Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Doskonały głupiec

     ...my głupi dla Chrystusa... - 1 Kor 4,10

     Nikt nigdy nie pomyślałby, że Emma jest mądrą dziewczyną. W rzeczywistości, ze swoim słodkim, szczerym uśmiechem, była najbardziej pełną prostoty istotą, jaką kiedykolwiek Bóg stworzył. Nie była głupia, przeciwnie - daleko jej do tego. Po prostu miała wrodzony dar otwartości serca i szczerości - cechy, które mylnie uważa się za naiwność. W swym sercu Emma pozostała dzieckiem, a to, oczywiście, było uważane za niewybaczalne.

     Kiedy ukończyła 18 lat, Emma opuściła rodzinne strony i przeniosła się do miasta, gdzie najęła się jako służąca u boga- tej rodziny Gabrielów. Jej pracodawcy byli snobami, którzy nie mieli szacunku dla swoich pracowników. Traktowali ich z bezimienną poufałością, jakby byli czymś tylko trochę więcej aniżeli meble. Emmie było bardzo trudno to zaakceptować, bo od urodzenia miała dobre serce. Nie miała jednak wyboru. I mimo wszystkich swoich wysiłków, aby być miłą i uprzejmą, Gabrie- lowie spoglądali na nią, nie zauważając jej. W ich oczach była tylko służącą, innymi słowy - narzędziem. A któż chciałby zaprzyjaźnić się z narzędziem. Nieprawdaż?

     Jeden z wielu obowiązków należących do Emmy polegał na towarzyszeniu w drodze do kościoła sędziwej matronie z rodu Gabrielów, zgorzkniałej starszej pani, która nigdy dla nikogo ze swojego otoczenia nie miała dobrego słowa. Rodzina jednak znosiła jej fanaberie, ponieważ staruszka była właścicielką całego majątku rodzinnego, mimo że sama nim nie zarządzała. Emma starała się jak mogła uprzyjemniać czas nieznośnej wdowie w codziennej drodze do kościoła, lecz jedynym jej "osiągnięciem" były nowe zgryźliwe uwagi starszej pani, która nie mogła ścierpieć prostego podejścia dziewczyny do ludzi.

     Mimo zgryźliwego usposobienia swojej towarzyszki, Emma polubiła codzienne chodzeniem do kościoła. Rzeczywiście była to jedyna możliwość oderwania się od licznych obowiązków. Ponieważ boleśnie odczuwała to, że nie miała wykształcenia, postanowiła jak najuważniej słuchać czytań liturgicznych w nadziei, że przyswoi sobie coś z mądrości Pisma Świętego. Szczególnie poruszyła ją kiedyś nauka Jezusa o konieczności stania się małym jak dziecko. Podobnie też nauczanie św. Pawła zawarte w jego różnych listach głęboko zapadło jej w pamięci - chrześcijanin musi stać się głupcem ze względu na Chrystusa i tzw. mądrość świata traktować jako głupstwo. W jakiś dziwny sposób pociągały ją te treści i myślała o nich podczas towarzyszenia pani Gabriel w drodze do i z kościoła. Jedyny problem polegał na tym, że nie wiedziała, czy kiedykolwiek będzie miała możliwość życia według tych ideałów.

     Pewnego dnia jej pani (nie starsza pani Gabriel, lecz jej córka i obecna pani domu) zauważyła brak jednego z pierścionków. Wywołało to straszne poruszenie. Każdy otrzymał rozkaz szukania pierścionka, lecz wszelkie wysiłki nie przyniosły skutku - nie znaleziono go. Właściwie wyjaśnienie zguby było bardzo proste. Józefina, jedna z nastoletnich córek madame, pożyczyła ukradkiem pierścionek na przyjęcie, na którym chciała nim zaimponować. Na nieszczęście, zgubiła go. Potem, bojąc się kary, nic nie powiedziała matce o niefortunnym zdarzeniu. Emma, przez czysty przypadek, dowiedziała się o całej historii.

    Oczywiście po uporczywych poszukiwaniach, które pozostaly bezowocne, pani domu zaczęła podejrzewać, że ktoś ze służby ukradł jej biżuterię. A ponieważ Emma była ostatnią przyjętą osobą i wcześniej nic podobnego nie przydarzyło się, natychmiast podejrzenie padło na nią. Gospodyni przeszukała pokoik Emmy w czasie, gdy ta była ze starszą panią w kościele. Po powrocie Emma zauważyła, że wszystkie jej rzeczy zostały przeszukane i nie trzeba było wiele sprytu, żeby zrozumieć, co się dzieje. Co więc miała zrobić? Obronić swoją reputację wyjawiając madame, kto był prawdziwym winowajcą w całej tej sprawie? Porozmawiać z Józefiną i przekonać dziewczynę, by do wszystkiego przyznała się matce? Zwolnić się z pracy, zanim zostanie formalnie oskarżona i zwolniona?

     Wszystkie te pytania i wiele innych kłębiło jej się w głowie przez resztę dnia. Spełniając swoje obowiązki, modliła się o spokój myśli, czego nigdy wcześniej nie czyniła. Jednak jej umysł był jak sparaliżowany. Nie mogła myśleć o niczym innym jak tylko o tym, że wyjawienie przewinienia Józefiny, która milczała przez cały czas zamieszania dezorganizującego życie rodziny przez wiele dni, mogłoby spowodować kryzys w relacjach między dziewczyną a matką. Matka, która nigdy nie była bliska Józefinie, z pewnością rozgniewałaby się z powodu obłudy córki, co z kolei znacząco pogłębiłoby i tak istniejący rozdźwięk między nimi. Oznaczałoby to jeszcze jeden podział w rodzinie, której i tak brakowało prawdziwej jedności. Rozmyślając nad tym wszystkim, Emma postanowiła tego wieczoru, że będzie milczeć - niech się dzieje, co chce.

     Następnego ranka w burzliwej rozmowie madame poinformowała Emmę ostrym tonem, że jest podejrzana o kradzież pierścionka.

     - Co masz na swoją obronę?

     - Nic, madame - spokojnie odpowiedziała Emma. Następnie patrząc prosto w oczy kobiety, dodała - Mogę tylko powiedzieć, że nigdy w życiu nic nie ukradłam.

     Ewidentna szczerość w całej postawie Emmy w czasie przesłuchania przekonałaby każdego o niewinności dziewczyny. Madame była lekko poruszona, ale nieprzekonana. Postanowiła jednak zatrzymać dziewczynę w nadziei, że w końcu dziewczyna zdradzi się i wyjawi, gdzie schowała pierścionek. Rozmowa skończyła się wydaniem suchego polecenia powrotu do pracy i bardziej ostrożnego wykonywania swoich obowiązków w przyszłości.

     Incydent z pierścionkiem otworzył nowy etap w życiu Emmy. O ile wcześniej była bardziej lub mniej ignorowana przez domowników jako osoba nie zasługująca na uwagę, teraz była traktowana z nieukrywaną pogardą. A ponieważ na każde przykre traktowanie Emma zazwyczaj odpowiadała ujmującym uśmiechem, zaczęła być postrzegana jako głuptas. A kto mógł współczuć głuptasowi?

     Taka sytuacja utrzymywała się przez wiele tygodni. Następnie tygodnie przeszły w miesiące. Te z kolei rozciągnęły się do 17 długich lat. Przez cały czas Emma była kozłem ofiarnym i celem kpin wszystkich domowników, a nawet sąsiadów. Choćby starała się jak mogła, wydawało się, że nikogo nie potrafiła zadowolić, ani niczego dobrze zrobić. Od rana do wieczora musiała znosić zrzędzenie madame, wrogość Józefiny (która zawsze bała się, że Emma może zdradzić jej tajemnicę) oraz poniżanie ze strony innych domowników łącznie z szoferem i chłopcem na posyłki. Były to trudne lata dla Emmy. Wielokrotnie myślała o tym, aby znaleźć pracę gdzie indziej. Zdrowy rozsądek podpowiadał jej jednak, że jeśli ktoś jest tylko służącą, nie ma większego znaczenia, kto jest panią: w jej oczach jest tylko służącą - lub inaczej - narzędziem pracy.

     Jednak te trudne lata wywarły znaczący wpływ na jej życie wewnętrzne. Nie znajdując nigdzie pocieszenia, oddała się całkowicie czytaniu i medytacji Ewangelii, szczególnie historii męki Pańskiej. Zafascynowana nią, wyobrażała sobie podczas wykonywania domowych obowiązków, że jest obecna na sądzie Jezusa. Oczyma wyobraźni widziała wówczas scenę w Pretorium, gdzie Jezus stał ubrany w czerwoną szatę na pośmiewisko, a żołnierze szydzili z Niego. To znowuż scenę, w której Herod wyśmiewał Jezusa. Oczywiście, w swojej prostocie nigdy by nie pomyślała, żeby porównać się do Jezusa. Jednak czuła, że w pewien sposób była jakaś łączność między Nim a nią, i ta myśl przynosiła jej pociechę w niedoli. Kto wie, jak długo trwałaby ta sytuacja? Faktem jest, że pewnego tragicznego wieczoru grudniowego służba Emmy nagle dobiegła końca. W drodze do domu ze spotkania modlitewnego została zaatakowana przez uzbrojonego chuligana, bestialsko przez niego pobita i zostawiona nieprzytomna w rowie. Następnego ranka znaleziono ją nieprzytomną i w stanie krytycznym odwieziono do szpitala. Po dwóch dniach śpiączki odzyskała świadomość na kilka minut - na tyle długo, że zdołała wyszeptać do ucha opiekującej się pielęgniarki, że z całego serca wybacza swojemu napastnikowi. Tej samej nocy po krótkiej agonii zmarła.

     Madame wypowiedziała tylko jedną uwagę na wieść, co się stało z jej służącą.

     - Biedna Emma nigdy nie miała odrobiny szacunku dla siebie. Ta śmieszna dziewczyna daje się zabić przez bandziora i potulnie mu przebacza zamiast go posłać do piekła. Jakaż szalona!

     Madame miała całkowitą rację: Emma była szalona. Tymczasem ta szalona dziewczyna przeżywała teraz wspaniały czas, dokazując i baraszkując wśród sfer niebiańskich w towarzystwie Franciszka, Dominika, Teresy i wszystkich innych szaleńców Bożych.

Nil Guillemette SJ


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej