Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko

...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]


[<<] [<] [555] [556] [557] [558] [559] [560] (561) [562] [563] [564] [565] [566] [567] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

 Piotr do Marcina, lat 40, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 23.04.2007, godz: 21:07

Drogi Marcinie(?).Uczepiłeś się Kariny jak rzep psiego ogona.Taka postawa pełna uszczypliwości i złośliwości nie przystoi chrześcijaninowi.Dziwnie nawet jakoś brzmi w ustach mężczyzny, trącąc wręcz jakąś niedrową zajadłością..Jeśli tak bardzo przeszkadza Ci postawa Kariny, napisz jej to w mailu, a nie na ogólnym forum, gdzie dziewczyna wywołana do odpowiedzi musi odpierać Twoje niegrzeczne zarzuty, co zapewne nie jest dla niej miłe.Dla mnie jak i dla wielu tu zaglądających wpisy Kariny dużo dają, są mądre, przemyślane, rozsądne, dojrzałe i pełne głębokiej wiary.Wierzę, że słowo ma wielką moc.Potrafi zmienić życie człowieka, pomóc w chwili zwątpienia, słabości.Czasem jedno, dwa zdania mogą być dla kogoś ważną radą,wskazówką.Czy nie jest nadużyciem z Twojej strony ocenianie jakim Karina jest człowiekiem?Więcej szacunku i pokory.Szanujmy się wzajemnie.Podaj proszę swój adres mail, bo chciałbym porozmawiać.Mam kilka pytań w kwestii Twojego szczęśliwego pożycia małżeńskiego.Pozdrawiam.Piotrek

397 )
 karol od mój punkt widzenia, e-mail: karolk108@wp.pldata: 23.04.2007, godz: 18:58

Papież w książce "Sól ziemi" myślę że miał na myśli to, aby nasza wiara jak i my razem z nią wzrastali ku Bogu. Z tego co Ty napisałeś o sobie i swojej "wierze" to jasno wynika że się cofasz, coraz bardziej zamykasz się w swoim egoizmie. "Jeśli sól utraci swój smak, czym że ją posolisz?" Masz być solą tego świata. Bóg jest cierpliwy i będzie czekał na Ciebie aż do końca gdy staniesz przed Nim zdać relację ze swojego życia i wierz Mi lub nie, też Ci da Wieczność jaką zechcesz i na jaką zasłużysz swoim życiem. Dopóki tu żyjesz masz szansę, tam już nie będziesz mógł się zmienić. W katedrze pelplińskiej jest płyta nagrobna zakonnika na której pisze: "Momento unde pendet aeternitas" (chwila od której zależy wieczność) ta chwila ma dwa aspekty: -sama chwila naszej śmierci; -i nasze życie jako chwila w perespektywie WIECZNOŚCI. Wszystko zależy od Ciebie... ; z modlitwą karol

396 )
 młodadata: 23.04.2007, godz: 18:48

Jezu kocham Cię. Daj mi siły, wiem, że z Tobą dam radę. Czuję Cię........

395 )
 Gosiek, lat 31data: 23.04.2007, godz: 15:13

proszę o wsparcie ... potrzebne jest mi bardzo ... bardzo ... pogubilam sie w tym wszystkiem, starcilam wiare , ze moze mnie jeszcze spotkac cos pieknego i dobrego, ze jest na swiecie ten "Ktos" kto mnie pokocha ......

394 )
 mój punkt widzenia, lat 24, e-mail: enenc@o2.pldata: 23.04.2007, godz: 12:23

Do Kariny: jeśli o mnie chodzi, to raczej nie pytam się ludzi czy czegoś potrzebują czy nie. Po prostu wychodzę z założenia, że osoba, której czegoś brak pierwsza powinna to w jakiś sposób zasygnalizować - ja po prostu nie lubię się nikomu narzucać. Wyjątek stanowi tu może moja relacja z dziewczyną, a także nieraz się o to zapytam kogoś (dobrego znajomego) w zwykłej rozmowie. Natomiast nie mam tak, że jak ja coś komuś zrobię, to oczekuję czegoś w zamian (z tym, że jest małe prawdopodobieństwo tego, że to ja pierwszy zaoferuję swoją pomoc w czymś tam.
Natomiast można powiedzieć, że jestem RADOSNY, tzn. z reguły chodzę uśmiechnięty - to nawet widać (zauważają to inne osoby) i jakoś potrafię się cieszyć z rzeczy z pozoru mało istotnych (a przynajmniej na co dzień niezauważalnych) :-) np. z dobrze działającego internetu, z kolejnych setek metrów ścieżek rowerowych w moim mieście, których 2 lata temu jeszcze nie było i.t.p.

Do Caroli: Hm... a jeśli ja sobie sam wymyślę boga, takiego bardziej liberalnego i "pozwalającego na więcej" - to czy to też będzie ten sam Bóg, do którego modlą się katolicy ? Przecież moje dylematy wzięły się właśnie stąd, że moje sumienie pozwala mi na coś na co nie pozwala mi religia katolicka...
Jeśli chodzi o chodzenie do kościoła, to ono zawsze było dla mnie nudne... toteż przestałem tam chodzić. Trochę się to zmieniło jak znalazłem się w Odnowie, tam przynajmniej podobała mi się muzyka podczas Mszy, nabożeństwo wyglądało jakoś tak bardziej atrakcyjnie dla mnie. Co prawda nie tylko nieatrakcyjność Mszy była powodem tego, że jakoś nie ciągnęło (i nie ciągnie) mnie do kościoła, ale też moje wyobrażenia co do Boga. Mówiąc w skrócie kiedyś się zastanawiałem po co trzeba chodzić na Mszę skoro Bóg jest Wszechmogący i jest wszędzie. No i szybko doszedłem do wniosku, że w sumie nie muszę na nią chodzić - bo i po co ? Tylko po to by jeszcze jedna osoba uczestniczyła w Ofierze... ? Skoro Bóg może wszystko, to po co na Mszy jest konsekracja (przecież każdy może sobie ją w myślach wyobrazić), po co czyta się Ewangelie (przecież każdy sobie może w domu to poczytać), po co rozdaje Komunie pod postacią chleba ? czemu to nie można konsekrować soku malinowego albo piwa (choć nawiasem mówiąc nie przepadam za tym napojem) a wiernym poczęstować konsekrowanymi chipsami albo frytkami ? :-) W końcu takie coś jeszcze bardziej by uwidoczniło Wszechmoc Boga (pokaże się w ten sposób ludziom, że Bóg nie tylko komunikant ale też inne produkty spożywcze potrafi przemienić w swoje ciało :-) ) No i m.in. te pytania, na które jedyną odpowiedzią było to, że wynika to z Tradycji (no może czasem podparte to było niektórymi sytuacjami z NT) sprawiły, że Msza stała się dla mnie tylko i wyłącznie zbiorem nic nie znaczących rytuałów.
Z tego wszystkiego to na Mszy najważniejsze dla mnie wydawało się kazanie - bo jakby nie patrzeć, można się wówczas dowiedzieć czegoś nowego.
Jeśli chodzi o te pytanie DLACZEGO - to cóż - poczekam na ten przypadek :-)
Co do modlitwy - z tym miałem podobnie jak z Mszą. Też kiedyś czytałem o tym, że można się modlić swoimi słowami... no i postanowiłem to wdrożyć w życie :-) na początku było chyba ok, bo modlitwa sprawiała mi większą radość. Cieszyło mnie to, że mogę się pomodlić idąc rano po zakupy albo jeżdząc wieczorem na rowerze - jaka oszczędność czasu :) Z tym, że z czasem modliłem się jakoś krócej i krócej, uzmysławiając sobie, że po co mam się długo modlić, skoro Bóg i tak zna moje myśli... No i jakoś tak w końcu przestałem to robić zupełnie.
W każdym razie mi jakoś tak na własną rękę nie udało się chyba poznać Boga. Bo ten mój bóg pozwala mi na bardzo wiele... ale Kościół wierzy w innego Boga i ja chcąc być w tym Kościele, też będę musiał w Niego uwierzyć.
Dodam jeszcze, że dziękuję za modlitwę i linki, potem do nich zajrzę.

Joanno... jak tak się zastanowię, to wydaje mi się, że moje postępowanie raczej znacząco nie odbiega od tego co Ratzinger napisał w Soli ziemi.

393 )
 młodadata: 23.04.2007, godz: 10:41

Kiedy się kogoś kocha myśli sie o nim bardzo często. Nie mówiąc już o zakochanych którzy myślą o sobie niemalże bez przerwy. A Wy jak często odrywacie się od rzeczy przyziemnych i kierujecie myśli ku Bogu ?????????? Pytanie kieruję do osób, które uważają że kochają Boga, lub że są na drodze do Jego pokochania.
Ja osobiście dużo myśle o Bogu. Bardzo dużo. Często w ciągu dnia odmawiam spontanicznie jakąś krótką modlitwe. Jest to dla mnie całkiem naturalne. Trudno jest nie myśleć o kimś, kto cały czas jest ze mną...............
Pozdrawiam :))


392 )
 Marcin, lat 36data: 23.04.2007, godz: 10:27

Pani Karino:), mi naprawdę nie przeszkadza to, co Pani pisze, proszę pisać dalej, jeżeli ma Pani taką potrzebę. Ja mogę w pewnych kwestiach się z Panią nie zgadzać, lub inaczej je widzieć, bo patrzę na nie przez pryzmat innych doświadczeń, moich doświadczeń. Każdy jest inny, ma inne wnętrze itd...i na koniec inne zdanie:). Na tym właśnie polega dyskusja. Wypowiadając się na jakiś temat, powinno się liczyć z tym, że ktoś może zwrócić na nią uwagę i dodać coś od siebie, a to nie zawsze muszą być słowa "zgadzam się w stu procentach".

Przypomniały mi się w tej chwili zabawy dzieci w piaskownicy, które często mówią, że zabierają swoje zabawki i idą do domu, jeżeli coś nie jest po ich myśli. Odnoszę wrażenie, że potraktowała Pani moją wypowiedź, jako atak na siebie. Jeżeli na każdego człowieka Pani tak reaguje.....to sporo pracy przed Panią, ale to tylko moje przypuszczenia. Każdy ma swoje życie i sam dźwiga za nie odpowiedzialność.

Może mi Pani wierzyć, albo nie wierzyć, ale do małżeństwa człowiek nie jest w stanie się w stu procentach przygotować i nigdy nie jest tak naprawdę gotowy. Można zdobyć jakąś wiedzę, jakieś podstawy, bazować na doświadczeniach innych, ale to są doświadczenia innych a my nie jesteśmy w stanie wejść w ich skórę a potem przygotować się odpowiednio do swoich reakcji na problemy, które mogą się pojawić. Tak naprawdę, to człowiek uczy się bycia mężem, gdy już nim jest i pewnie będzie uczył się do końca swoich dni, bo jego rozwój wiąż trwa, jeżeli tegi chce. Takie jest moje zdanie. Myślę, że każde małżenstwo jest inne, bo różni są ludzie. To podejmowanie przeróżnych decyzji, często bardzo trudnych. Człowiek, gdy jest jeszcze stanu wolnego, jest egoistą mniejszym albo większym, chociaż czasami nie zdaje sobie z tego sprawy albo nie chce się do tego przyznać. Ale jeżeli obie strony ze swojego egoizmu chociaż w połowie dobrowolnie zrezygnują, to może się na wielu płaszczyznach małżeńskiego wspólnego życia udać. Człowiek wciąż uczy się siebie i drugiego człowieka na nowo, poznaje siebie, swoje reakcje i tego drugiego i wciąż się zaskakuje. To naprawdę ciężka praca, ale jeżeli druga strona też to robi, chociaż na swój sposób, bo każdy jest inny i ma swoje metody, to życie może się okazać naprawdę wielką wyprawą.

Nie wątpię w to, że dookoła Pani jest sporo ludzi do porozmawiania, może być Pani naprawdę ciekawym rozmówcą. Chodzi o to, że....może lepiej nie napiszę tego.
Wszystkich pozdrawiam. Marcin:):)

391 )
 K, e-mail: karina2006@interia.pldata: 23.04.2007, godz: 10:24

dziekuje Carola, tez lubię czytać Twoje wpisy:) opinie innych też sobie cenię, wtedy mozna znależć jakąs odpowiedź... i Pozdrawiam:)
Słabo Dająca Radę napisz adres amail chce Ci cos zaproponować..!

390 )
 Ola, lat 46, e-mail: juliazyta3@o2.pldata: 23.04.2007, godz: 00:10

Gratuluje kochajcym sie malzenstwom.Szczegolnie Marcinowi i Marcie.
To co o sobie piszecie,to jest niesamowite.
Chcialabym cos takiego doswiadczyc.
A dzis bardzo mocno ciesze sie Wami i dziekuje Bogu za Was.

389 )
 Caroladata: 22.04.2007, godz: 23:31

Karino nie przestawaj pisać Ja bardzo lubię czytać Twoje wpisy i dostrzegam w nich chęć bezinteresownej pomocy... Dzielisz sie tym co wiesz i ja to doceniam I to wcale nie znaczy, że ktoś nie może mieć innego zdania albo innego pomysłu żeby pomóc w problemie... Jeśli takowy ma niech sie nim podzieli:) Im więcej różnych punktów widzenia tym lepiej PS.Marcin pięknie piszesz o małżeństwie... fajnie gdybyś pisał do źródełka częściej:-)

388 )
 katarzyna, e-mail: rubinek_81@interia.pldata: 22.04.2007, godz: 22:19

Dziekuję wszystkich źródełkowiczom za słowa wsparcia i otuchy oraz modlitwę. Przeżywam bardzo trudny okres w swoim życiu ale wiem że muszę się podnieść i iść dalej choć to jest niesamowicie trudne do wykonania.

387 )
 Asia, lat 18data: 22.04.2007, godz: 22:09

proszę o wsparcie ... potrzebne jest mi bardzo ... bardzo ...

386 )
 Ela, lat 31, e-mail: ela.137@interia.pldata: 22.04.2007, godz: 21:55

Do słabodającej sobie z tym radę
Mam podobne doświadaczenia jak Twoje. Ciągłe niepowodzenia zniechęcają i odbierają radość życia i nadzieję że kiedyś to się zmieni. Ale mimo wszystko nie poddaję się choć też czasem trafiają mi się dni które przechodzą w tygodnie zupełnego czarnowidztwa i beznadziei. Tylko wiara pozostaje. Wtedy po prostu czekam kiedy Miłosierny Jezus oczyści moje serce i dusze ze smutku. Doświadczyłam już nieraz jak w jednej chwili On może napełnić serce nadzieją i radością.
JEZU UFAM TOBIE
Wiara dodaje mi sił każdego dnia, nawet wtedy gdy czuję się zupełnie bezsilna.
Czasem bardzo się boję że w końcu wpadnę w jakąś depresję ale On jest Lekarzem dusz więc ufam, bo przecież On dobrze wie ile zdołam udźwignąć.
Choć nie zmienia to faktu że boję się każdej chwili smutku...

385 )
 karinadata: 22.04.2007, godz: 21:49

do Słabo Dajaćej Radę- nie podałaś emaila, dlatego dziubię tutaj(P.Marcin w imie miłosci.. wybaczy:) masz rację wiele ludzi kogos w portalu szuka ale jednak są niezdecydowani jesli trzeba podjąć jakąś decyzję...choćby na spotkanie i o tym często decyduje zdjęcie.. łatwiej o poznanie się w spotkaniach na zywo, wtedy nie odrzuca sie tej osoby z góry, na podstawie wyglądu... wyjazdy, wczasy, spotkania w grupach, rekolekcje, pielgrzymki,wspólne wyjście z przyjaciółmi, zabawy a nawet dyskoteki, tak! znam przynajmniej 3 osoby które szukały partnerów głownie w miejscach "kościelnych".. a znalazły właśnie.. na dyskotece! .... choćby moja siostra, dwie koleżanki. I są to również odpowiedzialne osoby. Pan Bóg nas zaskakuje.. szukajcie a znajdziecie.. Miej nadzieję i szukaj...ile ludzi tak odnalazło swoje połówki... a ci którzy nie-chyba sie poddali i poprostu .. pozdrowionka;)

384 )
 Marta, lat 36data: 22.04.2007, godz: 21:18

Marcinie.......:):):) Z Tobą każdy miesiąc jest majem, a każda pora roku wiosną.....Marta:):):)

383 )
 słabo dająca sobie z tym radę, lat 30data: 22.04.2007, godz: 21:00

Chciałam jeszcze nadmienić, że nie jest tak, że ja biernie czekam na zmianę swojego losu. Próbuję dopomóc szczęściu poprzez choćby i nawet właśnie net. Z góry zatem dziękuję za podanie adresów randkowych katolickich portali, to miłe niezmiernie, że chcecie nawet w taki sposób wspomóc, ale znam adresy. Najgorsze jednak, że trafiam na ludzi, którzy jedynie z pozoru pragną odmiany swego losu, a kiedy zetkną się z pewnymi rzeczywistymi fakatmi nagle sami nie wiedzą, czego chcą i niczego nie są pewni. Czasem mam wrażenie, że jest spora grupa 30 latków, którzy myślą o zupełnie czymś innym niż założenie rodziny i ponoszenie wzajemnej odpowiedzialności za siebie. Dla niektórych wydaje się, że są inne wartości priorytetowe. Tylko po, co takie osoby oszukują siebie, ale przede wszystkim innych, że chcą czegoś innego? Narobią nadziei, a jak zobaczą, że związek robi się coraz bardziej poważny to potem uciekają. To jest smutne.:-(((

382 )
 Zuziadata: 22.04.2007, godz: 18:41

do Samiutka

Nawet nie wiesz jak bardzo cie rozumiem, czasem tak ciezko jest sie modlić i wciaż czekac, a tu zadnego znaku :((
Ale wierze ze moja cierpliwosć w konu bedzie wynagrodzona, cóż innego mi pozostaje-czekac i mieć nadzieję. Jeszcze jedno mnie podnosi na duchu JEZU UFAM TOBIE.
Pozdrawiam

381 )
 do Marcina karina+)data: 22.04.2007, godz: 18:41

Panie Marcinie, nie jestem mężatką:) przynajmniej jeszcze nie czuję się gotowa ale to chyba nie znaczy ze nie zyję wsród ludzi i już cos o tym wiem ... nie jestem tez psychologiem i nie korzystam z porad ksiązkowych , przynajmniej pisząc- piszę co myślę na podstawie doświadczeń nie tylko swoich ale tez innych, duzo jeżdzę, rozmawiam z różnymi ludżmi, słucham wykładów na ważne tematy....jesli chodzi o małzeństwo wiadomo nie mam tu żadnego doświadczenia ..małżeństwo to też odpowiedzialna i czasem nie łatwa droga choć nie przeczę ze piękna, nie wiem na jakiej podstawie myśli Pan ze oceniam małżeństwo jako brak miłosci...radości, ciepła...? itp... tego ja nie powiedziałam..Sama pragnę wstąpić w związek małżenski... :) Często czytam- słyszę, o braku porozumienia w małżeństwie, zdradzie, żalach, obwinianiu się ... wiem jak ważne jest odpowiednie przygotowanie się do tego..nie wystarczy tylko chcieć i wyobrażac sobie małzeństwo jako rozwiązanie problemu samotności... ile jest takich małżeństw nawet tu zdarzały sie takie osoby które czują się w nim samotne... Porad udzielam- gdyż jesli czuję ze mogę kogoś wesprzeć lub coś przekazać, robię to z potrzeby wewnętrznej. Sama również korzystam z porad tutaj zamieszczanych , chętnie je czytam i niektóre wypowiedzi bardzo mnie budują. Czasem jedno , dwa zdania są dla mnie bardzo ważną wskazówką. Nie mam odpowiedzi na wszystkie pytania czy rozterki... moje kilka zdań mogą być tylko kroplą w morzu...ale czy nie warto? Jako nastolatka miałam miałam różne przeżycia i dołki... wtedy jeszcze nie było Zródełka, a chętnie skorzystałabym wtedy z czyjejś wskazówki.. A jesli Panu przeszkadza moja widzialna obecność to mogę trochę pomilczeć:) czuje się usprawiedliwiona w końcu nie brakuje ludzi dookoła którzy chcieliby porozmawiać... *Pozdrawiam i prosze o Pana wpisy:) moze odnośnie małżeńskich..

380 )
 miradata: 22.04.2007, godz: 17:45

Do Kataryny
Bóg wie, kiedy człowiek jest najbardziej dojrzały do życia w wiecznośći i wtedy zabiera go z tego świata.
Pamiętaj,że Ci ktorzy kochali nas za życia, nie opuszczają nas po śmierci i nadal nas kochają, bo umrzeć, to zbyt mały powód, żeby przestać kochać.
W swoim życiu zdaj się na Boga, on może stać się Twoim osobistym przyjacielem, opiekującym się twoim tatą i waszą rodziną.

Niedawno (15 kwietnia) zmarł nasz znajomy - Matko Boża błagam Cię, błogosław Oli, Hubertowi i ich mamie. Pomóż im żyć po stracie ukochanego człowieka. Uproś im u Boga błogosławieństwo oraz siłę.

379 )
 do słabo dającejdata: 22.04.2007, godz: 17:36

Podaj maila,znam adresy katolickich portali dla poszukujących!!!

378 )
 Ela, lat 31data: 22.04.2007, godz: 16:52

Samotność ludzi koło 30 i starszych w dzisiejszym świecie staje się czymś normalnym i przerażająca jest skala tego problemu.
Moim zdaniem jest to wina niestety EGOIZMU, tego jak dzisiejszy świat kształtuje człowieka: mieć, być, posiadać. Mam jednak wrażenie, że wiele osób dostrzega to zło i stara się zmienić.
Dostrzegam otwartość ludzi na Boga i na drugiego człowieka, ich autentyczną wiarę. Także jesteśmy na dobrej drodze :) by zmienić świat na lepsze i by stać się lepszymi. Imponują mi ludzie, którzy nie wstydzą się swojej wiary, potrafią bronić swoich poglądów i bronić publicznie Boga.
Wspaniałe jest to, że zaczyna panować PRAWDA, wszelka obłuda i zakłamanie nawet jeśli są to po jakimś czasie są demaskowane.
Życzę wszystkim samotnym wspaniałych małżonków i cudownych rodzin.
Jedyna nasza nadzieja to zawierzenie bezgraniczne Bogu i nieustająca modlitwa o uleczenie.
Wkrótce w mojej parafi będzie uroczyste nawiedzenie Matki Bożej Jasnogórskiej, obiecuję modlitwę w naszej intencji :)

Szczęść Boże wszystikm Źródełkowiczom

377 )
 iskierka***, lat 18, e-mail: monis1988@onet.eudata: 22.04.2007, godz: 16:35

Wczoraj zginął tragicznie mój mały braciszek-kuzyn-Piotr-miał ...zaledwie 14 lat.Proszę bardzo o modlitwę...

376 )
 Caroladata: 22.04.2007, godz: 16:14

"dlatego módl się i rób wszystko żeby wypełnić wolę Bożą która objawia sie w pragnieniu które masz w sercu:)" Wiolinka pięknie to ujęłaś...

375 )
 maggie, lat 24, e-mail: maggie17@wp.pldata: 22.04.2007, godz: 15:58

Do Katarzyny: Rozumiem jak sie czujesz, bede sie za Ciebie i Twoja rodzine modlic. Ja stracilam mojego tate 9 lat temu, w Dzien Dziecka. Mialam wtedy 15 lat... Do teraz nie potrafie pogodzic sie z ta strata i bardzo mi go brakuje (fizycznie, bo wierze, ze duchowo jest w moim sercu). Mnie wtedy pomogla modlitwa, bez Boga w takiej tragicznej chwili upadlabym i juz nigdy bym sie nie podzwignela, bez woli zycia... Wiem, jak Ci jest ciezko i jak to boli, ale dodam, ze z czasem perspektywa sie zmienia, nabieramy dystansu, znowu zaczynamy sie smiac (na poczatku z wyrzutami sumienia...) i wreszcie mozemy przypomniec sobie dobre chwile z ukochana osoba, ktora stracilismy, bez lez... Zycze sily, odwagi i bliskosci Pana. On Cie otoczy ramieniem w tej trudnej chwili...

Do Kariny i Samiutkiej: Karina ma racje, ale wiem jak samotnosc boli. Powiecie, ze jestem mloda (co to jest 24 lata), ze mam czas, ale to nie umniejsza tego bolu. Juz od roku w moim towarzystwie wszyscy znajomi wokol sie zareczaja, pobieraja i generalnie same golabki, i to zarowno troche starsi, jak i troche mlodsi. A ja musze sie usmiechac, gratulowac i ze wszystkich sil radowac sie ich szczesciem (bo naprawde ciesze sie z nimi). I nie moge pokazac, jak to naprawde boli. Gdy czuje sie powolanie do zycia w rodzinie, chce sie byc zona i matka, czuje sie gotowa, wtedy chce sie wszystko JUZ, niecierpliwie. I trudno czekac cierpliwie. Wierze, ze z pomoca sw. Jozefa, do ktorego sie modle, spotkam tego przeznaczonego mi meza, ale rozwnoczesnie boje sie, ze to bedzie za pozno. Za pozno na dzieci, za pozno na mlodziencze i beztroskie uczucie, ze bede juz w wtedy zgorzkniala stara panna, ze swoimi zwyczajami nie do zmienienia. Dlaczego to wszystko jest takie trudne?

Pozdrawiam wszystkich zrodelkowiczow!

374 )
 słabo dająca sobie z tym radę, lat 30ldata: 22.04.2007, godz: 15:31

Dziękuję bardzo za odpowiedzi na mój wpis, Wszystkim którzy się wypowiedzieli. Z pewnych względów nie chciałabym podawać tutaj swojego adresu e - mail. Pragnę dodać, że ja wcale nigdy nie poszukiwałam księcia z bajki i nie poszukuję, ideału również, ponieważ ja sama nie czuję się księżniczką, ani nie jestem idealna. Poszukuję ciepła, wsparcia, mądrości życiowej - coś, co mam nadzieję mogę też ofiarować swojemu ewentualnemu partnerowi.Trudno powiedzieć na 100%, że na pewno jest się przygotowanym do małżeństwa, ale myślę, że jest kilka czynników, które mogłyby przemówić za tym, że mimo wszystko w dużym stopniu jestem przygotowana. A modlitwa? - oczywiście modlę się każdego dnia, tylko jakoś ostatnio brak mi wiary w to, że moje błagania się spełnią. Może i to źle świadczy o moim zaufaniu Bogu, ale skoro nie wiem, co jest mi pisane, a może właśnie ta samotność to ja nie wiem, czy będę się umiała z nią pogodzić. :-((( Słonecznego popołudnia niedzielnego życzę.

373 )
 Marcin, lat 36data: 22.04.2007, godz: 14:57

Pani Karino, od jakiegoś czasu czytam Pani wpisy i muszę stwierdzić, że na każdy ludzki problem ma Pani gotową odpowiedź i odpowiednie rady. Wygląda Pani na kobietę, wiedzącą o co w życiu chodzi i czego chce. Czy pisząc tutaj, opiera się Pani na swoich doświadczeniach, czy może są to tylko teorie brane z mądrych książek? Jest Pani może psychologiem, mężatką czy samotną osobą? Czy otrzymała Pani w swoim życiu, tego czego pragnęła?

Lodowato brzmią czasami Pani słowa, tak sterylnie, nie ma w nich kobiecego ciepła. Jestem żonaty, więc wiem czym jest małżeństwo. To nie lodowate obowiązki, tylko wspaniałe odkrywanie życia we dwoje, nawet jeżeli czasami jest ciężko, ale to podróż którą każdego ranka rozpoczynamy z uśmiechem na twarzy.

Człowiek nie powinien wszystkiego wiedzieć i na wszystko mieć odpowiedzi. Moja żona jest bardzo mądrą kobietą, ale uwielbiam jej pytania na czasami zupełnie proste zagadnienia, te poważne są też mile widziane. To działa w dwie strony, gdyż ja też nią się w wielu sprawach ubogacam. Uwielbiam jej kobiece ciepło, delikatność, troskliwość, to jakim jest człowiekiem, a także jej temperament. Kobieta musi mieć w sobie zarówno cechy górskiego potoku jak i nizinnej rzeki. Marto (to kieruję do mojej żony, może któregoś dnia przeczyta te słowa, jak mnie nie będzie w domu), zdobywanie Ciebie każdego dnia jest wspaniałą sprawą i dziękuję Ci, że mogę być twoim rycerzem. Przed nami jeszcze tysiące wypraw w głąb naszych dusz i podziwianie, odkrywanie wspaniałych zakątków tego świata. Wiem że mnie kochasz i wiem,że Ty wiesz, że ja kocham Ciebie.
Małżeństwo to tysiące drobnych gestów, które sprawiają wielką radość, to rozmowa bez słów, rozmowa serc, porozumienie ciał i dusz. To miłość z której rodzi się prawdziwa przyjaźń. To nie lodowate obowiązki, to pewien styl życia, na który godzą się dwie kochające się osoby. Mam nadzieję, że nie uraziłem Pani swoimi pytaniami i dostanę odpowiedź na jeszcze jedno. Czym jest według Pani miłość i co się na nią składa. Inne osoby pewnie też chętnie przeczytają Pani wypowiedź. Tylko proszę nas nie odsyłać do książek. Pozdrawiam. Marcin:)



372 )
 Małgośka, lat 17, e-mail: m.rusznica@poczta.onet.pldata: 22.04.2007, godz: 13:29

..."Twoje poprzednie życie, było tylko jak próba przed spektaklem w teatrze. Tym razem kurtyna jest podniesiona..."

371 )
 dobra rada, lat 26, e-mail: wiolinka82haha@buziaczek.pldata: 22.04.2007, godz: 11:02


Do słabo dającej sobie z tym radę

Hmmm Karina ma rację:) ale z jednym sie nie do końca zgodzę z biernym czekaniem na cud, modlitwa + praca znam to po swoim doświadczeniu nie można stać bezczynnie i czekać na księcia z bajki trzeba działąć szukać i nie bać się, a przede wszystkim nie można oceniać potencjalnego kandydata po pierwszym wrażeniu trzeba go poznać czasaem miłość przychodzi niezauważona. Więc nie bój się i śmiało do przodu trzeba walczyć o swoje marzenia i napewno Ci się uda:) Pan Bog przeciez sam mówi : kto szuka znajduje, kto puka otworzą mu, kto prosi otrzyma" dlatego módl się i rób wszystko żeby wypełnić wolę Bożą która objawia sie w pragnieniu które masz w sercu:) jesli czujesz sie niespełniona to znaczy złą drogą idziesz jesli pragniesz małżeństwa rodziny To jest napewno twoja droga:) 30 lat to coraz bardziej przeciętny wiek na zawierania ślubu:) tylko nie szukaj ideału bo ich nie ma! jak znajdziesz już tę właściwą osobe to nie jest kwestia lat jak chodzą ze soąba nastolatki tylko kwestia tego czy to jest Ta osoba czy jest odpowedzialana i gotowa by zawrzeć związek małzeński i czy sie kochacie:) wiele osób po 30 tce czasami nawet jeszcze nie myśli o małżeństwie i jest zupełnie nie dojrzałych ale Ty kochana patrz w serce:) i ono cie poprowadzi a św Józef czyni cuda w tej sprawie zamążpójścia wielu osobom juz rozwiązał problem samotności więc zaufaj i nie lękaj się:) jesli możesz pdaj mi meila to wyślę ci link na fajną stronę gdzie można poznać fajnych ludzi a kto wie może i poznasz tam męża:) znam wiele osób które się tam poznali:) więc myślę że i Ty znajdziesz tam kogoś interesującego bo jest tam sporo osób w Twoim wieku wartościwoych udzi deklarujących sie jako wierzący i praktykujacy którzy szukają na poważnie drugiej połówki:) i napewno tez z Twoich okolic bo sa tam ludzie z całej Polski:)Pamietaj działaj!!!! Nigdy nie jest za późno! Jesteś młoda znam wiele małżeństw które pobierały sie po 30 stce maja dzieci i sa szczęśliwi! powodzenia

370 )
 Samiutkadata: 22.04.2007, godz: 10:36

Karino, czytam Twój ostatni wpis i niby wszystko pięknie i rozsądnie ale moim zdaniem to teoria.
Postaraj się zrozumieć osoby, które strasznie sie męczą żyjąc bez miłości, zastanów się co czujemy patrząc jak znajomi układają sobie życie a my widzimy jak płynie czas, nam przybywa lat a tu nic. Jeżeli człowiek czegoś bardzo pragnie, ma jakieś plany a nic z tego nie wychodzi, do tego dochodzą inne problemy a cała sytuacja ciągnie sie latami to człowiek może (i najczęściej zaczyna) gorzknieć, staje się coraz bardziej nerwowy, krótko mówiąc to rodzi frustrację.
Na świecie żyje tyle tysięcy małżeństw i tak czasem sobie myślę, że gdyby każdy miał takie podejście do tego, jak Ty opisujesz to zdecydowanie wzrósłby odsetek małżeństw zawieranych w późnym wieku. Małżeństwo to nie zabawa ani żadna bajka do tego na pewno potrzeba jakiejś dojrzałości ale z drugiej strony nie sadzę żeby każda samotna osoba żyła w pojedynkę bo do małżeństwa się nie nadaje. Człowiek uczy sie przez całe życie również bycia dobrym małżonkiem i rodzicem.
Ja osobiście nie potrafię pogodzić się z myślą, że nigdy nie będę miała rodziny. Kiedy się modlę trudno mi wypowiadać "bądź wola Twoja". Wydaje mi się, że taka zgoda na wolę Bożą, jaka by nie była, świadczy o tym jak bardzo kocham Chrystusa. Jednak nie potrafię zgodzić się na życie w pojedynkę:(

369 )
 karinadata: 22.04.2007, godz: 08:23

SłABO DAJąCA SOBIE Z TYM RADE.... przyczyny Twojej samotności mogą byc złożone,.. pierwsze jaka jest wola Boża na dzisiaj?, drugie Twoja dojrzałość do zawarcia małżeństwa- to ze pragniesz tego i masz swoje lata nie znaczy ze jestes gotowa! Twoje oczekiwania, może zmarnowałaś okazje bezwiednie...? za bardzo jestes zamknięta, szukasz ideała...lękasz się. Może jestes słaba wewnętrznie,emocjonalnie .. do tego co może przynieść życie, obowiązki małżeńskie? Pan Bóg jesli daje komus pragnienie, wcześniej czy poźniej pomaga je zrealizować. Może potrzeba jeszcze czasu.... jest wiele ludzi którzy pobierają sie koło 40- stki a nawet po.. i jeszcze zdążą urodzić dziecko..Zaufaj Bogu!!!! nie pogrążaj się w smutku... Modl się do św.Józefa i czekaj cierpliwie..a Twoja cierpliowśc w końcu będzie wynagrodzona.. ;) a Ty będziesz dostatecznie dojrzała;) Pozdrawiam*

368 )
 Mała 26data: 21.04.2007, godz: 22:43

Dziekuje tym wszystkim ktorzy odpowiedzieli na moj wpis, dziekuje za te słowa pełne nadziei i optymizmu, jeszcze raz prosze o modlitwe, pozdrawiam!

367 )
 jane, lat 32data: 21.04.2007, godz: 22:22

Do słabo dającej sobie z tym radę. kochana, nie napiszę żadnej rady. Chciałam tylko dodać, że jestem dokładnie w takiej samej sytuacji i w 100% Cię rozumiem. Nie wiem jak nam pomóc. Jedyne co mo przychodzi do głowy to zaufać Panu :-) Może On ma dla nas inne plany?... Sama w to nie wierzę :-)

366 )
 Eladata: 21.04.2007, godz: 22:13

Proszę o modlitwę.
Boję się :( że nie zdołam udźwignąć tego całego mojego życia, tego co jest mi pisane.
Jezu ufam Tobie ale boję się cierpienia

365 )
 jolka, lat 24data: 21.04.2007, godz: 21:57

Dziękuję Karinko, za te słowa:) to wiele dla mnie znaczy:)chyba najskuteczijesze jest poprostu unikanie syuacji które mogą prowokować do grzechu to bardzo rudne i wiem że sama nie dam rady:) dziekuję z całego serca

364 )
 do Joli, e-mail: karina2006@interia.pldata: 21.04.2007, godz: 20:44

JOLU< pocałunki takie z pozoru niewinne a jednak one pobudzają... szczególnie te namiętne... wiem bo sama przez to przeszłam, chciałam byc fair mysląc ze to tylko pocałunek więc nic mi nie grozi... na moje szczęscie rozpadło się.. zanim mogłabym upaść dalej . wstąpiłam do R.C.S.
Do jakiegos momentu pocałunki wystarczą.. ale przyjdzie taki czas ze już nie wystarczają i wtedy przekracza sie granice, dlatego kosciół nie zaleca pocałunków, księża mówią ze one są "prowodyrem" do grzechu cieżkiego. Chyba ze masz tak silną wolę ze nie przekroczysz tej granicy... ale jakie to trudne :) Musisz sie kontrolowac wraz ze swoim partnerem, unikać okazji bycia sam na sam.. niestety chyba nie ma innej skuteczniejszej rady dla kogoś kto przekroczył już wstrzęmieźliwość. To ciężka praca, polecałabym Ruch Czystych Serc abyscie oboje postanowlili trwać w czystości, kontrolowali siebie i modlili się o siłę.. nie pobłażali sobie, ale nawzajem upominali i rekompensowali podniety jakimś zajęciem np sportem, joggingiem, siłownią, spacerem hartując się właśnie poprzez takie zdrowe zmęczenie Polecam rekolekcje np dla zakochanych, oazy itp.. Wszystko zależy od Was samych, jesli chcecie życ w czystości wymaga to żelaznej dyscypliny, pracy... Hmmm kochajcie się ale inaczej-poprzez bycie ze sobą , rozmowy, pracę, czynny wypoczynek. Bardzo często osoby które współżyją ze sobą, czy też pettingują itp zauważyły ze zaczynają się powoli oddalać od Boga i jakby samych siebie, tzn przestają rozmawiać a koncentrują sie na cielesnej przyjemności, bo sie do tego przyzwyczajają.. kłotnie godzą poprzez sex, inne wartości schodzą na dalszy plan.. najważniejsza jest przyjemność, czują się winne wobec Boga bo wiedzą ze grzeszą ciężko, i trudno im z tego zrezygnować, z czasem oddalają się od przykazań, gdyż nie zmieniają postępowania.. już nie potrafią. Wiem Jolu ze musi to byc bardzo trudne dla was, ale są takie pary które wytrwały w czystości do ślubu.. jest to możliwe, zależy tylko od Was.. nawet jak to się juz stało.. nigdy nie jest za poźno by zacząć od nowa i trwać w postanowieniu! Bóg z Wami, kochajcie się ale by ta miłość was nie niszczyła.. ale ubogacała..:) Naprawdę nie mogę Ci nic innego poradzić.. pomodlić się..pa *

363 )
 jolka, lat 24data: 21.04.2007, godz: 19:35

Kochani:)Może WY mi doradzicie coś na temat czystości przedmałżeńskiej:) mam wspaniałego chłopaka ale często przekraczamy granice:) i seks kojarzy mi sie czymś niedozowlonym i troche przez to co robimy, czesto trace kontorle oddaje sie chwili przyjemności potem bardzo żałuje i gryża mnie wyzruty sumienia bo dla Boga chce być czyta i wiem doskonale że czystość to coś pieknego i warto ja zachowac ale to tak jak z paleniem tytoniu czy innym nałgime trudno sie oprzeć mimo że sie chce tego bardzo, mam słabą wolę ale bardzo chcę:) i ile razy upadam tyle razy sobie obiecuje że bedzie inaczej co robić:) gdzie sa granice czy samo przytulanie i pocałunki sa grzechem?????
Czy dopiero mozna mówić o grzechu w momencie pobudzenia? Jak wytrwać? bardzo tego chce bo pragne kochać mojego chłopaka prawdziwa miłością a po tym jak przecholujemy czuje sie taka niespełniona???:(pomóżcie!

362 )
 korela, lat 25data: 21.04.2007, godz: 19:30

Do słabo dającej sobie radę


Nie marwt sie zawierz wszystko Panu Bogu:)On wie co dla Ciebie jest dobre i ni etyle czekaj co działaj:) jesli możesz to podaj mi swojego meila:) to napisze:) obiecuję:)

361 )
 słabo dająca sobie z tym radę, lat 30data: 21.04.2007, godz: 19:21

Witajcie Źródełkowicze!Mam pytanie szczególnie do kobiet w moim wieku, samotnych, bezdzietnych. Niedawno skończyłam 30 lat i popadłam w przygnębienie, które trudno mi opanować, boję się nawet, że z tego nie wyjdę już.Dla mnie miłość ma najwyższą wartość naturalnie zaraz po Bogu, ale jakoś tak mi się ułożyło, że nie było mi jej dane do tej pory doświadczyć. Czasem mam wrażenie, że tak, już pozostanie na zawsze, a nawet jeżeli uda mi się wreszcie kogoś poznać, kogo będę mogła pokochać z wzajemnością to pewnie będzie za późno, żeby móc myśleć o dziecku. Serce mi pęka, kiedy widzę matki spacerujące ze swoimi pociechami i nie chodzi tu o żadną zazdrość, ale wrażenie, że ja sama nigdy nie będę mogła dzielić takiego szczęścia. Pracuję, bo tak trzeba, dokształcam się, żeby zabić pustkę, ale coraz częściej myślę na, co mi to wszystko?Jaki jest sens mego istnienia?Zaczynam się niepokoić, ponieważ przestaję dostrzegać pozytywne strony egzystencji. Jak Wy w podobnej sytuacji do mnie dajecie sobie z tym radę?Proszę napiszcie coś. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru. P.S. Dodam jeszcze, że nigdy nie broniłam się przed uczuciem.

360 )
 ONdata: 21.04.2007, godz: 18:08

Mam pytanie, czy jest tu ktoś z Wrocławia lub z okolic, albo z Wałbrzycha?
Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

359 )
 Joanna, e-mail: joanna1222@op.pldata: 21.04.2007, godz: 17:08

Cieszę się, że od czasu do czasu ma tu miejsce prawdziwa dyskusja. Wprawdzie czasami trzeba dolać trochę "oliwy do ognia", ale o to nie jest trudne i w jakiś sposób ubogaca człowieka. Dla mnie każdy napotkany człowiek jest jak nowa książka do przeczytania. Książka, bez zakończenia. Człowiek jest niesamowicie interesującym stworzeniem. Stworzeniem, w którym od samego początku aż do końca ściera się dobro ze złem. NEVERMIND- mi nie tylko przyszło do głowy, że wypowiadające się osoby opierają swoje wypowiedzi na własnych doświadczeniach, ja mam wielką nadzieję, że tak własnie jest. To zaraz jest wyczuwalne, czy ktoś naprawdę ma coś do powiedzenia, tak od siebie, czy tylko cytuje innych. Proszę mnie dobrze zrozumieć, to nie znaczy że mam coś przeciwko "cytowaniu". Jest tak dużo pięknych, mądrych napisanych już słów, że należy je cytować, zagłębiać się w nie, odkrywać ich mądrość dla siebie i innych.
A teraz kilka słów do KAROLA. "Brak pokory winien budzić w nas niepokój, gdyż pycha jest źródłem słabości"-Jan Berthier Zgadzam się z Tobą, że człowiek moralnie ukształtowany nie może pozwalać na zło i że trzeba rzeczy nazywać po imieniu. Dodałabym jednak, że z tą moralnośćią jest niestety różnie, nawet tą ukształtowaną. Jest sporo ludzi, którzy wymagają jej od innych a sami są z nią na bakier. Kształtowanie moralności u chrześcijanina. To mógłby być dobry temat na następną dyskusję. A teraz kilka słów do Mój Punkt Widzenia. Joseph Ratzinger w swojej książce "Sól ziemi" napisał, że wiara jest drogą, która ma swoje etapy i że żyć to znaczy się zmieniać. Ważne, żeby nie stać w miejscu i wciąż iść do przodu. Nawet jeżeli robi się dwa kroki do przodu a trzy do tyłu, to też jest ruch. Każdy ma swoją indywidualną drogę do Boga i na kolejnych etapach jego życia różnie wygląda jego wiara. Bóg nie przyrównuje Cię do innych ludzi i nie patrzy czy jesteś lepszym czy gorszym katolikiem. Nawet, jeżeli bardzo dalego od Niego odejdziesz, to zawsze możesz wrócić. On, tu na ziemi daje Ci określony kawałek czasu na Twoje ziemskie życie i wolną wolę. Jaka będzie Twoja relacja czy sprawozdanie z tego życia, gdy staniesz przed Nim? Bóg zawsze daje nową szansę człowiekowi, jeżeli tego naprawdę się potrzebuje i nigdy nie odrzuca człowieka od siebie. Tylko jednego tu na ziemi Ci nie da. Mianowicie, jeszcze jednego ziemskiego życia. Wybierać jest trudno a z wiekiem jeszcze trudniej, bo i wybory trudniejsze. Młodzi ludzie o tym często zapominają. Ja mam często kontakt z umierającymi, a więc moje podejście do życia, śmierci, człowieka, świata może się trochę różnić i być czasami dla innych trudnym do zrozumienia. Mniejsza jednak z tym, nie o mnie tu chodzi. Na zakończenie jeszcze kilka słów Jana Berthier-"Czas należy traktować jak cenny dar, którego nie wolno nam nierozsądnie roztrwonić. Dlatego należy ciągle pogłębiać swoją wiedzę pamiętając by nie tracić czasu na zbędne zajęcia, prace i rozrywki. " Nic dodać, nic ująć, prawda?:):) U mnie świeci przepiękne słońce i jest 29 stopni na termometrze. Wszystkim życzę słonecznej soboty i jeszcze piękniejszej niedzieli. Joanna:):)

358 )
 Monika, lat 33, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 21.04.2007, godz: 16:27

do moj punkt widzenia: Jesli zaczniesz poznawac Jezusa i zapraszac Go do swojego zycia to zauwazysz co w zyciu jest dobre i zle. Nie bedziesz potrzebowal niczyjego swiadectwa bo sam zapragniesz poznac i pokochac Prawdziwego Jezusa.
Nie beda Cie gorszyly zadne sytuacje ale staniesz sie jak Dziecko i to Dziecko Boga.

Podobalo mi sie stwierdzenie :"albo jestesmy z Jezusem albo przeciw Niemu"
Cale nasze zycie polega na poznawaniu JEZUSA aby po smierci byc z Nim.

Moj kochany braciszek zmarl, ale wierze ze jest z Jezusem i Maryja.
W maju mam komunie chrzesnicy. Prosze o modlitwe za moja rodzine bo bedzie to rodzinna uroczystosc bez kochanego braciszka. Juz teraz lzy naplywaja mi do oczu. Prosze o modlitwe.

357 )
 katarzyna, e-mail: rubinek_81@interia.pldata: 21.04.2007, godz: 16:16

Bardzo proszę o modlitwę w intencji mojej rodziny. 15 kwietnia zmarł mój tata. Zostaliśmy sami (mama, brat i ja). Jest nam bardzo ciężko, ból jaki odczuwa człowiek po stracie bliskiej osoby jest ogromny i przytłaczający. Trudno jest nadal żyć i normalnie funkcjonować. Wspomnienia powracają niczym bumerang i rozdzierają duszę. Proszę o modlitwę.

356 )
 karina-do Kowalski33data: 21.04.2007, godz: 15:32

dziękuje za mp3 mailem, pozwolę sobie przekazać adres na forum POKOLENIE JP II mp3 jego przemówień- Biografia, wspomnienia...
http://pokolenie-jp2.pl/info.php?dzial=6,
jeszcze tej strony nie widziałam! podoba mi się, a Jana Pawła II szczególnie często wspominam, mam nawet taki modlitewnik z Jego krótkim nauczaniem na każdy dzień i ciekawymi zdjęciami. Przez to mam na codzień jakby duchową łączność z JP II
pozdrawiam+)

355 )
 Asia, e-mail: geisstt@wp.pldata: 21.04.2007, godz: 13:58

Do Małej 26, jesli chciałabyś pogadać to pisz maila :) Pozdrawiam

354 )
 Asia, lat 30, e-mail: geisstt@wp.pldata: 21.04.2007, godz: 13:19

Do Małej 26
Pan Bóg Cię słyszy! On cały czas jest z Tobą! Jeśli wydaje Ci się, że On Cię nie słyszy to w tym momencie jest najbliżej Ciebie! Każda modlitwa jest wysłuchana, ale efekt będziesz widziała później, nie od razu, nie znamy Bożych panów wobec nas. Bóg wie co dla nas najlepsze i kocha nas i nie pozwoli krzywdzić swoich dzieci! Wiem jakie to jest uczucie, w poprzedniej pracy było mi bardzo ciężko, myślałam, że już nie dam rady i wydawało mi się, ze idę pod wiatr, ale zawsze prosiłam Boga o pomoc, o siłę w pracy i starałam się wypełniać swoją pracę jak najlepiej, w pewnym momencie zadzwonił do mnie telefon od znajomej z pytaniem czy nie chcę zmienić pracy  zmieniłam ją, teraz jestem z niej zadowolona, choć bywają różne dni i chwile, pracujemy z ludźmi którzy są różni, więc staram się być sobą a wiem, że Bóg czuwa nade mną i nie pozwoli zrobić mi krzywdy! Przekonałam się o tym nie raz! Wiem, że każde doświadczenie w życiu uczy mnie czegoś, w ten sposób Bóg mnie wychowuje, abym była lepszym człowiekiem i za to mu dziękuje Wierze, że i u Ciebie będzie wszystko dobrze, może ta sytuacja ma Cię czegoś nauczyć, więc się nie poddawaj, głowa do góry i nie przejmuj się tym prawda i dobro zawsze zwycięża!

353 )
 Do "Mój Punkt Widzenia"data: 21.04.2007, godz: 12:41

Pytaleś co wówczas, gdy ma się wątpliwości co do istnienia Boga (tego w wymiarze chrześcijańskim) Tak po mojemu to wszyscy ludzie na świecie wierzą w jednego i tego samego Boga... Myśle, że mniej ważne jest to czy ktoś jest chrześcijaninem, muzułmanem czy wyznawcą judaizmu od tego czy kieruje sie on w swoim życiu miłościa i żyje w zgodzie z Bogiem, sobą i drugim człowiekiem. Ja wiem że Bóg z którym codziennie rozmawiam jest tym samym Bogiem do którego kierują modlitwy ludzie na całym świecie niezaleznie od ich religii, kultury, narodowosci itd.

Jeżeli chodzi o Kościół... Wiesz co ja myślę, ze Kościoł zawsze bedzie dla Ciebie czymś raczej mało zachęcającym (moze nawet nudnym) dopoki nie zobaczysz w nim Jezusa. Kościoł bez Jezusa nie ma sensu i o tym zawsze musisz pamiętać. Jeżeli nie skierujesz wzroku na Jezusa, jeśli On nie bedzie Twoim centrum wszystko Kościelestanie się jałowe i bezsensowne - msze św., księża, kazania, wierni itd. Ja sie przyznaję, że kiedyś nudziło mnie chodzenie na Mszę św... Czasem jedynym moim zajęciem było spogladanie na zegar i odliczanie minut do końca... Do czasu aż nie zobaczyłam Jezusa! Wtedy wszystko się zmieniło i teraz idę do Kościoła jak na skrzydłach jak na spotkanie z ukochana osobą. I juz przestaje być dla mnie ważne, że jest nudne kazanie, ksiadz mi nie odpowiada a organista fałszuje ;) bo ja pod tą cała przykrywką zaczęłam dostrzegać Boga... Idę do Kościola z radościa bo wiem, że On tam na mnie czeka... Jeśli nie widzi się Boga podczas Eucharystii staje sie ona tylko nudnym obrządkiem...

Pisałeś, że odsunąłeś się od Kościoła bo miałes inne poglądy na niektore nauki. Wiesz co ja też czesto mam watpliwości w stosunku do tego co mówi Jezus przez swoj Kościoł (za sprawa Ducha Św.) Ale wtedy za wszelka cenę chcę otrzymać odpowiedz DLACZEGO?? Dlaczego Bóg chce żebyśmy postępowali tak a nie inaczej. Jakie są Jego motywy. Ja nie przyjmuję czegos tylko dlatego że "tak mówi Kościół" ale ja chcę wiedzieć DLACZEGO. I jeżeli Ty tez chcesz uwolnić sie od grzechu musisz wiedzieć dlaczego tego chcesz. Nie mozesz zrobić tego tylko dlatego, że "tak nakazuje Kościól". Jeżeli z całego serca pragniesz dowiedzieć sie dlaczego Bóg uważa że onanizm jest zły to poproś Go żeby Ci o tym powiedzial, żeby Ci wyjaśnil DLACZEGO to Mu sie nie podoba. A wtedy zobaczysz - nagle "przypadkowo" natkniesz sie na jakąś książke, usłyszysz coś w telewizji, spotkasz jakąś osobę, nagle poczujesz jakies poruszenie w sumieniu, coś Cię olśni... Zobaczysz że tak bedzie. Ja w ten sposób otrzymałam już wiele odpowiedzi na moje watpliwości...

Jeżeli chodzi o modlitwe... Jeżeli nudzi Cię "Ojcze Nasz" czy "Zdrowaś Mario" to daj sobie na razie z nimi spokoj (zobaczysz że jak zaczniesz zbliżać sie do Boga modlitwy te beda Ci sie wydawały coraz piękniejsze i głębsze i wrocisz do nich...) Piszę to po to, żebyś nie traktował modlitwy jak jakiejs formalności, przykrego i nudnego obowiązku. Bóg nie potrzebuje jakis pieknych słow On chce żebyśmy mówili do niego prosto, zwyczajnie, jak do przyjaciela... Możesz zacząć np tak "słuchaj (Jezu, Boże, Szefie czy jak tam ci pasuje... jest taka a taka sprawa ;-) " On chce żebyś mówił, mówił, mówił... Mozesz sie z Nim nawet kłocić;) ale mow! Bo dla Boga najgorsza jest obojętność...

Napisałeś "Podjąć walki z grzechami (tymi z którymi jest mi dobrze) też nie mogę, bo wiem, że sobie z nimi nie poradzę" A no pewnie, że sobie nie poradzisz jeżeli nie bedzie przy Tobie Boga. Ale jeśli poprosisz Boga o pomoc, żeby Cię wyrwał z grzechu, żeby pozwolił Ci siebie zobaczyć NAPRAWDĘ Oj wtedy da Ci moc żebyś wszystko pokonal! Bo dla Boga nie ma NIC niemożliwego! Z Bogiem mozesz wszystko! Tylko musisz CHCIEĆ. On nie zrobi nic bez Twojej woli. Nie zbliży sie do Ciebie jeśli Mu na to nie pozwolisz.

I jeszcze tak na koniec to myślę, że powinieneś mniej koncentrować sie na nakazach, zakazach, praktykach Kościoła bo to jest sprawa drugoplanowa a utkwić wzrok w Bogu i dążyć do tego by Go poznać, odkryć, doświadczyć Jego słodyczy, zauroczyć sie Nim, pragnąć Jego bliskości... A wtedy zrozumiesz, że Bog nie chce żebyś czegoś robił bo Cię kocha, bo chce Cię chronić, bo chce żebyś był prawdziwie wolnym. I pamiętaj jego Miłość jest nieskonczenie wieksza niż Twoj grzech.

Dlatego proś Boga by Ci siebie ukazał, by pozwolil Ci siebie zobaczyć NAPRAWDĘ, żeby Cię uwiódł. Wołaj do Niego - "Ukaż mi Panie swą Twarz, daj mi usłyszeć Twój głos bo słodki jest Twój głos i twarz pełna wdzięku ukaż mi Panie swą Twarz" A On na pewno odpowie na Twoją prośbę. Obiecał to mówiąc -

„Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem”
Jer. 29,12

„Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą”.
Mat. 7,7-8

Na koniec obiecuję Ci jeszcze że będę sie za Ciebie modlila. Bo wiesz tak naprawde to nie chodzi tutaj tylko o pokonanie onanizmu ale przede wszystkim o Twoje SERCE. Musisz wiedzieć że toczy sie walka o Twoje serce miedzy Bogiem a szatanem i to walka wykraczająca daleko poza problem onanizmu... Tak naprawde to nie to jest tutaj najważniejsze... Tu chodzi o Twoje zycie, życie w pełni byś stał sie człowiekiem takim jakim Bóg chce abyś był - silnym, wolnym i przeznaczonym do rzeczy wielkich. Jeśli za Nim pojdziesz On da Ci życie o jakim nie marzyłeś...

Ps. Polecam Ci kazania ks. Piotra Pawlukiewicza http://adonai.pl/download/audycje/ (naprawde warto posłuchać ten Ksiadz ma prawdziwy dar trafiania do młodych serc)a także Ksiązki Johna Elredge "Dzikie serce" (tu znajdziesz opis http://www.tolle.pl/ksiazka/dzikie-serce) , "Podróż pragnień" , "Pełnia serca" czy "Święty Romans" (opisy tych ksiazek powinieneś znależć na www.tolle.pl) No i gorąco polecam także homilie, przemowienia (szczegolnie skierowane do młodych) i ksiażki Jana Pawła II

Pozdrawiam i z Bogiem :-)
Carola

352 )
 karol do Joanny, e-mail: karolk108@wp.pldata: 21.04.2007, godz: 12:39

Cześć, czytałem Twoje wpisy, a także wpisy innych osób na poruszony przez Ciebie problem. Moim zdaniem w żadnym wypadku człowiek moralnie ukształtowany NIE MOŻE PRZYZWALAĆ NA ZŁO, i trzeba zawsze nazywać rzeczy po imieniu. Tego niestety wymaga od nas p. Jezus który powiedział: "niech wasza mowa bedzie prosta, nie to NIE, tak to TAK, bo wszystko co jest ponad to od szatana pochodzi" W związku z tym chciałbym Cię prosić o przemyślenie przez Ciebie zagadnienia "pychy" czym ona jest i skąd się bierze w człowieku. Dodam dla ułatwienia że pycha jako grzech ma dwa oblicza tzn. skrajności. I z całym szacunkiem, ale Joanno jesteś w błędzie mysląc że prawdą mozna rzucać jak kamieniami i napewno jest zalecana przez "LEKARZA DUSZ" jako "zimny kubeł wody" powiedz, co innego może wstrząsnąć człowiekiem i poprowadzić Go do nawrócenia jak nie PRAWDA. Napewno znasz Ewangelię i wiesz że "LEKARZ DUSZ" stawia sprawę jasno, jest On radykalny od poczatku do końca: albo jesteś z NIM albo przeciwko NIEMU. "Co ma wspólnego światłość z ciemnością?" Tylko PRAWDA może nas wyzwolić. Czyli, jeżeli nie bedziemy nazywać rzeczy po imieniu, stajemy się współwinni zła które się wokół nas dzieje. pozdrowienia. z modlitwą karol

351 )
 do Małej 26, e-mail: karina2006@interia.pldata: 21.04.2007, godz: 11:47

Mała 26- jesli chcesz pojechac na rekolekcje o uzdrowieniu, odzyskać radość , pokój.. wierzyc w siebie, napisz do mnie, załatwie CI, bedzie tam co prawda większośc dojrzałych osób, ale ja też będę z kolezankami, kolegą, więc nie będziesz czuła się samotna!
I nie bądź Mała, tylko "Duża" bo taka jesteś w oczach Boga!!!!!!!!!

350 )
 Karina+)data: 21.04.2007, godz: 10:48

Mój Punkt Widzenia -ostatni wpis nr 24253 oczywiscie mój, zapomniałam sie podpisac;)

349 )
 do Małej26 ;)data: 21.04.2007, godz: 10:46

Mała 26 , bardzo bardzo mi przykro ze tak jesteś dyskryminowana w pracy, ja tez miałam problemy ale z innego powodu- zazdrości... ale była to krótka praktyka studencka więc tak bardzo nie ucierpiałam.. rozumiem Cię co czujesz... ludzie potrafią być okrutni... TY jednak nie dawaj im powodu... szukaj wsparcia, może na jakiejś grupie modlitewnej, nie unikaj kontaktów z ludźmi abyś nie czuła się samotna, , poszukaj dobrego spowiednika.., przyjaciela. Pokonuj swoją nieśmiałość...napewno ona utrudnia Ci zycie... inni to wykorzystują. Takie "paskudne" czasy dla nieśmiałych , liczą się sprytniejsi. Jesli ta praca będzie dla Ciebie tak bardzo psychicznie uciążliwa pewnie lepiej zrezygnować.. Jednak najpierw spróbuj zrobic wszystko co w Twojej mocy, módl się za współpracowników, przebaczaj pomimo krzywd, Jezus będzie Ci błogosławił. Nie zgadzaj się na bycie pogrążoną.. nie jestes w niczym gorsza! Musisz siebie cenić, dbaj o swoją wartość.. myśl dobrze o sobie, pracuj najlepiej jak potrafisz... pamiętaj nie możesz być sama z tymi problemami... szukaj wsparcia i wierz w siebie.... uda CI się!! Pa!Pomodlę się za Ciebie ...

348 )


 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej