Humor Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Pobierz Spowiedź Opowiadania Perełki

Jak w rodzinie

     W domu byliby wychuchanymi biedactwami. Tu nie mają czasu rozczulać się nad sobą i rozbudzają ukryte talenty. Micha! jest strasznie nerwowy i przeklina, ale wystarczy, że zobaczy koloratkę - od razu się wycisza. Iwona uwielbia muzykę, taniec i tu się realizuje. - Wychowawczynie mają dla nas dużo serca - mówi, ale nie ze wszystkimi można porozmawiać. Właściwie na 23 osoby mówią tylko trzy. Wychowankowie Katolickiego Stowarzyszenia Niepełnosprawnych przy parafii św. Marii Magdaleny na Bródnie to osoby z ciężkim i umiarkowanym upośledzeniem umysłowym. - Ale, ale - przerywa ks. Wojciech Zdun, tutejszy proboszcz. - Tak jak w śpiączce wielu pacjentów zachowuje świadomość i czucie, tak i oni mają ukryte talenty, których na zewnątrz może nie widać, ale trzeba je rozbudzać!

     Dziesięć lat temu Ligii Szczepaniak zmarł mąż. Z kim miała teraz wozić córkę z Bródna na Grochów? Postanowiła poszukać rodziców w podobnej sytuacji. - Chodziłam od bloku do bloku i pytałam, czy mieszkają tu niepełnosprawne dzieci - wspomina. - Znalazłam! Nie tylko takie osoby, ale i siły do działania.

     - Kiedy zobaczyłam panią Ligię, która powiedziała, że otwiera ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych, odżyłam - podkreśla Jadwiga Pośnik. - Myślałam, że po śmierci syna, po której zamknęłam się w domu, nie czeka mnie nic dobrego - opowiada. I tak nawzajem wszyscy dawali sobie wsparcie. Zebrali się w 15 osób. Znaleźli kąt w kościele, gdzie co tydzień spotykali się z dziećmi.

     - Kiedy bp Romaniuk erygował stowarzyszenie, uderzyliśmy do urzędów po pieniądze i odnowiliśmy pomieszczenia - wspomina Ligia Szczepaniak. - Przez te 10 lat przez ośrodek przewinęło się 40 osób.

     Wychowankowie uczestniczą w trzech grupach terapeutycznych: plastycznej, kulinarnej i ceramicznej. Rodzaj prac dostosowany jest do stopnia ich niepełnosprawności. Co miesiąc zmieniają grupę, by rozwijać się na wszystkich polach. Do tego są zajęcia ruchowe. Jacek pokazuje swój obraz - wyhaftowane słoneczniki. - Trzeba do tego cierpliwości. Ja jestem cierpliwy - mówi. -Zrobiłem już papieża, słoneczniki, zabieram się do pejzażu zimowego - dodaje. Swoje prace podopieczni ośrodka sprzedają podczas kwesty przed kościołem, dwa razy do roku. - Czują ogromną satysfakcję, kiedy ktoś zwróci uwagę na ich obraz - mówi Edyta Romańska, terapeutka z grupy plastycznej. W pracowni kulinarnej zawsze dużo roboty -najpierw trzeba zrobić zakupy, potem ugotować ciepły posiłek, a na koniec posprzątać. - Ja bardzo lubię gotować dla innych - przyznaje Marek. - Cieszę się, jak im smakuje.

     "Dzieci" biorą udział w igrzyskach sportowych, wystawiają sztuki - pożyczają nawet stroje z Teatru Narodowego! - Daje im to dużo radości, ale to także dużo ćwiczeń i trudna praca nad zapamiętaniem roli - przyznaje pani Ligia. Chłopcy służą do Mszy św., a ksiądz Darek zabiera ich na mecze. Dużo wychodzą: do kina, do teatru, na kręgle, wyjeżdżają na wycieczki, na turnusy rehabilitacyjne. - Niedługo idziemy do restauracji. Chodzimy w miejsca publiczne, by ich nie izolować, ale integrować - podkreśla Ligia Szczepaniak. - Obie strony - sprawni i niepeł- nosprawni - potrzebują wzajemnego oswojenia - dopowiada pani Jadwiga. - Społeczeństwo jest dla nas coraz bardziej życzliwe.

     Rzeczywiście, Katolickiemu Stowarzyszeniu Niepełnosprawnych pomagają Rada Osiedla, Spółdzielnia Mieszkaniowa, kluby osiedlowe, no i PFRON. -To, co robią księża z naszej parafii, jest nie do przecenienia - podkreśla pani Ligia. - Raz w tygodniu prowadzą 40-minutowe katechezy, spowiadają i rozmawiają z "dziećmi" o ich problemach. A i my sami znajdujemy u nich pomoc. Zarówno poprzedni, jak i nowy proboszcz są otwarci na nasze potrzeby.

     Niewiele by się jednak działo bez wychowawczyń terapeutek. - One rzucają ziarna na podatny grunt - ksiądz proboszcz używa metaforyki. - Kształtują postawę naszych dzieci. To bardzo ciężka praca! - Ale ogromnie satysfakcjonująca - dopowiada pani Edyta. - Kiedy na twarzach naszych wychowanków widzimy radość, wiemy, że coś wspólnie osiągnęliśmy.

     - Tu jest mój drugi dom. Mam tu przyjaciół. W domu nie ma co robić, a tu porozmawiam. Wszystkich lubię -mówi Marek. - Domową atmosferę stwarza pani Ligia, która jest dla dzieci jak mama - zaznacza Jadwiga Pośnik.

     - A rodzicom ośrodek daje spokój, bo wiedzą, że ich dzieci są tu nie tylko bezpieczne, ale i szczęśliwe.


Monika Odrobińska


Tekst pochodzi z Tygodnika

6 grudnia 2009


List pocieszenia List pocieszenia
Henri J. M. Nouwen
Sześć miesięcy po śmierci matki Henri J. M. Nouwen, pragnąc ukoić ból ojca po stracie najbliższej mu osoby, zaczął pisać do niego długi list. Snując rozważania nad znaczeniem śmierci, umieścił je w kontekście śmierci i zmartwychwstania Chrystusa... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]
O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej