Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Co warto wiedzieć o homeopatii Co warto wiedzieć o homeopatii
ks. Andrzej Sereda
Książka ks. Andrzeja Seredy w sposób bardzo rzetelny - nie tylko z punktu widzenia teologicznego - opisuje niebezpieczeństwa związane z homeopatią, dlatego jest tak istotną pozycją piśmienniczą.... » zobacz więcej
Polecane książki: -> Zagrożenia duchowe <-   -> Zagrożenia duchowe cz. II <-
Byłam wróżką

     Jestem kobietą blisko sześćdziesięcioletnią, matką dorosłego syna i dorosłej córki, która sama także jest już matką dwojga dzieci. Wróżeniem, ezoteryzmem, odprawianiem magicznych rytuałów zajmowałam się przez szereg lat. Wróżenie daje wrażenie przewagi nad zdarzeniami, ludźmi, pogodą, rzekomo pozwala przewidywać nieszczęścia i zabezpieczać się przed nimi. Dochodzi do takiego uzależnienia, że wróżka nie wychodzi z domu bez wyciągnięciajednej karty. Zdarzało się na przykład, że córka dzwoniła do mnie, mówiąc: "wiesz, mamo, dzisiaj nie wracam wcześnie do domu, bo wpadnę do znajomych na kawę". Wyciągałam wtedy kartę i oddzwaniałam do niej, mówiąc: "lepiej nie idź, bo tam zdarzy się wypadek albo coś innego niedobrego". Wahadło nosiłam stale przy sobie i wydawało mi się, że gdy będzie ono ze mną mocno związane, to będzie mi bardziej przyjazne i będzie też chętniej odpowiadało na moje pytania. Pewnego dnia zmieniłam torebkę i nie przełożyłam do niej wahadełka. Gdy się zorientowałam, że go nie mam ze sobą, zaczęło mi się plątać w głowie i poczułam się strasznie zagubiona. Uświadomiłam sobie, że bez wahadełka nie mogę normalnie funkcjonować, podobnie jak ktoś chory na serce nie może wychodzić z domu bez lekarstwa.

     Dziś wiem, że nie na wszystkie pytania znamy odpowiedź i trzeba się pogodzić z tym, że człowiek jest tylko człowiekiem. Ale wtedy tak nie uważałam. Wydawało mi się, że swymi umiejętnościami pomogę na przykład osobom, które nie potrafią założyć rodziny pomimo urody i wykształcenia. Wydawałoby się, że nie ma powodu, dla którego pozostają samotni. Ludzie ci dochodzą do wniosku, że modlitwa im nie pomaga, więc zwracają się do nume-rologa albo dopatrują się klątwy i udają się do świeckiego egzorcysty. Wróżka im mówi: "karta na małżeństwo jest odwrócona" - co znaczy, że ta osoba nie wstąpi w związek małżeński. I co teraz robić? I dalej się te karty rozkłada, i następna karta mówi, że ta osoba musi gdzieś wyjechać, a potem jeszcze kolejna dopowiada, że trzeba pojechać do jakiejś ciotki. Wróżka radzi, by się z tą ciotką skontaktować, a potem znowu przyjść na wróżenie. Często wróżki znają się ze sobą, więc jedna dzwoni do drugiej: "wiesz, mam taką klientkę, co nie może wyjść za mąż, może byś zrobiła jej portret numerologiczny?" itd. Niejednokrotnie wróżki odprawiają także rytuały i dają instrukcje swoim klientom, w jaki sposób mająje ponawiać w domu. A jakże te rytuały są kosztowne: ile wydaje się na świece, wahadła czy rozmaite produkty spożywcze! Ludzie kupują te rzeczy kosztem nieraz wielu wyrzeczeń. Owszem, robi się również specjalne "rytuały na pieniądze", ale korzyści z nich są nieporównywalnie mniejsze od rozmaitych strat i nieszczęść, jakie się dzieją. Żeby je odżegnać, znowu się robi odpowiednie rytuały i to zło tak się napędza. Po jakimś czasie dana osoba powraca do wróżki i historia znowu się powtarza.

     Wróżenia nie odbierałam jako grzechu, jako sprzeniewierzania się Bogu, bo nie miałam właściwie żadnych podstaw wiary, choć wiedziałam zawsze, że Bóg jest, i modliłam się do Niego. Uważałam, że na pierwszym miejscu w moim życiu stoi Bóg, a na drugim są karty. Sądziłam, że nie grzeszę, bo najpierw się modliłam, a potem sięgałam po karty. Pewnego jednak dnia córka doszła do wniosku, że moje zajmowanie się wróżbiarstwem źle wpływa na jej samopoczucie, i wręcz odbierała to jako zagrożenie dla dziecka, które nosiła pod sercem. Bardzo kochałam swoją córkę i kochałam już wtedy swego wnuka; bardzo pragnęłam zostać babcią, więc bez wahania odłożyłam to wszystko. Postanowiłam wziąć urlop od wróżenia, to znaczy nie zamierzałam się z nim rozstać na zawsze, ale na jakiś czas. Wśród wróżek panuje takie przekonanie, że nie można zostawić kart na przykład na tydzień i potem do nich wrócić; trzeba mieć z nimi kontakt codziennie, choćby tylko ich dotknąć.

     Kiedy córka powróciła ze szpitala po urodzeniu dziecka, czuła się nie najlepiej. Jednocześnie zaczęły się problemy zdrowotne u noworodka, który po kilku tygodniach trafił do szpitala z ciężkim zapaleniem oskrzeli.

     Ja byłam wtedy tak mocno zajęta, że nie starczało mi czasu na zajmowanie się kartami. Gdy mój wnuk miał dziewięć miesięcy, także i córka poszła do szpitala na operację. Doszłam wtedy do wniosku, że te karty ani wahadełko nie są mi właściwie potrzebne, że zajmowanie się nimi jest bardzo czasochłonne. Nagle znalazłam więcej czasu dla domu, na rozmowy telefoniczne z synem itd. Dotarło do mnie, że te wszystkie wieści, jakie miałam z kart - a upłynęło już ok. roku - właściwie się nie spełniły. Uświadomiłam sobie nawet, że gdybym kierowała się tymi wskazówkami, to moje życie nie byłoby przez to ani lepsze, ani bogatsze. Na przykład wcześniej robiłam w domu rytuały na oczyszczenie ze złych energii. Nagle tego wszystkiego zaprzestałam i okazało się, że nic złego się nie działo.

     Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy wyspowiadałam się z tego wszystkiego, to po moim powrocie do domu woda w kranie zaczęła sama lecieć, samoczynnie włączały się urządzenia elektryczne, trzaskały meble. Przede wszystkim jednak dręczona byłam w nocy - po to, abym nie spała. Niekiedy byłam tak zmęczona i zmaltretowana, że noc w ogóle nie dawała mi wytchnienia. Miałam straszne sny, potworne koszmary. Doświadczałam w domu różnych obecności: szurania, pukania, przesuwających się cieni. Na szczęście nie widziałam jakichś okropności, widywanych nieraz przez inne osoby, które na przykład odprawiają czary. Tacy ludzie bardzo często doznają rozmaitych dręczeń i nękań po to, aby znowu zwracali się z prośbą o pomoc do wróżek i coraz bardziej się od nich uzależniali, i żeby to zaklęte koło się zamknęło. Kiedy sama byłam dręczona, to z tego powodu - jak wtedy myślałam - że "nie przestrzegałam zasad BHP", jak to się mówi w środowisku wróżek. To znaczy, że niewystarczająco się zabezpieczyłam za pomocą soli, świecy czy kredy lub nie zrobiłam potrzebnego rytuału. Ciekawe, że działo się to właśnie po mojej spowiedzi, kiedy po raz pierwszy wyznałam, że zajmuję się wróżeniem i magicznymi rytuałami.

     Teraz, po kilku latach, myślę, że Pan Bóg chciał mi przez to pokazać, z kim ja się naprawdę zadawałam, bo w mniemaniu ezoteryków są to duchy opiekuńcze, dobre duchy, anioły - są nawet takie karty anielskie, którymi się wróży. Jeśli którykolwiek z wróżbitów, ezoteryków, magów itd. śmiałby się z tego, co mówię, to najlepiej niech sprawdzi to na sobie w ten sam sposób: niech idzie się wyspowiadać, ale szczerze, póki jest na tym świecie. Bo gdybym ja z tego wszystkiego, co przeżyłam ze złymi duchami, się nie wyspowiadała i z tym zmarła, to wszelkie opisy mąk piekielnych - tak uważam - są niczym wobec prawdziwych udręk. Piekło, tak to odczuwam, to nie sprawa miejsca, ale stan ducha, stan okropnej ciemności. Ja tę ciemność przeżywałam.

     Jeżeli zdarzy się jakiś paskudny, brutalny gwałt, to każdy człowiek wie, że dla ofiary gwałtu jest to straszne przeżycie. Nad taką osobą się litujemy, staramy się, jak tylko możemy, znaleźć sprawcę, chcemy dla niego jakiejś wielkiej kary, bo to, co zrobił, jest okrutne. A demony przecież też to robią! Doświadczyłam tego po pierwszej spowiedzi, kiedy złe duchy nie dawały mi spokoju w nocy. Byłam bita, wykręcano mi policzki. Co z tego, że one nie mają ciała; kiedy biją, to zadają najprawdziwszy ból. Demon kopie, szturcha, nie pozwala się modlić. To jest prawdziwa walka duchowa o to, żeby się nie zniechęcić, aby nie przestać się modlić. W takich momentach jakże potrzebna jest pomoc kapłana, który to wszystko rozumie i udzieli pomocy. Ja bardzo wiele zawdzięczam pewnemu starszemu księdzu, który pierwszy raz z tego wszystkiego mnie Śwyspowiadał i w czasie późniejszych rozmów wyjaśniał mi, dlaczego wróżbiarstwo, karty, magia i tym podobne sprawy nie podobają się Bogu. Kapłan ten potrafił we mnie zakorzenić tę pewność, że Bóg nie pozwoli mnie skrzywdzić. I to naprawdę pozwoliło mi przetrwać te wszystkie udręki fizyczne i psychiczne. Wiem, że przez tego księdza Bóg dał mi szansę wyjścia ze zła, które czyniłam przede wszystkim z powodu swojej małej wiary i nieświadomości, że istotnie są to rzeczy grzeszne i bardzo niebezpieczne.

     Kiedy wyszłam z tej pierwszej spowiedzi, to po raz pierwszy w życiu uświadomiłam sobie, że byłam może nie opętana, ale zniewolona. Kolejne spowiedzi przynosiły mi uczucie jakby nowego powrotu do tego życia, do samej siebie; wracałam także do zdrowia. Z domu usuwałam wszystko, co było związane z wróżeniem i czarami: amulety, przeróżne przedmioty, adresy z telefonami do moich koleżanek wróżek. Gdy przyszła kiedyś do mnie córka, poprosiłam ją, żeby wraz z innymi tego rodzaju przedmiotami wyniosła do śmietnika kartki ze starymi numerami telefonów. Zaraz potem córka się źle poczuła. Zrozumiałam wtedy, że tym oczyszczaniem mojego życia i powrotem do Boga nie mogę obarczać nikogo innego oprócz kapłana, bo to jakby dawało demonom prawo do atakowania tych osób. Przy wielokrotnym sprzątaniu mieszkania zauważyłam, że te wszystkie przedmioty się chowają, jakby nikną z oczu, aby nie zostały zauważone; po prostu za wszelką cenę trzymają się mieszkania, aby nadal być jakimś przekaźnikiem zła. Niektóre rzeczy paliłam, a inne zapakowywałam, modląc się, aby ich nikt nie znalazł.

     Horoskopy, wahadło, karty czy w ogóle wróżbiarstwo rozbudza wciąż większe i większe pragnienie, aby zdobywać coraz więcej wiedzy i umiejętności, by zapisywać się na kolejne kursy, zawierać ciekawe znajomości w kręgach ezoteryków, wróżek, szamanek. Dana osoba uważa, że rozwija się coraz bardziej na drodze duchowego oświecenia, nie uświadamiając sobie tego, że zły duch coraz bardziej ją omamia. Powiedziałabym tak: zajmująca się tymi rzeczami osoba staje się jakby głośnikiem dla złego ducha, który jednak sam się nie ujawnia. Mówi się przy tym - i klienci w to wierzą - że są to wiadomości pochodzące od dobrych duchów. Ludzie małej wiary wierzą tam jakoś w Boga, uznają Kościół (albo też i nie) i uważają, że duchy te nie są dla nich realnym zagrożeniem, że nie są złe, że wróżenie nie stanowi dla nich jakiegoś niebezpieczeństwa. Chęć poznania przyszłości albo rozwiązania jakiegoś problemu jest w nich tak wielka, że czasami mówią: "a niech to będą nawet szatańskie karty, byleby tylko sprawa została rozwiązana". Nieraz wróżka stwierdzi: "będzie tak, jak Bóg tego chce" albo powie swemu klientowi, że trzeba się modlić do takiego czy innego świętego. Ale jej słowa nic dobrego nie znaczą, bo Bóg jest tu po prostu wplątywany w coś złego, co nie ma z Nim nic wspólnego.

     Powiem szczerze, że ja się bardzo boję, co będzie ze mną, kiedy umrę. Nie sam fakt śmierci mnie przeraża, ale to, co będzie potem. Boję się, że te udręki, jakich teraz doświadczam jako pokuty, trwać będą jeszcze po mojej śmierci. Cała moja nadzieja w tym, że zdążyłam się z tego wszystkiego wyspowiadać i z całego serca żałować. Znałam pewną kobietę, o której wiem, że zajmowała się magią. Ja nie potrafię się za nią modlić. Świadomość tego, że ona przed śmiercią się nie wyspowiadała, jest dla mnie czymś strasznym. Na podstawie tego, co sama przeżyłam i nadal jeszcze przeżywam, wyobrażam sobie - choć nie wiem tego, bo to wie tylko sam Bóg - że przeżywa ona okropne męki. Mam nadzieję, że Bóg mi to wszystko wybaczył, bo karty, wróżby, czary to naprawdę nie jest droga do Boga, do zbawienia czy jakiegoś tam oświecenia.

     Mówi się, że są na świecie takie krzywdy, których nie można do końca zapomnieć, choćby nawet się je wybaczyło. Ja myślę tak: gdyby Bóg tak bardzo mnie nie kochał, jak ja wiem, że mnie kocha, to byłyby to grzechy nie do wybaczenia. Moja obecna udręka w porównaniu z tymi pierwszymi dniami po spowiedzi jest już naprawdę niewielka. Mam nadzieję, że wiele już odpokutowałam na tej ziemi. Liczę również na to, że poprzez te moje wynurzenia, które traktuję jako rodzaj spowiedzi, chociaż jedna osoba zarzuci ezoterykę i pójdzie do spowiedzi. Gdybym nie zajmowała się wróżeniem, nie byłabym bita, dręczona, popychana, nie przeżywałabym wewnętrznych utrapień. Wszelka pomoc mojej córki, która czuwała przy mnie w nocy, abym się wyspała, niewiele dawała, bo i tak męczyły mnie duchy i koszmary, tak że ten sen był niewiele wart.

     Za współpracę z duchami trzeba odcierpieć swoje i nikt w tym cierpieniu nie wyręczy. Moja znajoma poleciła pewnym ludziom założyć tzw. odpromienniki złych energii w domu i dokonać oczyszczających rytuałów. Wkrótce doszło w tym domu do dwóch samobójstw. Koleżanka wystraszyła się tego i zaprzestała wróżenia oraz uzdrawiania rękami. Na jej dłoniach otworzyły się wtedy straszne rany, z powodu których potwornie cierpiała.

     Jeśli chodzi o mnie, to wahadłem posługiwałam się prawą ręką. Po odrzuceniu go dostałam takich nieopisanych bólów tej ręki, że wstawałam w nocy, machałam tą ręką i masowałam ją. Miałam wrażenie, jakby ktoś wyrywał mi palce ze stawów. W tej chwili są to bóle niewielkie, ale zdarzają się jeszcze takie bolesne bezwłady. W znacznie mniejszym rozmiarze zdarzało się to jeszcze w czasie wróżenia, ale mówi się w środowisku ezoteryków, że dzieje się tak z powodu zbyt wielkiego napromieniowania energiami. Radzi się, aby dotykać wtedy ręką kaloryferów, bo energia podobno znajduje w ten sposób ujście do ziemi. Myślę, że to cierpienie to moja pokuta i przejaw miłosierdzia Boga, który pozwala mi odcierpieć teraz to, czego nie będę już musiała odpokutowywać po tamtej stronie.


Nawrócona


Nawróceni, udręczeni, dzielni

     Wprawdzie od nawrócenia autorki powyższego świadectwa minęły ponad cztery lata, ale kobieta owa nadal jeszcze prowadzi intensywną walkę duchową i potrzebuje duchowego wsparcia. W jej rodzinie dokonało się wiele dobra: jej córka także całkowicie rozstała się z wróżbiarstwem, wyspowiadała się, a jej dolegliwości fizyczne i duchowe wyraźnie ustępują. Rodzina ta promieniuje radością i pokojem - pomimo wszelkiego rodzaju przeciwności i trudności życiowych. To rzadko się zdarza, aby osoby zajmujące się wróżeniem, czarami czy innego rodzaju formami okultyzmu tak szybko powracały do równowagi psychicznej i duchowej. Wielokrotnie, pomimo praktykowanej spowiedzi św., pozostaje w nich jakaś szczególna skłonność do myślenia magicznego; operują słownictwem ezoterycznym, mają problemy z utożsamieniem się z własnym życiem, nawiązaniem kontaktu z rzeczywistością, z odpowiedzialnym podejmowaniem decyzji w swoim życiu. Nieraz - jak same wyznają - dręczone są przez niewidzialne, ale niejako mające materialne ciało demony, które zadają im ciosy, dotykają ich, hałasują lub na inne sposoby usiłują je zdestabilizo-wać i zastraszyć. Szczególnie osoby odwracające się od wróżbiarstwa, horoskopów czy numerologii skarżą się, że duchy usiłują prowokować ich "dziwnymi zjawiskami", aby ludzie ci zaczęli się nimi znów interesować i w ten sposób odrywali się od konkretu codziennego życia. Byli bioenergoterapeuci uskarżają się na bolesne drętwienie lub parzenie dłoni, które nakładali na swych "pacjentów" (ci ostatni z kolei doświadczają takich samych dolegliwości w tych częściach ciała, na których spoczywały owe "uzdrawiające" ręce).

     Przeżycia ludzi zajmujących się wróżeniem czy czarami lub też korzystających z tych praktyk bywają naprawdę przerażające: pożera ich niepokój i lęk, czują się wewnętrznie rozbici, towarzyszą im bluźniercze i samobójcze myśli, a do tego cierpią z powodu osamotnienia i niezrozumienia ze strony innych osób. Niektórzy podejmują leczenie psychiatryczne lub spotykają się z psychote-rapeutami. Gdy osoby te wkroczą na drogę nawrócenia, to muszą toczyć zaciętą walkę ze złem, zwłaszcza w pierwszym etapie swego powrotu do Boga, kiedy to demony nie dają za wygraną i niejako się mszczą. Ich wytrwałość i męstwo w tych zmaganiach są naprawdę godne największego podziwu i zarazem wzbudzają dziękczynienie Bogu za tak wielkie dzieło, jakie się dokonuje w życiu tych udręczonych i nieraz bardzo dzielnych ludzi. Ogromnie potrzebują oni w tym czasie wsparcia ze strony cierpliwego kapłana, który z wyrozumiałością ich wysłucha (choć nieraz wyglądają na zaburzonych psychicznie dziwaków), udzieli im sakramentów, pomodli się nad nimi, a czasami odeśle do kapłana egzorcysty.

     Powyższe świadectwo nawróconej wróżki niech stanowi przestrogę dla wszystkich osób, które z uśmiechem zapewniają, że horoskopami, kartami czy wróżbami zajmują się jedynie dla zabawy, z dziecinnej ciekawości czy dla zabicia czasu. Jeśli istotnie jest to dla nich zabawa, to niech się od niej całkowicie powstrzymają, a sami zauważą, jak wiele samozaparcia kosztować ich będzie wierność temu postanowieniu. Na ogół od tej "niewinnej zabawy" rozpoczyna się zainteresowanie ezoteryzmem i magią - dziedziną niezwykle wciągającą i uwodzicielską. Temu, kto w nią wszedł, nagle się wydaje, że posiadł świat zupełnie nowych możliwości kierowania swoim i cudzym życiem; że otrzymał klucz do załatwienia rozmaitych, nieroz-wiązalnych dotąd spraw; że "zaprzyjaźnił - się" z tajemnymi siłami, duchami czy jakimiś energiami, od których miałby zależeć kształt naszego życia i przyszłości.

     Brak rozeznania co do prawdziwego niebezpieczeństwa duchowego, jakie się tu kryje, a przede wszystkim brak świadomości realnej współpracy ze złymi duchami jest zjawiskiem wielokrotnie spotykanym pośród osób uzależnionych od okultyzmu i magii. Moment odkrycia prawdziwego wymiaru tych spraw autorka omawianego świadectwa wyraziła bardzo celnie: "Pan Bóg chciał mi przez to [czyli poprzez dopuszczenie rozmaitych udręk i przykrości - przyp. ks. A.T.] pokazać, z kim ja naprawdę się zadawałam, bo w mniemaniu ezoteryków są to duchy opiekuńcze, dobre duchy, anioły". Istnieje jednak w tej dziedzinie coś o wiele gorszego i niebezpieczniejszego niż zawiniona czy też niezawiniona ignorancja. Otóż jest to problem zdeklarowanej przez człowieka woli współpracy z siłami zła na polu przeróżnych form okultyzmu i magii. Człowiek po prostu przeczuwa - lub też wie - że zadaje się ze światem demonów; wie, że grzeszy, łamiąc pierwsze przykazanie Dekalogu; wie, że postępuje wbrew nauczaniu Pisma św. i Kościoła - a jednak to czyni. Z punktu widzenia życia nadprzyrodzonego znajduje się on w stanie grzechu śmiertelnego, czyli śmierci duchowej. Przylgnięcie wolą do dzieł Szatana, działającego w praktykach okultystycznych, można określić mianem faktycznego zniewolenia demonicznego. Niech dowodem tego będzie fakt, że niejednokrotnie ludzie ci potrzebują uroczystego egzorcyzmu w Kościele, aby rozpocząć czy kontynuować proces swego nawracania się i odzyskiwania swojej utraconej wolności. Jeśli autorka powyższego świadectwa nie została zniewolona aż w tak głębokim stopniu, to pewnie przede wszystkim dlatego, że w swym sercu nie oddaliła się całkiem od Boga i rozeznała istotę swego grzechu. Pomimo to tak wiele cierpiała. Razem z nią radujmy się, że istotnie są na ziemi takie cierpienia, które mają moc wybawić człowieka od udręk o wiele straszliwszych na tamtym świecie i wręcz przyczynić się do osiągnięcia nieba.


ks. Andrzej Trojanowski TChr


Publikacja za zgodą redakcji

nr 5-2006


Anioły i diabły wobec dzieci Anioły i diabły wobec dzieci
Janusz Stanek, Anna Kurzeja
Książka jest ważną i cenną pozycją, mogącą wydatnie służyć pomocą nauczycielom, katechetom, teologom, pedagogom, socjologom, studentom oraz osobom, które zajmują się zagrożeniami społecznym... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Ewa: 07.12.2009, 17:18
  jak pomóc takiej osobie , która to robi i nie chce słuchać , że idzie złą drogą. Gddie mogę sie udać po pomoc - ta osoba zaczyna żle postępować !!!!
 jdn: 11.07.2009, 01:22
 hmm ... coś w tym jest. Mam nieco ponad 40 lat i od dziecka wiedziałem jakby więcej. Wyprzedzałem myślami zdarzenia. Wiedziałem kiedy będą mnie w szkole odpytywać ale to było jakby naturalne. Niełatwo mi było porozumiewać się z rówieśnikami. Agresywniejszych odpuszczałem a słabszym współczułem. Co o mnie myśleli? .. po 25 latach rozmawiałem z koleżką, z tamtych czasów który siedzi w USA. Nie powiedział ale dał odczuć, że byłem osobą jakby z innego wymiaru. Nie było potrzeby atakować ale raczej opiekować w sensie uznawać oficjalnie i nieoficjalnie. Do rzeczy; w wieku dojrzewania kiedy jest się czulszym na świat już nie pamiętam jak ale chyba od sąsiadki pożyczyłem starą książkę o hiromancji ... i tak się zaczęło. Przeczytałem potem o wróżeniu i wywoływaniu duchów a na obozie nawiązałem kontakt z ówczesnym autorytetem od min. wywoływania duchów. Wyraźnie i potężnie mnie przestrzegał żeby się nie angażować wcześniej niż po 20 latach obserwacji. Młodzi nie słuchają ... ja byłem młody i lepiej wiedziałem..... i rzeczywiście o wiele więcej wiedziałem i nie miałem pojęcia skąd. Skończyło się to wszystko na więzieniu bo korzystałem z wiedzy którą nabyłem hmmmm ... jakby dodatkowo. Tam zdarzyła się sytuacja gdzie postawiłem moje życie na szali z wiarą a właściwie z książką - z biblią. Wtedy bałem się ale coś jakby mi mówiło że to jeszcze nie koniec. W końcu wyszedłem - nie potrafię powiedzieć do dziś jak to się stało była rozprawa i wyszedłem z niej cało - również niewytłumaczalne do dziś również przez mojego adwokata. Temu na górze wówczas coś obiecałem i dotrzymuję do dziś. Jak mi się działo przez te lata? ... a różnie pełna sinusoida ale zawsze była jakby podłoga pod nogami w skrajnej sytuacji. Były przygody ze świadkami Jehowy ale ich uprzedziłem na wstępie że ja już jestem przyporządkowany i nie istnieje inna możliwość ale chętnie poznam pismo i ich poglądy - to trwało ponad 2 lata. Nie zmieniłem wiary a poznałem zdecydowanie dokładniej historię wiary KK. Moje wnioski porównawcze? ... wszędzie są tylko ułomni ludzie. Rzeczywiście od tamtej pory niejednokrotnie odczułem istnienie tego w co wierzyłem a niejako było mi narzucone. Można by się doszukiwać aspektów psychologicznych - sm również szukałem ale nic z tego - wielu zdarzeń nie dało się wyjaśnić inaczej jak np. zbiegami okoliczności. Dzisiaj nie jestem fanem KK ale samej wiary i istnienia czegoś co nie ma nazwy bo jak wszystko nazwane przez ludzi zostało by sprowadzone do rynsztoka. Fajnie że tak jest i nie żałuje że nie mam kupy kasy bo byłem, widziałem i czułem zdecydowanie więcej niż przeciętna osoba - może z powodu jakby wcześniejszego uświadomienia wraz z możliwością przemyślenia i porównania. Pozostało mi wiele z odczuć i jakby możliwości z tamtych czasów ale korzystam z nich z pełną świadomością - jak trzeba wycofuję się również pod rygorem utraty pracy - a były to naprawde porządne firmy. Czy coś mnie męczy po latach? ... kiepsko ze snami ..... wiem kiedy ktoś emocjonalnie o mnie rozmawia - po prostu śni mi się wraz z jego zobrazowanymi emocjami w stosunku do mnie, w nowych miejscach śnią mi się minione zdarzenia nieraz niewybredne- pozostałości po emocjach?, ... pokutujące dusze? ... śnią mi się nieraz zmagania biednych ludzi z codziennością np poszukiwania na wysypisku śmieci, żołnież z czasów wojny przekonujący mnie we śnie że to niezasłużenie go oskarżono i zabito, i wiele innych ale częściej tych cięższych. To jednak jest pewien ciężar ponieważ nie ma z kim o tym rozmawiać ludzie uznają mnie za wariata. Mimo iż kilkakrotnie zdarzyło się potwierdzenie moich ostrzeżeń i i przestróg po kilku miesiącach, nawet pewien prezes zadzwonił do mnie i przeprosił za zachowanie i poprosił o powrót do firmy - do pracy na nowych moich warunkach jakie by nie były. Co z tego że wiem jak i tk nic nie mogę zrobić!!! Każdy ma swój los i głowę. Kiedy czasem uprzedzam kogoś że jego plany czy działania MUSI ZMIENIĆ to i tak tego nie robi. Potem się sprawdza ale za późno. Gdyby nie sny które się zawsze sprawdzają to pewnie byłbym częstym pacjentem psychologa - a tak nawet i tam nie ma drogi otwartej bo będzie mi wmawiał że białe jest czarne - a ja wiem jakie jest bo widzę !!! Kościół ? ...hmm ... jako organizacja spoko ale jako miejsce gdzie mogę się otworzyć ....chyba nie ... naprawdę bardzo niewielu otwartych ludzi tam widziałem. Dobrze że moja żona wierzy mi bo niejednokrotnie przekonała się o prawdziwości tego co jej opowiadam i skutkach różnych działań. Jeżeli jest dobro to jest i zło. Obie strony mają rozbudowane wachlarze oddziaływania ale muszą również i mają mieć przestrzeń w której się poruszają i której używają. Czy wierzę w Boga? WIERZĘ ... w organizację KK? ... dobrze że jest ... ale mój udział? .............
 Corazon: 18.03.2009, 10:02
 Dobrze, że są ludzie, którzy mają odwagę dawac świadectwo swojego nawrócenia! U mnie proces uwalniania ze skutków spirytyzmu trwał ok.2 lat..Dziękuję Bogu za tą wielką łaskę i także wszytskich przestrzegam, nawet na żarty czy z ciekawości nie wchodźcie w spirytyzm, horoskopy, wróżby,itp. To wielkie niebezpieczeństwo dla duszy i ciała! Przede wszystkm, ranimy tym Boga, bo Mu nie ufamy! Dziękuję za ten artykuł! Z pewnością odwołam się do niego w posłudze ewangelizacyjnej, przy okazji omawiania zagrożeń duchowych :)
 Magda: 13.03.2009, 01:13
 Jestem bardzo wdzięczna autorowi za ten artykuł. Prowadzę walkę sama ze sobą, aby to kolejny 4 raz nie udac sie do "cudownego" wróżbity, mam dopiero 22 lata, a przez ostanie 3 swoje życie poddałam nieczystym siłom. Mam świadomośc tego, że było to złe i wyrzadziłam sobie ogromną krzywdę, robiąc to,ale teraz walcze a ten artykuł pomógł mi i to bardzo. Dziękuje!!!!!!!
 atee: 18.02.2009, 20:42
 Ciekawe, i naprawde warto ten artykul przekazywac do ludzi ktorzy tym sie zajmuja i interesuja. Bóg i nikt wiecej ma byc w naszym zyciu a nie czary itp.
 Areq: 20.05.2008, 18:48
 No fajny
 serafinka: 23.11.2007, 01:26
 moja znajoma zajmuje sie wrozeniem z anielskich kart teraz jak ja zobacze na ulicy to bede wiac ze strachu.............................
 Monia: 09.10.2007, 22:03
 Dzięki za ten artykuł.
 
(1)
Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]:
Lost connection to MySQL server at reading initial
communication packet, system error: 111

[ Powrót ]
[ Strona główna ]
Szatan - rzeczywistość czy mit? Szatan - rzeczywistość czy mit?
Jose Antonio Sayes
Dziś nie jest łatwo mówić o szatanie. Wielu ludzi uważa, że szatan jest tylko fantazją, obcą współczesności. Jednakże Pismo Święte, Tradycja i Magisterium potwierdzają jego istnienie... » zobacz więcej
Egzorcyzmy Anneliese Michel Egzorcyzmy Anneliese Michel
Felicitas D. Goodman
Książka "Egzorcyzmy Anneliese Michel", autorstwa Felicitas Goodman, amerykańskiej profesor antropologii kultury, w sposób przystępny i barwny opowiada pasjonującą historię dziewczyny o imieniu Anneliese, która padła ofiarą przestarzałych intelektualnych przesądów... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej