Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Związek z osobą będącą w związku małżeńskim

Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia, ale za to co z nimi zrobimy

Każdy człowiek chce odnaleźć swoją drugą połowę i mieć prawdziwą kochającą rodzinę. Czasem znajdujemy miłość - człowieka za którego oddalibyśmy życie....ale...no właśnie jest pewne "ale" - ten człowiek jest w związku małżeńskim. Wiadomość o tym spada na nas jak grom z jasnego nieba. Początkowo nie dowierzamy, potem usiłujemy tłumaczyć sobie, że to jeszcze nie koniec świata. Że takie rzeczy się zdarzają i że ostatecznie rozwody są dla ludzi, a życie to nie bajka. Jednocześnie wiemy, że to nie tak miało być, że miała być piękna, czysta miłość a potem biała sukienka i marsz Mendelssohna. Czujemy żal do Boga, że pozwolił nam spotkać tego człowieka, że tak się to potoczyło. W odruchu rozpaczy zwracamy się o pomoc, w nadziei, że ktoś powie, że miłość przezwycięży wszystko. Czujemy się wewnętrznie rozdarci. Stoimy na drodze na której są dwa drogowskazy: 1) Bóg, wiara, 2) rodzina zbudowana na gruzach innej.

Jeśli ten człowiek pozostaje w związku małżeńskim a znajomość z tobą traktuje jak przygodę lub odskocznię od szarej codzienności lub rodzinnych problemów sprawa jest w miarę prosta: od razu wiadomo o co mu chodzi. To jednak rzadko się zdarza. Częściej jest gotów (lub przynajmniej tak deklaruje) odejść od rodziny i związać się z tobą. Zanim mu uwierzysz przeczytaj co chcemy ci powiedzieć. Z góry zaznaczamy, że pisząc o związkach z osobą pozostającą w związku małżeńskim mamy na myśli zarówno związki wolnej dziewczyny z żonatym mężczyzną jak i wolnego chłopaka z mężatką, jednak z uwagi na zdecydowanie większą ilość listów pochodzących od kobiet w niniejszym rozdziale częściej piszemy o sytuacji gdzie to mężczyzna jest stroną już zajętą. Jednakże w równym stopniu dotyczy to obu płci!

Człowiek, który zostawia żonę z dziećmi nie jest wart zaufania, nie daje żadnej rękojmi, że nie zrobi tego powtórnie i nie jest godzien nosić miana prawdziwego mężczyzny. Mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją kobietę, za swoje dzieci. Jeśli tego nie robi nie jest wart żadnego zainteresowania. Jeśli nie ma oporów by odejść od kobiety, która poświęciła mu kilka lat swojego życia, być może urodziła jego dzieci, gotowała mu i prała jego brudne skarpetki i ofiarowała mu samą siebie i to co miała najdroższego (nie, nie mówimy tu o dziewictwie, mówimy o sercu i miłości) to nie ma żadnych oporów. Nie daje żadnej gwarancji, że tym razem będzie inaczej. Przeciwnie, swoim postępowaniem daje dowód tego, że jest zwolennikiem łatwych rozwiązań. Pomyśl logicznie: skoro jest gotów zostawić rodzinę, którą założył poprzez sakramentalny związek z kobietą, którą wybrał w wolności to o ileż prościej będzie mu - w razie jakichś trudności - zostawić ciebie, z którą nie wiążą go żadne śluby. Żadne przysięgi i deklaracje nie są w jego ustach wiarygodne. Człowieka poznajemy po działaniu. Można wiele mówić i może z tego nic nie wynikać. Można milczeć a dokonywać wielkich rzeczy. Jezus powiedział: "Po owocach ich poznacie". Jaki owoc wydaje ten człowiek? Który zamiast budować burzy a zamiast wspierać pozostawia? Jakie wydaje o sobie świadectwo? Jeśli myślisz, że z tobą będzie inaczej mylisz się. Pomyśl: gdybyś miała chłopaka, a on by się tak zachowywał w stosunku do innej dziewczyny to chyba nie byłabyś zachwycona, a co dopiero gdybyś miała męża, którego kochasz, za którego wyszłaś za mąż, z którym przeżyłaś swoje życie, któremu oddałaś siebie samą i owocem waszej miłości są dzieci. Jaki to musi być straszny ból dla takiej żony, prawda? Wyobraź sobie jeszcze jak byś zareagowała, gdyby to twój ojciec się tak zachowywał w stosunku do jakiejś kobiety krzywdząc twoją mamę i ciebie? Czułabyś bunt, prawda? A zatem zostaw go po to, by nie dawać mu okazji do grzechu, po to, by dochował przysięgi małżeńskiej, by mógł być mężem i ojcem dla swych dzieci. Nawet jeśli on sam będzie innego zdania twoim obowiązkiem jest odejść.

Czasem jednak jest tak, że formalnie nie ma żadnych przeszkód aby być razem bo ten człowiek jest już po rozwodzie. Czasem nawet nie ma dzieci, więc wydaje nam się, że nikogo nie skrzywdzimy. Czasem rzeczywiście jest tak, że to on jest stroną pozostawioną przez żonę bez (lub prawie bez) swojej winy. Tłumaczymy sobie, że on przecież też jest człowiekiem, też zasługuje na miłość i ciepło, że to nie jego wina, że żona odeszła. Czasami faktycznie należałoby się zastanowić czy to małżeństwo było w ogóle ważnie zawarte, bo jeśli nie to rzeczywiście nie ma sensu całe życie cierpieć za niedojrzałość drugiej strony. Ale uwaga! Jeśli tak jest w istocie to najczęściej strona poszkodowana już wcześniej ma tego świadomość i podejmuje stosowne kroki zmierzające do stwierdzenia nieważności małżeństwa (nie unieważnienia małżeństwa - jak to się niektórym wydaje). Podejmuje jednak te kroki bo wie, że są ku temu podstawy i robi to dla siebie a nie z powodu kogoś z kim chciałaby się ponownie związać. Jeśli zaś takich kroków przez kilka lat nie podejmuje to jest 99 % pewności, że ma świadomość braku podstaw lub sama przyczyniła się do rozstania. I wtedy jest ogromne prawdopodobieństwo, że to my nie znamy całej prawdy.

Naturalnie, że on też jest człowiekiem. Często bardzo zranionym, często rozumiejącym gdzie popełnił błąd, ale któremu nie dano szansy by ten błąd naprawić. Czasem ma dwadzieścia kilka lat i "zmarnowane" życie. Pytamy więc siebie, pytamy Boga czy dla niego nie ma już nadziei, czy on nie ma prawa do szczęścia, do rodziny, czy musi już do końca życia być sam. Ten człowiek - jak każdy - zasługuje na miłość. Ma prawo kochać i być kochanym. Ale kochać i być kochanym dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. On, przed laty dokonał pewnego wyboru. Świadomie i w wolności ślubował miłość kobiecie, która została jego żoną. W sakramencie małżeństwa Bóg tę ich miłość uświęcił i pobłogosławił. Dał im tę miłość jako dar i zadanie. Dał im też wszelkie potrzebne łaski do wytrwania pomimo trudności, siłę do pokonywania tych trudności i mądrość, by wiedzieli jak się do tego zabrać. Bóg nie obiecał, że zawsze będzie słodko, ale obiecał, że cokolwiek by się działo On zawsze będzie przy nich. I nadal chce przy nich być. Chce im pomóc i chce by nadal byli razem. Dla niego zatem prawo do miłości to - w wymiarze oblubieńczym - prawo kochania swojej żony i uczynienia wszystkiego by oboje znów byli szczęśliwi. Nawet jeśli on jest formalnie "wolny" to wiesz, że dopóki jego żona żyje to nawet żeby byli po dziesięciu rozwodach to ona do końca życia jego żoną będzie. A zatem przynajmniej teoretycznie możliwe jest ich wspólne życie, ich powrót do siebie. A skoro tak jest to jeśli ty się z nim zwiążesz to im ten powrót do siebie uniemożliwisz. Pomijając to czy oni do siebie chcą wrócić czy nie. Ale życie jest długie i niesie ze sobą nieprzewidziane sytuacje. Nawet więc jeśli nie wrócą to ty im tego nie uniemożliwisz.

Jako osoba wierząca wiesz więc co powinnaś wybrać. To mówi rozum. Z drugiej strony stoi serce, które rozpaczliwie domaga się miłości. I choć przyznajesz rację wszystkim swoim racjonalnym argumentom Twoje uczucia żyją swoim własnym życiem. Mówisz sobie: a jeśli nikogo już nie spotkam? Jeśli zostanę sama? On jest przecież dokładnie takim człowiekiem o jakim marzyłaś. Chcesz potwierdzeń, że możecie być razem pomimo wszystko. Jednak to co w sobie budujesz od lat, twoje zasady, przekonania i wiara nie pozwalają na proste poddanie się uczuciu. Ciągle masz świadomość, że jak wybierzesz jego to będziesz żyć w nieustannym konflikcie sumienia, z nieustannymi wyrzutami i tak naprawdę nie będziesz do końca szczęśliwa, bo jak możemy być szczęśliwym jak coś nas "zżera od środka", gdy targają nami wyrzuty sumienia. Masz pretensje do Boga, że go postawił na Twojej drodze, że Ci go w ogóle dał a teraz nie pozwala z nim być. Ciągle szukasz potwierdzeń u wszystkich, że się uda, że możecie być szczęśliwi. Ale nadal wiesz, że nie można być szczęśliwym bez Boga.

Jeśli przydarzyła ci się taka miłość, jeśli nie wiesz jak dalej żyć i czujesz się winna posłuchaj co chcemy ci powiedzieć. Jeśli jesteś na rozstaju dróg i nie wiesz co masz zrobić wiedz, że nie jest to sytuacja bez wyjścia. Uwierz, że da się to przeżyć, da się z tego wyjść.

Przede wszystkim nie możesz się winić za to, że pokochałaś tego człowieka. Tak jak wielokrotnie wcześniej pisaliśmy nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze uczucia ale za to co z nimi zrobimy. Sam więc fakt, że do tego doszło nie jest grzechem. Naturalnie jeśli wiedziałaś wcześniej o jego sytuacji nie powinnaś pozwolić na to, by wasza relacja stała się tak bliska. Być może wcześniej należałoby wycofać się z tej znajomości. Czasem jednak na pewne rzeczy nie mamy wpływu, czasem jesteśmy zmuszeni do ciągłego kontaktu z tym człowiekiem np. w pracy lub o fakcie jego małżeństwa dowiadujemy się na takim etapie związku i zaangażowania uczuciowego, że zerwanie kontaktów nie jest już takie proste.

Bez względu na to jak doszło do tego, że kochasz kogoś kto jest żonaty teraz potrzebujesz pomocy i wskazówek jak uwolnić się z tego związku. Jednocześnie to musi być twoja suwerenna decyzja, twój wybór. Musisz poczuć, że tego chcesz i że to jest najwłaściwsze wyjście.

Dlatego na początek musisz wyobrazić sobie siebie w obu sytuacjach: jak wygląda twoje życie gdy z nim zostajesz i gdy odchodzisz. Żeby wybrać trzeba dokonać bilansu.

Musisz wiedzieć, że w przypadku wspólnego życia wcale nie musiałoby być tak, że "za karę" spotkałyby was wszystkie plagi egipskie i to w podwójnym wymiarze. Być może bylibyście ze sobą "szczęśliwi" i żylibyście w zgodzie. Być może mielibyście dzieci, które nie sprawiałyby problemów wychowawczych. Być może nie mielibyście problemów materialnych, a obie rodziny zaakceptowałyby wasz związek. Może rozwinęlibyście się intelektualnie i oboje mielibyście satysfakcjonującą pracę. I oboje dożylibyście w spokoju starości, wspierając się wzajemnie. Może... Ale w tym wszystkim nie byłoby Bożego błogosławieństwa. Być może myślelibyście, że nie robicie nic złego i że to był słuszny wybór, skoro dobrze wam się dzieje. A myślelibyście tak dlatego, że powoli i niepostrzeżenie zmienilibyście swój światopogląd. To zaś wiązałoby się z daleko idącymi konsekwencjami. Najpierw zaczęlibyście tolerować takie związki jak wasz, potem ta tolerancja zataczałaby coraz szersze kręgi, w końcu miałaby wpływ na wychowanie dzieci. A to już byłaby bardzo poważna sprawa, bo tu chodziłoby o kształtowanie sumień i całego życia nowych ludzi. Wy jednak prawdopodobnie nie mielibyście wyrzutów sumienia, bo byłoby ono "znieczulone". Utracilibyście coś bardzo cennego - wiarę. Ten niezasłużony dar, który jesteśmy zobowiązani rozwijać i którym jesteśmy zobowiązani dzielić się z innymi.

Z kolei w przypadku zrezygnowania z tego związku nikt nie da ci gwarancji, że wszystkie problemy rozwiążą się same i nagle ogarnie cię anielska błogość z dobrze dokonanego wyboru. Nikt nie zagwarantuje, że znajdziesz męża i będziesz miała szczęśliwą rodzinę. Że od tej pory wszystkie twoje troski znikną. Najprawdopodobniej wcale od razu tak nie będzie. Najpierw bowiem będziesz musiała stoczyć ciężką walkę z samą sobą i być może z nim - jeśli on będzie gotowy na każde rozwiązanie albo nawet będzie o ciebie walczył. Będziesz musiała - i to będzie najbardziej bolesne - patrzyć jak wasza miłość umiera, jak to co budowaliście przez czas spędzony razem legnie w gruzach. Wiele razy poczujesz się bezsilna. Będziesz czuła się tak jakbyś stanęła przed ogromnym głazem, którego sama nie ruszysz. Jednak najważniejsze będzie to, że nie będziesz w tym sama. Po twojej stronie będzie Bóg, który będzie Cię wspierał. A jeśli to Bóg będzie z tobą nikt nie będzie przeciwko tobie. Nikt cię nie pokona, nic złego ci się nie stanie. Wylejesz wiele łez i wiele wycierpisz ale zachowasz to co najcenniejsze: swoją wiarę. A jeśli ją ocalisz odniesiesz zwycięstwo. Ten głaz ruszy sam Bóg. On ukoi twoje poranione i rozdarte serce. On sprawi, że te blizny będą dowodem twojej siły i od tej pory nikt nie będzie w stanie cię pokonać. One będą świadczyć o tym, że przeszłaś próbę zwycięsko.

Jeśli myślisz co zrobić wyobraź sobie te dwa scenariusze, wyobraź sobie was za rok, za pięć i piętnaście lat. Wyobraź sobie codzienność i święta. I zdecyduj co wolisz: czy chwile pozornego szczęścia, zaspokojoną potrzebę ziemskiej miłości ale bez sakramentów czy drogę teraz trochę niepewną, teraz trochę samotną, bez żadnych gwarancji ale z czystym sumieniem, z poczuciem dobrze dokonanego wyboru i z Bogiem na co dzień.

Sądzeni będziemy z miłości. Ale z miłości prawdziwej. Z miłości do kogoś a nie tylko do siebie. Z tego co dla kogoś uczyniliśmy a nie tylko dla siebie. I teraz Droga dziewczyno przeczytaj uważnie, bo to będzie najważniejszy fragment. To będą najważniejsze słowa, które chcemy ci przekazać.

Po prostu: jeśli kogoś kochamy to chcemy jego dobra, prawda?

Największym dobrem jest zaś pragnienie zbawienia dla osoby, którą kochamy. Dlatego właśnie to dobro mu ofiaruj jako swój miłosny dar. Nie ze względu na siebie tylko na niego.

Jeśli go kochasz to nie możesz przyczyniać się do jego upadku i grzechu. Czyli: nawet gdybyś miała inne zasady, gdyby ci było wszystko jedno i twoje zbawienie byłoby ci obojętne to powinnaś zrobić to dla niego. Ponieważ jednak jako chrześcijance nie powinno ci być to obojętne to tym bardziej musisz być konsekwentna, bo tylko w ten sposób ocalisz siebie i jego. Zrób zatem ostatni i najprawdziwszy gest tej miłości i zostaw go, by to zbawienie sobie i jemu zapewnić, a przynajmniej w tym nie przeszkadzać.

Jeśli już wiesz, że to jedyna słuszna droga pozostaje ci konsekwentnie realizować to wszystko o czym tu mówiliśmy. Teraz musisz wygrzebać się z dołka i dojść do etapu, kiedy naprawdę będziesz przekonana, że jesteś pełnowartościowym człowiekiem i przestaniesz panicznie bać się samotności. Musisz także zacząć ratować siebie. Musisz być teraz twarda.

Nie możesz się nad nim rozczulać, nie może Cię wzruszać to, że jest nieszczęśliwy. Nawet jeśli będzie cię błagał o spotkanie, jeśli znajdzie tysiące pretekstów, żeby się z tobą zobaczyć musisz być silna. Nieraz będzie ci serce krwawiło, nieraz będziesz chciała wziąć na siebie cały ten ból, byle tylko on nie cierpiał. Możesz prosić o to Boga, możesz się o to modlić, ale absolutnie nie wolno ci się nad nim rozczulać. Jeśli nie będziesz konsekwentna cały wysiłek pójdzie na marne. Nie bój się, że on będzie cierpiał, że o tobie źle pomyśli, że będzie się czuł odrzucony. Nawet gdyby tak było (a zapewniam cię, że on jako inteligentny człowiek też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że twoje postępowanie jest jedynym słusznym - choćby temu zaprzeczał) to jedyna droga. Pamiętaj, że kochać dla niego oznacza co innego niż dla ciebie. Być może kilka razy się złamiesz, ale podnoś się i uparcie idź wybraną drogą. Być może on będzie wiedział jak Cię "podejść". Gdy zobaczy, że decyzja jest ostateczna, że ty jesteś pewna tego co robisz będzie próbował różnych sposobów, by cię przy sobie zatrzymać. Będzie brał cię na litość, wzbudzał poczucie winy lub udawał, że cię nie potrzebuje. Nie ulegaj. Po jakimś czasie zobaczy, że zamierzasz trwać w dokonanym wyborze i prędzej czy później da ci spokój. A ty wbrew pozorom zwyciężysz. I tu już nawet nie będzie chodziło o to, że będzie to wygrana walka ze sobą i swoimi słabościami ale o to, że zachowasz wiarę i będziesz mogła spojrzeć w oczy Jezusowi. I co najważniejsze - zrobisz to nie tylko dla siebie, ale dla tego, którego teraz kochasz i dla swojego przyszłego męża, którego Bóg postawi na twej drodze. Bo możesz być pewna, że te cierpienia Bóg - tak jak Hiobowi - wynagrodzi ci w dwójnasób. Nagrodą będzie spokojne sumienie w tym życiu i życie wieczne w przyszłości.

Jesteś w stanie tego dokonać. Jesteś w stanie tak wybrać. To się nawet po ludzku "opłaci". Pamiętaj: w życiu trzeba dokonywać wyborów słusznych a nie wygodnych.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


   

Wasze komentarze:
 Magdalena: 13.07.2021, 04:17
 Sluby koscielne powinny byc od 50 roku zycia . Skoro nie mozna ich anulowac bo zawarte wczwsniej spisuja potem zwyczajnie ludzi na starty i zycie w poczuciu winy . Skonczyl by aiw problem . Ile samobojstw jest z tego tytulu ,ze ktos nie moze z kima byc bo slub koacielny ... Jestem osoba wierzaca ,ale nie wierze w yo by Bog wlasnie widzial milosc w ten sposob
 ktos za rogiem: 24.03.2021, 15:30
 Jestem gay od 1,5 roku mój partner po 15 latach bycia ze mną ma romans z chłopakiem młodszym od nas o 18 lat.przechodzę katorgie, wmawia mi że jestem nikim, błazen haha, nikt nie jest za tobą, zakała rodziny, a mimo to czekam co dziennie aby sie zmienił lecz jest coraz gorzej . mam epizot skonczenia z tym i po 1 prubie samobujczej myslałem że to się zmieni, nie widze sensu życia po tym wszystkim , kłamstwa manipulowanie mną zniszczyło we mnie chęci do zycia. Nikomu nie zaufam , dużo ludzi z naszego otoczenia nastawił na mnie. Chodze czasami wieczorami po ulicach i płacze aby nikt mnie nie widział w dzień , on ma pieniądze ja nic bo przez tyle lat wierzyłem mu, odważe się kturegoś dnia i na skrzydłach polece w strone nieba bo tu przez tyle miesiecy ludzie którzy mnie otaczali to zrozumiałem że gdy masz pieniądze jesteś kimś a bez pieniędzy jesteś nikim, może gdzieś za rogiem widzisz smutnego męzczyzne z puszczoną głową w duł, szlochającego , gdzie ostatkami sił idzie przed siebie tylko nie wie gdzie. Dałeś mi nadzieję ktura była stuczna wiec jedno że kiedyś zła karma wruci i do ostatnich chwil kocham cię i będę czekał tam gdzie śfieci słońce i nie ma bulu, przez tyle miesiecy walczyłem mimo mojej choroby, moze kiedys to odczytasz lecz nie ma innego wyjścia . Moje serce nalezy tylko do ciebie , badz szczesliwy , ja poczekam tam na moscie przed bramami nieba, gdy cię ujrze przybiegne i namietnym pocałunkiem przywitam i pujdziemy w magiczne miejsce kc Dodaj komentarz
 Kama: 16.03.2021, 23:23
 Dobrze a jak zrozumieć gdy facet po 15 latach małżeństwa i z 3 dzieci zostawia Cię dla innego faceta mówiąc że nigdy Cię nie kochał. A Ty oddajesz mu wszsytko: całą swoja młodość, całe swoje serce i całe swoje życie podporządkowujesz jemu. Jak z tym sobie poradzić?
 Bóg jest miłosierny a nie karz: 09.03.2021, 09:51
 Straszne bzdury. Jaki musiałby być Bóg, żeby pałał się naszym bolem. Tylko Bóg jest nieomylny, a człowiek ma jedno życie. Szok jak zaczynamy wszystko interpretować sami. To nie średniowiecze, że mamy się umartwiać za życia by dostapić raju. Zostałam tylko z mężem z poczucia obowiązku, zostałam z nim bo uważam, że nie mogłam zabrać mu dzieci. Czy dobrze, może dla niego, bo od 10 lat kocham innego. Zmarnowałam swoje życie, dla jego dobra. Nie cierpię siebie za to. On nie potrzebuje ze mną rozmów, miłości, tak naprawdę wystarcza mu 2xw miesiącu błyskawiczny sex, obiad, wyprana koszula i samotny telewizor. Razem podjęliśmy taka decyzję, z moją prawdziwa miłością, spotkaną za późno, że nie można rozbić życia dzieciom. Tu nic nie ma Bóg do czynienia tylko odpowiedzialność ludzka. W ciszy serca dziękuję chociaż za chwilę prawdziwej miłości, za to że czułam się kochaja chociaż przez chwilę. I właśnie jestem zła że zostałam za bardzo wychowana w religii w domu bo zmarnowałam swoje życie, uszczęśliwiając innych. Za to na pewno będę musiała odpokutować, za zmarnowane życie i życie udawane.
 marci: 28.09.2020, 00:04
 no niestety tak jest to racja ze to my sami decydujemy co robimy co deklarujemy niestety bylem z kobieta 9 lat ożenilem sie z nia zalozylem rodzine a ona zabrala dzieci i uciekla z kobieta to dopiero numer do dzis po 3 latach ciezko mi w to uwierzyc ale tak jest mam dwojke dzieci blizniaków chlopcow no niestety nie mam do nich praw widze jak cierpia z powodu rozbitej rodziny niestety musza mieszkac z swoim oprawca ktory im rozbil rodzine kochanka jej namawiala ja do tego zeby uciec z dziecmi wiec ja winie przez to kochanke ale sama jest tez winna a najbardziej to cierpia w tym dzieci niestety ae nie kazdy to rozumie
 Magda: 24.06.2020, 11:04
 Mam 32 lata , wcześniej nie ułożyłam sobie życia , mój ojciec bił matkę , mnie , rodzeństwo z dnia na dzień , 10 lat temu, opuściliśmy rodzinny dom. Mamie zostały do spłaty ojca długi bo zmuszał ja do brania kredytów , zrobił z niej wrak człowieka. Był czas , że mieszkaliśmy nawet w busie kolegi . Najlepsze lata mojego życia spędziłam na podnoszeniu siebie i rodziny z tej trudnej sytuacji. No i zaczęłam rozglądać się teraz za partnerem życiowym. Tak stało się , że uczucia powędrowały do faceta bez dzieci , po rozwodzie cywilnym oczywiście znajomość odpuściłam z racji wiary, wybaczyłam sobie to , że pozwoliłam sobie na tak bliską znajomość. Facet ten nie chce przechodzić piekła długiego stwierdzania nieważności małżeństwa, nie widzi szans , jest wykształcony w wielu dziedzinach , w małżeństwo sakramentalne wstąpił trochę nieświadomie, obydwoje z żoną skłamali , że chcą dzieci a tak naprawdę wychodzili z założenia , że dzieci nie chcą. Był to błąd młodości, jest świadomy , że tym ślubem zmarnowali sobie życie ale nie ma siły na te procesy.W moich słowach będzie żal ale myślę , że kościół katolicki jest przyczyną tych ludzkich tragedii. Ślub który jest tak ważny można wziąć praktycznie z marszu , załatwiane na szybko kursy itp Kobieta za współżycie nie dostaje rozgrzeszenia ale już w 8 miesiącu ciąży ślub może brać, gdzie w większości przypadków bierze go pod presją otoczenia . Żeby zostać księdzem , zakonnicą trzeba lat przygotowań , nikt nie dopusci do odprawiania mszy człowieka po kursie wieczorowym ale już do małżeństwa tak. Wracając do poszukiwań dziękuję serdecznie za wszystkich kawalerów po 30 mających za sobą wiele związków (byli cwansi bo ślubów nie brali) , mających dzieci porozrzucanych po okolicy albo nadal mieszkających z mamusiami, które wszystko przy nich robią itd. seksoholików, hazardzistów itp Nadzieja jest ...ale czasem bardzo , żałuję że odrzuciłam tego rozwodnika .
 ANia: 17.05.2020, 19:24
 Jestem w związku niesakramentalnym od 22 lat, dwoje dzieci, modliłam się o nawrócenie partnera, o ślub sakramentalny, nie było mi dane do dzisiaj. Walka z partnerem, i ciąłe nie, nie, tylko cywilny, nie chciał mi nawet dać konkordatowego, bo sam fakt księdza i kościoła przyprawia go o ciarki. Żyjemy osobno od 2 lat, a koło mnie zaczęło się kręcić i interesować mną sporo mężczyzn. Sama mam oczywiście słabość do jednego z nich. On również jest w związku, po ślubie, ma żonę która nim manipuuje, nigdy nie chciała dzieci, powiedział że jak kogoś pozna to od niej odejdzie. Ponieważ dzieli nas odległość 1500 km, piszemy do siebie i dzwonimy. Codziennie. On szuka kobiety która go pokocha, bo tamta mu wyznała, że nic do niego nigdy nie czuła. A ja mam pocharatane serce, byłam na skraju załamania psychicznego. Nieszczęśliwa. Teraz jest o wiele spokojniej. Lepiej, jestem sama, ogarniam dzieci i zaczynam od nowa. Jest mi trudno jednak odejść od partnera, mimo wszystko, mimo całego zła, jego oportunizmu i biliona błędów. Wpadłam w zauroczenie i wiem że jak wrócę do starego miasta, to się z tamtym mężczyzną spotkam. Chyba że Bóg zmieni moją decyzję.
 Anita: 23.04.2020, 21:45
 Kiedy mój mąż mnie opuścił, byłem załamany, ale dr Jacob pomógł mi rzucić zaklęcie miłości, które przyniosło mu z powrotem do mnie Jacobman41@outlook. com
 lilian: 15.04.2020, 13:28
 Mój mąż mnie zostawił, ale Dr Jacob Pomóż mi rzucić zaklęcie miłosne, które przywiodło go z powrotem do mnie, Jacobman41@outlook. com, Dziękuję panu


 Isabella: 24.01.2020, 10:24
 Mam świetną informację dla wszystkich na tym forum. Czy słyszałeś o rzucającym zaklęcia, dr Ogundele? Ten człowiek przywiózł mojego męża, który opuścił mnie na 7 lat w ciągu 24 godzin ze swoimi mocami, mam na imię Isabella, jest prawdziwy, skontaktuj się z nim na jego czacie WhatApp lub Viber: +27638836445.
 Marta: 13.01.2020, 19:01
 Wspaniały i pouczający tekst. Dziękuje
 Janusz: 30.12.2019, 20:39
 Prawda, złe i nie moralne. Nigdy nie zbuduje się swojego szcześcia na krzywdzie innego człowieka. Mam 34 lata, a cierpię już dwa lata, ona mężatką z dziećmi, ja kawaler. To cierpienie trwa co dziennie i bez wytchnienia, czy to w dzień czy w nocy. Ona finalnie po 9 mięs. romansu mnie porzuciła i zdradziła z facetem o którego byłem zazdrosny. Nigdy nie byłem zazdrosny, bo nic mi nie brakuje jako mężczyźnie ale tu mi coś nie grało w jej zachowaniu. Odnośnie tzw. karmy...to bzdura! Zmieniła pracę na lepszą, nawet uzyskała awans, zabrała dzieci i się z mężem też rozwiodła. A parę miesięcy wcześniej mówiła, że kocha mnie nad życie ale nie może dziecią rozbijać rodziny i płakała dlaczego Bóg nie pozwolił nam się spotkać wcześniej. A ja czuję że sobie zasłużyłem na taki los, ale nie potrafiłem wygrać z sercem. Pokochałam ją całym sobą, broniłem się przed tym ale nie dałem rady. Słaby jest człowiek, sam ze sobą przegrałem. Doszła do tego depresja, która leczę. Zacząłem uprawiać również regularnie sport, dużo pracuje, poznałem nowych ludzi i ciągle wychodzą z domu - zajęcia dodatkowe, teatr, kino. Podróżuje za granicę kilka razy w roku. I tak już od dwóch lat. Byłem u spowiedzi, płakałem jak dziecko, dostałem rozgrzeszenie to płakałem jeszcze bardziej. Byłem u psychiatry, zbadał mnie i powiedział, że jedyne co może zdiagnozować to to, że jestem nieszczęśliwy i przechodzę coś w rodzaju żałoby. Terapeuta wspiera mnie cały czas i przyjaciele. Staram się wybaczyć sobie i jej, rozumiem logicznie i moralnie to wszystko...Ale mimo moich wszystkich starań, nie jestem w stanie nikim się zainteresować, mimo że spotkałem od tego czasu 10 innych kobiet, wolnych, fajnych, młodych itp. Nie poczułem nic. I już sobie kobiety odpuściłem, nie podchodzą nie próbuje, nie zwracam uwagi. Wiem komu oddałem serce. Za to mam myśli samobójcze, a czuje się jakby mnie już nie było, umarłem za życia. Jestem pusty w środku... Czytam ostatnio codziennie Pismo Święte, szukam ukojenia i odpowiedzi. Czuje tylko że pragnę szybkiej śmierci, o to Boga proszę. Niech mnie zabierze i osądzi, ale tutaj już być i dalej żyć nie mogę... Moje życie nie ma sensu i wartości. Bez miłości nic sensu nie ma.
 rozwiedziona: 30.11.2019, 15:00
 lepiej zyc przyzwoicie,niz kretaczyc i mataczyc.wszystko ma jakas cene.
 Gosc: 28.11.2019, 15:43
 Bardzo pomocny tekst, pozwalający zrozumieć istotę sytuacji. Nawet jeśli to jest trudne, otworzone oczy pomagają podjąć dobrą decyzję.
 ateistka: 27.08.2019, 15:54
 Odpowiedź na większość pytań: Zaakceptuj swoją sytuację , bądź nieszczęśliwa/wy do końca życia, albo przestań wierzyć w zemstę Boga, zaufaj nauce i bądź wolnym człowiekiem, bo nie ma dowodów, że po śmierci cokolwiek poczujesz :)
 ANTEK: 22.06.2019, 18:14
 Patrze na to inaczej.. Bog jest miloscia,, jesli juz go tu mieszamy. I To ze spotkalem ta jedyna, majac juz dzieci z inna uwazam za jego plan. Tak mialo byc. Moze z Tą nowa nie moglibysmy miec dzieci.. Kto wie.? Kazda zmiana wnosi cos dobrego. A tekst typu"nie ma blogosławieństwa" i dlatego sie nie uda to czysta demagogia.. Wystarczy isc do kosciola z dobra "ofiarą" i juz mozemy blogoslawic nasza pare na nowo.. Nie dajmy sie oglupic przez te koscielne sekty.
 ANTEK: 22.06.2019, 17:28
 Patrze na to inaczej.. Bog jest miloscia,, jesli juz go tu mieszamy. I To ze spotkalem ta jedyna, majac juz dzieci z inna uwazam za jego plan. Tak mialo byc. Moze z Tą nowa nie moglibysmy miec dzieci.. Kto wie.? Kazda zmiana wnosi cos dobrego. A tekst typu"nie ma blogosławieństwa" i dlatego sie nie uda to czysta demagogia.. Wystarczy isc do kosciola z dobra "ofiarą" i juz mozemy blogoslawic nasza pare na nowo.. Nie dajmy sie oglupic przez te koscielne sekty.
 Kasia: 09.06.2019, 20:15
 Milosc to tylko bol, nie znalam tego uczucia wczesniej, a napewno nie w moim malzenstwie.Nie mozemy byc razem, nie moge Mu nawet tego wyznac co czuje, mam rodzine, On tez.To straszne ze zycie musi byc tak okrutne, wlasciwie nie chce mi sie juz zyc, wegetuje ze wzg na dzieci.Kazdy dzien jest taki sam-smutny,nijaki,ja tutaj ,On tam.Boje sie ze nigdy mi nie przejdzie.Nigdy wczesniej nie widzialam samej siebie w czyjchs oczach ,nie wiedzialam wczesniej o czy ktos mysli bez wypowiadania slow i po co mi bylo to wszystko..jedna odp.zeby cierpiec.Bog milczy,choc prosze Go o pomoc w rozwiazaniu tej beznadziejnej sytuacji.Trace nadzieje ze kiedys mnie uslyszy...
 A: 14.04.2019, 15:27
 Boze co za bzdury.
 lol: 13.03.2019, 13:57
 Serio? Gratulacje za szerzenie patologii.
(1) [2] [3] [4] [5] [6]


Autor

Treść

Nowości

Wspomnienie o ks. Jerzym PopiełuszceWspomnienie o ks. Jerzym Popiełuszce

Krótki życiorys Księdza Jerzego PopiełuszkoKrótki życiorys Księdza Jerzego Popiełuszko

Wierzę... w Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekamiWierzę... w Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami

U mnie na weselu żadnego alkoholu nie będzieU mnie na weselu żadnego alkoholu nie będzie

Refleksje natchnione encykliką Misja Odkupiciela (MO)Refleksje natchnione encykliką Misja Odkupiciela (MO)

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej