Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [562] [563] [564] [565] [566] [567] (568) [569] [570] [571] [572] [573] [574] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

 Lucy, lat 49, e-mail: lucynalys@vp.pldata: 24.04.2007, godz: 20:14

Witam wszystkich!
Przez przypadek weszłam na źródełko i od kilku dni czytam Wasze wpisy. Wiele juz w życiu przeszłam, mam swoje lata ale duchem jestem ciągle młoda. Mam kontakt zarówno z osobami starszymi jak i dużo młodszymi ode mnie i powiem troszkę przekornie, że wszystkich po troszku rozumiem. Jako dziecko byłam bardzo religijna, należałam do dzieci Maryi - byłam blisko Boga i czułam Jego obecność. Potem było różnie. Można powiedzieć, że życie wchłonęło mnie. Niby byłam praktykująca ale jakoś tak umykało mi wiele rzeczy. Całe moje małżeństwo to pontyfikat Jana Pawła II - a nie byłam na żadnej pielgrzymce. Dopiero śmierć Papieża podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody - płakałam w głos - i nie tylko z powodu Jego śmierci - ale z powodu mojego życia - życia obok Boga a nie z Bogiem. Od dwóch lat staram się żyć tak aby Bóg był na pierwszym miejscu - wtedy wszystko jest OK. Staram się - bo całe nasze zycie to właśnie dążenie do doskonałości - dążenie tylko dążenie - bo doskonały był tylko Bóg - my nigdy tacy nie będziemy. Co chcę powiedzieć: NIE OSKARŻAJMY SIĘ, ŻE KTOŚ COŚ POWIEDZIAŁ NIE TAK JAK POWINIEN WEDŁUG DRUGIEGO - UCZMY SIĘ DOBREGO OD INNYCH - ZŁE POZOSTAWIAJMY ZA SOBĄ. JA UCZE SIE OD KAŻDEGO CZY TO KTOS MŁODY CZY STARSZY - TO NIE JEST WAŻNE. GENERALNIE KOCHAM LUDZI. Jeśli ktoś ma ochotę ze mną porozmawiać to
czekam na list. Pozdrawiam. Z Bogiem.

422 )
 annadata: 24.04.2007, godz: 19:31

Po raz kolejny dostałam porządnego kopa od życia. Dlaczego...? A dlatego, że poraz kolejny okazało się, że moje uczucie nie jest odwzajemnione. Wiem, że przyjaźń jest naprawde wspaniała, ale czy tylko przyjaźń z człowiekiem z którym chciałam spędzić reszte moich dni może mnie radować? Tak bardzo mnie to boli. Cóż wybrał inna. I znów znalazłam się na dnie rozpaczy i znów nie mam nadzieii na przyszłość. I znów cierpię. A dlaczego? Dlatego, że pokochałam? Tak mi smutno, tak mi źle....

421 )
 Piotr, lat 40, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 24.04.2007, godz: 19:09

Drogi Panie Marcinie:):)
Ponieważ odmawia Pan podania swego adresu a ja chciałbym skierować do Pana jeszcze kilka słów, zmuszony jestem publicznie powiedzieć to co miałem zamiar w cztery oczy.Pana wypowiedzi do osoby Kariny są pewnego rodzaju pokrętno-cyniczną formą złośliwego poniżania na forum drugiego człowieka.Proszę wybaczyć-dojrzały człowiek tak nie postępuje.Znalazł Pan sobie wznioślejszą formę obrzucania błotem poprzez wyszukane zwroty, ale nie zmienia to faktu, że jest to mało eleganckie, a z pewnością nie przystoi to rycerskiej postawie jaką Pan reprezentuje w stosunku do żony.Czy tylko do niej?Do innych kobiet nie trzeba, czy tak?Bardzo chętnie porozmawiam na forum na temat Pana szczęśliwego małżeństwa.Jednak aby prowadzić z Panem dalszą dyskusję musiałbym mieć pewność, że Pan istnieje na prawdę.Dla mnie podstawą do zidentyfikowania prawdziwości danej osoby w wirtualnym świecie jest adres mail.Nie podając swojego adresu ucieka pan pod osłonę anonimowości, znaczy nie istnienia, albo bycia kimkolwiek.Czegoś sie Pan obawia?A może nie jest Pan tym za kogo sie podaje?Przepraszam, za moje podejrzenia.Mam nadzieję, że nie będziemy musieli zanudzać innych wymianą zdań na forum.Proszę rozwiać moje wątpliwości i napisać na mój adres mailowy.Do usłyszenia.Pozdrawiam.Piotrek

420 )
 karol do kariny, e-mail: karolk108@wp.pl, karol4622@o2.pldata: 24.04.2007, godz: 18:31

;-) mówisz i masz, a także wszyscy którzy potrzebują modlitwy. Maryja mówi że modlitwą można wszystko...cokolwiek jest zgodne z Wolą Boga, a człowiek jest naprawdę tym, czym jest w oczach Boga :-)

419 )
 Agnieszka M, lat 30data: 24.04.2007, godz: 18:22

Pod wpływem wpisu pani Marii chciałam napisać że się z nią w pełni zgadzam. Niedawno zrozumiałam co oznacza stwierdzenie, że człowiek po to się urodził by chwalić Boga. Tak czesto jest, że to Bóg jest dla nas: pomóż, daj, zrób coś (oczywiście takie wołanie to nic złego), ale jak się człowiek czasem zapędzi to stwierdza że modli się zawsze w jakiejś intencji, że chodzi do kościoła raczej dla siebie, żeby było lepiej, po siły. A przecież Bóg to nie napój energetyczny ale Osoba. Przez wiele lat chodziełam z pytaniem w sercu "czy Bóg mnie kocha, czy to możliwe?" a pytanie powinno brzmieć czy ja Go kocham. I dziś mogę się przyznać, że nie potrafię kochać, mogę tylko usiąść u Jego stóp i prosić by mnie tego nauczył.

418 )
 Miś-Co mam robic, e-mail: michal72@vp.pldata: 24.04.2007, godz: 18:01

ciesze sie ze są takie dyskusje na wazne tematy,a wszystko to sprowadza sie do miłości... nawet jesli to troche boli..
Głód Boga jest w nas-nawet jeśli nie pragniemy Go..
CO MAM ROBIC - robisz wszystko co w Twojej mocy, Twoje modlitwy nie skutkują-narazie. Siłą nie zaciągniesz rodziny do kościoła... Liczy sie to co pragniesz, Bóg zna to pragnienie, słyszy Twój jęk.. W tym wszystkim ważne abyś miała wsparcie u innych,(grupa modlitewna) abyś nie zwątpiła i nie czuła się winna za bliskich, bo takie poczucie moze sie pojawic ..Twój krzyż, walczysz o innych zbawienie. Umierasz dla siebie, to najpiękniejszy akt miłości ...

417 )
 maggie, lat 24, e-mail: maggie17@wp.pldata: 24.04.2007, godz: 17:30

Do 'co mam robic?': Jestem w takiej samej sytuacji i wiem jakie to trudne, zereszta kiedys juz o tym tu pisalam. Dopiero kiedy wyjechalam za granice, moglam sie zaangazowac w duszpasterstwo akademickie, ale i tak musze 'filtrowac' to, co opowiadam o nim mojej rodzinie, bo uwazaja mnie czasem (bezpodstawnie) za dewotke, za zbyt spokojna i zbyt porzadna osobe. Ostatnio mama zapytala: skad ty sie wzielas taka religijna? Przeciez nie przeze mnie?' Nie chciala, zebym przylaczyla sie do mlodziezowej oazy. Bylam pare razy w Taize, ale jak poszlam na trzy dni do ciszy, to teraz juz nie chce, zebym tam jechala, ciagle mowi, ze to niedobry pomysl. A ja wcale nie chce do zakonu, wrecz przeciwnie - chce byc zona i matka! Bardzo kocham moja mame i ona nawet chodzi ze mna do kosciola jak jestem w domu, ale tylko dla towarzystwa, jak sama podkresla. Swoja droga, musi jej byc ciezko z jej brakiem wiary, bo moj tata nie zyje od 9 lat i ja wierze, ze sie z nim spotkam po mojej smierci, a ona...

Sama czesto sie zastanawiam co robic w takiej sytuacji. I powiem Ci to, co powiedziala mi siostra salezjanka, moj kierownik duchowy ostatnio. To, ze mamy wiare w takim srodowisku, gdzie inni w rodzinie nie wierza, jest darem, blogoslawienstwem. I powinnismy wierzyc, praktykowac i zyc jak chrzescijanie; dawac swiadectwo swoim zyciem, a nie slowem. Nie probowac nawracac, ale pokazywac czym jest wiara. Oczywiscie mi ciezko, gdy siostra smieje sie z moich bezmiesnych piatkow lub ogolnie praktyk katolickich. Ale my mamy sile, bo Jezus nas kocha i obudzil nasze serca do wiary. I to jest wielki Dar Milosci.

Pozdrawiam wszystkich!

416 )
 MariaK, lat 45, e-mail: sorayah@o2.pldata: 24.04.2007, godz: 17:28

Do osoby "co mam robić" lat 21.
Po pierwsze nie poddawaj się.
Po drugie, to niermiernie trudno Ci poradzić, ponieważ nie znam dokładnie Twojej sytuacji. Na pewno nie ustawaj w modlitwie. Jezus daje nam rodzinę, "umieszcza" nas w niej. Stawia na naszej drodze różnych ludzi, za których jesteśmy odpowiedzialni. W Niebie nie będziemy sami, będą tam nasi bliscy, nie wszyscy, ale na pewno trzeba wierzyć i prosić, aby się tam wszyscy znaleźli. Natomiast nie można nikogo nawracać na siłę i nie można "rzucać pereł przed wieprze". Nie chcę obrazić nikogo tymi słowami. Brzmią strasznie, ale chodzi tu o osoby, które i tak nie zrozumieją. A słowo Boże jest zbyt cenne, aby nim szastać na prawo i lewo. Tak ja to rozumiem. Niektorzy nie są w stanie przyjąć prawd Bożych z róznych powodów: grzechu, małej inteligencji, pewnej niedojrzałośći. To nie znaczy, że kiedyś jej nie przyjmą. I w to mamy wierzyć i nieustawać w modlitwie za nich.
Są też słowa w Piśmie Św., aby iść upomnieć brata, jeżeli czyni źle, potem wziąć kogoś na świadka i upomnieć po raz drugi, poprosić kapłana o pomoc a jak i wtedy nie usłucha to go zostawić. Czasem trzeba człowieka po prostu opuścić. Zostawić sprawę Bogu. Czasem człowiek musi upaść na samo dno, aby zobaczyć swoją nędzę.
Ja Ci radzę, módl się, ale zostaw ich na razie samym sobie. Ne narzucaj wiary na siłę, bo skutek będzie odwrotny. Św. Monika modliła się za syna Augustyna całe życie. Zmarła nim się nawrócił. Dopiero Jej śmierć dotknęła go tak, że jak już poszedł za Bogiem to został świętym i to jakim!
Ty wzrastaj w wierze i ufaj. Pan wszystko może. Trzymaj się ciepło. Obiecuję modlitwę.

415 )
 bosydata: 24.04.2007, godz: 17:23

Tyle razy sobie obiecywałem nie uczestniczyć więcej w żadnych internetowych forach a pozwoliłem sobie na czytanie niniejszego i bardzo tego żałuję, szczerze pisząc...jeszcze nie spotkałem się by choć jedno anonimowe internetowe ego odmówiło sobie "przyjemności" zamieniania dyskusji w wymianę epitetów i określeń. Mogę się z kimś nie zgadzać, może mnie nawet drażnić ale kiedy zamiast argumentów zaczyna się operacja na frazesach, cynizm i ironia to naprawdę odechciewa się wszystkiego. Ja rozumiem że każdy w jakimś stopniu ma w sobie coś z tej przykrej właściwości by "wszystko wiedzieć lepiej" ale co za dużo to nie zdrowo. Coś tu się nadużywa zdobyczną wolność słowa. Z Panem Bogiem!

414 )
 katarzyna, lat 26, e-mail: rubinek_81@interia.pldata: 24.04.2007, godz: 17:09

Dziekuję wszystkim którzy do mnie napisali i tym którzy odpowiedzieli na źródełku. Teraz przechodzę bardzo trudny okres w swoim życiu - nagła śmierć taty z którą trudno mi się jest pogodzić a na dodatek brak pracy. Jeszcze nie tak dawno bo rok temu byłam szczęśliwa. Znalazłam staż w urzędzie, pracowałam ze wspaniałymi ludźmi, poznałam nowe osoby, które również odbywały tam staż. Miałam nadzieję że uda mi się tam zostać (jednej osobie się udało) ale niestety nadzieja i wiara w tym przypadku zawiodła. Zapewne ja popełniłam jakiś błąd nie zdając sobie z tego sprawy i teraz za to płacę wysoką cenę. Nie mam teraz na nic siły a bardzo jej potrzebuję. Tak samo wiary i nadziei że wkońcu mój los się odmieni i szczęście uśmiechnie się również do mnie. Proszę Was Drodzy Źródełkowicze módlcie się za moją rodzinę i mnie. Pozdrawiam Was - Katarzyna.

413 )
 co mam robić?, lat 21data: 24.04.2007, godz: 16:14

Witajcie!!!!!!
Piszę tu taj bo nie mam kogo poprosić o pomoc. Jestem osobą religijną, nawet chyba bardzo. W przeciwieństwie do mojej rodziny. Moi rodzice, rodzeńsywo od dawna nie chodzą do Kościoła. Cały czas mnie to boli. Boli mnie to jak bardzo ranią pana Jezusa. Nawet nie wiecie jak mnie jest trudno, gdy naśmiewają się ze mnie. Z tego, że sie modlę, jeżdżę na rekolekcje i chodzę do kościoła. Nie żałuję tego i wiem co robię. Kocham Jezusa i Jemu zawierzam wszystko.
Cały czas w jakimś sensie miałam wyrzuty, że nie robię nic by ich przyciągnąć do Boga. Te wyrzuty nasiliły się kilka dni. Nie radzę sobie już z tym. Obwiniam się za to, że jest tak a nie inaczej. Boli mnie postawa mojej rodziny. Wiele razy próbowałam wyciągnąć mamę na Mszę, ale gdzie tam..............
Czy jest coś poza modlitwą co mogę dla nich jeszcze zrobić ???????
Przez to wszystko stałam się bardzo drażliwa, smutna, ciąhle płaczę, nie chcę się z nikim spotykać, nawet pokłóciłam sie z chłopakiem, którego tak bardzo kocham............
Co ja mam zrobić ???????? Wiem, że warto sie modlić o ich nawrócenie, ale czy to coś da i czy to wystarczy ??????? PROSZĘ WAS O POMOC !!!!!!!!!!! Czy to moja wina, że oni są tak daleko od Pana Boga ???????? Czy to kara ??????????
Boże kocham Cie, ufam - pomóż !!!!!!!!!!!

412 )
 Joanna, e-mail: joanna1222@op.pldata: 24.04.2007, godz: 15:35

Czytam, czytam...te zaległe wypowiedzi innych i tak sobie myślę. Ile w nich emocji..., ostrych słów, rycerstwa panów, kokieterii i tęsknoty za miłóścią pań... , takiego dziwnego czepiania się poszczególnych słów itd. Po obu stronach..., samo życie. Ja dzisiaj od siebie dużo nie napiszę, nie będę stawać ani po stronie Kariny, ani po stronie Marcina. Bo obie strony mają wiele racji. Człowiek jest niesamowitym stworzeniem i nad każdym warto się pochylić, w tym przypadku nad każdą wypowiedzią. Bo w każdej można znaleźć sporo mądrych zdań. Może słowa Phila Bosmansa ostudzą trochę, te pełne emocji dyskusje. Z cyklu "Żyć każdym dniem", na dzisiejszy dzień przypada następujący tekst:

"Chrześcijaństwo jest religią, którą poznaje się po miłości.
Jeśli chcesz być chrześcijaninem,
nie zachowuj się jak gruboskórny egoista,
który całą miłość płynącą od Boga
chciałby zachować dla siebie:
"Mój Bóg", "Mój Zbawiciel", "Moja dusza",
"Moje zbawienie". Pamiętaj: Kto chce mieć niebo
tylko dla siebie, nigdy tam nie trafi.

Przede wszystkim nie bądź faryzeuszem,
który patrzy na wszystkich niechrześcijan jak na czarne owce,
a wszystkich, którzy nie chodzą do kościoła,
uważa za bezbożnych i godnych potępienia.
Nie bądź świętoszkowaty, lecz uczciwy i szczery,
pozwól, aby wzrastała w tobie radość Boga."
Spokojnego popołudia Wszystkim życzę. Joanna:):)

411 )
 młodadata: 24.04.2007, godz: 14:57

Jako chrześcijanie wiemy, że cierpienie dane nam tu na ziemi krystalizuje naszą duszę i, jeśli jest prawidłowo wykorzystane, wiedzie do świętości. Jednocześnie modlimy się o różne rzeczy, które mają nam dać szczęśliwość tu i teraz. Ja uważam, że w świadomości społecznej nadal dominuje błędne teologicznie przekonanie, że to cierpienie stanowi wartość w chrześcijaństwie. Tymczasem to nie samo cierpienie jest wartością, ale wierność Ewangelii nawet w trudach i cierpieniach. Jeśli ktoś straszliwie cierpi, ale przy tym przeklina Boga to ma to niewielką wartość.
Dlatego warto się modlić o brak lub ograniczenie cierpień bo to nie cierpienia są wartością w oczach Boga, ale wierność Ewangelii. A cierpienia mogą jedynie być wartościowe jeśli ukażą wielkość tej wierności, która nie ustaje nawet w najcięższej próbie. sama cieszę się Bogiem jak dziecko. Tym, że mam wiarę, że wiem, że ON jest i mogę go wychwalać. Ale jeszcze dwa lata temu byłam osobą, która nie zajmowała się kwestią wiary. Tę wiarę dało mi cierpienie, przez ktore przeszłam. Dlatego się zastanawiam... Czy jesteś gotów przyjąć cierpienie z pokorą ? Umiesz odnależć sens w cierpieniu? Czym jest dla Ciebie cierpienie?
Cierpienie niewątpliwie jest potrzebne. Ilu to świętych świadczyło nam o tym swoim życiem, które na wskroś przeniknięte było poświęceniem w wypełnianiu woli Bożej. Święci byli dla innych. Życie ich było radosną męką dla Boga i dusz ludzkich.. Męka dla osób, które się kocha jest radością.
Miłość i Cierpienie to słowa ściśle ze sobą powiązane. Ten kto kocha, musi też cierpieć. Dlaczego?
Tak jak ciału potrzebny jest pokarm, tak duszy cierpienie. Cierpienie wydaje wielkie owoce. Bóg wskazał nam wartość cierpienia na Golgocie. I Ty możesz ofiarować swoje cierpienie, swój krzyż Bogu. Uczestniczyć w Jego cierpieniu , a potem Zmartwychwstaniu.
Powiesz zapewne: Jak Bóg może kochać jeśli pozwala cierpieć ? Powiem: Cierpienie i próby jalkie zsyła Bóg są znakiem szczególnego umiłowania
"A ja urocza Julio dopowiem jeszcze, że Bóg zanim nałoży ciężar, już wcześniej doda sił do jego uniesienia...".

Jezu kocham Cię; thx za wszystko......... za cierpienie, które mi dajesz.

410 )
 do Ali-Gocha, e-mail: savuniaa@poczta.fmdata: 24.04.2007, godz: 14:23

Droga Ala, tyle tu trosk, kazdego coś trapi... Modlitwę moge Ci zapewnić.
Ale FAJNIE ze tak się tu obce osoby za SIEBIE modlą.. Jestem w pracy, nie na swoim kompie, szef kuka:) a ja czytam wasze wpisy, tyle fajnych wypowiedzi. Ale nie mam neta w domu:(
Niestety nie mogę Ci pomóc w chemii na dzisiejszą wiedzę.
Słyszałam raz w pociągu, ze jest taka strona w internecie na której inni pomagają bezinteresownie robic zadania! od tak, jak wiedzą rozwiążą! Tylko gdzie..? jesli ktos z was wie, dajcie namiar.. sama skorzystałabym z pomocy:)))
trzymajcie się...

409 )
 raz ostatni do P.Marcina, e-mail: karina2006@interia.pldata: 24.04.2007, godz: 12:58

Szanowny Panie MARCINIE przykro, ale..nie podał Pan maila do tej pory,
pisze tu ostatni raz po wywołaniu mnie do odpowiedzi-(co inni dostrzegają-nie moje zdanie) ..bo napewno Pan sie odpowiedzi spodziewa: hmmm.. sam Pan sprowokował , wiec czemu zdziwiony ze reaguję na argumenty. Opinie Pana czy innych szanuję, (nawet tę zdrową potrzebną krytykę).. i nie musi się Pan zgadazać ze mną!!! ale proszę dać spokój- nie kosztem poniżania -umniejszania, jakiś złośliwości .. tak nie po chrześcijańsku (w stylu: zimne, lodowate, sterylnie bez ciepła.. etc.. prosze przeanalizować swoje wpisy)
Tak pracuję nad sobą! dlatego tez tu jestem:) ... To ze jest pan dojrzały wiekiem i ma dzieci dorastające .. nie znaczy ze osoby młodsze i te dużo młodsze nie mają
doswiadczeń które warto przekazac dalej. Kochać - uczymy się od podszewki...
są osoby które wiele przeszły, walczyły,szybko dorosły, i ile sie mozna od
nich nauczyć!, Proszę nie odebrac jako chełpienie dodam :bywam w zakładach
dla chorych,kontaktuję z więźniami, obecnie na kursie jezykowym spotykam
ludzi bardzo dobrze wykształconych ale nie chełpliwych! Sama poznałam
cierpienie szpitalne na sobie,cierpiałam (nie tylko fizycznie), równiez w domu, radziłam sobie z Bożą pomocą.. no i żyję wsród ludzi
Dlaczego nie mam kierowac się tez doswiadczeniami innych?
skoro moje są tak błahe- wg pana ksiązkowe cytaty? .. Gdybym była wg pana "lodowata", bez uczuć.. w imię czego dawałabym innym nadzieję, w imie
"lodowatej" satysfakcji?? ..nie chciałoby mi się nawet palcem ruszyć..
A kochać prawdziwie to nie tylko wtedy gdy jest pieknie..:) na koniec dodam moje
zdanie odnosnie ostatniego Pana wpisu.. zgodze sie z Panem ze miłosci
trzeba sie uczyc CAłE ZYCIE (mądre zdanie )..przede wszystkim w małżeństwie czy bez..,Egoizmu pozbywać całe życie!!... a Miłosc małżeńska sprawdza się nie tyle w
dobrych co w tych trudnych chwilach..(nie ja wymysliłam, JP II, wiem-Pan
nie chciał cytatów ale na prawdziwe autorytety też trzeba sie powołać a
może przede wszystkim...) Są też ludzie którzy w samotności odnaleźli
drogę zyciową-powołanie, czy oni nie potrafią i nie nauczą się kochać?,...:)Nie
tylko osoby wolne (wg Pana) są "egoistami większymi lub mniejszymi" ,ci
"egoiści" się pobierają i żyją w małżenstwie!(..) Chyba nie uwaza sie pan
za chodzącego ideała...bo ja nim nie jestem.., każdy z nas ma swoje ego po grzechu pierworodnym i nigdy nie moze byc pewny ze się go pozbył na zawsze....moze jeszcze wiele przed panem doswiadczeń i prób..
Pana zona pieknie napisała, gratuluję takiego Daru Bożego.. zycząc by po
15-30 latach dalej tak myslała.....:)
przykro, ale już nie potrafię odczytywac nawet najmądrzejszych wpisów od
Pana jako szczere.. Jednak swoje poglądy, opinie, doswiadczenia proszę tu
jak najbardziej wpisywać dla innych!! ale odnośnie mnie prosze tu nie pisać,a poniżanie - kąsliwość bardzo proszę tylko mailem!!!! bo niczemu tu nie słuzy..:)
zPozdrowieniami, zyczę prawdziwej, szczerej miłosci przede wszystkim Bożej
a wszystko inne bedzie na swoim miejscu**
O modlitwie też pamiętam- bardzo ważna!


408 )
 Marcin, lat 36data: 24.04.2007, godz: 12:46

.....niegrzeczne zarzuty, postawa uszczypliwości i źłośliwości, niezdrowa zajadłość...itd. Panie Piotrze..., myślę że Pani Karina właściwie zrozumiała moją wypowiedź i nie czuje się obrażona. To nie był "kubeł zimnej wody", prawda Pani Karino? :):) Proszę na spokojnie przeanalizować moje słowa, a sam Pan dojdzie do wniosku, że aż takie złośliwe nie były i jak ktoś chce, to może w nich znaleźć coś dla siebie. Proszę się nie gniewać, ale swojego e-maila nie podam. O mojej niegrzecznej postawie może Pan pisać tutaj, mi to nie przeszkadza. Jeszcze tylko kilka słów. Kiedyś pisał Pan tutaj o filmie "Wielka cisza". Wreszcie miałem okazję go zobaczyć. To naprawdę bardzo dobry dokument i jeżeli jeszcze ktoś go nie widział a będzie miał okazję, to warto zobaczyć. Gorąco polecam. Ja też uważam, że słowa mogą mieć wielką moc, ale milczenie- to dopiero prawdziwa potęga....
Na koniec jeszcze coś na temat małżeństwa. To wszystko zależy od tego jak wygląda w "praktyce" twój czy mój stosunek do życia, drugiego człowieka. Bo my wiemy jak on powinnien wyglądać, ale czy tak wygląda? Trzeba być przede wszystkim szczerym w stosunku do siebie i tej drugiej osoby i nie ranić, bo sami nie lubimy być ranieni. Pozdrawiam. Marcin

407 )
 krzysiek, e-mail: krzysiek030@wp.pldata: 24.04.2007, godz: 11:18

Do Pani MariiK

Tak ma Pani racje Bóg stoi i czeka. Napisała Pani "ze smutkiem czytam wpisy ......", jakoś tak wychodzi ze ludzie przysłaniają sobie to co dobre własnymi troskami pragnieniami, nieraz marzeniami i w konsekwencji tego staja się w pewnym stopniu egoistami którzy dążą do osiągnięcia celu patrząc tylko na siebie nie na innych.

"Wielka Miłość stoi pokornie obok, wyniszcza się w miłości do nas"
Bóg nie potrzebuje naszej miłości on sam w sobie jest doskonały, Bóg czeka raczej na nasza miłość w każdym człowieku którego spotykamy.

Zgadzam się w zupełności nieraz brakuje słów aby powiedzieć to co się chce.

"Oderwijmy się od spraw ziemskich na chwilę. Od mężów i żon obecnych czy przyszłych. Oderwijmy się od szkoły, pracy, dzieci, polityki, pieniedzy i usiądźmy razem z Marią, "która wybrałą najlepszą cząstkę, i która nie będzie jej odebrana". Przytulmy się do Jezusa i pobądźmy po prostu z Nim, żeby nie był sam. Tak jak Jan, który spoczywał na piersi ukochanego Jezusa, który odważnie stał nawet pod krzyżem, bo była tam Jego Miłość."

Na chwile tak, ale trzeba uważać aby nie za długo bo to tez jest nie bezpieczne nie można cały czas się modlić czy siedzieć w Kościele, moim zdaniem ważniejsze jest działanie.

406 )
 Aladata: 24.04.2007, godz: 11:17

witam wszystkich zródełkowiców:) Prosze was o modlitwe w pewnej intencji.
Mam pytanie jeszcze czy jest tutaj ktoś może, kto by mógł mi pomóc z chemii?

Za pomoc z góry dziękuje. Za modlitwe Bóg zapłać wszystkim

405 )
 karinadata: 24.04.2007, godz: 10:00

jeszcze do Mój Punkt Widzenia, i nie tylko :)
oczywiscie mam na mysli tę głębszą radość, radość z drugiego człowieka, samego siebie (tak- tak! wcale nie łatwe to:) z bycia i dawania a nie tylko z czerpanej przyjemności.... jesli takowa jest w Twoim sercu to tylko się cieszyć..:) (owszem ze słońca i deszczu tez potrzeba..) nieustannie ją zdobywać,pielęgnować bo nigdy jej za dużo :)
ale Ty sam sobie na to szczerze odpowiesz.. Posmucić się Radosny tez potrafi , łzy darem Boga, prawdziwy mężczyzna też zapłacze... Ech, mój tata nigdy nie płacze i tego mi brakuje...bardzo.
Z tym "nie narzucaniem sie " to nie do końca zgadzam..nie każdy ma odwage
poprosic, są ludzie nieśmiali, czasem zranieni i brak im zaufania, bezradni, mają swoją dumę.
Mnie tez rzadko proszą wprost, raczej sie domyślam by wyciągnąć do kogoś
rękę. Czasem też o pomoc poproszę i uczę sie prosic- to też sztuka. I sprawdza sie powiedzenie :jak Ty komuś,tak ktoś kiedyś Tobie...niesamowicie sie sprawdza! za Twoje bezinteresowne- Bóg "oddaje":)..Jednak jeśli nie mamy okazji.. nikt nas
nie prosi i co smutniejsze- nie ma w nas takiej potrzeby z nią wyjścia .., nalezy się zastanowić.. bo możemy się nigdy nie doczekać .... i bądź co bądź ego mocniej da znać o sobie.. Jak Ela mówi "ważysz" Boga z każdej strony ale i tak dalej Go nie
odnajdujesz, czy myślisz ze to do odkrycia prawdy Cię zaprowadzi?.

MŁODA- ale fajne pytanie zadałaś! ..łatwo jest myslec o kimś gdy sie kocha..jest się zakochanym.. Bóg dla chrześcijanina .., On nam daje te piękne chwile, jak i te trudne ..i kochac Go w każdej chwili.
Ale sa dni kiedy wydaje sie ze nasz Bóg jakby daleki a my sami.. gdy coś przygniata .. i wtedy umieć Go dostrzegać i pragnąc to jest wyzwanie... podziwiam Twoje zakochanie w Bogu..Tez lubie tak spontaczniczne krótkie modlitwy..w autobusie..na balkonie, za biurkiem..

GOSIEK :.. te dobre rzeczy spotkały mnie własnie wtedy gdy się ich
najmniej spodziewałam, tak długo czekałam.... Twojego "KTOSIA" zna Bóg,TY czekaj
cierpliwie, przed Tobą XX niespodzianek, nie pozwól sobie zwątpić, Bóg nie
tylko doświadcza....pragnie dawać! Pozwól MU na to- ufając Mu. Gdybym to
dawniej wiedziała..oj, cieszyłabym z tego bardziej, może podwójnie..

Karol- jak masz znajomości z Duchem św. możesz mnie troszkę posolić,słowem
jak najbardziej i modlitwom "koniecznie" się polecam!!!

Piotrze:),tak wychwaliłes mnie , mam ochote się schować:). Cięgi tez
czegoś uczą.. Pan Marcin też poszukuje odpowiedzi na zródełku, mimo
wszystko zycze mu radości, a przede wszystkim szczerego dawania.. nie
tylko swojej żonie..:)

przepraszam wszystkich za zamieszanie o mnie i za dośc długi wpis (!)
napisze mailem.

Prosze Żródełkowiczów o modlitwę w ważnej sprawie! .. też pamiętam o
prośbach,Adminie, i o tych Tęskniących za KIMŚ- by kochać... za Was modlę
się ...Daj Panie cierpliwość ponad trudną samotność....Ty jeden wiesz CO JEST DOBRE...TAK CUDOWNIE NAS STWORZYŁES...Będziemy z Tobą...w Twoich ogrodach na wieki..

404 )
 Do moj punkt widzeniadata: 24.04.2007, godz: 09:46

To nie o to chodzi, żeby Boga WYMYŚLIĆ ale o to żeby Boga POZNAĆ. To zuchwalstwo z Twojej strony mówć że możesz wymyślic Boga Rozczaruje Cie i powiem, że to On moze co najwyzej wymyslic Ciebie (i tak w istocie było:-) Bóg już JEST wiec mozesz Go co najwyżej poznać I o to w zasadzie chodzi w religii... Z Twojej wypowiedzi wynika, że Ty nie szukasz Boga raczej siebie... A mogę powiedzieć nawet wiecej że stałeś sie "bogiem" dla samego siebie. Myślisz że masz prawo sam decydować o tym co jest dobre a co złe i chyba zapominasz, że człowiek jest bez Boga słabym i niedoskonałym i predzej czy pozniej takie zachowanie zakonczy sie katastrofą... Uzurpujesz sobie władzę, która jest zarezerwowana wyłącznie dla Boga. Brak pokory i wygodnictwo

Jeśli chodzi o rozmowę... To chyba zapomniałeś, ,że rozmowa jest podstawa każdej relacji. No to co że Bóg wszystko wie... On przecież nie potrzebuje wiedzy o Tobie On potrzebuje bliskości, zainteresowania z Twojej strrony. Pewnie Twoja dziewczyna też WIE, że jest dla Ciebie kimś szczegolnym ale przestań jej o tym mowić (no bo przeciez wie;) to gwarantuje Ci że Twoj zwiazek nie potrwa za dlugo..

Wiesz co ja myślę, że Ty tak naprawde BOISZ SIĘ z Nim rozmawiać bo boisz sie tego co mógłbyś od Niego usłyszeć...

Pozdrawiam
Z Bogiem (któremu na imię "JA JESTEM" - widzisz On jest wiec już nie musisz go stwarzać tzn. wymyślać)

Carola

403 )
 MariaK, lat 45, e-mail: sorayah@o2.pldata: 24.04.2007, godz: 00:21

Kochani,
ze smutkiem czytam te Wasze ostatnie wpisy. Nie wiem jak mam to napisać. Piszecie o samotności, o znalezieniu drugiej połówki, o zdaniu egzaminu, prosicie o modlitwę, bo komuś jest ciężko. Niektórzy się spierają ze sobą. A mnie kołaczą w duszy słowa "Miłość nie jest kochana". (Nie pamiętam kto to powiedział- św. Franciszek? )Słuchałam ostatnio kazań ks. Piotra Pawlukiewicza. Ks. Piotr często mówi, ze tak mało od Boga chcemy. Zdania egzaminu, poradzenia na kłopoty finansowe, miłości innego człowieka. A Bóg stoi i czeka. Czy mnie zauważą, czy chcą mnie kochać? Wielka Miłość stoi pokornie obok, wyniszcza się w miłości do nas. Pragnie,abysmy tak jak Maria usiedli u Jego stóp i zapatrzyli się w Niego. Boga można doświadczać w życiu. Można doświadczać Jego oblubieńczej miłości. Niebo jest już tu na ziemi, Niebo jest w sercu. Jak człowiek się zapatrzy na Boga, jeśli Go szuka, Jego samego, dla Niego samego, to inne sprawy schodzą na dalszy plan i jakoś tak Pan cudowne sprawia, ze zaczynają się układać. Bo gdy my się zajmujemy Bogiem , to On się zajmuje naszymi sprawami. Przepraszam Was, nie chcę nikogo urazić,nie umiem wyrazić tego, co mam w sercu. Moje słowa są jakieś takie "za małe", za drętwe, za krzywe.
Ja sama ostatnio bardzo szukam drogi do Boga. Nie do tego żeby byc lepszą, lepszą katoliczką, lepszą żoną, matką, pracownikiem. Tylko, żeby spotkać samego Pana. Dla Niego samego. Może ktoś powie, to zuchwalstwo. W takim razie wszyscy Święci byli zuchwali.
Może coś zaproponuję. Napiszcie kim dla Was jest Jezus? Albo Kim chcielibyście, żeby się dla Was stał. Oderwijmy się od spraw ziemskich na chwilę. Od mężów i żon obecnych czy przyszłych. Oderwijmy się od szkoły, pracy, dzieci, polityki, pieniedzy i usiądźmy razem z Marią, "która wybrałą najlepszą cząstkę, i która nie będzie jej odebrana". Przytulmy się do Jezusa i pobądźmy po prostu z Nim, żeby nie był sam. Tak jak Jan, który spoczywał na piersi ukochanego Jezusa, który odważnie stał nawet pod krzyżem, bo była tam Jego Miłość.
Jezu dobrze że jesteś ze mną.
Dobranoc, miłego dnia.

402 )
 Szelka, lat 28data: 23.04.2007, godz: 22:34

To czego brakuje wielu współczesnym mężczyznom to zdecydowanie i odpowiedzialność. Zwłaszcza zdecydowanie na związek oraz odpowiedzialność za drugą osobę.

401 )
 Eladata: 23.04.2007, godz: 22:26

Zgadzam się, Karina jest dobrym duszkiem tej stronki. A to co ostatnio do mnie napisała naprawdę dodało mi sił.
Dziękuję

400 )
 przechodzieńdata: 23.04.2007, godz: 22:22

Do : mój punkt widzenia

Widze że zawszelką cenne chcesz być indywidualista .. i niewątpliwie nim jestes, (mój punkt widzenia)...ale to chyba idzie w kierunku egoizmu?!...mam wrażenie ze zawszelką cenne chesz wzbudźac kontrowersje i chyba Ci sie to nawet udaje, zwracasz uwage "obszernością wypowiedzi" a czy jakością ( )... robisz jak Ci sie podoba ustalasz własne zasady idziesz na łatwizne..... próbujesz chyba?! stworzyć "Boga" na własny obraz, takim aby był Ci wygodnym, gdzieś tam był, wszystko słyszał, o wszystkim wiedział więc pocóż sie męczyć.......prawda........skoro Ci tak dobrze z Tym wszystkim to dlaczego prezentujesz "swój pogląd" innym ...szukasz aprobaty? przyzwolenia?? ......uspokojenia sumienia(...)....PRAWDA jest zawsze jedna i nie da sie jej mnogościa dziwacznych i wymyślonych rzeczy zastąpic.......



Z PANEM BOGIEM

(Syr 2)

399 )
 Eladata: 23.04.2007, godz: 22:16

Do Mój Punkt Widzenia
Twój bóg i to wszystko co napisałeś o Mszy Św. boli, bardzo boli. Co na to wszystko Twoje sumienie?Ty jesteś uzależniony od czegoś tam, a ja jestem uzależniona od kościoła, od Komunii Św., od Jego bliskości. Nie wiem co by się ze mną stało gdyby nie On... I jestem Mu ogromnie wdzięczna za tą łaskę głębokiej wiary.
Za dużo dyskutejsz z Bogiem zamiast otworzyć się na Niego i po prostu przyjąć Go takim jakim jest. Chcesz Go "zważyć" i "zmierzyć" nie uda Ci się to przecież wiesz po prostu daj Mu szansę a poczujesz jak bardzo Cię kocha. Idź do kościoła nie dla ludzi, czy żeby popatrzeć na księdza tylko dla JEZUSA.

398 )
 Piotr do Marcina, lat 40, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 23.04.2007, godz: 21:07

Drogi Marcinie(?).Uczepiłeś się Kariny jak rzep psiego ogona.Taka postawa pełna uszczypliwości i złośliwości nie przystoi chrześcijaninowi.Dziwnie nawet jakoś brzmi w ustach mężczyzny, trącąc wręcz jakąś niedrową zajadłością..Jeśli tak bardzo przeszkadza Ci postawa Kariny, napisz jej to w mailu, a nie na ogólnym forum, gdzie dziewczyna wywołana do odpowiedzi musi odpierać Twoje niegrzeczne zarzuty, co zapewne nie jest dla niej miłe.Dla mnie jak i dla wielu tu zaglądających wpisy Kariny dużo dają, są mądre, przemyślane, rozsądne, dojrzałe i pełne głębokiej wiary.Wierzę, że słowo ma wielką moc.Potrafi zmienić życie człowieka, pomóc w chwili zwątpienia, słabości.Czasem jedno, dwa zdania mogą być dla kogoś ważną radą,wskazówką.Czy nie jest nadużyciem z Twojej strony ocenianie jakim Karina jest człowiekiem?Więcej szacunku i pokory.Szanujmy się wzajemnie.Podaj proszę swój adres mail, bo chciałbym porozmawiać.Mam kilka pytań w kwestii Twojego szczęśliwego pożycia małżeńskiego.Pozdrawiam.Piotrek

397 )
 karol od mój punkt widzenia, e-mail: karolk108@wp.pldata: 23.04.2007, godz: 18:58

Papież w książce "Sól ziemi" myślę że miał na myśli to, aby nasza wiara jak i my razem z nią wzrastali ku Bogu. Z tego co Ty napisałeś o sobie i swojej "wierze" to jasno wynika że się cofasz, coraz bardziej zamykasz się w swoim egoizmie. "Jeśli sól utraci swój smak, czym że ją posolisz?" Masz być solą tego świata. Bóg jest cierpliwy i będzie czekał na Ciebie aż do końca gdy staniesz przed Nim zdać relację ze swojego życia i wierz Mi lub nie, też Ci da Wieczność jaką zechcesz i na jaką zasłużysz swoim życiem. Dopóki tu żyjesz masz szansę, tam już nie będziesz mógł się zmienić. W katedrze pelplińskiej jest płyta nagrobna zakonnika na której pisze: "Momento unde pendet aeternitas" (chwila od której zależy wieczność) ta chwila ma dwa aspekty: -sama chwila naszej śmierci; -i nasze życie jako chwila w perespektywie WIECZNOŚCI. Wszystko zależy od Ciebie... ; z modlitwą karol

396 )
 młodadata: 23.04.2007, godz: 18:48

Jezu kocham Cię. Daj mi siły, wiem, że z Tobą dam radę. Czuję Cię........

395 )
 Gosiek, lat 31data: 23.04.2007, godz: 15:13

proszę o wsparcie ... potrzebne jest mi bardzo ... bardzo ... pogubilam sie w tym wszystkiem, starcilam wiare , ze moze mnie jeszcze spotkac cos pieknego i dobrego, ze jest na swiecie ten "Ktos" kto mnie pokocha ......

394 )
 mój punkt widzenia, lat 24, e-mail: enenc@o2.pldata: 23.04.2007, godz: 12:23

Do Kariny: jeśli o mnie chodzi, to raczej nie pytam się ludzi czy czegoś potrzebują czy nie. Po prostu wychodzę z założenia, że osoba, której czegoś brak pierwsza powinna to w jakiś sposób zasygnalizować - ja po prostu nie lubię się nikomu narzucać. Wyjątek stanowi tu może moja relacja z dziewczyną, a także nieraz się o to zapytam kogoś (dobrego znajomego) w zwykłej rozmowie. Natomiast nie mam tak, że jak ja coś komuś zrobię, to oczekuję czegoś w zamian (z tym, że jest małe prawdopodobieństwo tego, że to ja pierwszy zaoferuję swoją pomoc w czymś tam.
Natomiast można powiedzieć, że jestem RADOSNY, tzn. z reguły chodzę uśmiechnięty - to nawet widać (zauważają to inne osoby) i jakoś potrafię się cieszyć z rzeczy z pozoru mało istotnych (a przynajmniej na co dzień niezauważalnych) :-) np. z dobrze działającego internetu, z kolejnych setek metrów ścieżek rowerowych w moim mieście, których 2 lata temu jeszcze nie było i.t.p.

Do Caroli: Hm... a jeśli ja sobie sam wymyślę boga, takiego bardziej liberalnego i "pozwalającego na więcej" - to czy to też będzie ten sam Bóg, do którego modlą się katolicy ? Przecież moje dylematy wzięły się właśnie stąd, że moje sumienie pozwala mi na coś na co nie pozwala mi religia katolicka...
Jeśli chodzi o chodzenie do kościoła, to ono zawsze było dla mnie nudne... toteż przestałem tam chodzić. Trochę się to zmieniło jak znalazłem się w Odnowie, tam przynajmniej podobała mi się muzyka podczas Mszy, nabożeństwo wyglądało jakoś tak bardziej atrakcyjnie dla mnie. Co prawda nie tylko nieatrakcyjność Mszy była powodem tego, że jakoś nie ciągnęło (i nie ciągnie) mnie do kościoła, ale też moje wyobrażenia co do Boga. Mówiąc w skrócie kiedyś się zastanawiałem po co trzeba chodzić na Mszę skoro Bóg jest Wszechmogący i jest wszędzie. No i szybko doszedłem do wniosku, że w sumie nie muszę na nią chodzić - bo i po co ? Tylko po to by jeszcze jedna osoba uczestniczyła w Ofierze... ? Skoro Bóg może wszystko, to po co na Mszy jest konsekracja (przecież każdy może sobie ją w myślach wyobrazić), po co czyta się Ewangelie (przecież każdy sobie może w domu to poczytać), po co rozdaje Komunie pod postacią chleba ? czemu to nie można konsekrować soku malinowego albo piwa (choć nawiasem mówiąc nie przepadam za tym napojem) a wiernym poczęstować konsekrowanymi chipsami albo frytkami ? :-) W końcu takie coś jeszcze bardziej by uwidoczniło Wszechmoc Boga (pokaże się w ten sposób ludziom, że Bóg nie tylko komunikant ale też inne produkty spożywcze potrafi przemienić w swoje ciało :-) ) No i m.in. te pytania, na które jedyną odpowiedzią było to, że wynika to z Tradycji (no może czasem podparte to było niektórymi sytuacjami z NT) sprawiły, że Msza stała się dla mnie tylko i wyłącznie zbiorem nic nie znaczących rytuałów.
Z tego wszystkiego to na Mszy najważniejsze dla mnie wydawało się kazanie - bo jakby nie patrzeć, można się wówczas dowiedzieć czegoś nowego.
Jeśli chodzi o te pytanie DLACZEGO - to cóż - poczekam na ten przypadek :-)
Co do modlitwy - z tym miałem podobnie jak z Mszą. Też kiedyś czytałem o tym, że można się modlić swoimi słowami... no i postanowiłem to wdrożyć w życie :-) na początku było chyba ok, bo modlitwa sprawiała mi większą radość. Cieszyło mnie to, że mogę się pomodlić idąc rano po zakupy albo jeżdząc wieczorem na rowerze - jaka oszczędność czasu :) Z tym, że z czasem modliłem się jakoś krócej i krócej, uzmysławiając sobie, że po co mam się długo modlić, skoro Bóg i tak zna moje myśli... No i jakoś tak w końcu przestałem to robić zupełnie.
W każdym razie mi jakoś tak na własną rękę nie udało się chyba poznać Boga. Bo ten mój bóg pozwala mi na bardzo wiele... ale Kościół wierzy w innego Boga i ja chcąc być w tym Kościele, też będę musiał w Niego uwierzyć.
Dodam jeszcze, że dziękuję za modlitwę i linki, potem do nich zajrzę.

Joanno... jak tak się zastanowię, to wydaje mi się, że moje postępowanie raczej znacząco nie odbiega od tego co Ratzinger napisał w Soli ziemi.

393 )
 młodadata: 23.04.2007, godz: 10:41

Kiedy się kogoś kocha myśli sie o nim bardzo często. Nie mówiąc już o zakochanych którzy myślą o sobie niemalże bez przerwy. A Wy jak często odrywacie się od rzeczy przyziemnych i kierujecie myśli ku Bogu ?????????? Pytanie kieruję do osób, które uważają że kochają Boga, lub że są na drodze do Jego pokochania.
Ja osobiście dużo myśle o Bogu. Bardzo dużo. Często w ciągu dnia odmawiam spontanicznie jakąś krótką modlitwe. Jest to dla mnie całkiem naturalne. Trudno jest nie myśleć o kimś, kto cały czas jest ze mną...............
Pozdrawiam :))


392 )
 Marcin, lat 36data: 23.04.2007, godz: 10:27

Pani Karino:), mi naprawdę nie przeszkadza to, co Pani pisze, proszę pisać dalej, jeżeli ma Pani taką potrzebę. Ja mogę w pewnych kwestiach się z Panią nie zgadzać, lub inaczej je widzieć, bo patrzę na nie przez pryzmat innych doświadczeń, moich doświadczeń. Każdy jest inny, ma inne wnętrze itd...i na koniec inne zdanie:). Na tym właśnie polega dyskusja. Wypowiadając się na jakiś temat, powinno się liczyć z tym, że ktoś może zwrócić na nią uwagę i dodać coś od siebie, a to nie zawsze muszą być słowa "zgadzam się w stu procentach".

Przypomniały mi się w tej chwili zabawy dzieci w piaskownicy, które często mówią, że zabierają swoje zabawki i idą do domu, jeżeli coś nie jest po ich myśli. Odnoszę wrażenie, że potraktowała Pani moją wypowiedź, jako atak na siebie. Jeżeli na każdego człowieka Pani tak reaguje.....to sporo pracy przed Panią, ale to tylko moje przypuszczenia. Każdy ma swoje życie i sam dźwiga za nie odpowiedzialność.

Może mi Pani wierzyć, albo nie wierzyć, ale do małżeństwa człowiek nie jest w stanie się w stu procentach przygotować i nigdy nie jest tak naprawdę gotowy. Można zdobyć jakąś wiedzę, jakieś podstawy, bazować na doświadczeniach innych, ale to są doświadczenia innych a my nie jesteśmy w stanie wejść w ich skórę a potem przygotować się odpowiednio do swoich reakcji na problemy, które mogą się pojawić. Tak naprawdę, to człowiek uczy się bycia mężem, gdy już nim jest i pewnie będzie uczył się do końca swoich dni, bo jego rozwój wiąż trwa, jeżeli tegi chce. Takie jest moje zdanie. Myślę, że każde małżenstwo jest inne, bo różni są ludzie. To podejmowanie przeróżnych decyzji, często bardzo trudnych. Człowiek, gdy jest jeszcze stanu wolnego, jest egoistą mniejszym albo większym, chociaż czasami nie zdaje sobie z tego sprawy albo nie chce się do tego przyznać. Ale jeżeli obie strony ze swojego egoizmu chociaż w połowie dobrowolnie zrezygnują, to może się na wielu płaszczyznach małżeńskiego wspólnego życia udać. Człowiek wciąż uczy się siebie i drugiego człowieka na nowo, poznaje siebie, swoje reakcje i tego drugiego i wciąż się zaskakuje. To naprawdę ciężka praca, ale jeżeli druga strona też to robi, chociaż na swój sposób, bo każdy jest inny i ma swoje metody, to życie może się okazać naprawdę wielką wyprawą.

Nie wątpię w to, że dookoła Pani jest sporo ludzi do porozmawiania, może być Pani naprawdę ciekawym rozmówcą. Chodzi o to, że....może lepiej nie napiszę tego.
Wszystkich pozdrawiam. Marcin:):)

391 )
 K, e-mail: karina2006@interia.pldata: 23.04.2007, godz: 10:24

dziekuje Carola, tez lubię czytać Twoje wpisy:) opinie innych też sobie cenię, wtedy mozna znależć jakąs odpowiedź... i Pozdrawiam:)
Słabo Dająca Radę napisz adres amail chce Ci cos zaproponować..!

390 )
 Ola, lat 46, e-mail: juliazyta3@o2.pldata: 23.04.2007, godz: 00:10

Gratuluje kochajcym sie malzenstwom.Szczegolnie Marcinowi i Marcie.
To co o sobie piszecie,to jest niesamowite.
Chcialabym cos takiego doswiadczyc.
A dzis bardzo mocno ciesze sie Wami i dziekuje Bogu za Was.

389 )
 Caroladata: 22.04.2007, godz: 23:31

Karino nie przestawaj pisać Ja bardzo lubię czytać Twoje wpisy i dostrzegam w nich chęć bezinteresownej pomocy... Dzielisz sie tym co wiesz i ja to doceniam I to wcale nie znaczy, że ktoś nie może mieć innego zdania albo innego pomysłu żeby pomóc w problemie... Jeśli takowy ma niech sie nim podzieli:) Im więcej różnych punktów widzenia tym lepiej PS.Marcin pięknie piszesz o małżeństwie... fajnie gdybyś pisał do źródełka częściej:-)

388 )
 katarzyna, e-mail: rubinek_81@interia.pldata: 22.04.2007, godz: 22:19

Dziekuję wszystkich źródełkowiczom za słowa wsparcia i otuchy oraz modlitwę. Przeżywam bardzo trudny okres w swoim życiu ale wiem że muszę się podnieść i iść dalej choć to jest niesamowicie trudne do wykonania.

387 )
 Asia, lat 18data: 22.04.2007, godz: 22:09

proszę o wsparcie ... potrzebne jest mi bardzo ... bardzo ...

386 )
 Ela, lat 31, e-mail: ela.137@interia.pldata: 22.04.2007, godz: 21:55

Do słabodającej sobie z tym radę
Mam podobne doświadaczenia jak Twoje. Ciągłe niepowodzenia zniechęcają i odbierają radość życia i nadzieję że kiedyś to się zmieni. Ale mimo wszystko nie poddaję się choć też czasem trafiają mi się dni które przechodzą w tygodnie zupełnego czarnowidztwa i beznadziei. Tylko wiara pozostaje. Wtedy po prostu czekam kiedy Miłosierny Jezus oczyści moje serce i dusze ze smutku. Doświadczyłam już nieraz jak w jednej chwili On może napełnić serce nadzieją i radością.
JEZU UFAM TOBIE
Wiara dodaje mi sił każdego dnia, nawet wtedy gdy czuję się zupełnie bezsilna.
Czasem bardzo się boję że w końcu wpadnę w jakąś depresję ale On jest Lekarzem dusz więc ufam, bo przecież On dobrze wie ile zdołam udźwignąć.
Choć nie zmienia to faktu że boję się każdej chwili smutku...

385 )
 karinadata: 22.04.2007, godz: 21:49

do Słabo Dajaćej Radę- nie podałaś emaila, dlatego dziubię tutaj(P.Marcin w imie miłosci.. wybaczy:) masz rację wiele ludzi kogos w portalu szuka ale jednak są niezdecydowani jesli trzeba podjąć jakąś decyzję...choćby na spotkanie i o tym często decyduje zdjęcie.. łatwiej o poznanie się w spotkaniach na zywo, wtedy nie odrzuca sie tej osoby z góry, na podstawie wyglądu... wyjazdy, wczasy, spotkania w grupach, rekolekcje, pielgrzymki,wspólne wyjście z przyjaciółmi, zabawy a nawet dyskoteki, tak! znam przynajmniej 3 osoby które szukały partnerów głownie w miejscach "kościelnych".. a znalazły właśnie.. na dyskotece! .... choćby moja siostra, dwie koleżanki. I są to również odpowiedzialne osoby. Pan Bóg nas zaskakuje.. szukajcie a znajdziecie.. Miej nadzieję i szukaj...ile ludzi tak odnalazło swoje połówki... a ci którzy nie-chyba sie poddali i poprostu .. pozdrowionka;)

384 )
 Marta, lat 36data: 22.04.2007, godz: 21:18

Marcinie.......:):):) Z Tobą każdy miesiąc jest majem, a każda pora roku wiosną.....Marta:):):)

383 )
 słabo dająca sobie z tym radę, lat 30data: 22.04.2007, godz: 21:00

Chciałam jeszcze nadmienić, że nie jest tak, że ja biernie czekam na zmianę swojego losu. Próbuję dopomóc szczęściu poprzez choćby i nawet właśnie net. Z góry zatem dziękuję za podanie adresów randkowych katolickich portali, to miłe niezmiernie, że chcecie nawet w taki sposób wspomóc, ale znam adresy. Najgorsze jednak, że trafiam na ludzi, którzy jedynie z pozoru pragną odmiany swego losu, a kiedy zetkną się z pewnymi rzeczywistymi fakatmi nagle sami nie wiedzą, czego chcą i niczego nie są pewni. Czasem mam wrażenie, że jest spora grupa 30 latków, którzy myślą o zupełnie czymś innym niż założenie rodziny i ponoszenie wzajemnej odpowiedzialności za siebie. Dla niektórych wydaje się, że są inne wartości priorytetowe. Tylko po, co takie osoby oszukują siebie, ale przede wszystkim innych, że chcą czegoś innego? Narobią nadziei, a jak zobaczą, że związek robi się coraz bardziej poważny to potem uciekają. To jest smutne.:-(((

382 )
 Zuziadata: 22.04.2007, godz: 18:41

do Samiutka

Nawet nie wiesz jak bardzo cie rozumiem, czasem tak ciezko jest sie modlić i wciaż czekac, a tu zadnego znaku :((
Ale wierze ze moja cierpliwosć w konu bedzie wynagrodzona, cóż innego mi pozostaje-czekac i mieć nadzieję. Jeszcze jedno mnie podnosi na duchu JEZU UFAM TOBIE.
Pozdrawiam

381 )
 do Marcina karina+)data: 22.04.2007, godz: 18:41

Panie Marcinie, nie jestem mężatką:) przynajmniej jeszcze nie czuję się gotowa ale to chyba nie znaczy ze nie zyję wsród ludzi i już cos o tym wiem ... nie jestem tez psychologiem i nie korzystam z porad ksiązkowych , przynajmniej pisząc- piszę co myślę na podstawie doświadczeń nie tylko swoich ale tez innych, duzo jeżdzę, rozmawiam z różnymi ludżmi, słucham wykładów na ważne tematy....jesli chodzi o małzeństwo wiadomo nie mam tu żadnego doświadczenia ..małżeństwo to też odpowiedzialna i czasem nie łatwa droga choć nie przeczę ze piękna, nie wiem na jakiej podstawie myśli Pan ze oceniam małżeństwo jako brak miłosci...radości, ciepła...? itp... tego ja nie powiedziałam..Sama pragnę wstąpić w związek małżenski... :) Często czytam- słyszę, o braku porozumienia w małżeństwie, zdradzie, żalach, obwinianiu się ... wiem jak ważne jest odpowiednie przygotowanie się do tego..nie wystarczy tylko chcieć i wyobrażac sobie małzeństwo jako rozwiązanie problemu samotności... ile jest takich małżeństw nawet tu zdarzały sie takie osoby które czują się w nim samotne... Porad udzielam- gdyż jesli czuję ze mogę kogoś wesprzeć lub coś przekazać, robię to z potrzeby wewnętrznej. Sama również korzystam z porad tutaj zamieszczanych , chętnie je czytam i niektóre wypowiedzi bardzo mnie budują. Czasem jedno , dwa zdania są dla mnie bardzo ważną wskazówką. Nie mam odpowiedzi na wszystkie pytania czy rozterki... moje kilka zdań mogą być tylko kroplą w morzu...ale czy nie warto? Jako nastolatka miałam miałam różne przeżycia i dołki... wtedy jeszcze nie było Zródełka, a chętnie skorzystałabym wtedy z czyjejś wskazówki.. A jesli Panu przeszkadza moja widzialna obecność to mogę trochę pomilczeć:) czuje się usprawiedliwiona w końcu nie brakuje ludzi dookoła którzy chcieliby porozmawiać... *Pozdrawiam i prosze o Pana wpisy:) moze odnośnie małżeńskich..

380 )
 miradata: 22.04.2007, godz: 17:45

Do Kataryny
Bóg wie, kiedy człowiek jest najbardziej dojrzały do życia w wiecznośći i wtedy zabiera go z tego świata.
Pamiętaj,że Ci ktorzy kochali nas za życia, nie opuszczają nas po śmierci i nadal nas kochają, bo umrzeć, to zbyt mały powód, żeby przestać kochać.
W swoim życiu zdaj się na Boga, on może stać się Twoim osobistym przyjacielem, opiekującym się twoim tatą i waszą rodziną.

Niedawno (15 kwietnia) zmarł nasz znajomy - Matko Boża błagam Cię, błogosław Oli, Hubertowi i ich mamie. Pomóż im żyć po stracie ukochanego człowieka. Uproś im u Boga błogosławieństwo oraz siłę.

379 )
 do słabo dającejdata: 22.04.2007, godz: 17:36

Podaj maila,znam adresy katolickich portali dla poszukujących!!!

378 )
 Ela, lat 31data: 22.04.2007, godz: 16:52

Samotność ludzi koło 30 i starszych w dzisiejszym świecie staje się czymś normalnym i przerażająca jest skala tego problemu.
Moim zdaniem jest to wina niestety EGOIZMU, tego jak dzisiejszy świat kształtuje człowieka: mieć, być, posiadać. Mam jednak wrażenie, że wiele osób dostrzega to zło i stara się zmienić.
Dostrzegam otwartość ludzi na Boga i na drugiego człowieka, ich autentyczną wiarę. Także jesteśmy na dobrej drodze :) by zmienić świat na lepsze i by stać się lepszymi. Imponują mi ludzie, którzy nie wstydzą się swojej wiary, potrafią bronić swoich poglądów i bronić publicznie Boga.
Wspaniałe jest to, że zaczyna panować PRAWDA, wszelka obłuda i zakłamanie nawet jeśli są to po jakimś czasie są demaskowane.
Życzę wszystkim samotnym wspaniałych małżonków i cudownych rodzin.
Jedyna nasza nadzieja to zawierzenie bezgraniczne Bogu i nieustająca modlitwa o uleczenie.
Wkrótce w mojej parafi będzie uroczyste nawiedzenie Matki Bożej Jasnogórskiej, obiecuję modlitwę w naszej intencji :)

Szczęść Boże wszystikm Źródełkowiczom

377 )
 iskierka***, lat 18, e-mail: monis1988@onet.eudata: 22.04.2007, godz: 16:35

Wczoraj zginął tragicznie mój mały braciszek-kuzyn-Piotr-miał ...zaledwie 14 lat.Proszę bardzo o modlitwę...

376 )
 Caroladata: 22.04.2007, godz: 16:14

"dlatego módl się i rób wszystko żeby wypełnić wolę Bożą która objawia sie w pragnieniu które masz w sercu:)" Wiolinka pięknie to ujęłaś...

375 )
 maggie, lat 24, e-mail: maggie17@wp.pldata: 22.04.2007, godz: 15:58

Do Katarzyny: Rozumiem jak sie czujesz, bede sie za Ciebie i Twoja rodzine modlic. Ja stracilam mojego tate 9 lat temu, w Dzien Dziecka. Mialam wtedy 15 lat... Do teraz nie potrafie pogodzic sie z ta strata i bardzo mi go brakuje (fizycznie, bo wierze, ze duchowo jest w moim sercu). Mnie wtedy pomogla modlitwa, bez Boga w takiej tragicznej chwili upadlabym i juz nigdy bym sie nie podzwignela, bez woli zycia... Wiem, jak Ci jest ciezko i jak to boli, ale dodam, ze z czasem perspektywa sie zmienia, nabieramy dystansu, znowu zaczynamy sie smiac (na poczatku z wyrzutami sumienia...) i wreszcie mozemy przypomniec sobie dobre chwile z ukochana osoba, ktora stracilismy, bez lez... Zycze sily, odwagi i bliskosci Pana. On Cie otoczy ramieniem w tej trudnej chwili...

Do Kariny i Samiutkiej: Karina ma racje, ale wiem jak samotnosc boli. Powiecie, ze jestem mloda (co to jest 24 lata), ze mam czas, ale to nie umniejsza tego bolu. Juz od roku w moim towarzystwie wszyscy znajomi wokol sie zareczaja, pobieraja i generalnie same golabki, i to zarowno troche starsi, jak i troche mlodsi. A ja musze sie usmiechac, gratulowac i ze wszystkich sil radowac sie ich szczesciem (bo naprawde ciesze sie z nimi). I nie moge pokazac, jak to naprawde boli. Gdy czuje sie powolanie do zycia w rodzinie, chce sie byc zona i matka, czuje sie gotowa, wtedy chce sie wszystko JUZ, niecierpliwie. I trudno czekac cierpliwie. Wierze, ze z pomoca sw. Jozefa, do ktorego sie modle, spotkam tego przeznaczonego mi meza, ale rozwnoczesnie boje sie, ze to bedzie za pozno. Za pozno na dzieci, za pozno na mlodziencze i beztroskie uczucie, ze bede juz w wtedy zgorzkniala stara panna, ze swoimi zwyczajami nie do zmienienia. Dlaczego to wszystko jest takie trudne?

Pozdrawiam wszystkich zrodelkowiczow!

374 )
 słabo dająca sobie z tym radę, lat 30ldata: 22.04.2007, godz: 15:31

Dziękuję bardzo za odpowiedzi na mój wpis, Wszystkim którzy się wypowiedzieli. Z pewnych względów nie chciałabym podawać tutaj swojego adresu e - mail. Pragnę dodać, że ja wcale nigdy nie poszukiwałam księcia z bajki i nie poszukuję, ideału również, ponieważ ja sama nie czuję się księżniczką, ani nie jestem idealna. Poszukuję ciepła, wsparcia, mądrości życiowej - coś, co mam nadzieję mogę też ofiarować swojemu ewentualnemu partnerowi.Trudno powiedzieć na 100%, że na pewno jest się przygotowanym do małżeństwa, ale myślę, że jest kilka czynników, które mogłyby przemówić za tym, że mimo wszystko w dużym stopniu jestem przygotowana. A modlitwa? - oczywiście modlę się każdego dnia, tylko jakoś ostatnio brak mi wiary w to, że moje błagania się spełnią. Może i to źle świadczy o moim zaufaniu Bogu, ale skoro nie wiem, co jest mi pisane, a może właśnie ta samotność to ja nie wiem, czy będę się umiała z nią pogodzić. :-((( Słonecznego popołudnia niedzielnego życzę.

373 )


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej