Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
 

Od czystości do czystości serca

     Na samym początku artykułu poświęconego dziewiątemu przykazaniu (strona 562 Katechizmu Kościoła Katolickiego), czytamy o podwójnej naturze każdego człowieka. Zwraca się naszą uwagę na list św. Pawła, w którym Apostoł stwierdza, iż natura każdego człowieka składa się z ducha i ciała. Każdy z tych elementów dąży do czego innego i dlatego każdego dnia człowiek toczy walkę, walkę między pragnieniami ducha i pragnieniami ciała. Można to potraktować jako wstęp do odpowiedzi na pytanie: czym jest pożądanie? Pożądanie, które będzie dla nas kluczem do zrozumienia zarówno dziewiątego jak i dziesiątego przykazania.

     Wiemy, że duch dąży do czego innego niż ciało. Powinniśmy kierować się rozumem i wykonywać to, co nakazuje duch, co czujemy jako pragnienie ducha. Ale bywa i tak, że ulegamy pokusom i dążymy do tego, czego pragnie ciało. Człowiek bowiem podlega pożądaniu. Jego krótka i jasna definicja znajduje się w artykule 2515: " W sensie etymologicznym pojęcie "pożądanie" może oznaczać każdą gwałtowną postać pragnienia ludzkiego". A więc pożądanie to inaczej uleganie pokusom ciała, gwałtownym pragnieniom. Oczywiste jest zatem to, że każdego dnia zmuszeni jesteśmy do walki i to właściwie z samym sobą. Rodzi się przy tym pytanie: W jaki sposób powinniśmy zachowywać się w takiej sytuacji? Sądzę, iż nie należy w tej walce zdawać się wyłącznie na własne siły, ale raczej patrzeć na Boga...

     Zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym jeszcze nawiązać do odwołania jakiego uczyniłeś wobec Św. Pawła, gdzie rzeczywiście spotykamy ujęcie ducha i ciała, jako dwóch sił w człowieku. Temu, co określamy słowem duch, podporządkowane jest to, co wypływa z jego wewnętrznego usposobienia i głębszego spojrzenia na świat. A termin ciało obejmuje rzeczywistość zmysłową, doczesną, materialną, dotyczącą niskich pragnień człowieka. Chciałbym podkreślić bardzo mocno, że Kościół nie antagonizuje tych dwóch rzeczywistości, tak jak to spotykamy w filozofii platońskiej, która wprost mówi o tym, że ciało jest więzieniem dla duszy, szczęściem zaś i nadzieją człowieka jest wyzwolenie się z ciała, kiedy to dusza doznaje spokoju i uwolnienia. Kościół nigdy nie przyjął takiej interpretacji, nawet wtedy, kiedy bardzo wyraźnie podkreśla wyższość wartości duchowych. Dlatego też nigdy nie zaakceptował tych prądów ascetycznych, które poniżały ludzkie ciało, mając je w pogardzie. Odwołując się zatem do św. Pawła musimy zachować pewien zdrowy rozsądek i równowagę w spojrzeniu na tę walkę, która rzeczywiście ma miejsce w człowieku.

     Gdy mówimy o walce, przypomniają się słowa św. Augustyna z Wyznań. Święty Doktor Kościoła ukazuje w nich, jak należy postrzegać nasze ludzkie możliwości w osiąganiu takich celów, jak panowanie nad sobą i swym pożądaniem: Mniemałem, że do powściągliwości człowiek jest zdolny o własnych siłach. Moglibyśmy - myślę - bez naruszania intencji autora, termin powściągliwość zastąpić pokonaniem pożądania. I pisze autor dalej: ...a ja w sobie tych sił nie dostrzegałem. Głupiec, nie wiedziałem, że - jak napisano - nikt nie może być powściągliwy, jeśli Ty mu tego nie udzielisz. I znowu parafraza: nikt nie może być w pełni wolny od pożądań zmysłowych, gwałtownych reakcji, pragnień, nad którymi nie panuje, jeśli mu tej wolności Bóg nie udzieli. Na tym nie kończy się jednak wypowiedź Augustyna. Gdybyśmy w takim momencie urwali cytat, wypaczylibyśmy jego myśl. Oznaczałoby to przyjęcie założenia, że wszystko zależy od Pana Boga, a to nie jest prawdą. Biskup Hippony dopowiada: Udzieliłbyś mi na pewno, gdybym zgłębi serca wołał do Ciebie i gdybym miał wiarę dostatecznie mocną by moje troski Tobie powierzyć. I oto teraz się zaczyna "przestrzeń" dla człowieka, którą winien wypełnić swoim dążeniem, wołaniem, błaganiem, modlitwą, staraniem. Jeśli więc ktoś uważa, że sam, o własnych siłach sobie poradzi, to myślę, że w jakimś stopniu grzeszy pychą. Rozwiązanie przyjęte przez Magisterium Kościoła jest następujące: człowiek musi być zaangażowany, musi podejmować wysiłek oraz musi prosić, wołać i przyzywać Bożej pomocy. W ślad za takim pragnieniem pojawia się Boża pomoc i łaska. Przychodzi Bóg, który w człowieku się objawia jako Bóg mocny, jako Bóg, który potrafi pokonać każdą niewolę, każde pożądanie i wtedy następuje zwycięstwo, jest sukces. Musi istnieć współdziałanie.

     Katechizm powołując się na słowa św. Jana, podaje trzy rodzaje pożądania. Pierwsze -pożądliwość ciała. Myślę, że chodzi o wszelkie zmysłowe zaspokajanie potrzeb, dotyczące zarówno własnego ciała, jak i drugiego człowieka. Pożądliwość oczu - myślę, że można to rozumieć jako pożądanie wszelkich dóbr materialnych. Ale co kryje się pod stwierdzeniem: pycha życia?

     Wydaje się, że ten grzech jest dzisiaj dość powszechny. Kiedy? Gdy człowiek popada w przekonanie, że jest samowystarczalny i Boga nie potrzebuje. Kiedy człowiek próbuje zrealizować swoje życie, osiągnąć coś w sposób oderwany od Boga, z jakimś porzuceniem nie tylko woli Bożej, ale także Bożych praw i zasad. Ilekroć człowiek sobie samemu przypisuje sukces, osiągnięcia, powodzenie, ilekroć sam o sobie stanowi, bez marginesu danego Panu Bogu, bez niezbędnego zastrzeżenia, że przecież i tak tyle od Boga otrzymuję i bez Jego miłości nic się nie dzieje wartościowego w moim życiu, to taka postawa jest niewątpliwie formą pychy. I to jest ta pycha życia, pycha żywota.

     Zauważ, jak wielu ludzi akcentuje dzisiaj: ja osiągnąłem, ja zdobyłem, ja mam takie możliwości, ja mam takie talenty. Nieustanne podkreślanie "ja". A my możemy powiedzieć za Jezusem stojącym przed Piłatem: nie miałbyś tego, gdyby ci Bóg tego nie dał. I to, że urodziłem się w takiej a nie innej rodzinie, to jest dar Boży, że mam takie zdolności, że coś osiągnąłem w życiu, że poradziłem sobie z takim problemem, że tyle umiem, potrafię - to wszystko jest darem od Pana. Zapomnieć o tym, to zgrzeszyć grzechem pychy.

     W kolejnych punktach Katechizm podaje recepty na to, w jaki sposób walczyć z pożądaniem. Okazuje się, że pierwszym krokiem jest oczyszczenie serca. Powołuje się na słowa Jezusa Chrystusa, które zostały wypowiedziane w czasie Kazania na Górze: "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą". Będą oglądać Boga, to znaczy będą obcować z Bogiem. Aby być przy Bogu, aby doświadczać Jego obecności trzeba przejść pewną przemianę. Oczyszczenie serca jest tutaj konieczne. Innymi słowy, aby w pełni doświadczać obecności Boga przejść należy do pewnego stanu duchowego. Jak możemy rozumieć słowa: oczyścić serce? Co oznacza, jak podaje Katechizm: " dostosować swój umysł i swoją wolę do Bożych wymagań świętości, zwłaszcza w trzech dziedzinach: miłości, czystości, czyli prawości płciowej, umiłowania prawdy i prawdowierności w wierze"?

     Mieć czyste serce, to znaczy stawać się na miarę oczekiwań Bożych w dwóch sferach: umysłu i serca, czyli w tym, o czym myślę i czego pragnę. To jest czystość myślenia, planowania, zamiarów, intencji. A serce? To jest moje przylgnięcie do drugiej osoby, to są upodobania, emocje, uczucia. Jeśli dźwigam się na tę wysokość, na której chce mnie Bóg, to znaczy, że oczyszczam moje serce.

     Idąc dalej tym tropem napotykamy - jak podpowiada Kościół - trzy dziedziny, w których musi zostać spełnione pewne minimum, byśmy mogli powiedzieć, że to jest człowiek czystego serca. Pierwsza z nich to miłość, czyli uporządkowanie moich relacji, odruchów serca, w czym musi zaistnieć określona hierarchia. Oczywiście ewangeliczna - najpierw będziesz miłował Boga, potem będziesz miłował bliźniego. W ślad za tym przykazaniem idą inne ewangeliczne słowa Jezusa, w których Mistrz poucza nas o należytym "wychowywaniu" serca, by było pełne pokoju, prostoty, skromności, harmonii.

     Po drugie - czystość, czyli prawość płciowa. Chodzi tu o właściwe traktowanie sfery seksualnej, sfery płciowej, która każdemu jest jakoś zadana na miarę jego stanu życia. Owa czystość - jako wymaganie - nabiera różnych odcieni, które zależą od stanu cywilnego osoby, czy jest ona małżonkiem, narzeczonym, duchownym, osobą konsekrowaną, ale każdy otrzymuje zadanie na swoją miarę.

     Wreszcie trzecia dziedzina, bez której trudno mówić o czystości serca w znaczeniu teologicznym. To jest szacunek dla prawdy, więcej: umiłowanie prawdy i prawość w wierze. Jest oczywiste, że w naszej codzienności musimy się do czegoś odnosić, by ocenić moralną wartość życia. Potrzebny jest stały i obiektywny system wartości. Zgodzisz się ze mną, że dla chrześcijanina jedynym systemem odniesienia może być tylko Ewangelia Jezusa Chrystusa. Jest to prawda, według której żyję. Należy jednak pamiętać, że i tę prawdę nie jest trudno wypaczyć. Dlatego Kościół przypomina: Dbaj o prawdę! Zdobywaj prawdę! Ona obroni cię przed fałszem. Żeby to zobrazować podam przykład. Czasem słyszy się takie twierdzenie u narzeczonych: ponieważ tak bardzo się kochamy, mamy nawet zaplanowany ślub, to już za trzy miesiące, dlaczego zatem nie możemy wyrazić naszej miłości przez wzajemne współżycie? Skąd się rodzi takie pojmowanie miłości, jak nie z zagubienia tego trzeciego elementu, o którym mówi Katechizm - z braku prawdy, z utraty pra- wowierności w wierze i umiłowania prawdy. Aby dojść do pełnego oczyszczenia serca, musimy walczyć o czystość. Poprzez czystość spojrzenia, czystość intencji, poprzez zabieganie o dar czystości, a czwarty element, jaki wymienia Katechizm, to modlitwa. Pierwsze trzy postawy są darem, dlatego musimy nieustannie zabiegać o nie w modlitwie. Skoro trzeba nam dbać o czystość, spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, które dzisiaj -jak się wydaje - sprawia wielu ludziom bardzo dużo kłopotu: Czym jest czystość?

     Stawiasz mnie przed trudnym zadaniem. W artykułach poświęconych dziewiątemu przykazaniu nie ma jednoznacznej definicji czystości. Jednak możemy spotkać takie zdanie: Czystość serca pozwoli nam oglądać Boga; już dzisiaj pozwala nam widzieć wszystko tak, jak widzi Bóg (KKK, 2531). Jeśli więc pytasz o istotę czystości, to odpowiedziałbym następująco: jest to taki styl życia, taki sposób bycia, w którym człowiek możliwie najlepiej odzwierciedla "bycie" Boga. Inaczej mówiąc, gdy jego spojrzenie jest miłujące, czyste i uporządkowane, gdy jego pragnienia są zgodne z zamysłem Bożym, gdy jego intencje szanują drugą osobę i nie naruszają jej godności. Czystość jest wolnością. Wolnością od grzechu, wolnością od wszelkiego nieuporządkowania.

     Korzystając z okazji, chciałbym dopowiedzieć jeszcze jedną rzecz. Mówiliśmy już o czystości serca. Znamienne jest, że Kościół połączył czystość serca z praktyką umiarkowania. Na pewno nie jest to przypadkowe. Umiarkowanie - tak należy powiedzieć - to cnota niedzisiejsza. Taka, która idzie w odwrotnym kierunku aniżeli podąża dzisiaj świat ze swoimi propozycjami. Świat w proponowanym modelu życia nieustannie popycha człowieka, żeby jak najwięcej brał, by - skoro jest szansa - wykorzystał ją do maksimum. Owo maksimum oznacza często nadmierną eksploatację siebie, drugiego człowieka, pracownika, systemu, społeczeństwa, państwa. W takim modelu nie ma miejsca na umiarkowanie. Tym bardziej należy dostrzec to, co głosi Kościół. Chrześcijanin, by się nie pogubić, aby nie stracić pokoju sumienia, czystości serca, wierności Ewangelii, musi zdobyć się na pewne umiarkowanie. Jest to umiarkowanie w swoich pragnieniach, w dążeniach, intencjach, w swoim stosunku do drugiego człowieka.

     Dziękuję za naszą rozmowę. Wielu zagadnień nie zdążyliśmy poruszyć. Czym różni się wstydliwość od dyskrecji, jaka jest jej rola w chronieniu intymności, co to jest skromność... - zapraszamy na strony 562-565 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

rozmawiali: Michał Wilk i ks. Józef Tarnawski SP

Kwartalnik Katolicki

nr 50

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej