Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Moja dziewczyna nie jest już dziewicą


     No dobrze, to już wiemy dlaczego warto żyć w czystości, jesteśmy do tego przekonani i na to gotowi... a tu nagle następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością i okazuje się, że... ukochana osoba nie jest dziewicą. Piszemy "dziewicą" ale mamy na myśli zarówno chłopaków jak i dziewczyny, czyli generalnie sytuację, kiedy druga strona nie dochowała czystości. Tytuł rozdziału wynika jednak z tego, że to głównie chłopcy mają problemy z zaakceptowaniem faktu, że ich dziewczyna nie jest już dziewicą.

     Początkowo nie dowierzamy (absolutnie nam to do niej/niego nie pasuje!), później gdy stopniowo dociera do nas ta prawda czujemy żal, wściekłość, rozczarowanie, a nawet bunt - jak to Panie Boże?! To ja się tak staram, tak walczę, nabijam sobie głowę tym, że warto czekać itp. a teraz gdy stawiasz na mojej drodze tą drugą osobę to okazuje się, że ona nie dochowała czystości? Jak to? Czy Ty sobie Panie Boże żarty ze mnie robisz? Niektórzy nawet rozczarowani tą sytuacją zaczynają żałować, że sami czystości dochowali. Oczywiście nasze rozważania będą dotyczyły sytuacji gdy druga strona sama przyznaje się do utraty dziewictwa, a nie dowiadujemy się tego od osób trzecich i gdy autentycznie za to żałuje. Bo tylko taka postawa jest prawidłowa i tylko wówczas może mieć miejsce przebaczenie. Nie można przecież godzić się z faktem, że nasz wybranek już z kimś współżył ale uważa to za coś zupełnie normalnego, nie żałuje tego i w ogóle dziwi się o co nam chodzi. W takiej sytuacji ani nie namawiamy do przebaczenia ani nie zachęcamy do podjęcia wysiłku zaakceptowania tego faktu, bo wszystkie nasze wysiłki będą po prostu syzyfową pracą. Co z tego, że my przebaczymy - skoro ten ktoś o przebaczenie nie prosił? Co z tego, że będziemy chcieli budować czysty związek gdy druga osoba nie będzie widziała sensu czystości? I Jezus nie może wybaczyć gdy ktoś Go o to nie prosi. Jeśli ktoś nie przystępuje do sakramentu pojednania, bo nie żałuje - to jakże ma tu mieć miejsce odpuszczenie grzechów? Tak samo i my nie będziemy mogli w takiej sytuacji zdjąć z kogoś ciężaru winy gdy on sam nie będzie chciał się go pozbyć tylko z uporem będzie go w sobie trzymał. Ale zakładamy, że nie o taką sytuację chodzi i nasz wybranek swoją utratę dziewictwa traktuje jako błąd młodości, coś czego nigdy by już nie powtórzył. Coś co już okupił łzami, cierpieniem i dawno odpokutował.

     Tak bywa. To oczywiście trudna i bolesna sytuacja i rozumiemy, że nie każdy będzie w stanie unieść ciężar takiej świadomości na swoich barkach. Bo trzeba dużej dojrzałości i prawdziwej miłości żeby przebaczyć. Bo to jest pierwszy krok. Nie można decydować się na dalszą znajomość jeśli nie przebaczymy. Nie można być z kimś jeśli coś z jego życia, zachowania, przeszłości tkwi nam jak zadra w sercu. Nie można bo ta zadra urośnie do belki, na której będziemy ciągle krzyżować naszą ukochaną czy ukochanego za to co zrobili. Nawet mimo pozornego pogodzenia będzie się to kładło cieniem na całe wspólne życie, o współżyciu w małżeństwie już nie wspominając. Będziemy porównywać siebie do tamtego kogoś, będziemy go nienawidzić i czuć żal do żony czy męża. Ciągły żal, że to nie my otrzymaliśmy ten dar, nie z nami były te pierwsze chwile.

     Jak przebaczyć? Na zawsze. Zrozumieć, że czystość - dar nikomu się nie NALEŻY. To piękne gdy można go komuś ofiarować, ale nie można, nie wolno żądać go od innego i uważać, że skoro ja mogłam czy mogłem dochować tej czystości to i mnie się ona należy. Nie żałuj nigdy, że dochowałeś czystości a w zamian nic nie otrzymałeś. Jeśli dochowałeś czystości to chwała Ci za to. Czy żałujesz tego? Żałujesz w kontekście tego, że druga osoba nie dochowała? Żałujesz, że nie zgrzeszyłeś? Lepiej byś się czuł gdybyś Ty też kogoś wcześniej miał? Byłby jeden do jednego? To byłby absurd. Dar jest dobrowolny, a zatem nikomu się nie należy "z urzędu". Miłość NIE SZUKA SWEGO. Miłość prawdziwa wybacza. Miłość wie, że jej się NIE NALEŻY. Potrafi przyjmować dary, ale nigdy się ich nie domaga. Jeśli ktoś kocha to właśnie z miłości pomoże drugiemu nieść ten ciężar utraty dziewictwa - bo ten ktoś już swoją karę poniósł. Karą jest niemożność ofiarowania daru mężowi czy żonie, wyrzuty sumienia i owa męcząca świadomość tego faktu towarzysząca aż do ślubu. To wielka kara, tym większa, że Ty ten dar dla niej czy dla niego miałeś czy miałaś. I co, teraz żałujesz, że jej czy jemu to dasz? Żałujesz, że dasz swój dar osobie, którą ukochałeś najbardziej na świecie? Kolejny absurd.

     Jeśli jednak ktoś nie może wybaczyć to lepiej, żeby odszedł. Naprawdę, lepiej odejść niż całe życie wypominać. Sens przebaczenia właśnie na tym polega, że zdejmujemy z kogoś poczucie winy - tak jak to robi Jezus w konfesjonale. Zdjąć poczucie winy - czy może być bardziej wspaniałomyślniejszego, szlachetniejszego? To powiedzieć, pokazać, dać odczuć, że pomimo tego co się zdarzyło ja Cię nadal kocham, ja nadal chcę z Tobą być, ja nadal uważam Cię za wartościową osobę. Ja zatem chcę pomóc Ci nieść Twój krzyż, Twoje brzemię z przeszłości. Pomagam Ci w ten sposób, że nie będę do tego wracał, nie będę Ci tego wypominał. Skoro bowiem Jezus - Bóg Ci to wybaczył to ja - człowiek nie jestem większy od Boga by Cię za to osądzać. Pomyślmy: skoro ukochany żałował tego przed Bogiem i Bóg mu przebaczył to czy ja mam prawo wymierzać za to sprawiedliwość? Nie mam takiego prawa. Ja - kochający chłopak czy dziewczyna nie mogę być surowszym sędzią niż sam Bóg, który ma prawo osądzać ludzkie czyny a który mu powiedział: "Idź i nie grzesz więcej". I on poszedł i więcej nie grzeszył. Jeśli jednak mimo podejmowanych wysiłków fakt, że Twój wybranek nie dochował czystości bardzo Ci ciąży i nie możesz się z tym pogodzić to porozmawiajcie szczerze i rozstańcie się w zgodzie. Rozumiemy bowiem, że nie każdy będzie w stanie to zaakceptować i wcale nie jest to czymś nagannym, czego należy się wstydzić. Jeśli komuś naprawdę bardzo zależy na tym, by druga strona była dziewicą, przemyślał to i nie wyobraża sobie tworzenia związku z kimś kto nią nie jest, to nie powinien też przesadzać w drugą stronę - obwiniać siebie, być z kimś wbrew sobie lub cierpieć w milczeniu. To nie jest dobre podejście, bo taki skrywany żal może w każdym momencie wybuchnąć, można też podświadomie lub świadomie wszelkie niepowodzenia w związku zrzucać na karb właśnie niedochowania czystości przez drugą osobę. Można też w którymś trudnym momencie komuś to wypomnieć na zasadzie: "zobacz jak ja się dla Ciebie poświęcam, a Ty dla mnie nawet w czystości nie wytrzymałeś". A usłyszeć takie pretensje po ślubie na pewno nie jest przyjemnie. Jeśli zatem jesteś bardzo rozczarowany faktem, że druga strona nie jest dziewicą i ciągle to roztrząsasz to być może nie jesteś (teraz lub w ogóle) gotowy na akceptację takiego faktu w swoim związku.

     DLATEGO JEŚLI KOCHASZ NAPRAWDĘ - WYBACZ I ZAPOMNIJ. JEŚLI NIE POTRAFISZ - ODEJDŹ I NIE KRZYWDŹ, on czy ona znajdzie kogoś, kto będzie na tyle silny, że poniesie ten ciężar, bo jego miłość będzie większa niż ów ciężar. Tylko nawet rozstając się zrób to tak, by drugiej strony nie upokorzyć, nie dać jej odczuć, że jest "do niczego" i nikt jej nie zechce. Powiedz, że to Ty masz problem z akceptacją tego faktu, że odchodzisz dlatego, że nie jesteś w stanie tego przyjąć a nie dlatego, że on czy ona jest kimś gorszym.

     A teraz JAK się pogodzić? Rozumiemy bowiem, że mimo najszczerszego wybaczenia w naszej świadomości może tkwić to "coś", bo jak mówią chłopcy - "umarło marzenie o dziewicy". No bo umarło, fakt. Widzicie, zawsze po jakiejś stracie jest okres żałoby. Jest po śmierci czyjejś, po rozstaniu, jest po jakiejś porażce, po utracie złudzeń. To normalne. To czas na to, by przyjąć w pełni do świadomości fakt, że utrata nastąpiła i oswoić się z tą myślą oraz pomyśleć jak z tym czymś żyć. Tak więc jest to taki okres żałoby. Trzeba przez niego przejść. Po co on jest? Ano to taki okres ochronny spowodowany naszą wrażliwością. Niemożliwe przecież jest przejście z dnia na dzień do porządku dziennego w takich przypadkach. To świadczyłoby o tym, że na tym czymś nam nie zależało. Gdyby chłopak na drugi dzień po rzuceniu go przez dziewczynę nie czuł żalu to by znaczyło, że jej nie kochał, prawda? Im coś miało dla nas większe znaczenie tym dłuższy okres czasu jest potrzebny na dojście do siebie. Trzeba dać sobie zatem troszkę czasu, by się pogodzić. Jednakże ten okres nie może być zbyt długi, żeby nie ranić tym ukochanego, nie dać mu odczuć jak strasznie nas to boli, jak bardzo nas zawiódł i jak to my teraz nie możemy dojść do siebie. Nie na tym to polega. Ów czas pogodzenia się, czas żałoby ma mieć miejsce w naszym sercu. On nam jest potrzebny, zatem my SOBIE go dajemy a nie obnosimy się ze swoim nieszczęściem na zewnątrz. W zasadzie nasz wybranek nawet nie bardzo powinien o tym wiedzieć. Jasne, że trudno ukryć smutek dlatego warto poprosić o kilka dni na "przetrawienie tego w sobie", ale nie wracać już do rozmowy, nie wypytywać o szczegóły, nie rozdrapywać ran. Bo nikomu to na zdrowie nie wyjdzie. Po co nam wiedzieć ile razy współżycie miało miejsce? Czy to różnica czy było to pięć razy, osiem czy dziesięć? Coś to zmienia? Nie. Fakt pozostaje taki sam: druga strona nie dochowała czystości. To prawda. Ale żałowała za to i powiedziała Ci o tym. Nie oszukała Cię zatem.

     Gdy już się wybaczyło i zdecydowało na kontynuowanie związku to trzeba uświadomić sobie wszystkie inne - prócz dziewictwa - wartości, które dana osoba posiada. Trzeba nawet wypisać sobie wszystkie jej cechy, które się podziwia. Pomyśleć jaką byłaby żoną i matką/mężem i ojcem i czy chcesz takiej kobiety/mężczyzny. Jeśli tak, to niedużo już masz do zrobienia.

     A teraz coś co powinno być w zasadzie na początku. Załóżmy, że to my jesteśmy tą stroną, która dziewictwa nie zachowała. JAK o tym powiedzieć? Nasz wybranek czy wybranka powinni to wiedzieć. I to w miarę szybko. Rozumiemy, że strach paraliżuje, że boimy się odrzucenia, upokorzenia - ale to jednak ważna sprawa. Jeśli ktoś prawdziwie i dojrzale kocha to nie będzie to dla niego czynnik decydujący. Jak to zrobić? To Ty ją czy jego znasz i wiesz czy lepiej będzie postawić sprawę jasno czy najpierw sprowokować rozmowę na ten temat i delikatnie nawiązać do swojej osoby. Oczywiście - nie mówić o tym na pierwszej randce. To wzbudziłoby podejrzenia i lęk i na pewno zraziłoby tą drugą stronę. Przecież na pierwszej randce wszystkiego o sobie nie mówimy - i to jest normalne. Nie wiemy przecież jak potoczą się nasze dalsze losy, czy będziemy z tą osobą. To dopiero czas poznawania się. Gdy jednak związek się rozwija, nabieramy do drugiej osoby zaufania, widzimy, że i ona darzy nas uczuciem - to jest czas na powiedzenie prawdy. Ten czas jest w każdym przypadku sprawą indywidualną, ale nie może to być ani za wcześnie (budzi podejrzenia) ani też na 2 tygodnie przed ślubem, bo rodzi poczucie bycia oszukanym. Ważna jest Twoja postawa. Rozmawiając z nią czy nim musisz przede wszystkim wyjść od tego, że to dotyczy Twojej przeszłości a nie teraźniejszości, to już zamknięty rozdział Twojego życia. Tak kiedyś było, owszem, ale teraz już nie jest. Nie pozwól się wpędzić w wyrzuty sumienia, w chore poczucie winy. Nie pozwól sobie wmówić, że jesteś gorszy czy gorsza. Nie jesteś. I nikt, absolutnie nikt nie ma prawa tak twierdzić. Dlatego musisz o tym mówić jako osoba z nową, czystą tożsamością a nie jak potępieniec ze spuszczoną głową, który może spodziewać się tylko upokorzenia i odrzucenia. Nie możesz oczekiwać ani prowokować tego odrzucenia, nie możesz zakładać, że tylko to Ci się należy. Bo to nieprawda. Musisz to powiedzieć z godnością. Owszem, możesz liczyć się z tym, że chłopak czy dziewczyna być może nie będzie w stanie tego zaakceptować i odejdzie ale odejdzie dlatego, że nie będzie w stanie tego unieść, a nie dlatego, że na to odrzucenie sobie zasłużyłeś, że to będzie dla Ciebie kara. Widzisz różnicę? Bo jest zasadnicza. Osoby, którym zdarzyło się to nieszczęście, że straciły dziewictwo ale tego żałują nie mogą myśleć, że jedyną słuszną reakcją na ich wyznanie tego przed drugą osobą może być tylko upokorzenie i potępienie. Powinno być przebaczenie, no, ale wiadomo, że z tym różnie bywa. Takie wyznanie jest miarą miłości dwojga ludzi w związku. To będzie ciężka próba, na pewno. Ale jeśli ją przejdziecie to znaczy, że kochacie się naprawdę i liczy się osoba a nie tylko przymioty jakie ona posiada. Bo chyba nie chodzi o to, by mieć dziewicę (jakąkolwiek) tylko mieć ukochaną, wybraną osobę - właśnie tą a nie inną, prawda? Musicie w takiej sytuacji znaleźć w sobie oparcie. Nie wolno Wam tego drugiej osobie nigdy wypominać, roztrząsać i czuć żal. Jeśli tego nie zaakceptujecie to lepiej żebyście odeszli, niż żeby zatruwali komuś całe życie wyrzutami z tego powodu. Jeśli miłość Twojego chłopaka czy dziewczyny jest prawdziwa, to pogodzą się z tym, choć być może będą potrzebowali trochę czasu by wszystko przemyśleć, przetrawić. Daj mu czy jej ten czas. Nie naciskaj na natychmiastową decyzję, choć oczywiście to zastanawianie się nie może trwać w nieskończoność. Jeśli Twój chłopak odejdzie to widocznie nie był na tyle silny, by Tobie zapewnić oparcie. Módl się i wierz. Wierz w to, że jesteś wartościową, czystą dziewczyną i zasługujesz na mężczyznę silnego, dzielnego, dla którego będziesz liczyła się TY, Ty cała i Twoja miłość. Który da Ci oparcie i któremu będziesz mogła zaufać, że nigdy Ci tego nie wypomni i Cię nie zostawi. Nie możesz być z kimś komu będzie to przeszkadzać, bo Twoje życie zmieni się w koszmar. Dlatego - bez względu na reakcję - bądź silny i ufaj, że taka jest właśnie wola Boża.

     A jeżeli odejdzie? Jeżeli będzie tak boleśnie przeżywał, że nie jesteś taka jak sobie wymarzył? To znaczy, że albo go to przerosło i nie był w stanie się z tym pogodzić albo był to ktoś szukający ideału i lepiej, żeby teraz odszedł niż zatruwał Ci całe życie wyrzutami. Być może Wasz związek nie wytrzyma próby. Ale lepiej żeby nie wytrzymał jej teraz. Uwierz proszę, że są chłopcy, którzy będą w stanie przyjąć Cię całą - taką jaka jesteś.

     A teraz - już na koniec naszych rozważań na ten temat kilka słów szczególnie dla chłopaków. Szczególnie dla tych, którzy bardzo boleśnie przeżywają fakt, że dziewczyna nie jest dziewicą, dla tych, którzy czują wściekłość na tamtego chłopaka, dla tych, którzy nie wierzą w to, że dziewczyna mówi, że wcale miło tamtego współżycia nie wspomina, że wcale jej dobrze nie było. Nie mogą w to uwierzyć- no przecież seks jest taki przyjemny! Ciągle wyobrażają sobie swoją dziewczynę w ramionach tamtego i ten obraz spędza im sen z powiek. Otóż pozwólcie drodzy chłopcy, że teraz Was trochę rozczarujemy. Czym?

     Obaleniem mitu jak to jest w noc poślubną. Zaznaczamy od razu, że będziemy pisać o stronie fizycznej, nie mającej nic wspólnego z duchowością, to całkiem inna sprawa. Otóż, media mocno rozdmuchują ten temat, wprowadzając w błąd. Zdecydowanej większości się wydaje, że ta noc jest magiczna, ekstaza sięga zenitu, wszystko idzie jak z płatka, mężczyzna wie co ma robić, kobieta wie jak się zachowywać, a potem oboje przeżywają orgazm i pełni rokoszy opadają na poduszki wyznając sobie miłość. Otóż nie tak to wygląda. Po pierwsze noc poślubna często wcale nie jest tą pierwszą nocą bo tej pierwszej...na ogół nie ma. Nad ranem albo już całkiem rano państwo młodzi wracają spoceni i z resztkami makijażu (kobieta) i jedyne o czym marzą to ...tak jest, łóżko! Ale nie w tym wymiarze. Kilka godzin przerywanego z emocji snu i albo poprawiny, albo bieganina i uprzątanie wesela. A zatem druga noc. Też niewyspani, bo nie było kiedy, ale już lepiej. Do tego dochodzi kwestia naturalnego planowania rodziny: jeśli nie planują od razu dziecka to ze współżyciem czasem trzeba się wstrzymać kilka lub kilkanaście dni. Ale do rzeczy. Defloracja czyli przerwanie błony dziewiczej wcale nie jest takie proste i nieraz nieźle się muszą małżonkowie namęczyć, żeby tego dokonać. Fakt, u jednych idzie łatwiej u innych trudniej, ale przeważnie to wcale nie jest tak, że uda się za pierwszym razem. Dlaczego? Otóż kobieta, która jest dziewicą instynktownie broni się przed współżyciem. To dla niej coś obcego, trochę przerażającego i na początku nieprzyjemnego. Więc to jest pierwsza trudność - ogromna wrażliwość jej ciała na dotyk męża, na dotyk intymnych części, których nikt jej nigdy nie dotykał. To przeraża jej męża, który nawet fizycznie nie jest do końca w stanie utrzymać wzwodu - no bo który kochający mężczyzna byłby podniecony i czuł się przyjemnie gdyby jego ukochana zwijała się z bólu podczas próby intymnego zjednoczenia? Chyba żaden. Kobiece narządy płciowe muszą być wilgotne - to wypływa z podniecenia, i jest warunkiem, by przyjąć męskie. Inaczej jest to rozrywający ból. Pochwa nieprzywykła do stosunku jest wąska i obkurczona, wejście do niej zamknięte. Czasem w ogóle nie można nawet tego "namierzyć". O orgazmie (kobiety) to w ogóle można zapomnieć. Tak więc nieraz dopiero po kilku tygodniach (lub miesiącach) możliwy jest "normalny" stosunek płciowy. Do czego zmierzamy?

     Do tego, że nawet jeśli Twoja dziewczyna przeżyła pierwszy raz to możesz być pewien, że raczej nie czerpała z tego przyjemności. Przypuszczamy - choć możemy się mylić- że była to niejako wymuszona decyzja, którą ona była później mocno rozczarowana. Do tego doszły wyrzuty sumienia, żal, że to nie z mężem i wiele, wiele innych rzeczy. Jesteśmy pewni, że nie wspomina tego dobrze.

     Dlaczego zatem noc poślubna jest tak opiewana? Pomijamy media całkiem świeckie, zachęcające do współżycia, bo to się łączy z kupowaniem środków antykoncepcyjnych. Ale media katolickie? Otóż, noc poślubna od strony fizjologicznej - a o takiej jak zaznaczyliśmy tu pisaliśmy - rzeczywiście nie jest czymś zachwycającym tylko przeważnie bolesnym, rozczarowującym, a nawet frustrującym (szczególnie dla mężczyzn - trudności z utrzymaniem wzwodu, poczucie, że nie może zaspokoić żony i szok, że ją to boli zamiast dawać przyjemność). Piękno i urok nadaje jej fakt, że przeżywana jest z mężem, po cudownej uroczystości zaślubin, gdzie dwoje ludzi oddaje się sobie na wieczność, gdzie mogą już w każdym wymiarze wyrazić swoją miłość, gdzie nawet mimo braku fizycznych przyjemnych wrażeń cieszą się sobą, swoją obecnością. W "pierwszym razie" bez tej otoczki (czytaj: z chłopakiem) co może pozostać? A kiedy dojdą do tego wyrzuty sumienia? To chce się pewnie o tym jak najszybciej zapomnieć.

     Co chcemy Wam przez to powiedzieć? Otóż to, że mimo tego, że Twoja dziewczyna nie jest dziewicą masz szansę na piękną miłość i piękny związek, bo zdecydowałeś się z nią być "pomimo" - no ale to już wiesz. Ale poza tym - o czym pewnie nie wiesz - macie szansę na niepowtarzalną noc poślubną. Pełną romantyzmu, miłości i oddania się sobie - bo to przecież jest najważniejsze. Być może ona będzie wiedziała już pewne rzeczy ale dla niej Ty będziesz tym jedynym, pierwszym (a "pierwszy" znaczy tyle co "mający pierwszeństwo", czyli najważniejszy). To ta noc będzie najważniejsza i dla Ciebie i dla niej, a nie tamta. Weź jeszcze pod uwagę psychikę kobiety. Kogo będzie dobrze wspominać? Mężczyznę, który daje jej poczucie bezpieczeństwa, miłość i który zostanie z nią na zawsze, a nie tego, który pozbawił ją dziewictwa i zostawił z wyrzutami sumienia. No tak logicznie: czy nie tak będzie?

     Drogi chłopaku, jeśli cierpisz z tego powodu, że Twoja dziewczyna nie jest dziewicą i często jest to jedyna cecha, która ją w Twoich oczach dyskwalifikuje to pomyśl jeszcze o jednym. Czy nie widzisz, że to szatan Cię podburza? Jego razi Wasze szczęście i podsyła Ci te myśli.

     Jesteś mężczyzną, walcz. Nie poddasz się chyba tak łatwo? To Ty jesteś rycerzem swojej dziewczyny. Walcz o nią. Nie pozwól jej sobie obrzydzić. Bądź prawdziwym, dojrzałym mężczyzną. Pomóż swej dziewczynie w dźwiganiu tego krzyża. Nawet nie wiesz jaki spotka Cię za to dar: i w wieczności i tu na ziemi: bezpieczna, kochająca, ufająca żona i zdrowa atmosfera w domu. Czyż można mieć coś piękniejszego?

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



   

Wasze komentarze:
 Kobieta po przejściach : 13.07.2019, 05:13
 Chciałam dodać kilka zdań do poprzedniego komentarza. Nie chcę, aby ktoś posądzał mnie, że byłam tak wyrachowana i okłamałam biednego chłopaka w żywe oczy. To wszystko wyszło przez przypadek. Zacznę od początku. Marka, swojego pierwszego chłopaka poznałam jak byłam w liceum. Ja miałam 18 lat. Wszystkie koleżanki miały chłopaków i ja też czułam się dorosła i chciałam mieć. Na początku było klasycznie chodziliśmy na spacery, na rowery, na łyżwy. On był na mojej studniówce, ja na jego. Chodziliśmy do różnych szkół, ja do Liceum, a on do Technikum. Po maturze poszłam na studia do Krakowa. On został w moim mieście bo Technikum jest 5 letnie a byliśmy równolatkami. Już wtedy między nami było różnie ale ja często na weekend wracałam do domu to się często spotykaliśmy. On po roku był po maturze ale nie dostał się na studia do Krakowa tylko znalazł jakąś uczelnię prywatną już nie pamiętam nawet gdzie i zaczął studia zaoczne. Już wtedy nasz związek praktycznie powoli się kończył i pewnie by tak było, gdyby na jesieni 1999 roku, kiedy byłam na drugim roku studiów, mój tata nie zachorował na raka. Ja i siostra byłyśmy na studiach i nie zawsze miałyśmy czas na opiekę nad ojcem i pomoc mamie. A że on mieszkał nadal w naszym miasteczku to starał się mojej mamie pomagać. Mój tato zmarł na wiosnę 2000 roku. Bardzo to przeżyłam, myślę że jak każdy w takiej sytuacji. Szukałam oparcia właśnie w chłopaku. On to wykorzystał. Pamiętam, że mama podczas wakacji pojechała do mojej siostry na kilka dni. Ona zaczęła pracę w Krakowie, gdzie mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu. Wtedy miałam wolną chatę i randkowaliśmy z Markiem. Pod wpływem emocji i impulsu, zdecydowałam że będziemy mieli pierwszy raz. I było tak jak pisze w tekście adonai. Zero przyjemności. Wyrzuty sumienia. On wszedł we mnie, ja się rozpłakałam, powiedziałam żeby przestał. Do dzisiaj pamiętam to uczucie jakby mi coś zabrał. Po 10 minutach powiedziałam żeby sobie poszedł, a on ubrał kurtkę i poszedł sobie na piwo z kolegami. Siedziałam potem w wannie ponad godzinę i spłukiwałam się prysznicem a łzy lały mi się po policzkach. Bez sensu. Nie tak to sobie wyobrażałam. Pojechaliśmy jeszcze autem mojego taty na wczasy razem, na których ciągle pytał czy wszystko się zagoiło bo on chce seksu. Na szczęście miałam wtedy kobiece dni. Suma summarum byliśmy jeszcze jakiś czas razem, ale były to bardziej moje złudzenia, że ten związek istnieje niż rzeczywistość. Potem dowiedziałam się, że prowadził jakieś szemrane interesy, handlował autami. W sierpniu 2002 roku siostra miała mieć wesele. Chciałam mieć kogoś na tym weselu. Wtedy weszły do Internetu czaty. Zaczęłam czatować. Praktycznie bardziej zależało mi na znalezieniu partnera na wesele niż na życie i jak już jakiś chłopak był tym zainteresowany to aby nie liczył, że w rewanżu wskoczę z nim do łóżka to pisałam coś w stylu.."Jestem dziewicą i pragnę nią być do ślubu".. Prowadziłam kilka rozmów przez kilka dni z różnymi chłopakami, ale tylko Paweł na ten mój tekst mi odpisał "to się fajnie składa bo ja jestem prawiczkiem i szukam kogoś z kim mógłbym się ożenić". Od razu mi zaimponował. W efekcie poszliśmy razem na wesele, a ja chciałam mu powiedzieć prawdę po weselu. Byłoby po sprawie bo pewnie każdy poszedłby w swoją stronę, ale na weselu świetnie się bawiłam. Z parkietu zeszliśmy po 5 rano, bo tak dobrze tańczył. Wszystkie ciocie były zachwycone moim chłopakiem. Że grzeczny, że ułożony, dobrze mu z oczu patrzy, że pasujemy do siebie, bo on nie wysoki, a ja też filigranowa. Wtedy też pierwszy raz się pocałowaliśmy. Po raz pierwszy całując się z chłopakiem nie miałam wrażenia, że całuję się z popielniczką. W przeciwieństwie do Marka, Paweł nie palił papierosów. On też studiował w Krakowie i mieliśmy jeszcze miesiąc wakacji. Stwierdziłam, że powiem mu po wakacjach, a ten czas spędzimy razem i nie będziemy się nudzić. On nawet załatwił mi pracę dorywczą w restauracji wujka, u którego też dorabiał, bo starałam się w tym czasie dorobić i odciążyć finansowo mamę. Na studiach mieszkałam w akademiku i miałam rentę po tacie. Potem przyrzekałam sobie że załatwię sprawę do 1 listopada, ale on przed tym Świętem przyjechał na cmentarz i razem ze mną czyścił grób mojego Taty. Znowu nie miałam sumienia mu tego powiedzieć. Potem on miał dużo nauki i stwierdziłam, że nie będę go jeszcze dodatkowo obciążać psychicznie. Potem Święta Bożego Narodzenia. On po wigilii u swoich rodziców, przyjechał do mnie bo mieszkaliśmy około 10 km od siebie. Podzieliliśmy się opłatkiem. Poczułam się jakbyśmy byli rodziną. Poszliśmy razem na Pasterkę. Odwiedziłam potem jego rodzinę w Święta. Potem Sylwester spędzony u jego znajomych gdzie świetnie się bawiłam. Coraz trudniej było mi się zdecydować na powiedzenie prawdy. Coraz bardziej byłam zakochana i coraz bardziej bałam się jego reakcji. Głupie uczucie, im bardziej kochasz tym bardziej boli bo boisz się, że go stracisz. Pierścionek otrzymałam w Walentynki. Trochę mnie zaskoczył, bo się nie spodziewałam. Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Mamy luty. Wujek, który ma restaurację mówi, że ma wolny termin pod koniec czerwca. Jakaś para zrezygnowała, bo się rozstali. Wskakujemy z weselem na ich miejsce, a wujek zwraca tamtej parze zaliczkę. Zapraszamy na wesele 60 osób. Tak to wyglądało. Może coś jeszcze napiszę.
 Kobieta po przejściach : 05.07.2019, 09:01
 Witam wszystkich serdecznie. Chciałam podzielić się swoją historią na powyższy temat. Chodziłam z chłopakiem poznanym gdzieś na dyskotece. Chodziliśmy jakieś dwa-trzy lata. Do dzisiaj się dziwię, że tyle z nim wytrzymałam. To przy nim stałam się kobietą. Mieliśmy jeden seks, który polegał na przerwaniu błony i z przyjemnością niewiele miał wspólnego. Od razu zrozumiałam, że to nie to i to nie ten. Chodziliśmy jeszcze jakieś półtorej roku ale nigdy potem nie mieliśmy zbliżenia a naszą relację po czasie mogę określić jako totalnie toksyczną. Myślałam, że zostanę starą panną ale .... spotkałam przyszłego męża. Na początku powiedziałam, że jestem dziewicą i chce nią być do ślubu bo nie chciałam zaczynać znajomości od sfery seksualnej. Trochę się nią czułam bo praktycznie całe moje doświadczenie to przerwanie błony. Zero przyjemności. Był to taki odruch obronny w stosunku do mężczyzn, bo po pierwszym związku mój stosunek do nich był raczej negatywny. Nawet nie myślałam, że usłyszę od niego informację, że on jest prawiczkiem. Był czyściutki i chociaż wcześniej chodził z dziewczynami to nie przekraczał granicy zarezerwowanej dla małżeństw. Jak to określił było buzi-buzi i trzymanie się za rączki. Jak sam mi powiedział chciał aby ta pierwsza była ostatnią. Tutaj postąpiłam egoistyczne. Nie powiedziałam mu wtedy prawdy. Postanowiłam przeczekać i zobaczyć jak rozwinie się ta relacja. Relacja rozwijała się bardzo dobrze bo po jakimś czasie przyjęłam jego oświadczyny i zaczęliśmy przygotowania do ślubu. Coraz bardziej byłam nerwowa i chociaż wszyscy wkoło uważali, że to przez zbliżający się ślub to powodem było kłamstwo i brak pomysłu jak powiedzieć prawdę i kiedy. Już nawet myślałam o operacji plastycznej ale nie miałam tylu funduszy bo przeznaczyłam je na suknię ślubną i wesele. W końcu miesiąc przed ślubem powiedziałam narzeczonemu aby w noc poślubną nie liczył na moje krwawienie, bo ono już było. Wyszedł bez słowa. Przez kolejny tydzień żyłam jak zoombi. Odezwał się po dwóch tygodniach. Powiedział, że myślał, że tą sprawę mamy już wyjaśnioną. Zgodził się na ten ślub. Powiedział, że gości mamy zaproszonych i nie będzie robił checy. Ale to już nie był mój narzeczony. Nie widziałam w nim tego błysku w oku jak na mnie patrzył. Po ślubie zamiast seksu mieliśmy trzy miesiące abstynencji. Nie chciał się do mnie zbliżyć. To chyba jakiś rekord, bo noc poślubną mieliśmy dopiero po trzech miesiącach na wczasach kiedy popatrzyliśmy bardziej z dystansem do ostatnich zdarzeń. Te wczasy były bardzo owocne bo wróciłam z nich z synkiem w brzuszku. Potem urodziła nam się jeszcze córka. Nasze życie intymne było bardzo satysfakcjonujące. Mój mąż przez wrodzoną empatię i inteligencję potrafił mnie zadowolić, a przypadki jego braku mogę policzyć na palcach jednej ręki. Zresztą wtedy zazwyczaj przyczyną było płaczące dziecko niż brak umiejętności. Życie toczyło się normalnie do czasu gdy mój mąż (On twierdzi że jest tylko towarzyszem życia, bo mnie nie rozdziewiczał) wszedł w kryzys czterdziestolatka. Wtedy zaczął mi wypominać przeszłość. Nasza relacja się zepsuła. Praktycznie przestaliśmy ze sobą sypiać. Czuje, że ma ciągle żal do mnie o to, że go okłamałam i nie byłam dziewicą. Ta jego awersja do mnie nasiliła się w okolicy jego czterdziestu lat. Jak sam mi powiedział, że gdyby wiedział od początku to nie angażował by się w ten związek. Przykro było to usłyszeć po kilkunastu latach wspólnego życia. Żeby było jasne. Mój mąż jest wspaniałym człowiekiem. Ma świetne relacje z dziećmi. W czasie naszego małżeństwa wybudowaliśmy własny dom i po latach mieszkania w wynajmowanych norach cieszymy się własnymi 4 kątami. Jest dobrym gospodarzem, bo w ten dom włożył wiele pracy i w większości sam go wykończył. Nie wyobrażam sobie życia bez niego z kimś innym. W necie szukałam sposobu co zrobić aby mąż zapomniał o mojej przeszłości. Tak wpadłam na tą stronę. Ale jak czytam inne komentarze to coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy mój mąż nie będzie patrzył na mnie jak na swoją żonę. Zawsze będzie w jego oczach ten smutek. Ja już nawet rozpoznaje ten wzrok u innych mężczyzn i chociaż nie zawsze znam historię danego związku to jestem w stanie określić, u której pary jest ten sam problem. Jak tu napisał jeden pan w komentarzach on po 9 latach o tym myśli. To widać w oczach. Byłam na kilku ślubach kolegów i koleżanek z pracy. I zawsze po oczach widzę, który Pan Młody był pierwszy, a który musi pogodzić z rolą kolejnego. Zresztą to widać także po kobietach. Widać, która pragnie obdarzyć męża miłością, a która szuka frajera, który się z nią ożeni. To właśnie mi mówi mąż, że czuje się trochę jak taki frajer. Nie wiem czemu, bo przecież go kocham, ale fakt że nasze doświadczenia z poprzednich związków powoduje, że inaczej podchodzimy do związku z kolejną osobą. Trochę zazdroszczę mojej przyjaciółce. Ona z mężem byli pierwszymi kochankami. Seks mieli po ślubie. Nigdy się nie zdradzili, a za niedługo będą świętować 20 lecie małżeństwa. Planują wyjazd do Dubaju lub jakąś grecką wyspę. Kiedyś wypiłyśmy trochę wina i rozmawialiśmy na tematy intymne. Wtedy określiła, że przeżywa właśnie drugi miesiąc miodowy. Po odchowaniu dzieci i nieprzespanych nocach przez kolki, choroby dzieci wreszcie mają więcej czasu dla siebie. Cieszą się seksem. A ja zrozumiałam co straciłam i dlaczego czystość ma jednak znaczenie. Teraz mam dzieci odchowane, największą ochotę na seks i muszę o niego żebrać. Robimy to dwa razy w miesiącu i mój mąż nie traktuje tego jako radosne zdarzenie tylko przykry małżeński obowiązek. Nie jestem na tyle wyzwolona aby znaleźć sobie kochanka. Zresztą po urodzeniu dwójki dzieci moje ciało nie wygląda jak u 20 latki. Mogę liczyć tylko na męża. Tutaj mam prośbę do kobiet. Aby zawsze czekały na tego jedynego. Wiem, że wszyscy w koło twierdzą, że to nie ma znaczenia, ale ja wam mówię ze swojego doświadczenia TO MA ZNACZENIE. Wiem, że pewnie wielu się ze mną nie zgodzi, ale zawsze wtedy przypomina mi się ewangelia o pannach mądrych i pannach głupich. W naszym społeczeństwie też jest taki podział. Połowa ma taki system wartości a druga połowa inny, ważne aby szukać partnera życiowego, który ma taki sam system jak Ty i nie dać się przekonać głupim pannom żeby żyć inaczej. To dotyczy nie tylko kobiet ale i mężczyzn. Dzisiaj żałuję najbardziej tego, że gdybym wtedy nie uległa to nasz związek byłby idealny. Para dzieci, wspólny dom. A tak ta nieszczęsna rysa w moim życiorysie, mojemu mężowi nie daje spokoju. Ta sytuacja zniszczyła moje i jego życie. Nasze małżeństwo nigdy nie było takie pełne. Na swój sposób mąż mnie kocha i nie myśli o zdradzie lub rozwodzie. Chociaż podejrzewam, że radzi sobie jakoś na własną rękę, w dosłownym tego słowa znaczeniu. On nigdy nie był już sobą i z mężczyzny, który traktował kobiety z wielkim szacunkiem zmienił się w faceta, który nigdy kobiecie już nie wierzy. Nawet dostrzegam w nim to, że inaczej traktuje córkę niż syna. Synowi po wódce kiedyś powtarzał, że kobiety to wredne suki i żeby czasem żadnej nie pokochał bo ona to wykorzysta. I że ma traktować kobiety instrumentalne bo wszyscy faceci tak traktują. Smutne to ale prawdziwe. Cały ten tekst powyżej napisany przez adonai o wybaczaniu i przyjmowaniu drugiej osoby z dobrodziejstwem inwentarza to tylko zaklinanie rzeczywistości i robienie dobrej miny do złej gry. Ja radzę wam dziewczyny jak nie jesteś dziewicą to nie bierz prawiczka bo zawsze ten związek będzie sinusoidą i będziecie się potem miotać między miłością a nienawiścią . I nie wierzę też w wybaczenie zdrady. Wtedy ludzie zostają razem bo mają dzieci, kredyty mieszkaniowe lub po prostu z przyzwyczajenia. Taki związek nigdy nie jest po zdradzie taki sam jak przed.
 AK: 26.06.2019, 16:53
 Artykuł niby fajny, ale bardzo mocno z tezą pisany. Możliwość rozstania z powodu braku dziewictwa jest jedynie wzmiankowana, a to chyba równorzędna opcja. P.T. Autorzy - lepiej jest popełnić błąd rozstając się niż popełnić błąd akceptując coś, co dla danej osoby nie jest do przyjęcia i w konsekwencji pomylić się zawierając związek małżeński.
 Daro: 02.04.2019, 12:26
 Do Michał. Tak masz rację. Ja czekamem. Poznałem fjna dziewczynę, okazalo się że nie jest dziewica, ale jakoś wmawialem sobie ze zapomnę. Po 9 latach jak jest moja żona pamiętam codzień. Taki związek nie ma sensu. Pamiętaj, jedna kobieta, jeden mężczyzna
 Michał: 11.03.2019, 10:37
 Jeśli sprawy mają się tak, jak opisano w artykule, to trwanie w dziewictwie do ślubu - zwłaszcza kiedy druga strona dziewicza już nie jest - nie jest żadną cnotą a jedynie przykrą i bezwartościową uciążliwością. No chyba, że ktoś jest psychicznym masochistą i lubi sobie zadawać niepotrzebny ból
 Asia: 20.02.2019, 18:53
 Artykół fajny ale. Najczęściej to osoby tzw czyste są odtrącane i poniżane. Nie ważne czy dotyczy to chłopaka czy kobiety. Społeczeństwo np osoby nie wierzące mocno ich klasyfikują do grupy homoseksualnej. Napiszcie również artykół na temat dziewictwa i odbioru takich osób przez innych. Oraz gdy dochodzi do poniżania jak mają takie osoby sobie radzić. Niekiedy takie postawy spotykają single we własnych rodzinach. To smutne.
 Olo: 18.01.2019, 01:10
 Ja też się z tym mecze i przegrywamy ta walke
 Romek: 17.12.2018, 21:37
 Takie kobiety powinny mieć zakaz występowania w Święty Związek Małżeński
 wie: 01.09.2018, 07:30
 mam taki sam przypadek - moją dziewczynę też wybzykał chłopak z którym wcześniej chodziła , miała wtedy 18 lat on 22 i był już doświadczony , robili to niejednokrotnie w samochodzie bez żadnego zabezpieczenia. Miał takie prawo bo był pierwszy , ale nieraz jak myślę to boli że miał ją pod sobą inny.
 Adam: 21.07.2018, 22:06
 a co robić gdy poślubiło się właśnie taką nie dziewicę i po kilku latach dalej męczy jej przeszłość? jeden rozdziewiczał, drugi ślubował miłość przed Bogiem, czy to jest uczciwe? zastanówcie się dobrze przed wyborem nie dziewicy, bo ja popełniłem błąd...
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej