Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wesoły jak proboszcz

     A panią Dorotkę zapraszam po Mszy do zakrystii" - usłyszałam na koniec ogłoszeń parafialnych od ks. Mariusza Brzostka, proboszcza parafii św. Matki Teresy z Kalkuty w Adamowiźnie, gdzie z powodu działki zaczęliśmy pojawiać się w wiosenne niedziele na Mszy. Nasze miejsce na ziemi stało się jeszcze bardziej nasze, a parafia w Adamowiźnie jest dla nas drugim domem.

     Szybko zauważyłam, że ks. Mariusz każdego z parafian traktuje jak najlepszego przyjaciela, a przychodzący na Eucharystię ludzie tworzą wspaniałą wspólnotę. To dzięki proboszczowi, który podczas niedzielnych kazań chętnie wywołuje parafian z imienia. Dla każdego znajdzie czas, z każdym chętnie porozmawia, do każdego się uśmiechnie.

     Ksiądz Brzostek chciał być księdzem od małego, choć deklaracja brzdąca nie znalazła uznania w oczach proboszcza "po kolędzie". Dziś często powtarza, że nie wyobraża sobie innego życia niż to, które wiedzie, będąc proboszczem parafii św. Matki Teresy z Kalkuty. Spotkał ją zresztą, kiedy był klerykiem. Gdy przyjechała do Warszawy na śluby sióstr misjonarek Miłości, odwiedziła i seminarium. Rozmawiali, a kleryk Mariusz był pod wielkim wrażeniem. Nie mógł wtedy wiedzieć, że w 2011 r. zostanie administratorem, a rok później proboszczem parafii, która będzie nosiła jej imię. Toteż na internetowej stronie parafii w Adamowiźnie jako motto wisi zdanie Matki Teresy "Nie pozwól nigdy, aby ktoś, kto przychodzi do ciebie, odszedł, nie stawszy się lepszym i bardziej radosnym". To zdanie ks. Mariusz Brzostek ma też zapisane w sercu i swoją radością hojnie dzieli się ze wszystkimi.

     Podczas pierwszego spotkania z dziećmi pierwszokomunijnymi mówił o miłości Pana Jezusa tak pięknie, że właściwie po tej jednej katechezie dzieci mogłyby spokojnie przyjąć Go do swoich serc.

     "Moi drodzy, będziecie teraz odmawiać Różaniec przed Panem Jezusem. Spójrzcie na Przenajświętszy Sakrament i zanieście swoje prośby do Pana Jezusa, a ja moim kapłańskim autorytetem zaręczam, że te prośby się spełnią" - powiedział teraz do nich ks. Brzostek. Gimnazjalistów zapytał: "Kto chce mieć fajne życie?". Gdy wszyscy podnieśli rękę, powiedział: "To nigdy nie traćcie z oczu Pana Jezusa, niech Jego promienie zawsze was oświetlają, a jak Go stracicie, to zróbcie wszystko, żeby do niego wrócić".

     Słuchałam tego z otwartą buzią i myślałam: czemu mnie nikt tego nie powiedział? Czemu nie wiedziałam, że to takie proste? Magnificat anima mea Dominum - głosi napis na obrazku pymicyjnym ks. Brzostka. I on chce tą miłością zarazić wszystkich innych. Do każdego chce znaleźć drogę, z każdym znajdzie wspólny język. Nawet z moim synem, który jest chłopcem dość krnąbrnym, a szkołę traktuje jak zło konieczne. Ale nikt nie cieszy się takim jego szacunkiem jak ks. Mariusz. Ale o tym księdzu, jak i o wielu innych znanych mi wspaniałych, oddanych swojemu powołaniu duchownych, pewnie nigdy Wojciech Smarzowski nie zrobi filmu. Skąd miałby wiedzieć, że tacy księża istnieją?

Dorota Łosiewicz
Autorka jest dziennikarką, mamą czworga dzieci

Tekst pochodzi z Tygodnika

28 października 2018


   

Wasze komentarze:
 Teresa: 22.06.2019, 12:16
 Nic dodać nic ująć. Nikt nie napisał by piękniej o ks. Mariuszu, jak Pani. To wszystko prawda. Ja też słucham ks. Mariusza z otwartą buzią i myślę jak dobrze że wichry losu rzuciły mnie do do tej parafii, bo też nie wiedziałam że to takie proste.
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej