Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Matka Boska na polskiej wsi

Reportaż z peregrynacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w pewnej diecezji

Ostatniego dnia mego pobytu w Rzymie znajomy ksiądz powiedział mi, że w najnowszym numerze "Awenire" był brzydki artykuł o Polsce, że dziennikarz znany z tego, iż pisze uczciwie, napisał po swoim pobycie na Boże Narodzenie w Warszawie, że Polacy to naród pijaków, że jednym słowem jest to naród pijaków, złodziei i w ogóle samo dno...

Smutno słuchać - artykułu nie miałam czasu przeczytać, odjeżdżałam, na lotnisku już tego numeru z dnia poprzedniego nie było.

Nie dyskutowałam z księdzem, bo cóż, referował przeczytany artykuł. Nie wiem, czy to prawda, że żaden naród więcej nie pije, i nie wiem, czy istotnie w Polsce najwięcej zabija się dzieci - ale o cóż chodzi? Gdyby choć jedno niewinne dziecko było zabite, nie więcej, to i tak hańba dla narodu!

W samolocie panienka podała polską prasę.

z której dowiedziałam się, że co miesiąc Polacy szmuglują ileś tam tysięcy litrów wódki do Szwecji i że ta Szwecja wobec tego sprytnego szmuglu jest bezradna - więc może to i lepiej, że nie wszystkie te litry wypijamy, no, a może gorzej, bo jeszcze rozpijamy sąsiadów!

Tak czy inaczej - "samo dno"!

Smutno.

Dziennikarz ponoć uczciwy, no, to ten naród już ma taką opinię - prymitywni, zdemoralizowani, pijacy i złodzieje.

Jak jechałam przez Rzym na lotnisko, na każdym skrzyżowaniu polskie chłopaki myją szyby samochodów, myją, a właściwie wiadomo, że jest to forma żebrania - pijacy, złodzieje i żebracy - no, ładnie! Prosto z Rzymu jechałam na wieś, spieszyłam się, bo do mojej rodziny w niedzielę miał przyjść obraz - wieś miała swoją peregrynację obrazu - obiecałam, bo ta rodzina to właściwie resztki wybitej przez wojnę licznej kiedyś rodziny: dziś wiele grobów na wiejskim cmentarzu, w domu dwoje starszych ludzi, więc żeby nie byli sami, goniłam tam jak najszybciej, bo kto poniesie obraz? Spieszyłam się - jechałam całą noc pociągiem, dalej znajomy ksiądz podrzucił mnie na miejsce - ale i tak spóźniłam się: obraz już był w domu, bo zachorowała sąsiadka - pogotowie parę dni wcześniej zabrało samotną kobietę, chałupa zamknięta i Matka Boska o jeden dzień wcześniej została tu przyniesiona. Obraz jest.

Ale nie tylko obraz - pusta zazwyczaj chata pełna ludzi. Zatrzymałam się w progu zdziwiona, jeszcze nigdy tu nie widziałam tyle osób - znajomi, sąsiedzi, daleka rodzina, nie wiem dokładnie skąd pól wsi! Nie ma mowy o samotności, w każdej izbie pełno - w największym pokoju, który dziś, pełen kwiatów, wygląda jak kaplica, na podwyższeniu króluje obraz - Nie byle jaki, ten obraz ma swoją własną historię - Inne diecezje dostają kopię z Częstochowy, a to jest ich własna - ten obraz wisiał lata w gminie, w urzędzie, przetrwał wojnę, a w roku 1949 złośliwa ręka współczesnego barbarzyńcy zdarła go ze ściany - zginął, zniknął. Sołtys wieczorem szedł przez wieś i ponoć zobaczył jasność bijącą z kąta za parkanem - podszedł - stara studnia, a z niej bije blask, zwołał ludzi, no, i znaleźli w starej studni wyrzucony ten obraz. Matka Boska z ciemną twarzą, z blizną na twarzy, w złotej szacie i w złotej koronie. Zanieśli obraz do kościoła, no, i tam był - z boku, bo w głównym ołtarzu też Matka Boska, inna trochę, też z ciemną twarzą i też w koronie złotej - Więc teraz, gdy w Roku Maryjnym zaistaniała na nowo sytuacja, że obraz ma wędrować od rodziny do rodziny, ludzie prosili, żeby to nie inny, ale ten ich obraz mógł wędrować. Ksiądz Biskup się zgodził, no, i wędruje - od kościoła wsiową ulicą lewą stroną do końca wsi, a potem wróci do kościoła prawą stroną. "Mój" dom jest ostatni po lewej stronie wsi - na końcu pod lasem. Obraz ubrany kwiatami, wstążkami, dookoła świece i pełno ludzi - cały dzień ludzie odwiedzają ten dom, klęczą, modlą się, najpierw idą do paradnej izby, gdzie Ona króluje, potem do gospodarzy - Przez cały dzień właściwie przesuwają się wszyscy - cała wieś.

Jest niedziela, ksiądz zapowiedział, że około piątej po południu przyjdzie z Panem Jezusem, bo gospodarz domu stary, słaby, już kościół dla niego za daleko, więc przyniesie Pana Jezusa - Ludzie śpiewają pieśni maryjne, proste, piękne melodie, głosy różne, czasem drżące starością, czasem dziecinne - dzieci mało, wieś na wymarciu, a jednak na tę uroczystość znaleźli się młodzi ze świata, bo to niezwykła uroczystość.

Przyglądam się ludziom - niektórych znam z dzieciństwa, niektórych tylko z nazwiska, choć inne twarze, o niektórych szepcze mi stara sąsiadka, która wszystko o wszystkich wie - Opowiada, że Matka Boska do piątej jest w jednym domu, około piątej schodzą się wszyscy, którzy chcą uczcić ten obraz i modlą się razem, potem przenoszą obraz do następnej chałupy i tak co dzień. I dziś tak, choć trochę inaczej, bo zawsze ludzie sami przenoszą obraz, a dziś niedziela i ksiądz przyjdzie - już idzie, dzwoni ministrant dzwoneczkiem i pieśni maryjne zmieniają się w pieśni adoracyjne: "witaj Jezu, Synu Maryi"; witają - ksiądz wnosi Przenajświętszy Sakrament, podnosi białą Hostię na tle ubranego kwiatami obrazu Matki Bożej - wszyscy klęczą, głowy pochylone, biją się w piersi.

Następnie razem chwalebna część Różańca - ksiądz teraz zaczyna, ludzie odpowiadają, a potem w drugiej izbie - bo w jednej nie da się pomieścić - szmer jakiś, coś się dzieje, ludzie szepcą - co szepcą? słucham, właściwie to nawet podsłuchuję, o co chodzi? Dyskusja: pójdzie czy nie pójdzie? Mowa o księdzu, czy pójdzie, czy nie - Nie rozumiem, ale chcę wiedzieć gdzie czy pójdzie? Sąsiadka mówi z pewnym zniecierpliwieniem, jakbym powinna wiedzieć:

- No, do tego zbója!

- Jakiego zbója?

Więc wreszcie mi wyjaśnia szeptem: w następnej chałupie mieszka zbój.

Nie Harnaś honorny, który bogaczom zabierał i rozdawał biedakom, ale zwykły złodziej - no, taki, jak z Historii żółtej ciżemki, zbój, który wkradł się nocą do kościoła i przez okno spuścił się kradnąc złociste świętości - Nie zdradzam tajemnicy - wszyscy siedzą, a jakże, był sąd.

Złodziej dostał dziewięć lat, odsiedział trzy, amnestia go puściła, no i jest teraz w tej następnej chałupie. Ciekawość, czy też ksiądz dobrodziej tam pójdzie - Musi nie pójdzie! gdzie by tam szedł do zbója! Szepty coraz wyraźniejsze, połowa mówi: nie pójdzie, inni: pójdzie, a reszta wciąż się modli - wreszcie jeden głośniejszy szept - pewnie, że pójdzie; jak Ojciec Święty poszedł do więzienia, do tego bandziora, co go postrzelił, to i ksiądz pójdzie do zwykłego złodzieja!

Koniec Różańca. Ustawia się orszak - Przed obrazem na haftowanej poduszce duży drewniany różaniec, przybrany też kwiatami - ten różaniec niesie młoda kobieta, wnuczka, nie rodzona, bo rodzonych nie ma, ale taka cioteczna - obraz bierze chłopak wyrostek, wysoki i chudy, przewyższa wszystkich o głowę, choć ma dopiero 15 lat.

Potem ksiądz, za nim wychodzą wszyscy ze świecami.

Co za sceneria: na dworze, gdzie cały czas było zielono jak nigdy w zimie, nagle zawieja śnieżna, sypią tak gęste płaty śniegu, że ziemia już jest biała, drzewa sadu. przez który przechodzimy, też - wieje wiatr - świece dygocą na tym wietrze, ludzkie dłonie ochraniają to światło - śpiew.

Noc ciemna, tylko te migocące świece i wicher, wicher głuszy śpiew, ci z przodu idą walcząc z wiatrem - sutanna księdza jak żagiel - pruje pod wiatr - ciekawość, skręci do zbója czy nie? Wiatr w oczy, wiatr jakby specjalnie odpychał od chaty "zbója".


Ogarniam wzrokiem cały ten pochód: jakież piękno w tym obrazie i jaka symbolika! Ja też myślę: skręci czy nie? Ale właśnie tylko przez momenet, bo za zakrętem już widać - widać ostatnią chałupę po drugiej stronie wsiowej drogi - przed furtką stoją ludzie, też ze świecami.

W furtce stoi mężczyzna - młody jeszcze o nalanej bladej twarzy, to on. Chłopak z obrazem skręca w tę furtkę - mężczyzna pochyla się i całuje obraz - odbiera z rąk chłopca i wchodzi do chaty, za nim ksiądz i wszyscy - i tu izba wystrojona - sąsiadka, ta, co to wie wszystko, mówi do mnie po cichu: w żadnej chałupie nie było tyle kwiatów!

Zima za oknem, a tu ogród, frezje pachną mocno, dużo ich, żonkile i boja wiem jak się te wszystkie kwiaty nazywają-stół zamieniony w ołtarz oczy rwie bogactwem kolorów! Znów pieśni "Witaj Maryjo".

Tam na koniec śpiewali: "Żegnaj", tu witają - ludzie klęcząc odmawiają Różaniec z księdzem i znowu pełno.

Tu więcej młodych, w środku kuchnia pełna ludzi, wielu zostaje w sieni - w izbie gorąco. Po Różańcu sąsiadka mówi mi o różnych osobach: to szwagier, a to syn. a to zięć - i dodaje: pani, tu są ludzie, co do siebie przez piętnaście lat słowa nie powiedzieli. a teraz się odwiedzają!

Odwiedzają się wszyscy, pokłóceni od lat sąsiedzi. zwaśnione od lat rodziny teraz przy tym obrazie podają sobie ręce.

Bo to nie tylko odwiedziny - przed przyjściem obrazu do domu rodzina się przygotowuje, idą do spowiedzi.

Patrzę na tych klęczących ludzi - twarze niektóre poorane, ręce sękate, szorstkie z pracy, głowy białe dziecięce i białe starcze, wszystkie pochylone; to nie minuty, to godziny mijają na tej modlitwie - i nagle czuję radość i ulgę, i myślę sobie: a cóż ten uczciwy włoski dziennikarz może wiedzieć o tym narodzie, o duszy tego narodu!

I myślę sobie, że ten naród jest jak., jak... no, na przykład, jak kula zatopiona w błocie!

Patrzysz, nie widzisz nic, gęsta maź błota, może jakieś śmiecie pływają w kałuży - ale wyjmiesz tę kulę z błota, oczyścisz, błyśnie ci szczerym złotem, złotem serca, zalśni ci srebrnym blaskiem czystej łzy skruchy! Bo ten naród, gdzie piją i kradną, i grzeszą, autentycznie wierzy w Boga i w Jezusa Chrystusa!

I ten naród naprawdę kocha Jego Matkę i dlatego może mieć nadzieję, że nie zginie - nie może zginąć!!!

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej