Obalamy mity seksualne"Chciałbym mieć żonę dobrą w łóżku" - powiedział do kolegi młody mężczyzna. "Idź do agencji towarzyskiej. Tam najprędzej spotkasz swój ideał" - usłyszał w odpowiedzi.Ta zasłyszana niedawno historia stała się inspiracją do przeprowadzenia sondy wśród młodych mieszkańców stolicy. Zostali zapytani, co sądzą o wspólnym mieszkaniu pary przed zawarciem sakramentalnego związku, o stosunek do współżycia przedmałżeńskiego i rozwodów. Wynik może nie był specjalnie zaskakujący, ale jego skala - owszem. Na 30 respondentów tylko jedna osoba powiedziała, że zamierza poczekać z rozpoczęciem współżycia do ślubu, ale zawahała się pod naporem argumentów koleżanki. W niniejszym tekście przytoczono cztery najczęściej powtarzające się odpowiedzi. Ile w nich logiki i troski o związek, a ile mitów i przekłamań?
MIT PIERWSZY: Jedną z częstych przyczyn rozwodów jest niedopasowanie. Dlatego ja zamierzam dokładnie sprawdzić, czy dziewczyna do mnie pasuje pod względem seksualnym. W ten sposób uniknę przykrej niespodzianki w noc poślubną. (Michał, 19 lat) - Zawsze w zetknięciu z tym argumentem pytam młodych: W jakim wymiarze chcecie sprawdzić, czy do siebie pasujecie? - mówi Jacek Pulikowski, wykładowca Studium Rodziny przy Wydziale Teologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Fizycznym? Nie musicie sprawdzać, tu praktycznie każdy mężczyzna pasuje do każdej kobiety. Tak są nasze ciała zbudowane. Psychicznym? Też bez sprawdzania wiadomo, że nie pasujecie. Kobieta i mężczyzna mają z natury inne podejście do tej sfery. Co z tym fanten zrobić? Zasadniczy błąd polega na oczekiwaniu, że znajdę osobę, która będzie do mnie od razu dopasowana. Nic nie robić, tylko przyjść na gotowe. Tymczasem specjaliści podkreślają, że dopasowanie jest procesem, który potrzebuje specyficznych warunków, żeby się w ogóle rozpocząć. Wiedza z zakresu psychologii podpowiada, że zwłaszcza w przypadku kobiet otwarcie się w sferze współżycia wymaga poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Trudno o takie warunki w wolnym związku, kiedy partnerzy deklarują, że w każdej chwili mogą pójść każde w swoją stronę. Dopasowania nie można sprowadzać jedynie do aspektu seksualnego. Doświadczenia wieloletnich małżonków pokazują, że udane życie erotyczne zaczyna się nie poprzez udoskonalanie technik, ale przez budowanie jedności. Jeśli ludzie są ze sobą zjednoczeni w codzienności, wtedy w sposób naturalny są wyczuleni na drugiego także w sypialni. No dobrze - powiedzą młodzi - ale istnieje coś takiego jak różnica temperamentów. Jeśli będę miał inny niż współmałżonek? - To jasne, że tak będzie - tłumaczy Jacek Pulikowski. - Zwykle mężczyzna na początku związku jest seksualnie rozbudzony i pragnie zbliżeń częściej niż kobieta. Jeżeli związek rozwija się prawidłowo, z czasem to żona będzie częściej inicjowała zbliżenia. To potwierdza, że rzeczywiście dopasowują się!
MIT DRUGI: Nie popieram współżycia z byle kim i byle gdzie. Ale jeśli ludzie naprawdę się kochają, to nie widzę powodu, dlaczego nie mieliby wyrazić tego poprzez seks. (Aga, 24 lata) - Statystyki są nieubłagane. W małżeństwach, które rozpoczynały od współżycia przed ślubem, częściej dochodzi do zdrad i rozwodów - mówi Jacek Pulikowski. - To pokazuje fałsz powyższej argumentacji. Kocham cię, więc zrobię coś, co jest dla ciebie krzywdzące? Jak to się dzieje, że współżycie, które ma pogłębiać więź, prowadzi ostatecznie do jej obumarcia? - Rozpoczęcie współżycia na początku relacji daje wrażenie ogromnej bliskości - mówi o. Mirosław Pilśniak, dominikanin, duszpasterz małżeństw. -Przeżycia są tak silne, że mogą stworzyć iluzję obrazu drugiej osoby. Wtedy nie ma miejsca na poznawanie siebie nawzajem. Wszystkie problemy rozwiązuje seks. Zakładamy różowe okulary, które zdejmiemy dopiero, kiedy emocje osłabną, często za późno. Widać więc, że rozpoczęcie współżycia przed zawarciem związku małżeńskiego nie tylko nie pomaga lepiej poznać "drugiej połówki", ale wręcz przeszkadza. A co z wiernością? Można powiedzieć, że powstrzymanie się przed podjęciem współżycia jest nie tylko treningiem wytrwania w decyzji o wierności, gdyż uczy panowania nad sobą, ale też dowodem danym przyszłej żonie czy mężowi, że jestem w stanie być wierny. Nic nie daje gwarancji, ale czy fakt, że udało nam się żyć w czystości w okresie narzeczeń-stwa, mimo pokus, nie jest wiarygodną przesłanką, że możemy sobie ' ufać? Może więc "dać dowód miłości" oznacza dokładnie coś odwrotnego, niż zwykle w rozmówkach chodzącej ze sobą pary - właśnie wstrzemięźliwość? Zwłaszcza że to, co młodzi często uważają za miłość, jest tylko pożądaniem.
MIT TRZECI: Zanim zdecyduję się na ślub, zamierzam pomieszkać ze swoim chłopakiem. Przecież ludzie inaczej zachowują się na randce niż w domowych pieleszach. Nie chcę miesiąc po ślubie stwierdzić: Boże, za kogo ja wyszłam?! (Martyna, 17 lat) - Na taki argument zwykle odpowiadam: dobrze, spędzajcie razem całe dnie, a wieczorem niech każdy wróci do siebie - mówi Jacek Pulikowski. - I tu zaczynają się schody, ponieważ tak naprawdę większości chodzi nie o poznawanie się, ale o tę noc właśnie. Ale nawet jeśli obie strony mają czyste intencje i chcą rzeczywiście spać w osobnych łóżkach, to myślę, że jest to niepotrzebne wystawianie się na ciężką próbę. Utrudnianie sobie i tak skomplikowanego zadania. Zdarza się, że młodzi decydują się na wspólne mieszkanie z przyczyn czysto zewnętrznych, najczęściej finansowych. Wszystko drożeje, a tu wesele w perspektywie. Tak jest po prostu taniej - argumentują. Zdarzają się pary, które i w takiej sytuacji powstrzymują się od współżycia. Czy wtedy wszystko jest w porządku? Nie do końca. Chrześcijanin ma być znakiem i przykładem dla otoczenia. A skoro para przykładnych katolików mieszka ze sobą bez ślubu, jakie świadectwo daje znajomym i rodzinie? Wspólne mieszkanie nie daje zresztą gwarancji, że dobrze poznamy drugą osobę. - Mieszkając ze sobą ludzie poznają się w specyficznej sytuacji - mówi o. Pilśniak. - Jeśli wspólne mieszkanie ma służyć podjęciu decyzji, czy być razem, to oboje starają się dobrze wypaść. W praktyce dokonuje się eksperyment na drugiej osobie: czy sprawdzi się, możliwie we wszystkich sytuacjach. Tak nie buduje się miłości jako oddawania siebie, ale uczy się sprawdzania, czy drugi wystarczająco spełnia moje oczekiwania. Taka postawa przywodzi na myśl raczej wizytę w supermarkecie. Być może wszechobecna reklama uczy konsumpcyjnego podejścia także do miłości. Według tej logiki wybieramy zawsze to, co da nam szybki efekt bez wysiłku. Innymi słowy, chcemy znaleźć osobę, która bez konieczności pracy i kompromisów da nam natychmiastowy efekt w postaci udanego związku. Jeśli nie, to składamy reklamację i wymieniamy człowieka na nowszy model. Problem w tym, że zastosowanie marketingowych prawideł do materii tak delikatnej zabija miłość na starcie.
MIT CZWARTY: Trwanie w małżeństwie ze względu na przysięgę jest bez sensu. Jeśli ludzie przestają się kochać, to powinni się rozwieść. Mają prawo do szczęścia. (Kuba, 25 lat) Czy jeśli uczucia się zmieniają, to oznacza to koniec małżeństwa? Byłaby to kiepska wiadomość dla wszystkich małżonków. Zwłaszcza że, jak wiedzą nawet najbardziej liberalni seksuologowie, główną cechą emocji jest niestabilność. Uczucia zmieniają się w czasie - taka ich natura. Można by wysnuć wniosek, że wobec tego nie powinno się brać ślubu i płodzić dzieci. Bo jak tu ślubować miłość do końca życia? Okazuje się, że można. - Miłość jest decyzją troski o dobro współmałżonka niezależnie od uczuć - twierdzi Jacek Pulikowski. - Jeśli po latach moje uczucia do żony się zmieniły, to muszę zacząć lepiej dbać o uczucia, a nie wymienić żonę. - Wypalenie się początkowej fascynacji jest zaproszeniem do przejścia na inny poziom relacji - dodaje o. Pilśniak. - Jeśli człowiek nie przetrwa kryzysu i zdezerteruje, a później zacznie budować relację z inną osobą, to sytuacja będzie się powtarzała w kółko. Na tej drodze nie zbuduje się miłości. Można jedynie krążyć od zakochania do zakochania. ZBIÓR BZDUR Wygląda na to, że wystarczy trochę logicznego, niezależnego myślenia albo wiedzy wynikającej z życiowego doświadczenia, by powyższe "prawdy objawione" na temat pożycia okazały się banalnymi sloganami. Seksualna mitologia wylewa się strumieniami z kolorowej prasy, filmów, teledysków i reklam. Dlaczego się tam znalazła i czemu w takiej ilości? - Cała rzesza ludzi zarabia dziś na bałaganie seksualnym: producenci pornografii, antykoncepcji, właściciele agencji towarzyskich i klinik aborcyjnych - zauważa Jacek Pulikowski. - Gdyby wprowadzić ład, że jeden mężczyzna wiąże się na całe życie z jedną kobietą, że są sobie wierni i według tych zasad wychowują dzieci, wszystkie te biznesy padłyby w ciągu tygodnia. Ich solidarność to nie spisek światowy, a wspólnota interesów. Iwona Świerżewska
Tekst pochodzi z Tygodnika
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2021 Pomoc Duchowa |