Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [531] [532] [533] [534] [535] [536] (537) [538] [539] [540] [541] [542] [543] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

 Aga, lat 23, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 22.10.2007, godz: 20:37

Witam Was:)
Dla przypomnienia w piątek zaczyna się Festiwal Podróżniczy "Wiatraki"

26 - 28 października 2007

Racibórz (woj. Śląskie), Dom Kultury "Strzecha" - ul. Księdza Londzina 38

O FESTIWALU
http://www.wiatraki.rosynant.pl/o_imprezie/o_imprezie.php

PROGRAM
http://www.wiatraki.rosynant.pl/program/program.php

GOŚCIE
http://www.wiatraki.rosynant.pl/goscie/goscie.php

Czy ktoś się wybiera ?? :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Światła w sercu Wam życze:)



2313 )
 Aga, lat 23, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 22.10.2007, godz: 20:29


Jeszcze troche refleksji:)

" Każdego poranka
dostajemy szansę na nowe życie
i od nas zależy,czy zaświeci słońce.
Pomimo chmur - walcz,
bo życie nie kończy się na kłopotach,
a słońce świeci ponad nimi. "

----------

Wartość uśmiechu

Darząc uśmiechem
uszczęśliwiasz serce.
Uśmiech bogaci obdarzonego
nie zubożając dającego.
Nie trwa dłużej niż chwila,
ale jego wspomnienie zostaje na długo.
Nikt nie jest tak bogaty,
by mógł nim pogardzić,
ani tak ubogi, by nie mógł nic darzyć.
Uśmiech niesie radość w rodzinie,
umacnia w pracy,
świadczy o przyjaźni.
Uśmiech podnosi na duchu zmęczonych,
leczy ze smutku.
Gdy więc napotkasz kogoś
o twarzy ponurej,
obdarz go hojnie uśmiechem;
któż bowiem bardziej go potrzebuje
niż ten, kto nie potrafi go dawać?

Faber

2312 )
 Aga, lat 23, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 22.10.2007, godz: 20:13



" Mogę postanowić ... "

Mogę postanowić
że będę szczęśliwy w tym szarym dniu.

To nieistotne,czy dzisiaj pada deszcz ,
czy świeci słońce. Nieważne, czy cieszę się
chwilą wolnego czasu, czy też mam przed sobą
dzień pełen obowiązków.

Wiem,że dzisiejszy dzień
Bóg stworzył z myślą o mnie.
Pragnę więc przyjąć ten dzień
z wdzięcznością i chcę cieszyć się nim,
a to, czego nie będę umiał zmienić,
pragnę z ufnością zawierzyć Bogu.

Rainer Haak


2311 )
 mała_zdw do samadata: 22.10.2007, godz: 20:10

Kochana!!!! Ze mna kiedyś było dokładnie tak samo. Pan Bóg na pierwszym miejscu - dużo modlitwy, niedzielna Eucharystia, przyjmowanie sakramentów... Aż kiedyś to sie po prostu urwało... Przestałam chodzić do Kościoła (a jeśli już to bardzo rzadko chodziłam), modlitwy prawie nie było i było tak dość długo... Tak naprawdę dopiero po jakimś roku, może nawet półtora to się zmieniło. Małymi kroczkami, częstymi upadkami, ale pomału się udało :)) Teraz chodzę do Kościoła co niedzielę, modlę się na Różańcu, często spowiadam i jest super. Zupełnie inaczej, łatwiej i piękniej, bo z Panem Bogiem :)) Naprawdę warto iść za Jezusem; 3maj się Go mocno i NIGDY nie puszczaj :)) Pozdrawiam Cię mocno!!!!!

2310 )
 Monikadata: 22.10.2007, godz: 18:53

kocham kosciol katolicki. Widze ze Bog oddal szatanowi wszystko tak sie szatanowi wydaje. Jednak nikt tak naprawde nie kocha Czlowieka jak Jezus Chrystus. Szatan wmawia ze milosc to seks.
Jest taki obrazek Jezusa z owieczka na rekach. Wierze ze kazdego czlowieka Jezus moze wziac na swoje ramiona. Wiecie ja naprawde w to wierze.
Panie Jezu naucz mnie okazywac swoim zyciem ze jestes najlepszym moim Przyjacielem. Dziekuje ze odmieniles moje zycie a w Szkocji okazujesz mi swoja milosc i dobroc.

2309 )
 a_taka_sobie, lat 23, e-mail: kraina_lagodnosci@o2.pldata: 22.10.2007, godz: 13:12

Dziękuję wszytskim za ciepłe słowa i modlitwę. Zdałam:):)

2308 )
 rafal, lat 31, e-mail: marzyciel333@wp.pldata: 22.10.2007, godz: 12:47

do aniłka
niesmuc sie wierz a napewno gdzies tam jest ten jedny ktorego przeznaczył ci Pan

2307 )
 adik, e-mail: emilian183@wp.pldata: 21.10.2007, godz: 20:36

Szukam osoby z Poznania. W Listopadzie od 16 do 20 sa rekolekcje dochodzone w Poznaniu przy ul. Przybyszewskiego w Kościele parafialnym. Chciałbym w nich uczestniczyc, mieszkam duzo dalej, potrzebuje tani nocleg gdzies niedaleko. Czy moze ktos ma jakąs oferte? Pozdrawiam

2306 )
 jamonia, lat 21, e-mail: jamonia@poczta.onet.pldata: 21.10.2007, godz: 14:25

Nie ważne, kim jesteś...Nie istotne w jakim teraz miejscu się znajdujesz, wśród jakich ludzi...Nie ważne, co przed Tobą a ni za Tobą...Właśnie Ty jesteś Potrzebny! Odkryj siebie, rozpal promyk w czyimś sercu...Zapraszam na stronę: www.obudzslonce.bnx.pl
Przypomnij sobie jak głęboki sens ma istnienie i spraw, by ktoś obok dzięki Tobie na nowo odkrył swoją ścieżkę. Pomóż mi tworzyć tę stronę, razem możemy więcej:)

2305 )
 karina, e-mail: karina@interia.pldata: 21.10.2007, godz: 12:13

Alu tak jak Rafał uważam ze to niebezpieczna sprawa dla Ciebie!!!! ta sprawa zabrnęła za daleko , nie jestes w stanie walczyć z szatanem ! nie wdawaj sie w rozmowy z koleżanką, ona jest już pod jego wodzą i TY jej nie nakłonisz na wiarę a sama się narażasz.
Msza sw w jej intencji, Modlitwa, ofiara, komunia sw, to możesz czynić. Jesli kolezanka będzie Ci nie przychylna rozzłoszczona możesz byc bardziej narazona na ataki szatana który trzyma ją w garści. Jesli masz częsty kontakt z kolezanką musisz wiedziec jak masz postępować wobec niej, porozmawiaj z dobrym ksiedzem . Ta sprawa wymaga odpowiednich kroków. Jej rodzina powinna się tym zając.

2304 )
 słonecznikdata: 20.10.2007, godz: 22:49

ten tydzien byl dla mnie naprawde cięzki ale podjelam decyzje ze odchodze z tej pracy. bardzo sie boje co bedzie dalej bo o nowa prace ciężko. jednak wiem ze tkwienie w tym ukladzie nie przynioslo by nic dobrego w moim zyciu. Prosze Was kochani pomodlcie sie za mnie

2303 )
 sama, e-mail: nutka23@02.pldata: 20.10.2007, godz: 21:50

Szukam Boga chcę by było jak kiedyś modlitwa ,komunia św a teraz nie chodze do kościoła - żadko zagubilam dobro które było brakuje mi przyjacół;(( szarość smutek

2302 )
 Rafał do Ali, lat 22, e-mail: mysterious1985@o2.pldata: 20.10.2007, godz: 21:47

Cześć Ala! Sprawa jest bardzo skomplikowana i uwazam, ze powinnas jak najszybciej zaprzestać prób jakiegokolwiek nakłaniania jej na wiare katolicką.Jest to dla nas, ludzi świeckich..dosyc niebezpieczna praktyka.Takie osoby muszą korzystać z pomocy egzorcysty.My mozemy w ten sposób sobie zaszkodzić, bo narazamy siebie na działanie złego ducha.Wiem, ze masz bardzo dobre intencje, ale radze Ci umyć od tej sprawy ręce - tzn. pozostawic to w spokoju dla własnego dobra.Mozesz kolezanke wspomóc w modlitwie, ofiarować za nią jakies swe kłopoty.Odmawiaj w jej intencji Różaniec.Moim zdaniem, tylko tyle możesz teraz dla niej zrobic.Pamietaj, ze jesli osoba jest pod wpływem działania złego ducha,a my chcemy ją nawrócic na wiare katolicką, ów demon moze sie rozgniewać i swój cały gniew skieruje na nas.Znam osoby, ktore w ten sposob chciały pomóc i doswiadczały wielu nieprzyjemnych skutkow (Ja tez chciałem kiedys, ale w pore mnie kolezanka uswiadomiła o zagrozeniu) .Moc wypędzania zlych duchów ma jedynie specjalny ksiądz egzorcysta, dlatego my musimy obchodzic sie z tymi sprawami bardzo ostrożnie. Jak chcesz o tym porozmawiac to pisz do mnie na gg: 71 41 829 lub na maila. Pozdrawiam

2301 )
 Ala, lat 17data: 20.10.2007, godz: 21:20

Szczesc Boże wszystkim. szukam pomocy bo sama sobie nie radzę. otoz mam kolezanke ktora wyznaje szatana. jest moja dobra kolezanka z tym ze ja jestem wg niej
zbyt katolicka jak na swoj wiek. kiedy rozmawiamy o wierze ona opowiada jaki to szatan jest wspaniały a Bóg katolikow jest wg niej niedobry i głupi. okropnie jest słuchac takich bluznierstw, ja ją probuje przekonac ze Bóg jest najlepszym Bogiem a z szatanem... a... wszystko co złego powiem jej o sztanie, ona to uwaza za dobre... Pomóżcie... jak ją przekonac ze źle postępuje? jak ją przekonac do wiary w BOGA prawdziwego??

2300 )
 Nieszczęśliwa, lat 26data: 20.10.2007, godz: 17:48

Aniale stróżu, bo wiem że takiego mam, każdy takiego ma i czuwa nad nim, proszę dodaj mi sił i nie opuszczaj mnie, pomóż mi w znalezieniu innej pracy w której będę szczęśliwa, jak było to rok temu gdy pracowałam w urzędzie a tutaj powoli się wypalam i niszczę psychicznie. Drodzy żródełkowiecze proszę Was o wsparcie modlitewne w tej sprawie. Pozdrawiam serdecznie :)

2299 )
 Piotrdata: 20.10.2007, godz: 13:22

Aniołku (a i do smutnego słoneczka, tak przy okazji;) - to, co przeżywasz, to swoista żałoba, tym boleśniejsza, że osoba, która odeszła, jest tam gdzieś, poza twoim zasięgiem. Nie ma tu znaczenia, że ze sobą rozmawiacie. Dla człowieka, bez względu na wiek, nie ma chyba nic gorszego, jak człowiek, który w mniejszym lub większym stopniu fizycznie jest, a jednak nie jest z nami. Najlepiej to widać na przykładzie dzieci - najboleśniejsze jest odtrącenie przez rodzica, mimo, że fizycznie jest obecny. Tak samo i tu. Odrzucenie emocjalne jest na pewno męką, jednak w tym momencie sama dolewasz oliwy do ognia. Skoro już się rozstaliście, to ostatecznie to przetnij, skoro nie ma już pewnie szans na powrót, bo do czego? Zresztą zastanów się - czy faktycznie chciałabyś wrócić? Już Starożytni twierdzili, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, a i to pewnie nie byłoby to samo. Doświadczenia, zwłaszcza między wami, mogłyby mocno zaciążyć tej "powtórki". Postawię być może odważną tezę, ale spróbuję - uważam, że ten "związek" tak bardzo Ci zaprząta głowę nie tylko dlatego, że jego rozpad zburzył Cię wewnętrznie, ale raczej dlatego, że są (prawdopodobnie) sprawy, które nie zostały wyjaśnione, zamknięte. Koniec związku niczego nie załatwił, a wręcz je pogłębił problemy. Może i się mylę, bo mam za mało danych, ale na podstawie tego, co napisałaś, tak właśnie sądzę.
W twej historii kolejny raz wraca wątek przyjaźni damsko-męskiej, przy czym tutaj strata jest podwójna - straciłaś chłopaka i przyjaciela zarazem. Nie twierdzę, że to źle, że był on twoim przyjacielem. Jednak dobrze by było mieć jakiegoś przyjaciela (płeć wg woli;), który będzie patrzyl na Ciebie z większym dystansem, a przede wszystkim nie będzie tak bezpośrednio zaangażowaną w Twoje życie osobą. Jest to szalenie ważne zwłaszcza w okresach kryzysów i różnych przełomach życiowych. Co dalej? Trzeba żyć - prozaiczne, ciężkie w trudnym okresie, ale prawdziwe. Choć Twoje życie, a bardziej Ty sama zatrzymałaś się, to jednak dalej wstaje dzień, zapada noc, oddychasz, widzisz, czujesz - to jest nie do przeceniania. Podejrzewam, że jesteś wierząca, więc tym bardziej powinnaś pamiętać, że jest Ktoś, kto o Tobie nie zapomina - nigdy!
Wylewa się z Ciebie wiele bólu i żalu - zarówno spływają one po Twoich policzkach, jak i zamykasz je w słowach. To zrozumiałe. Tak samo zrozumiałe jest, że wołasz w niebo, z goryczą, czemu mnie to ZNÓW spotkało. Czemu akurat mnie? To normalne - to przecież bardzo ludzki odruch, zwłaszcza, gdy mamy poczucie niezawinionego cierpienia. W takich momentach spotykamy się jednak z Tajemnicą. Czymś, co wymyka się wszelkim schematom, jest gdzieś poza, a jednak w jakiś wyjątkowy i niezrozumiały sposób nas dotyka. Nie zmniejsza to cierpienia i całego bagażu z nim związanego, ale jest jak ręka wyciągnięta do nas, abyśmy mogli się poddźwignąć z otchłani beznadziei, bezsilności, abyśmy mogli się oczyścić z kurzu żalu i bólu, które choć są na stałe wpisane w żywot człowieka, nie powinny murem, oddzielającym nas od świata i ludzi - naszą samotnią, w której będziemy ciągle na nowo rozdrapywali bolesne rany, które nie będą miały szansy się zabliźnić. Cierpienie ma wszak uszlachetniać, choć cierpiącym może się to, tak po prostu, po ludzku, wydać niedorzeczne i absurdalne. A przecież ".. na wszystko pod tym słońcem jest czas..", tak więc choć naszą duszę spowijają teraz chmury, trzeba mieć nadzieję, ba, trzeba zrobić wszystko, ażeby te chmury rozpędzić i znów żyć pełnią życia :)

2298 )
 doris, lat 24, e-mail: jutrzenka@o2.pldata: 20.10.2007, godz: 12:35

Zapraszam Was serdecznie na stronę...
www.calym-soba.blog.onet.pl
Chciałabym, abyście pomogli ją tworzyć, zostawiali komentarze, własne przemyślenia, świadectwa wiary,a może zniechęcenia...
pozdrawiam ciepło...
niech Pan błogosławi!
doris

2297 )
 joann5, e-mail: joannes@hotmail.comdata: 20.10.2007, godz: 11:11

Piotrze czytam Twoje wpisy są dwulicowe..jest w nich sprzecznosc. I wygląda ze sam sobie na nie odpowiadasz..człowiek wierzący kieruje się nauczaniem Chrystusa- kościoła i papieża a nie swoim własnym. Jesli przeinacza sie naukę koscioła to juz nie mozna nazywać się uczniem Chrystusa . Obys był zimny lub gorący... letniość jest przykrywką fałszywą, wygodną scieżką , która nie prowadzi do zbawienia ale na wyżyny własnej pychy.. co z Twoim sumieniem.. Quo vadis..?

2296 )
 Tomek, lat 33, e-mail: admin@adonai.pldata: 20.10.2007, godz: 09:17

Gratulacje i wszelkie wpisy dot. Artiego proszę kierować bezpośrednio na jego adres e-mail lub GG

2295 )
 Artur Wnęk / Artii, lat 32, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 20.10.2007, godz: 07:48

No jestem juz na necie ;) wiadomo ze nie bywam zbyt czesto. Choc minelo juz 3 tygodnie to pochwale sie bo jest czym sie chwalic!!! :) Narodzila sie nam przesliczna coreczka Marta Teresa Wnęk, waga 2400, 53 cm, skala apgar 8. Oddamy, powierzymy ja Panu naszemu :) Jestesmy bardzo szczesliwymi rodzicami :) :) :) Niech bedzie uwielbiony Jezus w Marcie, w calej naszej rodzinie :)

2294 )
 Emilkadata: 19.10.2007, godz: 23:40


Witam serdecznie!!!

Chciałam ponownie zaprosić na swoją stonkę, http://free4web.pl/NewsList/151471
tym razem odsyłam do newsa, w którym zawarłam pewną refleksję, nad spotkaniem człowieka z człowiekiem. Bardzo proszę pozostawiajcie po sobie ślady, jeśli coś przeczytacie, dzielcie się swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami na poruszane tematy w newsach. Będzie mi bardzo miło mogąc poznać wasze spostrzeżenia, uwagi. Pozdrawiam

2293 )
 Aniołek, lat 26data: 19.10.2007, godz: 23:07

Oj,wiem, co to znaczy ból...Niedługo minie 2 miesiące odkąd rozstałam się z chłopakiem. Z chłopakiem, który był zarazem moim najbliższym przyjacielem. A teraz? Czasem ze sobą rozmwiamy. Ale nie dzwoni codziennie, nie pyta czy wszystko dobrze, nie wyczekuje na mnie przystankach. I naprawdę nie wiem, co jest gorsze...Nie mieć w ogóle chłopaka niż cierpieć po rozstaniu...
I jak tu dalej można kochać. Jak można fać, kiedy ktoś robi Ci świństwo, deklaruje się, a potem rzuca...
Wiele razy czytałam, że Bóg nie zsyła na nas cierpienia przypadkowo i wszystko ma swój sens. On nas doświadcza. Ale też czytałam, że Bóg nie daje chłopaka, bo nie jesteśmy gotowi, bo nie chce, żebyśmy się zranili, itp.
A mnie już dwa razy tak okrutnie doświadczył. Chciałabym spotkać tego jedynego chłopaka, który miałby być moim mężem. Ale jaką ja teraz będę mieć pewność, że to właśnie ten, jak już dwóch chłopaków zakpiło sobie z mojego uczucia ;(

2292 )
 Kasia, lat 25data: 19.10.2007, godz: 21:00

PIOTRZE, Twój wpis czytało się jednym tchem. Pozdrawiam cieplutko:)

2291 )
 ja 27data: 19.10.2007, godz: 20:23

Popieram Cie Magdo, madry wpis, potrzeba duzo cierpliwosci i modlitwy dla tych ktorzy szukaja swej polowki, bo pewnie przyjdzie niespodziewanie, tez czekam, pozdrawiam wszystkich,,

2290 )
 ja, e-mail: smile18ster@gmail.comdata: 19.10.2007, godz: 19:14

Marcinie czuję to samo i bardzo dobrze Cię rozumiem, więc jeśli chcesz możemy pogadać...


2289 )
 Magda, lat 20data: 19.10.2007, godz: 18:58

Dziękuję za odpowiedzi odnośnie mojego wpisu :** bardzo pomagają takie słowa :)
No ale może skomentuję parę rzeczy :)
Zdaje sobie sprawe doskonale z tego, że uroda to nie wszystko :) no bo według mnie to jest podstawa, żeby do tego dojrzeć tylko mnie bardziej chodzi o to czy ktoś jest zadbany. Sama jestem pedantką, a mam właśnie takie szczęście, że właściwie startują do mnie faceci, którzy jakoś zanadto nie przywiązują do tego wagi. Powiem więcej często jest tak, że czyjś charakter mi sie naprawde podoba (hierarchia wartości itd), bo wygląd niekoniecznie, ale jak widze ubranie nie do końca czyste to mi słabo ;/ nie wiem czy przesadzam przez ten mój pedantyzm czy faktycznie miałam pecha jeśli chodzi o te sprawy :P w sumie jak czytam to co pisze to to sie nawet śmieszne wydaje, ale tak mam naprawde.. Nie mówie tu o tym, żeby facet stosował kremy i balsamy, ale czyste paznokcie, buty, ubranie i dezodorant to chyba kultura osobista tego wymaga :P przynajmniej tak mi sie wydaje :P
A propos mojego podejścia nie no nie czuje sie jakaś zanadto piękna, ale za szkaradną też sie nie uważam. Raczej nikogo bym nie wystraszyła, bo sama jestem troszke nieśmiała także to odpada. I jakoś tak nie czuje sie zbyt pewna siebie, jestem spontaniczna :P
A propos przyjaźni damsko- męskiej to robie dokładnie tak jak ktoś napisał wcześniej. Poznaje jakiegoś faceta i zaczynam sie z nim spotykać nawet jeśli niekoniecznie mi sie podoba, ale mój problem polega na tym, że po takich kilku spotkaniach facet zbyt sie nakręca i musze studzić jego zapał ;/ a początkowe spotkania są przecież by sie poznać, a niekoniecznie stworzyć związek ;/
Zauważyłam jeszcze coś takiego, że problem bycia samej bardziej mi dokucza, gdy mam jakiś problem, a nie mam sie komu wyżalić ;/ moja przyjacióła wyjechała na stałe do Anglii także jest ciężko ;/ ale jakoś staram sobie radzić :)
Raz jeszcze dziękuję za odpowiedzi z radami dla mnie :** pozdrawiam :** i życzę wszystkim samotnym znalezienia swojej połóweczki i prawdziwych przyjaciół :)
P.S. Modlitwa o dobrego męża/żonę to moja rada dla wszystkich samotnych. Ja sie modle codziennie. Umiem na pamięć tą modlitwę już :)
Aha i jeszcze inne podejście do problemu samotności. Jeśli wszystkie możliwości poznania drugiej osoby, praca nad sobą, modlitwy w danym momencie zawodzą (i nie chodzi tylko o partnera ale też zwykłego przyjaciela) to ja sobie to też tłumaczę, że może to jest jakiś tam mój krzyż.. no bo w pewnym sensie na pewno jest.. dlatego wszystkim niecierpliwym też takie podejście doradzam no i życzę cierpliwości :)

2288 )
 smutne słoneczkodata: 19.10.2007, godz: 17:27

Od prawie dwóch miesięcy rozstałam sie z moim przyjacielem, wydawało mi się że tego nie przeżyje.. dawał słowo i go nie dotrzymywał.. stracilam cierpliwość i podobno w tę relacje wkradła sie MIŁÓŚĆ ale już nie przyjacielska i .. WSZYSTKO SIĘ ZAWALIŁO. Myśle o nim często, ale nie moge sie odezwac, to ja powiedziałam ŻEGNAJ PRZYJACIELU, SZANUJ INNYCH, TAK JAKBYŚ CHCIAŁ ŻEBY CIEBIE TRAKTOWANO... Tęsknie okrutnie, ale w sobie mam spokój, i zadaje sobie pytanie po co ta znajomość NAM się w życiu zdarzyła i poraniła moje wnętrze.. JA TEŻ GO BARDZO KOCHAM, BARDZO.. I ŻYCZE MU SZCZĘSCIA. A DLACZEGO TAK SIE ZDZARZYŁO MIĘDZY NAMI, TO DLA MNIE BOLESNA TAJEMNICA.

2287 )
 modata: 19.10.2007, godz: 16:56

oj Marcinie wiele takich osob... :(

2286 )
 Marcindata: 19.10.2007, godz: 16:12

Właśnie w tej chwili odczuwam bardzo mocną potrzebę by mieć kogoś prz swoim boku,by kogoś przytulić...To tak niewiele ale dla mnie to ogromnie dużo!Łączę się z tymi którzy tak jak ja czują sie samotni w to piątkowe popołudnie...Pozdrawiam

2285 )
 Ella, lat 28, e-mail: vanilya_81@02.pldata: 19.10.2007, godz: 14:30

oboje bardzo się kochamy ale nasz związek nie jest możliwy, jak mogę pokochać kogoś innego, wyjść za mąż i mieć dzieci..(a chyba bym chciała) skoro nie mogę przestac myśleć o Nim, czy to w ogóle możliwe...??? On mnie naprawdę kocha i pozwala na ułożenie sobie jakoś życia rodzinnego, bo tak naprawdę nasza miłość nigdy się nie skończy tylko będzie miała inny wymiar, jednak czuję że jestem w pułapce miłości........ może gdy pojawi się nowa realna miłość to wtedy by się udało...........??? ale na razie nie spotkałam i nie pokochałam nikogo innego.... potrzebuję jakiegoś wsparcia pomóżcie!

2284 )
 Piotrdata: 19.10.2007, godz: 14:09

Muszę przyznać, że bardzo pokrzepiające są wpisy/świadectwa ludzi, którzy mimo tego, że zmagaja się z samotnością i innymi problemami, jednak starają się wznieść swoje człowieczeństwo ponad to i żyć jak najpełniej, najpiękniej. Jest to tym bardziej cenne, że może i powinno być wskazaniem dla ludzi pogrążonych w beznadziei, smutku, iż próbując zmierzyć się z tym, co przytłacza, można i trzeba żyć. Starać się dojrzeć zawsze choćby najwątleszy płomyk nadziei.
Zasadniczo zgadzam się z poprzednikami odnośnie oczekiwania na miłość, jednak mam wątpliwości przede wszystkim co do tej przyjaźni damsko-męskiej. Napisałem kiedyś, że przyjaźń jest akuszerką miłości - w dalszym ciągu tak uważam. Problem jednak powstaje, gdy coś, co miało być tylko "przyjaźnią" znaczy dla co najmniej jednej strony coś więcej, a raczej zachętę do czegoś więcej. Pół biedy, gdy druga strona to jakoś odwzajemni, ale sprawa wygląda poważniej, gdy brak odwzajemnienia. Prędzej, czy później trzeba będzie coś z tym fantem zrobić i zauważalną regułą jest wtedy rozstanie. Dlatego tak istotne jest, aby uważać na słowa i czyny, kierowane do drugiej osoby, a i sygnały od tej osoby również. Zwłaszcza, że kobiety i mężczyźni zasadniczo odmiennie interpretują odbierane sygnały.
We wpisie Kariny widać ważne przesłanie - liczy się jakość, a nie ilość. Liczy się to, jaki ten drugi człowiek jest, a nie to kiedy i gdzie poznaliśmy się, tudzież który to już "związek"(a przecież to nie wyścig, zawody..) Miłości nie da się zmierzyć, policzyć, więc tym bardziej absurdalne są opinie - "ta (20 lat) to już ma męża, dzieci itp". Pytanie - czy faktycznie była na to gotowa (przewijający się już wcześniej wątek samotności, jako okresu przygotowania - z czym się zgadzam)? Czy nie pospieszyła się? I wreszcie - czy faktycznie jest szczęśliwa? Nie sztuką jest wziąć ślub, mieć dzieci, ale stworzyć związek na trwałych i poważnych fundamentach.
Po raz kolejny chciałbym zaapelować - nie szukajcie księcia/księżniczki. Życie to nie bajka, a poważne zadanie, które powierzono każdemu człowiekowi. Nie twierdzę, że wszyscy w ten sposób szukają, ale czasem to właśnie nasze wyobrażenia nas hamują, nie pozwalają żyć, a w przypadku miłości - nie pozwalają nam kochać, nie pozwalają dostrzec miłości. Gdyby tylko piękni ludzie mogliby się wiązać w pary, inni powinni wyginąć, a przynajmniej usychać w samotności. A tak przecież nie jest, zważywszy na fakt, że opakowanie to za mało. Ważniejsze co wewnątrz.
Oczywiście, każdy przeżywa swoje cierpienie na swój sposób i ostatecznie sam musi się z tym uporać, ale, nawiązując do początku mej wypowiedzi, jest szansa, jest nadzieja, choćby najwątlejsza. Na lepszy czas. Może nie jutro, ale jednak jest. Jeszcze pewnie wiele razy, a w skali świata bardzo wiele razy, ludzie targani żalem i bólem, będą potrzebowali oczyszczenia, wyrzucenia z siebie tych emocji - tu lub gdzie indziej. Niech to robią, niech się dzielą ze światem, innymi ludźmi, bo nie dość, że to może pomóc im, może również stanowić jakąś pomoc dla innych. Łzy mogą stać się diamentami, równie bezcennymi, jak te u jubilera ;)

2283 )
 do Magdy i 20 letnich, e-mail: karina@interia.pldata: 19.10.2007, godz: 11:21

Magdo lat 20
Piszesz ze nic Ci nie brakuje.. pewnie masz powodzenie ale może niektórzy boją sie Ciebie? Mysla ze zbyt wysoko sie cenisz?.. Przewaznie jest tak ze spotykamy tych których możemy mieć ale ich nie chcemy.
Zwracaj uwagę bardziej na wartości, nie kieruj się pierwszym wrażeniem-wyglądem- nie dając w ten sposób szansy na uczucie czy przyjazń. Mając 20 lat i ugruntowane wartości możesz pozwolić sobie na przyjażń z jakims mężczyzną. Warto miec chłopaka, nie koniecznie musi byc mężem odrazu, jeśli Twoje zasady go nie ranią.
Nie musisz go zwodzić pieknymi słowami, jeśli nie czujesz tego, dajesz jemu i sobie czas na to. Jesli dla Ciebie ważna jest prawdziwa miłośc która nie rani, trzeba sie uczyć poznawania siebie w kontakcie z kolegami..poprzez rozmowy, wymiane poglądów, wspolny spacer. Chodzi o to bys nie popadała w rozżalenie, bezwartościowość, smutek, byś czuła sie atrakcyjna.
Niektóre osoby czekają długo na kogos tego jedynego cierpiąc w samotności, czas płynie , z jakiś wzgledów nie spotykają go, i mają poczucie straconego czasu, bo nie zaznali przytulenia, ciepła drugiej osoby, młodzienczych rozmów... nie mają z kim iśc do kina. A potem koło 30 ogromny żal ze jeszcze nie miały chłopaka czy dziewczyny.
Moze warto porzucić nadmierne oczekiwania pod względem urody na rzecz wartości. Czy uroda to wszystko? Jesli TY jestes ładna to druga połowka przy Tobie wypięknieje pod twoim urokiem:)Bardzo wiele osób które widzisz obnoszące się partnerami to takie które za najwazniejsze uważaja by kogos mieć, nie ważne na jak długo, jak się to skończy, byle pokazac innym.
Często nie liczą się z konsekwencjami intymnych zachowań, ranią , porzucają.
Mozna miec chłopaka ale w tym wypadku trzeba byc osobą która powaznie traktuje innych ludzi, szczerą aby druga strona nie czuła się zwodzona, wykorzystana, warto z nią rozmawiać o tym juz na samym początku na czym polega ta znajomośc. I trzeba wymagać może wiecej od siebie.
I jeszcze jedno dodam tym nieco starszym, czekanie na głebokie uczucie moze byc w nieskonczonośc. Niektórzy poznając kogoś odrazu oceniaja osobę czy moga sie w niej zakochać na podst wyglądu! . Czekaja na nagłe uczucie, na miłosc jak grom z nieba, po kilku spotkaniach. A często bywa tak ze uczucie musi dojrzeć.
A miłosc od pierwszego wrażenia czy spotkania zdarza się bardzo rzadko! głownie w filmach:) dlatego tak często niektórzy nie wiedza o tym, że odrzucają miłość nie dając jej szansy na rozwinięcie się. I ciągle są sami! Ci którzy nie podchodza do tego czysto filmowo,tzn aby na widok spotkanej osoby szybko się zakochać, mają więcej szansy na uczucie, oni naturalnie sie do siebie zbliżają, uczucie rozkwita, i okazja im nie umyka. Wiele osób przecietnych ma partnerów, a często ci atrakcyjni nie moga ich znależć. U kazdego powód moze byc inny, ale trzeba wziąść się pod lupę bo moze tak nie wiele potrzeba, tylko zmienic myslenie o sobie.
I równiez podzielam wskazówki Rafała i Caroliny, do prawdziwej miłosci trzeba się solidnie przygotować we współpracy z Bogiem.. Pozdrowienia dla samotnych i poszukujących.

2282 )
 jacek rocker, lat 26, e-mail: rockersjezusa@buziaczek.pldata: 19.10.2007, godz: 10:45

Witajcie. Od jakiegoś czasu zaglądam na Źródełko, uważnie czytam wpisy. Dziś te wszystkie myśli wypowiadane na tej stronie jakoś mnie poruszyły. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem szczególnie wrażliwy czy coś takiego. Jestem normalnym gruboskórnym :) czasami barbarzyńcą czyli zwykłym kolesiem, który kreci się wokół Jezusa. Wpisy poruszyły mnie dlatego, że tak wiele jest w nich poruszanych tematów samotności. Znam ten ból. Cóż tu dużo pisać. Bóg przedziwnie kieruje naszymi drogami, najpierw dobija samotność, potem poznajemy ludzi (kwestia otwarcia się takiej klapki w środku nas, tak to wyjaśnił mi Ks. Artur z Gubina którego pozdrawiam) i tak ich poznajemy że aż możemy się tą radością zachłysnąć, wówczas czuje się, że potrzeba nam także odpoczynku i... samotności. Chciałbym powiedzieć (ze swojego doświadczenia) że samotność nie jest czasem odrzucenia, jest czasem dla nas, żeby poznać siebie i nabrać do siebie dystansu. Osobiście twierdzę że to mój największy sukces na drodze osobistego rozwoju. Umię popatrzeć na siebie jak w krzywym zwierciadle i śmiać się z tego, że jestem tak arcymęski i wogóle idealny kandydat na męża. Zauważyłem ze dopiero wówczas kiedy nauczy się tak spostrzegać siebie otwiera się ta tajemnicza klapka.
Bardzo smucą mnie takie majle, które nawet tutaj wyrażają brak nadziei. Nadzieja umiera znacznie później, już po nas samych.
Nie jestem żadnym terapeutą, duchownym czy innym specjalistą, ale każdy może do mnie napisać. i chociaż jestem dość zapracowany to postaram się odpisać do każdego. I nie chodzi tu o propozycje od razu matrymonialne, chodzi o żywioł poznawania innych ludzi, a wówczas ta wymarzona osoba pojawia się jak spod ziemi. To Jezus tak to kombunuje, wiem przejrzałem Go, ale piszę aby na dobre wyszło. Zamieszczam majla i piszcie jak macie ochotę.
GOD BLESS YOU ALL !!!

2281 )
 Caroline, e-mail: fields-of-gold@wp.pldata: 19.10.2007, godz: 10:36

Ja też mam 20 lat i nie mam jeszcze swojej drugiej połówki. Ale wiem, że ta ukochana osoba już ISTNIEJE. Czuję to... Jeżeli mogłabym coś wam polecić dziewczyny to całkowite ZAUFANIE Bogu i zatopienie się w Jego Miłości. On jest po naszej stronie bo kocha nas bezgranicznie. To dzięki przyjażni i zażyłości z Nim naprawdę potrafię cieszyć się życiem mimo że nie ma przy mnie jeszcze tej drugiej osoby. Codziennie tysiące rzeczy sprawia mi niesamowitą radość. Kocham życie takie jakie jest - z jego radościami i smutkami, blaskami i cieniami, chwilami szczęścia i chwilami cierpienia. Wszystko jest potrzebne i ma jakiś głebszy sens. Bóg wie czego nam w danej chwili NAPRAWDĘ potrzeba. On widzi więcej niż my... A jeżeli chodzi o czekanie na tę drugą połówkę to może być ono naprawdę fascynujące:) Z perspektywy czasu widzę jak Bóg kształtował we mnie i (nadal to robi) cechy które są niezbędne żeby stworzyć piękny związek. Każdego dnia szukam szczęścia, piękna, radości, wiary, nadziei i miłości, którymi pożniej bedę mogła obdarować tę ukochaną osobę. Wiem, że jeżeli jeszcze nie spotkałam tej osoby to dlatego, że nie jesteśmy jeszcze na to gotowi. I wiem także, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” A moje marzenia są zbyt piękne żeby mogły się nie spełnić:)

Pozdrawiam Was cieplutko
Z Bogiem

2280 )
 Bernadettadata: 19.10.2007, godz: 10:20

ja dodam jedynie słowa z dzisiejszej liturgii, jakze wazne:
(Łk 12,1-7)
" Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Niego,..zaczął mówić najpierw do swoich uczniów:
Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach"

2279 )
 ..., e-mail: kamileeek@wp.pldata: 19.10.2007, godz: 03:49

Już kiedyś to pisałem...w głebi serca odczuwam moralny imperatyw aby napisać (a raczej przepisać) ten artykuł jeszcze raz. Jest to ŚWIADECTWO kobiety, które zostało zamieszczone w "Miłujcie się!" nr 5-2005. Droga Magdo, przeczytaj to uważnie, prosze...
"Dom na skale: Chciałabym podzielić się moją radością, płynącą z przeżywania małżeństwa i rodzicielstwa, a także zachęcić tych, którzy jeszcze szukają swojej drugiej połówki, do powierzenia tej sprawy Panu Bogu.
Zanim poznałam mojego męża, szukałam miejsca w życiu. Czułam, że chciałabym być dobrą żoną i mamą, i stworzyć taki dom, jakiego mi brakowało - w mojej rodzinie nie było miłości, zrozumienia, zaufania, ciepła, akceptacji; krótko mówiąc: nie było w niej Boga.
Mimo że nie miałam wzorca kochającej się rodziny, Pan dał mi zrozumieć, jak to naprawdę powinno wyglądać. Bardzo chciałam kochać i być kochana. Zaczęłam modlić się o dobrego męża, a wiedziałam, że takim może być tylko człowiek, który głęboko przeżywa wiarę; dla którego miłość oznacza dawanie siebie drugiej osobie i który kochałby Boga bardziej niż mnie.
Pan Bóg długo nie odpowiadał na moje modlitwy. Zaczęłam wątpić w to, czy małżeństwo w ogóle jest mi pisane. Ale jeśli to nie jest moja droga, to jaką powinnam pójść? Zakon? Sama myśl wywoływała we mnie smutek, bo wewnętrznie chciałam przecież czegoś innego. W końcu jednak powiedziałam Bogu: dobrze, niech będzie tak, jak Ty zechcesz.
Być może takiej postawy Pan oczekiwał ode mnie, bo niedługo potem postawił na mojej drodze mężczyznę, za którego później wyszłam za mąż. Bóg odpowiedział na moje pytanie: jaka jest Twoja wola, Ojcze? Już po pierwszym spotkaniu i po rozmowie poczułam, że to jest właśnie ten, na którego tak długo czekałam. Zauważyliśmy, że mamy podobne charaktery i poglądy, zwłaszcza na sprawy fundamentalne: wyznawaliśmy tę samą hierarchię wartości, na której czele stał Bóg. Mieliśmy także podobne doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego i w związku z tym silne pragnienie zbudowania normalnej, zdrowej rodziny.
Po ośmiu miesiącach znajomości, przy ołtarzu, w obecności Boga, kapłana i rodziny, wypowiedzieliśmy słowa przysięgi małżeńskiej. Mieliśmy świadomość, że obecny jest przy nas nasz Ojciec, który zetknął nas ze sobą i teraz cieszy się razem z nami, i błogosławi nam na naszą wspólną drogę. Ale jednocześnie nie bujaliśmy w obłokach, myśląc, że zacznie się idylla. Mieliśmy świadomość dużej odpowiedzialności i powagi podjętej decyzji, którą uważamy za nieodwołalną. Wiedzieliśmy, że czekają nas trudności, które trzeba będzie pokonywać, ale już nie osobno, tylko razem. Razem z Bogiem! Słowa Ewangelii, które zostały do nas skierowane, przypomniały nam o budowaniu domu na skale, a nie na piasku.
Dziś jestem mamą siedmiomiesięcznego Piotrusia. Finansowo i materialnie jest nam trudno - tylko mąż ma pracę, nie posiadamy też własnego mieszkania (od ślubu żyjemy na walizkach - czyli wynajmujemy). Nasz malutki synek wędruje po kolejnych mieszkaniach razem z nami. Jednak Pan Bóg pokazuje nam, że czuwa i troszczy się o każdy nasz dzień. Dziękuję Mu za męża, który jest człowiekiem opiekuńczym, dojrzałym, odpowiedzialnym - i jest cudownym tatą dla Piotrusia.
Szczerze namawiam wszystkich, którzy pragną małżeństwa, do modlitwy o dobrego męża (dobrą żonę), bo mój wymodlony mąż jest dokładnie taki, o jakiego prosiłam Pana Boga. Nie szukajcie usilnie na własną rękę i byle gdzie. Zdajcie się na Boga, a On na pewno zaaranżuje spotkanie (my poznaliśmy się dość niespodziewanie i w raczej dziwnych okolicznościach - Pan ma swoje sposoby). Katarzyna"
A więc widzisz, Magdo, nie tylko Ty odczuwasz potrzebę miłości...wierzę głęboko, iż odnajdziesz swojego " Księcia z Bajki". Módl się i bądz cierpliwa...pozdrawiam.



2278 )
 Kasia_, lat 27, e-mail: mlodziutka26@yahoo.comdata: 19.10.2007, godz: 00:26

Bardzo prosze o modlitwe-przede mna dluga podoz-i ciemne chmury nad glowa

2277 )
 MONIKA, lat 23, e-mail: broszka77@op.pldata: 19.10.2007, godz: 00:07

Tak czytalam te posty 20 i 21-latek,ze sa takie samotne,ze niektore maja kolezanki,ktore maja meza i dziecko i tym bardziej jest dla nich samotnosc ciezka...Moze nie jestem na czasie,bo uwazam,ze przed Wami dopiero zycie sie zaczyna,najpiekniejszy okres w waszym zyciu,a mianowicie-studia.Zmieniacie srodowisko,poznajecie mnostwo ludzi,wtedy zawieraja sie przyjaznie,pierwsze zauroczenia,milosci....
Wiem,ze dla Was samotnosc jest ciezka,ale uwierzcie mi mozna byc samemu-tak jak ja,ale nie czuc sie samotnym,bo wokol jest mnostwo znajomych.Wiadomo,ze chcialoby sie miec kogos u swego boku,ale jak to mowia,co nagle to po diable,wiec wytrwalosci wam zycze przede wszystkim.Druga moja rada jest taka,aby ten czas kiedy jestescie same spozytkowaly jak najlepiej poznajac sama siebie,sprobujac siebie zrozumiec,walczyc z wadami,pielegnowac i rozwijac swoje pasje,aby byc gotowa na drugiego czlowieka.
Pamietajcie,ze myslac ze juz macie dosc samotnosci bardzo niedaleko wam do desperacji,a wtedy ciezko zauwazyc wasze piekno....

Pozdrawiam

2276 )
 aguś.., e-mail: aguska00@interia.pldata: 18.10.2007, godz: 23:37

prosze o modlitwe czasami jest trudno i smutno tak po prost bez jakiegos konkretnego powodu..

2275 )
 Rafał do Magdy, lat 22, e-mail: mysterious1985@o2.pldata: 18.10.2007, godz: 23:21

CZeść Magda! Wiem co czujesz, bo sam kiedys przez podobny stan przechodziłem, jednak wiem jedno..to prowadzi tylko do jeszcze większych kłopotów.Twoje całe zycie przesłania pragnienie posiadania bliskiej osoby.Wyobraz sobie, ze jutro spotykasz swojego księcia z bajki i co? mysle, ze bys go nie mogla pokochac prawdziwą miłoscią, bo odczuwasz pustke w zyciu..a partner byłby jedynie "łatą" do jej wypełnienia.Nie zrozum moich słów źle, ja nie twierdze, ze nie umiesz kochac, ani nic z tych rzeczy.Wiem jedynie po częsci rowniez z wlasnego doswiadczenia, jak moze sie skonczyc związek zawarty w stanie desperacji.Moze desperacja to troche zbyt mocne słowo, ale nakręcając sie coraz bardziej jesteś jej coraz blizsza.Prawdziwie i bezinteresownie kochac, moze jedynie serce wolne..takie, ktore nie odczuwa wewnętrznej presji.Nie ma nic złego w tym, ze chcesz sie poczuc kochana i sama kochać, ale żeby wszystko mogło sie potoczyc prawidłowo, musisz nauczyc sie akceptowac kazdy dzien , ktory dostajesz od Boga.Masz dziekowac za kazde "tu i teraz", ktore On Ci bezinteresownie ofiaruje, za kazda chwile wolnosci, ktorą przeciez mozesz wspaniale spozytkowac dla dobra swojego i swego przyszłego męża.Wstąp moze do jakiejs wspólnoty modlitewnej przy swojej parafii, albo porozgladaj sie, czy w miescie nie ma jakiejs młodziezowej.Czesto takie wspólnoty organizuja rozne rekolekcje, na ktorych mozesz poznać wielu wspaniałych, wartosciowych ludzi.Korzystaj z życia! Korzystaj z wolnosci, bo Bog nie chce by ten czas był dla Ciebie utrapieniem, ale czasem wzrostu duchowego, czasem kształtowania wlasnego charakteru, pracy nad sobą.Nie koncentruj sie na tym, co Ci najbardziej dokucza..potraktuj swoja samotnosc jako okres błogosławiony, jako szanse na "doszlifowanie" swojego JA. Zastanów sie, a na pewno znajdziesz cechy, ktore mozna udoskonalic:) Przynajmniej ja nie znam osoby, ktora by nie wymagala pracy nad soba.Ciesz sie młodym wiekiem, rozwijaj swoje uzdolnienia, poznawaj nowych ludzi, a pewnego dnia nawet sie nie obejrzysz, a Miłosc zapuka do drzwi Twojego serca.NIe goń jej, bo ona jest jak motyl, im bardziej gonisz, tym bardziej ucieka.Zycze Ci cierpliwosci i Bozego błogosławieństwa.Pamietaj, ze Bog chce , abys byla jak najlepiej przygotowana do zwiazku, bo zwiazek ma uswięcac partnerów, a nie prowadzic ich do duchowej zguby.Z Bogiem!

2274 )
 do Michała29data: 18.10.2007, godz: 22:25

Brawa za mądre słowa zawarte w Twojej ostatniej wypowiedzi!!!

2273 )
 Michał29, e-mail: msoborski_ico@wp.pldata: 18.10.2007, godz: 20:42

Piotrze zgodze się z Tobą w jednym- w sprawie Marcina i może młodych koleżanek które nie potrafia cierpliwie czekać.. cierpliwośc jest dziś niepopularna, chcemy jak najszybciej osiągac cele a prawdziwa miłość zawiera w sobie ważną cnotę jaką jest cierpliwość. Poza tym nie widzimy czasem ile mamy z sobą pracy do wykonania aby byc zdolnym do odpowiedzialności i kochania. I łatwo wpaść w takie szaleństwo samotnika stając się niezdolnym do życia w związku.
młode dziewczyny nie rozpaczajcie!!!

Ale PIotrze, kto powiedział ze RCS polega na trwaniu tylko w czystości dla zasady??? Skąd to wziąłeś??
Mylisz się bardzo, postanowienie RCS to cięzka praca!!!! Jaki ma sens robienie czegos dla zasady co wymaga od osoby tyle wysiłku? odpierania pokus.. trwania w przyrzeczeniu, wstrzemięźliwości...chyba mówisz całkiem na opak.
A co do bł Karoliny to , powiesz to samo o św. Joannie Berecie Molla- matka i zona, o Janie Pawle II , o Matce Teresie z Kalkuty..?? itp ciekawe czy jeżdziłes na pielgrzymki z Janem Pawłem II?.. bo w końcu oni tez byli z innych czasów, wiec po co w ogóle nasladowac świętych??
Są nam nie potrzebni..ich cnoty zarezerwowane tylko dla zakonników.. my jestesmy bardziej cywilizowani, mamy swoje poglądy, jestesmy w uni... robta co chceta i znajdziemy na wszystko wytłumacznie..,
A miłosc chrześcijańska to własnie przykazania, dekalog, posłuszeństwo Bogu, pokora. Bóg nie zwalnia nas z przykazań bo takie nastały czasy. JP II uczył nas wszystkiego w oparciu dekalog a nie wybiórczego wyboru. Nie zwalniał nas z niego ze względu na takie postępowe czy trudne czasy.
Łamiąc przykazania stajemy sie jak faryzeusze, wybierając to co nam pasuje.
Wszyscy jestesmy powołani do świętości, w każdym stanie, bo zmierzamy do Nieba a w niebie wszyscy sa święci i wybieranie sobie to co ja uważam za słuszne to pycha. to forum jest chrześcijańskie i takie poglądy możesz gdzie indziej wymieniać tam znajdziesz całkowite poparcie a tu możesz tylko kogos zgorszyć..za słowa które nie budują ponosi sie odpowiedzialność przed Bogiem.

2272 )
 Sylwia, lat 31, e-mail: sylwia364@op.pldata: 18.10.2007, godz: 20:06

Do Marty Ewich!!!!!!!

Droga Marto. Dziękuję ci za ciepłe słowa. Tak masz rację szukam przyjacioł. jestem osoba niepełnosprawną od urodzenia. Poruszam sie na wózku inwalidzkim. od pasa w dół mam bezewład, Urodziłam się z rozczepem kręgosłupa i wodogłowiem, ale cieszę się, że zyję. Na codzien jetem uczestniczka warsztatu terapii zajęciowej w Ostrowie Wielkopolskim. wykonuję tam witraże ze szkła, a w wolnych chwilach wyszywam i szydełkuję. bardzo bym chciała zaprzyjaźnic się z Toba i w miarę możliwości utrzymywać z tobą kontakt.

Trzymaj się ciepło
Pozdrawiam serdecznie
Sylwia Kurtyka.

2271 )
 Magda, lat 20data: 18.10.2007, godz: 19:52

Ehh ja niby też mam dopiero 20 lat, ale chęć posiadania bliskiej osoby jest tak duża, że po prostu dołuje mnie wszystko, czuje sie samotna, nic mi sie nie chce, motywacji do pracy, nauki zero ;/ Tym bardziej, że moja przyjaciółka wyjechała do Anglii ;/
Rozumiem Was, bo i jedni i drudzy mają racje. Tylko ja patrze na to z mojej perspektywy i w sumie no na pewno jest prawdą, że mam dopiero 20 lat i wszystko przede mną tylko że ja na chwile obecną już sobie z tym nie radze. Poza tym nigdy nie miałam chłopaka, co nie znaczy, że nikt nie chciał nim nigdy być, ale po prostu było jak było nie chciałam i tyle, a zawsze jak mi sie ktoś podobał to był zajęty.
Cóż choć z drugiej strony też sie zastanawiam jak wytrzymam jeśli bede miała koło 30-tki i sytuacja sie nie zmieni. To wcale nieprawda, że ludzie w tym wieku nie mający swojej połówki są dziwni czy coś w tym stylu. Po prostu nie znaleźli odpowiedniej osoby i tyle. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wydaje sie to niesprawiedliwe, prawda? Bo ile szczęśliwych par widzi sie na ulicy i w ogóle w swoim otoczeniu mam takich wiele, którzy że tak powiem obnoszą się z tym uczuciem. A ja ciągle sama i sama. Niby ładna, zgrabna, dobra itd, ale jednak nie wiem może cos jest ze mną nie tak.. ale chyba nie.. no i do tego dochodzą jeszcze sytuacje, że ktoś do mnie startuje kto zupełnie nie ma szans ;/ znam dziewczyny, które to cieszy, ale mnie jakoś nie bawią takie sytuacje, bo nie lubie nikomu sprawiać przykrości no ale w takiej sytuacji musze jasno sie określić ;/
Najgorsza jest ta niepewność co przyniesie jutro. Kiedys to jakoś tak miałam nadzieje, że będzie dobrze, że bede kiedyś szczęśliwa z kimś, a teraz to jakoś tak nawet sobie nie wyobrażam tego ;/ ja i facet - to by była dopiero nowość ;p ale jak mówie ta wewnętrzna potrzeba posiadania bliskiej osoby jest ogromna ;/ gdyby tak nie mieć uczuć i pogodzić sie z tym, że narazie sie jest samemu i trudno, może kiedys sie kogoś znajdzie, a jak nie no to co zrobić, ale ja tak nie potrafie :( to bym chyba z drewna musiała być ;/
Ale czekać trzeba i już. Sama po sobie widze, że zmieniłam sie ogromnie od czasu kiedy zaczęłam na facetów zwracać uwage, no ale co z tego, jeśli narazie dalej jestem sama. Może jeszcze wiele sie musze nauczyć.. nie wiem.. pewnie tak.. sie zobaczy co bedzie dalej :)
P.S. Przepraszam, że tyle tego nabazgrałam, ale może ktoś ma podobne rozterki i nie bedzie czuł sie osamotniony w tych swoich odczuciach :) po to to napisałam :P zresztą troche mi ulżyło też :) pozdrawiam :)

2270 )
 agus, lat 25data: 18.10.2007, godz: 19:24

tak mi smutno, niby jestem silna staram się nie myśleć o tym co się stało a jednak nadal nie umiem zrozumieć dlaczego...?dlaczego tak poprostu dla jednych słowo kocham znaczy tak wiele a dla innych jak się okazuje mówią to a chyba do końca nie wiedzą co mówią i lekceważą tak ważne słowo a przy tym raniąc inną osobę...czemu te 9 miesięcy wspólnych chwil,wspólnego starania dla kogoś tak nagle przestało mieć znaczenie...i ja tu teraz zaufać jeszcze kiedyś komuś, bo przecież zaufałam całkowicie, ofiarowałam calutką siebie, całą moja miłość, wierność i zaufanie...i wtedy gdy nauczyłam sie zupełnie otworzyć, zaufać wtedy ktoś mówi mi że coś się zmieniło,że przez rozłąkę, odległość uczucie nagle osłabło, fakt mogło osłabnąć ale nie do takiego stopnia aby znikło zupełnie...to po co były te starania,obietnice, a teraz przestało to mieć znaczenie...niby minęło już tyle dni,myślałam że umiem zrozumieć ,że być może tak musiało być,ale nie ja nie potrafię zrozumieć, wybaczyć i zapomnieć tak potrafię ale zrozumieć tego nie umiem...czy naprawdę miesiąc rozłąki może tak ochłodzić uczucie,,a może poprostu to nie było tak wielkie uczucie o jakim zawsze mówił ze swojej strony...a co ze mną..? jak mam sobie z tym poradzić, jak to zrozumieć...

2269 )
 sama, lat 24data: 18.10.2007, godz: 17:35

Czekam na kogoś...

2268 )
 ***data: 18.10.2007, godz: 16:53

samotność to taka dziwna historia,która prazytrafia sie wielu ... Mi też

2267 )
 do Oli, e-mail: kojak26@interia.eudata: 18.10.2007, godz: 15:31

w pierwszym poscie pisałas ze jestes dziewczyną sukcesu, tyle osiągnęłaś... dziwi mnie to co piszesz w drugim. same negatywy. za duzo oczekujesz..czy Ty naprawdę nie masz powaznych problemów, zeby w wieku 21 robić straszne nieszczęscie z bycia samotną?
chyba jednak jak ktos pisał wczesniej otrzymałas duzo od zycia i za szybko i teraz chcesz wciąż otrzymywac. i najgorzej ze patrzysz tylko na tych którym się dobrze wg Ciebie ułożyło.. a podziwiac nalezy wytrwałych. to wg ciebie pewnie osoby starsze wiekiem, np Marcin itd.. powinny skonczyc z zyciem bo nie maja nikogo??? bo skoro Ty jestes strasznie pokrzywdzona? Gdzie jest Bogu w Twoim zyciu ?na którym miejscu?
wybacz ale tym wpisem wyszłas na rozkapryszoną dziewczynkę a nie na dopjrzałą 21 latkę- chrzescijankę?? chyba nie jestes gotowa do tak powaznych decyzji skoro do tej pory nie spotkałas nikogo. pomysl o tym..

2266 )
 Marcindata: 18.10.2007, godz: 13:35

Do ASI i innych
No akurat powiem nieskromnie że ja chyba jestem ostatnią osobą którą można by posądzić o brak otwartości ale być może jeszcze rzeczywiście jest tak jak to któś do mnie niedawno napisał że ta osoba która tam gdzieś w przyszłości na mnie czeka i jest mi pisana właśnie w tej chwili nie jest gotowa na związek albo przeżyła coś co ją zniechęciło do związków z mężczyznami i może potrzebuje czasu by na nowo się otworzyć.Różnie to bywa w życiu,każdy z nas inaczej postrzega relacje z innymi.Być może i są mężczyzni którzy są pasywni-takich też znam i nie mówię że to tylko i wyłącznie kobiety mają problemy z otwartością.Problem jest złożony i nie można tu na pewno podać jakichś ogólnych definicji dotyczących tej sprawy. Pozdrawiam Ciebie i innych:)

2265 )
 Marcindata: 18.10.2007, godz: 13:27

Do JUSTYNY
Masz dopiero 20 lat...jeszcze wszystko przed Tobą i jeszcze może tego nie wiesz ale w życiu mogą nadejść lepsze dni i może Cię ono bardzo zaskoczyć tylko daj sobie szansę na lepsze jutro a tej szansy nie będzie jeśli Ty sama siebie unicestwisz. Myślę że potrzebna też jest wizyta u psychologa. Pozdrawiam:)

2264 )


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej