych lat uczą się w szkole na zajęciach plastycznych wicia kolorowych kwiatków, z których najważniejszy jest oczywiście fest zielony i fest czerwony. Żeby się do tego zabrać "potrzebny łyk długi z młodego ciućniaka, tyło ma być prosty nie jakaś pokraka, potrzebna łopatka świezech borozinów potrzebna i pomoc śterech mojech synów".

     Co roku do niewielkiego kościółka w Łysych zjeżdżają tysiące ludzi z całej Polski. Sam parking dla autokarów zajmuje tego dnia ponad dwa hektary! A sznur samochodów zaparkowanych przy drodze ciągnie się przez całą wieś. Tradycja trwa jeszcze od przedwojnia, kiedy najpiękniejsze procesje z palmami jeździło się oglądać w Myszyńcu, Kadzidle, Zalasie, Baranowie, Łysych i Lipnikach.

     W JASKRAWONIEBIESKIM KOLORZE

     Na Kurpiach najwięcej ponoć twórców ludowych mieszka właśnie w Lipnikach. Ale i okolica jest ich pełna. Niedaleko lipnickiego kościoła, na samym końcu wsi, drzwi do swojego domu energicznie otwiera nam artystka - Janina Krzyżewska. Trudno powstrzymać uśmiech, kiedy starsza pani z ustami i policzkami w kolorze jaskrawoniebieskim zaprasza nas do swojego mieszkania. Po chwili sama zdaje sobie sprawę z zabawnego wyglądu i w dziecięcym odruchu chowa niebieskie dłonie pod fartuch. Otwiera przed nami swoją pracownię i szybko biegnie na górę się przebrać. Nie da się ukryć, artysta przy pracy.

     - Dzień święty dziś, niedziela przecież, ale proszę się nie gniewać, jutro z warsztatami jadę w Polskę i powiedzieli mi, żebym bez szafirków się nawet nie pokazywała - z pewnym zażenowaniem tłumaczy swój wygląd "babcia" Krzyżewska. - Teraz tyle zamówień, że całymi dniami dłubię przy kwiatkach. Na co dzień opiekuje się dwuletnim wnusiem. Kiedy spiętrzą się zamówienia, sadza go na krześle obok, daje kawałek krepiny i... pracują oboje. Tu tradycja wyprzedza naukę pisania, bo najważniejsze to znać swoje korzenie.

     - Tylko proszę nie pisać, że Krzyżewska w tym roku się poddaje, bo jeszcze może zdąży i wszystkich wyprzedzi, tylko skończy te kwiatki - deklaruje Kurpsianka.

     USŁANE KWIATAMI

     Jadąc - prosto, do końca lasu i za trzecią kapliczką w lewo - po bardzo wyboistej drodze trafiamy do pani Janinki Ruszczykowej, której palmowy kunszt jest znany w całym regionie.

     W marcowy wieczór, kiedy stolica tętni życiem, na wsi dzień pracy dobiega końca. Nakarmione zwierzęta zapadają w sen, gospodarze też nie siedzą po nocy, panuje absolutna ciemność. Wyrwana z wieczornego spokoju zdumiona późną wizytą Janinka Ruszczykowa prowadzi do dużego pokoju, który na etapie przygotowań do konkursu pełni funkcję pracowni. - Ta jest zeszłoroczna - pokazuje palmę - poprzednie mam w albumie, bo nie zmieściłyby się w domu. O proszę, ta jest z 2006 r., ta z 2005. Prawie wszystkie wyróżnione. W końcu zakazali mi robić na konkurs, żeby dać szansę innym - wzdycha Ruszczykowa i opowiada - roboty przy tym to jest.

     Cykl wyrobu palmy rozpoczyna się według tradycji "w Popielcową Środę pocielim papsiery / i ksiatki skręcalim do Czarnej Niedzieli", czyli cały Wielki Post. Prawie dwa miesiące pracy, 30 tub bibuły. Palma musi być kilkumetrowa i bogato zdobiona, bo konkurs to największe święto, a palma jest najsłynniejszym ambasadorem Kurpiów.

     Czterometrowa tyka gościła u Ruszczyków przez kolejne lata, zajmując cały pokój na przestrzał. Na początek - jak każe zapisana w ludowych strofach tradycja - "na grubej sosnowej tycce, wije się borowecki, zegleń, koćki i Jeglie, w przetakach lezo już ksiatuski, do tego wstążki". W sąsiednim pomieszczeniu piętrzą się zaś góry uwitych kwiatków. Tuż przed Palmową Niedzielą palmę się rychtuje, czyli "przycepia ksiatuski i wstąski".

     Ruszczykowa siadała więc razem ze swoimi córkami przy owitej zielenią palmie i stroiła ją jak najpiękniej według sobie tylko znanego projektu: "i tak wszyscy do roboty, niedaleko do soboty. (...) dziadek z babką za kokardki, dzieci podtrzymują ksiatki". - Oj to były długie wieczory, 9 kwiatków ułożonych po obwodzie i 22 okręcenia, dawało to rokrocznie prawie 200 sztuk - wspomina pani Ruszczykowa. "Na czubie jej wiosna radosna puszyste bazi, kaczeńce, stokrotki i niezapominajki, a niżej zieleń lasu i świat lata niczym z bajki: chabry, rumianki i maki i czas jesieni dał się wpleść kwiatami aster, dali, kłosów żyta i gron jarzębiny" - przytacza artystka i dodaje: - Co roku trzeba się jeszcze pochwalić jakimś nowym wzorem, żeby wszystkich zaskoczyć, "w Ksietno Niedziele, ledwo świt nastanie / z palmo do kościoła pojadziem z furmanem". Z powodu konkursu, który w celu spopularyzowania folkloru kurpiowskiego odbywa się tu już po raz czterdziesty, pojawiły się nowe wyzwania: duża rywalizacja w wykonaniu i w długości, które ostatnio dochodziły nawet do 7 metrów. - Normalnie to palmy ciągnikiem się przewoziło, raz tylko pojechaliśmy maluchem. Dojechała. Ale ile to trzeba było mocować! - śmieje się mąż Janiny Ruszczykowej. - Do tego jeszcze zabieramy kwiatki i mniejsze palmy dla przyjezdnych na kiermasz. Trzeba było parę razy obracać.

     PRECZ Z MIOTŁAMI

     - Dlatego też ten świat kolorowy honorne Kurpsie dziś uczynili / bo Boga ciągle w sercu nosili - mówi tradycyjnym wierszem Zdzisław Frydrych, od wielu lat juror w palmowych konkursach. - Taka jest podobno geneza palmy - na chwałę Bożą! Miała łączyć niebo i ziemię, a może też przybliżać do Boga, dlatego musi być wysoka. Jest symbolem odradzającego się życia - podkreśla Frydrych i częstuje napojem o niezwykłym smaku. - Ale o tym to się najlepiej rozmawia na spokojnie, przy naszym psiwie kozicowym, bo kurpiowska kultura rodziła się od wieków i nie da się jej tak streścić w paru zdaniach - zaznacza.

     W pokoju każdego kąta pilnuje wysoka do sufitu palma. Czterdziesty rok sędziowania w konkursie to przywilej, ale i duża odpowiedzialność. Siedem osób z komisji rozpoczyna swoje zadanie z samego rana w Palmową Niedzielę. Niezależnie przyznają punkty i spośród około, 200 palm zgłoszonych do konkursu wybierają laureatkę. - Wszystkie miotły wyrzucamy od razu, zdarzają się dyskwalifikacje, kiedy palma nie spełnia warunków: jest niższa niż 1,2 metra, nie jest zrobiona z tradycyjnych materiałów albo w ogóle nie przypomina naszej kurpiowskiej - opowiada rzeczowo Zdzisław Frydrych. Na wyniki trzeba jednak poczekać do 14.30. Potem zaś - rymuje znowu nasz gospodarz - gdy w Łysych ludzie po procesji wyjdą z niemi / to zdaje się, że niebo jest tutaj na ziemi.

     Z nagrodami sprawa nie jest prosta. Za pierwsze miejsce laureat otrzymuje wprawdzie 700 zł, ale to nie pieniądze sprowadzają tu tysiące osób i to nie one są zapłatą za wielotygodniową pracę. Gra toczy się o wyższą stawkę - obronę zeszłorocznej pozycji, uplasowanie się na wyższej oraz podziw i zachwyt w oczach miejscowych i przyjezdnych. To znacznie ważniejsza idea dla twórcy ludowego, wyplatacza palm. - Bo zdobią ich urodę kwieciem i wstążkami / z myślą o Bogu gdyż Bóg jest z Kurpsiami - uzasadnia pan Zdzisław. ,P>      - Jak byłem mały chłopak, w 1956 roku spotkałem naszego regionalnego artystę pisarza, który mnie wszystkiego nauczył i pokazał, jak ważne jest poznać swoje gniazdo. Pobiegłem wtedy do babci wypytywać o zwyczaje, a dopiero teraz zrozumiałem, jakie to było dla niej ważne, mimo że nigdy nie zmuszała mnie do słuchania. Teraz ja uczę swoje wnuki, żeby nasza tradycja żyła w kolejnych pokoleniach - mówi Zdzisław Frydrych.

     Według zwyczaju piękna palma zapewnia jej właścicielowi długie życie, jego dzieciom wysoki wzrost, a jego krowom większą mleczność - o ile tuż przed pierwszym wypasem uderzy się je trzykrotnie palmą. Kiedyś jeszcze był zwyczaj, że kto pierwszy wstał w Ksiatną Niedzielę, biegał z palmą budzić innych i wołał: "wierzba bzije - nie zabzija, psiankny dzień, a Zielganoc za sześć nocek za tydzień!". Hasło przetrwało, ale biegać już nie ma komu.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 kwietnia 2009


Świętujmy Wielkanoc Świętujmy Wielkanoc
Bogusław Zeman SSP
Praktyczny, świetnie napisany poradnik, wyjaśniający znaczenie chrześcijańskich obrzędów związanych ze Świętami Wielkanocnymi. Książka przypomina o religijnym wymiarze tych dni i pomaga je w odpowiedni sposób przeżyć wszystkim, którzy zwą się uczniami Chrystusa Zmartwychwstałego... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 marta: 19.03.2013, 10:05
 piękne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej