Akt i pornografiaNasz zięć jest miłośnikiem fotografii, obrazów i rzeźb nagich kobiet. Córka tłumaczy go, mówiąc, że jest to "sztuka". Ja natomiast nie mogę przyzwyczaić się i dla mnie jest to pornografia. Starałam się patrzeć na to tolerancyjnie - może jestem nadmierną konserwatystką, ale kiedy zaczęły rosnąć nasze wnuki, odczuwam niepokój. Czy to naprawdę zdrowe dla dzieci?Nie każdy akt kobiecy stanowi pornografię. Udowadnia to historia sztuki. Sporą część obrazów i rzeźb stanowią akty. Niewiele osób tym się gorszy. Z drugiej strony trudno jest nie przypuszczać, że każdy mężczyzna, patrząc na kobiece akty, szuka w nich jedynie doznań artystycznych. Zapewne obok artyzmu i podziwu nad pięknem ludzkiego ciała wkrada się tam element podniecenia i erotyzmu. Trudno wyznaczyć granicę, gdzie zaczyna się pornografia. I ciężko zapewne będzie dyskutować z zięciem. Natomiast podzielam Pani niepokój co do wnuków. Rewolucja obyczajowa, która zaczęła się w końcu lat sześćdziesiątych, przyniosła zjawisko oswajania dzieci z nagością. Po domach chodzono nago, wieszano w nich akty. Fachowcy na początku zachwycali się takim sposobem wychowywania dzieci do kontaktu z ciałem. Ostatnio jednak coraz więcej podnosi się głosów krytycznych, że dzieci wychowane w ten sposób już jako dorosłe bywają krzywdzicielami dla swoich partnerów. Zbyt łatwo naruszają granicę intymności innych. Podobnie jak Pani mam wątpliwość, czy "zbyt duże" nagromadzenie nagości, nie maskuje pewnej niebezpiecznej choroby. Taką chorobę stanowi pornografia. Jest zła. Degraduje człowieka. Zabija autentyczność w relacjach damsko-męskich. Co człowiek zobaczył, to będzie chciał za wszelką cenę zrealizować. Jak nie za kilka dni, to za kilkanaście lat. Ktoś, kto widział jakieś zmysłowe obrazy, zawsze podświadomie będzie ich szukał. W czasie seksu będzie podpowiadał swojej bliskiej osobie, by przybrała taką a taką pozycje itp. Wiele osób wyczuwa, że ktoś traktuje je jako narzędzie do zrealizowania tego, co wcześniej oglądał(a). Obejrzane obrazy zostają zapamiętane w naszym umyśle albo przynajmniej w podświadomości. Nie można się od nich w pełni uwolnić. Nasze myślenie zostaje poważnie zdeformowane. Naturalnie nie ma Pani prawa ingerować w to, jak zięć i Pani córka urządzają swoje mieszkanie. Ale jako mamie i babci wolno Pani wyrazić swoje obawy, co do prawdziwego dobra swoich wnuków. Reszta to już kwestia dzieci, co zrobią z Pani radą. Dobrze, że są jeszcze "niepoprawne politycznie" mamy. Takie, jak Pani. ks. Marek Kruszewski
Tekst pochodzi z Tygodnika
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2021 Pomoc Duchowa |