Po deszczu świeci słońceChoć w moim życiu zawsze czułam obecność Boga, nie wiedziałam jednak, na czym polega Jego miłość. Każde cierpienie odbierałam jako karę za grzechy, postanowienia poprawy były tylko pustymi słowami. Czułam się pokrzywdzona przez los. Nie widziałam sensu cierpienia i trudnych chwil w moim życiu. Przeżywałam ciągłe upadki, z których podnosiłam się z wysiłkiem. Nie biegłam jednak z moimi zmartwieniami pod krzyż. Nie miałam w sobie wiary, że tam mogę otrzymać pomoc.Od wczesnego dzieciństwa cierpienie nie było mi obce, ale daleko mi było do przeżywania go w zjednoczeniu z Bogiem. Pierwszymi nauczycielami dzieci są rodzice. Nie mogę powiedzieć, abym się nauczyła czegoś dobrego od swoich nauczycieli - rodziców. W moim domu brakowało ciepła rodzinnego, a ja nie czułam się w nim bezpiecznie. Moi rodzice nie żałowali sobie alkoholu, a częste imprezy trwały długo w noc. Nie mogłam spać, przez małą szybkę w drzwiach ze strachem patrzyłam, jaka panuje atmosfera. Czasem widziałam coś, czego nie spodziewałam się zobaczyć. Czułam się wtedy podle i było mi bardzo wstyd. Kiedy ojciec zaczynał bić matkę, budziłam młodszą siostrę i przez okno, boso i w piżamach, czasem po zamarzniętej ziemi, uciekałyśmy do sąsiadów. Tak mijały lata w ciągłym niepokoju i lęku. I )orastałam w atmosferze alkoholizmu i całkowi- tej pustki duchowej moich rodziców. Coraz bardziej traciłam dla nich szacunek. Czułam jedynie gorycz i to, że jestem bardzo krzywdzona przez ludzi, którzy tylko biologicznie są mi bliscy. Nie myślałam, że to wszystko będzie miało ogromny wpływ na moje dalsze życie. W domu nie było Pisma świętego i nigdy nie trzymałam go w dłoniach. W kościele również bywałam tylko od święta. Dopiero kiedy się usamodzielniłam, sama w każdą niedzielę wyruszałam do kościoła na Mszę świętą. Przez trzy cudowne lata byłam blisko Pana Boga. O ileż łatwiejsze było pokonywanie problemów i trudności, kiedy powierzałam wszystko Jezusowi. On obdarzał mnie pokojem. A jednak odwróciłam się od Niego. Złe towarzystwo, papierosy, alkohol stopniowo doprowadziły mnie do ciemnego zaułka, z którego sama nie potrafiłam się wydostać. Niedziela stała się najgorszym dniem w tygodniu, bo choć wiedziałam, że powinnam pójść na Mszę świętą, nie szłam I przez to świadome jej opuszczanie nie czułam się dobrze przez cały dzień. Życie, jakie prowadziłam, było jednym wielkim koszmarem. Poznałam chłopaka, który żył podobnie jak ja, stanowiliśmy więc dobraną parę. Po roku znajomości wzięliśmy ślub. Urodziłam córeczkę, co trochę zmieniło nasze życie, choć nie mogę powiedzieć, abym z tego powodu uwolniła się od nałogów. Mój mąż także nie zmienił swoich przyzwyczajeń i nie starał się walczyć z alkoholizmem. Dzieciństwo powracało do mnie z lękami i strachem, poczuciem zagrożenia życia. Lekarze stwierdzili u mnie silną nerwicę. W tym czasie przyszło na świat nasze drugie dziecko, synek. Po porodzie moje zdrowie pogorszyło się, a leczenie nie dawało większych rezultatów. Czułam się bardzo samotna w swojej chorobie, gdyż nie miałam w nikim oparcia; mąż nie interesował się moim stanem. Beznadzieja i monotonia życia sprawiały, że coraz częściej sięgałam po alkohol, który "wlewał" we mnie dobry humor. Parę lat trwał ten amok, pustka i całkowity brak wiary. A jednak Jezus nie zapomniał o mnie, odnalazł mnie, podniósł i całkowicie odmienił. Dał mi nowe życie, a ja je przyjęłam. Od dwóch lat jestem nowym człowiekiem. Uczestniczę w spotkaniach ruchu Światło-Życie, biorę udział w rekolekcjach. Teraz radość życia czerpię z miłości Bożej.. Parę miesięcy temu doświadczyłam ogromnego cierpienia. Urodziłam martwą córeczkę. Kiedy nosiłam ją w swoim łonie, była dla mnie największą radością. Z niecierpliwością oczekiwałam dnia, kiedy się urodzi. Gdy nadszedł, nawet jej nie dotknęłam. Silne leki, jakie otrzymywałam, otumaniały mnie całkowicie. Do dzisiaj nie mogę pogodzić się z tym, co się stało. Jednak myśl, że moja Terenia jest teraz u Boga, trzyma mnie mocno na nogach. Kiedyś się z nią spotkam.. Cała ta sytuacja odmieniła życie mojej rodziny. Dzięki niej odzyskałam męża. Mimo doznanego cierpienia nasze życie nie jest dzisiaj wegetacją ani pustką. Wiem, że wszystkim kieruje Bóg i nic nie jest bezcelowe. Nawet, jeśli boli. Po deszczu świeci słońce. Od kiedy zaczęłam słuchać i wierzyć, że to, co mówi Pan, jest prawdą, jestem szczęśliwa. Marzena
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |