Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Rodzice i zaborcza "miłość"

Im bardziej niedojrzali są rodzice,
tym bardziej chcą zatrzymać przy sobie swoje dorastające dzieci.

     Najbardziej niezwykła miłość, do jakiej zdolny jest człowiek, to miłość małżonków. Jest to miłość aż tak mocna i nieodwołalna, że - zgodnie ze słowami Jezusa - mężczyzna i kobieta dosłownie opuszczą swoich rodziców i staną się dla siebie nawzajem najważniejszymi osobami na tej ziemi! Po zawarciu małżeństwa rodzice nadal pozostają dla nich kimś wyjątkowym, lecz więź z rodzicami może być utrzymywana na tyle, na ile kontakt z rodzicami czy teściami umacnia - a nie osłabia! - wzajemną miłość małżonków. Dojrzali rodzice pomagają swym dzieciom dorastać do mądrego wyboru małżonka i do założenia szczęśliwej rodziny, ale czynią to poprzez solidne wychowanie, a nie poprzez bezpośrednie ingerowanie w decyzje syna czy córki. Natomiast niedojrzali rodzice czynią wszystko, by dorastające dzieci "uchronić" przed miłością, wolnością i odpowiedzialnością.

     Szczęśliwe dzieci szczęśliwych rodziców

     Szczęśliwi i dojrzali rodzice kochają swoje dzieci bezinteresownie. Stają się przez to obrazem miłości Boga do człowieka. W obliczu popadnięcia w niewolę prorok Izajasz zapewnia Izraelitów o tym, że Bóg będzie pocieszał swój lud z taką czułością, z jaką matka pociesza swoje smutne dziecko, gdyż Stwórca kocha człowieka z jeszcze większą czułością niż najlepsza matka. Dojrzali rodzice przyjmują rodzące się dziecko "w ciemno", bezwarunkowo. Nie wiedzą przecież, jak będzie ono wyglądać, jakie będzie miało cechy i uzdolnienia, czy będzie zdrowe, czy będzie podobne do nich, w jaki sposób będzie reagować na ich miłość. Kochający rodzice dzień i noc czuwają przy dziecku i okazują mu tysiące znaków czułości i radości. Starają się upewniać je o tym, że jest ono dla nich bezcennym skarbem. Tacy rodzice stają się dla dziecka bezpiecznym schronieniem w każdej sytuacji. Jeśli są szczęśliwi i dojrzali, to potrafią nie tylko dziecko z miłością przyjąć i mądrze chronić. Potrafią także pozostawiać dorastającemu dziecku coraz większą autonomię, a gdy dorośnie, "wypuścić" je w świat bez lęku! Dojrzali rodzice wiedzą, że w trafnym doborze małżonka pomagają synowi czy córce najpóźniej kilkanaście lat... wcześniej: poprzez mądre wychowywanie od dzieciństwa!

     Uwięzienie zamiast schronienia?

     Zupełnie inaczej wobec swoich dzieci postępują ci rodzice, którzy okazują się niedojrzali i nieszczęśliwi. Zamiast być dla syna czy córki bezpiecznym schronieniem i serdecznymi przyjaciółmi, stają się rodzajem emocjonalnego więzienia. Im bardziej rodzice nie radzą sobie z własnym życiem, tym bardziej usiłują oni zastraszyć swoje dorastające dzieci i wmówić im, że mogą być one szczęśliwe tylko wtedy, gdy pozostaną w domu rodzinnym i gdy z nikim innym się nie zwiążą. Taką postawę wielu niedojrzałych rodziców zajmuje zwłaszcza wobec córek. Oficjalnie czynią to po to, by uchronić je przed nieszczęśliwym małżeństwem i by chronić przed ewentualnym rozczarowaniem. Faktycznie czynią to po to, by posłużyć się dorastającymi dziećmi do rozwiązywania swoich własnych problemów, jednak żaden syn ani żadna córka nie są w stanie rozwiązać problemów innych ludzi. Nawet wtedy, gdy ci inni ludzie to rodzice!

     Miłość małżeńska przed miłością rodzicielską

     Dojrzale kochać swoje dzieci potrafią tylko ci rodzice, którzy każdego dnia od nowa dbają o wzajemną miłość do siebie, gdy nie funkcjonują jedynie mocą przyzwyczajenia czy jak automaty, dla których liczy się jedynie jedzenie, spanie, praca, telewizor. Tylko ci rodzice, którzy - stając się rodzicami - nie przestali być dla siebie małżonkami, nie będą traktować dzieci jak swoją własność. Tylko rodzice, którzy są szczęśliwymi małżonkami, dbającymi o wzajemną, serdeczną miłość między sobą, są w stanie w pogodny sposób pozwolić dorastającemu dziecku na to, by związało się ono ze swoim małżonkiem jeszcze mocniej niż z nimi. Taki jest właśnie zamysł Boga i dlatego istnieje sakrament małżeństwa, ale nie istnieje sakrament rodzicielstwa! Dzieci nie są własnością rodziców, którą oni mogliby posiadać i którą mogliby dowolnie dysponować. Nie są też ich "emeryturą" na starość, ani ich darmowym domem opieki. Dzieci są dane rodzicom przez Boga pod opiekę, w adopcję miłości. To Bóg, a nie rodzice, zna do końca ich dzieci i podpowiada im powołanie, czyli najlepszą dla nich drogę życia doczesnego, która prowadzi do miłości i świętości. Im bardziej rodzice są ze sobą szczęśliwi jako małżonkowie, tym spokojniej puszczają dorastające dzieci "w daleki świat". I tym chętniej dzieci te wracają do nich z rodziną, którą założą. Im bardziej natomiast rodzice przymuszają dzieci do pozostania przy nich, tym bardziej prowokują je do buntu, niechęci, a nawet do ucieczki z domu. Nikt nie chce przecież przebywać w wiezieniu, na które nie zasłużył.

     Bóg wzorem miłości rodzicielskiej

     Miłość rodzicielska jest najbardziej bezinteresowną formą miłości w doczesności. Właśnie dlatego sam Bóg porównuje swą miłość do miłości rodzica, który kocha całkowicie bezinteresownie i dlatego pozostawia dorosłemu dziecku zupełną wolność w wyborze swojej niepowtarzalnej drogi życia. Szczęśliwi rodzice cieszą się, gdy ich syn czy córka zaczyna kochać swego małżonka jeszcze bardziej niż ich samych! Tylko tacy rodzice potrafią wspierać syna czy córkę na nowej drodze życia i stać się szczęśliwymi dziadkami. Tęsknią oni wtedy, gdy syn czy córka wyjeżdżają na studia albo do pracy, gdy przeprowadzają się do własnego mieszkania i zakładają własną rodzinę. Tęsknią, ale nie boją się o przyszłość swego dorosłego już dziecka właśnie dlatego, że przekazali mu w spadku miłość, mądrość i przyjaźń z Bogiem, czyli coś nieskończenie ważniejszego niż dom, pieniądze wykształcenie. Gdy ich dorosłe dziecko zakłada własną rodzinę, wtedy dojrzali rodzice towarzyszą mu dyskretnie na odległość, zawsze służą pomocą, ale nigdy niczego nie narzucają, ani nie usiłują podejmować decyzji za syna czy za córkę. Im więcej rodzice pozostawiają dziecku wolności, tym chętniej ono ich odwiedza i opowiada o swoim samodzielnym już życiu. Takie dziecko ma pewność, że w obliczu jego pytań czy wątpliwości rodzice zawsze doradzą mu w sposób zgodny z mądrymi zasadami i wartościami. Doradzą, ale niczego nie będą narzucać!

     Bóg kocha i zostawia wolność

     Ideałem dojrzałego rodzica jest sam Bóg. On tak bardzo nas pokochał, że oddał za nas życie na krzyżu, a jednocześnie pozostawił nam prawdziwą wolność. Bóg-Miłość marzy o tym, byśmy dorośli do radosnej świętości i byśmy nie zmarnowali talentów, jakie w nas złożył. Mimo to cierpliwie czeka i nie odbiera nam wolności nawet wtedy, gdy błądzimy i gdy przeznaczamy czas na coś, co nas nie rozwija lecz umniejsza. Bóg-Miłość wie, że przy Nim każdemu człowiekowi jest najlepiej, a mimo to nie próbuje nas uwięzić. Nie istnieje bowiem przymuszona miłość, ani nie jest możliwa przymuszona radość. Tylko ci rodzice, którzy są mocno zaprzyjaźnieni z Bogiem, potrafią tak mądrze wychować swoje dzieci, że przygotowują je do podejmowania mądrych decyzji, nie odbierając im wolności.

     Dzieci na podobieństwo rodziców?

     Największym zagrożeniem dla dorastającego syna czy córki są ci rodzice, którzy pragną, aby ich dziecko zrealizowało we własnym życiu te cele czy aspiracje, których im samym nie udało się osiągnąć. Tacy rodzice przymuszają dorastające dziecko do pójścia drogą, którą oni mu chcą narzucić. Tymczasem żadne dziecko nie zostało stworzone na obraz i podobieństwo swoich rodziców, ani po to, by zaspakajać ich niespełnione marzenia czy najpiękniejsze choćby aspiracje. Każdy z nas został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, który pragnie naszego, a nie swojego szczęścia i który nigdy nie posługuje się nami do osiągnięcia swoich celów! Dojrzali rodzice wiedzą, że mogą być szczęśliwi tylko wtedy, gdy ich dziecko będzie szczęśliwe. A dziecko może być szczęśliwe jedynie wtedy, gdy ma prawo różnić się od rodziców we wszystkim, z wyjątkiem jednego: dążenia do świętości i do mądrej miłości na wzór Jezusa. Najpiękniej podobne do rodziców są te dzieci, którym rodzice pomagają respektować własną niepowtarzalność.


Magdalena Korzekwa


Najważniejsze pięć lat życia dziecka Najważniejsze pięć lat życia dziecka
Bernabe Tierno
Pozycja ta ukazuje jak niezwykle ważne dla ogólnego rozwoju są pierwsze dziecięce doznania i doświadczenia. Książka pozwala rodzicom prześledzić krok po kroku psychomotoryczny rozwój języka, intelektu, uczuć i zachowań społecznych... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 marta: 04.07.2017, 14:54
 Bardzo ciekawy artykuł i taki prawdziwy, niestety bardzo często w życiu tak jest... Warto przeczytać, żeby uświadomić sobie jakich błędów nie popełnić przy wychowywaniu dzieci. Stanisław, który dodał komentarz najwidoczniej jest tytułowym bohaterem artykułu i zupełnie nie rozumie problemu, co jest przykre tymbardziej, że rodzicem jest się całe życie i wszystko jeszcze można naprawić w relacjach. Ja posiadam zaborczych rodziców i teściów. Konflikty z mężem mamy tylko z powodu rodziców, innych nie mamy. Gdyby dali nam żyć jak dorosłym ludziom, byłoby nam lżej i nie stronilibyśmy od kontaktów z nimi.
 M: 04.12.2016, 14:59
 Jestem podobnego zdania, rodzice dorosłych dzieci powinni zająć się sobą i nie narzucać na siłę swoich poglądów, każdy z nas ma jedno własne życie, i powinien kierować się tym co będzie go uszczęśliwiać a osoby którym na danym człowieku zależy i kochają bezwarunkowo przykładowo rodzice,powinny zaakceptować wybory swoich dorosłych dzieci, i starać się żyć w dobrych relacjach z nimi i ich rodzinami. Rodzic potrafi nieświadomie wyrządzić własnemu dziecku bardzo dużo krzywdy,bo krzywdzi własne dziecko nie dając mu wolności i kibicując rozpadu związku dziecka w imię własnego lepszego samopoczucia.Prawdziwy ,mądry rodzic potrafi wykorzystać jak najlepiej potrafi lata w 100% w których dziecko jest od niego jeszcze zależne i ma na to naprawdę bardzo dużo czasu. A to skutkuje tym,że taki rodzic jest gotowy odstąpić miejsca przyszłemu zięciowi, czy też synowej,bez żadnych awantur,czy przemocy emocjonalnej i jest to naturalny proces,a rodzic nie potrzebnie chce to zahamować.Ten artykuł odzwierciedla czystą prawdę. Matka nie powinna nigdy stawiać się w obliczu dorosłego dziecka wyżej niż żona,czy mąż jej dziecka. Na takim zachowaniu tylko traci w oczach własnego dziecka.Dojrzały mężczyzna powinien podążać za swoją kobietą, bo do tego został stworzony, i niestety tutaj rodzic,albo się z tym zgodzi i będzie tak samo starał się o dobre relacje,albo zostanie z niczym,bo odstraszy od siebie własne dziecko oraz jego rodzinę. Szacunek w relacjach teściowa-synowa należy się obustronnie ,bo teściowe to matki naszych mężów a synowe to żony naszych synów oraz matki naszych wnuków.Drogie mamy wychowujcie dzieci dla świata, nie dla siebie, a będzie żyło wam się lepiej. :)
 bb: 18.09.2015, 10:05
 biedny człowieku stanisławie, nic nie zrozumiałeś
 Kasia: 06.02.2014, 11:03
 Myślę ,że piekło jest usłane teściowymi(albo długie lata w czyśccu), które zniszczyły małżeństwa :obgadywaniem, plotkami, "dobrymi radami", nastawianiem przeciwko współmałżonkowi ,wtrącaniem się.Takie "cudowne" osoby ,może się dużo modlą o nawrócenie okropnej synowej czy zięcia ,ale swoich wad nie widzą. Mamy(teściowe) miały już swój czas ,żeby wychować swoje dzieci,żeby dać przykład jak żyć albo jak nie żyć.Najbardziej nie lubię jak mówię,że chcę to uzgodnić z mężem,a słyszę "co się męża będziesz pytać...". Moi rodzice są okropnymi teściami ,zarówno dla mnie i mojego męża, jak i dla współmałżonków mojego rodzeństwa.Małżonek/ka który/a słucha dalej mamusi to niedojrzały człowiek.
 D.: 19.09.2013, 20:17
 Rodzice powinni zostawić trochę wolności swoim dzieciom a zainteresować się swoimi starymi zniedołężniałymi rodzicami dając tym samym dobry przykład.
 Stanisław: 15.05.2013, 09:21
 W porządku zgodzę się że dzieci postrzegają rodziców jako zaborczych, niedojrzałych i nadmiernie kochających ? Najczęściej nie widzą ich jako kochających, martwiących się, nie biorą tego pod uwagę że rodziców trzeba szanować szczególnie jak kochają i martwią się. W pewnym wieku dzieci zaczynają podejmować samodzielnie decyzje dotyczące nie tylko samych siebie ale też otoczenia w którym żyją. Wpływając negatywnie a nawet bardzo destrukcyjnie na "tę starą" rodzinę z rodzicami na czele. Rodzic, jest narażony na przykry fakt że dziecko właśnie opuszcza gniazdo i nie wydaje mi się żeby to dla któregokolwiek rodzica było miłym faktem. Bez względu na okoliczności czy dojrzałość, jest to nieuniknione. Szczególnie gdy rodzic który chciałby jak najlepiej dla swojego dziecka może jedynie tłumaczyć mu "nie rób tak bo to co robisz doprowadzi do klęski" i tylko patrzeć jak najmądrzejszy na świecie "małolat" wspierany przez wypowiedzi jak wyżej robi sobie ewidentnie krzywdę na starcie własnego życia. Gdzie w tym wszystkim jest rodzina, przywiązanie, miłość, wartości pokoleniowe, tradycja, szacunek. Liczy się tylko egoizm wspólnego nowego życia ? Czemu to służy ? Zgoda, gdyby wcześniej ... lepsze wychowanie, więcej czasu, więź ... przekazanie konkretnych wzorców, to może dziecko teraz podejmowało by mądrzejsze decyzje. Wiadomo że się popełnia jakieś błędy .. to podobno niektórych uczy. Tylko czego ? Przypadkiem nie tego że "robię tylko to co muszę" do czego zmusza mnie luźne życie bez niczyjej kontroli ? Życie bez planu i wyciągania wniosków z tego co przekazuje otoczenie - ta najbliższa kochająca, doświadczona już rodzina. Cóż ... problem jest tu i teraz .... i nie pomoże już gdybanie i wyciąganie wniosków, bo czasu nie da się cofnąć. Pozostaje jedynie żal że coś co dla każdego normalnego rodzica jest bardzo głębokim uczuciem, przez otoczenie i własne dziecko postrzegane jest jak ciasna klatka. Naprawdę z dużym niesmakiem przeczytałem ten artykuł, wychodzi na to że najlepiej dzieci po 18 roku życia, pozostawić państwu - ono zapewni im dobrobyt i wolność ? A co gdy nadejdzie refleksja u takiego wchodzącego w życie młodego człowieka, "kurcze to co robiłem jednak było błędem" poniosłem klęskę a rodzice przestrzegali .... a teraz jak już nie żyją nie da się cofnąć czasu i spróbować stworzyć wielopokoleniową rodzinę ... Najlepiej dla młodych było zostawić rodziców, dom, uczucia, dla niepewnej więzi nawet nie przyszłych małżonków... i pójść we własną stronę ? Młody człowieku gdy to czytasz używaj głowy, żyj i postępuj mądrze, szanuj siebie i własną rodzinę, bo to jest w zasadzie wszystko co tak naprawdę jest twoje. Dopiero za jakiś czas osiągniesz własne "stałe" w życiu. Odwracając się od tego kim jesteś czyli od rodziny, odwracasz się od samego siebie w imię jakiejś nierealnej mrzonki twojego samodzielnego przyszłego życia. Oczywiście jeżeli twoja rodzina nie jest patologią społeczną. W każdym razie jeżeli postawisz na to żeby realizować siebie bez zwracania uwagi na to co mówią rodzice i rodzina to po twojej "klęsce" twoja rodzina może stanie się właśnie taką patologią społeczną bez żadnych wartości. Sam będziesz sobie winien. Wiem że to będzie tylko twoja decyzja :) ale pomyśl już teraz - czy warto ?
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej