Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
 

O naczyniu całym i pełnym, czyli integracja seksualna

     Pytał młody mnich starca:
     - Abba, czy ważne jest być roztropnym?
     - To zawsze rzecz ważna. Ale znacznie ważniejsze jest, aby nasza roztropność nie była podszyta strachem i nie chodziła na paluszkach.


     Są dwa podstawowe błędy w podejściu do własnej seksualności. Pierwszy jest wtedy, kiedy się ją lekceważy albo traktuje ze strachem. Drugi, gdy czyni się z niej bożka i całe życie poświęca, by jemu oddawać cześć. A jak jest w rzeczywistości? W rzeczywistości seksualność, płciowość jest darem Boga. Tym darem, który umożliwia nam poznawanie się nawzajem, kieruje nas ku drugiemu. Jest zatem czymś pięknym, albowiem stworzył ją Twórca piękności (por. Mdr 13). Nie jest więc czymś gorszym w człowieku, ale też nie jest panem człowieka. Innym błędem często popełnianym jest sprowadzanie własnej płciowości tylko do ciała. Jakby już nasza psychika, nasz rozum i wreszcie nasz duch, nie miało nic z nią wspólnego a to, czy jestem mężczyzną czy kobietą, było całkowicie obojętne. Tymczasem rzeczywistość znowu jest inna. Nasza płciowość sięga znacznie głębiej niż nam się na pozór wydaje. Jestem dziewczyną, chłopakiem, kobietą lub mężczyzną nie tylko na poziomie ciała, ale także w moim wnętrzu. I dlatego mówimy o czymś takim, co nazywa się integracją seksualną. Integracją, a więc łączeniem razem bez pomieszania sfery ciała, psychiki i ducha. Nie rodzimy się bowiem gotowi, jako produkt końcowy, który należy jeszcze tylko zapakować i wysłać pod wskazany adres. Rodzimy się oczywiście ze wszystkimi predyspozycjami nam potrzebnymi, by stać się kimś szczęśliwym i dojrzałym, ale są to predyspozycje, a więc należy je rozwijać, badać ich nowe możliwości, szukać tego, co je wspomaga i unikać tego, co je niszczy. Po co się jednak integrować? Albowiem lepiej przenosi się wodę, jaką jest nasze życie i szczęście, w naczyniu całym, a nie dziurawym czy nawet rozbitym.

     Pierwszym i podstawowym prawem wszelkiej integrancji jest szacunek do siebie samego, do swojej płci, swego ciała, swoich odczuć, mimo ich niedoskonałości. Jest przyjęcie siebie jako daru i jako zadania, przyjęcie w całej bolesno-pięknej prawdzie, albowiem to prawda wyzwala i od niej wszystko się zaczyna. Ale żeby prawda nie zabijała musi być połączona z miłością, miłością która akceptuje... i wymaga.

     Ciało, no cóż: jak ciało. Czy jest tu o czym mówić, czy nie wszyscy wiemy o co chodzi? A jednak wydaje się że nie. Bo czym jest ciało? Jest tym, co umożliwia nam spotkanie. Można powiedzieć, że jest też naszą wizytówką, ludzie nas najpierw widzą i na podstawie tego, co widzą, wytwarzają sobie sąd o nas, pierwszy, czasem decydujący. Ale ciało to nie tylko uroda i strój. To także nasze gesty, wyraz naszej twarzy i oczu. Ktoś może być piękny, ale czasem, jeśli jesteśmy choć trochę otwarci, instynktownie czujemy, że nie darzymy go zaufaniem, przeciwnie czyjaś szpetota może nas nie razić gdy wyczujemy, że w tym człowieku kryje się coś więcej, coś tak pięknego, że wygląd zewnętrzny staje się nieważny. Ciało wyraża człowieka, to kim on jest, to co jest dla niego ważne, co nadaje sens jego życiu. Jest pierwszą informacją, jakby sakramentem objawiającym rzeczywistość niewidzialną, lecz obecną. Ciało objawia także miłość Boga, którego Słowo stało się Ciałem i w ten sposób nadało naszej cielesności boski wymiar. Nie przez przypadek Pan przywoływał chromych, upadłych, celników i prostytutki, którzy jakoś wystąpili przeciw własnemu ciału i oczyszczał ich, aby mogli się stać świątynią Ducha. Czynił ciało człowieka świadkiem miłości. I w końcu ciało jest tym, co umożliwia nam dawanie siebie innym, a więc pozwala okazać swoją miłość, która na polega na trosce o innych, na pragnieniu dobra.

     Drugim ważnym elementem seksualności jest to, co można by nazwać pierwszym wnętrzem człowieka. Pierwszym wnętrzem byłyby wtedy intelekt, uczucia, a w końcu to, co nazywamy charakterem. Po prostu uczucia, rozum i wola, z których każde wymaga kształtowania, rozwijania, po to, aby cały człowiek mógł stać się dojrzały. I tak rozum domaga się wiedzy. Ale wiedzy, a nie nowinek brukowych, nie edukacji podwórkowej. Rzetelności a nie foto story, prawdy a nie "picu". Wola domaga się panowania nad sobą, aby, jak mówi Pismo, nie być jak bawół miotany przez własne żądze. To panowanie jest bardzo ważne i ci, którzy mówią "idź za skłonnościami, bo to cię rozwija" kłamią, rozwijają bowiem tylko te skłonności, które prowadzą pod górę, a nie te, które ściągają na dół. Człowiek ma być panem nad sobą, a nie niewolnikiem. Stąd mowa o tym, co nazywa się ćwiczeniem woli albo, już niepopularnie, czystością. Czystość jest nauką posiadania siebie samego, rozwijania własnej wrażliwości, kontrolowania postępowania, by było ono rozumne, a nie bezrozumne. I właśnie to samoopanowanie pozwala na prawdziwą miłość, bo uczy patrzeć nie tylko na swoje uczucia i dobro, ale też na uczucia i dobro drugiej osoby. Uczy szacunku do siebie i do innych. Tak naprawdę gdzie nie ma czystości, gdzie nie ma panowania, jest egoizm, wzajemne kąsanie się i pożeranie, j ak spostrzega święty Paweł. Jak to czynić? Unikać tego, co prowokuje moją seksualność, unikać tzw. "okazji", które jeśli są okazjami, to tylko do tego, by stać się niewolnikiem. Trzeba też uważać na poruszenia płynące od nas, od środka, bo takie poruszenia na pewno się pojawią, ważna jest tu higiena własnej wyobraźni, aby jej nie podkarmić brukową a sugestywną literaturą, filmami o wątpliwej wartości artystycznej, brudnymi rozmowami. Wiąże się to z naszymi emocjami, które pojawiają się i znikają, są jak burze na wiosnę: gwałtowne i często tak samo gwałtownie przemijające. Dlatego należy uczyć się odróżniać rzeczywistość od emocji. Ale z drugiej strony nie patrzeć z lękiem na to, co w nas się pojawia, bo wtedy się uwikłamy. Po prostu spostrzec, że emocje domu nie budują, także domu miłości, mogą ewentualnie zachęcić do budowania. Ale sam zapał nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze z czego i na czym budować. A tym jest poznanie, tym jest panowanie nad sobą, tym jest wzajemna komunikacja i tym jest wreszcie trzeci nasz wymiar duchowy.

     Mówi się, że kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. I wydaje mi się, że w prawdziwym wzrastaniu do dojrzałości, także seksualnej, nie można Go pominąć. On jest bowiem drugim wnętrzem, On jest głębokością naszego życia, Jego sensem i sensem naszej miłości, bo tylko w Nim staje się ona nieśmiertelna, staje się czymś pięknym. I nie są to tylko puste słowa. Jeśli Bóg jest tym, co daje jedność (por. J 17), to bez Niego niemożliwym jest ją osiągnąć. On potrafi tak nas poprowadzić, aby nic z nas ani ciało, ani rozum, ani wola czy emocje nie było w pogardzie, ale znalazło właściwe sobie miejsce. On też jest w stanie przekroczyć to, co nas zraniło, co splugawiło naszą seksualność, jest to w stanie uzdrowić, sprawić, że nie tylko przestanie nas niszczyć ale ubogaci. Pisze On bowiem prosto w liniach krzywych... Dlatego ważne jest to, co nazywa się formacją sumienia, uwrażliwianiem na rzeczywistość duchową, kształtowaniem systemu wartości, w którym seksualność jest na szóstym, a nie na pierwszym miejscu, ubogaca człowieka, ale nad nim nie panuje.

     I na koniec, zamiast podsumowania, dwie anegdotki z humoru ojców pustyni: Do młodego mnicha, który z dnia na dzień odmawiał wykonania męczącej pracy, powiedział pewien starzec: "Kto chce coś zrobić, znajduje na to sposób; kto nie chce, zawsze znajdzie wymówkę..." A na pocieszenie, w związku z cnotami mawiał błogosławiony Jan: Cnota polegająca na tym, że nigdy nie miałeś pokusy, nie jest cnotą, a zaledwie hipotezą.

Agnieszka Myszewska

Kwartalnik Katolicki

nr 47

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej