Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jestem słaba, a Bóg jest moją mocą

Moim doświadczeniem była udręka duchowa znoszona przez wiele lat. Dotknięcie własnej słabości oraz odkrycie mocy Bożej uważam dzisiaj za wielki dar od Boga, którym chciałabym się podzielić.

W dzieciństwie przekazano mi fałszywy obraz Boga-Sędziego, siedzącego na tronie, którego wymaganiom nigdy nie mogłam sprostać. Ten fakt był źródłem wielkiego lęku we mnie, potęgowanego po każdym, najmniejszym nawet przewinieniu. Do tego dołączyła się nieakceptacja siebie. Wszystko to powodowało, że bardzo cierpiałam.

Bóg jednak powoli wchodził w moje pełne lęku życie. Zaczęło się od Maryi, której powierzałam swe obawy: "Maryjo, Matko moja, pamiętaj, żem Twoja, przeto strzeż mnie jak rzeczy i własności swojej". Niepostrzeżenie w moje życie "wplątał" się różaniec. Pokochałam ciszę i samotność, coraz częściej przesiadywałam w pustych kościołach, klęcząc przed Tym, który napawał mnie lękiem i na którego miłość chciałam zasłużyć.

Tak upłynęło wiele lat. Momentem zwrotnym były rekolekcje ignacjańskie pierwszego tygodnia. Tam namacalnie doświadczyłam bezwarunkowej miłości Boga. Odkrycie, że na Jego miłość nie muszę zasłużyć, bo On mnie kocha taką, jaka jestem, było tak szokujące, iż chciałam tę prawdę ogłosić światu. Mówiłam o tym wszystkim stworzeniom - zatrzymałam nawet małą mróweczkę, by przekazać jej tę radosną nowinę, ale ona poszła sobie dalej, nic nie rozumiejąc. A ja w jednym momencie pojęłam najistotniejszą prawdę naszej wiary. Aby mrówka mogła pojąć moją radość, musiałabym przyjąć jej naturę i w jej języku ją przekazać. I takiego szaleństwa dokonał dla mnie Jezus, stając się człowiekiem. Po tym wydarzeniu coś się we mnie zmieniło, na jakiś czas zniknął lęk, świat nabrał innych kolorów, a serce przepełniała wielka radość i pokój. Wydawało mi się, że wszystko już zrozumiałam. Nie wiedziałam wtedy, że było to umocnienie przed jeszcze większym cierpieniem.

Nagle straciłam wiarę, powrócił lęk i jeszcze większa nienawiść do siebie, życie wydawało mi się bezsensowne, odczuwałam wewnętrzną pustkę. Zaczęłam unikać ludzi, którzy mnie ranili. Żyłam jakby zamknięta w bunkrze, dusiłam się, to było moje piekło na ziemi. Doświadczyłam, co znaczy żyć bez Boga. Wszystko mi mówiło, że Boga nie ma, a jeśli pojawiała się jakaś myśl o Jego istnieniu, to była tak straszliwie raniąca, że z serca wyrywał się pełen buntu okrzyk: "Boże, jaki Ty jesteś okrutny!". Szukałam różnych sposobów, aby wyjść z tej sytuacji o własnych siłach, jednak bezskutecznie. Czułam się coraz słabsza. Podjęłam roczną terapię pod okiem psychoterapeuty; spotkania były trudne i coraz bardziej mnie zamykały. Poznałam bolesną prawdę o sobie, dotknęłam nie zagojonych ran z dzieciństwa - obrazowo można to porównać do wycinania wrzodu na żywca. Uczestniczyłam w wielu sesjach poświęconych akceptacji siebie, ale nic mi to nie pomogło. Mimo gorącej prośby do Boga o pomoc, nie otrzymywałam jej. Ostatnia sesja zdruzgotała mnie zupełnie, wróciłam wewnętrznie rozbita, rozłożona na łopatki. Dotknęłam dna własnej słabości. Wydawało mi się, że nie ma już dla mnie ratunku, że to już koniec, nie ma sensu dłużej żyć. Bóg w swoich planach czekał na ten właśnie moment. Przysłał mi osobę, przed którą mogłam wypłakać swój bezsens, niewiarę i niemoc. Na kolejnym spotkaniu, nie mogąc mówić, przez długi czas słuchałam o możliwości wyjścia z mojej sytuacji. Niewiele z tego rozumiałam, ale w jednym momencie zabrzmiały mi w uszach słowa: "To Jezus jest Zbawicielem i tylko On może wybawić cię z tej sytuacji". Przeżyłam wstrząs, przyjęłam sercem te słowa i uwierzyłam, iż tylko Jezus ma moc przywrócić mnie do życia. I w krótkim czasie to się rzeczywiście stało. Od tego momentu rozpoczął się trwający do dziś proces mojej przemiany.

Po życiu w ciemnościach niewiary - doświadczyłam mocy Jezusa Zbawiciela, który ukazał mi prawdziwy obraz Boga jako miłującego Ojca. Zobaczyłam Jezusa-Światłość (jestem wdzięczna za ciemności, gdyż tym bardziej zajaśniała mi Światłość prawdziwa). Ujrzałam radość Jezusa, Dobrego Pasterza, który tak się natrudził, by mnie odnaleźć. Zostałam ogarnięta przez oblubieńczą miłość Jezusa, która wezwała mnie na drogę życia poświęconego wyłącznie Jemu.

Cierpienia duszy były dla mnie wielką łaską i darem. Przez nie odnalazłam miłość Boga w Jezusie Chrystusie, Ewangelia stała się dla mnie prawdziwie Dobrą Nowiną, a moje życie nabrało sensu. Bolesne doświadczenia stały się szkołą zrozumienia drugiego człowieka, odłoycia pokory serca. Wiem, że to nie jest koniec Bożego obdarowywania. Ale już dziś, dzięki łasce Bożej mogę powiedzieć: "Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie - odpuszczenie grzechów" (Kol 1,12-14). Z tej życiowej lekcji, jaką otrzymałam, płynie najważniejsza prawda: "Ja jestem słaba, a Bóg jest moją mocą". Takie doświadczenia dają więcej niż najmądrzejsze księgi.

S.M.


   

Wasze komentarze:
 piotr s.: 21.11.2020, 03:54
 Ja jestem słaby a Bóg jest moją mocą
(1)


Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej