Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Nasza skromna próba uporania się z alkoholizmem

    "Zwycięska Pani Jasnogórska, przyrzekamy stoczyć najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi, wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, pijaństwu i rozwiązłości". (Z Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, 1956)

     Niejednokrotnie w historii Kościoła mieliśmy do czynienia z wystawianiem krzyży bądź figur celem przebłagania i uproszenia łask w sprawach niezwykle trudnych, chorób, epidemii, klęsk żywiołowych. W tych ostatnich wierzący lud upatrywał karę Bożą, a wystawiony krzyż miał pomagać w odwróceniu nieszczęścia.

     Jedną z tych wielkich współczesnych patologii społecznych jest alkoholizm. Jego rozmiary dotykają całego społeczeństwa, ostatnio chyba najbardziej ludu wiejskiego. Do czynników sprzyjających rozwojowi pijaństwa, należy również nieograniczona dostępność alkoholu i bezrobocie. Brak natomiast, jak dotąd, skutecznych sposobów przeciwdziałania alkoholizmowi.

     Jeden z nich pozwolę sobie przedstawić...

     Zaczęło się tak. W lutym 1987 r. do Szkoły Podstawowej w Leśnej, w której uczyłem, w czasie przerwy przyszedł czteroletni wnuczek pani dyrektor i przerażony oznajmił babci, że w bramie szkolnej leży pijany człowiek, a dzieci mówią, że chory. Wśród nauczycieli nastąpiła konsternacja - co robić? Zawiadomić milicję, rodzinę? Zwróciłem się do Sebastiana z pytaniem, co należałoby uczynić. - Trzeba mu pomóc - brzmiała odpowiedź. Szczera rada niewinnego dziecka wzruszyła mnie; poprosiłem trzech starszych chłopców, wzięliśmy koce i lekko przymarzniętego już mężczyznę, kompletnie pijanego, zawieźliśmy do domu.

     Reakcja sąsiadów na tę okoliczność była zróżnicowana, dominowały jednak oceny pozytywne. Myślałem, że może wróci do szkoły w dniu następnym, wyrazi wdzięczność. Nie uczynił tego jednak, wstydząc się zapewne (miał bowiem swoje dziecko w tej szkole). Sytuacja ta zmusiła go do krótkiej abstynencji, a w środowisku zrobiła pewne wrażenie.

     Z okresu późniejszego zmagania o trzeźwość na uwagę zasługuje kilka przykładów. Przez pewien czas miejscem mojego pobytu była okolica restauracji na Dolnym Rynku w Bodzentynie. Gdy w grupie stojących przed barem mężczyzn jeden z nich zaproponował drugiemu zbyt nachalnie "wejście na wódkę", wstąpiłem z uwagą, że "mam większe prawo moralne, aby odradzać". Przyjęto mnie do owego grona nawet życzliwie, a kiedy zorientowali się, że jestem nauczycielem, tenże "prowodyr" zaczął z największym szacunkiem wspominać swoich nauczycieli, zwłaszcza p. Janinę Przygodzką. Chciałby jej wyrazić wdzięczność i szuka od lat kogoś, kto w tych zamiarach mógłby pośredniczyć. Zaproponowałem pomoc i umówiliśmy się na następny dzień. Przyszedł następnego dnia trzeźwy i wyraźnie wzruszony, ale i zdezorientowany: - Co robić - pytał. - Niech się pan ogoli i ostrzyże, a potem pójdziemy. Panią Janinę uprzedziłem. Tak też zrobił, kupił czekoladę, kwiaty, kawę. Pani Przygodzką wzruszyła się do łez, bowiem od dłuższego czasu o niej zapomniano... Mój towarzysz przeprosił za wszystkie uczniowskie przewinienia. Jedno przypomniał: rzucenie kałamarza z atramentem w portret Józefa Stalina - było to jeszcze w latach 50-tych. Bardzo szybko rozgrzeszyliśmy go z tego uczniowskiego występku, wyprzedzającego epokę. Zawiązała się między nami przyjaźń; opowiadał o swoich kłopotach z rodziną, przyznał się do prowadzenia meliny. Wyczułem, że uważa mnie za przyjaciela... Odwiedzałem go często w domu, spotykałem na ulicy, pocieszałem, wzmacniałem, odprowadzałem pijanego do domu. Zrywał się do trzeźwości, miał dłuższe okresy abstynencji. Jest to jeden z wielu przykładów kontaktów z ludźmi uzależnionymi od alkoholu.

     Wszystkie te oddziaływania przyniosły jednak nikłe skutki. Po dłuższej serii różnorakich prób zorientowałem się, że w tych zagubionych ludziach należy ożywić wiarę w Boga. Zaplanowałem postawienie w Dąbrowie Poduchownej Krzyża Trzeźwości, ok. 8 km od sanktuarium Krzyża Świętego na Łysej Górze. Atmosfera towarzysząca przygotowaniom była podniosła. Nie było trudności w pozyskaniu ludzi do przywiezienia z lasu ciężkiego dębu i jego obróbki. Przy pile elektrycznej i heblarce pracowało od 4 do 16 mężczyzn w różnym stopniu uzależnienia alkoholowego. Podobna sytuacja była przy postawieniu krzyża. Stanął na przydomowym gruncie niżej podpisanego, frontem do drogi, w występie ogrodzenia. Nadano mu w ten sposób charakter wspólnotowy. Na pionowej belce, w widocznym miejscu, umieszczony został napis: "Krzyż Trzeźwości 1987".

     Rozpoczął się okres zbierania dobrowolnych imiennych deklaracji trzeźwoś- ciowych wśród mieszkańców wsi, zarówno młodzieży jak i dorosłych. Zadeklarowało się ogółem 160 osób, w tym 28 - do końca życia, 11 - na rok, 3 - na dwa lata, a reszta na kilka miesięcy czy kilka tygodni. Postanowienia oprawiono i wręczono ks. biskupowi Mieczysławowi Jaworskiemu przed uroczystą Mszą św., którą odprawił z okazji poświęcenia krzyża. Ks. Biskup pobłogosławił nasze postępowania wpisem: "Niech Ukrzyżowany Chrystus udzieli Wam łaski wytrwałości - 14 X 1987". Na Mszę św. obok kilku księży przybyło wielu wiernych z obu części Dąbrowy i okolicznych wsi.

     Problem alkoholizmu w tej wsi z pewnością nie został w pełni rozwiązany. Na pewne zahamowanie wpłynęły różne czynniki, między innymi dłuższa niedyspozycja animatora... We wsi nie ma jednak żadnej meliny, a sklep nie prowadzi sprzedaży napojów alkoholowych. Pod tym względem jest to swoista oaza trzeźwości w gminie Bodzentyn. Pewna życzliwość miejscowej społeczności wyraziła się chyba w wyborze niżej podpisanego do Rady Gminy Bodzentyn.

     Nasz Krzyż promieniuje żywą wiarą - każdego czerwca młodzi i starsi mieszkańcy wsi zbierają się na nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa, a każdego roku, w rocznicę wystawienia Krzyża, w kaplicy uroczyście sprawowana jest Najświętsza Ofiara.

     Te obiecujące wyniki pozwalają optymistycznie spojrzeć w przyszłość. W październiku planuje się, w ósmą rocznicę wystawienia naszego Krzyża Trzeźwości, wykonanie drugiego krzyża i procesyjne przeniesienie go do sąsiedniej, oddalonej o 1,5 km Dąbrowy Dolnej. Będzie to jednocześnie wyraz podzięki za wystawiony 102 lata temu betonowy krzyż w Dąbrowie Poduchownej przez mieszkańców Dąbrowy Dolnej.



Marian Rembelski


   

Wasze komentarze:
 Wako: 07.06.2009, 09:23
 Dzięki za naukę - nigdy jej za wiele. Do katalogu czynności zabobonnych dorzuciłbym zwyczaj obdzierania ołtarzy na trasie procesji Bożego Ciała z gałązek brzezinowych "na szczęście". Prośby kierowane do duszpasterzy o podjęcie edukacji wytykających to zjawisko jako czynności zabobonnej i dodatkowo połączonej z - jak by nie było - kradzieżą, pozostają beż odpowiedzi. Odnoszę nawet wrażenie, że miejscowi (prowincjonalni) księża nie widzą w tych praktykach nic nagannego. I znowu w czasie najbliższych uroczystości będziemy świadkami szbrowania ołtarzy w imię zabobonu.
 xx: 19.05.2009, 12:19
 BOŻE BOŻE TY WSZYSTKO STWORZYŁEŚ PIĘKNE DOBRE A ja dąłam się zwieść co naposano prawdziwe jest zły jest sprytny jak złapie niszczy strasznie bezlitośnie
 AAAAAAAAAAAA: 26.11.2007, 17:12
 wow dzieki za wypracowanie
(1)


Autor

Treść



[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej