Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Boże Narodzenie Duca

     Historia (prawdziwa) chrześcijanina z Wietnamu Południowego, który traci wszystko - rodzinę, majątek, wiarę - po inwazji Wietkongu w roku 1975. 13 lat prac przymusowych, potem śmiała ucieczka i obóz dla uchodźców. Aż w pewną noc Bożego Narodzenia spotyka dziecko...

     Nguyen Duc był pułkownikiem w wojsku południowowietnamskim, gdy krajem rządził prezydentThieu. Ożeniony z piękną panią z wysokiej socjety sajgońskiej, miał pięcioro wspaniałych dzieci, był właścicielem dwóch domów w Sajgonie i cieszył się dość wysoką pozycją społeczną i uznaniem w wojsku. Jako dzielny żołnierz, szczęśliwy mąż i ojciec, katolik praktykujący mógł uważać, że poszczęściło mu się w życiu i nie potrzebował niczego więcej pragnąć, jak tylko promocji w karierze.

     Ale oto 30 kwietnia 1975 r. dochodzi do katastrofy: komuniści obejmują władzę w Wietnamie Południowym, a to zmienia całkowicie życie Duca. Wtrzy miesiące po upadku Sajgonu zostaje aresztowany i wysłany do "obozu reedukacji". Przez 13 lat towarzyszą mu praca przymusowa, polityczne "pranie mózgu", głód i osamotnienie. Nie może go odwiedzać rodzina, tym bardziej, że znalazł się daleko na północy, przy granicy chińskiej.

     W dwa lata po aresztowaniu porzuca go żona i wiąże się z kimś innym. Jego dzieci, jedno po drugim, opuszczają kraj i rozpraszają się po Ameryce i Australii. Również jego rodzice, bracia i siostry uciekają za granicę. Żona sprzedaje jeden z dwóch domów, a drugi konfiskuje władza. Duc stracił wszystko.

     Kiedy po 13 latach prac przymusowych zwolniono go, nie ma gdzie się przytulić. "Jestem goły - mówi sobie - jak przy urodzeniu. Goły! Goły!" Ale najbardziej rani jego duszę fakt, ż nikt na niego nie czeka, nikt go nie wita, nikt się nie cieszy z jego uwolnienia. Duc jest sam.

     To sprawia mu ogromną udrękę serca. Przeżywa swą samotność jako coś nieludzkiego. Pewnego dnia spotyka przypadkowo na ulicy Sajgonu przyjaciela. "Co za niespodzianka! - woła przyjaciel. - Nie wiedziałem, że zostałeś zwolniony. Chodź do mego domu". By nie budzić podejrzeń, idą różnymi ulicami. Od przyjaciela Duc dowiaduje się, że jedna z jego córek, najmłodsza, mieszka jeszcze w Sajgonie wraz z mężem, jednym z przywódców komunistycznych. "Jest teraz komunistką - mówi mu przyjaciel - dlatego nie szukała cię przez te lata". Duc idzie odwiedzić córkę. Przyjmuje go grzecznie, ale chłodno. Gdy spotkanie staje się nieco burzliwe, podnosi się i mówi ojcu: "Trzynaście lat więzienia nie wystarczyło, by zmienić twoje błędne poglądy. Nie mam już nic wspólnego z tobą".

     Duc czuje się zupełnie przegrany życiowo. W owej chwili rozumie całą głębię swojej tragedii: przegrał nie tylko jako żołnierz i jako mąż, ale też jako ojciec. Jego ogołocenie jest większe niż myślał. "Nawet moje dzieci wypierają się mnie i wyrzucają. Po co żyć dalej? Życie nie ma już dla mnie sensu". Błyska mu myśl, aby skończyć samobójstwem.

     Pewnego dnia daleki krewny proponuje mu ucieczkę, zapewniając, że ją opłaci, pod warunkiem, że weźmie z sobą jego 15-letniego syna, Linha. Duc waha się długo: po co udawać się za granicę? Czy miałby odwagę i siłę zacząć życie na nowo? Ale w końcu godzi się w przekonaniu, że zostaje mu jeszcze jakaś misja w życiu: powiedzieć światu, jak nieludzki jest system komunistyczny. Wyrusza na łodzi z 20 osobami. Ale znów wali się nań tragedia: trzy razy napadają na łódź piraci, zabierają wszystko, mężczyzn wyrzucają do morza, gwałcą kobiety, potem zatapiają łódź. Młody Linh tonie. Tylko Duc i paru innych ratują się, przepływając wpław do brzegu.

     Teraz Duc znajduje się w obozie w Tajlandii. Jego morale jest bardzo niskie. Czuje się odpowiedzialny za śmierć Linha i przeżywa bunt przeciw Bogu. "Dlaczego jesteś tak okrutny? Dlaczego wciąż godzą we mnie tragedie i cierpienia? Dlaczego pozbawiłeś mnie wszystkich i wszystkiego? Dlaczego musiałem stracić rodzinę i stać się niczym? Człowiek nie może żyć nagi, bez niczego!" Odkąd opuścił więzienie, Duc nie przestąpił progu kościoła.

     Ale w noc Bożego Narodzenia kieruje się, jak wielu innych uchodźców, w stronę kościoła, choć do niego nie wchodzi. Uderza go jedno z czytań mszalnych: "Bóg będąc bogatym, stal się dla nas ubogim". "Jak ja", myśli Duc. Ale nade wszystko kolędy pogrążają mu duszę w morze wspomnień: ileż to razy uczestniczył ze Swą rodziną na Pasterce! Jakie szczęście wtedy przeżywał! A teraz wszystko skończyło się. Duc siada pod drzewem w ciemnościach nocy i wybucha szlochem. Płacz gorzki, rozpaczliwy.

     Wracając do swego szałasu bambusowego, Duc spotyka chłopca, może 10-letniego, płaczącego na skraju drogi. "Co tu robisz zupełnie sam?" "Chcę wrócić do tatusia i mamy". "Gdzie mieszkasz?" "Przybyłem tu dzisiaj. Piraci porwali moje dwie siostry... Chcę wrócić do domu". Duc prowadzi go do swego szałasu i przygotowuje mu posiłek z gorącego ryżu. W dniu następnym udaje się do urzędu ONZ i do kościoła, by prosić o pokarm i odzienie dla "swego" dziecka. W dniach następnych spotyka w obozie inne dzieci opuszczone i bierze je pod swoją opiekę. Od tej nocy Bożego Narodzenia Duc czuje, jakby się na nowo narodził. Zajęty troską o dzieci, zapomina o swoich cierpieniach. Miejsce osamotnienia zajmuje powoli głęboka radość i pogoda, jakiej nigdy dotąd nie doświadczył. Powoli Duc rozumie: "Odkąd zacząłem służyć tym dzieciom, czuję się lepiej. To takie wartości, jak miłość, służenie bezinteresowne drugim, czynienie daru z siebie, czynią nas szczęśliwymi, a nie «rzeczy», jak kariera, pieniądze, polityka...Tragedia "ogołociła" mnie z rzeczy, które wypełniały moje życie, i wytworzyła się we mnie pustka, konieczna, by napełnić mnie miłością. Dlatego moje życie jest teraz pełne radości i sensu".

     W Wigilię Wielkanocną Duc udaje się do kościoła, aby obchodzić "swoje" zmartwychwstanie.


Gildo Dominici, Bangkok
Tłum. z miesięcznika "Mondo e Missione", 12/1990.


   

Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny
Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort
Lektura traktatu jest cennym duchowym doświadczeniem. Im częściej po niego sięgamy, tym bardziej przemienia on nasze serca. Osnowę dzieła stanowi dewiza św. Ludwika Marii de Montfort: "Wszystko dla Jezusa przez Maryję"... » zobacz więcej


Wasze komentarze:
 Benedykt: 18.12.2008, 19:17
 Wspaniała i smutna jest ta opowieść, że człowiek musi doznać takiego bólu, aby znaleźć sens w życiu. Umieć odczytać Bożą wolę.| Pozdrawiam wszystkich osamotnionych.| Benek
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej