Resztkami sił wyznawał swoje Totus TuusByło słoneczne majowe popołudnie 1981 r. Za kilka dni Karol Wojtyła miał obchodzić 61. urodziny. Jak w każdą środę o tej porze przemierzał plac św. Piotra w Rzymie swoim odkrytym papamobilem, błogosławiąc rozradowane tłumy. Nagle rozległy się strzały - jeden, po chwili drugi. "Kto w obecności Papieża śmie strzelać do gołębi?!" - krzyknęła jakaś kobieta. Ale to nie były strzały do gołębi. Papamobil nagle przyspieszył, zawracając w stronę Watykanu, chwilę potem dał się słyszeć świdrujący w uszach sygnał karetki pogotowia. Po chwili zamieszania plac pogrążył się w złowieszczej ciszy. Zamach na Papieża. Zaledwie dwa i pół roku pełnił Piotrową posługę, a już stał się dla kogoś persona non grata.Wśród bólu i płaczu plac św. Piotra zaczęło wypełniać żarliwe błaganie o ocalenie Jana Pawła II, a on - otulony tą modlitwą niby płaszczem ochronnym - resztkami sił wyznawał swoje Totus Tuus. Wiemy, że po ludzku sytuacja była beznadziejna. On jednak, mdlejąc w ramionach ks. Dziwisza z bólu i upływu krwi, przeczuwał, że będzie żył. A potem, kiedy po operacji odzyskał przytomność, jak gdyby nigdy nic zapytał, czy odmówił Kompletę. Chyba już wtedy rozumiał, że ten zamach, który miał zakończyć jego pontyfikat, w rzeczywistości na nowo go rozpoczął. Teraz jeszcze głębiej odczuł, że cały znajduje się w Bożych rękach, że jeszcze bardziej należy do Chrystusa, i po raz kolejny w swoim życiu całkowicie powierzył Mu siebie przez Niepokalaną Matkę. Zamach na Ojca Świętego miał miejsce 13 maja, w rocznicę objawień fatimskich, dlatego gdy tylko Jan Paweł II poczuł się lepiej, zaczął studiować dokumenty fatimskie, które dotąd znał dość pobieżnie. Splot okoliczności był niezwykle znaczący. Jeśli data ta - jak twierdzą niektórzy - została wybrana przez zamachowców świadomie, po to, żeby ośmieszyć papieską pobożność maryjną, tym bardziej wymowne staje się stwierdzenie, że Maryja sama do końca czuwała, żeby ten, który obrał Ją za swoją Matkę, nie doznał zawodu. Ali Agca wiedział, jak się strzela i z pewnością strzelał celnie, tylko że - jak powiedział Papież - "jakby "ktoś" tę kulę prowadził". Dokładnie rok po zamachu Jan Paweł II udał się do Fatimy, aby temu Komuś podziękować za ocalenie życia. "Z możliwością śmierci każdy zawsze musi się liczyć" - napisał dwa lata wcześniej w pierwszych linijkach swojego testamentu. On liczył się z nią z całą pewnością. 13 maja 1981 r. był więc dla Jana Pawła II dniem szczególnym; został przywrócony do życia za pośrednictwem Matki, która zawsze przychodzi z pomocą tym, którzy kochają Jej Syna "całym swoim sercem, całą duszą i ze wszystkich sił" (por. Pwt 6, 5). Dorota Krawczyk
Różaniec nr 743
Ostatnia aktualizacja: 14.05.2025
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |