Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Przed ekranem

     Nie odlądać telebizolów! - wołał wniebogłosy nasz niespełna dwuletni pierworodny, kiedy mama albo tata próbowali włączyć odbiornik i jednym okiem zerknąć, co tam, panie, w polityce. Nie powodowała nim bynajmniej niechęć do gadających gtów, tylko ogólna awersja do oglądania telewizji. Awersja niewątpliwie dziwna i odosobniona; zwykle bowiem dzieci raczej trzeba odganiać sprzed telewizora niż je do oglądania namawiać. Siła bowiem przyciągania ruchomych obrazków na ekranie jest dla maluchów, które choć raz spróbują tej rozrywki, iście magnetyczna lub też, jak kto woli, hipnotyczna. - A to zmyślny spryciarz, taki maty, a już umie patrzeć w telewizor! - usłyszałam kiedyś opinię, w której wyraźnie pobrzmiewało uznanie dla wyjątkowej bystrości kilkumiesięcznego niemowlęcia i duma z jakże ewidentnych postępów w jego rozwoju. Jeśli mam być szczera, to dla mnie przykład ten - powtarzający się nader często z uderzającą powtarzalnością - pokazuje, że patrzenie w telewizor to jedyna rzecz, jakiej się nie trzeba uczyć. Każdy to potrafi.

     Myślę, że niechęć małego Witka do telewizora wynikała jednak głównie z tego, że doskonale wyczuwał on, iż urządzenie to pozbawia go uwagi rodziców. Tego zaś, co otrzymywał w zamian, nie uważał za warte tego, co tracił. Z całą siłą unaocznia mi to po latach przypadek małego telemana Grzesia. Pewnego niedzielnego popołudnia rodzina zasiada, by razem obejrzeć kolejny odcinek czechosłowackiej komedii sprzed lat. Ale podczas gdy rodzice i czworo rodzeństwa zgodnie zaśmiewają się nad dialogami i scenami z życia czeskiej prowincji lat 70., Grzesiowi urywa się film i chłopiec niechcący zapada w drzemkę. Budzi go dopiero charakterystyczny końcowy walczyk, kultowa piosenka całej piątki dzieci. Rozczarowanie pięciolatka jest ogromne. - Ja też chciałem zobaczyć "Pod jednym dachem"! - płacze. - Pojutrze powtórka, obejrzysz sobie - próbuje pocieszyć go mama. Jednak nie trafia. - Ale ja chciałem zobaczyć "Pod jednym dachem" z całą moją rodziną!!!

     A więc nieodżałowany, jedyny w swoim rodzaju seans! Niespotykana rzecz w dobie natrętnych powtórek i dostępności wszystkiego w każdym czasie. Gdzieś w środku majaczy mi wspomnienie przyjemności, jaką dawniej potrafiło dać wspólne oglądanie - z akcentem na "wspólne", a nie na "oglądanie" - coś, co wydawało się równie należeć do przeszłości, co stary czeski film. Może jednak mam za co polubić telewizję?


Lidia Molak


Tekst pochodzi z Tygodnika

22 stycznia 2012



   


Co myśmy zrobili? Narodziny dziecka a małżeński kryzys Co myśmy zrobili? Narodziny dziecka a małżeński kryzys
Glenn i Natalie Williams
Glenn Williams (psycholog) i jego żona Natalie (terapeutka) opowiadają o swoim związku w momencie, gdy pojawiło się na świecie ich pierwsze dziecko. Książka zawiera wiele cennych wskazówek, co uczynić, aby przygotować się na poszerzenie rodziny, jak przetrwać najtrudniejsze tygodnie i miesiące z noworodkiem, ale przede wszystkim, jak utrzymać zdrowe relacje między małżonkami, aby ich wzajemna więź trwała i mogła dalej się rozwijać.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej