Misjonarz Filipińczyk wśród AfrykańczykówI Bóg wiedział, że było dobreNa początek wezwał mnie Bóg, ale moje serce i dusza pogrążone były w ciemności. Czasem mówiłem "tak", czasem "nie", czasem znów "może". Wreszcie zdecydowałem się powiedzieć "Tak" - w dniu moich święceń kapłańskich. Bóg widział, że były dobre. Potem nadeszły "miodowe tygodnie", mijały "miodowe miesiące" - tak upłynął rok pierwszy.I Bóg powiedział: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Wtedy Bóg podzielił nasz kurs z seminarium. Tyle lat przeżyliśmy razem, a teraz zostaliśmy rozdzieleni. Musiałem opuścić moją ojczyznę, mój dom rodzinny, moich przyjaciół i seminarium. Ogarnęła mnie samotność, dołączyła do niej tęsknota. I Bóg widział, że były dobre, ja w przeciwieństwie do Niego nie byłem wcale taki pewien - i tak upłynął rok drugi. Wtedy Bóg rzekł: Udaj się do ziemi, którą ci wskażę! Wyruszyłem więc w drogę i zatrzymałem się w Bagacie, oddalonej o 600 km od Kinszasy, stolicy Zairu. Nie było tam bieżącej wody ani elektryczności, że nie wspomnę już o radiu czy telewizorze. Otaczał mnie pustynny krajobraz, nieliczne drzewa owocowe rosły w dużych odstępach od siebie. A Bóg widział, że było dobrze. Podzielałem Jego pogląd ponieważ na tym pustkowiu spotkałem moją pierwszą miłość - pastoralną miłość oczywiście! Kiedy poznałem się lepiej i zaprzyjaźniłem z tubylcami, dni poczęły mijać coraz szybciej, za nimi tygodnie i miesiące - i tak upłynął rok trzeci. I Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość w sercach ludzi, którzy tu mieszkają! Łatwo powiedzieć! Zdecydowaną ich większość stanowili animiści. Niecałe 25 procent wyznawało wiarę chrześcijańską i od wielu lat pozostawało bez opieki duszpasterskiej. Ich życie religijne "leżało odłogiem", byli zdezorientowani, nieufni i zniechęceni. Musiałem ciężko pracować. Poznałem słodki smak wina palmowego, moi nowi bracia i siostry nauczyli mnie śpiewać i tańczyć przy blasku gwiazd. A Bóg wiedział, że było dobrze. Były to dla mnie szczęśliwe dni, szczęśliwe tygodnie, szczęśliwe miesiące - tak upłynął rok czwarty! Wtedy Bóg powiedział: Uczyń co możesz, aby wspólnoty chrześcijańskie były płodne i aby się rozrastały! I stało się tak. Ponad tysiąc osób przyjęło chrzest, jeszcze więcej przyłączyło się do neo- katechumenatu. Prawie w każdej wsi chrześcijanie budowali kościół albo kaplicę-w pocie oblicza. Bóg wiedział, że było dobrze! Pracowite dni minęły w oka mgnieniu, za nimi pracowite tygodnie i miesiące - tak upłynął rok piąty. Potem Bóg rzekł: Nie jest dobrze, żeby ksiądz Xene był sam. Kiedy obudziłem się z głębokiego snu, pojechałem nad rzekę Kwilu, aby powitać nową "pomoc". Nad Kwilu nie spotkałem się z Ewą, lecz z moim współbratem, który miał mi pomóc w pracy misyjnej. Tworzyliśmy zgrany zespół, wiele udało nam się zdziałać, praca sprawiała nam wielką radość. Ale nawet nasi wierni lękali się, że to wszystko jest zbyt piękne, by mogło trwać wiecznie: dwóch młodych księży jednocześnie na jednej misji! Wiedzieli, że moja praca u nich dobiega kresu - widziałem to w ich smutnych oczach. W domu czekało na mnie przeniesienie na inną placówkę. A prowincjał wiedział, że tak było bardzo dobrze. Nadeszły dni wypełnione tęsknotą, składały się na tygodnie pełne posłusznej rezygnacji i oczekiwania - tak upłynął rok szósty. Moja misja w Bagacie dobiegała końca, w siódmym roku mogłem pierwszy raz odpocząć. Dziękuję Bogu za te pierwsze siedem lat kapłaństwa, w czasie których mogłem służyć Jemu i Jego ludowi. Ks. Xene Sanchez svd
tłum. A. Wasiluk
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |