Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Druga połowa pomarańczy

     Dlaczego zakochałem się właśnie w niej? Dlaczego wybrałam właśnie jego?

     Pytanie o motywy "wyboru serca" pozostają najczęściej bez odpowiedzi. Bo jak wytłumaczyć, dlaczego śliczna dziewczyna chodzi z chłopcem, którego wygląd w niczym nie przypomina Toma Cruise'a albo dlaczego śpiewak operowy zakochał się w dziewczynie fałszującej jak tramwaj na zakręcie. Nie sposób wyrazić w słowach "to coś", co pociąga nas w drugiej osobie, często wbrew wszelkim prawom logiki.

     Czy jednak oznacza to, że mamy bezkrytycznie poddać się temu zauroczeniu, przekonani, że "skoro się w nim zakochałam, to znaczy, że to ma być on"?

     Nie myśl, drogi Czytelniku, że chcę tu przedstawić krótki "poradnik matrymonialny". Pragnę tylko podzielić się kilkoma refleksjami, które może warto wziąć pod uwagę. Oczywiście, nie musi tu chodzić od razu o małżeństwo, przecież nawet krótkie "chodzenie ze sobą" może pozostawić albo urocze wspomnienia, albo bolesne rozgoryczenie.

     Najpierw warto postawić sobie pytanie o kryterium ważności: co jest najważniejsze dla mnie, a co dla niego (dla niej)? (Można by nawet zabawić się we dwoje w wypisanie własnej hierarchii ważności spraw). W kwestiach drugorzędnych bowiem można się różnić, ba, ludzie zawsze różnią się pod jakimś względem i jest to bardzo ubogacające (choć też niekiedy trudne), trudno sobie wyobrazić szczęśliwe małżeństwo, w którym dla niej najważniejsza jest rodzina, a dla niego liczą się tylko pieniądze. Rzecz jasna, takie pary zakochanych czy małżeństwa istnieją, jednak z biegiem czasu najczęściej okazuje się, że przynajmniej dla jednej strony jest to "samotność we dwoje": życie z ciągłą świadomością, że nie ma mowy o prawdziwym porozumieniu, że trzeba jedynie jakoś znosić istniejącą sytuację.

     Jak już wspomnieliśmy, nawet najbardziej zakochana para różni się pod wieloma względami: hobby, przyzwyczajenia, upodobania czy choćby poglądy polityczne. I właśnie wtedy, gdy pomiędzy nami uwidoczniają się wyraźnie te różnice, wychodzi na jaw nasza wartość, wartość naszej miłości. Czy każdy będzie bronił nieustępliwie swoich zwyczajów i zapatrywań, może nawet zmuszając drugą stronę nie tylko do akceptowania, ale wręcz do podzielania ich? Czy też potrafi zrezygnować z jakiegoś drobiazgu, wczuć się w sposób myślenia drugiej osoby, uznać, że ona MA PRAWO BYĆ INNA? Oczywiście, nie chodzi tu ogłupi kompromis, gdy dla świętego spokoju zdradza się własne ideały, ale o wspólne szukanie prawdy. A tego nie potrafi uczynić człowiek, który uważa się za "pępek świata".

     Osobny problem to pary (małżeństwa) "mieszane" pod względem religijnym czy narodowościowym. Trzeba sobie powiedzieć jasno, że im ważniejsza jest dla nas nasza wiara czy tożsamość narodowa, tym trudniej przyjdzie nam pogodzić się z odmiennością pod tym względem najbliższej nam osoby. Jeżeli wiara jest dla ciebie "piątym kołem u wozu", nie będzie dla ciebie tak bardzo ważne, czy ten, kogo kochasz, chodzi do kościoła, cerkwi czy zboru. Ale jeśli Bóg jest dla ciebie kimś bliskim, najistotniejszym, ta różnica wyznania czy religii może tkwić jak bolesny cierń w waszych rozmowach, planach... (w przypadku małżeństw dochodzi tu jeszcze najtrudniejszy problem wychowania dzieci).

    Podobnie rzecz się ma gdy chodzi o polską mentalność, kulturę, tradycje... Czy potrafisz stworzyć w sobie tak szeroką wewnętrzną przestrzeń, by przyjąć cały bagaż kulturowy innego narodu? Czy nie będzie ci przykro, że on/ona inaczej przeżywa święta, że w jego/jej kraju nie ma wieczerzy wigilijnej, śmigusa-dyngusa? Nie można łudzić się krótkim stwierdzeniem, że "jakoś to będzie"; już teraz trzeba sobie zadać pytanie, czy uniesiecie razem ten ciężar, który naprawdę nie jest lekki.

     Ludzie Wschodu opowiadają, że człowiek jest jak przekrojona połowa pomarańczy, która szuka swej drugiej połowy. Dwie połowy pomarańczy różnią się pod wieloma względami: ilością pestek, czasem też kolorem skórki... ale w ich najgłębszej istocie łączy je ten sam sok, który je ożywia. Co łączy cię z tym, w kim widzisz swoją "połowę pomarańczy"? I na jak długo wystarczy wam tego soku?

Danuta Piekarz

Kwartalnik Katolicki

nr 47


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej