Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
 

Kobieta i mężczyzna. Jak pokonać upadłą naturę

     Żaden mężczyzna, choćby najszczerzej kochał swoją narzeczoną i pannę młodą w młodości, nie jest jej wierny jako żonie myślą lub ciałem bez samozaparcia, bez świadomego udziału woli. Zbyt rzadko się o tym mówi, nawet w Kościele. Ci spoza niego zdaje się jeszcze rzadziej o tym słyszą.
(6-8 marca 1941 r. List do syna Michaela

     Stosunki mężczyzny z kobietami mogą być czysto fizyczne. Oczywiście w rzeczywistości jest to niemożliwe, mam jednak na myśli to, że mężczyzna może nie chcieć brać pod uwagę innych spraw, działając na wielką szkodę własnej oraz kobiecej duszy (i ciała). On może być "kochankiem" - zbierając wszystkie swoje uczucia i siły umysłu oraz ciała w jedno złożone uczucie, potężnie zabarwione i napędzane "seksem". To jest upadły świat. Zaburzenie instynktu płciowego jest jednym z głównych objawów Upadku. Świat od wieków "schodzi na psy".      Różne formy społeczne zmieniają się i każdy nowy sposób postępowania niesie inne zagrożenia, lecz "twardy duch lubieżności" chodzi po każdej ulicy i siedzi, łypiąc spod oka, w każdym domu

     OD CZASU UPADKU ADAMA

     Zostawmy na boku "nienormalne" skutki". Nie pragniesz dać się w nie wciągnąć. A a zatem "przyjaźń"? W tym upadłym świecie "przyjaźń", która powinna być możliwa między wszystkimi istotami ludzkimi, między mężczyzną i kobietą jest właściwie niemożliwa. Diabeł ma nieograniczoną pomysłowość, a płeć jest jego ulubionym tematem. Równie zręcznie potrafi złapać człowieka poprzez szczodre, romantyczne czy też czułe motywy, jak i przez podlejsze czy bardziej zwierzęce. Taką "przyjaźń" często usiłowano nawiązać: prawie zawsze zawodzi jedna lub druga strona. Może w późniejszym okresie życia, kiedy opada fala seksu, jest możliwa. Może się zdarzyć między świętymi. Zwykłym ludziom przytrafia się rzadko: dwa umysły naprawdę pokrewne sobie myślowo i duchowo mogą przypadkiem mieścić się w męskim i żeńskim ciele, pragnąc osiągnąć "przyjaźń" zupełnie niezależnie od seksu. Nie można jednak na to liczyć. Partnerka lub partner zawiedzie go (lub ją) prawie na pewno, "zakochując się". Młody mężczyzna tak naprawdę jednak (z reguły) nie pragnie "przyjaźni", nawet jeśli mówi, że tak jest. On pragnie miłości: niewinnej, a jednak być może, nieodpowiedzialnej. "Niestety! Że też miłość jest grzechem!" -jak powiada Chaucer. Zatem jeśli jest chrześcijaninem i zdaje sobie sprawę, że istnieje coś takiego, jak grzech, to chce wiedzieć, jak może sobie z tym poradzić. W naszej zachodniej kulturze romantyczna rycerska tradycja jest wciąż silna. Idealizuje ona "miłość" - i może to być dobre, ponieważ uwzględnia o wiele więcej niż tylko fizyczną przyjemność i zachęca jeśli nie do czystości, to przynajmniej do wierności, wyrzeczeń, "służby", uprzejmości, honoru i odwagi. Jej słabością jest oczywiście to, że zaczęła się jako sztuczna dworska zabawa, sposób na cieszenie się miłością dla niej samej bez odwoływania się do małżeństwa (a w rzeczywistości, będąc z nim w sprzeczności). Jej ośrodkiem był nie Bóg, lecz wymyślone bóstwa:

     MIŁOŚĆ I PANI

     Wciąż ma tendencję do robienia z Pani czegoś w rodzaju gwiazdy przewodniej lub bożyszcza. To oczywiście jest fałszywe, a w najlepszym wypadku udawane. Kobieta także jest upadłą istotą ludzką z zagrożoną duszą. W połączeniu jednak i w harmonii z religią może to być bardzo szlachetne. Wtedy otrzymujemy to, co chyba wciąż jest uznawane, nawet przez osoby zachowujące resztki wiary chrześcijańskiej, za najwyższy ideał miłości między mężczyzną i kobietą. Mimo wszystko wciąż uważam, że kryje ona w sobie niebezpieczeństwa. Nie jest całkowicie prawdziwa i nie jest idealnie "teocentryczna". Odciąga wzrok młodzieńców, a przynajmniej odciągała go w przeszłości, od kobiet takich, jakimi są, czyli współrozbitków w katastrofie morskiej, a nie gwiazd przewodnich. Sprawia, że zapominają oni o swoich pragnieniach, potrzebach i pokusach. Wpaja przesadzone wyobrażenia o "prawdziwej miłości", będącej jak ogień z zewnątrz, nieustający zachwyt nie związany z wiekiem, rodzeniem dzieci i zwykłym życiem, a także z wolą i zamysłem. Jednym ze skutków jest to, że młodzi szukają "miłości", która zawsze będzie ich grzała w zimnym świecie bez żadnego wysiłku z ich strony; a nieuleczalni romantycy szukają jej nawet w brudzie sądów rozwodowych. Impuls płciowy czyni kobiety (naturalnie wtedy, gdy są nie zepsute i bardziej altruistyczne) bardzo współczującymi i rozumiejącymi lub szczególnie pragnącymi takimi być (albo takimi się wydawać) oraz gotowymi do dzielenia wszystkich zainteresowań (o ile są w stanie) młodzieńca, który je pociąga -

    OD KRAWATÓW PO RELIGIĘ

     Niekoniecznie chcą oszukiwać - czysty instynkt - instynkt służącej, towarzyszki życia, szczodrze rozgrzanej pożądaniem i młodą krwią. Dzięki temu impulsowi potrafią one w rzeczywistości często osiągnąć nadzwyczajną wnikliwość i zrozumienie, nawet spraw zwykłe znajdujących się poza ich naturalnymi zainteresowaniami: ich darem jest bowiem przyjmować, być pobudzanymi, zapładniany- mi (pod wieloma innymi względami oprócz fizycznego) przez mężczyznę. Jakże szybko inteligentna kobieta uczy się, chwyta jego pomysły, przyjmuje jego punkt widzenia - i jak (z rzadkimi wyjątkami) nie potrafi pójść dalej, gdy wychodzi spod jego opieki lub gdy przestaje interesować się jego osobą. Taka jest jednak naturalna droga kobiet do miłości. Zanim młoda kobieta spostrzeże się, na czym stoi (i gdy romantyczny młodzieniec, jeśli taki istnieje, wciąż wzdycha), może się ona "zakochać". Dla niej, nie zepsutej, naturalnej młodej kobiety, oznacza to, że chce zostać matką dzieci tego młodzieńca, nawet jeśli to pragnienie w żaden sposób nie jest dla niej jasne czy wyraźne. Wtedy może się stać wiele rzeczy: jeżeli sprawy potoczą się źle, mogą być one bardzo bolesne i szkodliwe. Szczególnie, jeśli młodzieniec pragnął tylko tymczasowej gwiazdy przewodniej lub bożyszcza (dopóki nie podczepi się pod jaśniejsze) i jedynie cieszył się pochlebstwami współczucia przyjemnie doprawionego podnietami seksu - oczywiście wszystko to było całkow icie niewinne i jak najdalsze od "uwiedzenia".

     Możesz spotkać w życiu (podobnie jak w literaturze) kobiety płoche lub wręcz rozpustne - nie mówię o zalotności, sparringu przygotowującym do prawdziwej walki, lecz o kobietach zbyt głupich, by brać poważnie nawet miłość. albo tak zdeprawowanych, że cieszą je "podboje" lub nawet zadawanie bólu - lecz są to nieprawidłowości, chociaż mogą je pobudzać fałszywe nauki, złe wychowanie i pełna zepsucia moda. Choć współczesne warunki zmieniły sytuację kobiet i szczegóły tego, co uważa się za stosowność, nie zmieniły one naturalnego instynktu. Mężczyzna ma pracę, karierę (i przyjaciół), co może mu pomóc uratować się (i zwykle tak się dzieje, jeśli ma on charakter) z katastrofy "miłości". Młoda kobieta, nawet "ekonomicznie niezależna", jak teraz się mówi (zwykle oznacza to ekonomiczne podporządkowanie pracodawcy zamiast ojcu czy rodzinie), prawie od razu zaczyna myśleć o ślubnej wyprawie i marzyć o domu. Jeśli rzeczywiście się zakocha, katastrofa istotnie może się zakończyć na skałach. Tak czy inaczej, kobiety są na ogół o wiele mniej romantyczne i

     BARDZIEJ PRAKTYCZNE

     Nie daj się zwieść faktowi, że są bardziej "sentymentalne" w słowach - swobodniej używają wyrazów takich jak "najdroższy" i tak dalej. One nie potrzebują gwiazdy przewodniej. Potrafią wyidealizować zwykłego młodego mężczyznę i zrobić z niego bohatera. Naprawdę jednak nie potrzebuj a takich upiększeń, by zakochać się lub trwać w miłości. Jeśli mają jakieś złudzenia, to takie, że potrafią "reformować" mężczyzn. Z pełna świadomością wezmą kanalię i nawet jeśli: zniknie złudzenie, że uda im się go popraw . będą go dalej kochać. Oczywiście do związków seksualnych podchodzą bardziej realistycznie. Jeśli nie są zepsute złą współczesną modą, z zasad) nie "świntuszą"; nie dlatego, że są czystsze niż mężczyźni (a nie są), ale dlatego, że ich u nie bawi. Znałem takie, które to udawały, ale to były pozory.

     Nie zepsute kobiety są instynktownie monogamiczne. Mężczyźni nie... Nie ma co udawać. Mężczyźni po prostu takimi nie są. taką mają zwierzęcą naturę. Monogamia (choć od dawna jest fundamentalna dla naszych odziedziczonych pojęć) dla nas, mężczyzn, jest fragmentem "objawionej" etyki, zgodnej z wiarą a nie z ciałem. Każdy z nas mógłby zdrowo spłodzić, w ciągu naszych ponad trzydziestu lat pełnej męskości, kilkaset dzieci, i to czerpiąc z tego przyjemność. To upadły świat i między naszymi ciałami, umysłami i duszami nie ma harmonii.

     Jednakże istotą upadłego świata jest to, że tego, co najlepsze, nie można osiągnąć dzięki swobodnemu zażywaniu przyjemności czy też przez tak zwaną "samorealizację" (jest to zwykle ładne określenie na pobłażanie samemu sobie, całkowicie wrogie samorealizacji innych), lecz przez wyrzeczenia, przez cierpienie. Wierność w chrześcijańskim małżeństwie pociąga za sobą wielkie umartwienie ciała. Dla chrześcijanina nie ma ucieczki. Małżeństwo może pomóc uświęcić i ukierunkować na właściwy obiekt jego pragnienia seksualne; jego łaska może mu pomóc w zmaganiach; lecz zmagania pozostają. Tych pragnień nie zaspokoi się tak, jak regularnymi posiłkami można zaspokoić głód. Żaden mężczyzna, choćby najszczerzej kochał swoją narzeczoną i pannę młodą w młodości, nie jest jej wierny jako żonie myślą lub ciałem bez samozaparcia, bez

     ŚWIADOMEGO UDZIAŁU WOLI

     Zbyt rzadko się o tym mówi, nawet w Kościele, Ci spoza niego zdaje się jeszcze rzadziej o tym słyszą. Kiedy znika pozłota albo tylko lekko się ściera, myślą że popełnili błąd i że muszą szukać prawdziwie bratniej duszy. Prawdziwa bratnia dusza nazbyt często okazuje się pierwszą pociągającą seksualnie osobą jaka się nadarzy. Osobą którą mogliby poślubić z wielkim dla siebie pożytkiem, gdyby tylko... Stąd rozwód ... I oczywiście z zasady mają rację: rzeczywiście popełnili błąd. Jedynie bardzo mądry mężczyzna pod koniec swego życia mógłby trafnie osądzić, którą spośród wszystkich możliwych kandydatek powinien był poślubić ku swemu największemu pożytkowi! Prawie wszystkie małżeństwa nawet te szczęśliwe, są błędami: w tym sensie, że prawie na pewno (w doskonalszym świecie lub przy nieco większej ostrożności na tym, bardzo niedoskonałym) oboje partnerzy mogliby sobie znaleźć odpowiedniejszego towarzysza. Lecz "prawdziwa bratnia dusza" to ta, za którą się wyszło. My prawie nie dokonujemy wyboru: robi to życie i okoliczności. Szczęśliwe małżeństwo jest tam możliwe, gdzie panuje etyka zwykłej nieromantycznej odpowiedzialności i wierności małżeńskiej. Ta możliwość odnalezienia się mężczyzny i kobiety, którzy naprawdę są sobie jakby przeznaczeni i zdobi do wielkiej, wspaniałej miłości wciąż nas oszałamia, chwyta za gardło. Powstało na ten temat mnóstwo wierszy i opowieści, prawdopodobnie więcej niż istniało takich miłości w prawdziwym życiu (a jednak najwspanialsze z tych opowieści nie mówią o szczęśliwym małżeństwie wielkich kochanków, lecz o ich tragicznym rozdzieleniu; jakby nawet w tej sferze to, co prawdziwie wielkie i wspaniałe w tym upadłym świecie, było bardziej osiągalne tylko przez zawód i cierpienie). W takiej wielkiej, nieuniknionej miłości, często miłości od pierwszego wejrzenia, doznajemy chyba wizji małżeństwa, jakim powinno ono być w nieupadłym świecie. W tym upadłym świecie naszymi jedynymi przewodnikami są rozwaga, mądrość (rzadka w młodości, zbyt późna w starości), czyste serce i wierność woli... Po przejściu mrocznych etapów mojego życia, tak bardzo zmarnowanych, stawiam przed tobą tę jedyną, wielką rzecz na j ziemi, którą warto pokochać:

     NAJŚWIĘTSZY SAKRAMEMT

     To tutaj znajdziesz romantyczność, chwałę, honor, wierność i prawdziwą drogę do wszystkich Twoich miłości na ziemi, i jeszcze więcej niż to - znajdziesz Śmierć, która kończy życie i żąda oddania wszystkiego. To Boży paradoks, że dzięki smakowi (czy przedsmakowi) tej Śmierci będziesz mógł wytrwać w tym, czego poszukujesz w ziemskich związkach (miłość, wierność, radość). Nabiorą one charakteru wiecznej trwałości, której każdy człowiek pragnie z głębi duszy.

John Ronald Reuel Tolkien (1892 -1973), pisarz powieści fantastycznych, poeta, profesor literatury średniowiecznej Uniwersytetu w Oksfordzie (Anglia). Urodził się w Afryce Południowej, ale całe niemal życie spędził w Anglii. Wcześnie utraciwszy ojca, był wraz z bratem wychowywany przez matkę. W 1916 r. ożenił się z Edith Bratt, swoją pierwszą i jedyną miłością. W tym samym roku wziął udział, jako młodszy oficer, w walkach z Niemcami we Francji (I wojna światowa). Autor "kultowego" dzieła "Władca Pierścieni". Bliski przyjaciel pisarza C. S. Lewisa (Opowieści z Narnii). Głęboko religijny katolik, codziennie przystępował do Komunii Świętej, dużo się modlił, szczególnie przed Najświętszym Sakramentem.


Oprac. na podstawie fragmentów listów Tolkiena : 6-8 marca 1941 r.
Pełny tekst znajduje się w książce "Listy ", wyd. Zysk i S-ka. Poznań 2000.

Pismo kotolickie - Jezus Żyje mr 25

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej