Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Szpitale: pełna prywatyzacja?

     Właśnie ważą się losy szpitalnych placówek służby zdrowia, a właściwie - losy pacjenta.

     Dzięki osłonie medialnej, jaką ma obecna ekipa rządząca, różne sprawy przechodzą niezauważane. O wiele więcej miejsca poświęca się utarczkom grup manifestujących w Święto Niepodległości albo incydentom pod Pałacem Prezydenckim, niż planom przekształceń w szpitalach. Minister Ewa Kopacz jak wizję szklanych domów kreśli przyszłość służby zdrowia po przekształceniu szpitali w spółki prawa handlowego. Szpitale bez długów, przychodnie bez kolejek, na łóżkach szpitalnych zadowoleni pacjenci - czyżby irlandzki cud, zapowiadany przed wyborami przez obecnego premiera?

     Projekt przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia zakłada przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego przez jednostki samorządowe, które za nie odpowiadają. Zostawia wolny wybór: samorządy nie muszą wprowadzać przekształceń. Te jednak, które tego nie zrobią, będą musiały spłacić zadłużenie placówek. W rzeczywistości oznacza to konieczność przekształceń, bo zadłużenia szpitali często kilka razy przekraczają całoroczny budżet powiatów. Trzeba by postawić pytanie Ministerstwu Zdrowia, jak zamierza spłacić długi placówek, skoro na przyszły rok przeznaczono na ten cel 1,4 mld zł, a w skali kraju zadłużenie szpitali sięga 10 mld zł.

     Placówka funkcjonująca jako spółka prawa handlowego rządzi się swoimi prawami. Przede wszystkim nie może generować długów. Oznacza to, że względy ekonomiczne - a nie dobro pacjenta - będą priorytetem. Trzeba spodziewać się likwidacji miejsc w oddziałach nierentownych, gdzie opieka nad pacjentem jest kosztowna: internistycznych, geriatrycznych czy Intensywnej Opieki Medycznej. To zasobność portfela, a nie stan zdrowia, będzie decydować o kolejności leczenia. Bo przekształcenia szpitali oznaczają podział pacjentów na tych, którzy będą czekali w długich kolejkach i tych, którzy zapłacą za zabieg, wykonany w ciągu kilku dni.

     Szpitale po przekształceniu, obok zabiegów komercyjnych, będą tak jak dotychczas wykonywać zabiegi na podstawie kontraktów podpisanych z Narodowym Funduszem Zdrowia. Pozostaje pytanie o proporcje. Czy wtedy, kiedy spadać będzie kondycja finansowa placówki, szala nie przechyli się w stronę liczby zabiegów odpłatnych? Podpisanie kontraktu z NFZ wcale nie oznacza konieczności wywiązania się z niego w pełni. NFZ płaci przecież szpitalom dopiero po wykonaniu usług.

     Utrzymanie placówek szpitalnych przez samorząd to eksperyment jak z wypuszczeniem żaglówki na pełne morze. Jeśli szpitale będą chciały przyjmować pacjentów w takim zakresie jak obecnie, już po pierwszych kilku miesiącach będą wpadać w zadłużenie. Z pustego i Salomon nie naleje. Ekonomiści od dawna alarmują o konieczności zwiększenia nakładów na służbę zdrowia: 4 proc. PKB to stanowczo za mało, średnia w krajach Europy Zachodniej sięga 6 proc. Samorządy będą zmuszone do szukania inwestorów albo do ogłaszania upadłości, a jedno i drugie oznacza prywatyzację.

     Ustawa dotycząca przekształceń szpitali pełna jest nieprecyzyjnych określeń. Takim jest choćby zapis, że standardy postępowania medycznego w przekształconych szpitalach minister zdrowia "może" wprowadzać - a więc nie "musi". Brakuje też uszczegółowienia warunków wykonywania świadczeń komercyjnych, których cennik i tak ustalać będzie kierownik placówki.

     Przez cale lata prace nad reformą służby zdrowia były odkładane, a teraz nagle mamy niezwykłe tempo forsowania obecnych rozwiązań, bez konsultacji i bez uwzględniania zastrzeżeń środowisk od poselskich po medyczne.

     Ministerstwo Zdrowia nie uwzględniło krytycznych uwag rektorów uczelni medycznych. W Polsce jest 41 szpitali klinicznych. Po przekształceniu ich w spółki prawa handlowego uczelnie będą musiały pokrywać ich ujemny wynik finansowy. Grozi to ich paraliżem, bo dziury trzeba będzie łatać z dotacji na działalność dydaktyczną i naukową. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz ocenił wprost, że przedstawione przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązania stanowią zagrożenie bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków. Krytyczne zdania płyną nawet ze strony koalicyjnych postaw z PSL, nie mówiąc już o opozycji - PiS i SLD.

     Projekt PO jest już po pierwszym czytaniu. Po pracach w Komisji Sejmowej może będzie dyskutowany na najbliższym posiedzeniu Sejmu 23 listopada.

     "Jeśli chcecie mieć swoje szpitale, które będą bezpieczne, to skorzystajcie z tej szansy. (...) Jest to szczere i uczciwe podejście do tej kwestii. Tak powinno to było funkcjonować już od kilku lat" - podbija minister zdrowia. A premier wizytuje szpital, który przeszedł takie przekształcenie i świetnie funkcjonuje. Bo plan przekształcenia zwany programem "Ratujmy polskie szpitale", czy też planem B, ruszył rok temu. Podobno chęć udziału w nim zgłosiło 80 samorządów. Miał być wyciągnięciem ręki do tonących w długach szpitali. Dziwnym trafem na liście znalazły się placówki nieźle prosperujące na rynku medycznym, jak Wojewódzkie Centrum Stomatologii w Warszawie czy Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Siedlcach, który długów nie miał. Reguły propagandy sukcesu są jasne: pokazuje się te placówki, które sobie świetnie poradziły - ale nie mówi się o tych, którym się nie udało. Wydawało się, że czas propagandy sukcesu już minął. Jak widać, cienie przeszłości wracają.


Irena Świerdzewska

Tekst pochodzi z Tygodnika

21 listopada 2010


Zaparcia Zaparcia
Mirosław Jarosz, Jan Dzieniszewski
Wiele osób cierpi na zaparcia i sięga wówczas po środki przeczyszczające. Ich dłuższe stosowanie może jednak spowodować wystąpienie poważnych powikłań. Książka zawiera praktyczne porady i zalecenia specjalistów z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej