Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Coś więcej niż altruizm?

     O miłości nie jest łatwo myśleć, cóż dopiero mówić. Ujmując ją słowami, wcześniej czy później doświadczamy naszego ludzkiego ograniczenia. I choć człowiek na różne sposoby próbował ominąć tę nieuniknioną trudność, szukając wsparcia w muzyce, sztuce plastycznej czy poezji, to chyba do końca swego ziemskiego istnienia będzie zadawał sobie ciągle powracające pytanie: czym wreszcie jest ta, o której mówią jedyna, najważniejsza, najpiękniejsza...

     ...bo co do tego, że jest, istnieje, nie mamy wątpliwości. Więcej, nie wątpimy, że jest właśnie najwspanialsza, przedziwna, niezgłębiona. Możemy tak sobie wyliczać jeszcze dziesiątki określeń, przy czym każde następne jedynie wzmocni w nas jakieś dziwne poczucie bezsilności spowodowanej ubóstwem naszej wyobraźni i pustką wypowiadanych słów. Tak, taka właśnie jest miłość. Niby prosta i oczywista, a jednak ciągle tajemnicza. Na co dzień nie zastanawiamy się, czym jest, wystarczy nam to, że jest w nas i między nami. Trudno byłoby przecież wyobrazić sobie świat pozbawiony jej piękna. Na pewno nie byłby to świat ludzi, bo tam, gdzie pojawia się człowiek, tam też miłość. Każdy człowiek, niezależnie od tego jaki jest w naszych oczach: dobry czy zły, potrafiący kochać czy jedynie zabijać, nosi w sobie ziarenko miłości. Jakże trudno nam w to uwierzyć...

     Jednym z najpiękniejszych przejawów tego, że miłość zakiełkowała w każdym z nas, jest pragnienie kochania i bycia kochanym. Pragnienie to dotyka wszystkich i ma ciekawą, właściwą sobie cechę: choć jest delikatne, ciągle się nasila. Wypierane, wzmacnia głód miłości, który najczęściej przejawia się w różnych formach agresji, zaś karmione miłością wzmaga się tym mocniej, im intensywniej jest zaspokajane. Miłość, choć w żadnym wypadku nie zniewala, domaga się realizacji. Czyż wszelkie zło na ziemi nie jest wyrazem braku spełnienia tego pochłaniającego nas bez reszty pragnienia? Ludzie pogrążeni w złu, narkomani, czyż swoją żałosną postawą nie proszą nieświadomie o zaspokojenie pragnienia miłości? Tej samej miłości, do której tak dumnie rościmy sobie prawa, my "sprawiedliwi", "godni" i na skutek głęboko tkwiącej w nas pychy sprowadzamy ją do kochania za coś albo odwrotnie: zarabiamy na miłość. Chcemy ją uzyskać mocą swoich starań i wysiłków, próbując zupełnie niepotrzebnie pokazać, że jesteśmy jej warci. Niejednokrotnie przypominamy swym zachowaniem przedszkolaków, którzy pięknie potrafią opowiedzieć, za co kochają swoich najbliższych. Piotruś kocha tatę za nowego misia, a Kasia mamę za to, że opowiada bajkę i czule całuje na dobranoc. Jakże szczera i wspaniała jest ta dziecięca miłość. A my? Kochamy, niecierpliwie oczekując czegoś dla siebie i zamiast prawdziwej dziecięcej radości przychodzi nam tylko głuche rozczarowanie. Ile z takiej wygodnej, ale dziecinnej postawy pozostało jeszcze w naszych relacjach z ukochanymi czy wreszcie z Panem Bogiem? A kochać za coś to tyle, co nie kochać. Skoro miłość to bezinteresowny dar samego siebie ofiarowywany osobie umiłowanej, to chcąc zachować tak bardzo tutaj ważną bezinteresowność, nie ma mowy o żadnym miłowaniu "za", musimy też pozostawić wszelkie "bo" a nawet "dlaczego". Ale zaraz... jeżeli kochanie domaga się tak skrajnej bezinteresowności, to cóż z naszą naturalną potrzebą miłowania? Aby kochać, mamy toczyć bój z pragnieniem miłości? Absurd. Czyżby więc... szukała swego?

     Każde pragnienie jest ściśle połączone z jakimś brakiem, niedosytem. Dobrze znana w filozofii zasada mówi, że wszelki byt stworzony dąży do osiągnięcia swojej doskonałości. Człowiek powołany do miłości nie osiągnie pełni swojego człowieczeństwa gdzieś poza nią. Wewnętrzna, tkwiąca w nas miłosna siła jest tęsknotą za doświadczeniem prawdziwego kochania, tak więc jest równocześnie tęsknotą za wszystkim, co miłość ze sobą niesie i czego wymaga. Niewątpliwie miłowanie to radość, ukojenie, ale także ofiara, cierpienie i wyrzeczenie. Ofiara, cierpienie? Jakże "zacofane" i "na iwne" to dziś słowa. No cóż, żyjemy przecież w świecie interesu, dochodu i... pochłaniającej nas inwazji konsumpcji.

     Paradoksalnie, inaczej dzisiaj wygląda powodzenie słowa miłość: zawsze na czasie, chwytające, posiadające potężną moc oddziaływania, o czym dobrze wiedzą rynkowi specjaliści. Szkoda tylko, że popularność miłości jest mocno uwarunkowana wypaczeniem jej najgłębszego piękna. Modna miłość to tylko ta dająca miłe, wyraźnie odczuwalne doznanie, a jej wartość mierzy się napięciem przyjemności. To nie miłość, to złudzenie, które nigdy nie da nam tego, czego w życiu tak naprawdę szukamy. Tak jak miłość nie sprowadza się do przyjemnych uczuć, tak też jej pragnienie się do nich nie ogranicza. Zaspokojenie głodu doznań emocjonalnych nigdy nie zaspokoi pragnienia miłości, które sięga w nas głębiej, chce czegoś więcej, pożąda ofiary, prawdziwej miłości. Tego zdrowego, miłosnego pożądania po prostu miłości pozbawić się nie da, ono łączy się z nią nierozerwalnie, nie naruszając jej pełnej bezinteresowności. Trudno byłoby nazwać kochaniem chłodne wyzbycie się siebie pozbawione radosnego zaangażowania kochającego serca. Miłosierne pochylanie się nad opuszczonym, nieuleczalnie chorym bliźnim dla jakiejś idei niekoniecznie musi być miłością. Nabiera ono jednak najgłębszego sensu, gdy ma oparcie w Chrystusowym Ty. Kochanie nie polega jedynie na wyrzeczeniu się siebie, tak więc altruizm nie jest jeszcze miłością, a różnica jest bardzo duża: altruizm jest jakimś ciężarem, a miłość jest szczytem szczęścia człowieka. To szczęście stanowi nieustanne wydarzenie kochającego "ja" i "ty", ciągłe trwanie osoby miłującej z umiłowaną w postawie wzajemnego oddania. Jedynym motywem jaki w miłości może mieć miejsce, jest samo istnienie osoby, którą kochamy i jej dobro. Wtedy dopiero otrzymujemy wzajemnie to, o czym kochając "zapomnieliśmy" - prawdziwie wolny, cudowny dar miłości, spełnienie naszych żarliwych pragnień. Jego potęgę i całkowite piękno poznamy tam, skąd do nas przychodzi. A tu na ziemi? Tutaj zapewne już na zawsze dla psychologa pozostanie uczuciem, dla filozofa jakąś tam ontologiczną siłą. A dla kochającego?

     Celem i sensem życia.

kl. Arkadiusz Soćko SP

Kwartalnik Katolicki

nr 47


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej