Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Rozmowy o płciowości i odpowiedzialności nastolatków

Z Zofią Jawień, bydgoskim wicekoordynatorem programu "Płciowość i Odpowiedzialność Nastolatków" rozmawia Lidia Ciecierska

- Proszę powiedzieć, jak to się stało, że zainteresowała się Pani uczeniem dzieci i młodzieży właściwych zachowań seksualnych?

- Zaczęło się od wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Wtedy po raz pierwszy moja rodzina stanęła wobec silnej presji seksualnej. Uświadomiłam sobie, że jestem zmuszona rozmawić z dziećmi na temat działań seksualnych. Ola miała wówczas 6 lat, Jędrek 7. Dzieci przychodziły z amerykańskiej szkoły z nowymi problemami. Np. przez to, że idąc do szkoły, trzymały się za ręce. Ola wróciła kiedyś do domu zapłakana. Zapytałam dlaczego płacze. - Bo powiedzieli, że uprawiamy seks - odpowiedziała. Musiałam tłumaczyć, że ktoś tu miesza pojęcia, że jest różnica między czułością, opiekuńczością a seksem. Czułam się zagrożona, gdy Jędrek przynosił prezerwatywy z podwórka. Wyjaśniałam, że nie wolno tym się bawić, co to jest, z czym jest związane, o chorobie AIDS.

W Stanach, jako matka, poczułam się zagrożona w wychowaniu moich dzieci. Nigdy nie miałam tego problemu tutaj. Wyjechaliśmy z Polski w 1988 r., gdy prawie w ogóle nie odczuwało się presji seksualnej. Nie było filmów pornograficznych ani zbyt dużo scen nagości w telewizji. Nie było gazet pornograficznych ani programów propagujących rozwiązłość seksualną, jak np. "Luz", który mówi "rób, co chcesz".

Pomagały mi tam częste komunikaty w telewizji - ostrzeganie dzieci przed molestowaniem seksualnym. W USA było to na porządku dziennym. W szkołach, w przedszkolach uczono, czym jest zły i dobry dotyk, czy ktoś może dotykać dziecko, w jaki sposób i gdzie. Obowiązkiem rodziców było informowanie o tym dzieci. To zwróciło tym bardziej moją uwagę, że wychowanie seksualne, od najmłodszych lat dziecka, jest obowiązkiem rodziców.

- Czy Państwa dzieci miały w szkole programową edukację seksualną?

- Nie. Były akurat w takiej szkole, gdzie nie było tej edukacji. Nie odczuły tego na sobie. Byłam więc świadoma, że najlepiej zrobię, jeżeli sama się za nią wezmę. Zaczęłam dużo czytać o tym, jak rozmawiać z dziećmi. I cały czas, choćby podczas oglądania telewizji, mówiłam o tym, co jest dobre, co złe, także w zachowaniach dotyczących seksualności. Jeżeli były np. obrazy homoseksualizmu, to trzeba to było jakoś wyjaśnić. Uczyłam ich spojrzenia na miłość, wiążąc ją zawsze z rodziną, by moje dzieci miały jej zdrowy obraz.

- Jak to się stało, że dzielenie się z dziećmi tą wiedzą stało się Pani zadaniem "zawodowym"?

- Kiedy po powrocie do kraju na nowo podjęłam pracę w szkole jako nauczyciel wf, nie miałam zbyt wiele godzin wychowania fizycznego, więc dostałam jeszcze biologię. W kontakcie z naszą młodzieżą łatwo można było zauważyć potrzebę roz- mawiania na temat miłości, wychowania prorodzinnego. Widać było, jak wiele się w tej sprawie w Polsce zmieniło na gorsze... Że nie ma dbałości o sferę intymną, nawet wśród 14-latków.

Zaczęłam więc jako wychowawca podejmować tematy związane z przygotowaniem młodzieży do miłości, do życia w rodzinie. Organizowaliśmy również w różnych szkołach dodatkowe spotkania z młodzieżą. Z czasem zaczęły się mnożyć zaproszenia na lekcje wychowawcze lub zajęcia specjalnie zorganizowane w szkołach podstawowych, średnich i w ramach rekolekcji wielkopostnych, na które zapraszali księża.

- W bieżącym roku szkolnym wchodzi do szkół nowy przedmiot "Wiedza o życiu seksula- nym człowieka". Czy protestując przeciwko niemu nie przesadzamy, czy naprawdę jest to takie groźne?

- Myślę, że jest groźne. Moja świadomość jest być może większa z tego powodu, że byłam w Stanach i miałam kontakt z różnymi konsekwencjami tego, co może się stać. Np. moja koleżanka mówiła mi, że jej jest obojętne, kto wejdzie na zajęcia z edukacji seksulanej, nic złego nie zrobi - dziecko właściwie wychowane samo sobie wybierze... Napisała mi jednak później, że szybko zmieniła dziecku szkołę, bo na zajęcia z edukacji seksualnej zaproszono dwie panie lesbijki, które namawiały do uprawiania seksu pomiędzy kobietami. Była przerażona.

Przypomnijmy, że w wieku nastolatka bardzo dużym autorytetem jest ktoś, kto uczy w szkole, jest rzeczoznawcą, ma za sobą stanowisko. Czasem wystarczy 5 min. przekazu. W wielu dziedzinach życia można popełnić błędy, które dają się naprawić. W dziedzinie seksualnej - nie. Płaci się za nie do końca życia. Dlatego już teraz trzeba walczyć o dobro dzieci. Mogą je nam odebrać, zabrać wpływ na nie; tak, że nie będziemy w stanie zapobiec temu, co się stanie z naszym dzieckiem.

- Wiem, że wielu odpowiedzialnych rodziców protestuje przeciwko programom proponowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Inni myślą może, że dobrze, iż ktoś ich dzieci wprowadzi w ten świat pełen intymności. Myślą może zazdrośnie, że oni sami nie mieli tej możliwości (jeszcze do niedawna sfera seksualna należała do tematów tabu) i że to dobrze, że chociaż ich dzieci mają odpowiednią pomoc...

- Nasi rodzice nie musieli się o nas tak martwić, bo nie było takiej presji seksualnej. Nikt nie mówił nam, że seks to zabawa, przyjemność, którą warto sobie zafundować jak najszybciej. Było dużo rodzin pełnych. Dzisiaj mamy tyle rodzin patologicznych, że dzieci nie mają właściwego obrazu, czym jest miłość dwojga ludzi. W telewizji nie pokazuje się trwałych związków, lecz seks, który jest jak sport.

Nasi rodzice nie musieli się o nas aż tak obawiać. Lękali się tylko przedwczesnej ciąży, która np. uniemożliwi córce skończenie studiów. W razie czego mówili: - To trudno.Stało się. Pomogę jej. Później, dla niektórych pojawiła się "możliwość" usunięcia dziecka z łona młodocianej matki.

Takie były wówczas obawy i lęki. Teraz rodzice stoją przed faktem, że to nie tylko niechciana ciąża, nieletnia dziewczyna z dzieckiem, ale także śmierć, która przychodzi za kilka, kilkanaście lat. AIDS! Rodzice są odpowiedzialni za całe życie dziecka, za to, że może w ten straszliwy sposób umrzeć...

- Okazuje się, że zarażenie wirusem HIV nie jest perspektywą aż tak odległą, skoro jak czytaliśmy kilka dni temu - w Stanach odnotowano pierwsze przypadki zarażenia się chorobą także przez pocałunek,.. Ciekawi mnie, czy znane są Pani dzisiejsze skutki programowej edukacji seksualnej w szkołach USA?

- Na podstawie badań naukowych można powiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej edukacja ta doprowadziła do zwiększonej liczby nieletnich ciąż, do milionowych aborcji i chorób wenerycznych. Edukacja, która rozbudzała, uczyła, że współżycie trzeba zacząć jak najszybciej, tylko trzeba się odpowiednio zabezpieczyć, dała tak dramatyczne owoce.

Znany jest mi z opowiadania córki przyjaciółki przypadek szkoły średniej, w której liczy się w centymetrach długość spódnicy nad kolanem (za zbyt krótką dziewczyna "ląduje" w gabinecie dyrektora), ale na korytarzach stoją automaty z prezerwatywami i środkami antykoncepcyjnymi. Instaluje się specjalne windy dla uczennic w ciąży. Zwalnia się je z różnych zajęć, preferuje się je. Mówi się tym samym: róbcie to! Jak najprędzej, jak najszybciej. Dziewczyna ta opowiadała, że dochodzi do obłędu, bo zamiast zdjęć chłopaków dziewczyny pokazują sobie zdjęcia swoich dzieci. Chciałoby się jeszcze pogadać o randkach, chłopakach, o ciuchach. Dostają szału, bo nie chcą wchodzić jeszcze w świat dorosłych... Zabiera się im młodość.

Są już jednak i takie stany, w których rodzice sami szukają odpowiedniego programu edukacji seksualnej. Wielu wybiera trend przeciwny - programów wstrzemięźliwości seksualnej, uczenia młodzieży odpowiedzialności za płciowość. Jeden z tych programów "Płciowość i Odpowiedzialność Nastolatków" (po polsku w skrócie: PiON; w języku angielskim: Teen Star - "Nastoletnia Gwiazda") opracowała dr Hanna Klaus.

- Do programu PiON jeszcze wrócimy. Chciałabym zapytać o to, co w Polsce mogą, zdaniem Pani, zrobić rodzice zatroskani o los swoich dzieci?

- Po pierwsze, jeśli nie sąpewni, kto prowadzi zajęcia, jaki program będzie przedstawiał, to niech koniecznie sami wezmą na siebie edukację seksualną. Dla rodziców są różne podręczniki, poradniki. Owszem, trzeba ich poszukać, przeczytać, ale przypominamy - kwestia wychowania dziecka jest najważniejszą sprawą w życiu... Czasem wystarczy tylko jedna książka na ten temat i sobie poradzą.

- Wielu rodziców w dobrej wierze ufa, że szkoła wybierze taki program edukacyjny, jaki oni sobie życzą. Skąd mają wiedzieć, co dzieje się na lekcjach "Wiedzy o życiu seksualnym człowieka"?

- Uważam, że rodzice bezwzględnie powinni sobie zażyczyć - jako pierwsi - spotkania z nauczycielem edukacji seksulanej. Winni przyjść na nie przygotowani. Zapytać: - Jaki jest osobisty pani stosunek do antykoncepcji, do współżycia przedmałżeńskiego? Czy pani powie mojemu dziecku, że seks jest czymś obojętnym i może go zacząć kiedy chce? Czy pani powie mojemu dziecku, że masturbacja jest czymś dobrym (jak piszą w niektórych książkach) i może ją sobie dowolnie praktykować? Czy powie mojemu dziecku to i to...?

Rodzice muszą usłyszeć odpowiedzi na te pytania, zanim wysłucha je dziecko. Inaczej będzie tak, że ktoś powie coś w ich imieniu i bardzo trudno będzie to odkręcić. Np. w Krakowie nauczyciel rozmawiał z chłopcami, a na odchodnym rzucił: - Ale chłopcy, nie ma to, jak z chłopcami...

Dla mnie nie jest obojętne kto uczy, z jakiego podręcznika korzysta, jakie ulotki (tak!) podaje moim dzieciom. Np. w "AIDS i ty", w ulotkach wręczanych dzieciom propaguje się seks analny i oralny. Na spotkaniu z nauczycielem powiedziałam, że nie życzę sobie, aby moje dziecko uczęszczało na tego typu zajęcia. Poparła mnie jedna osoba, ale miałam prawo do takiego protestu i zostałam wysłuchana. Nie możemy bać się tego, że jesteśmy w swoim proteście sami.

- Jaką skalę musi mieć protest rodziców, żeby był wysłuchany?

- Zależy od szkoły. W niektórych wystarczyło, że zaprotestował jeden rodzic. Zresztą w zarządzeniu MEN z 18.08.1993, wprowadzającym wiedzę o życiu seksualnym człowieka, czytamy: "Wychowawcy klas są zobowiązani do zapoznania rodziców uczniów z planem realizacji programu oraz wysłuchania ich uwag i opinii. Plany realizacji (...) winny być omówione i przyjęte przez radę pedagogiczną szkoły (...). W tych posiedzeniach rad pedagogicznych powinni uczestniczyć przedstawiciele rodziców.

W programach tych należy ściśle przestrzegać praw rodziców do wychowania zagwarantowanych w ustawodawstwie polskim oraz w konwencjach międzynarodowych ratyfikowanych przez Polskę".

- W proponowanych przez MEN podręcznikach nie szuka się oceny moralnej różnych zachowań seksulanych. Po prostu się je prezentuje i każe młodzieży dopracować się własnej postawy.

- Bo na zachodzie Europy trwała tendencja, że ten przedmiot ma być obojętny moralnie. Nauczyciel nie ma wypowiadać swojego zdania. Ale, proszę zwrócić uwagę, że niemówienie, co jest dobre, a co złe podsuwa zasadę: rób co chcesz. Jeżeli dorośli nie proponują młodzieży żadnego wartościowania, to dziecko tym bardziej seksu nie będzie wiązać z moralnością.

- A sama młodzież. Czego oczekuje? Czy chce tego nowego przedmiotu?

- Tak. Część dzieci, wyraźnie go wyczekuje, bo nikt z nimi na te tematy nie rozmawia. To jest ciekawość, którą chcieliby zaspokoić. Z rodzicami nie rozmawiają, zresztą wstydzą się zapytać rodziców o wiele spraw. Wolą porozmawiać z kimś obcym.

Ale jest wielkie zapotrzebowanie na mówienie o miłości, bo oni przestali wierzyć w miłość! Swoje pierwsze spotkania zaczynam zawsze od pytania, czy istnieje prawdziwa miłość, czy warto na nią czekać. Widzę wśród młodzieży ogromny głód miłości. Jak się z nimi zaczyna rozmawiać o ich domu rodzinnym, o tym, co pokazuje telewizja, to widać, że tęsknią za inną miłością.

- Porozmawiajmy o zaproponowanych, o dopuszczonych przez MEN podręcznikach wiedzy o życiu seksualnym. Czego można się po nich spodziewać?

- Miałam w ręce książkę pani Lindy Madras. Czytałam ją z wielkim zaniepokojeniem, bo płciowość traktuje się w niej wyłącznie jako sferę biologiczną, odartą z poczucia intymności, wstydu. Płciowość to przyjemność (nie radość), coś co ma przynieść zaspokojenie. Praktycznie w książce nie ma żadnych zasad moralnych dotyczących tej sfery. To jest przerażające, bo dziecko czytając taką książkę, dokonuje wyboru samo, nie będąc do tego przygotowanym, nie będąc na tyle dojrzałe, aby dokonać właściwego wyboru. W książce ośmiesza się np. dziewictwo. Autorka pisze, że błona dziewicza, to kawałek skóry, z którego nie potrzebnie robi się problem. Zaleca i uczy(!) dzieci masturbacji.

Wiem, że większość szkół wybrało "Czas przemian" opracowany przez Procter and Gamble Ope- rations, Polską Spółkę Akcyjną - program wprowadzony do szkół przez Państwowy Zakład Higieny. Podstawowym celem tego programu jest zwiększenie zysków firmy przez reklamę jej wyrobów (np. podpasek Always). Idzie o rozszerzenie rynku zbytu (jak przewidują prof. dr hab. Władysław Chałupka i prof. dr hab. Bolesław Suszka), w dalszej kolejności o przygotowanie dzieci i młodzieży do kupna środków antykoncepcyjnych tego producenta.

Podręcznik nie jest wolny od poważnych wad. Np. świadomie wskazuje się w nim moment zapłodnienia na zagnieżdżenie się komórki jajowej w macicy, a nie na samo zapłodnienie komórki jajowej. Stąd wniosek: środki wczesnoporonne (np. spirala i większość współczesnych środków hormonalnych, uniemożliwiających "zamieszkanie" dziecka w macicy) są zwykłymi środkami antykoncepcyjnymi (niby zapobiegającymi poczęciu). Znawcy tematu źle oceniają demonstrowanie dzieciom dużych naturali- stycznych plansz organów płciowych człowieka. Posłużą one rozbudzeniu zainteresowań seksulanych oraz niszczeniu wrażliwości i wstydliwości związanej z płciowością (podobnie ankiety wypełniane przez uczniów w ramach ćwiczeń). Poważną wadą jest również brak jakichkolwiek moralnych odniesień w broszurach. Jak piszą krytycy - wyrobi to "przekonanie, że płciowość ma charakter wyłącznie biologiczny" i nie podlega kontroli rozumu. Nie brak w nim za to bardzo szczegółowych (niepotrzebnie) informacji kosztem oceny moralnej.

Okropny jest podręcznik proponowany przez MEN dla klas IV-VII pt. "Co się dzieje z moim ciałem" (dla dziewcząt 302 strony, dla chłopców 271). Można w nim znaleźć m.in. zachętę dla chłopców do gry seksualnej z innymi chłopcami, dziewcząt - do masturbacji. Szeroko omawia się metody antykoncepcyjne.

Pozytywną ocenę zyskuje "Życie i miłość" Wandy Papis, nagrodzona w 1993 r. konkursie MEN spośród 193 zgłoszonych prac. Składa się z pięciu części. Ukazała się dotychczas cz. I - "Wzrastam w miłości" (w druku "Dzielność na co dzień" i "Busola życia" dla szkół średnich). Program ten jest pełen szacunku wobec rodziny i jej roli wychowawczej, autorytetów i wartości. Uczy poszanowania godności swojej i drugiego człowieka, mądrości życiowej, postaw prorodzinnych itd.

Wśród programów autorskich, zatwierdzony przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, podobnie jak program pani Wandy Papis, jest program PiON. Mogągo sobie rodzice wybrać spośród innych. Czasem wystarczy jeden uświadomiony rodzic, który chciałby pomóc dzieciom.

- Interesujące jest, kto będzie uczył nowego przedmiotu? Skąd weźmie się wykwalifikowana kadra?

- No właśnie. Wiem, że u nas w Bydgoszczy naprędce organizuje się specjalne studium. Nie widzieliśmy w szkołach właściwej oferty dla nauczycieli, więc ktoś zaprosił słuchaczy odgórnie. Niby preferowani są nauczyciele biologii, kultury fizycznej, wychowawcy. Co ciekawe, wśród wykładowców znaleźli się zwolennicy antykoncepcji i nauczyciele naturalnego planowania rodziny. Nie wiem, jak to będzie. Czy jedni, w zależności od tego, kto to będzie, będą propagować środki antykoncepcyjne, inni - metody naturalne. Czy ustosunkowanie etyczne do różnych zachowań.

Na szczęście w Toruniu przy Instytucie Pedagogiki rusza Podyplomowe (trzy semestry) Studium Wychowania Rodzinnego i Seksualnego.

- Wiem, że w Bydgoszczy jest Pani wiceko- ordynatorem PiON. Była Pani organizatorem kursu dla nauczycieli, z którego skorzystało 78 osób. Czego uczy ten program? Na czym polega jego zasadnicza wartość?

- PiON uczy młodzież odpowiedzialności za swoją płciowość i wstrzemięźliwości seksualnej, przygotowuje w ten sposób do małżeństwa. W ramach rocznego cyklu zajęć (dla młodzieży od VII klasy aż po studentów młodszych roczników) pozwala młodym bardzo dobrze poznać swoje ciało, swoją płciowość i uczyć odpowiedzialności z nią związanej. Uczy, jak być szczęśliwym. Ks. prof. Karol Meissner powiedział, że program ten stanowi propozycję bardzo wartościową, dzięki np. oparciu wiedzy o ciele ludzkim o zasady zdroworozsądkowe. Początkowo bardzo dużo czasu poświęca się biologii. Program oparty jest o metodę Billingsa, o poznawanie mechanizmów ciała. Dziewczyna poznając swoją płodność, ma szanse cieszyć się nią, wiązać płodność z macierzyństwem. Dochodzi do wniosku, że dar przekazywania życia jest czymś tak pięknym, tak wspaniałym, że musi postępować odpowiedzialnie, aby go nie zniszczyć. PiON daje solidną wiedzę praktyczną (dziewczętom np. znajomość cyklu owulacyjnego, ale i zmian hormonalnych wywoływanych przez zmiany fizjologiczne) oraz umiejętność prowadzenia rozmowy na tematy psychoseksualne.

- Nie trafia to w tendencje dzisiejszej kultury, w której rodziny straszy się (!) dzieckiem...

- Nasz program uczy zachwytu nad macierzyństwem. To prawda, że dzisiaj zwykło się straszyć dzieckiem. Jak mówiła ostatnio np. p. Sierakowska, dziecko jest piekłem na ziemi dla niejednej matki, ogromnym trudem... Jest problemem, więc trzeba je odsuwać na dalszy plan, właściwie na czas, gdy kobieta będzie miała na nie ochotę, jako zabezpieczenie na starość. Opowiadała mi córka mojej przyjaciółki, że w Stanach na lekcjach edukacji seksualnej oglądali filmy o porodzie, gdzie strasznie rozkrzyczana kobieta wołała: "Nie chcę. Nie chcę tego". Dziewczyna była przerażona tym, co kiedyś może ją spotkać...

- Skąd więc sukcesy PiON? Powodzenie wśród młodzieży i nauczycieli?

- Program PiON jest prowadzony w Stanach Zjednoczoych od ponad 10 lat. Doczekał się już tłumaczenia na kilkanaście języków i propagowany jest w 15 krajach świata. Objął już 6 tys. nastolatków w USA i kilkanaście tysięcy w różnych krajach. W kwietniu br. odbył się w Konstancinie k. Warszawy pierwszy Międzynarodowy Zjazd Koordynatorów Programu Teen Star. Wzięło w nim udzieł 25 koordynatorów z 13 krajów (od USA po Zimbabwe)

- Dlaczego wybrano właśnie Polskę?

- Bo w naszym kraju jest największa liczba nauczycieli, którzy chcą go prowadzić, i najtańsze możliwości zorganizowania kursu. Tutaj dr Klaus, prezez Naturalnego Planowania Rodziny z Waszyngtonu, znalazła największe grono sympatyków. W innych krajach, gdzie od kilkunastu lat trwa programowa edukacja seksualna, zazwyczaj promująca środki antykoncepcyjne, o wiele trudniej wejść na rynek z własnym programem autorskim, który uderza w finanse wielkich producentów tych środków.

Powodzenie programu zależy od prowadzącego, czy jest autorytetem dla młodych. Program stawia niesamowite wymagania prowadzącemu. Musi on żyć tak, jak przedstawia. Jeśli mówi o czystości, musi nią żyć, wierzyć w nią i cieszyć się miłością. Dlatego niektórzy nauczyciele wykruszają się, nie mogąc żyć dokładnie według tych zasad, które głoszą. Gdyż, aby być wiarygodnym trzeba być autentycznym - wierzyć w to, co się mówi, świadczyć o radości z miłości.

Nie wystarcza nawet samo przekonanie do tej wiedzy, którą się przekazuje, trzeba mieć bardzo dojrzały stosunek do seksualności. Nauczyciel sam musi wyleczyć się z ewentualnych zranień i lęków, aby umiał rozmawiać z młodymi. Niektórych, jak słyszałam, sama młodzież odrzuciła za zbytnie morali- zowanie albo za to, że nie przedstawiali własnej właściwej postawy życiowej. Ktoś, kto ma skłonność do moralizowania nie pociąga. Nie umie wysłuchać młodego i pokierować nim, nie dając im gotowych recept.

- Jak dotrzeć do nauczycieli PiON, gdyby rodzicom zależało na zapoznaniu się z tą propozycją?

- PiON już jest w szkołach. Wszystko zależy od tego, czy w danym mieście są przeszkoleni nauczyciele. Jest ich w Polsce dopiero pięciuset. Tworzy się następne kursy, czasem przy pomocy finansowej burmistrzów (np. w Warszawie Bemowo i Warszawie Centrum do dzisiaj nauczyciele programu PiON opłacani są z budżetu miasta). Aby zasięgnąć informacji można dzwonić do krajowego koordynatora. - Dziękuję za rozmowę i życzę dalszego powodzenia w rozmowach o miłości.

Pielgrzym nr 199, 27 VII i 3 VIII 1997

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna

 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej