Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [557] [558] [559] [560] [561] [562] (563) [564] [565] [566] [567] [568] [569] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

 nadiia, lat 23, e-mail: joanna.p0@vp.pldata: 13.05.2007, godz: 19:39

Do Kariny ...
Witaj :) Wspominałaś coś w swojej wypowiedzi o mszy w Częstochowie 19 maja .. czy mogłabyś napisać czy to na forum czy też na maila coś konkretniej ? tzn ile to trwa , o której godzinie :) wszelkie sprawy organizacyjne :)
Pozdrawiam i z Bogiem :)

626 )
 moonydata: 13.05.2007, godz: 18:18

Karinka, Carola, p.Maria chylę czoła! Mądre Kobietki! Dobrze, że jesteście:))

Aśka głowa do góry!! Jeśli coś się nie udaje i jest ciężko, to najważniejsze jest nie to, żeby nie upadać, ale żeby za każdym razem dzielnie stawać do tej samej walki z podniesionym czołem. Za którymś razem MUSI sie udać!!!

625 )
 Do nadzieja, lat 24data: 13.05.2007, godz: 16:13

Rozumiem jak ciężko , ale czy nie za dużo zwalamy na Boga , że nie oddarza nas miłość
do miłości trzeba dwojga skąd wiadomo czy to wolą Boga jesteśmy sami czy może ta druga osoba odrzuciła dar jakim byliśmy .
Ale bez miłości cięzko żyć

624 )
 karinadata: 13.05.2007, godz: 16:07

droga Mika- każdy w swoim zyciu przechodzi przez podobne próby...tylko zalezy od nas na ile chcemy walczyć ze smutkiem, bezradnością. TY prawdopodobnie nie otrzymałaś mocnego wsparcia w rodzinie, brak wiary w siebie, lęk przed swiatem, innymi.. czy to owoc braku miłości.. ? nie oceniam Twoich rodziców.. ale jesli nie otrzymałas potrzebnego wsparcia musisz zapełnic brak miłosci.. Jezusową Miłością. ON leczy! ja miałam kiedys podobne problemy..
co robiłam?
pomogła mi modlitwa we wspólnocie, zawsze gdzies nalezałam, czasem zmieniałam wspólnotę.. uczyłam sie otwierania na ludzi..a to bardzo ważne!!
jeżdziłam na oazy... bardzo pomagaja rekolekcje o uzdrowienie, w swoim mieście,.. mozna poszukać w internecie. Dobre rekolekcje prowadzi Wspólnota Miłosci Ukrzyzowanej k.Warszawy.zresztą w całej Polsce odbywają się rekolekcje..można cos znalezc dla siebie.
Uzdrowienie to proces... nieraz trwa kilka dobrych lat, moje trwa juz ponad 10. Widze jak zmienia sie moje życie.. jaka byłam kiedyś ..
Człowiek zraniony, lękliwy ma tendencje do izolowania się, w każdym cżłowieku widzi potencjalne zagrożenie, kogoś kto może nas tylko zranić.. to bardzo błedne myślenie.
jest niezaradny i chowa się przed poważniejszymi decyzjami, nigdy nie jest zdecydowany , choć chciałby cos zmienic , ciągle stoi w miejscu w obawie że nic mu sie nie uda.
Taka osoba potrzebuje uzdrowienia na poziomie nie tylko duchowym ale i emocjonalnym. Napewno bardzo pomaga uczestnictwo we Mszy św. i modlitwa. Bez tego napewno nigdy nie byłabym tym, kim jestem dzisiaj z moimi ranami.. ważne jest przebaczenie tym którzy zawinili....! serce które chowa urazy...nigdy nie będzie wolne od smutku!
Można korzystac z porad psychologa jesli to komus odpowiada. MI bardzo pomogły ksiązki pod kątem psychologicznym, religijne.. wtedy zrozumiałam skąd wzięły się moje problemy, i odkryłam nowe których nie umiałam nazwac po imieniu. Gdy lepiej poznasz zródło swoich niepowodzen ta swiadomośc będzie wstępem do uzdrowienia.
Polecam wszelkie spotkania z modlitwą wstawienniczą z nałożeniem rąk, są zbawienne dla ludzi poranionych, niosących bagaż złych wspomnień. Nie nalezy oczekiwać ze za 1-2 lata Jezus uleczy całą naszą psychikę.. to niemozliwe, gdyz jest to proces, często nie potrafimy w pełni przyjąc uzdrowienia dlatego odbywa sie to etapami. TRZEBA ZAUFAC BOGU.
Polecam tez spotkanie w Czestochowie 19 maja na wałach , tam przyjezdza mnóstwo ludzi z całej Polski ,duzo młodzieży, spotkanie prowadzą ludzie z odnowy, z darem charyzmatycznym, z modlitwa wstawienniczą, o uzdrowienie wewnętrzne. Zawsze są piękne świadectwa ludzi wyzwolonych z róznych nałogów, depresji... a nawet chorób itp.
Wiele zalezy od Ciebie samej!!! nie oczekuj ze to ktoś zrobi za Ciebie..ze Pan Bóg sam będzie działał bez Twojego wysiłku. ...musisz dac sobie szansę, dołozyc wszelkich staran!!.. nie rezygnować!! .. nie konczyć na dwóch rekolekcjach.. czynic wysiłek, jeśli masz pojechac na rekolekcje nawet 500 km to jedź, nie wymyślaj przeszkód, robisz to dla siebie i to wymaga wysiłku, zaangażowania.. Człowiek przyzwyczajony do sytuacji "bez wyjścia"do użalania się na sobą.. łatwo rezygnuje, boi się trudu, Trzeba prosic Ducha św o odwagę, o kierownictwo , aby stawiał Ci na drodze dobrych ludzi, pokazywał drogę.
Wazne jest tez dostrzeganie innych, odwrócenie uwagi od swoich problemów , zaangażowanie się w jakąs działalność np odwiedziny chorych, świetlice dla dzieci.
i Nie jest to takie straszne jak się wydaje!! trzeba porzucić fałszywy lęk który nagromadził się w duszy poprzez lata .... wymaga tylko chęci i zaangażowania, współpracy z Bogiem któremu najbardziej zależy bysmy odzyskali siły, i zyli pełnią życia...to ze mamy rózne krzyże, nie znaczy ze mamy życ w smutku i poniżeniu.. Jesteśmy wezwani do radości. Bądź odważna, z Bogiem możesz wszystko!!!! tylko uwierz, jak dziecko!!!!... i daj się ponieść..wypłyń na głębię , nie musisz mieć do tego porządnej łodzi ... mozesz zacząć już dzisiaj ..wystarczy... na Twoim małym kajaku pełnym dziur i ran.. czyz Bóg nie jest mocniejszy?? czytaj psimo św. liturgie na dany dzień...odkryjesz za jakiś czas, jak to SŁOWO działa w Twoim zyciu..jesli zaufasz doświadczysz Jego mocy... On sam będzie działał.. spotkałam wiele ludzi którzy wyszli z róznych zawirowań, depresji, beznadziei.. Ty tez masz szansę..poprostu otwórz się już dziś.. Bóg z Tobą!! :)

623 )
 Asia, lat 18, e-mail: asia89@buziaczek.pldata: 13.05.2007, godz: 15:58

Moony, rozśmieszyłam Cię? Ale tak wywnioskowałam ztego co napisałas. Ja też zostawiam to bez komentarza.

Karina, a myslisz, że nie staram się? Myślisz, że dobrze jest mi płakać kiedy wsyzcy się cieszą? Jest mi dobrze, kiedy wstają rano i ................. i łzy same spływają.
To jest łatwe w teori ale w praktyce tak nie jest ...
Może jestem za slaba, aby to uciensc ... pewnie moj problem dla niektorych jest bardzo blachym problemem ... ale dla mnie to jest gla ktory musze przeniesc przez pustynie i nie moge go w ogole podniesc a co dopiero go przeniesc ...

Pozdrawiam

622 )
 Carola, e-mail: fields-of-gold@wp.pldata: 13.05.2007, godz: 15:50

Droga Miko:)

Przede wszystkim musisz pamiętać, że wszystkich ludzi na ziemi dosiega cierpienie. Czasem moze nam sie wydawac, ze tylko my cierpimy a ludzie wokoł są tacy szczesliwi Ale to tylko pozory... Kazdy pod maską zadowolenia skrywa jakies wieksze czy mniejsze cierpienie. Czesto ukrywajac je przed całym światem. Moze to dziwne ale mnie cierpienie zbliza do ludzi. Kiedy cierpie czuje taka dziwna łączność z cierpieniem innych a przede wszytkim z cierpieniem Jezusa... Mam takie wrazenie, ze cierpienie jest czyms co nas do siebie zbliza, czyms co nas tutaj wszystkich na ziemi jednoczy w walce ze Złym. Jak powiedział Jezus - "Jedni drugich brzemiona noście". Dlatego proponuje Ci żebyś rozejrzała sie wokoł i dostrzegła cierpienie ludzi z którymi codziennie sie spotykasz. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie latwe i jak to ktoś kiedyś powiedzial "Żeby zrozumieć ludzi trzeba starać się usłyszeć to czego nie mówią i czego być może nigdy nie będą w stanie powiedzieć". Złącz swoje cierpienie z cierpieniem innych ludzi i z cierpieniem Boga a zobaczysz, że nabierze wtedy innego sensu... Kiedy wyjdziesz "poza siebie", zaczniesz inaczej spoglądać na świat.

A co do konkretnych rad to ja mogę polecić Ci to co mi pomaga. Wydrukuj sobie Psalm 91 o Bożej opiece i czytaj go za kazdym razem kiedy czujesz, że wali ci sie życie, że wymyka Ci się grunt pod nogami, kiedy czujesz sie zrozpaczona, opuszczona, pokrzywdzona, kiedy boisz sie o jutro, kiedy czujesz sie bezsilna, słaba i bezbronna. Jezeli nie pomoże Ci przeczytanie tego Psalmu raz, przeczytaj go drugi i trzeci aż do skutku... :)

Polecam też Tajemnice szczęścia Św. Brygidy

I pamiętaj kiedy jest Ci ciężko CHWYĆ JEZUSA MOCNO ZA RĘKE I NIE PUSZCZAJ!

z Bogiem:)

621 )
 Mikadata: 13.05.2007, godz: 14:41

Witam
Właściwie nie wiem od czego zacząć, weszłam tu bo nie wiem już jak żyć, jak pracować nad sobą by wreszcie odnaleźć szczęście. Ostatnie kilkanaście miesięcy mojego życia pokazało mi jak bardzo jestem słaba i bezradna, jak przerastają mnie codzienne sprawy, w mojej głowie zagościły lęk, osamotnienie i zwątpienie. Wiem, że nie jestem sama, jest ze mną Bóg, wiem że bardzo mnie kocha i to dodatkowo mnie przytłacza. Mam wyrzuty sumienia, ze nie potrafię cieszyć się życiem tak jak powinnam, że to moje życie to piękny dar, a jednak czuję że rzeczywistość mnie przerasta, że już nie daję rady. Często ogarnia mnie panika, nie wierzę we własne możliwości i coraz częściej uciekam przed światem i problemami, a tak przecież nie można. Przeczytałam tu takie mądre słowa, że można przyzwyczaić się do użalania się nad sobą, tak pewnie stało się ze mną - tylko jak uwolnić się od tego? Jak odzyskać nadzieje?
Skąd czerpiecie tyle radości i siły, czemu ja tak nie potrafię, czemu trawią mnie kompleksy? Kompletnie nie radzę sobie z ludzką zawiścią, nieżyczliwością. Nie potrafię zrozumieć i pogodzić się z faktem, że ludzie potrafią być okrutni.
Ten list jest właściwie o wszystkim i o niczym... Czuję się tak zagubiona, że nawet nie wiem jak ująć w słowa to wszystko co przytrafiło mi się w ostatnim czasie.
Wiem tylko, że chciałabym zacząć wreszcie żyć, żyć normalnie bez lęków i zwątpień. Codziennie proszę Boga, żeby zabrał ode mnie ten strach, żeby uzdrowił moją duszę.
Chciałabym mieć w sobie więcej siły i wiary we własne możliwości, chciałabym cieszyć się każdą chwilą, a nie potykać się o wszelkie małe sprawy.
Każdy z was ma swoje problemy, każdy ma jakieś troski - jak sobie z tym radzicie, skąd czerpiecie tę siłę do walki o swój byt? Nie chcę rozklejać się do końca życia, nie chcę tracić już więcej czasu na bezsensowne troski. Zastosuje się do wszelkich wskazówek - chcę stawić temu czoła.
Pozdrawiam

620 )
 MariaK, lat 45, e-mail: sorayah@o2.pldata: 13.05.2007, godz: 12:59

Kochani,
zniechęceni, zrozpaczeni, cierpiący. Powiem za Ks. Pawlukiewiczem, Bóg nasz jest Bogiem Zastępów. "Zrozpoczona", "zniechęcony" to nie są imiona, które nadał ci Pan. To nie jest Twoje imię! Rozumiem rozpacz, naprawdę. Rozumiem zniechęcenie, ale wiem też, ze można sie z niego otrząsnąć. WIEM TO. Przeżyłam to nie raz. Widzicie? Jestem tu. Trwam, piszę do Was te słowa. Musicie tylko trochę się postarać, niewiele naprawdę. Bóg Was kocha, dał zmartwienie, dał i siłę do zwycięstwa. Wasze imiona to "mój Syn Umiłowany, moja Córka Umiłowana".
Gorąco pozdrawiam i modle się za Was.
POKÓJ z Wami. M.

619 )
 mała_zdw, lat 21, e-mail: zdw1@poczta.onet.pldata: 12.05.2007, godz: 12:52

Panie Boże, ja wiem, że tak musi być......... Ty wiesz, co robić, co jest najważniejsze. Dziękuję Ci, za te trudne chwile. Kocham Cię bardzo....

618 )
 karinadata: 12.05.2007, godz: 10:06

popieram Moone.. nie można zyc tylko problemami, które bywaja nawet najbardziej trudne..wczoraj ładnie ujął to ksiądz podczas konferencji " przestań zyc tylko swoimi słabościami, kompleskami i problemami .. przestań sie na nich skupiać bo tracisz radość..otwórz sie na Miłość"
łatwo jest wpaśc w takie uzalanie się nad sobą gdy coś sie wali, i jest to niebezpiecznie mozna sie przyzywyczaic do tego stanu i nie miec nadziei.. Szatan w tym sprytnie nas zwodzi.. podaje nam na tacy rozpacz, zniechęcenie..

Zrozpaczona nie mozesz pozwolic sobie na takie zniechęcenie. Tracisz resztki nadziei, i nie przyciągasz do siebie dobrych zdarzeń, jest cos w psychologii takiego ze pesymizm tak pochłania iz nie jestesmy w stanie juz przyjąć dobrych rzeczy, przyciągamy tylko te złe.. jest Ci w tym dobrze? wątpię.. więc Jezus który jest prawdziwa radością..który daje nadzieję pomimo krzyży, który uwalnia.. pragnie naszego szczęścia.. Pozwól sobie na miłość, radość, na szczęście:).... nie pogrążaj sie . Nie pisze Ci pustosłowia, sama sprawdziłam to na sobie w chwilach trudnych, i wiedz ze inni chca Ci pomóc.. zycze Ci pokoju i wiary w to ze mozesz byc szczęsliwa... Jezus chce CI to dać! uwierz i przyjmij! Bóg z tobą!

617 )
 nadzieja, lat 21data: 11.05.2007, godz: 23:36

cześć.....
jest mi cięzko.... mam wrażenie że nie zasługuje na miłość... Bóg mnie jeszcze nią nie obdarzył, nigdy jej nie doświadczyłam i nie wiem tak naprwadę co to znaczy Kochać(uważam że nie zasługuje na nią ;(... pomimi że moje serce i ja czeka otwarte... czeka i ... nic.... wiem że Bóg wobec każdego ma jakies zamiary ....ale ja cierpię z powodu braku miłości... Boże daj mi siłę abym umiała zaakceptować Twoją wole .... Ty wiesz co jest dla mnie najlepsze.... wiessz co uczyni mnie szczesliwą .... proszę Cię o abym umiała docenić to co mam ... abym umiała zaakceptowac samą siebię.

616 )
 do Zrozpaczonejdata: 11.05.2007, godz: 23:19

Asiu, ten wpis nie był skierowany do Ciebie. Takie moje ogólne przemyślenia i tyle. Ale skoro odebrałaś to jako atak na Twoją osobę... Nie tak całkiem dawno też miałam 18 lat, pamiętam jak to jest i teraz z perspektywy czasu widzę, że wcale nie było tak tragicznie jak mi się wtedy wydawało. Ale do takich wniosków trzeba dojść samemu. Myślę, że nie ma osoby, która nie przeżywałaby kiedykolwiek czegokolwiek tak intensywnie. Każdy w swoim zyciu ma takie doświadczenia. Ale nie o tym chciałam, nie zamierzam Cię tu pouczać. A Żródełko po to w końcu jest, żeby mozna było podzielić się z innymi swoimi radościami, smutkami, żalami, zrzucić to co leży na serduchu...
Szczerze to rozśmieszyłaś mnie zarzutami o egoizm, brak empatii i jakichkolwiek problemów, a juz najbardziej tym o dobijanie nierozumianych! No comment:)))) Pozdrawiam Cię!!!

615 )
 negeb, lat 27, e-mail: negeb@tlen.pldata: 11.05.2007, godz: 22:11

Cześć, propozycja dla tych, którzy chcą dać siebie i zrobić dla kogoś coś bezinteresownie.

Chodzi o nagranie książki w formacie mp3 dla osoby niewidomej.

Szczegóły przekaże na meila.

Pozdrawiam patrząc z nadzieją w przyszłość :o)

614 )
 Ankadata: 11.05.2007, godz: 22:06

Dziękuję wam za modlitwę o mature:)Boże dziękuję Ci wiesz o co chodzi ;D

613 )
 zrozpaczona :(, e-mail: asia89@buziaczek.pldata: 11.05.2007, godz: 21:56

Moony, mam wrażenie, że to jest do mnie ... a jak nie do mnie, to m.inn do mnie. Optymizm ... heh, nie zawsze czlowieka stac na niego ...
Czytajac to co napisalam wywnioskowalam ze nie znasz ludzkich problemow... i zachowalas sie jak egoistka piszac tak.
Sa sytuacje kiedy mimo tego ze jest zle to mozna sie smiac i oobrocic kota ogonem ... ale sa takie ze inaczej nie idzie.
Moze lepij jakbym tutaj nie napisala? Nie musialabys czytac takich notek ... bez przesady no nie?
Napisalam tu ... bo niby nie wiem czy wierze w Boga momentami ... a jednak ciagnie mnie cos aby napisac o moim problemie tutaj a nie w innym miejscu ... kiedy cierpie jakos zawsze wole zwrocic sie o pomoc do Bog chociaz nie wiem czemu i skad sie to bierze.
A to co napisalas ... o tym optymizmie ... i nadzieji jest łatwe w teorii!!!!!!!!! i tylko w teori!!!!! wiec nie wymagaj od załamanych ludzi optymizmu.
Myslisz ze w kazdym problemie jest jaka nadzieja? optymizm? jakas iskierka ? skądże znowu ... Ty chyba nigdy nie mialas powaznych problemów.
A pozatym niektorzy chca wyrzucic z siebie to co lezy im na sercu ... i potrzebuja zrozumienia ... a nie dobicia! i oni szukaja zrozumienia a nie nie zrozumienia ...
Szkoda ze nie wiesz o co mi chodzi ... twedy jezeli potrafisz wsplodczuwac to bys mnie rozumiala ... ale co tam ...
Oki, wiecej nie napisze tu o swoich problemach ... czy czyms podobnym ...
ale niestey do Biga najczesciej przychodzi sie z problemami ... wtedy najbardziej sie Go potrzebuje ...
Kiedy jestem szczesliwa jest mi dobrze, a kiedy placze nie!


Sławek ... będę plakac ze szczescia jezeli uda mi sie osiagnac to co musze :( To za pare lat te problemy beda blache. Bo beda juz po termienie :P
A jezeli nie osiagne tego ... to cale zycie bede plakac z tego powodu ... zrozum ... to nie takie proste ...
ale nie chce napisac o co mi chodzi dokladnie ... :( to zbyt przykre ... i o co :(
Pozdrawiam cieplutko :)

612 )
 mała_zdw, lat 21, e-mail: zdw1@poczta.onet.pldata: 11.05.2007, godz: 20:31

Panie Jezu, ukryty w Najświętszym Sakramencie, Baranku Boży, Zraniony Pasterzu, przyjmij w darze moje serce i mą miłość. Kocham Cię !!!!!!!!!

611 )
 Moonydata: 11.05.2007, godz: 20:22

Zaglądam na Źródełko od dawien dawna, ale ostatnimi czasy większość wpisywanych tu wypowiedzi jest tak deprymująca, że ...nie chce się tu więcej zaglądać:) (być może zaraz zostanę zlinczowana za to, ale mam prawo do własnego zdania, a co:)). Rozumiem, że każdy ma swoje problemy, w końcu takie jest życie, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, ale odrobina optymizmu chyba nie jest żadnym luksusem!!! Przecież jesteśmy ludźmi wierzącymi, albo przynajmniej zdeklarowanymi i choćby było tysiące i więcej powodów do pesymizmu, to zawsze znajdzie się przynajmniej jeden powód do optymizmu- Bóg, który nas kocha i daje nadzieję życia wiecznego, wiecznego szczęścia!!!

610 )
 Sławek, e-mail: serce30@poczta.fmdata: 11.05.2007, godz: 19:45

Zrozpaczona wydrukuj swój post - włóż do koperty i otwórz za 5 lat - będziesz wtedy płakac ale ze szcześcia! :)

609 )
 zrozpaczona :(, lat 18, e-mail: asia89@buziaczek.pldata: 11.05.2007, godz: 19:04

Znowu zawaliłam całą sprawę ... znowu chcąc wiele nie mam narazie nic. Starałam się, ale nie tak jak powinnam. Myslałam, że efekt przyjdzie sam, że jakoś mi się uda osiągnąć to co chcę nierobiącnic :(( Nawaliłam. Jak zwykle. Chciałam tylko nieiwele ... a nie dostalam nic ... tylko smutek i cierpienie. Mam tylko 1 marzenie ... tylko. I nawet go Bog nie pomoze mi osiagnac ... Bylo juz tak dobrze ... a teraz jest tak zle , tak bardzo zle. Po gowie juz chodza mi straszne mysli ... mysli, ktorych az sie boje ... mam nadzieje ze nie odwaze sie zrobic najgorszej rzeczy na swiecie ktora moglabym zrobic ... mam nadzieje ze nie dopusczze sie do ostatecznosc ... mam nadzieje ze sie nie zabije. Ale to mnie juz przytlacza ... nie chce jeszcze raz powtorzyc sytuacje ktora miala maiejsce w tamtym roku ... nie chce, bo nie moge!!!!!!!! nie!!!!!!!!!!!!!!! :( Sama nie wiem czemu tutaj pisze, skoro ja nawet nie wiem czy ja wierze w Boga ... nie wiem tego. Los mnie tak doswiadcza, tyle cierpienia na mnie sprowadza, ze ja juz nie moge sie podniesc, juz nie wiem jak mam zyc. czemu ludzie ktorzy nie zsluguja na spelnienie amrzen, bo robia wsyztsko kosztem 2 czlowieka osiagaja najczesciej swoj cel, a ludzie ktorzy chcac osiagnac swoj cel staraja sie ... chociaz im nic nie wychodzi ... i osiagajac zamierzony cel pomagaja tez osiagac cel innym zostaja z niczym? ja chcialam osiagnac cel ... przy okazjii pomoglam kolezance ... czyli dalam jej wsytko na wyciagniecie reki ... jej sie udalo ... a mi NIE :( Nie wiem jk mam zyc, ja w ogole nie potrafie juz zyc. Cierpienie uszlachetnia? oczywiscie ... ale ile cieprirnia i jakie cierpirnia tak naprawde moze uszlachetnic ? moj juz nie ... moje mnie dopirowadzilo do rozpaczy ... i do diableskich mysli ... Co sie ze mna dzieje? Spadam na dni i nie wiem czy sie podniosae ...:( Chyba opadam z sil, bo ile mozna sie starac i nie osiagajac nic? To chyba koniec ;( Mam tlko 18 lat ... z czuje sie na 80 letnia staruszke bez sil :(

608 )
 Tadeusz, lat 51, e-mail: nso-czi@wp.pldata: 11.05.2007, godz: 16:43

Jeszcze odnosnie poprzedniego wpisu chcialbym zamiescić fragment opisu - relacji lekarza: ...Spojrzenie lekarza
Spoczynek w Duchu Świętym może budzić w obserwatorach niepokój. Dla przeciętnego katolika wygląda to na jakieś omdlenie. Jako lekarz wielokrotnie udzielałam pomocy medycznej osobom, które zemdlały w kościele z powodu niedyspozycji zdrowotnych. Podchodziłam wielokrotnie blisko do osób, które otrzymały od Boga w czasie błogosławieństwa tyle łask, że nie mogły ich unieść i lekko jak piórko opadały bezwładnie na ziemię, leżąc tak spokojnie od 3 do 20 minut.
Obserwowałam te osoby oczyma lekarza i nie widziałam na ich twarzach cech omdlenia. Twarze ich nie były blade ani spocone. Usta nie siniały, oddech był miarowy i spokojny, tętno prawidłowe. Leżały te osoby w pełnym wyciszeniu z twarzami pogodnymi. Promieniował od nich spokój. Po jakimś czasie wstawały o własnych siłach i dalej uczestniczyły w modlitwach w kościele.
Rozmawiałam z tymi, którzy doznali spoczynku w Duchu Świętym. Opowiadali mi, że jest to szczególny stan duszy, w którym odczuwają ogromny pokój wewnętrzny, cichą radość, ukojenie, miłość Bożą i tęsknotę za Bogiem. Mówili, że nie mają w tym stanie utraty świadomości.
Owoc błogosławieństwa
To nadprzyrodzone zjawisko nie ma nic wspólnego z bioenergią czy z bioprądami kapłana. Kapłan, który błogosławi, jest tylko narzędziem w ręku Boga. Jest kanałem przepływu Bożych łask na wiernych. ...::RN 7-8/2004:: s. 242 ::Autor:: Anna Maria
jest to fragment artykułu ze strony http://www.niewyjasnione.pl/OMDLENIE_W_DUCHU_%C5%9AWI%C4%98TYM-t6689.html


607 )
 Tadeusz, lat 51, e-mail: nso-czi@wp.pldata: 11.05.2007, godz: 16:37

Do MariiK.

Mario w 2001 roku byłem z pielgrzymka w Medjugorje. Nie należę do żadnej wspólnoty, ani nigdy nie należałem także wszelkie pojęcia wspólnotowe są dla mnie raczej obce. W Medjugorje po raz pierwszy miałem okazje być świadkiem „zaśniecia w Duchu Św.” „Żaśnięcie w Duchu Św.”, „Spoczynek w Duchu Św.” A co niektórzy używają też określenia jakiego Ty użyłaś „powalenie przez Ducha Św.” Wiązało się to z tym że zaśniecie kojarzy się ze snem, a zaśnięcie w Duchu Św. To nie tylko sen. Widziałem ludzi jak upadali na ziemię jakby zasypiali ale widziałem tez ludzi których ogarniał płacz którego nie mogli powstrzymać. Ksiądz – przewodnik naszej grupy wyjaśnił bam że właśnie te upadki jakby zaśnięcia i ten płacz to „zaśnięcie w Duchu Św.” Sam tego nie doświadczyłem więc tak samo jak Ty mogłem mieć wątpliwości czy sądzić o jakiejś mistyfikacji. I tak było do mojej pierwszej pielgrzymki do Obór o których wspomniał Karol. Rozpoczęła się część pierwsza wieczernika – Adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa różańcowa. Stałem jak wiele osób w kościele. Po zakończeniu Ksiądz szedł przez kościół z Najświętszym Sakramentem błogosławiąc wszystkich obecnych. Część obecnych w kościele ludzi zaczęła doznawać „zaśnięcia” . Niektórzy osuwali się na podłogę, w innych częściach kościoła słychać było płacz. Jeszcze w tym momencie odzywał się we mnie sceptyzm do tego. Ksiądz z Najświętszym Sakramentem zbliżał się do miejsca gdzie ja stałem. I wtedy poczułem jakby silne uderzenie jakąś kłoda w plecy które zmusiło mnie do płaczu. Im bardziej chciałem nad tym zapanować tym bardziej to uderzenie jakby taranu z tyłu było jeszcze silniejsze zmuszające do jeszcze większego płaczu. W sercu czułem wielką miłość a zarazem ogromny żal za swoją niewdzięczność wobec tej miłości. Czułem ogromny żal za to cokolwiek złego robiłem. I w momencie kiedy ksiądz zrównał się ze mną poczułem że nie ksiądz idzie z Najświętszym Sakramentem, a przechodzi żywy Jezus. Nie widziałem Go, ale czułem Jego żywą obecność. Jego ogromna miłość i Jego dłonie wyciągnięte w geście błogosławieństwa. Trwało to do momentu aż ksiądz nie odszedł ode mnie na kilka kroków dalej. Wiele osób z tych wieczerników czy z mojego pobytu w Medjugorje którzy tego doświadczyli nie należeli i nie należą do żadnych wspólnot. Nie jest zależne to od przynależności do wspólnoty czy nie, tak jak nie jest zależne od wyznania czy religii, gdyż w Medjugorje przebywali pielgrzymi i ludzie różnych wyznań i religii, którzy tego doświadczali. Gdybyś była zainteresowana Wieczernikami W Sanktuarium Matki Bolesnej w Oborach SA organizowane w każdą sobotę takie wieczerniki. Wiele parafii czy kościołów organizuje pielgrzymki do Obór na Wieczerniki Królowej Pokoju. W chwili obecnej rozpoczęto organizowanie nocnych pielgrzymek pieszych do Obór organizowanych w każda trzecią sobote miesiąca. Dokładniejsze informacje można znaleźć na stronie http://www.obory.com.pl/ . A jeszcze kilka słow co do „zaśnięcia”. Jest to zjawisko określane jako charyzmat wspólnotowy lub indywidualny. Więcej na ten temat można znaleźć w artykułach na stronie http://www.szukalemwas.org.pl/index.php?option=com_content&task=blogcategory&id=34&Itemid=78 i tu polecam dwa artykuły: 1. Każdy Chrześcijanin jest charyzmatykiem i 2. Spoczynek w Duchu Świętym.

606 )
 karinadata: 11.05.2007, godz: 16:13

ja tez mogę polecic spotkania ze "spoczynkiem w Duchu św" w Zakliczynie i Budzowie w woj małopolskim, tam nikogo to nie dziwi i nastepują rózne uzdrowienia tez na poziomie ciała. Dawniej takie spotkania modlitewne ze mszą sw.odbywały sie tez w Krakowie- Woli Justowskiej, przyjeżdzało wiele ludzi z okolicznych miejscowosci a nawet miast.
Ci którzy biora udział w takich spotkaniach przyjmuja to "normalnie" jako działanie ducha sw. Nie każdy tego doświadcza, jest to łaską Bożą i darmo daną! Ale najważniejsze jest otwarcie sie na modlitwę i na łaskę uzdrowienia wewnętrznego dla niektórych fizycznego. Znam osoby które uzdrowione zostały z powaznych chorób, jak nowotwór itp. Proszę sie tego nie bać i nie myśleć ze ktoś zemdlał:)) Polecam takie spotkania, są pełne umocnienia.

605 )
 karol do MariiK, e-mail: karolk108@wp.pldata: 11.05.2007, godz: 14:22

jeżeli nie przeżyłaś "zaśnięcia w Duchu Św." to polecam Ci nabożeństwo "Wieczernika Królowej Pokoju" w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach. Nabożeństwo to jest prowadzone przez Karmelitów w ich Klasztorze także nie ma mowy o żadnym "wspólnotowym" proszeniu o wylanie Ducha Św. Nie ma tam po prostu możliwości jakiejkolwiek mystifikacji chyba że ktoś jest dobrym aktorem, a trochę tam widziałem, a najważniejszą chwilą jak dla mnie jest moment osobistego błogosławieństwa chorych udzielanego przez kapłana przez nałożenie rąk. Jeżeli ktoś tam był to wieo co mi chodzi. Tam zjeżdżają się ludzie z całej Polski. pozdrowienia:-)

604 )
 nadiia, lat 23, e-mail: joanna.p0@vp.pldata: 11.05.2007, godz: 12:05

Dziękuja Wam za wsparcie ... :) obiecuje nie zapomnieć o Was w mojej codziennej modlitwie ..
Przeszłość i przyszłość oddaje w Jego ręce .. teraźniejszość należy do mnie .. i nie zmarnuje jej na rozpamiętywanie i "użalanie się" nad sobą ..

" To co jest teraz - było już
Co ma nastąpić - już jest
Ale Bóg odszuka to co zaginęło"

Pozdrawiam !

603 )
 mój punkt widzenia, lat 25, e-mail: enenc@o2.pldata: 11.05.2007, godz: 11:32

Ja natomiast byłem kiedyś w Odnowie w Duchu św. :) cóż jeśli o mnie chodzi, to nie będe może opisywał swoich przeżyć związanych z tym ruchem, ale też zacytuję kilka katolickich tekstów odnoszących się do Odnowy.
Dodam tylko, że mnie osobiście wiele rzeczy w Odnowie się podobało (jak chociażby dużo śpiewu w trakcie spotkań modlitewnych), ale też były rzeczy, które wydawały mi się niestety "dziecinadą" - np. tzw. modlitwę w językach... Nie byłoby w niej dla mnie jeszcze nic złego, gdyby animatorzy informowali wszystkich (zwłaszcza nowe osoby, które przypadkiem trafiły na taki "spektakl"), że w tej modlitwie nie ma nic nadprzyrodzonego, że każdy kto śpiewa/mówi "w językach" robi to świadomie.
O tym co mi się jeszcze w Odnowie podobało i nie podobało napiszę może w przyszłości :)
Jeśli chodzi o podane przezemnie linki, to z jednymi informacjami tam zamieszczonymi mogę się zgodzić, a z innymi już nie :)

W każdym razie cytat:

"Cztery podstawowe znaczenia słowa „języki” używanego we współczesnej Odnowie charyzmatycznej (w sensie modlitewnego daru) są więc takie:

– dar udzielony Apostołom w dniu Pięćdziesiątnicy: cudowny znak zrozumiały w wielu językach świata; opisywany niekiedy, choć rzadko, w późniejszej historii Kościoła
– dar opisany w następnych miejscach Dziejów Apostolskich: znak, po którym rozpoznawano zstąpienie Ducha; wspominany także w czasach późniejszych
– dar opisany w Pierwszym Liście do Koryntian 14: dar modlitewny; oczekiwany często przy dzisiejszej modlitwie o wylanie Ducha
– „modlitwa w językach” jako możliwa do wyuczenia modlitewna technika tworzenia niezrozumiałych dźwięków bez potrzeby chrztu w Duchu Świętym; często proponowana dzisiaj w Odnowie forma „modlitwy w językach”.

W świetle tak zróżnicowanego zastosowania nazwy „języki” warto zastanowić się wobec tego nad używaniem tego samego określenia „modlitwa w językach” (mówiona lub śpiewana) w związku z tak różnymi zjawiskami. W Odnowie charyzmatycznej kojarzą się z tą nazwą najpierw rozmaite zjawiska biblijne: dlatego „języki” mogą oznaczać ewidentny cud (Dz 2,4n); mogą opisywać jeden ze znaków przekonujących o zstąpieniu Ducha Świętego (Dz 10,44n); mogą opisywać charyzmat modlitwy wprawdzie aktualnie niezrozumiałej, ale możliwej do przetłumaczenia (1 Kor 14).

Czy warto do tej mnogości znaczeń dodawać jeszcze kolejne: wspólnotowe wokalizy, bez specjalnego związku z chrztem w Duchu Świętym, a nawet w ogólne niespecjalnie związane z jakimś szczególniejszym, aktualnym działaniem Ducha Świętego? Wokalizy, w które może włączyć się każdy bez wyjątku, jeśli tylko nie ma specjalnych zahamowań w tej mierze?

Pytanie to jest o tyle ważne, że rozszerzanie znaczenia terminu „języki” utrudnia zrozumienie historii ruchu charyzmatycznego. U początków tego ruchu ludzie wyczekiwali miesiącami i latami na dar języków. Jeden z najważniejszych inicjatorów nowożytnego pentekostalizmu, William J. Seymour, głosiciel słynnej Azusa Street Mission w Los Angeles, przez długi czas tak właśnie uczył o modlitwie w językach, choć sam tego daru jeszcze nie dostąpił. Trudno ukryć wrażenie, że gdyby Seymour był w Odnowie charyzmatycznej dzisiaj, nie musiałby czekać: otworzyłby po prostu usta śpiewając halleluu-uujah, przedłużyłby samogłoskę „u” w uuuuuu, potem by ją zmodyfikował uuuu-rururu-kuru i problem języków rozwiązałby się w dziesięć minut. Najwidoczniej więc sto lat temu ta sama nazwa „języki” oznaczała coś innego niż dziś. Nie przesądzając o tym, czy była to na pewno taka sama modlitwa, o której mówił Apostoł Paweł, możemy z całą pewnością orzec, że nie była to taka sama modlitwa, do której niekiedy zachęca się dziś na dużych charyzmatycznych spotkaniach modlitewnych: może to robić każdy, choćby nigdy wcześniej tego nie robił; nie musi być do tego ochrzczony w Duchu; jeśli raz się tego nauczy, ta umiejętność już nigdy ni zaniknie[6].

Oczywiście, nie chodzi o pomniejszanie wartości wokalizy modlitewnej. Podobnie jak wyuczony śpiew pieśni bywa budujący i duchowo pożyteczny, tak samo wyuczona wokaliza o różnym stopniu spontaniczności i improwizacji może spełniać wspaniałą rolę na spotkaniach modlitewnych Odnowy charyzmatycznej. Może to być wokaliza śpiewana („śpiew w językach”) lub recytowana („modlitwa w językach”). Problemem jest tylko to, że jeśli używamy określenia „modlitwa w językach” w tak szerokim znaczeniu, to po pierwsze, niezrozumiały staje się nieoczekiwany i cudowny charakter wielu wydarzeń w Nowym Testamencie związanych z modlitwą językami. Po drugie, zagubi nam się znaczenie potrzeby modlitwy o charyzmaty (w tym charyzmat „języków”), skoro „języki” nabywa się drogą ćwiczeń w spontaniczności charyzmatycznego jodłowania. Po trzecie wreszcie, przestaniemy rozumieć prawdziwą historię „języków” w pentekostalizmie, czyli nowożytnym ruchu charyzmatycznym.

Chyba jednak nie wszystko da się w nim sprowadzić do szczerej modlitwy wewnętrznej połączonej ze śmiałością w głośnym wypowiadaniu jom-pom-pom lub oj, di-ri di-ri, u-ha! Jeśli banalizacja „modlitwy w językach” będzie trwać, to wkrótce staniemy przed pytaniem, czy wzbudzenie pobożnej intencji i śpiewanie oj, dana, dana to już modlitwa w językach? Właściwie: dlaczego nie…?"

http://www.katolik.net.pl/joomlatest/content/view/944/106/

więcej:
http://apologetyka.katolik.net.pl/content/view/923/62/
http://apologetyka.katolik.net.pl/content/view/611/87/

na tej stronie jest też więcej informacji o tym ruchu.

602 )
 SAMOTNY, lat 31, e-mail: puma126@wp.pldata: 11.05.2007, godz: 10:41

WITAM CHCIAŁBYM WAS BARDZO PROSIC O MODLIWTWE W KILKU MOICH INTENCJACH TO DLA MNIE BARDZO WAZNA SPRAWA WIEM ZE KAZDY Z NAS W SERCU MA TAKIE ,,WAZNE SPRAWY" ALE TE DLA MNIE SA BARDZO WAZNE WAZNE NIETYLKO DLA MNIE ALE I DLA MOICH BLISKICH PROSZE O CHOCWESTCHNIENIE DO MATKI BOZEJ
DZIEKUJE

601 )
 Carola, e-mail: fields-of-gold@wp.pldata: 11.05.2007, godz: 09:22

A ja myśle, że to w cudzysłowiu;) "powalanie Duchem Św." to po prostu Zaśnięcie w Duchu Świętym. Myślę, że osoby należace do Odnowy w Duchu Sw. doskonale wiedza o czym mowie. Poniewaz nie jestem ekspertem pozwole sobie zacytowac pewne słowa zamieszczone na forum.wiara.pl :

"Podobnie jak w przypadku “modlitwy w językach” “zaśnięcie w Panu” jest współczesną, używaną w kręgach Odnowy W Duchu Świętym nazwą dwóch różnych choć pokrewnych darów, które pojawiały się praktycznie w ciągu całej historii chrześcijaństwa. Chodzi o zachwycenie i ekstazę.
Oba te dary współcześnie przejawiają się jako utrata przez daną osobę kontroli nad sferą cielesno-zmysłową, która może być całkowita (człowiek nie jest w stanie w żaden sposób kierować swoimi ruchami, nie może mówić itd., zwykle jednak pozostaje świadomy tego, co wokół się dzieje) lub częściowa (np.: niewrażliwość niektórych zmysłów: dana osoba zupełnie nie zwraca uwagi na to, co słyszy i widzi, jakby była ślepa lub głucha): przypomina to zewnętrznie omdlenie lub nagłą utratę sił. Owocami wewnętrznymi tego stanu są bardzo głęboki pokój, radość, poczucie obecności i bliskości Boga. Często stan ten związany jest z uzdrowieniem wewnętrznym, przekazaniem proroctwa lub słowa poznania. Zwykle trwa niedługo: kilka lub najwyżej kilkanaście minut i kończy się zupełnym powrotem do kontroli nad ciałem i zmysłami, bez żadnych ubocznych skutków somatycznych.
Otrzymująca ten dar osoba zostaje w pewien sposób pochwycona przez Boga, Nim zajęta do tego stopnia, że nie jest w stanie kontrolować poszczególnych zmysłów lub ciała... Zaabsorbowanie Bogiem, Jego obecnością, miłością, wielkością sprawia iż sfera duchowa człowieka niejako pozostawia na uboczu sferę cielesno-zmysłową, która, jako jeszcze nie przemieniona przez łaskę (co nastąpi dopiero po zmartwychwstaniu), nie jest w stanie za nią “nadążyć”. Mamy tu do czynienia z charyzmatem, który pośrednio przyczynia się do dobra wspólnoty przez to, iż umacnia w Bożej miłości poszczególne osoby dar ten otrzymujące.
Stan ten jest wywoływany bezpośrednio przez Ducha Świętego, a więc dana osoba nie ma nad nim pozytywnej kontroli. W zależności jednak od tego, czy wchodzenie w ów stan następuje gwałtownie, czy stopniowo, poprzez stopniowe skupianie się, zagłębianie w modlitwie, które zostaje na końcu zintegrowane Bożym darem możemy rozróżnić zachwycenie i ekstazę. W przypadku zachwycenia stan utraty kontroli następuje nagle, niezależnie od zewnętrznej sytuacji, w której człowiek się znajduje (niekoniecznie w kontekście modlitwy) i nie sposób mu się w żaden sposób oprzeć. Ekstaza natomiast następuje jako ukoronowanie pewnego procesu modlitewnego (choć człowiek nie może jej wywołać), dana osoba, jeśli ma wcześniejsze doświadczenia w tym względzie, może więc w pewien sposób przeczuwać, iż zbliża się do momentu w modlitwie, w którym Bóg zwykle obdarza ją tym darem - może więc w pewien sposób mu się opierać. "

600 )
 Siaba, lat 27, e-mail: nicemouse@interia.pldata: 11.05.2007, godz: 00:59

Dziękuję bardzo za ciepłe słowa. Ciężko jest iść pod prąd, ale też staram sie w moich współpracownikach widzieć dobrych ludzi i nie zrażać się ich gadaniem w kółko tylko o jednym. I naprawdę to są wartościowi ludzi, tylko gdzie po drodze dali się wkręcić w takie gadki.
Poza tym zawsze myśle o tym, że jestem z nimi tylko w pracy. Oczywiście ze słuchanie przez 8h opowieści rodem z kamasutry jest dla mnie bardzo męczące i niedobrze od tego się robi, ale jednak ciągle myslę o tym, że wroce do domu, pogadam ze swoimi znajomkami, przyjaciółmi i to mi pomoże.
Dobrze, że jesteście!

599 )
 MariaK, e-mail: sorayah@o2.pldata: 10.05.2007, godz: 22:57

Do Kasi 26
Droga Kasiu, przepraszam Cię, nie chcę Cię urazić, ale ja nie rozumiem takich manifestacji.
Przypomina mi to coś co nazywa się wśród pewnego kręgu wspólnot "powalaniem Duchem Swiętym". Nigdy nie brałam w tym udziału, ale mój kolega brał. Nic go nie powaliło. Nie wiem, czemu to miałoby służyć i jak to wygląda. Natomiast jakoś mi to nie pasuje do Pana Boga. Bóg nikogo nie powala na "życzenie". Wspólnoty, wśród których to praktykowano były odbierane dziwnie. Ja osobiście się z czymś takim nie spotkałam. Widziałam raz chyba na jakimś filmie, takiej nawiedzonej wspólnoty. Ciekawe co Kościół mówi na ten temat. A moze Wy wiecie Źródełkowicze? Może ktoś się wypowie. Ja osobiście boję się takich pokazów, ale nie musze wszystkiego rozumieć.
Pozdrawiam z Bogiem.

598 )
 cytacik, lat 25, e-mail: iskraboza@op.pldata: 10.05.2007, godz: 22:41

Dziś Bóg znów mnie zawstydził pokazując jak jest wielki.Brakowało mi odwagi do załatwienia pewnej ważnej sprawy, byłam w rozpaczy...a jednak Jezus przezwyciężył mój strach i mnie samą - lękliwą, zagubioną istotkę.Ostatnio, mimo wielu trudnych chwil pokazuje mi stale, że JEST, działa, prowadzi,kocha, uśmiecha się.
"a On przecież jest
w małej hostii jak w iskierce ciepła
w mocnych ścianach nadziei"(ks.Twardowski)
Rada, którą znalazłam gdzieś w internecie(bardzo mi pomogła):gdy już nie dajesz rady idź do kościoła, powiedz to Jezusowi, powierz Mu wszystko, nawet wypłacz się, pochyl głowę i wchłaniaj milczenie sacrum, które jest mową Boga.

597 )
 :(data: 10.05.2007, godz: 21:10

Prosze pomodle sie za mnie w pewnej intencji

596 )
 do Roman 29data: 10.05.2007, godz: 19:36

Dziękuję, wiem, że ksiązki deMello nie są uznawane przez Kongregację Nauki Wiary KK z powodu odejścia od doktryny katolickiej w stronę wschodnich religii- buddyzmu, taoizmu i panteizmu. Sprawa jest jasna, nie ma o czym dyskutować, ale w końcu wszystko jest dla ludzi. Nie chcę, żeby ktoś mnie żle zrozumiał, że popularyzuję tu inne religie. Nie! Po prostu uważam, że mając silne fundamenty wiary katolickiej czytanie takich książek nie jest w stanie "nawrócić" na zen:) A skoro czasmi mogą pomóc to dlaczego z tej pomocy nie skorzystać:) Pozdrawiam! M.

595 )
 karol, e-mail: karolk108@wp.pldata: 10.05.2007, godz: 18:52

poprawka mojego maila, w poprzednim jest błąd

594 )
 karol, e-mail: karolk108@!wp.pldata: 10.05.2007, godz: 18:34

Cześć, mam mały problem... jestem człowiekiem wierzącym i mam straszną ochotę zgrzeszyć... Pracuję u jednego pracodawcy już 15 lat staram się wykonywać swoje obowiązki sumiennie, nie: żeby ludzie mówili że dobrze pracuję tylko żeby Bóg był ze mnie zadowolony. Pracuję tak samo jak reszta moich kolegów już tyle lat bez podwyżki, bez premii, jakiegokolwiek dziękuję za 1200 na rękę z czego udokumentowac mogę najniższą krajową 899 brutto. Jestem stolarzem i nie trudno sobie wyobrazić ile dostanę z tego renty jeżeli obrabiarka obetnie mi rękę. A szef cały czas udoskonala park maszynowyco nie przeszkadza mu postawić swoim dzieciom domów, kupić samochodów prosto z salonu za 10 krotność mojego rocznego dochodu. My pracownicy próbowaliśmy rozmawiać najpierw kilka razy z kierownikiem (zięciem szefa) o podwyżkę, gdy to nie skutkowało to z samym szefem. Skończyło się na obietnicach które słyszymy od ładnych paru lat... Gdybym był sam to już dawno wyjechałbym na zachód, ale samotnie wychowuję 2 moich urwisów. Od tygodnia mam straszną pokusę porozmawiać z ludzmi od "ściągania haraczy" by w imieniu pracowników poprosili samego szefa gdzieś w lesie o podwyżkę. Wiem że to absurdalny pomysł, ale w moim przypadku bardzo realny bo znam takich ludzi. A poważnie: czy istnieje możliwość założenia związków zawodowych w prywatnej firmie? Proszę o modlitwę

593 )
 Do Hanidata: 10.05.2007, godz: 17:01

Bardzo dziękuję

Maj jest wyjątkowym miesiącem to miesiąc Maryjny i miesiąc gdzie na naszych oczach budzi się wszystko do życia. Modlę się szczególnie za wszystkich samotnych o odnalezienie upragnionej milości.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko
Z Bogiem i Maryją

592 )
 Marta, lat 19data: 10.05.2007, godz: 15:50

Pomódlcie się prosze o pomyślne zdanie maturki z biologii jutro:)Aby mi dobrze poszła i abym napisała jak najwięcej.Z pomoca Bożą sie uda :)

591 )
 Alkadata: 10.05.2007, godz: 15:25

Hanka masz moze tez maila lub gg? Chciałam bym z Toba porozmawiac. :((

590 )
 Agnieszka, e-mail: agunia23@op.pldata: 10.05.2007, godz: 15:16

witaj wanda, odpisalam tobie na maila. Mam nadzieje że go dostaniesz. Jak nie to mozesz napisać na ten co się pokazuje. Pozdrawiam

589 )
 do Siaby i Nadiidata: 10.05.2007, godz: 15:01

Siaba, ja tez tak miałam!! w jednej pracy istny seksomaniakalizm..zadnych normalnych tematów, wszystko w jednym kierunku... powiedziałabym nawet zboczenie z tego co sie osłuchałam to było jawne zniewolenie..az trudno to wyrazić.. ale byłam tam tylko 3 miesiące, troche sie przyzwyczaiłam, duzo modliłam o siłę.. i za te osoby. I Starałam sie znależc w nich cos wartościowego, postanowiłam ze to bedzie najlepszy sposób aby pomimo to lubieć ich i widziec w nich Dzieci Boga tylko sterowanych chwilowo przez złego..Jak znalazłam cos dobrego to byłam dla tej nawet czasem drobnej rzeczy pełna podziwu, czasem to był zwykły uczynny gest tej osoby.. I wiedziałam ze oni sami nie zdają sobie sprawy jak daleko zabrnęli i potrzebuja pomocy , czyjejś modlitwy... myslę ze to skutkowało bo pomimo to(choc najpierw było zdziwienie ze jestem inna).. stałam sie lubiana i zaczęli ze mną rozmawiac ! Pokazałam im ze wartości nie muszą byc sztywne, nieżyciowe , że ja tak żyję ...to było moje swiadectwo mój przykład..
Jak odchodziłam stamtąd nawet było mi żal ..
Wazne abys Ty była silna i pewna swojej normalności..swoich wartości.. Nie bała się byc sobą tzn "inną" niż oni..
tylko wtedy oni mogą coś zrozumieć i moze zmienić swoje myślenie...za jakiś czas..

Nadio- Twój chłopak był bardzo niedojrzały... mimo iż miał szczęsliwy dom, ale nie potrafił Cię zrozumieć, stąd jego wahania, ucieczki, powroty, jak duże dziecko .. TY jestes bogatsza o swoje doswiadczenia, które bądź co bądź Cię zahartowały...wzmocniły. ON jest tam gdzie i dopóki mu dobrze, bo nie potrafi stawić czoła.. ale wiadomo w zyciu nie jest zawsze pięknie, kolorowo, bezproblemowo.. i to jest sztuka której właśnie uczymy sie w trudnych doświadczeniach i wyciągniętych wnioskach.. Jesteś wartościową dziewczyną i jeszcze kogoś pokochasz z wzajemnością! pozdr karina

588 )
 wanda --do Agnieszki, e-mail: wanda.jur23@op.pldata: 10.05.2007, godz: 14:11

Przepraszam ale ten adres wanda.jur23@op.pl jest jak najbardziej poprawny za pierwszym wpisem wkradł sie błąd w adresie.przepraszam

587 )
 Paweł Waligórski, lat 29, e-mail: r770619@gazeta.pldata: 10.05.2007, godz: 13:00

Zapraszam wszystkich do mojej galerii fotograficznej, uzupełniłem zdjęcia
www.centrum.jpg.pl

586 )
 wanda --do Agnieszki, e-mail: wand.jur234@op.pldata: 10.05.2007, godz: 12:14

Agnieszko czy potrzebujesz jeszcze pomocy z chemi lub z czego kolwiek? może jakis inny przedmiot? Chetnie pomoge.pozdrawiam. Odpisz

585 )
 Ania, lat 22, e-mail: biedroneczka85@op.pldata: 10.05.2007, godz: 11:35

Nadio, jeśli chcesz pogadać to odezwij się na maila.Jestem dokładnie w takiej samej sytuacji...Też odszedł bez słowa, też nie chciał czekać do ślubu/chociaż 1,5 roku jakoś wytrzymał.../, też nieraz zrywał i wracał, też wyjeżdża za granicę...Zbieg okoliczności???Czekam na Twoją wiadomość:) Może jakoś wspólnie sobie pomożemy:)

584 )
 hankadata: 10.05.2007, godz: 10:41

Pytający

Ważne by chłopak się dziewczynie podobał. Był w jakiś sposób przystojny, był dla niej wyjątkowy, by się jej podobał. Po prostu. I tak samo jest w druga stronę, bo dziewczyny mogą zapytać czemu nie zwraca się uwagi na nie tylko na te piękniejsze. I problem wcale nie leży w urodzie czy pieniądzach, ale w naszej samoocenie. Owszem są ludzie bardziej lub mniej urodziwi, ale każdy jest piękny na swój sposób, każdy jest jedyny i niepowtarzalny. każdy jest stworzony na Boży obraz i podobieństwo, a skoro tak to nie może być tak po prostu brzydki, tak po prostu pełen wad, tak po prostu beznadziejny. Każdy zasługuje na szanse, każdy jest godzien milości. Nie umiem wytłumaczyć czemu jedni musza długo czekać a inni spotykają Miłość szybko. Wiem że każdy ma jakieś problemy, jakieś cierpienia, jakiś krzyż. To może być czekanie, to mogą być niepowodzenia na studiach, to mogą być poszukiwania pracy, to może być choroba, to może być utrata kogoś bliskiego, to może być walka z grzechem ciężkim, to może być alkoholizm bliskiej osoby.. cała masa krzyży i krzyżyków.. I tu można się skupić na tym czego nam brakuje, albo na tym co mamy. Modlić się, oczywiście, bo sami sobie nie damy rady. Potrzebujemy Boga. On chce dla nas najlepiej. On nas kocha. w księdze syracha jest taki cytat "albowiem wszystko zostanie uznane za dobre w swoim czasie". On wie najlepiej. Bóg wie wszystko, wie że to ma cel, wie że to ma sens. Pragnie dobra człowieka. Kocha człowieka.

i jeszcze to że gust nie podlega dyskusji. Każdy jest piękny, każdy ma zalety, każdy ma wady, każdy jest wyjątkowy i jedyny. ale nie każdy mi się podoba. Ja czekałam na spotkanie kogoś kogo będę mogła pokochać prawie 5 lat. I bywało różnie, niecierpliwe modlitwy, kiedy to się wreszcie stanie, ile można czekać, dlaczego aż tyle, i że głupio gdy wszyscy wkoło opowiadają sobie o związkach a ty nie bardzo masz o czym, później zastanawianie się czy to może nie ma być inaczej, trochę jakby przyzwyczajenie i próba nauki zaufania Bogu, powtarzanie często że On wie najlepiej, więc wszystko inaczej..parunastu kolegów i radość życia, angażowanie się w co popadnie żeby za dużo wolnego czasu nie mieć. Spotkania z ludźmi. I z nim. Na początku zwykły kolega. Zdecydowanie nie przystojny. Ale dobrze się go słuchało, dobrze się z nim spędzało czas, dobrze się z nim uczyło. Bywał denerwujący i natrętny. Ale się nie przejmowałam. Wszak to tylko kolega. Trochę zmiana spojrzenia na niego po rozmowie o pewnym świętym. Zadziwił i zaskoczył. I zaczęłam się otwierać. Powoli, powolutku. czasem myślałam ze to on jest we mnie zakochany, czasem ze sobie wmawiam jakieś głupoty, że to tylko kolega, czasem nie wiedziałam czy to jeszcze wciąż kolega dla mnie. I modlitwa jakby inna. Twoja wola niech się dzieje, Ty Panie Boże prowadź, Ty go znasz lepiej, Ty wiesz czego on potrzebuje, Ty wiesz czego ja potrzebuje.. zakochałam się. w tych rozmowach i oczach takich mądrych. wcale nie były takie zimne jak się mi wydawało na początku, ani wcale nosa nie miał za długiego, wcale nie był za niski, i co z tego ze młodszy trochę. Ile to starań było, perypetii, zwątpień zanim za rękę mnie wziął. Zanim się to zaczęło wszystko.. I ile później było problemów, i jeszcze pewni będą. Bo ten człowiek ma własne zdanie, bo trzeba je uszanować, bo jesteśmy za siebie odpowiedzialni, bo nie zawsze łatwo osiągnąć kompromis. I wiesz drogi Pytający kiedy on mi się najbardziej podobał? kiedy nie poszliśmy się spotkać ze znajomymi bo był bardzo chory, i leżał zmęczony i bez sił, a poźniej się uśmiechnął wycieńczony z podziękowaniem że jestem. a ja nie mogłabym nie być. Dla mnie jest fantastyczny. I Bogu za niego dziękuję. Szansa się kiedyś każdemu trafi, i to wtedy kiedy najmniej się jej spodziewamy. Bo Bóg zadziwia. Wciąż i wciąż i wciąż. Wspaniały jest ten nasz Bóg. Że kochać się Go pragnie więcej i bardziej. Chwała niech brzmi Ojcu i Synowi i Duchowi. Z modlitwą za wszystkich czekających i szukających :)

583 )
 Aga, lat 26, e-mail: agunia23@op.pldata: 10.05.2007, godz: 10:37

Witam wszystkich, chciałam się zapytać czy są tutaj osoby z Opola lub okolic?
Pozdrawiam serdecznie

582 )
 Ela, lat 31data: 10.05.2007, godz: 09:32

Żyć pod prąd i wrócić do Źródła by zaczerpnąć wody życia. Przyjmując Słowo Boże, karmiąc się nim codziennie robimy krok ku Niemu ale także pomaga nam to odmienić nas samych.
"Ora et labora" módl się i pracuj, pracuj przede wszystikim nad sobą by On mógł z dumną powiedzieć: "Tak, Ty jesteś moim ukochanym dzieckiem, zawsze Cię kochałem, ale teraz gdy widzę jak bardzo się starasz będę Ci Ojcem, nie opuszczę Cię, nigdy"

581 )
 Siaba, lat 27, e-mail: nicemouse@interia.pldata: 10.05.2007, godz: 00:00

W pracy ciągłe rozmowy o seksie... Temat za tematem podszyty erotyzmem. Męczy mnie to strasznie, ale chyba tylko mnie przeszkadza, inni się tylko głupio uśmiechają i dopowiadają swoje marne 3 grosze.
Zastanawiam sie czasem czy to ja jestem głupia czy pracuję w cyrku. Czy człowiek musi obdzierac się z intymności, żeby wkupić się w grupę współpracowników? Chyba nie. Ale mimo wszystko czasem mi z tym ciężko.
Pozdrawiam wszystkich "żyjących pod prąd" - damy radę, prawda?
Basia

580 )
 mój punkt widzenia, lat 25, e-mail: enenc@o2.pldata: 09.05.2007, godz: 23:53

Do nadii : Nie wiem, co myśleć o tym co napisałaś. Właściwie mogę tylko napisać, że nie powinnaś czuć się winna z powodu jego odejścia. Bo jeśli to prawda co napisałaś, to twój chłopak po prostu zachowywał się jak dziecko - bardzo dobrze to ujęłaś.
Jeśli chodzi o niego, to... popełnił błędy, pewnie się czegoś na nich nauczył i w nowym związku, może już nie popełni tych samych np. będzie umiał rozmawiać o problemach ...
Tak to jest, że z wiekiem każdy się staje bogatszy o nowe doświadczenia... i gdybyś go np. teraz spotkała na swej drodze, to pewnie zachowywałby się inaczej w relacji z Tobą.
Jednym słowem, nie uważam, że on był zły (co poniektóre osoby z tego forum powinny nawet docenić to, że mimo odmiennego zdania nt. czystości, nie przekreślił Ciebie na samym początku...). On po prostu nie był gotowy na to by się z Tobą związać.

A jeśli chodzi o te wady i zalety - to zgadza się, jeśli się kogoś kocha to wraz z nimi. Co jednak nie zmienia faktu, że dobrze by było coś z tymi wadami robić... no, chyba że w oczach partnera/partnerki staną się one zaletami :-)

p.s. skoro byłaś przez 4 lata w związku, a później w innym przez 2 lata, to nie powinnaś brać sobie do serca słów swojego byłego, że nikt nie będzie Ciebie chciał. Co innego gdyś np. nigdy z nikim nie była... wtedy faktycznie mogłabyś mieć powód do zmartwień.

Pozdrawiam :-)

579 )
 Roman, lat 29data: 09.05.2007, godz: 23:23

Chciałbym dodać że książki -Antonego de Mello są w indeksie ksiąg zakazanych i nie mają aprobaty Kościoła Katolickiego, niestety sam o tym nie wiedziałem i je czytałem aż ksiądz proboszcz mnie uświadomił, mogę dodać że to takie powolne oddalenie się w kierunku wschodniej filozofii ...
A co do Paulo Coelho to jest o nim napisane na stronie Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji, w bazie informacji znajduje się cały alfabet różnych zagrożeń i artykuł o nim, a w nim że to były satanista i pewne rzeczy próbuje świadomie czy nie przemycać w swoich książkach ... jeżeli ktoś dobrze czyta treść to może zauważy pewne niedociągnięcia i nadużycia.

Chciałem głównie zwrócić uwagę, że nie wszystko co się wydaje dobre do czytania jest takie, a czasem potrafi zaszkodzić.

Z PANEM BOGIEM !!!

578 )
 Leszekdata: 09.05.2007, godz: 23:00

Do MÓJ PUNKT WIDZENIA
Nie zgadzam się z całym Twoim wywodem. To nie tak .
Dlaczego odmawiasz prawa do własnej godności innym.
Zarzucasz komuś że jest nieszczery. Czy dlatego że ten ktoś nie chce być traktowanym przedmiotowo ? Czy dziewczyna nie ma prawa do szacunku?
Czy ma być wyłącznie PRZEDMIOTEM pożądania ?
A jak nie dostałem to idę sobie bez słowa pożegnania ? To ma być kompromis ?
A gdzie szacunek dla drugiej osoby , gdzie miłość ?
Chłopie …………… to o czym piszesz tzw. „kompromis”, „docenienie wyrzeczenia” kojarzy mi się z zimnym wyrachowanym sposobem wykorzystania drugiej osoby .
Z opisu czytam że 21 lat skończyłeś. Nabyłeś bierne i czynne prawa wyborcze
Masz prawo do własnego zdania . Wybacz proszę ale jeżeli będziesz startował w jakiś wyborach to nie licz na mój głos na tak.

Do Nadii 23
Nadio jak zobaczysz ponownie swojego byłego to uśmiechnij się i życz mu wszystkiego najlepszego. Odpuść mu że Cię zranił, skrzywdzi, i idź śmiało do przodu .Twardo i stanowczo do przodu nawet jeżeli czujesz że idziesz pod prąd.
Przesyłam Ci światełko .
Pozdrawiam serdecznie Leszek

577 )


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej