Pożegnanie
Cóż mi ze świata bajek,
ułud zdrojów gdy smutek dusi,
serce pustkę czuje?
kochać nie mogę,
wzbraniać nie potrafię
- sens swój marnuję...
czegoś wciąż pragnę
- zwracam myśl ku chwili,
gdy Ciebie w życiu spotkałam
raz pierwszy: świtem poranka,
radością nadziei
- po dzień dzisiejszy...
szukałam nadal szczęścia
swej pociechy, gdyś ranił ciągle
nic niewartą męką, nie dbając nawet
o me pomieszanie znojne udręką...
świat się zawalał z każdym
Twym pragnieniem by własną drogę
wytyczyć, nie zważać na krzyk
bezecnych, prośbę sprawiedliwych
- wiary przysparzać...
niegdyś Ci chciałam niebo
w ręce oddać, promienie jasne
i poranka ciszę, lecz Tyś mną
wzgardził... Ból ten tak okrutny...
- jak go opiszę?
mniejszym by było dla mnie
udręczeniem, gdybym Cię chociaż
przestać kochać mogła...
lecz Ty w mym sercu wciąż
jesteś obecny - wola zawiodła...
dziś Ciebie tracę na zawsze,
na wieki - nie czuję ulgi,
łzy z mych oczu płyną...
cóż Ci powiedzieć,
byś pamiętał nadal,
gdy słowa miną?
choć mnie raniłeś bez obaw,
w śmiałości, zniosłabym wszystko,
byle trwać przy Tobie...
tylko móc kochać,
tylko patrzeć w oczy,
ciągnąć ku sobie...
dziś znów Cię żegnam,
choć - dobrze pamiętam
- kiedy witałam,
przy ołtarzu stając,
by co dzień kochać,
co dzień nie być sobą,
życie zmieniając...
dzisiaj Cię żegnam
- nic już nie zostało
z mych marzeń, myśli,
planów i nadziei,
bądź zdrów, szczęśliwy,
ruszaj własną drogą
- Bóg Cię przemieni...
ja tu zostanę,
będę czekać wiecznie,
aż Pan wysłucha,
zabierze do siebie...
Ty idź swą drogą,
w końcu ostatecznie
spotkam Cię w niebie...
i nie przepraszaj
- słowa sens swój tracą...
doprawdy, nie wiem,
co jeszcze powiedzieć...
może, że Ciebie
kochałam naprawdę
- gdybyś chciał wiedzieć...
Dla A. - Iza

|