Na progu królestwa ubogichSą pisarze, poeci "na nasz czas". Czesław Miłosz przywraca naszej pamięci, np. poetów chińskich z X, XI wieku, którzy olśniewają nas, wyzwalają nas z pośpiechu, zgiełku świata, koją. A czyż tego nam nie potrzeba najbardziej?Do takich - a niesłusznie i ze stratą dla nas - zapomnianych czy raczej przemilczanych pisarzy należy niewątpliwie Hanna Malewska. Jej Dzieło jest "na nasz czas". Z dala od zgiełku, mód, prądów, trendów Malewska rozplątuje cierpliwie nasze wewnętrzne węzły, potrafi zrozumieć nasze błędy, upadki, odblokowuje myślenie, wdaje się z nami w dialog o naszych czasach, wlewa wiarę, umacnia przekonanie, że nie tyle należy szukać odpowiedzi "na zewnątrz", ile wewnątrz, na dnie duszy. Czasem czyni to trudnym językiem jak u Norwida. Toteż Jej powieści warto czytać jak poematy poetyckie, i wtedy okazuje się, że jest niezastąpioną przewodniczką w labiryncie naszych ("tu i teraz") czasów. Szczególnie dotyczy to Jej eposu Przemija postać świata. Jest zimowy poranek. Za oknami jeszcze ciemno. Ostatni poranek mijającego 2001 roku. Biorę do ręki książkę o pożółkłych kartach - Hanny Malewskiej Czas na sierpie. Powieść o Norwidzie. Data wydania - 1974 rok. Snuję refleksję - jak mamy się zachować wobec biedy, krzywdy, ubóstwa? Co w sobie pielęgnować? I odpowiedź Hanny Malewskiej skrywana na kartach książki - czuwanie i ludzka solidarność. Oto fragment powieści gdy rodzina biednych emigrantów włoskich w Ameryce przygarnia osamotnionego, chorego poetę-tułacza Norwida. Sporządzając wieczorem przy lichym świetle nowe sztalugi, wbił sobie wielką drzazgę w prawą rękę. Skaleczenie było dotkliwe, a już nazajutrz okazało się groźne. A żył przecież z pracy rąk. Z godziny na godzinę poczuł się bezsilny, zagubiony. Tysiące mil dzielą go od wszystkich ludzi, jacy go znali pół roku temu. Ten nagły strach, podobny do choroby przestrzeni, spotęgował się w gorączkę i Norwid zrozumiał, ze naprawdę jest chory. Widział z gorączkową jaskrawością całą grozę kalectwa - ręka mu puchła jak poduszka - myśli i obrazy goniły się, krzyżowały. Potem ten gwar wewnętrzny wzmógł się i poszedł mu ponad głową. I tylko jedno jeszcze zapamiętał: jak starzy Campi oboje go prowadzą pod ręce - do siebie i rozebrawszy kładą w wielkie, miękkie łoże. Jak przez mętną szybę widywał odtąd nad sobą ich strapione twarze, potem młodego księdza włoskiego, potem lekarza. [...] Po trzech dniach poczuł, że wyżyje. Ale osłabł tak doszczętnie, że musieli go karmić jak dziecko. Było to jednak osłabienie błogie. Spoczywał jakby na wezgłowiu dobroci ludzkiej - czułej troskliwości tych obcych biedaków. To poczucie bezsilności zupełnej i zupełnego bezpieczeństwa wyciskało mu łzy. Pokora... Pokora... - prawda, jakby na samym dnie. Ufność... Miłosierdzie... o tym tylko mógł rozmyślać, raczej wpatrywać się w to całymi godzinami i czuł się szczęśliwy. Pokora... Znów był na progu. Na progu królestwa Ubogich, gdzie nie potrzeba być silnym, ani mądrym, ani cnotliwym". Hanna Malewska, Żniwo na sierpie. Powieść o Norwidzie. Wielkopolska Księgarnia Wydawnicza, Poznań 1974. eSPE, nr 58
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |