Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Moja dziewczyna nie jest już dziewicą


     No dobrze, to już wiemy dlaczego warto żyć w czystości, jesteśmy do tego przekonani i na to gotowi... a tu nagle następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością i okazuje się, że... ukochana osoba nie jest dziewicą. Piszemy "dziewicą" ale mamy na myśli zarówno chłopaków jak i dziewczyny, czyli generalnie sytuację, kiedy druga strona nie dochowała czystości. Tytuł rozdziału wynika jednak z tego, że to głównie chłopcy mają problemy z zaakceptowaniem faktu, że ich dziewczyna nie jest już dziewicą.

     Początkowo nie dowierzamy (absolutnie nam to do niej/niego nie pasuje!), później gdy stopniowo dociera do nas ta prawda czujemy żal, wściekłość, rozczarowanie, a nawet bunt - jak to Panie Boże?! To ja się tak staram, tak walczę, nabijam sobie głowę tym, że warto czekać itp. a teraz gdy stawiasz na mojej drodze tą drugą osobę to okazuje się, że ona nie dochowała czystości? Jak to? Czy Ty sobie Panie Boże żarty ze mnie robisz? Niektórzy nawet rozczarowani tą sytuacją zaczynają żałować, że sami czystości dochowali. Oczywiście nasze rozważania będą dotyczyły sytuacji gdy druga strona sama przyznaje się do utraty dziewictwa, a nie dowiadujemy się tego od osób trzecich i gdy autentycznie za to żałuje. Bo tylko taka postawa jest prawidłowa i tylko wówczas może mieć miejsce przebaczenie. Nie można przecież godzić się z faktem, że nasz wybranek już z kimś współżył ale uważa to za coś zupełnie normalnego, nie żałuje tego i w ogóle dziwi się o co nam chodzi. W takiej sytuacji ani nie namawiamy do przebaczenia ani nie zachęcamy do podjęcia wysiłku zaakceptowania tego faktu, bo wszystkie nasze wysiłki będą po prostu syzyfową pracą. Co z tego, że my przebaczymy - skoro ten ktoś o przebaczenie nie prosił? Co z tego, że będziemy chcieli budować czysty związek gdy druga osoba nie będzie widziała sensu czystości? I Jezus nie może wybaczyć gdy ktoś Go o to nie prosi. Jeśli ktoś nie przystępuje do sakramentu pojednania, bo nie żałuje - to jakże ma tu mieć miejsce odpuszczenie grzechów? Tak samo i my nie będziemy mogli w takiej sytuacji zdjąć z kogoś ciężaru winy gdy on sam nie będzie chciał się go pozbyć tylko z uporem będzie go w sobie trzymał. Ale zakładamy, że nie o taką sytuację chodzi i nasz wybranek swoją utratę dziewictwa traktuje jako błąd młodości, coś czego nigdy by już nie powtórzył. Coś co już okupił łzami, cierpieniem i dawno odpokutował.

     Tak bywa. To oczywiście trudna i bolesna sytuacja i rozumiemy, że nie każdy będzie w stanie unieść ciężar takiej świadomości na swoich barkach. Bo trzeba dużej dojrzałości i prawdziwej miłości żeby przebaczyć. Bo to jest pierwszy krok. Nie można decydować się na dalszą znajomość jeśli nie przebaczymy. Nie można być z kimś jeśli coś z jego życia, zachowania, przeszłości tkwi nam jak zadra w sercu. Nie można bo ta zadra urośnie do belki, na której będziemy ciągle krzyżować naszą ukochaną czy ukochanego za to co zrobili. Nawet mimo pozornego pogodzenia będzie się to kładło cieniem na całe wspólne życie, o współżyciu w małżeństwie już nie wspominając. Będziemy porównywać siebie do tamtego kogoś, będziemy go nienawidzić i czuć żal do żony czy męża. Ciągły żal, że to nie my otrzymaliśmy ten dar, nie z nami były te pierwsze chwile.

     Jak przebaczyć? Na zawsze. Zrozumieć, że czystość - dar nikomu się nie NALEŻY. To piękne gdy można go komuś ofiarować, ale nie można, nie wolno żądać go od innego i uważać, że skoro ja mogłam czy mogłem dochować tej czystości to i mnie się ona należy. Nie żałuj nigdy, że dochowałeś czystości a w zamian nic nie otrzymałeś. Jeśli dochowałeś czystości to chwała Ci za to. Czy żałujesz tego? Żałujesz w kontekście tego, że druga osoba nie dochowała? Żałujesz, że nie zgrzeszyłeś? Lepiej byś się czuł gdybyś Ty też kogoś wcześniej miał? Byłby jeden do jednego? To byłby absurd. Dar jest dobrowolny, a zatem nikomu się nie należy "z urzędu". Miłość NIE SZUKA SWEGO. Miłość prawdziwa wybacza. Miłość wie, że jej się NIE NALEŻY. Potrafi przyjmować dary, ale nigdy się ich nie domaga. Jeśli ktoś kocha to właśnie z miłości pomoże drugiemu nieść ten ciężar utraty dziewictwa - bo ten ktoś już swoją karę poniósł. Karą jest niemożność ofiarowania daru mężowi czy żonie, wyrzuty sumienia i owa męcząca świadomość tego faktu towarzysząca aż do ślubu. To wielka kara, tym większa, że Ty ten dar dla niej czy dla niego miałeś czy miałaś. I co, teraz żałujesz, że jej czy jemu to dasz? Żałujesz, że dasz swój dar osobie, którą ukochałeś najbardziej na świecie? Kolejny absurd.

     Jeśli jednak ktoś nie może wybaczyć to lepiej, żeby odszedł. Naprawdę, lepiej odejść niż całe życie wypominać. Sens przebaczenia właśnie na tym polega, że zdejmujemy z kogoś poczucie winy - tak jak to robi Jezus w konfesjonale. Zdjąć poczucie winy - czy może być bardziej wspaniałomyślniejszego, szlachetniejszego? To powiedzieć, pokazać, dać odczuć, że pomimo tego co się zdarzyło ja Cię nadal kocham, ja nadal chcę z Tobą być, ja nadal uważam Cię za wartościową osobę. Ja zatem chcę pomóc Ci nieść Twój krzyż, Twoje brzemię z przeszłości. Pomagam Ci w ten sposób, że nie będę do tego wracał, nie będę Ci tego wypominał. Skoro bowiem Jezus - Bóg Ci to wybaczył to ja - człowiek nie jestem większy od Boga by Cię za to osądzać. Pomyślmy: skoro ukochany żałował tego przed Bogiem i Bóg mu przebaczył to czy ja mam prawo wymierzać za to sprawiedliwość? Nie mam takiego prawa. Ja - kochający chłopak czy dziewczyna nie mogę być surowszym sędzią niż sam Bóg, który ma prawo osądzać ludzkie czyny a który mu powiedział: "Idź i nie grzesz więcej". I on poszedł i więcej nie grzeszył. Jeśli jednak mimo podejmowanych wysiłków fakt, że Twój wybranek nie dochował czystości bardzo Ci ciąży i nie możesz się z tym pogodzić to porozmawiajcie szczerze i rozstańcie się w zgodzie. Rozumiemy bowiem, że nie każdy będzie w stanie to zaakceptować i wcale nie jest to czymś nagannym, czego należy się wstydzić. Jeśli komuś naprawdę bardzo zależy na tym, by druga strona była dziewicą, przemyślał to i nie wyobraża sobie tworzenia związku z kimś kto nią nie jest, to nie powinien też przesadzać w drugą stronę - obwiniać siebie, być z kimś wbrew sobie lub cierpieć w milczeniu. To nie jest dobre podejście, bo taki skrywany żal może w każdym momencie wybuchnąć, można też podświadomie lub świadomie wszelkie niepowodzenia w związku zrzucać na karb właśnie niedochowania czystości przez drugą osobę. Można też w którymś trudnym momencie komuś to wypomnieć na zasadzie: "zobacz jak ja się dla Ciebie poświęcam, a Ty dla mnie nawet w czystości nie wytrzymałeś". A usłyszeć takie pretensje po ślubie na pewno nie jest przyjemnie. Jeśli zatem jesteś bardzo rozczarowany faktem, że druga strona nie jest dziewicą i ciągle to roztrząsasz to być może nie jesteś (teraz lub w ogóle) gotowy na akceptację takiego faktu w swoim związku.

     DLATEGO JEŚLI KOCHASZ NAPRAWDĘ - WYBACZ I ZAPOMNIJ. JEŚLI NIE POTRAFISZ - ODEJDŹ I NIE KRZYWDŹ, on czy ona znajdzie kogoś, kto będzie na tyle silny, że poniesie ten ciężar, bo jego miłość będzie większa niż ów ciężar. Tylko nawet rozstając się zrób to tak, by drugiej strony nie upokorzyć, nie dać jej odczuć, że jest "do niczego" i nikt jej nie zechce. Powiedz, że to Ty masz problem z akceptacją tego faktu, że odchodzisz dlatego, że nie jesteś w stanie tego przyjąć a nie dlatego, że on czy ona jest kimś gorszym.

     A teraz JAK się pogodzić? Rozumiemy bowiem, że mimo najszczerszego wybaczenia w naszej świadomości może tkwić to "coś", bo jak mówią chłopcy - "umarło marzenie o dziewicy". No bo umarło, fakt. Widzicie, zawsze po jakiejś stracie jest okres żałoby. Jest po śmierci czyjejś, po rozstaniu, jest po jakiejś porażce, po utracie złudzeń. To normalne. To czas na to, by przyjąć w pełni do świadomości fakt, że utrata nastąpiła i oswoić się z tą myślą oraz pomyśleć jak z tym czymś żyć. Tak więc jest to taki okres żałoby. Trzeba przez niego przejść. Po co on jest? Ano to taki okres ochronny spowodowany naszą wrażliwością. Niemożliwe przecież jest przejście z dnia na dzień do porządku dziennego w takich przypadkach. To świadczyłoby o tym, że na tym czymś nam nie zależało. Gdyby chłopak na drugi dzień po rzuceniu go przez dziewczynę nie czuł żalu to by znaczyło, że jej nie kochał, prawda? Im coś miało dla nas większe znaczenie tym dłuższy okres czasu jest potrzebny na dojście do siebie. Trzeba dać sobie zatem troszkę czasu, by się pogodzić. Jednakże ten okres nie może być zbyt długi, żeby nie ranić tym ukochanego, nie dać mu odczuć jak strasznie nas to boli, jak bardzo nas zawiódł i jak to my teraz nie możemy dojść do siebie. Nie na tym to polega. Ów czas pogodzenia się, czas żałoby ma mieć miejsce w naszym sercu. On nam jest potrzebny, zatem my SOBIE go dajemy a nie obnosimy się ze swoim nieszczęściem na zewnątrz. W zasadzie nasz wybranek nawet nie bardzo powinien o tym wiedzieć. Jasne, że trudno ukryć smutek dlatego warto poprosić o kilka dni na "przetrawienie tego w sobie", ale nie wracać już do rozmowy, nie wypytywać o szczegóły, nie rozdrapywać ran. Bo nikomu to na zdrowie nie wyjdzie. Po co nam wiedzieć ile razy współżycie miało miejsce? Czy to różnica czy było to pięć razy, osiem czy dziesięć? Coś to zmienia? Nie. Fakt pozostaje taki sam: druga strona nie dochowała czystości. To prawda. Ale żałowała za to i powiedziała Ci o tym. Nie oszukała Cię zatem.

     Gdy już się wybaczyło i zdecydowało na kontynuowanie związku to trzeba uświadomić sobie wszystkie inne - prócz dziewictwa - wartości, które dana osoba posiada. Trzeba nawet wypisać sobie wszystkie jej cechy, które się podziwia. Pomyśleć jaką byłaby żoną i matką/mężem i ojcem i czy chcesz takiej kobiety/mężczyzny. Jeśli tak, to niedużo już masz do zrobienia.

     A teraz coś co powinno być w zasadzie na początku. Załóżmy, że to my jesteśmy tą stroną, która dziewictwa nie zachowała. JAK o tym powiedzieć? Nasz wybranek czy wybranka powinni to wiedzieć. I to w miarę szybko. Rozumiemy, że strach paraliżuje, że boimy się odrzucenia, upokorzenia - ale to jednak ważna sprawa. Jeśli ktoś prawdziwie i dojrzale kocha to nie będzie to dla niego czynnik decydujący. Jak to zrobić? To Ty ją czy jego znasz i wiesz czy lepiej będzie postawić sprawę jasno czy najpierw sprowokować rozmowę na ten temat i delikatnie nawiązać do swojej osoby. Oczywiście - nie mówić o tym na pierwszej randce. To wzbudziłoby podejrzenia i lęk i na pewno zraziłoby tą drugą stronę. Przecież na pierwszej randce wszystkiego o sobie nie mówimy - i to jest normalne. Nie wiemy przecież jak potoczą się nasze dalsze losy, czy będziemy z tą osobą. To dopiero czas poznawania się. Gdy jednak związek się rozwija, nabieramy do drugiej osoby zaufania, widzimy, że i ona darzy nas uczuciem - to jest czas na powiedzenie prawdy. Ten czas jest w każdym przypadku sprawą indywidualną, ale nie może to być ani za wcześnie (budzi podejrzenia) ani też na 2 tygodnie przed ślubem, bo rodzi poczucie bycia oszukanym. Ważna jest Twoja postawa. Rozmawiając z nią czy nim musisz przede wszystkim wyjść od tego, że to dotyczy Twojej przeszłości a nie teraźniejszości, to już zamknięty rozdział Twojego życia. Tak kiedyś było, owszem, ale teraz już nie jest. Nie pozwól się wpędzić w wyrzuty sumienia, w chore poczucie winy. Nie pozwól sobie wmówić, że jesteś gorszy czy gorsza. Nie jesteś. I nikt, absolutnie nikt nie ma prawa tak twierdzić. Dlatego musisz o tym mówić jako osoba z nową, czystą tożsamością a nie jak potępieniec ze spuszczoną głową, który może spodziewać się tylko upokorzenia i odrzucenia. Nie możesz oczekiwać ani prowokować tego odrzucenia, nie możesz zakładać, że tylko to Ci się należy. Bo to nieprawda. Musisz to powiedzieć z godnością. Owszem, możesz liczyć się z tym, że chłopak czy dziewczyna być może nie będzie w stanie tego zaakceptować i odejdzie ale odejdzie dlatego, że nie będzie w stanie tego unieść, a nie dlatego, że na to odrzucenie sobie zasłużyłeś, że to będzie dla Ciebie kara. Widzisz różnicę? Bo jest zasadnicza. Osoby, którym zdarzyło się to nieszczęście, że straciły dziewictwo ale tego żałują nie mogą myśleć, że jedyną słuszną reakcją na ich wyznanie tego przed drugą osobą może być tylko upokorzenie i potępienie. Powinno być przebaczenie, no, ale wiadomo, że z tym różnie bywa. Takie wyznanie jest miarą miłości dwojga ludzi w związku. To będzie ciężka próba, na pewno. Ale jeśli ją przejdziecie to znaczy, że kochacie się naprawdę i liczy się osoba a nie tylko przymioty jakie ona posiada. Bo chyba nie chodzi o to, by mieć dziewicę (jakąkolwiek) tylko mieć ukochaną, wybraną osobę - właśnie tą a nie inną, prawda? Musicie w takiej sytuacji znaleźć w sobie oparcie. Nie wolno Wam tego drugiej osobie nigdy wypominać, roztrząsać i czuć żal. Jeśli tego nie zaakceptujecie to lepiej żebyście odeszli, niż żeby zatruwali komuś całe życie wyrzutami z tego powodu. Jeśli miłość Twojego chłopaka czy dziewczyny jest prawdziwa, to pogodzą się z tym, choć być może będą potrzebowali trochę czasu by wszystko przemyśleć, przetrawić. Daj mu czy jej ten czas. Nie naciskaj na natychmiastową decyzję, choć oczywiście to zastanawianie się nie może trwać w nieskończoność. Jeśli Twój chłopak odejdzie to widocznie nie był na tyle silny, by Tobie zapewnić oparcie. Módl się i wierz. Wierz w to, że jesteś wartościową, czystą dziewczyną i zasługujesz na mężczyznę silnego, dzielnego, dla którego będziesz liczyła się TY, Ty cała i Twoja miłość. Który da Ci oparcie i któremu będziesz mogła zaufać, że nigdy Ci tego nie wypomni i Cię nie zostawi. Nie możesz być z kimś komu będzie to przeszkadzać, bo Twoje życie zmieni się w koszmar. Dlatego - bez względu na reakcję - bądź silny i ufaj, że taka jest właśnie wola Boża.

     A jeżeli odejdzie? Jeżeli będzie tak boleśnie przeżywał, że nie jesteś taka jak sobie wymarzył? To znaczy, że albo go to przerosło i nie był w stanie się z tym pogodzić albo był to ktoś szukający ideału i lepiej, żeby teraz odszedł niż zatruwał Ci całe życie wyrzutami. Być może Wasz związek nie wytrzyma próby. Ale lepiej żeby nie wytrzymał jej teraz. Uwierz proszę, że są chłopcy, którzy będą w stanie przyjąć Cię całą - taką jaka jesteś.

     A teraz - już na koniec naszych rozważań na ten temat kilka słów szczególnie dla chłopaków. Szczególnie dla tych, którzy bardzo boleśnie przeżywają fakt, że dziewczyna nie jest dziewicą, dla tych, którzy czują wściekłość na tamtego chłopaka, dla tych, którzy nie wierzą w to, że dziewczyna mówi, że wcale miło tamtego współżycia nie wspomina, że wcale jej dobrze nie było. Nie mogą w to uwierzyć- no przecież seks jest taki przyjemny! Ciągle wyobrażają sobie swoją dziewczynę w ramionach tamtego i ten obraz spędza im sen z powiek. Otóż pozwólcie drodzy chłopcy, że teraz Was trochę rozczarujemy. Czym?

     Obaleniem mitu jak to jest w noc poślubną. Zaznaczamy od razu, że będziemy pisać o stronie fizycznej, nie mającej nic wspólnego z duchowością, to całkiem inna sprawa. Otóż, media mocno rozdmuchują ten temat, wprowadzając w błąd. Zdecydowanej większości się wydaje, że ta noc jest magiczna, ekstaza sięga zenitu, wszystko idzie jak z płatka, mężczyzna wie co ma robić, kobieta wie jak się zachowywać, a potem oboje przeżywają orgazm i pełni rokoszy opadają na poduszki wyznając sobie miłość. Otóż nie tak to wygląda. Po pierwsze noc poślubna często wcale nie jest tą pierwszą nocą bo tej pierwszej...na ogół nie ma. Nad ranem albo już całkiem rano państwo młodzi wracają spoceni i z resztkami makijażu (kobieta) i jedyne o czym marzą to ...tak jest, łóżko! Ale nie w tym wymiarze. Kilka godzin przerywanego z emocji snu i albo poprawiny, albo bieganina i uprzątanie wesela. A zatem druga noc. Też niewyspani, bo nie było kiedy, ale już lepiej. Do tego dochodzi kwestia naturalnego planowania rodziny: jeśli nie planują od razu dziecka to ze współżyciem czasem trzeba się wstrzymać kilka lub kilkanaście dni. Ale do rzeczy. Defloracja czyli przerwanie błony dziewiczej wcale nie jest takie proste i nieraz nieźle się muszą małżonkowie namęczyć, żeby tego dokonać. Fakt, u jednych idzie łatwiej u innych trudniej, ale przeważnie to wcale nie jest tak, że uda się za pierwszym razem. Dlaczego? Otóż kobieta, która jest dziewicą instynktownie broni się przed współżyciem. To dla niej coś obcego, trochę przerażającego i na początku nieprzyjemnego. Więc to jest pierwsza trudność - ogromna wrażliwość jej ciała na dotyk męża, na dotyk intymnych części, których nikt jej nigdy nie dotykał. To przeraża jej męża, który nawet fizycznie nie jest do końca w stanie utrzymać wzwodu - no bo który kochający mężczyzna byłby podniecony i czuł się przyjemnie gdyby jego ukochana zwijała się z bólu podczas próby intymnego zjednoczenia? Chyba żaden. Kobiece narządy płciowe muszą być wilgotne - to wypływa z podniecenia, i jest warunkiem, by przyjąć męskie. Inaczej jest to rozrywający ból. Pochwa nieprzywykła do stosunku jest wąska i obkurczona, wejście do niej zamknięte. Czasem w ogóle nie można nawet tego "namierzyć". O orgazmie (kobiety) to w ogóle można zapomnieć. Tak więc nieraz dopiero po kilku tygodniach (lub miesiącach) możliwy jest "normalny" stosunek płciowy. Do czego zmierzamy?

     Do tego, że nawet jeśli Twoja dziewczyna przeżyła pierwszy raz to możesz być pewien, że raczej nie czerpała z tego przyjemności. Przypuszczamy - choć możemy się mylić- że była to niejako wymuszona decyzja, którą ona była później mocno rozczarowana. Do tego doszły wyrzuty sumienia, żal, że to nie z mężem i wiele, wiele innych rzeczy. Jesteśmy pewni, że nie wspomina tego dobrze.

     Dlaczego zatem noc poślubna jest tak opiewana? Pomijamy media całkiem świeckie, zachęcające do współżycia, bo to się łączy z kupowaniem środków antykoncepcyjnych. Ale media katolickie? Otóż, noc poślubna od strony fizjologicznej - a o takiej jak zaznaczyliśmy tu pisaliśmy - rzeczywiście nie jest czymś zachwycającym tylko przeważnie bolesnym, rozczarowującym, a nawet frustrującym (szczególnie dla mężczyzn - trudności z utrzymaniem wzwodu, poczucie, że nie może zaspokoić żony i szok, że ją to boli zamiast dawać przyjemność). Piękno i urok nadaje jej fakt, że przeżywana jest z mężem, po cudownej uroczystości zaślubin, gdzie dwoje ludzi oddaje się sobie na wieczność, gdzie mogą już w każdym wymiarze wyrazić swoją miłość, gdzie nawet mimo braku fizycznych przyjemnych wrażeń cieszą się sobą, swoją obecnością. W "pierwszym razie" bez tej otoczki (czytaj: z chłopakiem) co może pozostać? A kiedy dojdą do tego wyrzuty sumienia? To chce się pewnie o tym jak najszybciej zapomnieć.

     Co chcemy Wam przez to powiedzieć? Otóż to, że mimo tego, że Twoja dziewczyna nie jest dziewicą masz szansę na piękną miłość i piękny związek, bo zdecydowałeś się z nią być "pomimo" - no ale to już wiesz. Ale poza tym - o czym pewnie nie wiesz - macie szansę na niepowtarzalną noc poślubną. Pełną romantyzmu, miłości i oddania się sobie - bo to przecież jest najważniejsze. Być może ona będzie wiedziała już pewne rzeczy ale dla niej Ty będziesz tym jedynym, pierwszym (a "pierwszy" znaczy tyle co "mający pierwszeństwo", czyli najważniejszy). To ta noc będzie najważniejsza i dla Ciebie i dla niej, a nie tamta. Weź jeszcze pod uwagę psychikę kobiety. Kogo będzie dobrze wspominać? Mężczyznę, który daje jej poczucie bezpieczeństwa, miłość i który zostanie z nią na zawsze, a nie tego, który pozbawił ją dziewictwa i zostawił z wyrzutami sumienia. No tak logicznie: czy nie tak będzie?

     Drogi chłopaku, jeśli cierpisz z tego powodu, że Twoja dziewczyna nie jest dziewicą i często jest to jedyna cecha, która ją w Twoich oczach dyskwalifikuje to pomyśl jeszcze o jednym. Czy nie widzisz, że to szatan Cię podburza? Jego razi Wasze szczęście i podsyła Ci te myśli.

     Jesteś mężczyzną, walcz. Nie poddasz się chyba tak łatwo? To Ty jesteś rycerzem swojej dziewczyny. Walcz o nią. Nie pozwól jej sobie obrzydzić. Bądź prawdziwym, dojrzałym mężczyzną. Pomóż swej dziewczynie w dźwiganiu tego krzyża. Nawet nie wiesz jaki spotka Cię za to dar: i w wieczności i tu na ziemi: bezpieczna, kochająca, ufająca żona i zdrowa atmosfera w domu. Czyż można mieć coś piękniejszego?

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



   

Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba
o. Adam Szustak OP
To konferencja, która całkowicie odrzuca w kąt starotestamentalną zasadę handlowania z Panem Bogiem. O. Adam Szustak na pierwszy plan wysuwa tutaj to, co mamy najcenniejsze, czyli... naszą relację z Bogiem, opartą na wolności. Żeby Ci to pokazać, o. Adam Szustak sięga po historię Hioba i... niemal odwraca ją do góry nogami, ukazując nieznane dotąd spojrzenie. ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:
 Olo: 18.01.2019, 01:10
 Ja też się z tym mecze i przegrywamy ta walke
 Romek: 17.12.2018, 21:37
 Takie kobiety powinny mieć zakaz występowania w Święty Związek Małżeński
 wie: 01.09.2018, 07:30
 mam taki sam przypadek - moją dziewczynę też wybzykał chłopak z którym wcześniej chodziła , miała wtedy 18 lat on 22 i był już doświadczony , robili to niejednokrotnie w samochodzie bez żadnego zabezpieczenia. Miał takie prawo bo był pierwszy , ale nieraz jak myślę to boli że miał ją pod sobą inny.
 Adam: 21.07.2018, 22:06
 a co robić gdy poślubiło się właśnie taką nie dziewicę i po kilku latach dalej męczy jej przeszłość? jeden rozdziewiczał, drugi ślubował miłość przed Bogiem, czy to jest uczciwe? zastanówcie się dobrze przed wyborem nie dziewicy, bo ja popełniłem błąd...
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej