Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Nie jesteśmy tacy sami

     Nie zamierzamy tutaj opisywać wszystkich odmienności kobiety i mężczyzny i udowadniać, że każde z nas pochodzi " z innej planety". To, że jesteśmy inni jest oczywiste. Nie będziemy zatem powtarzać tutaj tego co zostało opisane w wielu dobrych książkach i artykułach. Skupimy się tylko na praktycznych radach co robić w przypadku najbardziej denerwujących nas różnic wynikających z naszej psychiki.

     Chyba najczęstszym problemem w tej dziedzinie, zwłaszcza w początkach znajomości jest kwestia okazywania uczuć. Kobieta, która ma naturalną potrzebę mówienia o swoich uczuciach, ciągłego wyrażania swojej miłości słowami jest mocno zaniepokojona gdy mężczyzna nic o miłości nie mówi. Zastanawia się więc czy jemu na niej w ogóle zależy, czy to normalne a w końcu wysuwa tezę, że on nie potrafi okazywać uczuć. Ale czy to prawda? W większości przypadków nie. Mężczyzna bowiem jest tak skonstruowany, że skupia się na działaniu. On woli coś "zrobić". Mówi o uczuciach rzadko. Wychodzi z założenia, że skoro raz coś powiedział i zdania nie zmienił tzn., że ta deklaracja obowiązuje. Jeśli zatem wyznał dziewczynie miłość to uznaje, że ona o tym wie i nie potrzebuje potwierdzania tego faktu codziennie. Dlatego też zaczyna niepokoić się gdy ona często go o to pyta. No bo dlaczego pyta? Czy coś zrobił nie tak, czy ona mu nie ufa, a może ktoś inny coś jej naopowiadał? Tymczasem ona mu i ufa i wierzy, ale...po prostu potrzebuje to słyszeć, bo to ją dowartościowuje. Tak jak potrzebuje słyszeć, że jest piękna, bo to oznacza, że podoba się swojemu mężczyźnie tak chce słyszeć, że jest kochana. I nie ma w tym żadnego podtekstu. Dlatego też należy o tym wprost mężczyźnie powiedzieć. Naturalnie nie mówimy tutaj o całkowitych początkach znajomości, bo nie można zbyt wcześnie deklarować swoich uczuć, o czym pisaliśmy w rozdziale "Kiedy wyznać miłość?" Mówimy o sytuacji kiedy wyznanie miłości już - w odpowiednim momencie - padło a kobieta ciągle się o to dopytuje. Jeśli więc chłopak nie wie, że dziewczyna chce to słyszeć częściej to powinna mu o tym powiedzieć. Bo mężczyzna niekoniecznie się domyśli. Ale jeśli coś mu zostanie powiedziane wprost z chęcią prośbę spełni.

     Inną niepokojącą kobietę sprawą bywa fakt, że mężczyzna w związku co jakiś czas robi się jakby nieobecny. Potrzebuje mniej kontaktu, bywa zniecierpliwiony, czasem kilka dni się nie odzywa. Kobieta zaczyna snuć najczarniejsze wizje, bo ona kontaktu potrzebuje stale. Mężczyzna zaś czuje potrzebę czasowego "oddalenia", tzn. ma przypływy i odpływy uczuć i potrzebuje czasem pewnego dystansu, by wrócić z większą siłą. Wynika to również z tego, że potrzebuje od czasu do czasu pobyć sam i to nie tylko gdy ma jakiś problem (o tym będzie mowa dalej) ale dlatego, że czuje swego rodzaju "zew natury". W dawnych czasach było tak, że mężczyźni jechali na polowanie. Tam musieli zmierzyć się z dziką zwierzyną, trudnymi warunkami zewnętrznymi, czasem walczyć z wrogiem. Musieli się wykazać. Dzisiejszy mężczyzna nie musi okupywać potem i krwią zdobywanego pożywienia, nie przedziera się przez dżunglę i rzadko kiedy ktoś go atakuje. Ale w nim, w jego naturze ciągle tkwi potrzeba zmierzenia się, potrzeba rywalizacji i udowodnienia choćby samemu sobie, że jest dzielny, odważny, sprawny i mądry. I dlatego nie dziwmy się drogie dziewczyny jeśli Wasz chłopak czasem zamiast spędzić weekend z nami będzie chciał jechać na zawody strzeleckie, na rajd, żagle itp.- tylko z kumplami. Nie wolno mu tego zabraniać, ani kazać wybierać między zawodami a Tobą bo to tak jakbyś chciała, by on był mniej mężczyzną. To by była duchowa kastracja. Powinniśmy wręcz cieszyć się, że nasz mężczyzna ma takie potrzeby. I nie obrażajmy się gdy nie będzie chciał nas na tą wyprawę zabrać. On wie, że na takich wyjazdach często nie ma warunków dla dziewczyn a po drugie i najważniejsze: jeśli nas weźmie to siłą rzeczy my będziemy oczekiwały, by się nami zajmował. A on po to tam jedzie, żeby się siłą wykazać, sprawnością, a nie czułością. Może to trochę brutalne, ale tak jest. I to jest naprawdę normalne. Nie mówiąc już o tym na kogo on by wyszedł w oczach kolegów gdyby zamiast mocować się z żaglem albo trenować ciągle trzymał dziewczynę za rękę. Gdzie tu wykazanie się? A bycie "mięczakiem" to dla mężczyzny najgorszy policzek. Inna kwestia, że o tych zawodach to on powinien dziewczynie powiedzieć odpowiednio wcześniej a nie w ostatniej chwili a już absolutnie nie może być tak, że nie mówi wcale tylko jedzie i ona dowiaduje się po fakcie. Bo przecież dla niej spotkanie z nim jest ważne i a pewno ona wcześniej też coś na weekend planowała. Ona pogodzi się z tym, że jego nie będzie i nawet jeśli nie będzie tym zachwycona to mądra dziewczyna na pewno to zrozumie i dobrze zorganizuje sobie ten czas ale ma prawo wymagać, by chłopak ją o tym wcześniej poinformował i to w przyjaźniejszej formie niż suchy komunikat, że nie możecie się spotkać. Tego po prostu wymaga szacunek dla drugiej osoby. Na pewno zatem nie jest normalną sytuacja gdy on się przez parę dni nie odzywa, nagle znika, nie odpisuje na smsy a potem jak gdyby nic wraca i dziwi się, że w ogóle dziewczyna się zamartwiała i myślała, że coś było nie w porządku. Bo to już nie jest swoboda, to już nie potrzeba samotności tylko lekceważenie. Tak jak napisaliśmy - są takie dni, kiedy mężczyzna jest właśnie mniej wylewny, potrzebuje oddalenia, czasem nawet tzw. "jaskini" i faktycznie musi wtedy być sam. Ale to absolutnie nie oznacza, że ma w ciągu kilku dni nie interesować się całkowicie życiem swojej dziewczyny. A jakby jej się coś stało? A jakby wzywała pomocy? A czy w małżeństwie też przez tydzień nie będzie się do żony odzywał? Fakt, ludzie są różni i jedni mają większe potrzeby emocjonalne inni mniejsze ale nic nie może odbywać się kosztem ranienia czyichś uczuć. Co innego gdy mężczyzna ma problem i gryzie się i myśli to wtedy faktycznie trzeba mu dać spokój, ale co innego jak potrzebuje "tylko" być sam. Bo mówimy tutaj o sytuacji nie tylko wyjazdu ale i takiej kiedy on właśnie chce pobyć trochę sam ze sobą przez kilka dni. Wtedy można się umówić chociaż na codzienny 10-minutowy telefon, sms-a, można wysłać maila. Choćby po to, by kobieta wiedziała, że z nim wszystko w porządku, że nadal ją kocha. To naprawdę niewiele a daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Jeśli Twój chłopak nie wie o co chodzi, no to mu powiedz, że chodzi właśnie o informację zwrotną, o to, by Ci dał (dosłownie!) znak życia. Że jeśli nawet on nie widzi takiej potrzeby to niech zrobi to dla Ciebie. Nigdy w naszym związku nie zdarzyło się, byśmy umierali z niepokoju co się dzieje z drugą osobą. Nie wyobrażamy sobie jak można nie odpowiadać na sms-a (no oczywiście jeśli nie jest on wysyłany co pół godziny).

     Bo z tym kontaktem też nie można przesadzić. Bo co to za samotność jeśli dziewczyna wydzwania co godzinę i opowiada szczegółowo co zrobiła, z kim się widziała i o czym rozmawiała z koleżanką. Nie, nie, nie o to chodzi. Chodzi tylko o otrzymaną raz dziennie informację, że wszystko dobrze. Jeśli się kogoś kocha to się myśli o tym co on przeżywa, to się szanuje jego uczucia. Zatem Droga dziewczyno śmiało poproś - w takie dni - o takie minimum kontaktu swojego chłopaka. Poproś by robił to dla Ciebie.

     Dla mężczyzny dużym problemem są kobiece zmiany nastroju. W osłupienie nieraz wprawia ich fakt jak łatwo dziewczyna może przejść od śmiechu do płaczu i odwrotnie. Panowie, zanim zinterpretujecie to jako niezrównoważenie psychiczne lub niedojrzałość musicie wiedzieć, że funkcjonowanie organizmu kobiety jest odmienne od Waszego. Wy jesteście bardziej stabilni emocjonalnie bo Wasz poziom hormonów płciowych jest mniej więcej stały. W każdym razie nie wpływa znacząco na Wasze samopoczucie psychiczne i fizyczne. Inaczej jest z kobietą. Ona podlega cyklicznemu wpływowi różnych hormonów, które sterują nie tylko jej płodnością ale i oddziałują na jej samopoczucie. Dlatego w określonych dniach może ona gorzej się czuć, może ją boleć głowa a przede wszystkim - mieć gorszy humor albo wprost przeciwnie - być pełna energii i radośnie nastawiona do świata. Czasem zaś przeszkadzają jej w Waszym zachowaniu rzeczy, na które kiedy indziej nie zwraca uwagi. Cechą charakterystyczną jest też łatwość zmiany jej nastawienia, naprawdę często nie będąca jej winą lub złośliwością. Często jednak same dziewczyny nie mają zbyt dużej wiedzy na temat tego co się dzieje z ich organizmem i nie potrafią wytłumaczyć tego chłopakowi. Stąd nieraz się biorą konflikty i wzajemne oskarżenia o niezrozumienie. Gdy jednak chłopak o tym wie to łatwiej mu być w związku. Wie bowiem, że czasem trzeba coś przeczekać a czasem po prostu dziewczynę przytulić i nie wchodzić w dyskusję i za chwilę będzie dobrze.

     Kolejna bardzo dzieląca nas kwestia to odmienność w rozwiązywaniu problemów.

     Zapewnie większość z Was słyszała o tzw. męskiej "jaskini". To słowo część kobiet przyprawia o gęsią skórkę, bo to oznacza ni mniej ni więcej to, że mężczyzna ma problem i będzie nad nim myślał. No i myśli. Czasem godzinę, czasem dzień, a czasem i kilka tygodni. No ale żeby on tylko myślał to jeszcze byłoby pół biedy. To myślenie wiąże się z faktem, że on wtedy chce być sam, nie chce, by go pytano o co chodzi, odmawia spotkań towarzyskich, w skrajnych wypadkach wymaga ciszy a do szału doprowadza go pytanie czy mu pomóc. No bo według niego - nic się nie stało tylko jest problem; problem wymaga wymyślenia rozwiązania i on nad tym pracuje. Oczywiste, że nikt inny prócz niego samego jego problemu rozwiązać nie potrafi. Natomiast kobieta, która gdy ma problem chce się wygadać, potrzebuje pocieszenia, przytulenia i zapewnienia, że będzie dobrze usiłuje tą samą taktykę "sprzedać" mężczyźnie. Czym naraża się na jego wściekłość, bo on nie znosi jak się mu co trochę przerywa i o coś dopytuje. No, pół biedy jeszcze gdy kobieta w ogóle wie, że mężczyzna w jaskini siedzi. Nie jest z tego faktu zadowolona, bo kto by był zadowolony gdyby kochana osoba nie pozwalała sobie pomóc, nie chciała nic powiedzieć ani się przytulić. Ale jeśli kobieta rozumie tą potrzebę to jakoś przeczeka. Gorzej gdy o tym nie wie... Wtedy dopiero się zaczyna! Jest przekonana, że on się na nią obraził. To standardowe, kobiece myślenie, bo jak się do niej koleżanka nagle nie chce odzywać to oczywiste, że się obraziła. Więc usiłuje dociec za co. Naturalnie mężczyzna zaprzecza co kobietę jeszcze bardziej utwierdza w jej teorii, bo jak koleżanka się obrazi i się nie odzywa to też zaprzecza, że się obraziła. Kobieta myśląc zatem, że jest na dobrej drodze postępuje dalej według schematu z koleżanką, czyli: należy wyciągnąć na siłę o co mu chodzi. Mężczyzna wściekły ryczy, że mu o nic nie chodzi. Ale kobieta zna te wymówki bo sama je stosuje jak coś nie gra w związku i wtedy chce by to mężczyzna się domyślił. Chodzi więc za nim i w kółko się dopytuje. A on rzeczywiście przecież nic do niej nie ma tylko chce spokojnie pomyśleć. W końcu oboje nie wytrzymują i wybucha awantura. A wszystko dlatego, że nie wiedzieli o swojej odmienności.

     KASIA: Bo my, kobiety gdy mamy problem to potrzebujemy rady, wygadania się i właśnie obecności drugiego i tym samym chcemy się odwdzięczyć mężczyźnie. Przykładamy zatem do niego naszą miarkę i wydaje nam się, że coś co jest dla nas dobre pomoże też jemu. Dlatego Drogie dziewczyny pamiętajmy, że mężczyzna reaguje inaczej i inaczej rozwiązuje problemy. Ja również nie lubię kiedy mój mąż siedzi w jaskini. Wiem, że ma wtedy problem, zły humor czy coś do przemyślenia i tak bardzo chciałabym mu wtedy pomóc, że moim naturalnym odruchem jest włażenie za nim do tej jaskini i próba wyciągnięcia z niego jakichś informacji. Jednocześnie wiem, że źle robię i powinnam mu dać spokój. A zatem wycofuję się i usiłuję zająć czymś innym. Jednak ciągle o tym myślę i źle się czuję: jakbym była odepchnięta. A wtedy łatwo zrobić jeszcze jeden błąd: obrazić się za jaskinię i kazać mężczyźnie o siebie walczyć jak wraca z jaskini. I wtedy gdy on wychodzi z jaskini - odprężony i stęskniony my mamy dosyć, bo przecież byłyśmy niepotrzebne to niech sobie teraz on potęskni i poczuje jak to dobrze! Oczywiście, my kobiety mamy w sobie taką pokusę: by dać mu odczuć jak czułyśmy się zlekceważone i chcemy by to on teraz zobaczył jak to dobrze. Jednak takie zachowanie spowoduje, że on się będzie bał jaskini, będzie u niego powodowała wyrzuty sumienia. Po kilku takich sytuacjach on sobie zakoduje, że jaskinia równa się późniejsza kara z Twojej strony. I zacznie jej unikać albo kryć się z tym. A jeśli to zrobi to zacznie tłumić swoją naturę, zabijać swoją męskość. Będzie cierpiał, bo będzie miał wybór taki: albo jaskinia i potem kara albo Twoje zadowolenie za cenę cierpienia. Będzie jak lew, któremu obcięto pazury. Chyba tego nie chcesz prawda? Tak jakby Ciebie właśnie w chwili gdy go najbardziej potrzebujesz zostawić samą sobie. Nie każ mu walczyć o siebie gdy wraca. Pozwól mu na jego jaskinię, bo to część jego męskiej natury. A Ty w tym czasie rób to na co brakuje Ci czasu, coś dla siebie. Ja wtedy zajmuję się czymś co lubię, czymś dla mnie, bo wykonywanie w tym czasie domowych obowiązków frustruje mnie jeszcze bardziej (jak to, ja tu haruję a on sobie myśli!). Piszę listy, czytam. I choć pewne naburmuszenie mi zostaje to tłumaczę sobie, że taka jego natura. Może to trochę poboli zanim się przyzwyczaisz, ale związek to też konieczność kompromisu, niestety... Taka jest nasza psychika. Co z tym zrobić? Trzeba tłumaczyć sobie to rozumowo, bo sercem nie da rady. Jednocześnie widzę, że gdy ja mam problem mój mąż też chce mi ułatwić życie i...zostawia mnie samą. Bo tak jak mi się wydaje, że mu pomogę głaszcząc go po głowie jak ma problem tak on myśli, że moim największym marzeniem w takim momencie jest nieodzywanie się do mnie. Trochę to śmieszne. Muszę mu wtedy tłumaczyć, że ja nie potrzebuję jaskini a jego obecności, dotyku i słowa. Bo kobieta gdy ma problem chce być wysłuchana i pocieszona i Wy, panowie musicie o tym wiedzieć. Jeśli nie otrzyma tego od Was będzie czuła się niekochana, osamotniona i pomyśli, że w ogóle Wam na niej nie zależy, że jesteście nieczuli i ona nic Was nie obchodzi. A to będzie przecież nieprawda, ale ona nie wpadnie na to, że Wy chcecie jej ofiarować "jaskinię". A ona nie tego potrzebuje. Dlatego trzeba się tego wszystkiego po prostu nauczyć i zaakceptować. Nie ma innej rady, trzeba przyjąć, że jesteśmy różni.

     I jeszcze jedna sprawa: kobiety często skarżą się, że mężczyzna ich nie słucha gdy opowiadają o problemie. Nieraz ona chce tylko opowiedzieć co ją spotkało, natomiast on zaraz szuka rozwiązania albo wręcz bagatelizuje problem. Dlaczego? Mężczyzna nie uznaje wyżalania się, wygadywania dla samego wygadywania. On musi działać. Jeśli on ma problem to natychmiast poszukuje rozwiązania. Kobieta natomiast chce po prostu pogadać i po tym samym czuje się lepiej. Nie potrzebuje żadnych rad. Ale mężczyzna jest inny i o tym nie wie. Traktuje więc ją tak jakby chciał, by jego potraktowano. Co więc robi? Bagatelizuje problem, pomniejsza go i daje rady - bo tak sam chciałby być potraktowany. Czasem chłopak pomniejsza Twój problem lub zmęczenie poprzez porównywanie go ze swoim, abyś...poczuła się lepiej. Nie ma pojęcia, że Cię w ten sposób obraża. Jest jeszcze jeden aspekt. Mężczyzna chce by jego kobieta była szczęśliwa i najlepiej się czuje jak ona jest zadowolona. Gdy tak nie jest, gdy ona zaczyna narzekać to on trochę wpada w panikę, bo to oznacza, że ona zadowolona nie jest. A zatem on czuje się kiepsko, bo nie mógł jej dobrego samopoczucia zapewnić. Zatem znów zaczyna pomniejszać problem, by w ten sposób pokazać, że np. inni mają gorzej, ona przesadza lub ten problem da się szybko rozwiązać. Wszystko to zmierza do tego, by temu problemowi "łeb ukręcić" i żeby ona znów była zadowolona. W tym wszystkim nie bierze pod uwagę, że kobieta ma inną psychikę i nie tego od niego oczekuje.

     Dla mężczyzny z kolei problemem jest nieraz wyolbrzymianie problemu przez kobietę. On jako mężczyzna zwykle realnie ocenia wielkość zagrożenia i nie może zrozumieć dlaczego kobieta tak wszystko ubarwia i przejaskrawia. Czasem sądzi nawet, że ona kłamie albo celowo działa tak, by ukazać siebie np. w pozycji osoby bardziej pokrzywdzonej niż w rzeczywistości. Tymczasem kobieta mówi prawdę. Natomiast jej ocena zdarzenia jest inna, gdyż ona odbiera rzeczywistość a co za tym idzie i rozmaite problemy bardziej emocjonalnie. Bardziej się denerwuje lub cieszy, a już na pewno bardziej to okazuje. Dlatego w jej świadomości jakieś zdarzenie może być zupełnie inaczej ocenione niż przez mężczyznę. Ma bardziej wyostrzone zmysły i widzi więcej - nie tylko suche fakty ale i całą ich otoczkę - to jak ktoś coś odebrał, co wtedy czuł i jak na to spojrzał. I bardziej się tym przejmuje. Stąd jej ocena problemu może być zupełnie inna niż mężczyzny.

     TOMEK: Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego po powrocie z jakichś imienin moja mama zawsze pytała tatę czy kogoś nie uraziła albo czy on nie sądzi, że ktoś tam na kogoś się obraził. Mój tata widocznie też nie mógł tego zrozumieć, bo zawsze odpowiadał, że pewnie coś jej się zdawało i wszystko jest ok. Najwyraźniej nie miał kompletnie pojęcia o czym w ogóle mama mówi - on nic nie zauważył, a nawet jakby było tak jak ona mówi to dlaczego miałby się przejmować tym jak ktoś na kogoś spojrzał i roztrząsać powody takiego stanu? Dla niego było całkiem nie do pojęcia by zaprzątać sobie głowę takim drobiazgami jak czyjeś emocje na imprezie, która w dodatku już się skończyła!

     Trudności z przyznaniem się do błędu, czyli męska duma to kolejny problem. Powoduje ona, że facet czasem woli okłamać, zranić ukochaną osobę, byle samemu "wyjść z twarzą" niż przyznać się, że coś zrobił źle. Bo mu się wtedy wydaje, że jest na pozycji przegranej, a on jako mężczyzna przegrywać nie lubi, potrzebuje ciągle czuć się silny i kompetentny. Czasem tak naprawdę we wnętrzu ten mężczyzna czuje zupełnie inaczej, ale właśnie w imię owej dumy nie popuści. Spotkaliśmy się z tym, że takie zachowanie określane jest jako to, że "mężczyzna nie potrafi przepraszać". A to absolutnie nieprawda. Mężczyźnie trudno jest przyznać się do jakiejś swojej słabości. Co go oczywiście wcale nie usprawiedliwia, bo z tym należy walczyć, przełamywać się, a nie uznać za fakt oczywisty. A to, że nie wie, że trzeba za coś przeprosić - owszem, tak czasem jest, właśnie dlatego, że nie wie, że kobietę coś zraniło. I dlatego wprost musi mu ona o tym mówić. Generalnie zdrowy, normalny mężczyzna, któremu na kobiecie zależy nie będzie postępował "dla zasady" tylko robił to co naprawdę uważa za słuszne. No bo co jest ważniejsze - zasada, własne, wyimaginowane "zwycięstwo" czy miłość, czy kochana kobieta?

     Mężczyznę bardzo drażni zamykanie się kobiety w sobie i niemówienie o co jej chodzi, a nawet obrażanie się o coś o czym on nie ma pojęcia. Czyli generalnie ciche dni. Mężczyzna z natury swojej zazwyczaj nie potrafi sam z siebie domyśleć się o co kobieta się obraża, woli jak mu się coś mówi wprost. Bardzo mu zatem przeszkadza to, że kobieta czymś urażona nie mówi o co jej chodzi i w swoim uporze nie pozwala się nawet dotknąć a wszystkie próby wyciągnięcia z niej tego co się stało kończą się jej stwierdzeniem, że "o nic jej nie chodzi". To dezorientuje mężczyznę, który rzeczywiście rezygnuje z prób dotarcia do niej. Uznaje bowiem, że skoro "o nic nie chodzi" i "nic się nie stało" to może faktycznie tak jest a ona po prostu chce pobyć sama. Ofiarowuje jej zatem to czego sam by oczekiwał. A jej chodzi o to, że mężczyzna sprawił jej przykrość ale kobieta chce by to on sam się domyślił czym ją obraził i za to przeprosił. Jego milczenie ją frustruje bo w jej mniemaniu świadczy o tym, że on o nią nie walczy i na niej mu nie zależy. Łatwo wtedy o kłótnie i wzajemne oskarżenia. A wystarczy mówić wprost.

     TOMEK: Mężczyźnie bardzo trudno jest zrozumieć kobietę nawet po wielu latach wspólnego życia. My tak do końca nie potrafimy wniknąć w kobiecy sposób myślenia i działania zatem nie oczekujcie tego od nas. Mężczyzna jest prosty i chce by wprost do niego mówiono.

     No i na koniec drażliwa sprawa, czyli zwracanie uwagi. Dodajmy, że szczególnie odnosi się to zwracania uwagi chłopakom przez dziewczyny. Aby nie było nieporozumień trzeba sobie o pewnych rzeczach mówić prosto i zrozumiale, a nie oczekiwać, że druga strona się domyśli. Ale wszystko musi być w granicach rozsądku. Jeśli dziewczynę irytują w zachowaniu chłopaka jakieś drobne rzeczy, które nie mają większego znaczenia to nie powinna zwracać mu za każdym razem uwagi tylko czasem po prostu to znieść. Ewentualnie od czasu do czasu "kompleksowo" o tym z nim porozmawiać i powiedzieć, że jej to przeszkadza i zapytać czy on mógłby postarać się coś z tym zrobić. Jeśli jednak wydarzy się coś poważnego to koniecznie trzeba porozmawiać o tym i pokazać błąd. Oczywiście to zwracanie uwagi na to, że ktoś robi coś źle musi odbywać się na spokojnie, bez świadków i w formie dialogu a nie krzyku czy oskarżeń. Trzeba mówić jak my to odbieramy, dlaczego to jest dla nas ważne i czego oczekujemy. Trzeba pozwolić drugiej stronie się wypowiedzieć, bo może są jakieś ukryte przyczyny takiego zachowania: jakiś uraz albo zwykła niewiedza. Taka rozmowa musi być przeprowadzona w sposób delikatny, bo nigdy zwrócenie uwagi nie może być dla kogoś upokorzeniem. Pomyślmy zawsze jak my byśmy się czuli w takiej sytuacji i jak chcielibyśmy by nam ktoś o tym powiedział. I tak to zróbmy. Nie można bowiem z różnic w naszej psychice robić wad i ich wytykać.

     Skoro zatem już wiemy czego nam potrzeba starajmy się nawzajem sobie to dawać. Chłopcy niech wysłuchają dziewczyn, niech pytają jak one się z czymś czują a jeśli one ich o to poproszą - niech znajdą rozwiązanie, owszem. Ale pamiętajmy, że kobieta sama poprosi o radę jeśli jej potrzebuje. Jeśli nie prosi - chce się wygadać, chce zrozumienia, przytulenia i uspokojenia. Dziewczyny zaś niech pamiętają o "jaskini".

     To, że jesteśmy różni nie jest niczyją "winą", jest po prostu faktem, który musimy zaakceptować. A żeby nie stało się uciążliwością powinniśmy te różnice poznać i zrozumieć, wtedy nie będą one nas dzielić tylko wzajemnie ubogacać.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



   

Wasze komentarze:
 ewa: 15.07.2018, 23:39
 Bardzo przydatne uwagi i Myśli.Dzięki.
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej