Bóg za BugiemDwie Polki wraz z Ukrainką zajmują się na Białorusi chorymi, przygotowują wiernych do sakramentów i grają na organach.Rozmowa z działającymi wśród Białorusinów zakonnicami: Barbarą, Emilią i Walentyną ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo. - Skąd wziął się pomysł, aby pracować na Białorusi? Siostra Barbara: Przyjechałam tutaj w lipcu 1990 roku. Zobaczyłam Kobryń: zniszczone kościoły i biednych, zniszczonych ludzi - bez księdza i katechezy przez 45 lat - w których życie religijne ledwie się tliło. Po powrocie do domu prowincjonalnego w Warszawie powiedziałam przełożonym, że tam są potrzebne siostry do pomocy księdzu i ludziom. Po roku przyjechałyśmy dwie do Brześcia, gdzie już pracował ks. Tadeusz Olszewski. W sierpniu, w Moskwie była pierestrojka, a myśmy przyjechały 3 października (tego dnia padł mur berliński - przyp. red.). - Jakie były początki? Siostra Barbara: Rozpoczęłyśmy od szukania chorych po domach i w szpitalu. Ludzie nie wiedzieli, kto to jest siostra i co robi. Musiałyśmy im pokazać, że chcemy im pomagać i że robimy to bezinteresownie. To był dla wielu szok. Cieszyli się jednak, że coś się zmienia. Zaczęłyśmy zbierać dzieci na katechezę. Początkowo było ich piętnaścioro. Niektóre przyprowadzili dziadkowie, inne przyszły same, z ciekawości. W styczniu 1992 roku otrzymałyśmy pozwolenie na pracę. To nam pozwoliło zaistnieć w świetle prawa: mogłyśmy zacząć starać się o mieszkanie, załatwić samochód, bez którego nie dałoby się wykonać połowy prac. Mogłyśmy też odtąd chodzić bez strachu po ulicy. - Czym się siostry teraz zajmują? Siostra Emilia: Dziś jesteśmy tu trzy i robimy to samo, co na początku: odwiedzamy chorych i samotnych w domach, przygotowujemy do sakramentów dorosłych, katechizujemy dzieci i młodzież, pracujemy przy kościele jako zakrystianki i organistki. W sumie przez te osiem lat opiekowałyśmy się stu trzydziestoma chorymi i samotnymi, teraz mamy takich osób sześćdziesiąt. Dzieci i młodzieży, którymi się zajmujemy jest prawie trzysta. Również dorosłych jest coraz więcej - średnio dziesięć osób rocznie przystępuje do sakramentów: chrztu, bierzmowania, pokuty, komunii świętej, małżeństwa. - Wiele się mówi o misjach, zachęca do zaangażowania w dzieła misyjne. Co to właściwie znaczy być misjonarzem? Siostra Emilia: Białoruś nie jest krajem misyjnym, ale krajem nowej ewangelizacji. Aby pracować na Białorusi, trzeba mieć przede wszystkim heroiczną wiarę. Tu doświadcza się katechezy z dorosłymi, którzy przez całe życie szli bez wiary. Tę wiarę trzeba im teraz przekazać. To jest trudne. Człowiek, który pięćdziesiąt lat żył bez Boga, musi nagle swoją historię przekreślić i przyjąć to, co mówimy. Dlatego ważna jest umiejętność słuchania. Uczymy się myśleć i rozumieć jak ci ludzie. W ewangelizacji najważniejsze jest indywidualne spotkanie z człowiekiem. - Część sióstr wyrosła z polskich rodzin. Czy łatwo wejść w kulturę innego narodu i czy Białorusini was akceptują? Siostra Walentyna: Łatwo nam się zrozumieć jako Słowianom. Poza tym, charyzmatem naszego zgromadzenia jest otwartość na innych. Dodatkowo jesteśmy, jak i ci ludzie, wychowankami socjalizmu, dlatego nas akceptują i szanują. Białorusini to naród prosty i bardzo serdeczny. - Sytuacja polityczna Białorusi jest złożona. Jak odbierany jest Kościół katolicki? Siostra Barbara: Kościół katolicki jest oficjalnie zarejestrowany i posiada osobowość prawną. Powoli stawiamy kroki na drodze ekumenizmu z Kościołem prawosławnym. Im bardziej będziemy otwarci na siebie, tym łatwiej będzie walczyć z sektami. Ponieważ istnieje duża grupa ludzi, do których z różnych przyczyn trudno dotrzeć, problem sekt jest dość poważny. To zjawisko można zaobserwować na terenie całego byłego Związku Radzieckiego. - Co siostry chciałyby przekazać czytelnikom "Przewodnika Katolickiego"? Siostra Barbara: Białoruś i Polska to kraje, które w swojej historii przeszły wiele dramatów i trudnych chwil, jednak Polska zawsze stała wiarą, nawet wtedy, gdy znikała z map. Chciałybyśmy, aby Polacy byli tego świadomi i wdzięczni Bogu i swoim przodkom za to, że pozostali katolikami. To dzięki wierze, dzięki pielęgnowaniu tradycji katolickiej Polska zachowała swą tożsamość, zachowała wartości ważne dla rozwoju człowieka i narodu. Tego zabrakło tu na Białorusi, a efekty widać. Dlatego prosimy o modlitwę za ten kraj, za chorych i biednych ludzi i za tych, którym trudno żyć bez Boga. Tu doświadcza się katechezy z dorosłymi, którzy przez całe życie szli bez wiary. Tę wiarę trzeba im teraz przekazać. To jest trudne - mówią siostry Rozmawiali klerycy
DAWID MARCINIAK i DAWID SZYMAŃSKI Przewodnik Katolicki nr 41/99
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |