Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

List do Rodzin - nie dziękujcie, tylko czytajcie

     Gdy podczas audiencji bp Stanisław Stefanek dziękował za List do Rodzin - Ojciec Święty odpowiedział: "nie dziękujcie, tylko czytajcie". Jan Paweł II napisał List do wszystkich rodzin świata. Nie jest to zwykły urzędowy dokument, ale jakby osobisty, prywatny list do kogoś bliskiego - list zawsze jest formą kontaktu, jest znakiem osobistego zaangażowania Ojca Świętego, napisany do wszystkich, ale zarazem do każdego, do każdej rodziny z osobna. Już minęło sporo czasu od momentu, gdy List został udostępniony ludziom w tylu językach świata! Do ilu rodzin dotarł?

     Pragnieniem Ojca Świętego było, żeby dotarł do wszystkich - do każdej rodziny, żeby nie tylko został przeczytany, ale żeby stanowił moment nawiązania kontaktu. Ten szczególny dokument jest bowiem próbą nawiązania kontaktu, jest jakby wyciągnięciem pomocnej ręki do zagrożonej w naszych pokręconych czasach rodziny ludzkiej.

     Każdy rozdział powinien stać się w rodzinie tematem rozmyślania, wspólnego czytania, korzystania ze wskazówek tam zawartych. Pisany swobodnie jak list, nie jak urzędowy dokument, a jednak mimo łatwej formy i serdecznego tonu zawiera on myśli, które przecież ludziom albo wydają się trudne, albo przechodzą niezauważone. Od chwili ukazania się tego Listu podejmuję z ludźmi rozmowy na ten temat, pytam, czy przeczytali, co zapamiętali i co zrozumieli. Studentom zadaję tekst do omówienia na seminarium.

     Nie mam, oczywiście, żadnej statystyki i nie wiem, ile osób w Polsce ten List naprawdę przeczytało, ani tym bardziej ile się nim przejęło - nie wiem, czy i jakie echo wzbudził on w ludzkich sercach, ale chcę się zatrzymać na jednym jedynym pojęciu, które - jak mi się wydaje - stanowi klucz do zrozumienia całej nauki Ojca Świętego o miłości ludzkiej, o tej "pięknej miłości".

     Ojciec Święty mówi o "wewnętrznym człowieku" - niewiele osób, które o to zapytałam, zatrzymało się nad tym pojęciem, a przecież jest to klucz do zrozumienia istoty człowieczeństwa. Człowiek wewnętrzny to niejako dno ludzkiej struktury, najgłębsza warstwa tej złożonej jedności, jaką jest każdy z nas! Wnętrze ukryte tak głęboko, że nikt nie ma tam dostępu; to jest to miejsce w człowieku, w którym odnajduje się to, co nazywamy "na obraz Boga".

     W tym właśnie wnętrzu człowieka tkwią nieograniczone możliwości rozwoju. To tam się kryje wrażliwość sumienia i zdolność kochania, i zdolność wyboru, i wszystko to, co stanowi o tożsamości osoby ludzkiej. Człowiek wewnętrzny to jakby iskra życia, która może zapłonąć wielkim ogniem lub tlić się ledwie przysypana popiołem.

* * *

     Nie mogę zapomnieć chwili, gdy może po raz pierwszy głębiej zaczęłam myśleć właśnie o tym nieprzeniknionym wnętrzu człowieka i jego złożoności, która wówczas wydawała mi się całkowicie niezrozumiała.

     Był to słoneczny dzień, ranek - w obozie koncentracyjnym. Jak dziś widzę te nieruchome w szaroniebieskich pasiakach, zastygłe w ciszy i grozie szeregi kobiet i aufzjerkę, młodą, wysoką blondynę w czarnej pelerynie z pejczem w ręku, wyciągającą z szeregów siwowłose kobiety!

     Selekcja.

     Jeden gest ręki, smagnięcie tą szpicrutą i zapada nieubłagany wyrok. Kobieta ma jasne włosy i jasne oczy i dość ładną, choć pospolitą twarz - patrzę na nią, patrzę tak intensywnie, że odczuwa mój wzrok i kieruje blade oczy w moją stronę - oczy bez wyrazu.

     Ale ja jestem bezpieczna, ja jestem młodą dziewczyną, a selekcja odnosi się do starych lub chorych!

     Koło mnie stoi stara kobieta, której wczoraj wieczorem Jola przyniosła z rewiru rivanol i umalowała na słomkowy kolor białe włosy - drżę o nią i żałuję, że patrzyłam na aufzjerkę, bo może by przeszła koło nas.

     Aufzjerka przystaje.

     Wstrzymuję oddech i te koło mnie też.

     Ręka z pejczem podnosi się.

     Ułamek sekundy i spadnie na żałośnie sterczące, jaskrawo żółte kosmyki rzadkich włosów.

     Pies, wielki wilczur, wyszczerzył zęby, warknął cicho, przywarował przy nodze w czarnym, wysokim, lśniącym bucie.

     Pejcz spadł... na ten but jakby ze zniecierpliwieniem!

     Odeszła, a w szeregu jeden głęboki oddech ulgi - nasza koleżanka ocalała - na razie - dziś.

     Ale parę kroków dalej świsnął pejcz i zostawił czerwony ślad na wynędzniałej twarzy - brutalnie wyszarpnięta stara kobieta zatoczyła się wepchnięta w szeregi tych, co wcześniej wybrane stoją na środku lagrowej.

     Ale na dziś koniec; ta ostatnia to też "nasza". Polka z czerwonym winkiem.

     - Raus!

     Pies zagania te "wybrane" - ta ostatnia kobieta odwraca się do nas i drżącą ręką kreśli w powietrzu krzyż - nie żegna się, ale nad nami kreśli ten znak pełen najgłębszej treści.

     Kolumna wybranych rusza - szeroka lagrowa ulica jest czarna od węglowego żwiru, a bloki obramowane są krzyczącą czerwienią kwitnącej szałwi! - Cisza.

     Nagle od "nach vorne" idzie inna aufzjerka... z dzieckiem, z małą dziewczynką, która podbiega do naszej "wrony" - tak je nazywałyśmy. I oto na tej przed chwilą kamiennej, nieruchomej twarzy zjawia się uśmiech i Niemka odrzuca pejcz, a bierze na ręce małą.

     A tamte, przed chwilą wybrane przez nią stare kobiety, maszerują z tą drugą ku swojej śmierci!

     Patrzę po swoich koleżankach; te koło mnie wszystkie mają oczy wlepione w to dziecko - pierwszy raz po wielu, wielu miesiącach widzą dziecko - te oczy stają się czułe, niektóre załzawione, może myślą o swoich dzieciach? Ileż tych aresztowanych kobiet brutalnie oderwano od małych dzieci!

     Patrzę zachłannie i nic nie rozumiem - jak to jest możliwe, że ta kobieta bez mrugnięcia wysyła stare, mogące być jej matką kobiety na śmierć i zarazem swoją córeczkę wita tak tkliwym uśmiechem? Ta sama osoba - jak się to w człowieku mieści? Gdzie się kryje? A te wybrane idą, raczej wloką się na śmierć bez słowa skargi, bez płaczu.

     Z rezygnacją, czy może strachem? czy... czy ja wiem, co one mogą czuć? Kto wie? Gdy wyrwano naszą pierwszą trzynastkę na śmierć, to te młode (z naszego skazanego na śmierć wyrokiem na Zamku w Lublinie transportu) nie szły tak jak teraz te stare, ale maszerowały z wysoko podniesionymi głowami i na końcu wybuchnęły krzykiem: "jeszcze Polska nie zginęła" - krzyk stłumiony salwą, bo wtedy jeszcze nie było komory gazowej, wtedy rozstrzeliwano skazane tuż za murem w "Totengangu".

     W kwietniu będzie kolejna rodzina wyzwolenia lagru w Ravensbriick.

     To wiele lat - a ja pamiętam tamtą scenę jakby to było wczoraj i tam wtedy po raz pierwszy zafascynowało mnie to nieznane wnętrze człowieka, dno, w którym co się kryje?

* * *

No, właśnie ten człowiek wewnętrzny, o którym teraz pisze Ojciec Święty; to ukryty los człowieka, to perspektywa kim będziesz! Bo ten człowiek wewnętrzny może się rozwinąć i opanować całą resztę i doprowadzić człowieka do bohaterstwa, lub może go niejako zadusić, nie dać mu rosnąć - ale czy naprawdę można tak całkiem zabić tę Bożą iskrę w człowieku???

     Potem w tym lagrze były zbrodnicze eksperymenty na zdrowych młodych dziewczynach. Lekarz, który je wykonywał, dostał w 1947 r. w procesie w Norymberdze wyrok śmierci.

* * *

     W grudniu 1994, zostałam zaproszona do Berlina z okazji prezentacji niemieckiego wydania mojej książki o Ravensbriick 1) - młoda dziennikarka, która to spotkanie organizowała, sama też napisała teraz dopiero książkę "o królikach w Ravensbriick". 2) I szukając materiałów wynalazła, że... wyroku tego nie wykonano, że ten lekarz żyje i ma teraz 85 lat i... prosi o przebaczenie! Żyje w ukryciu, pod przybranym nazwiskiem, ale na wielki jubileusz wyzwolenia lagru obiecał ujawnić się i publicznie prosić o przebaczenie, bo... ma wyrzuty sumienia i nie może spać!!!

     Jest więc zawsze to jakieś dno człowieka, którego głębi sam człowiek nie zna. Są takie moce w człowieku, którymi nie on sam steruje, ale duch, który tam właśnie się kryje - człowiek wewnętrzny, to miejsce spotkania człowieka z Bogiem, a ta wewnętrzna przestrzeń może się poszerzać lub przeciwnie, kurczyć i jakby nawet zanikać i trzeba wysiłku, żeby tego człowieka wewnętrznego w człowieku odnaleźć, poruszyć i rozbudzić. Tam się zakorzenia prawdziwa miłość i ten wewnętrzny wymiar decyduje o tym, kim jest człowiek - może być Kimś coraz pełniej lub przeciwnie, może oddalać się od tego, co jest człowieczeństwem.

     To właśnie ten wewnętrzny człowiek jest zadaniem do spełnienia - jest właściwym celem ludzkiego życia i ludzkich dążeń, bo to tam rozwija się świętość i do tego wewnętrznego człowieka Bóg kieruje swoje wezwanie mówiąc "bądźcie doskonałymi". Wezwanie, które czasem przechodzi jakby ponad człowiekiem i nie wywołuje echa.

     Do tego wewnętrznego człowieka przemawia też Zastępca Chrystusa na ziemi, Jan Paweł II swoim serdecznym Listem. 1) Wanda Półtawska, Und ich furchte meine Traume Maria aktuell, Abensberg 1994. Książka w wydaniu polskim pt. i boję się snów... ukazała się w Oficynie Wydawniczej JAXA
2) Freya Klier, Die Kaninchen von Ravensbruck, Knaur 1994.

Wanda Półtawska


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ] 
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej