Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czterdzieści lat apostolstwa cierpienia

Po czterdziestu latach ciągłych cierpień zasnęła w Panu i poszła doń po nagrodę Wanda Niewęgłowska, zwana jako tercjarka dominikańska siostrą Różą. Urodziła się 6 listopada 1926 r., zmarła 16 września 1989 r. Jej ciało spoczywa na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie (sekcja II grób nr 20).

W 22. roku życia zachorowała na chorobę Heinego i Medina, w wyniku której została sparaliżowana. Nastąpił trwały niedowład rąk i nóg oraz uszkodzenie kręgosłupa. Przebyła dziewięć operacji związanych z tą chorobą i cztery zawały mięśnia serca. Miała też wadę serca i ciężką astmę, co składało się na niewydolność serca i związane z tym okresowe występowanie obrzęków i duszności. Przez wiele lat męczyły ją bóle powodowane kamicą woreczka żółciowego i chorobą wrzodową żołądka, a także kamicą dróg moczowych i nerki po prawej stronie. Trapiły ją częste nudności i wymioty. Często oddawała mocz z krwią i miała stany podgorączkowe, a nieraz wysoką temperaturę (do 40-41°C). Sytuację pogarszał zanik mięśni, który był następstwem stałego przebywania w łóżku. Ponadto miała silne bóle głowy. Przy życiu podtrzymywano ją, zwłaszcza w ostatnich latach, kroplówkami i zastrzykami, których w pewnych okresach otrzymywała ok. 300 sztuk miesięcznie. Ręce i nogi miała tak skłute, że były sine na skutek pękania żył. Trzy razy przechodziła śmierć kliniczną. Bardzo mało jadała. Lekarze zgodnie twierdzili, że "ona już od lat nie ma prawa żyć w świetle wiedzy medycznej; jeżeli żyje, to inną mocą".

Rozwijające się choroby i postępujący paraliż spowodował, że po kilkuletnim leczeniu w szpitalach trafiła do Domu Opieki Społecznej dla Dorosłych Nr 1 w Lublinie przy ul. Głowackiego 26, w którym przebywała do śmierci. Jako sparaliżowana całkowicie była uzależniona od innych osób. Czasem zabierano ją na spacer lub do kościoła w wózku inwalidzkim. Samym przygotowaniem do wyjścia była już tak bardzo zmęczona, że pot spływał jej obficie po twarzy a ubranie było mokre. Na trzy lata przed śmiercią została zaproszona na rekolekcje. Kierowca wziął ją na ręce, aby ją przenieść do samochodu. Przez nieostrożność złamał jej żebro, obojczyk i następiło również pęknięcie kręgosłupa. Innym razem przy odwracaniu na bok skręcono jej nogę.

To nowe cierpienie, jak i wszystkie inne, znosiła bez uskarżania się na ból. S. Róża potrafiła zgadzać się z wolą Bożą i przyjmować spokojnie każde nowe cierpienie. Choroba stała się dla niej środkiem uświęcenia i apostolstwa. Najcięższe były noce. Gdy wszyscy spali, ona modliła się w intencjach tych ludzi, którzy przychodzili do niej w odwiedziny i prosili o wymodlenie dla nich potrzebnych łask. Odwiedziny wielu ludzi były dla niej męczące, ale wszystkich chętnie przyjmowała widząc, że może im dopomóc swą modlitwą i cierpieniem. Jedni drugim przekazywali wiadomość o wyproszonych im przez nią łaskach Bożych. Dlatego grono znajomych powiększało się z każdym dniem, zwłaszcza w ciągu ostatnich lat jej życia.

S. Róża już za życia wyprosiła wiele nawróceń. Niektóre bezpłodne kobiety świadczą, że wymodliła im łaskę urodzenia dzieci. Beznadziejnie chorzy, nawet na raka, dziękowali jej za ubłaganie im wyzdrowienia. Od wszystkich wymagała bezgranicznego zaufania Bogu i Matce Najświętszej. Ludzie, którzy poddali się jej wymaganiom i wskazówkom, otrzymywali to, czego pragnęli. Wiedziała kto wyzdrowieje. W niektórych wypadkach mówiła po prostu: "dlaczego tak późno przyszliście do mnie". Zdarzało się, że ktoś nie wszystko jej ujawniał. Wtedy mówiła: "dlaczego pani kłamie, przecież było tak i tak". Jej wiedza z pewnością płynęła z Ducha Świętego. Była bardzo ceniona przez ludzi za wyproszone łaski, udzielone wskazówki i rady, czego wyrazem m.in. były kwiaty przynoszone jej każdego dnia. Żałowano jej odejścia, gdyż wielu utraciło jej niezawodną pomoc.

Charakterystyczną cechą cierpień s. Róży było to, że przyjmowała każde z wielką miłością i nazywała je pocałunkiem Chrystusa. Żyła dla Chrystusa i pragnęła pomagać Mu zbawiać dusze. Gotowa była na wszystko, na największe cierpienie. Ukrywała nawet niektóre. Gdy ją pytano, jak się czuje, odpowiadała: "samo zdrowie". Umiała się uśmiechać i żartować. Zaufanym osobom zwierzyła się, że nie ma chwili, aby nie cierpiała. Powiedziała kiedyś, że swojego cierpienia i swojego krzyża nie zamieniłaby na najlepsze zdrowie. Kiedyś zapytano ją tak: "Siostrze Bóg niczego chyba nie odmawia?" Ona na to odpowiedziała: "Ja też Bogu nie odmawiam niczego". Przyznała się kiedyś dyskretnie, że modli się do Pana Jezusa, aby przedłużył jej życie, nawet przez dodatkowe cierpienia, by mogła wypraszać potrzebującym łaski Boże.

Żyć przez czterdzieści lat w nieustannej męce i wiernie trwać przy Bogu to wielki heroizm. Nie wolno nam milczeć o heroizmie s. Róży. Pan Jezus powiedział bowiem, że świecy nie stawia się pod korcem, ale na świeczniku, by wszystkim przyświecała. Tak więc i s. Róża winna przyświecać nam swoimi cnotami, w szczególności zaś heroicznym cierpieniem i zgadzaniem się z wolą Bożą.

O życiu i cierpieniach s. Róży można napisać wiele, ale nie sposób wszystko umieścić w krótkiej informacji. W tej chwili chodzi o to, aby zainteresowanych zapoznać z Wandą Różą Niewęgłowską i zachęcić do modlitwy za jej wstawiennictwem. O otrzymanych łaskach proszę donosć pod adres: OO. Dominikanie, ul. Złota 9, 20-112 Lublin.

5. K. Imelda Sarnowska, przełożona Fraterni Dominikańskiej przy klasztorze OO. Dominikanów w Lublinie


   

Wasze komentarze:
 Prosze sie ModLic za Wszystkic: 17.11.2021, 14:58
 ModLcie sie za Pana durczoka
 Calineczka : 12.12.2008, 13:49
 Przepraszam, "zjadło" mi w moim komentarzu, ze słowa w cudzysłowiu ... to słowa Samej sw. Tereski :) Pozdrawiam :)
 ...kropla rosy ...: 12.12.2008, 12:53
  O PIĘKNE ... OBLICZE PANA ... mojego ...w Obliczu Św. Teresy ...... UKRYTEGO ... Oby Cię Wszyscy ... UJRZELI ... TAKIM JAKIM JESTEŚ ... O GŁĘBIO ...O TAJEMNICO ... O MAJESTACIE .... O MĘKO ...O MIŁOŚCI ...Bądź z nami ! Amen!
 Calineczka : 12.12.2008, 09:49
 Wszelka prawdziwa świętosć pochodzi od Boga. "Wciąż czuję tę samą pełną odwagi ufność, że stanę się wielką świętą, albowiem nie liczę na swoje zasługi, których nie posiadam , ale pokładam nadzieję w Tym, który jest Sam Cnotą i Świętością. To On właśnie, zadowalając się mymi słabami wysiłkami, podniesie mnie do Siebie i, okrywająca mnie swymi nieskończonymi zasługami, uczyni mnie świętą."
(1)


Autor

Treść

Nowości

Twoja wola - Twoja wolnośćTwoja wola - Twoja wolność

Mój Bóg w mych objęciachMój Bóg w mych objęciach

Tajemnica Niepokalanej oglądana oczyma św. MaksymilianaTajemnica Niepokalanej oglądana oczyma św. Maksymiliana

Jak w pełni wyznawać wiarę w naszym życiu?Jak w pełni wyznawać wiarę w naszym życiu?

Kochać Cię Matko...Kochać Cię Matko...

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej