Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy On naprawdę kocha?

     O ile względnie łatwo jest nam przyjąć prawdę, że istnieje Bóg, istnieje jakiś Wszechmogący Absolut, Stwórca nas i tego świata, to z trudem przychodzi uwierzyć, że ten Bóg "jest Miłością" (1 J 4, 8.16), że kocha każdego z nas jak nikt na świecie, że nieustannie troszczy się o mnie, wspiera, pomaga - po prostu obdarza swoją miłością. Czy Bóg naprawdę nas kocha? I skąd wiemy, że Jemu zależy na nas?

     Jeśli rzeczywiście miałoby tak być, to zrozumiałe, że po ludzku szukamy oznak tej miłości, chcemy jej jak innych ludzkich miłości, doświadczać, przeżywać, "czuć". Przykładamy wtedy nasze człowiecze rozumienie miłości do relacji z Bogiem, co jest naturalne, bo innego jej doświadczenia po prostu nie mamy. Lecz tu właśnie zaczyna się całe nieporozumienie, gdyż "myśli Jego nie są myślami naszymi" i miłość Boża nie jest taka sama jak miłości ludzkie. Stąd pierwszy wniosek, że aby odkryć, co jest prawdziwą Bożą miłością, trzeba zgodzić się na odrzucenie moich obrazów tej miłości i prób jej wykorzystywania: "jeśli Bóg mnie kocha, to zdam te egzaminy, nie opuści mnie chłopak, nie zachoruję". Należy pozostawić niewłaściwe jej rozumienie: "Jeśli Bóg jest miłością, to dlaczego mój ojciec pije, czemu matka straciła pracę, skąd zło na świecie?" Przede wszystkim zaś trzeba świadomie zerwać z tym, co czynimy bezwiednie - sądzimy, że Bóg kocha nas w ten sam sposób, jak kochali nas nasi rodzice. Nie jest to prawdą. Nawet najcudowniejsi rodzice są jedynie ludźmi, przez co nie są wolni od miłości własnej i od błędu, a Boża miłość jest doskonała. Czasem zaś rodzice są bardzo pogubieni i jeśli obdarzają dziecko jakąkolwiek miłością, jest to miłość wypaczona, zwyrodniała, chora. Bóg - kocha zawsze zdrową miłością.

     Często także wyobrażamy sobie, że miłość to takie "ciepłe kluchy", mówienie sobie miłych rzeczy itp. Wcale nierzadcy są rodzice, którzy z miłości spełniają wszystkie zachcianki "ich Kochania" i usuwają przed nim wszystkie przeszkody. Tymczasem prawdziwa miłość nie ucieka od trudności, lecz jest obecna w trudnościach (Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham i będę z nim w utrapieniu. Ps 91,15). Bóg Ojciec nie wyratował cudownie swego Umiłowanego Syna, gdy nadeszło cierpienie i śmierć na krzyżu. Jezus doprowadził do zmartwienia swą Matkę, gdy jako dziecko pozostał w Jerozolimie, a później nie oszczędził Jej współudziału w Jego męce.

     Dalej, miłość Boga jest inna, bo się nie narzuca. Tak czyni często miłość ludzka: "Ja cię kocham, a ty śpisz", "Tyle ci ofiarowałam, a ty co dla mnie zrobiłeś?" Tę prawdę o Bożej miłości najlepiej uświadomiłem sobie kiedyś podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu. Na adorację przyszła do kościoła matka z małym dzieckiem. Kobieta modliła się pogrążona w ciszy, patrząc na białą Hostię, zaś dzieciak jak gdyby nigdy nic bawił się między ławkami w chowanego. Jeśliby w tym czasie wszedł do świątyni w celu obejrzenia zabytkowych fresków jakiś niewierzący turysta, wyszedłby niczego nie do świadczywszy. A przecież na ołtarzu znajdował się Kochający Bóg, Król Miłości. Bo Pan Bóg ukazuje swą miłość wtedy, gdy świadomie zatrzymasz się, zamilkniesz i zechcesz posłuchać Jego miłosnej mowy. On chce mówić o swej miłości i pragnie, aby każdy o niej wiedział. Jak mówi?

     Najpełniej uczynił to przez Jezusa i to dwie rzeczy z Nim związane przekonują mnie nieustannie o Bożej miłości. Z pewnością nie tylko mnie, bo znalazły się także w dekoracji przygotowanej jakiś czas temu na spotkanie, którego tematem były właśnie słowa "Bóg jest miłością". Wystrój sali był bardzo skromny i składał się dokładnie z trzech elementów: wielkiego napisu "Bóg jest miłością" po stronie lewej, równie wielkiej reprodukcji obrazu Rembrandta "Powrót syna marnotrawnego" po prawej oraz z dużej rzeźby Pana Jezusa Ukrzyżowanego pośrodku. I to właśnie śmierć Jezusa, Syna Bożego, najbardziej przekonuje mnie o miłości Ojca. W najtrudniejszych chwilach, jakich doświadczyłem, gdy do serca zakradało się zwątpienie i coś podpowiadało: "To nieprawda, że Jemu zależy na tobie, że On troszczy się o ciebie - przecież by tak ciebie nie zostawił", Krzyż był argumentem nie do obalenia, o który wszystko się rozbijało. Ja nie mogę być niekochany, jeśli Bóg dla mnie stał się człowiekiem i umarł na krzyżu - inna motywacja po prostu nie wchodzi w rachubę. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół (J 15,13). A jeśli Ojciec posyła swego Syna na śmierć ze względu na osoby trzecie, to czy zrobiłby to, gdyby ich nie kochał? Bóg okazuje nam swą miłość właśnie przez to, ze Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz.5,8). Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16).

     Tak więc to Jezus objawił nam miłość Boga Ojca. Prócz "dowodu" Krzyża przepięknym tego wyrazem jest jeszcze przypowieść o synu marnotrawnym, która zdaniem wielu, winna raczej nazywać się "przypowieścią o miłosiernym, kochającym ojcu". Bóg z miłości obdarzył nas wolnością pomimo iż wiedział, że użyjemy jej przeciw Niemu, że syn odejdzie. Jednak nawet wtedy Ojciec nie przestaje kochać i wygląda, czeka. Gdy dostrzega syna z daleka, pierwszy "wybiega, rzuca się na szyję i ściska". Jaki inny może być motyw takiego postępowania, jeśli nie miłość? Jak musi być ona wielka i niepojęta?

     Bóg wypowiedział już swą miłość w Jezusie, jednak masz prawo domagać się, aby powiedział ci to osobiście, wyraźnie, aby ci ją "wyznał". Wiedz nawet, że On na to czeka, bo pragnie, abyś żył jej świadomy, doświadczał jej i nią się karmił. Tylko jeśli chcesz Boże "kocham" usłyszeć, musisz najpierw słuchać, zdecydować się na słuchanie w ciszy. Wybierz więc konkretny czas, znajdź samotne miejsce (twój pokój lub najbliższy kościół, gdzie On nieustannie przebywa), poszukaj wizerunku Jezusa Ukrzyżowanego. Wejdź w ciszę, patrz i słuchaj. Możesz także zabrać ze sobą Pismo Święte. Otwórz je na przypowieści o miłosiernym ojcu (Łk 15,11-32), na słowach o pasterzu, który szuka jednej zagubionej owcy i znalazłszy bierze ją na swe ramiona (Łk 15,1-7), znajdź fragment "Bóg jest Miłością" z listu św. Jana (1 J 4,7-18), fragment z listu do Galatów św. Pawła: I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8,35-38) lub jakiś inny tekst - cała Biblia, jak to ktoś trafnie określił, jest jednym wielkim listem miłosnym Boga do człowieka. Czytaj, rozważaj i proś Boga, aby powiedział ci o swej miłości. Uczyni to niezawodnie.

     A później otwórz oczy na codzienność i naucz się w najdrobniejszych rzeczach odczytywać znaki - dary tej miłości: "jestem młody, zdrowy, mam kochających rodziców, przyjaciela, sympatię, miałem dziś dach nad głową, posiłek i ubranie do okrycia, byłem na Eucharystii, doświadczyłem przebaczenia Ojca w sakramencie pokuty, spotkałem dobrą osobę - świadka Jego miłości (bo kto zaprzeczy, że na przykład życie Matki Teresy z Kalkuty nie objawiało miłości Boga)..." Potem próbuj dostrzec miłość także w rzeczach trudnych: "dziękuję Ci za to, czego mi nie dałeś, bo teraz wiem, że przyniosłoby mi zgubę, przyjmuję Panie to cierpienie, które zwaliło się na mnie i choć go nie rozumiem, ufam Twojej miłości..." Wtedy będziesz już potrafił powtórzyć za św. Janem: Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam (1 J 4,16), a wszystko, co będziesz robił, zaczerpnie siłę z przekonania, które ożywiało kiedyś także św. Pawła: obecne moje życie jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie (Ga 2,20).

kl. Marek Kudach SP

Kwartalnik Katolicki

nr 47


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej