Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Polskie hospicja

     Z miłości do ludzi

     Są w europejskiej czołówce opieki nad pacjentem. Czy polskie hospicja zdołają utrzymać ten standard mimo słabego finansowania z NFZ?

     - W Gdańskim Hospicjum im. Eugeniusza Dudkiewicza niewiele ponad 50 proc. budżetu otrzymujemy z NFZ. Resztę funduszy musimy wypracować sami - mówi ks. Piotr Krakowiak, pallotyn, dyrektor placówki i krajowy duszpasterz hospicjów. - Minimalny dzienny koszt opieki nad dzieckiem wynosi u nas 140 zł, z NFZ-u otrzymujemy 76 zl - mówi Marta Kwaśniewska, pracownik socjalny z Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci przy ul. Agatowej w Warszawie. Podobnie jest z większością placówek. A są i takie, które nie mają żadnych pieniędzy z NFZ.

     Hospicjum Dziecięce "Promyczek" w Otwocku powstało przed dwoma miesiącami. - Fundusze pozwalają nam obecnie na opiekę nad sześciorgiem dzieci. To mali pacjenci z Pragi, Ursynowa, Wilanowa, Otwocka i Glinianki - mówi ks. Paweł Dobrzyński, pallotyn, kierownik placówki. Pieniędzy z NFZ wystarcza na leki, paliwo i dojazd do dziecka. Na sprzęt medyczny fundusze trzeba byto zdobywać. - Aby zebrać pieniądze na otwarcie hospicjum, głosiłem rekolekcje w różnych parafiach, prosiliśmy też o wsparcie indywidualnych darczyńców. Przed chwilą zakończyliśmy rozmowy z firmą Opel Nivette z ul. Ostrobramskiej w Warszawie. Od nich otrzymamy samochód, którym będziemy mogli dojechać do pacjenta. To krok ku temu, by objąć opieką kolejnych sześcioro dzieci. Ale brakuje dla nich sprzętu medycznego. Na każde przyjęte dziecko potrzebujemy 14 tys., by zakupić m.in. łóżka, ssaki, inhalatory - mówi ks. Dobrzyński.

     Hospicja nie tylko dostają za mało pieniędzy z NFZ, ale mają wiele powodów do niezadowolenia z powodu sposobu ich dzielenia. - Nie zawsze lepsze hospicja dostają więcej środków. Zwykle państwowe, zwłaszcza stacjonarne placówki, otrzymują więcej niż te niepubliczne - zauważa ks. Andrzej Dziedziul z Hospicjum Domowego Księży Marianów na Pradze.

     - Mimo trudności jesteśmy w czołówce Europy - mówi ks. Krakowiak. Jak się to dzieje? Okazuje się, że domowe hospicja nie tylko same pozyskują fundusze. Istnieją też dzięki często bezinteresownej pracy lekarzy, pielęgniarek i innych wolontariuszy.

     - Hospicja domowe nie są w stanie objąć opieką wszystkich pacjentów, ale w dużych miastach pomoc jest dostępniejsza. Najtrudniej dotrzeć do ciężko chorych dzieci w małych miejscowościach. Tam często hospicja dla dorosłych obejmują opieką także dzieci - mówi ks. Krakowiak.

Pierwsze nowożytne hospicjum powstało w 1967 r. w Sydenham na potudniu Londynu, z inicjatywy Cicely Saunders. Było to Hospicjum św. Krzysztofa - miejsce opieki nad chorymi umierającymi na nowotwory. Łączyło tradycję hospicjów średniowiecznych (współczucie, miłość bliźniego) z osiągnięciami współczesnej medycyny. Saunders wypracowała podstawy nowoczesnego modelu opieki paliatywno-hospicyjnej. We współczesnym ujęciu to "całościowa, czynna opieka nad chorymi, których choroba nie poddaje się skutecznemu leczeniu przyczynowemu. Obejmuje ona zwalczanie bólu i innych objawów oraz opanowanie problemów psychicznych, socjalnych i duchowych chorego". Celem jest "osiągnięcie jak najlepszej możliwej do uzyskania jakości życia chorych i ich rodzin" (Światowa Organizacja Zdrowia, 1994).
     Jak wynika z raportu przygotowanego przez dr. Tomasza Dangela, kierownika Dziecięcego Hospicjum przy ul. Agatowej w Warszawie, w okresie 1999-2009 nastąpił w Polsce ponad pięciokrotny wzrost liczby dzieci pozostających pod opieką hospicjów domowych! Przyczyny tego są złożone. Jako pierwszą należy brać pod uwagę stopniową zmianę poglądów środowiska lekarskiego. Bo to lekarze najczęściej kierują chore dzieci do hospicjów. Zaczęli oni dostrzegać zalety domowej opieki paliatywnej.

     - Dawniej pacjent dłużej przebywał na oddziale szpitalnym, teraz szybciej wypisywany jest do domu. Opiekę przesuwa się w kierunku opieki domowej - zauważa ks. Krakowiak. Procedury prowadzenia pacjenta są coraz krótsze. W publicznych szpitalach działają klinki "jednego dnia", w których podaje się "chemię" i prowadzi radioterapię, a po zabiegu odsyła pacjenta do domu, bo koszt hospitalizacji byłby zbyt wysoki.

     ZE SZPITALA DO DOMU

     Pierwotnym założeniem hospicjów domowych była pomoc pacjentom w ich domach w końcowej fazie choroby nowotworowej, nierokującej wyleczenia. - W rzeczywistości do hospicjów trafiają nie tylko osoby chore na nowotwory, ale także na inne nieuleczalne choroby. Coraz więcej mamy pytań od chorych nieonkologicznie - mówi ks. Krakowiak. Spośród wszystkich pacjentów objętych opieką paliatywną 90 proc. stanowią chorzy na raka. Wśród dzieci jest to 60 proc. Pozostałe cierpią na inne nieuleczalne choroby. Pacjenta kieruje do domowego hospicjum lekarz. Chory może być także zgłoszony przez rodzinę albo zgłosić się osobiście. Opieka świadczona jest nieodpłatnie. Pierwsza wizyta lekarza odbywa się w dniu zgłoszenia lub w terminie uzgodnionym z pacjentem lub rodziną. Czas opieki nad dorosłym wynosi od kilku dni do nawet kilkunastu miesięcy. Lekarz odwiedza chorego średnio raz w tygodniu, pielęgniarka - trzy razy tygodniowo, a pozostali członkowie zespołu - w zależności od potrzeb pacjenta. Personel hospicjum domowego może codziennie udzielać porad przez telefon, ale w razie potrzeby zawsze gotów jest do złożenia wizyty w domu chorego. To "średnie standardy" - bo w rzeczywistości bywa i tak, że personel medyczny lub wolontariusze odwiedzają pacjenta codziennie, a nawet 2-3 razy dziennie. Lekarz i pielęgniarka powinni mieć pod opieką kilku pacjentów, a mają takich pacjentów kilkunastu.

     Trudności narastają, kiedy trzeba przebijać się do chorych przez zakorkowane miasto. - Nie odsyłamy żadnego pacjenta, który się do nas zgłosi - mówi ks. Andrzej Dziedziul, dyrektor Hospicjum Domowego Księży Marianów. Placówka otacza opieką około 400 pacjentów miesięcznie w miejscowościach położonych w promieniu 100 km, począwszy od okolic Legionowa aż po Radzymin, Wołomin, Halinów, Sulejówek, Międzylesie. Hospicyjny zespół funkcjonuje jak rodzina. Najważniejszy jest chory człowiek i jego dobro. - Pracownicy muszą mieć odpowiednie predyspozycje: zwracamy uwagę na ogólne kwalifikacje, kontakt z rodziną, takie cechy jak wrażliwość, cierpliwość. Niektórym osobom, które chciałyby się zatrudnić, trzeba odmówić - nie ukrywa ks. Dziedziul.

     PACJENT NA KARCIE

     Nawet przy bardzo dobrej organizacji i dobrze skomunikowanym zespole praca hospicyjna nie należy do łatwych. NFZ wprowadził procedury, które ją dodatkowo utrudniają. - Wymagany sposób prowadzenia kart wizyt domowych zabiera nam jedną trzecią, a w niektórych przypadkach połowę czasu, którą moglibyśmy poświęcić pacjentowi - zaznacza ks. Dziedziul. Pomyłki w kartach powodują, że na placówkę nakładane są wysokie kary. - Nieuczciwy pracownik i tak będzie umiał sprowadzić swoją pracę do zebrania podpisów. Zaś biurokratyczne podejście grozi tym, że mniej chętnie będziemy się zajmować pacjentem - zauważa ks. Dziedziul.

W 2008 r. w Polsce dziatato 349 publicznych (państwowych, samorządowych) i niepublicznych (prowadzonych przez stowarzyszenia, fundacje, zakony, Caritas) zakładów opieki paliatywno-hospicyjnej. Oprócz tego funkcjonują nieliczne (i nie policzone) komercyjne ośrodki paliatywno-hospicyjne. Publiczne i niepubliczne zakłady opieki paliatywno-hospicyjnej w Polsce to:

* 154 poradnie medycyny paliatywnej, w tym 53 niepubliczne;
* 284 hospicja domowe, w tym 121 niepublicznych;
* 76 oddziałów medycyny paliatywnej w szpitalach;
* 63 hospicja stacjonarne, w tym 34 niepubliczne;
* 42 zespoły opieki domowej dla dzieci.
(dane na podstawie raportu
prof. Krystyny de Walden-Gałuszko)

* 140 hospicjów prowadzą organizacje pozarządowe:
* 46 hospicjów prowadzi Kościół katolicki, w tym 25 - Caritas;
* 94 hospicjów prowadzą organizacje świeckie.

Powyższe zestawienie nie uwzględnia komercyjnych zakładów opieki paliatywno-hospicyjnej.
     Jeszcze inne bolączki mają hospicja dziecięce. W tegorocznym raporcie o opiece hospicyjnej nad dziećmi dr Dangel analizuje choroby dzieci pozostających pod opieką hospicjów w 2009 r. z "Wykazem schorzeń kwalifikujących do objęcia opieką hospicyjna dzieci i młodzież", wprowadzonym najpierw przez prezesa NFZ, potem przez ministra zdrowia. Okazuje się, że wykaz ten nie obejmuje 22 chorób. - Jest to nowa forma wcześniej już stosowanej polityki NFZ, polegająca na dyskryminacji pewnych grup nieuleczalnie chorych dzieci w dostępie do opieki paliatywnej. W nielicznych przypadkach NFZ wydawał indywidualną zgodę na leczenie pacjenta - zauważa dr Dangel. Narodowy Fundusz Zdrowia w przeszłości stosował politykę ograniczania przyjęć do hospicjów dzieci z innymi schorzeniami niż onkologiczne. Tymczasem, jak wylicza Marta Kwaśniewska, w latach 2005-2009 nowotwory stanowiły powód do opieki nad około 20 proc. chorych, a większość pacjentów była pod opieką z powodu innych chorób: w 10 proc. - metabolicznych, w 40 proc. - układu nerwowego. Dzieci z wrodzonymi wadami rozwojowymi, zniekształceniami i aberracjami chromosowymi stanowiły w 2005 r. 19 proc. pacjentów hospicjum, w 2009 r. - już 27 proc.

     Z inicjatywy dr Joanny Szymkiewicz-Dangel od niedawna pod opieką hospicjum domowego mogą być po urodzeniu także dzieci, u których w okresie życia płodowego zdiagnozowano wadę letalną. To nowy rozdział w pracy placówek hospicyjnych: idea hospicjum perinatalnego.

     Otwieranie nowych hospicjów domowych jest hamowane nie tylko przez niedostatek funduszy, ale też personelu medycznego. Jak zauważa dr Dangel, brak na rynku pediatrów, którzy chcieliby pracować w hospicjach dziecięcych. Wiąże się to także z kryzysem tej specjalności: w 2008 r. średni wiek pediatrów wynosił 58 lat! Brakuje lekarzy, którzy byli chętni do kształcenia się w tej specjalizacji.

     - Praca w hospicjum to misja, do której trzeba mieć powołanie. Lekarze wolą pracować w większych placówkach naukowych, gdzie mogą zdobywać stopnie naukowe - zauważa Marta Kwaśniewska.

     - Z medycznego punktu widzenia praca w hospicjach wydaje się porażką. Tymczasem każdy człowiek potrzebuje sukcesu, lekarz także. Ale czasami jest tak, że likwidowanie bólu, przynoszenie ulgi w cierpieniu pozwala odnaleźć człowieczeństwo. W pracy hospicyjnej dotyka się zupełnie innej materii, uczestniczy się w misterium odchodzenia człowieka - mówi Izabela Pakulska, lekarz od 10 lat pracująca jako wolontariuszka w hospicjum prowadzonym przez marianów.

     HOSPICJUM TO TEŻ ŻYCIE

     Gdyby nie wolontariat, trudno byłoby mówić o pełnej opiece hospicyjnej. - Radzimy sobie w opiece paliatywno-hospicyjnej dzięki wspaniałemu zaangażowaniu wolontariuszy - podkreśla ks. Krakowiak.

     - Także dzięki dużemu wsparciu społecznemu i edukacji, którą jako Fundacja Hospicyjna z hospicjami z całej Polski prowadzimy od siedmiu już lat w ramach kampanii "Hospicjum to też życie".

     Podkreślić trzeba też zaangażowanie Kościoła. Prawie polowa ośrodków paliatywno-hospicyjnych prowadzona jest za pośrednictwem organizacji diecezjalnych, zakonnych oraz struktur Caritas. - Jeśli chodzi o współpracę Kościoła w opiece paliatywno-hospicyjnej, to śmiem twierdzić, że jesteśmy na jednym z pierwszych miejsc w Europie i na świecie. Może to być powodem do dumy dla chrześcijan. Bardzo wielu wolontariuszy i pracowników znajduje się w tej służbie z głębokich motywacji duchowych i religijnych - podkreśla ks. Krakowiak. Gros środków hospicja otrzymują dzięki 1 proc. podatku przekazywanemu przez ludzi dobrej woli.

     W opiece hospicyjnej poza pracą pielęgniarki czy lekarza ważna jest też pozamedyczna część opieki: socjalna, duchowa, emocjonalna, psychologiczna oraz kontakt z chorym i jego rodziną. Pracownicy hospicjum wchodzą do domu, w którym obok choroby spotykają nierzadko cały szereg dysfunkcji, z brakiem środków materialnych do utrzymania rodziny na czele. Dyrektorka Mokotowskiego Hospicjum Świętego Krzyża w Warszawie Magdalena Hozer-Chachulska zauważa, że do jej placówki często trafiają osoby bezdomne, z takimi problemami jak towarzyszące nowotworowi inne choroby czy uzależnienie od alkoholu. - W takich sytuacjach musimy być instytucją pomagającą w każdym zakresie - mówi Magdalena Hozer-Chachulska.

     - Hospicja powstały z miłości do ludzi. My po prostu lubimy tę pracę - dodaje.

     Po śmierci chorego hospicja zapewniają wsparcie w żałobie. - Kiedy umiera pacjent, dzwonimy do rodziny. Nawet najbardziej zapracowani hospicjanci znajdują czas na rozmowę - mówi ks. Dziedziul. W hospicjum marianów raz w miesiącu osoby, które wskutek choroby straciły bliskiego, mają możliwość spotkania z psychologiem, a w listopadzie jest dla nich Msza Święta połączona z koncertem. Osierocone dzieci i młodzież mają comiesięczne spotkania w grupach wsparcia. Na początku tego roku szkolnego po raz kolejny otrzymały przybory szkolne, będą miały też możliwość korzystania z korepetycji. Od kilku lat wyjeżdżają na wakacje i ferie. Ostatnio 45 dzieciom udało się taki wyjazd dofinansować. Wspieranie osieroconych dzieci, których rodzice byli pacjentami hospicjów - to główny cel tegorocznej ogólnopolskiej kampanii społecznej "Hospicjum to też życie". Już po raz siódmy zainaugurowała ją Fundacja Hospicyjna. W tym roku w akcję włączyło się 76 ośrodków paliatywno-hospicyjnych z całej Polski. Fundacja Hospicyjna utworzyła w 2006 r. Fundusz Dzieci Osieroconych, z którego finansuje się stypendia, obozy i pomoc socjalną dla małych podopiecznych. Do dziś skorzystało z niego ponad 3 tys. dzieci. Aby zasilić ten fundusz, można wysłać charytatywny SMS o treści POMAGAM pod numer 7279 (koszt 2 zł + VAT).

     PYTANIA O PRZYSZŁOŚĆ

     Dzięki opiece hospicyjnej pacjenci żyją dłużej i godnie przeżywają ostatnie chwile swojego życia. Ciągle wiele jest do zrobienia. Potrzebne są większe kontrakty z NFZ, bo chorych przybywa. Potrzebne są szkolenia wolontariuszy i zbiórki pieniędzy. Jednak działalność pozamedyczna ma swoje granice: granice wytrzymałości małych zespołów hospicyjnych, które są przeciążone pracą. - Dzisiaj system hospicyjnej opieki domowej działa, ale trzeba go doceniać i dofinansowywać. Zwłaszcza że rośnie liczba ludzi chorych terminalnie. Schyłkowy okres choroby staje się rzeczywistością dotykającą coraz większą grupę ludzi, chorych nie tylko na nowotwory - zauważa ks. Krakowiak. - Kolejki w opiece domowej będą więc coraz dłuższe. Bo tak naprawdę opieka paliatywna jest prawem nie tylko chorego onkologicznie. Jest prawem każdego pacjenta u kresu życia.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

17 paździenrika 2010


Wady postawy i stóp u dzieci Wady postawy i stóp u dzieci
Maria Borkowska, Izabela Gelleta - Mac
Dzięki zawartym w tej książce informacjom o budowie i funkcjonowaniu narządu ruchu w warunkach prawidłowych oraz najczęściej występujących jego schorzeniach nauczysz się jeszcze lepiej dbać o prawidłowy rozwój fizyczny Twojego dziecka... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Świadek procederu: 12.11.2010, 14:08
 Czy lekarze robią z tego tytułu łaskę i mogą być przy śmierci albo nie jak im się podoba? Jeśli szpital wypisuje pacjenta do hospicjum, zapewnia mu opiekę medyczną do końca jego dni czy nie? Skoro NFZ płaci to za co? Za bylejakość i miłosierdzie? Bo coś tu nie gra! Na Boga nie łudźmy, że jesteśmy tak bezinteresownie miłosierni jak sam Bóg, bo tak na pewno nie jest. "Przerób" takiego hospicjum też musi być - prawda? Bo jak praca taka płaca.Skoro lekarz znika o 19-tej i ma za przeproszeniem "gdzieś", kto umrze a kto przeżyje, nawet mu się nie chce wstać z tzw. wyra i przyjechać o 21-tej i stwierdzić zgonu no to za co K U R W A mu mają płacić? A to rzecz nagminna nie tylko w Lublinie. Śpiące i srające babki i dziadki mają umrzeć i koniec PRAWDA o co chodzi!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej