Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zejść z wygodnej kanapy

     Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię Ojcze; Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić" (Łk 10,21-22)

     Gdy s. Rita zaproponowała mi napisanie tekstu do 100-ego numeru "Weroniki" poświęconego powołaniu, przez głowę przebiegło mi mnóstwo pomysłów co do jego formy. Jednak, gdy dziś siedzę na kanapie naszego oren- burskiego domu, wiem, że nie może to być nic innego jak dziękczynienie za Jego łaskę zepchnięcia mnie z "życiowej, wygodnej kanapy" (patrz: papież Franciszek), przepasania mnie i poprowadzenia tam, gdzie nie zawsze sama z siebie chciałabym pójść.

     To była łaska, bo była odpowiedzią na moje pragnienie wolności, nieograniczonej silnym charakterem mojego Taty, małą miejscowością, z której pochodzę, a więc małymi możliwościami rozwoju, moimi słabościami, których świadomość miałam już wtedy itp, itd. Byłam "prostaczkiem" w swoim myśleniu o sposobach realizowania tegoż pragnienia nieograniczonej wolności. Jezusowi to nie przeszkadzało. On patrzył w moje serce głębiej niż ja sama potrafiłam to zrobić. To cud, że bardziej wtedy uwierzyłam Jemu niż sobie, bo gdy wchodziłam za Jego Słowem w "zakonne pęta" nic nie obiecywało zapowiadanej i upragnionej wolności... Zaryzykował być może dlatego, że mając 15 lat nie byłam ani "mądra", ani "roztropna" (patrz: cytat z Ewangelii), więc była nadzieja, że przyjmę zaproszenie... udało Mu się!

     Dziś mam 51 lat. Co Jezus zrealizował z tego, co obiecał mi na początku naszej wspólnej, oblubieńczej drogi?

     Zechciał objawić i nadal chce mi objawiać, kim jest Ojciec. Powoli, konsekwentnie, uwzględniając moje ograniczenia i "pojemność". Na początku drogi, zapatrzona tylko w swoje szczęście i własne pragnienia, nie miałam pojęcia Kim On JEST. Nie sądziłam też, że sednem powołania jest poznać KIM ON JEST na drodze, którą jest Jezus. Tylko przez Niego. I że tylko to POZNANIE da mi możliwość poznania siebie jako człowieka, kobiety, córki, oblubienicy, siostry i matki. Odkryje też w moim sercu wolność, o jakiej nawet nie miałam pojęcia. Objawia mi to wszystko w czasie, który mi daje: na modlitwę, na liturgię, na formację. Wręcz pilnuje tego czasu, gdy ja od niego uciekam w przeróżne zaangażowania. Jego Słowo otrzymane w tym świętym czasie modlitwy wręcz podtrzymuje moje życie w wolności. Bez Niego jak w masło wchodzę w różne uzależnienia: od ludzi, od pracy, od służby... dobrze przeczytaliście!

     Od tego także można się uzależnić. Czas, który mi daje chcoćby przez to, że to oczywiste, że o 17-ej idę na Nieszpory, gdzie słucham Jego Słowa o tym, jak On od zawsze i na zawsze mnie kocha, jest ogromną łaską! Bez powołania do konsekracji (znając siebie) nie miałabym czasu na słuchanie tegoż Słowa, nie miałabym czasu na codzienną Eucharystię. Jezus pokazał, co naprawdę ogranicza moją wolność, i powoli opatruje i leczy moje rany zadane przez grzech. Sprawił, że już się ich nie wstydzę przed Nim, nie udaję, że ich nie ma, tylko oddaję Mu je do leczenia. Codzienna medytacja staje się źródłem zdrowia i... wolności.

     Na początku drogi myślałam, że potrafię kochać. Tak sama z siebie. Że moja miłość jest czymś więcej niż tylko naturalną skłonnością. Ludzie, do których mnie posłał, Wspólnota i życie w niej, pokazały mi jak bardzo się mylę. Jak bardzo chcę być przede wszystkim kochana, jak chcę brać, a nie potrafię nic dać. Jak nawet dając - tak naprawdę biorę, bo chcę za to uzania, zauważenia, dziękczynienia... Bez Ducha Świętego, który we mnie kocha, nie ma prawdziwej miłości i wolności w niej. Nie ma dania siebie na ofiarę, jak czyni to Trójca Święta: wewnątrz Niej, gdy Osoby Ojca, Syna i Ducha oddają siebie sobie nawzajem bezustannie i bezgranicznie, i gdy Ich wzajemna miłość rozlewa się tak, że z Niej powstaliśmy, jesteśmy zbawiani i uświęcani.

     Jezus daje mi Ducha Świętego uzdalniacąc mnie do takiej miłości i do oddawania życia. Jeśli Go nie przyjmę, nie słucham, nie idę za Jego natchnieniami, to w moim życiu dochodzi do katastrof. On rozszerza moje serce dając zdolność kochania konkretnych osób, które moja natura odrzuciłaby od razu, ale także pozwala ogarnąć nim potrzeby Kościoła, świata. Bez żadnej mojej zasługi, tylko na moją prośbę i za moją zgodą. Bez Niego jestem skoncentrowaną na sobie egoistką.

     Jestem Mu ogromnie wdzięczna za tę przemianę, jakiej we mnie dokonuje, a dzięki której np. słowo "ofiara" kojarzy mi się już tylko z wolnością miłowania do końca i nie budzi lęku, tylko pragnienie. Jestem ogromnie wdzięczna za łaskę powołania, bo Jezus mnie nie zawiódł, bo na niej dokonał tego, czego tak bardzo pragnęłam.

     Tylko troszkę odkryłam przed Wami to, co się stało podczas naszej wspólnej drogi, na którą zaprosił mnie Jezus. Wystarczyło tylko odrobinę zaufać i powiedzieć "tak". On zajął się całą resztą.

s. Kamila Jagieło
redaktor pisemka "Słowo dla serca"
później " Weronika" w latach 1997-2000 oraz 2009-2010

Tekst pochodzi Biuletyna Sióstr Obliczanek "Weronika" nr 3/2017


   

Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba
o. Adam Szustak OP
To konferencja, która całkowicie odrzuca w kąt starotestamentalną zasadę handlowania z Panem Bogiem. O. Adam Szustak na pierwszy plan wysuwa tutaj to, co mamy najcenniejsze, czyli... naszą relację z Bogiem, opartą na wolności. Żeby Ci to pokazać, o. Adam Szustak sięga po historię Hioba i... niemal odwraca ją do góry nogami, ukazując nieznane dotąd spojrzenie. ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej