Jan Żabiński. Noe na PradzeOpowieść o dyrektorze warszawskiego zoo ratującym Żydów jest bestsellerem - za oceanem. W Polsce nikt nie wie o takiej działalności legendarnego dr. Jana Żabińskiego.O wydarzeniach z czasów okupacji i heroicznej postawie ówczesnego dyrektora zoo i jego żony Antoniny nie dowiemy się podczas wizyty w warszawskim ogrodzie. Antonina Żabińska wojenną kartę warszawskiego zoo upamiętniła co prawda w swych pięknych literacko, wydanych jakimś cudem w strasznym 1968 roku wspomnieniach zatytułowanych "Ludzie i zwierzęta". Ale od tamtej pory o książce słuch zaginął. Kto o niej wiedział, ten wiedział. Ale już nikt więcej. Przed kilku latu mówiła o tym Ewa Heine w radiowej audycji poświęconej Janowi i Antoninie Żabińskim i przygotowywanej wówczas książce amerykańskiej przyrodniczki Dianę Ackerman "Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo". Chyba dopiero wydanie tej książki poruszyło atmosferę. W ubiegłym roku drugie wydanie "Ludzi i zwierząt" ukazało się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Jan Żabiński, który był twórcą i pierwszym dyrektorem otwartego w 1929 roku stołecznego ogrodu zoologicznego, od pierwszych dni okupacji działał w konspiracji. Miał zresztą pseudonim "Franciszek" - co było oczywistym nawiązaniem do św. Franciszka. Wykładał na tajnych kursach uniwersyteckich i kompletach szkół średnich. Na terenie zoo przechowywał broń dla żołnierzy AK, a w beczkach po nawozie trójchlorek żelaza służący do wyrobu materiałów wybuchowych. Kiedy stracił zwierzęta zabite i wystrzelane podczas września 1939 roku lub wywiezione do niemieckich ogrodów zoologicznych, z niezwykłą brawurą zaczął ratować ludzi, ukrywając ich na terenie domu i ogrodu. Przez całą okupację opróżnione ze zwierząt zoo tętniło życiem. W opuszczonych klatkach dzikich kotów, w bażanciarni i w dyrektorskiej willi ukrywali się żołnierze podziemia, członkowie Szarych Szeregów oraz dziesiątki Żydów. Do tego działo się to nieomal na oczach Niemców, którzy często kręcili się w okolicy, bo polubili zoo jako miejsce spacerów i polowań na gawrony, a tuż obok willi znajdowały się niemieckie magazyny broni. Dzięki odwadze, zręczności i trzeźwości umysłu Żabińskich miejsce to stało się bezpieczną kryjówką dla wielu ludzi. Po wojnie Jan i Antonina Żabińscy wyznawali, że wielokrotnie ze śmiertelnego niebezpieczeństwa udawało im się wyjść dzięki znajomości psychiki zwierząt, którą per analogiam stosowali do odczytania zachowania gestapowców.
PRZEPUSTKA DO GETTA W marcu 1940 roku dr Żabiński założył tuczarnię świń. Pod pretekstem szukania odpadków dla zwierząt otrzymał przepustkę do utworzonego w tym samym roku getta, gdzie odwiedzał swych przedwojennych znajomych."W ten sposób mogłem przenieść gryps, boczek, masło i załatwić pewne zlecenia moich przyjaciół" - pisał po wojnie. Niedługo potem w dyrektorskiej willi zjawił się niespodziewanie szef Ar- beitsamtu Ziegler, który będąc entomologiem amatorem przyszedł... by obejrzeć wspaniałą kolekcję owadów daną Żabińskiemu na przechowanie przez entomologa prof. Szymona Tenenbau- ma. Żabiński wykorzystał tę znajomość i fortelem zdobył sobie prawo wchodzenia do getta przez budynek Arbeitsamtu. Wchodził sam, wychodził zaś zwykle w czyimś towarzystwie. Tą drogą wyprowadził z getta kilkadziesiąt osób, którym dał stałe lub przejściowe schronienie na terenie domu i ogrodu. Ten szybko zyskał sobie miano "Arki Noego". Willę nazywano także domem "Pod zwariowaną gwiazdą", a to dlatego, że ludzi nazywano tam zwierzęcymi imionami. I tak znaną rzeźbiarkę Magdalenę Gross przezywano "Szpakiem", zaś rodzinę Kenig- sweinów "Wiewiórkami", bo Antonina Żabińska chciała przefarbować ich włosy na blond, a wyszedł jej kolor wiewiórczy. Przechowywani zaś w klatkach po bażantach chłopcy z Szarych Szeregów nazywani byli "Bażantami". Początkowo Żabiński działał niezależnie, a od 1942 roku nawiązał kontakt z nowo powstałą Radą Pomocy Żydom "Żego- ta". Wówczas jego akcja pomocy nabrała rozmachu. Żydom z "dobrym wyglądem" i papierami dawał schronienie oficjalnie, w charakterze służących; tych "bez wyglądu" ukrywał w zakamarkach domu. Kiedy zbliżało się niebezpieczeństwo, Antonina biegła do fortepianu, by zagrać partię chóru "Jedź na Kretę!" z opery Offenbacha "Piękna Helena". Na ten znak Żydzi znikali w schowkach, szafach i w piwnicy domu. Poza ukrywającymi się willa pełna była różnych ciotek, kuzynów i krewnych. Duża liczba osób nieustannie kręcących się w pobliżu domu była znakomitym kamuflażem dla tych, którzy znajdowali tu schronienie. "Dla psychiki niemieckiej było rzeczą nieprawdopodobną, żeby jakakolwiek konspiracja mogła odbywać się w miejscu tak wystawionym na publiczny widok" - pisała po wojnie Antonina Żabińska. W NASZEJ WARSZAWIEJako żołnierz AK Jan Żabiński wziął udział w powstaniu warszawskim. Walczył w randze porucznika na Starówce. Sam cudem uniknął śmierci (pocisk przestrzelił mu na wylot szyję omijając kręgosłup, tętnice, żyły, tchawicę i przełyk). Jego rodzona siostra lekarz Hanna Petrynowska została rozstrzelana przez Niemców wraz z innymi powstańcami na terenie Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Żabiński trafił do lazaretu, a po powstaniu do oflagu w Niemczech. Do Polski wrócił na wiosnę 1947 roku. Zapytany przekornie przez żonę, czy nie myślał zostać na Zachodzie, gdzie był niezwykle ceniony w świecie naukowym, odpowiedział: "Myślę, że jesteśmy w naszym kraju, w naszej Warszawie, i obojętnie jakie będą losy tego kraju, dobre czy złe, ja chcę je z nim dzielić".Za swą działalność Jan i Antonina Żabińscy otrzymali w 1965 roku - dwa lata przed zerwaniem przez komunistyczną PRL stosunków dyplomatycznych z Izraelem - tytuł Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Gdy Jan Żabiński odbierał w Izraelu odznaczenie, wyjaśniał, że niczego wielkiego nie robił, gdyż "jest Po- lakiem-demokratą, a czyny jego były tylko konsekwencją nastroju psychicznego w wyniku wychowania postępowo-humanistycznego". Pośmiertnie odznaczył ich również Krzyżem Komandorskim prezydent Lech Kaczyński. Dzięki determinacji Antoniny Żabińskiej po wojnie udało się szybko odbudować ogród. Zabiegała ona w Biurze Odbudowy Stolicy i w Radzie Narodowej o pieniądze na zoo. Każdorazową odmowę uzasadniano tym, że po wojnie są ważniejsze potrzeby. Urzędnicy ustąpili dopiero, gdy pewnego razu petentka przyniosła ze sobą w torbie małą wydrę. Anegdotyczna jest odpowiedź, jaką miał przekazać niższy rangą urzędnik swemu przełożonemu: "Dobrze wam, towarzyszu, mówić, jesteście dostatecznie wysoko, ale co my biedni zrobimy, jeśli pewnego dnia ta kobieta przyprowadzi do nas tygrysa, którego jej jakiś sympatyk zoo podaruje?". Ostatecznie warszawskie zoo ruszyło 22 lipca 1949 roku, jednocześnie z nowo otwartą z wielką pompą trasą W-Z. PANU JUŻ DZIĘKUJEMYJednak dyrektor Żabiński ze swą AK-owską przeszłością nie pasował do nowej komunistycznej rzeczywistości. Już w 1951 roku został zmuszony, by "na własną prośbę" ustąpić z funkcji dyrektora stołecznego zoo. Odchodził ze stanowiska i opuszczał dyrektorską willę w wieku 54 lat, w pełni sił twórczych. Zamieszkał z rodziną w kwaterunkowym mieszkaniu przy ulicy Kazimierzowskiej. Utrzymywał się z pisania książek popularnonaukowych (60 tytułów) i cyklicznych audycji radiowych (ponad 1500), zyskując sobie wiernych czytelników i słuchaczy. Choć sam w jednej z audycji skromnie przyznaje, że nigdy nie przejawiał talentów literackich ani krasomówczych, to książki jego napisane są z ogromną erudycją i pełne są zabawnych anegdot. Podobnie z wielką swadą wygłaszał swe pogadanki radiowe. W roku 1955 w audycji jubileuszowej - na trzydziestolecie współpracy z radiem - zagadnięty przez dziennikarki stwierdził, że "mógłby wiele powiedzieć o żabie płowej czy jadalnej, ale o osobniku zwanym Żabińskim nie ma nic ciekawego do powiedzenia". Ale właśnie o nim samym - intelektualiście, naukowcu, dydaktyku, twórcy stołecznego zoo, żołnierzu AK - a przede wszystkim o jego heroicznej postawie w czasie okupacji można by napisać niejeden artykuł i niejedną książkę.W 2009 roku wicedyrektor zoo Ewa Zbonikowska zapowiadała otwarcie w willi muzeum Jana Żabińskiego. Tłumaczyła, że nawet pracowpicy zoo nie wiedzą nic o tym, co się tam działo w czasie okupacji, a warto, by także zwiedzający dowiedzieli się, jakim bohaterem był dyrektor Jan Żabiński. Do dnia dzisiejszego willa stoi jednak zamknięta dla odwiedzających. Może się to już jednak niedługo zmienić. Były dyrektor Maciej Rembiszewski podarował przyszłemu muzeum fortepian. Zapowiadany jest też remont willi i udostępnienie jej jesienią. Anna Jadwiga Kosiarska
Tekst pochodzi z TygodnikaIdziemy, 24 lipca 2011
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |