Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Maria Bobrzecka. Świadectwo ofiarnej pomocy więźniom Oświęcimia-Brzezinki

Nieludzkie warunki życia obozowego, bezwzględna przemoc stosowana wobec więźniów wyzwalały w okolicznej ludności pragnienie niesienia pomocy prześladowanym. Gesty życzliwości, odruchy dobroci urastały do granic heroizmu, były olśnieniem w ponurej beznadziejności.

Świadectwo ofiarnej pomocy więźniom Oświęcimia-Brzezinki dała Maria Bobrzecka, kierowniczka apteki "Pod Aniołem Stróżem" w Brzeszczach. Jej dobroczynna działalność odbywała się za plecami treuhandera, czyli komisarza, pod którego zarządem znajdowała się apteka. Adwokat Wojciech Jakiełek założył tajny komitet pomocy więźniom, do którego włączyła się Maria, przyjmując pseudonim "Marta". W obozie ginęli ludzie z braku żywności, lekarstw, nieludzkiego sadyzmu. Odważna, a przy tym spokojna kobieta w skrytości przygotowywała potrzebne leki, weiglowskie szczepionki, cebion, które trafiały w odpowiednie ręce. Pełna równowagi kojąco wpływała na wtajemniczonych, którzy dostarczali je zagrożonym. Z niezwykłym ryzykiem musieli przenieść tę zdobycz przez obozowe bramy, łańcuchy straży, narażając się na tortury czy nawet śmierć w podziemnych bunkrach. Tylko w ten sposób można było pomóc chorym, nieść ulgę cierpiącym. Chrześcijański nakaz miłości bliźniego miał w obozie ciernistą drogę, był działaniem karkołomnym, połączonym z wielkim wysiłkiem.

W okresie epidemii tyfusu więzień Władysław Plaskura, pracujący przy budowie baraków, przeniósł przez bramę obozu paczki zastrzyków, dostarczał je zaufanym w rewirze. W swojej relacji opisuje, jak udając się z kolumną więźniarek do Brzeszcz, Bobrzecka podbiegła i wręczyła jednej z nich paczkę z żywnością. Zauważył to esesman i kolbą karabinową uderzył aptekarkę w głowę tak, iż upadła na ziemię. Konwojenci pobili kilka więźniarek, które w zamieszaniu porwały cenną zdobycz. Trzeba pamiętać, że kawałek chleba to kawałek życia. Otrzymany w ekstremalnej sytuacji, znaczył coś więcej niż ofiarowana jałmużna przygodnemu podróżnikowi. Gdy pracowałem w komandzie zewnętrznym Buna-Werke, Jan Saduś przynosił bandaże muślinowe, tabletki przeciwgorączkowe, a przede wszystkim żywność. Wielu więźniom uratował życie. Był w łączności z konspiracyjną grupą w Brzeszczach. W różnych podobozowych komandach roboczych wiele było wspaniałych czynów dobroci, których policzyć się nie da. Nie mogą one zejść w cień, gdyż były dźwignią moralną w chwilach rozpaczy. To był także oręż w walce ze złem, objaw spontanicznych reakcji wobec ludzi pozbawionych nazwisk, rzuconych w odmęty nienawiści.

Pomoc, świadczona przez "Martę", przybierała różne formy. Wymienię niektóre: nawiązywanie łączności z rodzinami, doręczanie listów, przkazywanie informacji, przyjmowanie przedmiotów wykonanych przez więźniów-ar- tystów. Szczególną opieką otoczyła zaangażowanych w akcji dobroczynności. Spieszyła z zastrzykami niezależnie od pory dnia i nocy do ukrywających się Polaków. Nie czekała na wołanie o ratunek, lecz umiała dostrzec ludzi, którzy potrzebowali pomocy bardziej duchowej niż materialnej. Realizowała miłość bliźniego w całym Bożym i ludzkim bogactwie, indywidualnie i społecznie. Prof. Antoni Kępiński napisał słowa: "Kiedy człowiek jest zagubiony, wtedy uśmiech drugiego człowieka, życzliwe słowo, nieraz drobna pomoc stają się skrawkiem nieba, otwierają perspektywy na przyszłość, przywracają wiarę w człowieczeństwo. W imię prawdy muszę stwierdzić, że pomoc Bobrzeckiej była ogromna, miała wymiar eschatologiczny, jaśniała blaskiem w ciemnościach nocy".

Danuta Pytlik w notatce biograficznej opisuje, jak łączniczka ze składnicy leków w Katowicach przywiozła do Brzeszcz dwadzieścia kilogramów leków, szczepionek, witamin C, mitigal przeciw świerzbowi, glukozę i inne. Następne przesyłki wysyłano pocztą do apteki w Brzeszczach, a także w małych porcjach na fikcyjne adresy więźniów. Ryzyko było wielkie, ale miłość dla cierpiących jeszcze większa. Pan Bóg tylko wie, ilu więźniom "Marta" uratowała życie. Wszyscy jednoznacznie stwierdzają, że dobro drugich stawiała wyżej niż własne życie.

Po wyzwoleniu otrzymała setki listów z wyrazami wdzięczności za ofiarną, bezinteresowną pomoc. Z. Domżal z Wolbromia napisała: "Jestem szczęśliwa, że już z wolności mogę podziękować Pani za chleb, cukier, cwibak, szczególnie za dobre serce. Niech Bóg niebem wynagrodzi szlachetne czyny". Węgierski charge d'affaires w Warszawie skierował słowa: "Poczuwam się do obowiązku wyrażenia Pani pełnej wdzięczności za pomoc okazywaną moim rodakom. Wszyscy oni ocenili postawę Pani jako dowód tradycyjnej przyjaźni między naszymi narodami". [...]. Byli więźniowie z Gliwic: "Dziś 19 września 1946 r. możemy dać wyraz uznania wszystkim, którzy nie wahali się przyjść z pomocą ofiarom obozu śmierci Oświęcimia. Pani była tą, która bezinteresowną pomocą ocaliła setki chorych przez dostarczanie masy cennych leków, zastrzyków, szczepionek, nie wspominając o środkach żywnościowych, które nam Pani przy każdej sposobności przesyłała. Także przez stały kontakt z naszymi rodzinami, przemycanie korespondencji podtrzymywała na duchu, nie pozwoliła nam się moralnie załamać. My, którzy byliśmy świadkami, jak strasznie karano okoliczną ludność za objawy życzliwości wobec więźniów, możemy ocenić wielkość poświęcenia i odwagi Pani. Narażała Pani własne życie, byle skutecznie ratować naszych chłopców i dziewczęta. Prosimy przyjąć za to wszystko serdeczne staropolskie Bóg zapłać". Następuje szesnaście podpisów b. więźniów. Grupa b. więźniów miasta Oświęcimia zwróciła się do Bobrzeckiej z prośbą o przyjęcie godności matki chrzestnej sztandaru wszystkich oświęcimiaków: "Podczas najcięższych chwil życia śpieszyła Pani z pomocą ofiarom obozu. Wierzymy, że Pani nie odmówi naszej prośbie i zaszczyci uroczystość swoją obecnością".

Za pełną poświęcenia służbę więźniom otrzymała Złoty Krzyż Zasługi. Aptekę oraz ulicę w Krakowie nazwano jej imieniem. Zmarła w Krakowie 27 sierpnia 1957 r. Ja także korzystałem z jej pomocy w długich łatach udręki obozowej. O takich ludziach nie powinna zaniknąć nasza pamięć.

Ks. Konrad Szweda
nr Oświęcimia 7669


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Cel życiaWierzyć nie rozumiejąc Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...

Historia i tradycja modlitwy Pod Twoją obronęHistoria i tradycja modlitwy "Pod Twoją obronę"

Początki kościoła katolickiego na BiałorusiPoczątki kościoła katolickiego na Białorusi

Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej