Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [539] [540] [541] [542] [543] [544] (545) [546] [547] [548] [549] [550] [551] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

 nieMaładata: 06.09.2007, godz: 20:56

Piotrze przecież to Ty sam najpierw uwiesiłes swoje racje na trędowatym. ;)
Tak jak TY , kazdy ma prawo wyrazic zdanie i ustosunkować sie nawet do osoby,;) dlaczego zbyt łatwo sie obrażasz? bo ktoś ma inne zdanie? i choćby dlatego ze na końcowe życzenia nie odpowiedziałes tym samym... chocby pozdrawiam..Trędowaty okazał Ci trochę szacunku ...zastanów się co mają nieść wpisy.. z Bogiem.

1915 )
 mariodata: 06.09.2007, godz: 20:40

ja nie umiem sobie poradzić do końca ze zranieniem, a może raczej zapomnieniem, bo to o to chodzi; po prostu ta inna, nowa osoba nie jest w stanie zasłonić przeszłości; bardzo bym chciał zapomnieć ale jakoś nie umiem, i bylbym draniem, gdybym wymagał od kogoś by czekał na to żeby u mnie się coś zmieniło, to byłoby chore jak cała ta moja choroba :), ..może warto zranionej osobie przypominać że osoba która zranila ma się dobrze i nie wie z pewnością o problemach zranionego :)
ja sobie to powtarzam :)

1914 )
 Marcin, e-mail: mati1978@onet.eudata: 06.09.2007, godz: 17:54

No popatrz...ja do Rzeszowa mam całkiem niedaleko...:)

1913 )
 Marcindata: 06.09.2007, godz: 17:50

W 10 rocznicę śmierci bł. Matki Teresy z Kalkuty usłyszałem słowa któreona kiedyś powiedziała. A stwierdziłaonaże największym problemem nie jest głód fizyczny a głód uczuć który jest bardzo trudno zaspokoić.Co do zranień to jak to już zostalo na tym forum powiedziane problem dotyczy też facetów.Potrzebują uczuć i miłości mężczyzni i kobiety,młodzież i dzieci wychowywana w domach dziecka,ludzie w podeszłym wieku czyli jest to ogromna rzesza ludzi...trzeba wychodzić do tych ludzi i dawać im wszystko na co nas stać nawet jeśli my też zostalismy zranieni.Cały problem w tym byśmy my chcieli wychodzić a Ci którzy potrzebują uczuć nie chowali się ze strachem po kątach ale otworzyli się na tych którzy do nich wyciągają rękę.Pozdrawiam i przepraszam za błędy w pisownii ale nie mogę ich skorygowac z winy komputera.

1912 )
 Piotrdata: 06.09.2007, godz: 17:17

Mnie zarzucasz schematyzm, ale to raczej ty utknąłeś w jakimś schemacie i to ciągnie się dalej. Ja pisałem przede wszystkim o PATOLOGIACH sfery uczuciowej/miłosnej, a jeśli już wspominałem o miłości to tylko dla ustalenia pewnych pojęć. Nie definiowałem miłości i nie mam zamiaru tego robić, bo trudno uchwycić całą paletę doznań z nią związanych - każda definicja będzie zbyt wąska i niewystarczająca, co nie znaczy, że nie można próbować jej jakoś opisywać. Patologia to nie miłość, więc tutaj można mówić o nadużyciu z Twojej strony - nigdy to nie było tożsame.
Kolejna sprawa - poglądy to jeszcze nie cały człowiek i wcale nie muszą się pokrywać z odczuciami. Jeszcze raz nie deprecjonuje miłości, bo uważam, że jest ona szalenie ważna. I nie widzę świata dwukolorowo, ale uważam, że pryncypia powinni być jasne, bo inaczej trudno mówić w ogóle o jakiejkolwiek obserwacji świat, ludzi, zjawisk.
Nie mam pretensji o idealizm jako taki, który nie jest zły, ale przesadne popadanie w idealizm jest już złe; a już na pewno szkodliwe. Trzeba znać proporcje i tyle. Jeśli uważasz, że tylko rozumem się kieruje, to jesteś w błędzie. Pozwól, że zacytuję Pascala: Kropla miłości więcej jest warta niż ocean rozumu. Zgadzam się z tym, ale nie znaczy to, że nie można krytycznie podejść do świata, a przede wszystkim do siebie.
Miłość jest wartością i jest to chyba poza dyskusją. Kolejny raz mijasz się z prawdą. Nie utożsamiam jej z miłością, ale osobiście uważam, że chyba taka właśnie "związkowa" miłość jest celem większości ludzi. Oczywiście możesz sobie kochać bez wzajemności, ale na dłuższą metę chyba nie ma to sensu. Pochopnie oceniasz ludzi, a szkoda.
Kolejny raz patrzysz na ludzi schematycznie mówiąc o "zdroworozsądkowcach" i "sercowcach". Te kategorie są tylko umowne i na pewno nie podpadam jednoznaczenie pod żadną z nich. Masz serce i rozum, więc chyba dla osiągnięcia powinieneś korzystać z obu ;)
Sarkazm sobie daruj, naprawdę, bo wychodzi to trochę groteskowo.

1911 )
 trędowatydata: 06.09.2007, godz: 15:48

Nie miałem zamiaru spłaszczać czy przeinaczać Twoich słów Piotrze jeśli tak się stało to przepraszam. Cały czas problem tkwi chyba w kwestii pojęciowej, Ty z tego co ja rozumiem podchodzisz do tej miłości w sposób powiedzmy praktyczny "krótka piłka, kocha - nie kocha" i poniekąd masz rację, tyle że pomiędzy kocha - nie kocha istnieje sporo stanów pośrednich i wielu ludzi po prostu musi je przejść, i może się ktoś dąsać że powiedzmy dziewczyna nie chce 3 razy w tygodniu czy tam powiedzmy 5 razy się z nim spotykać, czy też nie powtarza jak to jest zakochana etc itp, i nawet nie musi to być kwestia zranienia, czy też jakiejś nieufności a zwykłe ludzkie dorastanie do pewnych uczuć i zachowań, świat nie jest czarno - biały i nie wszystko da się opisać w schematyczny sposób. Pewnie masz też racje że moje rozumowanie jest idealistyczne w jakimś stopniu ale trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy tzw. "miłość" ma być na zasadzie umowy ja kocham Ciebie, Ty mnie, ja mogę coś tobie dać, ty możesz dać coś mi więc jesteśmy dla siebie stworzeni...jeśli tak to ja odpadam, kocha się nie dlatego że oczekuje się tego samego od osoby kochanej, ja wiem że większość związków międzyludzkich właśnie na tym polega i pewnie w większości są szczęśliwe ale mi osobiście to nie odpowiada, jak wspomniałem nie twierdzę że tak należy żyć, chcę tylko sobie i wszystkim uświadomić że taka możliwość istnieje. Ty miłość jednoznacznie utożsamiasz ze "związkiem" ja miłość traktuję jako wartość samą w sobie, może pozostanę sam jak palec ale zapewniam Cię że nie będę z tego powodu nieszczęśliwy :-) Dobrze że na świecie są ludzie podchodzący do życia zdroworozsądkowo, ale muszą istnieć też ludzie "biją sercem" w przeróżne ściany i umierają dla idei :-) Miłości nie przyspieszysz ani o sekundkę. Tak więc umrę niepraktycznym kawalerem i nikt nie będzie nade mną płakał :-) Trzymaj się zdrowo i niech Pokój będzie z Tobą!

1910 )
 Piotrdata: 06.09.2007, godz: 15:27

nieMała - przejścia, doświadczenia mają wpływ na nas i jest to bezsprzeczne. Można się spierać do do skali oddziaływania na nasze życie. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to, że zostałem źle zrozumiany. Najwyraźniej operujemy na innych poziomach abstrakcji i stąd to nieporozumienia. Może brak woli porozumienia? Nie wiem.. Znowu jestem znowu "atakowany" za ocenianie miłości. Czemu miałbym, nawet w takich kategoriach tego nie oceniać? To coś złego? To zjawisko jak każde inne i jako takie może podlegać ocenie. Trudno zobiektywizować ocenę z racji dość abstrakcyjnego charakteru miłości, ale wcale nie wyklucza to oceny. Odpowiedz mi w takim razie na takie pytanie: Czy szlachetne środki (zbliżenie się do zranionej osoby i kochanie jej mimo wszystko) prowadzi zawsze do celu, jakim w zamyśle jest miłość, do tego szlachetnego celu? Ja mówię przede wszystkim o tym w tym kontekście. Nie wystarczą dobre chęci, trzeba czegoś więcej.
W ogóle muszę powiedzieć, że nie podoba mi się to, jak jestem postrzegany. Wychodzi na to, że jestem zimny, wyrachowany (patrz: zyski i straty) i w ogóle z innej bajki. Może i jestem, ale nie chcę być oceniany za poglądy, które mają tutaj tak naprawdę charakter fragmentaryczny. Masz prawo oceniać poglądy, ale nie oceniać mnie przez pryzmat poglądów.
Nie przesadzałbym z tym poranieniem. Było i minęło. Już dawno. Żyję dalej i nieźle się miewam. I nie ma w tym goryczy - nikogo nie obwiniam, a po prostu przyglądam się rzeczywistości. Nie tej wyidealizowanej - szalchetnej, acz wyimaginowanej.
Nigdy też nie deprecjonowałem miłości. Nie wszystko złoto, co się świeci, więc nie wszystko, co zdaje nam się być miłością, jest nią w istocie. O tym pisałem, a nie o tym, że mamy zranionych ludzi ex definitione odrzucać i skazywać na osamotnienie i pistkę. To kolejny raz udowadnia, że nie ma dyskusji merytorycznej, a jest to raczej dyskusja emocjonalna. To bez sensu. Trochę więcej dystansu do własnych poglądów. Nie twierdzę, że mam monopol na rację, ale trochę więcej rzeczowości, bo trudno mi polemizować z uczuciami drugiej osoby..

1909 )
 aurea, lat 22, e-mail: misiekp@yahoo.co.ukdata: 06.09.2007, godz: 14:22

Witam! Caly czas jest rozpatrywany temat milosci, zaufania i tego czasu niepokoju jakim jest czas oczekiwania na odpowiedz czy jakis gest tej drugiej osoby.
Moim zdaniem osoba, nie wazne czy to chlopak czy dziewczyna, jesli zostala raz zraniona nie moze pozniej sie przelamac. Ciezko jest komus zaufac w stytuacji gdy raz juz sie komus ufalo, komus kto zapewnial nas on swojej milosci i wiernosci. Zaufanie takiej osoby zdobyc jest ciezko, dlatego tez uwazam iz jesli ktos nie ma calkowicie czystych zamierzen co do takiej osoby to powinnien sobie odpuscic. Taka zraniona duszyczka moze potrzebowac duzo czasu i pracy nad soba. Jesli jednak bedzie czula nad soba presje w stylu, "zdecyduj sie w doncu na cos" to jasne jest ze ucieknie. Z drugiej strony moze byc tez tak, ze osoba tak przezwyciezy swoje koszmary przelamie sie podziekuje nam za pomoc i bedzie chciala zostac na "stopie" przyjazni i co wtedy?? Nie latwo jest zrezygnowac z osoby, ktora sie kochalo i pomagalo sie stawac na nogi ale nie ma nic na sile. Jesli nie widzimy zainteresowania nami ze sterony tej drugiej osoby to nalezy zrezygnowac.Nie ma sie co ludzic ze taka osoba sie w nas zakochac, takim postapieniem mozemy sprawic ze my sie bardziej "wkrecimy" i my bedziemy cierpiec. Nie mozna sie tez zniehcecac, bo to nie jest tak ze milosc przyjdzie i zapuka do naszych drzwi. Trzeba szukac lecz angazowac sie w to gdzie widzi sie chociaz troche zainteresowania ze strony drugiej osoby. Czasem ludzie nie chcac poczekac, poszukac ze strachu przed byciem samotynym "pchaja" sie w zwiazki, ktore trwaja chwile i czesto koncza sie bolesni. Sama boje sie samotnosci i zastanawiam sie czesto czym podeykowane sa moje wybory. Czasem naprawde warto jest poczekac ale aktywnie a nie usiasc w fotelu i czekac. Do milosci jest trudna droga, dlatego jak sie juz ja znajdzie to jest wspaniala.
Lecz czy my w tych czasach potrafimy znalezc milosc?? Tak wiel jest rozwodow itp. Moim zdaniem boimy sie odkryc nasze prawdziwe oblicze przed osoba, zktora jestesmy z obawy na jej utrate.
Modlmy sie o oswiecenie i wytrwalosc w szukaniu, bo serce czlowieka to czastka, ktora kocha i czeka.
To sa tylko moje wlasne przemyslenia, kazdy patrzy na wszystko z troche innej strony.

1908 )
 Paula, e-mail: paulapalka@inteia.pldata: 06.09.2007, godz: 14:09

Witam! Cały czas czytam wasze wpisy dotyczace zranien. Ja również mam problem z otwarciem się. Mam kolegów, ale kiedy widze, że ktos liczy na coś więcej ze strachu się wycofuje. Chciałabym spotkać właśnie kogoś takiego jak 'trędowaty', kto czekał by cierpliwie i pomagał mi rozbić ten mur. Niestety na razie spotykam tylko takich chłopaków, którzy nie potrafią czekać, ale mam nadzieje, że to się kiedys zmieni. Codziennie modle się o spotkanie tego właściwego, ale też staram się wychodzić ludziom na przeciw bo przecież nie mogę siedzieć bezczynie i liczyć tylko na to, że on sam zapuka do moich drzwi. Pozdrawiam wszystkich i zachęcam do pracy nad sobą :)

1907 )
 nieMała do Piotra, lat 31data: 06.09.2007, godz: 12:31

widać ze jestes po przejsciach dlatego tak zareagowałes na wpis tredowatego i innych;), Mnie tez się nie podoba podejście do miłości w sensie zysku i strat [cyt.Trędowaty] Trędowatemu przyznam tu rację ze miłosc to dawanie siebie, choć oczywiście mamy prawo ją otrzymywać..nie chodzi o katowanie się. Ze ktoś potrzebuje czasu..jest ostrozny(Nie mów ze to choroba) to poprostu zranienie i potrzeba czasu..sam to przeżyłes choc nie do końca z tego wyszedłeś i nieswiadomie oczekujesz teraz więcej niz ktos moze CI dać. [ w Twoim poscie wyczuwa się pewną gorycz]
Ja tez jestem za tym by nie traktowac miłosci instytucjonalnie, z której płyną zyski dla mnie.. Tak dla prawdziwej miłosci można trochę pocierpieć! w sensie wyrozumiałości a nawet trudu dla jej budowania. Wszystko co najpiękniejsze-najwartościowsze zdobywa się w zyciu własnie w trudzie. Miłosc wcale nie musi przyjśc łatwo a potem nad nią trzeba całe zycie pracować. Nie można wymagać wiecej od innych, żebyśmy my byli szczęsliwi.

mężczyzni też czasem popełniają błąd sądząc ze wolna kobieta powinna ich łapac, bo nie ma na co czekać, a co z miłością? a potem narzekanie ze była chorobliwa, może lepiej
właśnie w hymnie o miłosci można dostrzec na czym polega miłosc...miłosc cierpliwa jest, nie pamęta złego, wszystko znosi.. nie powiesz chyba ze to teoria czy bajka:) w miłości nadal obowiązuje..

Basia napisała ze trzeba szczęsciu dopomóc, modląc się o drugą osobę. Nie wspomniała zeby siedziec w zamknięciu i czekac na Bożą interwencję. Wydaje mi sie ze czasami nadmiernie wyprzedzamy wolę Bożą, chcemy Mu dopomóc a tak naprawdę to sami bierzemy sprawę we własne ręce..a potem rodzą się pretensje, bo miało być po Bożemu a nie wyszło..
Mam nadz Piotrze ze zrozumiesz {jako zraniony} ze nigdy nie jest za pozno na miłosc jeśli tylko z doswiadczeń wyciąga się wnioski a serce uleczy, by było dla innej darem a nie rozżaleniem.
Zycze Ci tego, bo tylko wtedy będziesz mógł szczerze pokochać i potrafił przyjąć miłość .

1906 )
 Piotrdata: 06.09.2007, godz: 11:37

hanka - bardzo mądrze napisane ;)

trędowaty - spłaszczyłeś moje słowa i to bardzo. Masz prawo do własnego zdania i przekonań. Szanuję to i nie ma pretensji, że myślisz tak, czy inaczej. Chodzi jednak o to, że wielu ludzi podchodzi bezkrytycznie do świata i tego, co ich spotyka. Do pragnień również, miłości przede wszystkim. Dla kogoś, kto czeka długo na miłość, będzie to na pewno niezwykłe doznanie, które niestety może uśpić czujność. Chcąc kochać, poświęci się tej relacji, która w ostatecznym rozrachunku nie wiele wspólnego z miłością. Nie po to mamy rozum, żeby go nie używać. To, że najpiękniej widzi się tylko sercem, nie moża nam zamykać oczu na to, co się dzieje.
Twierdzisz, że to nie umartwianie. Jeśli jest ona odwzajemniona, to nie jest, ale w innym przypadku o czym mówimy? Miłość, jeżeli myślimy o związku, musi być wzajemna. Nie mówimy chyba tutaj o relacji dziecko - rodzic. Kolejne twierdzenie - myślę o miłości w kategoriach zysków i strat. Jesteśmy istotami egoistycznymi i do tego śmiertelnymi - któż z nas ma czas i siłę, żeby czekać 50 lat? To nie jest normalne, chyba, że jednak jakaś nadzieja istnieje, coś dzieje się w kierunku poprawy, tudzież problemy związku wystąpiły później, a nie były fundamentem tej "miłości". Twój idealizm jest szlachetny, ale tylko tyle. Przekonania masz czysto teoretyczne, romantyczne bym powiedział, ale spójrz jak żyli romantycy. Byli ciągle nieszczęśliwi, żyli złudzeniam, żyli w więzieniu własnego ja. Zresztą zobaczymy co się stanie, gdy wejdziesz w taką relację. Nie piszę tego, żeby Cię zmiażdżyć, czy zranić. Chodzi o trochę zdrowego rozsądku, tym bardziej, że wpadają tu osoby samotne. Jest to zwłaszcza groźne w przypadku osób, które nigdy z nikim nie były. To może wywołać u nich przekonanie, że bez względu na okoliczności, trzeba trwać, bo to "prawdziwa miłość". Tak czekać i trwać może tylko Bóg - on nie potrzebuje zasadniczo naszej miłości, ale bez względu na naszą postawę ją nam ofiarowuje.

1905 )
 monika, e-mail: eyesneverdry@interia.eudata: 06.09.2007, godz: 11:24

Dziekuje za odpowiedz na moj wpis. Piotrze, bardzo madrze piszesz.
Co do zranien, to mysle, ze wszystko przez pustych mezczyzn, ktorzy najpierw zawroca w glowie, a potem , zwykle pod byle pretekstem, porzucaja. Przez takich drani cierpia porzadni faceci, poniewaz mimo wielu szczerych zapewnien sa odrzucani przez kobiete, ktora z gory zaklada, ze kazdy mezczyzna jest taki sam. Wzajemne zamykanie sie na drugiego czlowieka nic nie da, trzeba sie przemoc i uwierzyc, zaufac drugiej osobie. Dajmy szanse milosci, niech rozwija sie i nabiera mocy.

1904 )
 hankadata: 06.09.2007, godz: 11:00

Zgadzam się z tym że nie można czekać w nieskończoność. Popadanie w skrajności w pewnych kwestiach nigdy nikomu dobrze nie zrobiło. Czekać można, ale czekanie moim zdaniem choć trochę konstruktywne być powinno. A więc 'czy chcesz mi zaufać? Razem możemy spróbować przezwyciężyć strach. Ale musisz chcieć z tym walczyć, a ja Cię będę wspierał i Ci pomagał.' Coś takiego miałam na myśli mówiąc o czekaniu. Że oboje chcą. natomiast jeśli ona próbuje uciekać i sie chować, to rozumiem zniecierpliwienie. Nic przecież na siłę. Po prostu musi być chęć i pewne działanie, może być różnie momentami, ale jakieś kroczki do przodu zrobione być muszą. Bo wtedy widzi sie sens, wtedy jest nadzieja. A w rzeczywistości, jeśli ta 2 osoba nie będzie chciała, to można czekać długo i szczęśliwie, a nic sie nie zmieni..Bo każdą zmianę należy zacząć od siebie..

1903 )
 trędowatydata: 06.09.2007, godz: 10:44

Witam! Piotrze, to co dla Ciebie jest głupotą dla innych jest czymś niezmiernie ważnym, piszę to co myślę i w co wierzę i nie jest to kącik z poradami dla nieszczęśliwie zakochanych w kolorowym czasopiśmie, nikomu nie staram się wmówić że tak właśnie ma żyć. Widzisz ja sobie inaczej miłości nie wyobrażam, tyle że w przeciwności do Ciebie nie traktuję tego jak umartwienie ale jak szacunek wobec uczuć drugiej osoby, którą ponoć kocham, nie na zasadzie "słuchaj, kocham Cię, masz tydzień czy tam powiedzmy miesiąc żeby się zdecydować czy też mnie kochasz bo jakby coś szukam sobie innej, muszę przecież mieć coś z życia..." (przepraszam za przejaskrawienie). Taki już patologicznym osobnikiem jestem. Jak wspomniałem to co napisałem i to co piszę to nie żadne rady a tylko to co myślę, kim ostatecznie jestem żeby udzielać komukolwiek rad? Chciałbym tylko żebyś zwrócił uwagę że to co Tobie wydaje się najbardziej normalne i co przychodzi Ci z łatwością dla innych jest wielkim problemem, a miłość wbrew temu co piszesz nie polega na zaspokojeniu własnych potrzeb. Wiesz jak rozumiem miłość? Że życzę kochanej osobie wszystkiego dobrego i wcale nie roszczę sobie praw do udziału w tym dobrze. Mamy odmienne opinie na ten sam temat i to całkiem normalne jest. Acha, jeszcze jedno urocze jest traktowanie miłości i drugiego człowieka na zasadzie zysków i strat... "jaką mam pewność że warto czekać te 10 i więcej lat" otóż nie mam nijakiej pewności, tyle że miłość to nie coś co mogę zyskać ale co mogę dać i jakoś nie pasuje mi taka kalkulacja. Tak więc jak wspomniałem nie traktuj mojego pisania jak dobrych rad dla kogokolwiek, ale zwyczajnie jak głos w sprawie, z którym nikt na dobrą sprawę nie musi się zgadzać i ja to szanuję jak najbardziej. Trzymaj się zdrowo i Pokój z Tobą!

1902 )
 Piotrdata: 06.09.2007, godz: 09:54

trędowaty - masz rację, że nie ma się co spieszyć nadmiernie, ale nie można przeciągać oczekiwania w nieskończoność, bo mamy wtedy patologiczną sytuację. To nie jest miłość, tylko choroba. Jestem ciekaw, czy sam zdecydowałbyś się na takie umartwienie. Sądzę, że nie, a to co piszesz to dobre rady, ale chyba dla INNYCH. Jeżeli chcesz cierpieć z miłości - droga wolna, ale nie opowiadaj takich głupot, bo wielu ludziom może to zaszkodzić i po prostu zniszczyć ich życie. Byłem raz w takiej relacji, toksycznej i muszę stwierdzić, że dobrze się stało, że to już za mną. Oczywiście na początku, po rozstaniu, był ból, poczucie straty, ale z czasem odżyłem. A poza tym - jaką masz pewność, że warto czekać te 10 i więcej lat? Miłość ma nagle stać się umartwieniem? Przepraszam, ale to chyba nie jest miłość, ale choroba..

Basiu - to o czym piszesz to idealizm - piękny, ale oderwany od życia. To głównie zranienia, złe doświadczenia na nas wpływają, bo zmuszają nas do zamyślenia nad sobą, swoim życiem. Bez pracy nad sobą nie może być mowy o "cudownym" ominięciu problemów dzięki przeznaczeniu. Nie neguję tego, iż na wszystko jest czas, ale bez kiwnięcia palcem nie zmienisz wiele w swoim życiu.

1901 )
 tez zraniona, e-mail: BeLand@interia.eudata: 06.09.2007, godz: 09:49

no własnie, trochę zgodzę się z Trędowatym, nie do konca zgodziłabym sie z Marcinem. Owszem, nie mozna czekac w nieskonczoność, przebierając itp ale miłośc to przecież wytrwałość, cierpliwość. A tu zrozumiałam ze chodzi o zdobycie kogoś, by juz miec to za sobą. a to nie ma nic wspolnego z miłoscią.
Myślę ze warto kogoś lepiej poznać nawet jeśli to dłużej potrwa bo ktos cierpi, i jeśli tą osobe pokochamy lub jestesmy w stanie pokochac to warto poczekać, dać jej czas, nie przeginać z naciąganiem ale pozwolić uczuciu naturalnie rozkwitnąć a tym samym dojrzeć do ważnej decyzji jaką jest małzenstwo. Bo to nie zwykła formalność jak niektórzy traktują... bo się starzeją, bo kończą 30, to trzeba już stworzyć małżeństwo.
Jesli komuś w młodym wieku sie nie udało nie znaczy, że w przyspieszeniu ma teraz zapoczątkować uczucie by zawrzeć małzeństwo!
Poza tym jest jeszcze pomoc Boża, jeśli się poleci Bogu tę osobę i przemodli, przyjdzie odpowiedź.

1900 )
 trędowatydata: 06.09.2007, godz: 09:24

A propos tego co się ponawypisywało poniżej, to myślę że po pierwsze nic na siłę, każdy ma swoje jakieś wewnętrzne przeżycia radości i smutki, do pewnych kwestii czasami długo się dochodzi, to tak jak z kwiatkiem który długo trzeba podlewać i pielęgnować zanim rozkwitnie, tak i z człowiekiem, nie przyspieszymy nic takimi własnymi pretensjami, a jeśli ktoś choćby 10 lat nie może poczekać aż ktoś wewnętrznie sie przełamie coś się przesili to błagam niech nie pisze o miłości, prawdziwie kochać to być przy kochanej osobie nawet z myślą że nigdy nie będzie się razem i nic nigdy z tego nie będzie poza tą własną ofiarą...a nie prędziutko dziewczyno decyduj się bo mi latka lecą...chyba nie czuję tego bluesa, oczekiwania, oczekiwania i jeszcze raz oczekiwania, aż się słabo robi. Pokój z wami!

1899 )
 Basia, lat 30, e-mail: bchwastek@vp.pldata: 06.09.2007, godz: 07:35

Do Marcina
Myślę, że poprostu "na wszystko jest odpowiednia pora pod niebem"i że dwa serca się szukają i w odpowiednim momencie się spotkają, i nie szukajmy w sobie negatywnych przyczyn, jest wiele wartościowych ludzi, których dzielą duże odległości, musimy być cierpliwi i modlić się by to Maryja wybrała nam odpowiednią żonę, męża, oczywiście trzeba szczęściu też wyjść naprzeciw:-) Pozdrawiam:-)

1898 )
 do aurei, e-mail: karolk108@wp.pldata: 06.09.2007, godz: 07:03

"Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła.
Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność.
"Działem mym Pan"-mówi dusza moja,
dlatego czekam na Niego." (Lm 3, 22-24)

Nie muszę chyba nic dodawać, te słowa Pisma Św. mówią same za siebie.

z modlitwą Karol

1897 )
 jadata: 06.09.2007, godz: 02:12

prosze o modlitwe w intencji mojej kolzenki Izy..o potrzebne łaski....

1896 )
 Piotrdata: 05.09.2007, godz: 22:56

Aurea - cieszę się, że chociaż na odległość, jakoś pokrzepiło Cię to ;) A co do reszty - niestety kobiety są traktowane fatalnie. Niezależnie od osiągniętego sukcesu, posiadania dzieci, czy wybitnego intelektu. Po prostu napisałaś prawdę, smutną, acz trudną do ukrycia. A wiecie o tym same jako kobiety. Poza tym nie mam w zwyczaju potępiać ludzi, a co najwyżej ich czyny. Z tego co piszesz, to już sama czujesz się ukarana i upokorzona, więc nie byłoby sensu Cię atakować. Po co? Dla przyjemności? Nie cieszy mnie cudze nieszczęście. A poza tym jestem zwolennikiem programu pozytywnego - jeśli zwracasz komuś na coś uwagę, to rób to po to, żeby pomóc, a nie dla zasady.

A co do widoczności - masz już odpowiedź i teraz po prostu musisz się "pokazać" światu. Odgradzając się od świata trzeba mieć świadomość, że zyskujemy kawałek rzeczywistości dla siebie, mamy trochę swojej piaskownicy, ale może nam wiele umknąć, bo nie bawimy się z innymi. Zastanów się nad tym i dopiero zacznij coś robić, czy może na początku myśleć w ogóle o jakimś konkretnym działaniu/planie. A przede wszystkim nie licz na gotowca, zwłaszcza gdyś taka enigmatyczna. W takim wypadku trudno o dobrą radę.

1895 )
 :-)data: 05.09.2007, godz: 22:35

Witam wszystkich

Czytam ostatnio wasze wpisy. I tak się zastanawiałam. Bo macie racie odnośnie tych zranień, bojaźni i tego ze nalezy przezwyciężyć strach i pozwolić się kochać.
Ale jest czasem też tak ze ktoś chce być kochany ale nie jest zauwazany. Owszem moze i wina lezy po jego stronie bo trzeba działać. Czasem jednak niektózy mają skrytą osobowość. Nie lubieją się pokazywać i być w kręgu ciągłego zainteresowania. Poprostu prowadzą spokojne zycie.
Taka osoba myśli, pragnie by byc kochana/kochany ale jest trakotowany jakby nie istniał. Nigdy nikt nie skieruje zadnego gestu zachęcającego. To co w tedy.....
Taka osoba czuje się bezwartościowa i coraz bardziej zamyka się na innych, popada w kompleksy.

To tyle z mojej strony.....

Moze ktoś mi coś doradzi odnośnie tego jak mam się zachowywać aby zostać zauwazoną :-)

1894 )
 aurea, lat 22data: 05.09.2007, godz: 21:59

.. do Piotra i Kariny!!
Dziekuje Wam bardzo, za slowa, ktore stanowia dla mnie w jakis sposob otuche. Dziekuje za to, iz nie potepiliscie mnie. Mam nadzieje, ze Wam i wszystkim innym Bog wynagrodzi laskami, gdyz jestescie ludzmi, ktorzy potrafia zrozumiec, nie ocenianiac i potepiajac z gory!

" Szczesliwi, ktorzy mieszkaja w domu Twoim Panie,
ktorzy zachowuja ufnosc w swoim sercu.
Przechodzac dolina placzu, przemieniaja ja w zrodlo.
Z mocy w moc wzrastac beda;
ujrza oblicze Boga"
Ps 84,5-8

Zycie teraz stanowi dla mnie bardzo wielkie wyzwanie. Zaluje, faktu iz pewna osoba, ktora powinna jakos zareagowac nie zrobila niczego. Czasami jest tak, ze wydaje sie nam iz znamy dana osobe dobrze. Mnie osobiscie wydawalo sie, ze po 3 latach spedzonych razem wiem cos o tym czlowieku. planowalismy razem zycie. Jakaz to ironia. Nie wiem czy kiedy kolwiek bede w stanie zapomniec o tym co zrobilam, a ten czlowiek zyje sobie jakby nigdy nic sie nie stalo. Czy milosc, az tak silepa jest,ze nie widzialam i nie wiem czy dalej nie widze jaki ten czlowiek jest??
Kobieta stworzenie, ktore czesto ponizane czy nie doceniane a jakze w weilu przypadkach rowniez bite dalej bedzie trala przy "towarzyszu swojego zycia".
Bog zaplac Wam za dobre slowo!!

1893 )
 Piotrdata: 05.09.2007, godz: 21:50

Bea - to nie świat jest skomplikowany, tylko my. To my komplikujemy sobie, tudzież innym życie. To poniekąd jest wytłumaczenie Twoich wątpliwości. Odpowiedzi na swoje pytania szukaj przede wszystkim w sobie. Podejrzewam, że Ty tak naprawdę znasz odpowiedź, ale boisz się z nią zmierzyć, czy też raczej
z samą sobą. Oczywiście rozmowa z kimś nie zaszkodzi, ale trzeba jednak zacząć od siebie.

Aniu - niestety często to nie jest tylko kwestia rozstań, które są za nami. Ja osobiście częściej spotykam się z sytuacją, że problemy są o wiele poważniejsze i głębsze, a "rozstania" są zasłoną dla tych prawdziwych, a dodatkowo ucieczką i usprawiedliwieniem dla nierozwiązywania problemów. A poza tym otwarcie to za mało - druga strona niekoniecznie musi sobie poradzić z sytuacją, co może tylko pogłębić tragedię zranionej osoby. Druga strona po prostu musi się przygotować na to, czyli tak naprawdę na wszystko, na spotkanie z nieznanym. Wszak człowiek jest nieodgadnioną i poplątaną istotą. A co do szczerości - w dzisiejszych czasach trudno o nią. Jesteśmy ciągle uczeni zakładania masek, ukrywania się, pozowania. A jeśli już spotkamy się ze "szczerością", to raczej będzie podszyta złośliwością i chęcia dowalenia drugiemu.

1892 )
 Ania, e-mail: ania.ac78@vp.pldata: 05.09.2007, godz: 21:38

W nawiązaniu do ~Marcin~ i ~Monika~
...rzeczywiście i nam kobietom czasami bardzo trudno dotrzeć do zranionych serc mężczyzn...
Często wielu z nas (zwłaszcza w pewnym wieku;-) dotknęły rozstania, odrzucone uczucia - mniej lub bardziej boleśnie, ale tak jak piszesz Marcinie warto otworzyć się, chociaż niekiedy jest to trudne. Uważam, że i tutaj najważniejsza jest szczerośc i szacunek dla drugiej osoby - jeśli więc nie jesteśmy jeszcze "gotowi", aby obdarzyć kogoś zaufaniem i dać nadzieję (chociażby częściowo) - lepiej o tym powiedzieć zamiast ranić (np. opowiadając nieustannie o swoich "byłych miłościach"...jak długo można tego słuchać ?) i dawać tym samym drugiej stronie powody do zastanawiania się 'czy ze mna wszystko w porządku ?'
Myślę, że warto nauczyć się przyjmować taką czy inną "odmowę" w naszym życiu...i nie zamykać się, bo każda znajomość może być wartością (nawet mimo cierpienia...), czasem tą największą, na którą czekamy i która jest darem od Boga:-)
Pozdrawiam

1891 )
 Karolina, lat 27, e-mail: 52anilorak@interia.pldata: 05.09.2007, godz: 21:22

Kiedy już zmrok zapada,
kiedy gaśnie biały dzień,
kiedy gwiazdy nad nami świecą,
kiedy miasto dokoła śpi.

(...) O Panie mój przyjm moją skruchę,
O Panie mój czy słyszysz mój głos.
Wielbię Ciebie całym sercem,
Weź mnie całego, jeżeli chcesz.
Przed oczyma mam Twoją mękę,
Przed oczyma mam Twój krzyż.

(...) Dokąd pójdziemy Panie bez Ciebie,
Dokąd zdążamy, jaki jest nas cel.

czy mnie słyszysz...

1890 )
 Bea, lat 30, e-mail: biedroneczka@akcja.pldata: 05.09.2007, godz: 21:13

ja również mam podobny problem. Nie boję się mężczyzn ale nie potrafie im zaufać jeśli chodzi o związek, wydaje mi się, że kazdy potraktuje kobietę tak samo.
Lubię z nimi porozmawiać ale jesli chodzi o coś więcej blokuje się.
Może ktos chciałby porozmiawiac o tym np przy kawce najlepiej z podkarpacia w okolicach Tarnów i Rzeszów. Tak zwyczajnie podzielić się własnymi przemyśleniami, może doswiadczeniami i refleksją? dlaczego tak trudno czlowiekowi uwierzyć ze moze być szczęśliwy?? gdy widzę szczęsliwe pary wydaje mi się jakbym wróciła z kosmosu bo ja w to nie wierzę, a jak spotkało mnie to na krótką metę. co robić by zmienić nastawienie do uprzedzeń? dlaczego człowiek chce ,pragnie a boi się miłosci?
wolałabym zadowolić się wolontariatem i żeby to mi wystarczyło.. przeciez mamy byc więcej dla innych...

1889 )
 Piotr, e-mail: sunhaven@o2.pldata: 05.09.2007, godz: 20:48

Aurea - stało się i teraz musisz zacząć budować swoje życie, mając na uwadze wnioski, które powinnaś wyciągnąć. Nie znam sprawy, ale wydaje mi się, że winien jest nie tylko ten facet, ale i Twoje najbliższe otoczenie, które nie dało Ci najwyraźniej wystarczającego wsparcia. Teraz trzeba żyć dalej, choć ciężko.

Co do mieszkania z rodzicami - tylko, gdy to niezbędne. Wiem coś o tym, bo mieszka z nami moja babcia i z doświadczenie podpowiada jednak separację od rodziców/teściów, ale wiadomo, że czasem nie jest to możliwe. W takiej sytuacji trzeba po prostu starać się jak najszybciej wyprowadzić.

Moniko - nie ma modelu, nie ma jednej drogi. Każda sytuację, każdego człowieka trzeba rozpatrywać indywidualnie. Wiem to z doświadczenia/obserwacji. Na pewno nie jest to łatwe i wymaga dużo cierpliwości, może nawet więcej niż w przypadku kobiet. Oczywiście nie może być tu mowy o drodze na skróty - tzn. złożę ręce do modlitwy i gotowe. Tak się nie da, tu potrzebny jest ogrom pracy. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, o ile mejlowo to możliwe, to po prostu do mnie napisz.

Trudno mi się nie zgodzić również z Marcinem i to nie dlatego, że jesteśmy facetami, ale po prostu dlatego, że mądrze pisze.

hanka - piszesz o zranieniach i ja to rozumiem. Jednak wydaje mi się, że często problemy, wewnętrzne zwłaszcza, są wyolbrzymiane. Zranień też to dotyczy. Ale i tak najważniejsze to zacząć od siebie, może z jakąś pomocą z zewnątrz. Inaczej żadne przebijanie się nie uda. Będziemy mieli wtedy do czynienia z klasycznym syndromem oblężonej twierdzy, która chce i nie chce być zdobyta. Najpierw praca nad sobą, a dopiero później działanie w konkretnym kierunku. Oczywiście zwrócenie się do Boga jest ważne, ale nie może zastępować naszego działania. Taki skrót po prostu nie przejdzie. Żeby gdzieś dojść, trzeba najpierw ruszyć się z miejsca, w którym się stoi.

1888 )
 Agnieszka do Martydata: 05.09.2007, godz: 19:40

To jest temat rzeka - mieszkanie z rodzicami po ślubie. Uważam, że to nie najlepszy pomysł, szczególnie na początku, ale czasem nie ma innego wyjścia. Ja się już nie mogę doczekać własnego domu.

1887 )
 monika, e-mail: eyesneverdry@interia.eudata: 05.09.2007, godz: 18:02

Zauważyłam, że dużo ostatnio piszecie o tym jak dotrzec do zranionej kobiety, ale co z mężczyznami?? Jak dotrzec do wnętrza zranionego chłopaka, co zrobic by sie otworzyl, zaufal ??

1886 )
 do Aurea, e-mail: karina@interia.pldata: 05.09.2007, godz: 17:11

Popełniłas błąd, nie Ty jedna! za tę sytuacje ponosi odpow także mężczyzna który w tej sferze ma byc szczeg. odpowiedzialny. Twój zawiódł, stchórzył a TY zostałas z tym sama. Nie możesz wiecznie sie katować. Bóg przebacza wszystkie grzechy. Przebacz samej sobie, proś dziecko o przebaczenie, nadaj mu imię i wynagradzaj temu dziecku miłosiernymi uczynkami. To jest sprawdzona metoda i polecana przez kościół. Nikt nie ma prawa Cie potępiać. i TY sama tego nie rób!! pomodle sie.

1885 )
 Marcindata: 05.09.2007, godz: 16:10

Do Mała Nadzieja 22 i Hanka
No tak mężczyzna może i jest silny ale nie będzie wiecznie czekał,zwłaszcza taki który już ma swoje lata.I taki facet też czasami zaczyna myśleć że jest z nim coś nie tak skoro nie ma dziewczyny skoro się stara a tu nic z tego konkretnego nie wychodzi.Wiem że przebić przez barierę psychiki ranionej kobiety jest bardzo trudno i jestem w stanie poczekać i być przy niej ale jeżeli ona nie chce się cześciej kontaktować i na każdą propozycję spotkania się wkręca pod byle pretekstem to facet się zniechęci,nawet ten najtwardszy.Musi być ze strony kobiety przynajmniej ten malutki impuls i sygnał że ona jednak kiedyś będzie w stanie zaufać chociaż dziś może być ciężko bo została zraniona i jest nieufna.Wtedy mężczyzna zobaczy że warto trwać i być przy kobiecie bo jest nadzieja że kiedyś zaufa i ze on nie traci czasu na darmo.No ale to wszystko jest teoria ktorą trzeba przełożyć na życie...Ja staram się już od dawna i nie tylko zaczynam myśleć że z tymi dziewczynami jest coś nie tak ale sam się zaczynam zastanawiać co ze mną jest nie tak. Pozdrawiam:)

1884 )
 Mała Nadzieja22data: 05.09.2007, godz: 13:56

Do Hanka:)no właśnie wspaniale opisałaś to wszystko, ale ja widocznie nie spotkałam tego, który przebije się przez tą barierę i nie zniechęci się, tylko poprostu będzie obok, gdy tego potrzebuje:)a ja...hm...ja na pewno kiedyś Mu wynagrodzę pokonywanie tej bariery...Pozdrawiam:)Dzięki za polecenie mi książki...na pewno przeczytam:):):)Dziękuję, że jesteście....

1883 )
 aurea, lat 22, e-mail: misiekp@yahoo.co.ukdata: 05.09.2007, godz: 12:21

Witam bardzo serdecznie wszystkich!!
Chcialam powiedziec, ze bardzo zazdroszcze Wam odwagi i nadzieji. Ja juz nie potrafie patrzec z wiara w oczach oczekujac lepszego jutra.
Jestem jedna z wielu dziewczyn, ktore zdecydowaly sie wyjechac za granice w oczekiwaniu na lepsze dni i mozliwosc pomocy najblizszym. Zycie jednak nie jest scenariuszem ktoren mozna samemu sobie napisac. Nasze droge obieramy sobie sami, ale nad nami jest Bog, ktoren czasmi mi inne plany wobec nas.
Z drugiej strony, jestem jedna z niewielu. Zrobilam cos bardzo, cos o czym nawet nie powinnam pisac. Bardzo sie tego wstydze i wiem, ze byla to pochopna decyzja, ktora nie pozwala mi juz normalnie funkcjonowac. Wiem jestem sama sobie winna, nie chce sie usprawiedliwiac. Usunelam ciaze. Nie ma dla mnie usprawiedliwienia, poczulam sie tylko samotnie. Mezczyzna czasami jest okrutny, po 3 lata bycia razem, planowaniem zycia razem, on stiwerdzil ze plany to co innego a zakladanie rodziny to inna sprawa.
Prosze Was o modlitwe za mnie, a przede wszystkim za duszyczke nienarodzonego malenstwa. Dziekuje.
Z pamiecia modlitwy aurea

1882 )
 hankadata: 05.09.2007, godz: 12:02

Do Marcina
Dziewczyny często nie wiedzą tego, bo są strasznie poranione. Same często nie wiedzą ile w nich jest obaw, blokad, strachu, barier. Dopiero przy konfrontacji, w danej sytuacji, mimo chęci, paraliżuje je strach.. Przecież one nie chcą tego strachu. Przecież marzą o miłości. Czego się boją? I znów zastanawiają się co z nimi jest nie tak.. Widzisz, to jest kompletnie irracjonalne, i to błędne koło. Najpierw dziewczyna musi sama chcieć sobie z tym poradzić, ale to długa droga ze wzlotami i upadkami. I samej poradzić sobie trudno.. U mnie po pierwszym związku był kryzys straszny. Tuż przed studniówką dostałam smsa, że on wyjeżdża za granicę , i że chyba wiem co to oznacza. Teraz trochę inaczej na to patrzę, ale wtedy była rozpacz, bo jeżeli jesteś z kimś prawie rok czasu, to oczekujesz że chociaż o tak ważnych sprawach dowiesz sie osobiści, a nie z lapidarnego smsa. Więc przy okazji rozmowy, pytasz co to oznacza. Wspominasz że następnym razem chcesz dowiedzieć sie o tym osobiście, a nie przez smsa. Dowiadujesz sie że to jeszcze nie-koniec, tylko po prostu go nie będzie z toba na tej studniówce. ok. przełknąć ciężko, ale próbuję to zrozumieć. On wyjeżdża. Później czekasz miesiąc na jakąś wiadomość od niego. Nic. Martwiłam sie czy cos sie nie stało, może lezy w szpitalu i nie może odpisać.. Miotanie sie straszne. Wysyłałam smsy, maile, dzwoniłam.. Nic. Zero odzewu. Aż w końcu odpowiedź mailem, że "jestem dla niego zbyt dobra, abyśmy mogli być razem, i on na mnie nie zasługuje". Człowiek zaangażował sie emocjonalnie, i tu nagle dostaje taką odpowiedź bez żadnej argumentacji. Próbuje pytać dlaczego, żeby choć na przyszłość móc sie poprawić, żeby nie popełniać tych samych błędów. Nic. A to trzeba sobie jakoś wytłumaczyć. Najprościej: widocznie ja nie zasługuję na miłość, jestem beznadziejna i każdy boi sie mi to wprost powiedzieć toteż owijają w bawełnę, kontakty z płcia przeciwną powinny zostać ograniczone do stopnia przyjaźni. Dalej nic nie ma. Bez sensu przeżywać to samo od nowa, bez sensu sie angażować, bez sensu później zawieść kogoś, że jest się takim-a nie innym. Takie głupie postanowienie, ale bardzo mocno zakorzenione. Tak bezpieczniej. Bez żadnego ryzyka. Ale czy szczęśliwie? Na całe szczęście z Bogiem, z oazą, z wolontariatem. Więc radośnie, wśród ludzi, tylko z zamknięciem na miłość damsko-męską. W pewnym momencie jednak doskwiera brak. I modlitw sporo o tego właściwego mężczyznę, tego który zniesie te wszystkie blokady, który delikatnie przebije się przez bariery. Takiego któremu na to pozwolę. Że się boję, że nie wiem jak zniosę następne rozstanie, żeby ten następny to był ten właściwy. I nauka zaufania najpierw Bogu, żeby On prowadził wedle Swojej woli. Powoli, powolutku. Od koleżeństwa, kiedy to dany człowiek bardziej irytuje niż zachwyca, aczkolwiek bardzo ciekawi. Powoli i bardzo rożnie, z niepewnością dokąd to prowadzi. 1 krok do przodu, 2 do tyłu, 3 do przodu, 1 do tyłu.. I zawierzanie znajomości Jezusowi. Żeby to było święte, żebyśmy my byli święci. Zwątpień szereg. I upewnianie się w tej decyzji, że ja chcę, tylko sie boję. Ponad rok walki ze strachem, ale on był i wspierał. Sam nie wiedział dokąd to idzie. Mnóstwo zbiegów okoliczności, mnóstwo sytuacji które sprzyjały rozkwitaniu przyjaźni. Aż kiedyś odprowadził i pocałował w policzek. Pięknie.. Innym razem złapał za rękę. Bez zbędnych słów. Ale przede wszystkim on jest i pomaga z moim strachem walczyć. Bo ten się pojawia czasem.. Ta myśl nieznośna co ze mną jest nie tak, zwłaszcza gdy pojawiają sie nieporozumienia. Ale mimo to on jest. I wspiera. Za co chwała Panu. Chcę Ci Marcinie powiedzieć że z tym strachem to naprawdę długa droga. I dziewczyny na tej drodze nie można samej pozostawić. Najpierw ona musi się z tym do Pana Boga wybrać, a później wspierać ja cierpliwie należy. Bo jeżeli ona mówi że sie boi zaufać-to już trochę ufa skoro się zwierza. I można powiedzieć że strach przezwycięży się razem, tylko czy ona chce. To trudne, i dużo cierpliwości i delikatności wymaga. Ale można. Byle tylko mężczyzna nie wycofywał sie zniechęcony jej strachem. On jest silny, i z pomocą Bożą może jej pomóc. Trzeba tylko chcieć, modlić sie trochę, ufać oraz sie nie poddawać. Będzie dobrze, bo przecież Pan nasz dobry czuwa. On który jest Miłością jakże odmówi nam Miłości? On który z całą Miłością Siebie samego nam daje. Niech będzie Mu chwała, i Ojcu, i Synowi, i Duchowi. Niech was prowadzi do szczęścia, niech was prowadzi do miłości, niech was prowadzi do Siebie samego. Amen.

1881 )
 karol, e-mail: karolk108@wp.pldata: 05.09.2007, godz: 11:49


To chcieć czynić drugiego wolnym, a nie uwodzić go,
to uwolnić go z jego więzów, jeśli pozostawał więźniem,
Aby on także mógł powiedzieć: "kocham ciebie",
nie będąc do tego zmuszonym nieposkromionymi pragnieniami.

Kochać to wejść do drugiego, jeśli otwiera tobie
bramy swego tajemniczego ogrodu, po drugiej
stronie okrężnych dróg, kwiatów i owoców
zrywanych na skarpie,
Tam, gdzie zadziwiony potrafisz wyksztusić: to
"ty", moje kochanie, ty jesteś moją jedyną...

Kochać to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej
osoby nawet z pominięciem siebie, to czynić
wszystko, by ona wzrastała i rozwijała się
Stając się z każdym dniem człowiekiem jakim
być powinna a nie takim, jakiego chciałbyś ukształtować
według swoich marzeń.

Kochać to ofiarować swoje ciało, a nie zabierać
ciała drugiej osoby, lecz przyjąć je gdy daje siebie,
To skoncentrować siebie i wzbogacić, aby
ofiarować ukochanej całe swoje życie skupione w
ramionach twojego "ja", co znaczy więcej niż
tysiące pieszczot i szalonych uścisków,

Kochać to ofiarować siebie drugiej osobie, nawet
jeśli ona przez moment się wzbrania
To dawać nie licząc tego, co inny ci daje,
płacąc bardzo drogo, nie domagając się zwrotu.

Największa miłość wreszcie to przebaczyć, gdy
ukochana niestety odchodzi, usiłując oddać
innym to, co przyrzekła tobie.

Kochać to zastawić stół, aby przy nim zasiadł twój
gość i nie sądzić, że możesz obejść się bez niego,
Ponieważ pozbawiony żywności, jaką on ci przynosi,
na twoje świąteczne przyjęcie nie postawisz
dań królewskich lecz tylko suchy chleb biedaka.

Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej,
wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada,
jakiekolwiek byłyby kamienie do usunięcia dla
wyrównania drogi.

To zdecydować się rozsądnie i odważnie wyruszyć na
drogi czasu, nie na sto, tysiąc czy dziesięć
tysięcy dni, ale na pielgrzymkę, która się nie skończy,
bo jest pielgrzymką, która trwać będzie ZAWSZE.

Powinienem ci to powiedzieć, aby oczyścić twe
marzenia, że kochać to zgodzić się na cierpienie,
śmierć sobie samemu, aby żyć i ożywiać,
Ponieważ tylko ten, kto może bez bólu zapomnieć
o sobie dla drugiego, może wyrzec się życia dla
siebie tak, żeby nie umarło w nim cokolwiek z niego.

Kochać wreszcie to jest to wszystko, o czym
powiedziano i jeszcze więcej,
Bo kochać to otworzyć się na nieskończoną MIŁOŚĆ,
to pozwolić się kochać, być przejrzystym
wobec tej MIŁOŚĆI, która zawszę w porę.

To jest, o wzniosła Przygodo, pozwolić Bogu
kochać tego, którego ty w sposób wolny
decydujesz się kochać!

Michael Quist

1880 )
 Marcindata: 05.09.2007, godz: 10:49

Do Mała Nadzieja22 i innych dziewczyn
Tak, dziewczyny nawet niektóre z Was nie wiedzą ile dobra i ciepła mogą wnieść w życie chłopaka. A nie wiedzą o tym bo paraliżuje je strach przed facetem lub jakieś ogromne kompleksy."ODWAGI NIE BÓJCIE SIĘ!!!"-będę te słowa powtarzał aż do znudzenia!.Spotkałem i poznałem osobiście kilka wartosciowych dziewczyn na tej stronie katolickiej i na innych ale coraz częsciej spotykam się z tym że dziewczyny mówią:"nie mogę zaufać.boję się" itd.Przy takim podejściu naprawdę nie macie większych szans na to by być z chłopakiem.A przecież każda z Was potrzebuje miłosci i ciepła a wiem o tym doskonale bo spotykam sie i pracuję z dziewczynami ktore są niezamężne a mają już po20-parę lat.Może i pewne obawy są uzasadnione ale nie mogą Was definitywnie i na zawsze zamykać na miłość i ciepło ktorego tak bardzo potrzebujecie. Pozdrawiam:)

1879 )
 do Mała Nadzieja22, e-mail: beatusa@poczta.fmdata: 05.09.2007, godz: 10:40

Tak koniecznie przeczytaj Urzekającą... myslę ze inaczej spojrzysz na siebie i mężczyzn. Potrzeba CI tez modlić się o uzdrowienie z niechęci do mężczyzn bo skądś to się wzięło.. i nie można tego bagatelizować trzeba znaleźć przyczynę by w przyszłości potrafić otworzyć się na miłość. To samo nie przejdzie.. ważne jest uzdrowienie...a potem cała reszta jakoś sie ułoży;. Wszystkiego dobrego ;

1878 )
 Do MalaNadzieja22data: 05.09.2007, godz: 00:13

Polecam ksiazke Johna & Stasi Eldredge ''Urzekajaca''.Bedzie dobrze:-)

1877 )
 Grzegorz, lat 25, e-mail: barbarossa82@o2.pldata: 04.09.2007, godz: 22:58

Witam.
Dziękuję za słowa pocieszenia. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się takiego odzewu, również mailowego. Przepraszam też, że odezwałem się trochę późno, ale mam młodsze rodzeństwo, które zazwyczaj okupuje komputer.
Tak sobie myślę, że mój post być może epatuje zbyt mocno czarnymi kolorami. Mimo wszystko napisałem, że nie są to myśli samobójcze, ale boję się, że mogą się w nie przerodzić. Mimo tych przemyśleń, jest we mnie chęć życia. Brakuje mi chyba przede wszystkim odwagi, męstwa. Nie potrafię się często przemóc, pokonać wstydu, lęku przed upokorzeniem.
Ela napisałaś, że szukasz odpowiedzi w Piśmie. Ja też tak próbuje. Wczoraj wieczorem, kiedy tak myślałem o tym wszystkim, wziąłem do ręki Pismo z taką nadzieją gdzieś w środku mnie, że być może Bóg coś chciałby mi powiedzieć. I Słowo otworzyło się na fragmencie z Drugiego listu do Koryntian „Bo moc w słabości dochodzi do pełni. Nader chętnie więc chlubić się będę raczej z mych słabości, aby moc Chrystusowa spoczęła na mnie[…]Bo gdy jestem słaby, wtedy mocny jestem”.
Trochę mi wstyd, bo zdaję sobie sprawę z tego, że moje problemy są niczym w porównaniu z tym, jaki krzyż dźwigają niektórzy, a ja się qrka użalam nad sobą. Pewnie Bóg powinien mi dać niezłego kopniaka w tyłek to może wtedy bym się obudził.
Na razie tylko tyle przychodzi mi na myśl. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź i modlitwę.

1876 )
 Martadata: 04.09.2007, godz: 22:45

Co myślicie na temat wspólnego mieszkania z rodzicami po ślubie???

1875 )
 Maria, lat 56, e-mail: mmarsien@wp.pldata: 04.09.2007, godz: 21:36

Drodzy Źródełkowicze, z całego serca proszę Was o modlitwę za Agnieszkę i Łukasza...

1874 )
 Mała Nadzieja22data: 04.09.2007, godz: 15:58

Witajcie:)dziś przeczytałam wpis Marcina i poruszyły mnie Jego słowa...o tym, że nawet nie wiemy my kobiety ile możemy dobra dać:)z drugiej strony mam do Was pytanie...jak pokonać barierę...tą strachu, która powoduje, że nie potrafię się otworzyć na drugiego człowieka, szczególnie mężczyznę...Tak poparzyłam się parę razy, ale naprawdę nie odcinam się od ludzi,mam wielu znajomych...ale myśl, że mogłabym być z danym człowiekiem...totalnie mnie paraliżuje i oczywiście stawiam mur, który On nie da rady zburzyć...i wierzcie mi nigdy nie miałam problemu z nawiązaniem znajomości...Wiem też, że nie mogę czekać, aż ktoś stanie u moich drzwi...z drugiej strony myślę, że jeśli spotkam tą swoją drugą połowę to moja bariera zniknie, a ja otworzę swoje serce...Co o tym myślicie???Ja wciąż wierzę i zawsze staram sie, aby słowa z Ps37,5 były moim mottem...:)polecam:)Pozdrawiam Was serdecznie:):):)

1873 )
 Monika, lat 33, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 04.09.2007, godz: 15:21

Do Grzegorza
Twoje zycie jest darem od Boga dla Ciebie i nikt nie ma prawa ci go odebrac lub uprzykrzac. Twoja samotnosc moze otworzyc cie na Boga i Jego piekny swiat.
Kiedy moj tato pil a ja bylam tak zalekniona to ucieklam w swoj swiat, ktory byl kolorowy. Nie lubilam innych poniewaz balam sie ich dlatego stronilam od innych. To nie oni mnie odrzucili ale ja ich.
Pan Bog widzial moja samotnosc i dal mojej rodzinie braciszka z zespolem Downa.
Chodzilam z nim na spacery, sluchalismy muzyki i wyglupialismy sie chociaz byl niepelnosprawny. To On nie pozwolil mi zginac. Nigdy tez nie mialam mysli samobojczych wrecz odwrotnie kocham zycie, przyrode i Bozy swiat.
Kiedy braciszek zmarl swiat mi sie zawalil ale Bog mnie podtrzymuje. Moja babcia tez kochala Sewerynka tyle w zyciu przezyla ale ta tragedia ja zachwiala. Rozchorowala sie i tez pol roku pozniej zmarla. Czuje pustke.
Grzegorzu znajdz pasje w swoim zyciu. Co lubisz robic ? Ja bardzo lubie muzyke te piekne dzwieki, szczegolnie muzyke soul i klasyke i Golgote Swietokrzyske najlepsza Polska plyta.








1872 )
 Agnieszka, lat 21, e-mail: lady449@wp.pldata: 04.09.2007, godz: 14:04

Tomku i pozostali Źródełkowicze! Bardzo dziękuję za modlitwę :) Pomogła :-)

1871 )
 :-)data: 04.09.2007, godz: 13:30

To miał być ładny ludzik :-(

1870 )
 do marzenydata: 04.09.2007, godz: 13:28

prosze jak mozesz to podaj swoj email. Chcialabym z toba porozmawiac:)

1869 )
 :-)data: 04.09.2007, godz: 12:59

Do Azja i Artii

Moje najszczersze gratulacje !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

__V__
( o,o )
\ - /
I I
/ \
O O
\ /
_I I_


1868 )
 Azja i Artii :), lat 29,, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 04.09.2007, godz: 11:57

Niedługo zostaniemy bardzo szczęśliwymi rodzicami!!! ;) ;) :)

1867 )
 Artur Wnęk / Artii, lat 32, e-mail: 1@Gadu-Gadu:5467802data: 04.09.2007, godz: 11:02

-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-
"Az do konca swiata bede apostolem Milosci...
Bede wstawiac sie za ludzi tak dlugo, jak pozostana na ziemi ludzie,
ktorzy beda cierpiec, walczyc, bladzic.
Przyjde ich kochac, pomagac im, wskazywac im prawdziwa ojczyzne".

Marta Robin (1902-1981)
-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-=<>=-

1866 )


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej