Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą!

Cześć, jestem Aga :)

Mam 19 lat, i może opowiem Wam swoją historię. Z nałogiem masturbacji męczyłam się przez kilka dobrych lat. Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie, młoda "gówniara" chciała oglądać filmy dla dorosłych, wiecie, jak się mówi dziecku nie rób, to dla dziecka(nastolatka) to zachęta do nieopanowania. Zwłaszcza, że rodzice sprawili mi prezent, piękny, własny telewizor, który stał w moim pokoju. I przez wiele lat, był to tylko i wyłącznie nałóg pornografii. Niestety po jakimś czasie po przez filmiki, odkryłam, że można samemu sobie zrobić "dobrze". I tak się wszystko zaczęło, na początku było to całkiem nieświadomie. Naczytałam się w kolorowych gazetkach, że to wszystko jest normalne, i każdy nastolatek tak powinien, że to wręcz "na zdrowie". Podobało mi się to, i nie traktowałam tego jak nałóg. A wręcz przeciwnie, (patrząc na to z perspektywy czasu, typowe myślenie człowieka uzależnionego), a mianowicie: "w każdej chwili mogę przestać". Do tej pory pamiętam, swoje przerażenie, gdy na którejś lekcji religi w gimnazjum usłyszałam, że trwam w grzechu śmiertelnym. Wtedy nawet nie byłam "blisko" kościoła, ale stwierdzenie grzech śmiertelny jakoś we mnie bardzo uderzyło.

Poszłam do spowiedzi, jakoś ciężko było mi to z siebie wydusić. Niestety po spowiedzi bardzo szybko wróciłam do nałogu. Owszem miałam nawet przerwy kilku miesięczne, ale potem i tak wracałam. Wpływało na to wiele czynników: *samotność (potwierdzam stwierdzenie, że samotnym jest się także wśród ludzi). *odrzucenie ze strony środowiska (mieszkam w dość ziomalskiej okolicy, zawsze jakoś źle się czułam w tej okolicy, z jednej strony błogosławieństwo wielkie Boga-bo nigdy nie ciągnęło mnie do picia, palenia, ćpania, itd. Z drugiej strony było to również powodem nieakceptacji ze strony ziomali. Byłam inna, niedzisiejsza, zresztą nadal jestem;) I te odrzucenie, było również pokrywane czynami, nie raz się dostało śnieżką w łeb, czy usłyszało wyzwiska i wulgarne słowa na swój temat. Więc nałóg, wprost idealny sposób na odreagowanie. *pragnienie przyjemności, choć przez chwile poczuć się szczęśliwą, poczuć emocje. *pragnienie zapomnienia *nie wiara w to że kiedykolwiek będę szczęśliwa, więc "co mi szkodzi" -tak wtedy myślałam. Ponad to miałam świetne warunki w domu, duży własny pokój z dala od wszystkich, z telewizorem, w późniejszym czasie komputerem, netem. Wręcz idealne warunki. No i zaczęła się moja walka.

W czasie bycia w nałogu wstąpiłam do oazy, było to jakieś już prawie 5 lat temu. Zbliżałam się do Boga, ale z nałogu wyjść nie mogłam. Chyba głównie dlatego, bo liczyłam na własne siły. "mogę przestać, kiedy zechce". Lecz takie myślenie sprawiało jedynie to, że ciągle upadałam. Mało tego spowiedzi nie traktowałam, jako drogę do wyjścia z nałogu, tylko jako takie odpukanie, i uciszenie na chwile własnego sumienia. Pomysł stałego spowiednika nawet dla mnie nie istniał, wolałam chodzić do różnych księży, żeby mi odpukali i nie drążyli tematu, no bo po co, przecież sama sobie poradzę. No i takie myślenie spowodowało jeszcze większy upadek. Któregoś dnia przystąpiłam do Komunii Św. gdy byłam w tym grzechu. Z perspektywy czasu, nie wiem na ile świadomie to zrobiłam, ale zrobiłam. Czyli tym samym dopuściłam się świętokradztwa. Po czym poszłam do spowiedzi i nie nazwałam rzeczy po imieniu, tylko powiedziałam, że przystąpiłam do Komunii Św. gdy miałam grzech, ks. nie drążył tematu, a ja się z tego powodu cieszyłam. Czyli tym samym moje późniejsze Komunie i Spowiedzi nie miały sensu, ponieważ zataiłam grzech.

Po paru miesiącach poczułam, że jednak mi bardzo ciąży na sumieniu. Pamiętam, że było to przed moimi drugimi rekolekcjami oazowymi, był to 1'. Dzień przed wyjazdem postanowiłam że pójdę do spowiedzi, jak na złość byłam w paru kościołach, ale żaden ksiądz nie spowiadał. Przez co musiałam wyspowiadać się na rekolekcjach, co było dla mnie wielkim przeżyciem. Po pierwsze, zawsze bałam się spowiedzi prosto w oczy, po drugie musiałam wyspowiadać się z nie lada grzechów, po trzecie ks. na rekolekcjach był kiedyś u mnie w parafii, i był "znajomy" znał mnie, co jeszcze bardziej mnie odrzucało.

No i w końcu się przełamałam, była to chyba moja pierwsza w życiu spowiedź kiedy to spowiedź nie była "odpukaniem" tylko szczerą, luźną rozmową, gdzie powiedziałam wszystko od początku do końca. Po rekolekcjach poszłam jeszcze na pielgrzymkę, i było super, niestety równie szybko jak wróciłam do domu, tak samo szybko wróciłam do nałogu. I od tego czasu zaczęła się moja świadoma walka z nałogiem, kiedy to świadoma tego że mam problem, i że sama sobie nie umiem z tym poradzić próbowałam wszystkiego, aby uwolnić się od tego nałogu. Katowałam się ćwiczeniami, aby się męczyć i nie mieć siły na nic, powtarzałam ciągle słowo "Jezus" bo gdzieś któryś ksiądz mi powiedział, że takie akty strzeliste ratują w takich sytuacjach, gdy szłam spać, miałam w ręku różaniec, nawet kiedyś skropiłam łóżko wodą święconą. Niestety zawsze umiałam znaleźć miejsce, sytuacje, pretekst żeby upaść. Wręcz czasami wracałam do domu z jedyną myślą w głowie "zrobić to" jak najszybciej, jak najwięcej, jak najdłużej. Potem oczywiście czułam się beznadziejnie, moja samoocena miała się jeszcze gorzej, moje życie emocjonalne karłowaciało, a w sumie to w ogóle zanikało. Nie chodziłam do spowiedzi, bo wiedziałam, że później nie będę mogła tego zrobić, albo robiłam to z myślą, że skoro Bóg mnie kocha to i tak mi przebaczy.

Po jakimś czasie stwierdziłam, że walka z tym nie ma sensu, wtedy też przyszedł czas buntu. Powiedziałam, że dość grzecznej, posłusznej, cichej, potulnej, religijnej Agniesi. Przestałam się modlić, przestałam chodzić do kościoła (nawet w niedziele), przestałam chodzić na oaze. Albo chodziłam z przymusu tylko na spotkania formacyjne, żeby je "zaliczyć". Przestałam ograniczać się tylko do oazowych imprez, zaczęłam żyć dzisiejszym życiem. Bywało picie na imprezach, z podrywaniem chłopków też nie było problemu, zaczęłam patrzeć na nich nie jak na człowieka, ale jak na towar. Nałóg przestał być dla mnie problemem, robiłam to bo mogłam, żaden kościół, Bóg nie stał mi na przeszkodzie. I tak trwałam przez jakiś czas, próbowałam sobie i innym udowodnić, że umiem również w ten sposób żyć, że Bóg nie jest mi do niczego potrzebny, a już napewno nie do szczęścia. Świetnie umiałam odnaleźć się w tej roli, ale właśnie.... W TEJ ROLI... Tak w głębi czułam, że nie jestem prawdziwa, że tylko coś odgrywam, że nie jestem sobą. Że próbuje być kimś, kim naprawdę nie jestem i gdzieś w głębi nie chce być. I stwierdziłam, że to nie ma sensu, poszłam do spowiedzi wyrzuciłam to wszystko z siebie i zaczęłam od nowa. KOCHAĆ TO ZNACZY POWSTAWAĆ.

I tak też zrobiłam, zaczęłam znowu walczyć z nałogiem, który jakby nie patrzeć, był przyczyną wielu upadków w moim życiu. Poszłam na układ z Panem Bogiem;) Panie Boże daj mi łaski aby mieć siły do walki, wytrzymam, ale proszę, ześlij mi jakąś bliską osobę, bo sama nie dam rady. Wytrzymałam pół roku, był to okres bardzo ciężki, była w moim życiu pustka, której niczym nie umiałam zapełnić, była we mnie ogromna obojętność, brak jakichkolwiek emocji, bliskie osoby poodchodziły, budowałam w wokół siebie mur, przez który nikt się nie przebijał, nawet nikt nie stał obok tego muru. Wszyscy sobie darowali mnie. A ja? Byłam obojętna, przy okazji zatraciłam kila wartościowych relacji. Obojętność i pustka górowały. Ale ja mocno trwałam w postanowieniu, modląc się o siły, i wierząc, że jeśli wytrwam, to Pan Bóg ześle mi Kogoś ważnego. Pojechałam na rekolekcje, 2' ONŻ. I Ktoś się pojawił, Ktoś bardzo ważny. Odczułam to jak odpowiedź Pana Boga na moje błagania. ;) I że jejku, to wszytko ma sens!:) W życiu nie ma przypadków:) I Bóg ześle łaski, jeśli z wiarą będziemy o nie prosić...

Ale trzeba być cierpliwym, to nie jest że poproszę Boga, pstryk i jest, życie odmienione. Pan Bóg daje łaskę, ale my musimy chcieć z nią współpracować. Musi być dialog. Ostatnio Pan Bóg znów mnie bardzo próbuje, ja sama popełniłam wiele błędów, zdaje sobie z tego sprawe, znalazłam się w sytuacji gdzie zostałam bez studiów, bez pracy, bliscy się oddalili, "coś" bardzo ważnego stanęło pod znakiem zapytania. Ale mimo to, nawet przez głowę mi nie przeszło, żeby wrócić do nałogu! :) Mimo że szatan bardzo atakuje, po przez np. sny, lęki, bezsenność. Ale czuję że Pan Bóg mnie dzięki swojej łasce uzdrowił! :) Mało tego, poniekąd dzięki nałogowi, a raczej dzięki walce z nim, wyćwiczyłam sobie silną wole, i jeśli sobie coś postanowię, to zazwyczaj udaje mi się tego dotrzymać. To taki bonusik-owoc Boży;) CHWAŁA PANU ZA TO! :) I chciałabym w tym miejscu powiedzieć wszystkim, którzy walczą i zmagają się z tym świństwem, którzy upadają, nie mają nadziei i wiary w to że można z tego wyjść, to ja jestem świetnym przykładem na to, że MOŻNA!:) Trzeba tylko się modlić, najlepiej jeśli jest taka możliwość codziennie chodzić na Eucharystie, i jeśli jest taka potrzeba to nawet codziennie chodzić do spowiedzi. Walka będzie trudna, długa, niszcząca, ale warto walczyć!:) Pan uzdrawia:) I jedno zdanie, które zapadło mi w głowie: DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!:)

Aga

Wasze komentarze:
...: 03.12.2011, 15:53
Brawo Aga. " Dopóki walczysz jesteś zwycięzca" to moje motto życiowe, ale jakoś nie zawsze mnie przekonywało do walki ! Dziś przeczytałem twoją historię i uświadomiłem sobie, że muszę zacząć walczyć, nie poddawać się na pierwszej przeszkodzie ! Dzięki i pozdrowionka!
anka: 11.08.2011, 14:34
Ja tkwie w nalogu, od tak wielu lat...Zreszta nie tylko w tym.Takze w alkoholizmie. Chodze co jakis czas do spowiedzi, ale to niczego nie zmienilo,moje zycie jest udreka, nienawidze sama siebie.
nikt: 22.05.2011, 18:05
:( Gdy w piątej klasie dowiedziałam się z "Miłujcie się!", że masturbacja jest grzechem moje życie zamieniło się w piekło. Zaczęłam mówić sobie "mogę przestać" błagałam Pana Boga żeby mnie zabrał do siebie...modliłam się o śmierć... nie umiem do dziś sobie wytłumaczyć dlaczego zaczęłam dlaczego to wszystko? od 5 klasy nie uczyłam się owszem miałam świadectwa z paskiem przez całą podstawówkę i gimnazjum. W liceum nadszedł kryzys. Ogromny kryzys. Płakałam codziennie. Potrzebowałam miłości...zrozumienia...przytulenia..a dostałam od najbliższych odrzucenie pogardę i zero zainteresowania. Rodzice nigdy nie potrafili ze mną rozmawiać...A ja chciałam się uczyć. Ale nie potrafiłam. Nie mogłam się skupić na niczym. Wracałam do domu, obiad i do siebie do pokoju i albo gapienie się bezsensowne w książki albo w sufit albo....wieczorami to co najgorsze. Nie wiedziałam czemu tak jest....dlaczego? Teraz już wiem. Szatan odebrał mi wszystko co było we mnie najpiękniejsze. Oczy niewinnego dziecka i uśmiech radości, czystość...chęci do zdobywania wiedzy i odkrywania świata. Ale nie odebrał mi ZWYCIĘSTWA! Wiem, że przegrałam kilka walk, ale wojna jeszcze trwa! I muszę być silna! Skoro tylu ludziom się udało to mi też musi się udać! Z Panem mogę wszystko! Proszę was o modlitwę. Bardzo potrzebuję wsparcia...
mario21: 11.01.2011, 09:26
Cześć wam drodzy bracia i siostry. Dzisiaj mam 325dni czystości , warto walczyć o czystą miłość . miłość czysta jest ciężka i wymagająca. Modlę się za was wszystkich. Jezus uzdrawia. Powodzenia w walce!!
Andre: 24.09.2010, 17:27
Jezus do Św. Faustyny Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem Swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się Serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili Serce Moje, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki Mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym Sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję [się] w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im czego pragną.(Dz 1728)
Mario21: 27.08.2010, 09:20
Ja jestem czysty już 188 dni i walczę o czystość, bo pokusy do złego zawsze są.Tak dopóki walczysz z pokusami jesteś zwycięzcą .Na pewno warto walczyć o czystą miłość, bo miłość to nie jest egoizm. Moje życie w czystości zmienia się , choć czysto spojrzeć na kobietę jest bardzo trudne. Z Jezusem wszytko się udaje , tylko wystarczy być blisko niego i korzystać z jego łasku. Jeśli wy upadliście , nie przejmujcie się porażką , pójdźcie do spowiedzi i znów będziecie święci, czyści.Pokochajcie siebie jak kocha was Jezus. To jest bardzo trudne zadanie pokochać siebie ,ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.Masturbacja jest egoizmem , tylko doskonała miłość może nas uleczyć , odzyskać wolność wolnego człowieka który wybiera czystą , bezinteresowną miłość.Modlę się za was bracia i siostry:-)Dzień zaczynam walką i kończę go walką.:-)
Agnieszka;): 03.08.2010, 20:05
Jesteś wspaniałą osobą, bo sie nie poddałaś. Twoje świadectwo jest piękne. Szczerze mówiąc przed jego przeczytaniem byłam zrezygnowana i nie wieżyłam, że dam sobie radę z moimi problemami. Teraz jednak dostałam troche siły, a najważniejsze woli walki oraz wiary, że warto ciągle wstawać. Dzięki;)))
Ellenai: 07.07.2008, 22:41
Mam 21 lat. Po długim okresie trwania w czystości (parę lat) powróciłam do nałogu masturbacji, mimo iż przez ten czas bardzo serio traktowałam sprawy związane z wiarą i moralnością. Zaczęło się od buntu przeciw Bogu i Jego planom. Później właściwie straciłam wiarę. Obecnie nie spowiadam się (ostatnia spowiedź - rok temu). Próbowałam kilkakrotnie powrócić na drogę czystości. Bez skutku. Widzę, że teraz większym problemem niż samogwałt, pod jarzmem którego upadam niemal codziennie, jest brak wiary i pustka w sercu. Nie umiem przyjąć nauki Kościoła w wielu kwestiach, mam w sobie mnóstwo buntu, którego nie potrafię się pozbyć. Jestem zamknięta na ludzi, często uciekam nawet od najbliższych, choć wiem, że ich ranię. Czuję potworną pustkę w sobie i coraz bardziej brakuje mi nadziei. Widzę, że przez ten nałóg wiele straciłam. Prawdopodobnie nigdy nie będę na tyle odpowiedzialna, aby zostać żoną i matką. Przywykłam do samotności, jednak jest we mnie sporo lęku, gdy myślę o tym, co będzie dalej. Nie wyobrażam sobie, bym mogła się z kimkolwiek związać, zupełnie nie mogę się otworzyć na ludzi. Przypominam kaktusa, do którego nikt nie ma dostępu. Zresztą boję się świadomości, że nawet gdybym kogoś pokochała, wiązałoby się to nieuchronnie z bólem rozstania. Oprócz lęku przed życiem mam w sobie od jakiegoś czasu coraz większy niepokój związany ze śmiercią i przemijaniem, obawiam się, że z czasem to się przekształci w obsesję. Upokarza mnie stan, w którym się znalazłam. Nie umiem w żaden sposób uwierzyć tak po prostu w obecność Boga. Chciałabym... Jednak nie potrafię przyjąć do wiadomości tego, że On zna moje imię, że zna prawdę o mnie, niekiedy nie wierzę nawet w Jego istnienie. Jestem świadoma, że to, co napisałam, zawiera w sobie wiele egoizmu i jest typowym użalaniem się nad sobą kogoś, kto sam narobił sobie kłopotów i nie umie sobie z nimi poradzić. Jednak musiałam się wygadać. Wybaczcie. Pozdrawiam.
beznadziejna: 16.05.2008, 22:02
Dziś mija 36 dzień czystości, piękna i radości. Powoli, bardzo powoli staję się nowym człowiekiem.To wszystko jest takie trudne, nie potrafie z nikim o tym rozmawiać tylko z Bogiem.Gdy 3 dni temu byłam u spowiedzi poczułam ogromną radość, ponieważ od ostatniej spowiedzi nie zgrzeszyłam.Udało się, już długo,najpierw trudne były tygodnie, potem upadałam po 3 tygodniach, a teraz jest już 5 tydzień.To jest trudne.Ale dzięki temu portalowi, znalazłam nadzieje i wiare w możliwośc walki i wygrywania, wiem, że będzie cieżko, jest ciężko, ale wiem, że z Bogiem i modlitwą dam wkońcu rady, na zawsze.Wy też dacie ! Modle się za was, a wy módlcie się za mnie. Już nie taka beznadziejna -pozdrawiam pa Życie jest piękne
Szymon: 27.03.2008, 10:32
Chwała Panu!
Bartek: 21.03.2008, 14:31
Ja również walczę z tym wstydliwym nałogiem, bardzo długo, będzie już prawie 10 lat kiedy to się zaczęło... Na początku oczywiście nie zdawałem sobie sprawy, że to szkodliwe, a co dopiero, że to grzech. Najgorsze przyszło kilka lat później kiedy po raz pierwszy zobaczyłem pornografię, wtedy szukało się tego z emocjami i wypiekami na twarzy jako czegoś "wyjątkowego". Później kiedy założyłem internet w domu było jeszcze gorzej, bo dostęp do tego stał się wręcz nieograniczony, zaczęły się także rozmowy na czatach, gg - "cybersex". Przez jakiś czas w ogóle nie mówiłem o tym w spowiedzi (bo "nie wiedziałem, nie byłem pewny"), dopiero nieco ponad rok temu poszedłem do spowiedzi po około 2 letniej przerwie (motywacją był wyjazd na Jasną Górę i bardzo za to Bogu dziękuję:)), udałem się do innego kościoła (nie mojej parafii), ponieważ ktoś polecił mi tamtejszych spowiedników. Pomogło, od tamtego czasu spowiadam się dosyć regularnie, w tym roku po raz pierwszy poszedłem na rekolekcje z własnej woli i pierwszy raz widzę, że naprawdę były one dla mnie korzystne. Cały czas walczę z nałogiem - podczas Wielkiego Postu byłem już 3 razy u spowiedzi - byłem także wczoraj, ponieważ upadłem po zaledwie 4 dniowej przerwie.., ale od razu zapragnąłem pojednać się z Bogiem i tak zrobiłem. Dzięki Niemu zdążyłem się wczoraj wyspowiadać, chociaż przyszedłem na tzw. "ostatnią chwilę"... Mimo wszystko uważam, że nieszczęście samogwałtu w konsekwencji zbliżyło mnie do Boga, zacząłem rozumieć niektóre rzeczy, pogłębiać swoją relację z Bogiem, odkrywać wspaniałe modlitwy i słowa Pisma Świętego, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Żeby krótko to podsumować, chodźcie do spowiedzi jak najczęściej, jak ktoś już tu napisał nawet codziennie, to banalne, ale w konfesjonale czeka na Was sam Bóg pod postacią kapłana i za to wszystko, za cały piękny świat jakim nas obdarzył - Chwała Panu!
Aneczka: 20.03.2008, 20:39
"Beznadziejna", nie ma za co , cieszę się bardzo ,że "trafiłaś" do konfesjonału:) Chwała PANU za to! Tobie i Wszystkim czytającym i sobie też życzę pięknych świąt, niech JEZUS przychodzi do naszych czystych serc! :)
beznadziejna>: 20.03.2008, 09:36
Dzięki Aneczko za słowa otuchy i rade... i wiesz chyba pomogło.Zbierałam się od poniedziałku.Wczoraj byłam u spowiedzi.Gdy upadłam po trzech tygodniach walki, myślałam że ze mną już koniec, miałam ochotę się zabić.Było mi strasznie zle i ciężko.Ale teraz widzę, gdzie robiłam błędy.Po 3 tygodniach myślałam że jestem tak silna, że sama dam sobie już rady,bez Boga.Ale nie wiedziałam jak bardzo się myliłam.Jedynie Bóg może mi pomóc.Wczoraj stałam w kilku metrowej kolejce do spowiedzi, tak bardzo było mi zle i tak się bałam że nogi całe mi się trzęsły.Obok wisiał obraz, obraz Jezusa, umęczonego, poranionego, ale miał takie wyjątkowe oczy,poczułam jakby ktoś dodał mi otuchy.I gdy usłyszałam "I ja odpszczam tobie grzechy w imię Ojca Syna i Ducha Świętego" było to takie piękne, poczułam że słowa były wypowiedziane rzeczywiście do mnie.I naprawdę gdy potem uklekłam z oczu popłyneły mi łzy,czułam jakby ktoś zdjął ze mnie coś niesamowicie ciężkiego, mogłabym chyba fruwać... Teraz wiem, że będe dalej walczyć, wiem że tylko z Bogiem. I zdaję sobie już sprawe, że moge upaść po długiej nawet drodze,że będzie to długa i ciężka walka, może z upadkami, ale wiem że Jezus mi pomoże i pewnego dnia wyrwe się z tego nadobre. Dziękuję za ten portal, za te świadectwa.Trafiłam tu przypadkiem, dużo się tutaj uczę.Proszę o modlitwe i obiecuję modlitwe za wszystkich uwikłanych w ten grzech. Życzę wszystkim niech nadchodzące Święta będą pełne radości,pokoju i aby Jezus Zmartwychwstały dodał nam wszystkim sił do walki i odmienił nasze dotychczasowe życie.
Aneczka: 17.03.2008, 15:14
"Beznadziejna", to pięne że udało CI się wytrwać aż 3 tygodnie,podziwiam...mnie jest trudno dwa...nie noś tego w sobie idź do spowiedzi...wiesz jak ja się boję...ile razy "uciekam" po to żeby później klolejny raz zaryzwykować i rzucić się w ramiona JEZUSA...wczoraj usłyszałam w spowiedzi,jedno zdanie nauki- zobacz jak BÓG cię kocham dał CI łaskę spowiedzi i przygotowania się do świąt...ja nie wiem czy wytrwam, mam świadomość ze zły duch będzie chciał zniszczyć moje pragnienie czystości ale wierzę ze nawet jeśli przegram bitwę to wojna i tak bedzie wygrana, bo JEZUS umarł za mnie abym mogła żyć wiecznie....zrzuć sowje troski na PANA a ON cię podźwignie! z darem modlitwy:)
beznadziejna: 17.03.2008, 08:26
Czytam to i płaczę, nie mogę się uwolnić.Tak bardzo chce z tego wyjść a nie moge.Trzy tygodnie...trzy tygodnie było dobrze, długo, myślałam że już zwycieżyłam.Tak bardzo się myliłam.Dziś znów to samo.Nie wiem co mam robić.Próbuje zapomnieć, nie myśleć...ale to mnie tak bardzo boli.I tak bardzo boję się spowiedzi.Chce życ bez tego.Czesto probuje się do tego wogole nie przyznawać.Nie mam nikogo do kogo moglabym sie zwrocic.Tak bardzo jest mi zle.Jeżeli to możliwe prosze o modlitwe,ratunek.Jestem na skraju życia.
załamana: 16.03.2008, 18:55
Od kilku lat walczę i cały czas przegrywam... chciałam wytrwać cały Wielki Post w czystosci ale się nie udało...wczoraj kolejna spowiedź, nie wiem jak długo wytrwam, tak bardzo pragnę przeżyć Świeta z czystym sercem...dzięki Aniu i Kingo, porsze o modlitwę...
Monika: 12.03.2008, 19:57
Obejrzyjcie to.
anonim: 11.03.2008, 19:04
trzeba chcieć ale czasami to nie wystarcza dlatego mósimy zaufać i prosić Boga do skutku. warto obejzeć teen filmik: http://pl.youtube.com/watch?v=FVJqRLU3J0I Mnie zmotywował i dał cień nadzieji :)
kinga: 11.03.2008, 15:51
do "załamanej"-jestem z Tobą
...: 10.03.2008, 14:37
http://pl.youtube.com/watch?v=FVJqRLU3J0I
[1] (2) [3] [4]

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna

[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej