"Jezus - tak, Kościół - nie"Kiedy do czasu do czasu słyszę od młodych ludzi tę znaną formułkę: Jezus - tak, Kościół - nie", zastanawiam się, jaki obraz chrześcijaństwa mają ci ludzie, dokąd sięga proklamowana przes nich wiara. Po części ich rozumiem, a po części współczuję, że nie mieli okazji doświadczyć, czym jest wspólnota-Kościół, bo przecież każdy człowiek, szczególnie młody, ma w sobie pragnienie prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem.Czy ja należę do Kościoła? Dz 4,32-37Właśnie wspólnotowość była znakiem wyróżniającym chrześcijan od samego początku. Dzieje Apostolskie wielokrotnie opisują pierwsze zgromadzenia chrześcijan. Ich cechą charakterystyczną były na pewno relacje braterstwa i solidarności, które Duch Święty utwierdzał łaską jedności: "Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących".Chrześcijanie zyskali nowe spojrzenie na drugiego człowieka. Nie był on potencjalnym wrogiem, konkurentem, ale tym, z którym mogli dzielić wszystko: "Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne". Takie podejście powodowało, że społeczność wyznawców Chrystusa była nową społecznością, w której nie było biednych, bo "każdemu rozdzielano według potrzeby". Wspólnota Kościoła uczy nas zatem nowych relacji do drugiego człowieka - to, co moje, nie jest już więcej wyłącznie moje, ja nie jestem tylko dla siebie, zamknięty w swym egoizmie, ale otwieram się na drugiego, jego los nie jest mi już obojętny! Kościół przekracza też bariery, mury dzielące jedną społeczność od drugiej, obala granice między ludami, rasami czy językami (wspaniale podkreśla ten fakt spotkanie Piotra z Korneliuszem, Dz 10,24-48). W Kościele wszyscy jesteśmy równi, wszyscy jesteśmy mile widziani, dla każdego jest miejsce - do tej wspólnoty może wejść każdy (np. Barnabas jest z Cypru, spoza Palestyny!). Decydującym krokiem, który musi zrobić każdy chrześcijanin, ja i ty, jest poczuć się częścią tego Kościoła, nabrać świadomości, że życie wspólnoty zależy od poszczególnych jej członków, zatem także ode mnie. Chyba trzeba też obalać mity i nieporozumienia dotyczące Kościoła i jego obrazu. Bo Kościół nie może być postrzegany tylko w wymiarze klerykalnym, jakby księża, biskupi, siostry zakonne byli jedynymi członkami wspólnoty. Nie można ograniczać Kościoła tylko do struktury, jakby to było ludzkie przedsięwzięcie, w którym liczy się tylko i wyłącznie sukces i skuteczność. Kościół nie jest też ośrodkiem kultu, ale raczej miejscem wzrostu, który uwidacznia się w przekształcaniu społeczności według wartości Ewangelii. I w końcu nie jest też "ekskluzywną organizacją" jedynie dla wtajemniczonych, zamkniętą grupą, dbającą tylko o własne potrzeby. Trzeba pamiętać, że Kościół ma wymiar uniwersalny, że cierpienia czy problemy innych, dalekich, w kontekście tego, czym jest Kościół, stają się moimi cierpieniami i problemami. Wtedy dopiero zaczynam rozumieć, czym jest chrześcijaństwo, czym jest nasza wiara we wspólnocie. Bez tego może okazać się, że jestem poza Kościołem! o. Maciek
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |