Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Filtr, strzykawka i pijarzy...

     Szczęść Boże.

     Witam księdza bardzo serdecznie. Dziękuję za list. Skończyły się wakacje i zaczął się rok szkolny, dla mnie jest on niezwykle ważny, bo obrona dyplomu i matura. Mam kilka pytań, jak zwykle, i proszę o odpowiedź na nie.

     Jak ksiądz wie, o pijarach bardzo poważnie myślę od roku, tyle tylko, że przed kilkunastu dniami postawiłem kreskę między tym, o czym myślałem wcześniej, a tym, co mnie czeka. Teraz obawy są coraz silniejsze, te same, a czasu coraz mniej. Tylko, że one są tak silne wtedy, gdy nie czuję Boga obok siebie, nie wiem z czego to wynika?

     Proszę wytłumaczyć mi, na czym konkretnie polega praca pijara. Wiem, że praca z dziećmi i młodymi, to fajnie, ale co jeszcze?

     Chciałbym wiedzieć, jakie warunki spełniać powinien kandydat na pijara? Jakie powody mogłyby być przeszkodą przed przyjęciem takiego człowieka?

     Mam nadzieję, że nasze spotkanie dojdzie do skutku, proszę modlić się za nie i za mnie, teraz potrzebuję modlitwy bardziej niż kiedykolwiek.

     Z Bogiem. Przemek


     Drogi Przemku!

     Pochylam się na Twoim listem z uwagą, próbując uchwycić najważniejsze wątki. Ostatni rok w szkole średniej zmusza nieodparcie do postawienia sobie pytania o dalsze kroki, o przyszłość. Niegdyś, po lekturze życiorysu św. Józefa Kalasancjusza, dzieliłeś się ze mną pragnieniem podjęcia pijarskiego powołania. Postać naszego Ojca Założyciela poruszyła Cię, zafascynowała (tak to chyba nawet sam wówczas określiłeś). Okazało się - w jakiś opatrznościowy sposób - że Twoje osobiste pragnienie służenia Bogu poprzez kontakt z młodym pokoleniem, może zostać spełnione na drodze kalasantyńskiej posługi w Kościele. W końcu, po to są właśnie pijarzy... To wyzwoliło moją radość, ale i... powściągliwą refleksję. Co będzie dalej? Jak potoczy się dojrzewanie Twojego powołania? O czym będziesz myślał za miesiąc, dwa, za rok? Czy w decydującym momencie stać Cię będzie na radykalną decyzję?

     I oto nadchodzi Twój ostatni list. Piszesz o kresce, którą odgradzasz dotychczasowe myślenie o kapłaństwie, wspominasz o niepokoju, trudnościach, o coraz krótszym czasie, który dzieli Cię od momentu życiowego wyboru. Słowa, które mam przed sobą, są jednoznacznym potwierdzeniem, że powołanie to nie prosta ścieżka pozbawiona momentów trudnych, a czasem wręcz niebezpiecznych. Powołanie jest jak rwąca rzeka, która płynie z dużą siłą, nieustannie przed siebie, porywając po drodze gałęzie, kamienie i śmieci. Na początku czysta, przejrzysta, wraz ze swym biegiem zanieczyszczana różnorakim brudem musi siebie wciąż na nowo filtrować, oczyszczać, odzyskiwać pierwotną jasność i klarowność. Życie człowieka, także powołanego przez Boga, nasycane jest wszelakim brudem, który utrudnia rozpoznanie, często wręcz uniemożliwia dobre widzenie. I to jest w jakiś sposób naturalne. Tak po prostu bywa - wpływa na nas świat, otoczenie, media, powszechny styl myślenia, osobiste doświadczenia, które są niejednokrotnie dość negatywne. Wówczas zaczynają się chwiać wyznawane zasady, naruszony zostaje system wartości, a takie postawy jak oddanie, służba, modlitwa, wyrzeczenie, wytrwałość, świadectwo wiary, tracą swój wcześniejszy blask, stają się coraz mniej pociągające. Coś zaczyna się dziać z powołaniem...

     Woda, której obraz powyżej wykorzystałem, nawet zabrudzona, sama w sobie jednak nic nie straciła ze swej natury. Wciąż jest niezbędna, szlachetna, silna i tajemnicza. Potrzeba jej tylko jednego: oczyszczenia. Oto jak nieodzowne jest w życiu chrześcijanina, zwłaszcza powołanego przez Boga do kapłaństwa i życia zakonnego, głębokie życie duchowe. Ono filtruje brud, który osłabia wcześniejszy radykalizm, ono wciąż utrzymuje klarowność myśli, hojność ducha. Życie religijne jest jak filtr, który zabezpiecza przed skażeniem nasze decyzje, strzegąc, by były wierne woli Bożej.

     Jeśli o potrzebie głębokiego związku z Bogiem tyle napisałem, to bynajmniej nie dlatego, że próbuję Ci zarzucić jego brak. Nie zrozum mnie źle! Chcę tylko uświadomić Ci naturę powołania. Niektórzy młodzi ludzie postępują bowiem tak, jakby odpowiadać na powołanie znaczyło... dryfować. Mając przed sobą kilka lat czy kilkanaście miesięcy do chwili wypowiedzenia ostatecznego "tak", zamiast jeszcze bardziej zanurzyć się w Bogu, zaangażować w duchowy rozwój, po prostu poddają się "sile nośnej" swego powołania. Owa bierność okazuje się być zwodnicza. Zamiast coraz większej pewności, pojawiają się niejasności, zamiast gotowości na zapomnienie o sobie - dominuje egoizm, zamiast wyrzeczenia i hojności, kunktatorstwo i szukanie przyjemniejszych rozwiązań. Efekt jest taki. że powołany nie odpowiada na wezwanie.

     Moje powyższe refleksje służą także temu, by uświadomić Ci - Przemku - że powołanie rozpoznaje się wciąż, że nieustannie je trzeba wzmacniać, że - inaczej mówiąc - stale należy trwać w świadomości własnych ograniczeń, by postrzegać tym większą dobroć Boga. Owa postawa pokory i wdzięczności dobrze chroni przed wypaczeniem ducha. W kluczowym momencie przysłuży się też temu, by wybrać to, co Bóg chce.

     Tym, co napisałem chcę powiedzieć także to, że rozwój powołania w człowieku jest niedomiennie związany z kryzysami i wątpliwościami. Nie musi być to regułą, ale odważam się oszacować, że u większości młodych ludzi zachodzi takie zjawisko. Wówczas wyobrażam sobie Pana Boga jako dobrego Ojca, który pochyla się nad człowiekiem ze... strzykawką! Jeśli zaskoczyłem Cię tym obrazem, to śpieszę z wyjaśnieniem. W okresie jesiennym nie brakuje ogłoszeń z propozycją skierowaną do zdrowych ludzi, aby zaszczepili się na grypę. Grypa jest jakąś mglistą przyszłością. Przyjdzie albo nie. Ale lekarz proponuje, by dzisiaj przyjąć dawkę leku, który w przyszłości obroni. Zastrzyk jest niczym innym, jak osłabionym wirusem... grypy. Zdrowy organizm, w oparciu o swój własny system obronny pokona wirusa i uodporni się na jego prawdziwy atak. Jednak, po przyjęciu szczepionki nadchodzi kilka dni osłabienia, gorszego samopoczucia. Warto jednak dla dobra przyszłości zgodzić się na te cięższe chwile, na wysiłek. Potem organizm poradzi sobie bez trudności.

     Czy rozumiesz już moje porównanie? Jezus Chrystus jest Dobrym Pasterzem, ale i Dobrym Lekarzem. Wie, że trzeba wszczepić swemu umiłowanemu dziecku wirusa wątpliwości, by w chwili prawdziwego zagrożenia mógł on obronić swoje powołanie. Bóg naprawdę jest Dobrym Lekarzem i zna owce swoje...

     To jednak nie koniec moich uwag. Chciałbym jeszcze podzielić się z Tobą refleksją na temat "kreski". Napisałeś tak: ...przed kilkunastu dniami postawiłem kreskę między tym, o co czym myślałem wcześniej [czyli o powołaniu], a tym, co mnie czeka. Przywołajmy jeszcze raz metaforę rzeki. Czy da się zrobić kreskę na rzece? Jasne, że nie. Rzeka wciąż musi płynąć. No, owszem, możemy zatrzymać rzekę robiąc zbiornik wodny. Jeśli jednak nie pozwolimy jej płynąć dalej, to otrzymamy nieruchawy staw (nie wspominając o dalszych, przykrych konsekwencjach). Rzeka domaga się ruchu. Rzeka jest sobą wciąż - w swym górnym biegu i u swego ujścia. Rzeka jest - w końcu - niepodzielna. Analogicznie: historia powołania jest niepodzielna. Inaczej mówiąc, nie da się zrobić kreski na biegu powołania. Jeśli uzmysłowimy sobie, że powołanie dokonuje się w dialogu, że Bóg mówi o nim w różnoraki sposób i na przestrzeni pewnego (często długiego) czasu, to błędem byłoby zapomnieć o przeszłości. Nie wolno Ci, Przemku, wykreślić tego, co czułeś i myślałeś wczoraj, miesiąc temu, przed rokiem. To trochę tak, jakbyś rozkazał Bogu: powiedz mi to wszystko jeszcze raz, od dzisiaj... W imię czego Pan Bóg ma wykonać Twoje polecenie? Nie znajduję powodów. Co więcej, historia osobistego powołania właśnie na przestrzeni minionych miesięcy i lat tworzyła się i dojrzewała. Czy wolno to zignorować? Z pewnością nie.

     Napisałem o tym, byś nie popełnił błędu próbując wymazać to przesłanie, jakie Bóg już zdążył skierować ku Tobie. Nie można zapomnieć o Jego słowach, znakach, natchnieniach, szczególnych momentach objawienia Jego woli. Jeśli czułeś Jego wezwanie na przestrzeni pewnego (wcale niekrótkiego) czasu, jeśli byłeś wówczas przekonany o Jezusowym zaproszeniu na Pańskie żniwo, to na tym należy budować. Nie powinno się robić kresek między przeszłością a chwilą obecną, a już na pewno, gdy chodzi o powołanie. Twoje życie jest integralne. Może gdyby chodziło o odcięcie się od negatywnej, brudnej przeszłości - tak. Ale jeśli przedmiotem naszego rozważania jest objawiająca się w historii Twego życia wola Boża, to nie wolno nam tego czynić. Nie rozpoczynaj od początku, od zera... Ktoś przecież wiele w Tobie zbudował. Przymij moje słowa życzliwie, Przemku, bo i z przychylności mego serca one płyną. Wierzę, że wybierzesz dobre rozwiązanie.

     Teraz obawy są coraz silniejsze... Tylko, że one są silne wtedy, gdy nie czuję Boga obok siebie - piszesz w dalszej części swego listu, pytając - nie wiem, z czego to wynika? Nie posiadam jednoznacznej odpowiedzi. Spróbujmy jednak rozważyć. Po pierwsze: obawy są i będą. Taka jest prawidłowość. Pisałem już niegdyś do jednego z Twoich rówieśników, że obawy są czymś pozytywnym, bo mobilizują. Są też znakiem poważnego traktowania samego kapłaństwa - ujawniają, że powołany docenia wybranie Boże i bierze sobie do serca odpowiedzialność, która jest z tym związana. Wątpliwości są też oznaką godność ludzkiej: Bóg nie decyduje za człowieka, pozbawiając go wszelkich wahań i lęku - przeciwnie: dopuszcza je, by pełniej objawiła się współpraca człowieka z Bogiem w osiąganiu właściwego rozwiązania.

     Zapraszam Cię zatem Przemku do pozytywnego patrzenia na wątpliwości, bo one wiele dobrego wnoszą w nasze życie. Z drugiej strony, nie można nie dostrzegać także pewnego zagrożenia. Rzeczywiście, wahania odnośnie do życia w kapłaństwie czy wspólnocie zakonnej nie mogą zdominować Twojego myślenia o przyszłości. Z tego co piszesz wynika, że chwile obaw nachodza Cię wtedy, gdy nie czujesz Boga obok siebie. Ale co to znaczy? Czy nie chodzi Ci o jakiś emocjonalny odbiór Boga? Pamiętaj, że miarą naszej więzi z Bogiem nie jest to, jak Go czujemy... To może być bardzo subiektywne i ogromnie podatne na różne czynniki zewnętrzne. Dla przykładu: ktoś ocenia swoją modlitwę po doświadczeniu zadowolenia, radości, uniesienia, zachwytu, jakie ona sprawia w jego wnętrzu: ale się pomodliłem..., czułem się tak dobrze... A w rzeczywistości modlitwa karmiła wyłącznie jego własne oczekiwania. Uczucie nie jest miarą w sprawach duchowych. Ileż to razy w naszym wnętrzu doznajemy oschłości, mamy kłopoty ze skupieniem, Bóg jest jakby nieobecny... Czy taki stan miałby świadczyć o utracie więzi z Bogiem? Nie. Niejednokrotnie, podjęta wówczas modlitwa nabiera tym większej wartości. Jeśli więc Twoje stwierdzenie, że nie czujesz Boga obok siebie, dotyczy tylko emocjonalnego odbioru, to rozwiązanie problemu sprowadza się do zmiany spojrzenia na relację z Bogiem. Po prostu: należy sobie uświadomić, że miernikiem jej rzeczywistego stanu nie są uczucia i emocje. Wierzę, że nie chciałeś powiedzieć nic ponad to. Trwaj mocno w wierze, korzystaj z sakramentów świętych, wzmacniaj swe duchowe siły na modlitwie, a jestem przekonany że w decydującym momencie poczujesz mocną rękę Boga, który Cię poprowadzi i pomoże wybrać słuszną drogę.

     Pozwól, że przejdę teraz jak najśpieszniej do drugiej części Twego listu. Tu znajduję ważne zadanie: Proszę wytłumaczyć mi, na czym polega praca pijara, wiem, że to praca z dziećmi i młodymi. To fajnie, ale co jeszcze? Więcej już nic nie potrzeba, Przemku, wierz mi. Charyzmat jest jednoznacznie określony i to stanowi o naszym niepowtarzalnym posłannictwie. Wiesz już, że dla jego szczególnego podkreślenia, składamy jako pijarzy (poza trzema powszechnymi) także czwarty ślub. Znasz jego treść - to ślub specjalnej troski o wychowanie dzieci i młodzieży. Domyślasz się, że tym samym zobowiązujemy się przed Bogiem do wierności naszej misji w Kościele. Rozumiem jednak, że interesuje Cię to, w jaki sposób, gdzie i jak, realizujemy to zadanie. Dlatego poświęcę parę zdań na ten temat.

     Trudno wymienić wszystkie miejsca i formy pracy pijara, tym bardziej, że nasz charyzmat ma charakter "otwarty" - pojawiają się wciąż nowe możliwości i potrzeby duszpasterskiej troski o dzieci i młodzież. Swego czasu mówił o tym nasz najwyższy przełożony, Ojciec Generał, gdy podczas spotkania z alumnami uświadamiał, iż natura pijara musi być odkrywcza, jak twórczy był duch św. Józefa Kalasancjusza. Pijar, zwłaszcza młody, czujący bliskość młodzieży, winien odpowiadać na rodzące się potrzeby, iść tam, gdzie wzywa życie, tworzyć to, czego oczekują młodzi - dla ich dobra, dla kształtowania zdrowej osobowości, mocnego charakteru. Dla przykładu: jeszcze kilkanaście lat temu nikt z nas nie myślał o świetlicach dla "dzieci ulicy", a dzisiaj jest to prawie normą prowadzonych przez nas placówek. A co będzie za kilka, kilkanaście lat? - przyszłość należy do nowych pokoleń pijarów, do Ciebie i Twoich rówieśników...

     Ale powróćmy do naszego wątku. Co może robić pijar? Dwa podstawowe tereny naszej działalności to szkoła i parafia (po nich omówię inne). Na ich obszarach wyrastają specyficzne, sobie właściwe sposoby i metody pracy. Spróbujmy wymienić te bardziej powszechne.

     Szkoła. Mamy ich kilka, a to oznacza, że pijarzy pełnią w nich funkcje dyrektorów, nauczycieli przedmiotowych, katechetów, duszpasterzy (dodam, że chodzi o duszpasterstwo rodziców, nauczycieli oraz samej młodzieży). Nawet przed braćmi otwarta jest możliwość aktywnego uczestnictwa w działalności szkolnej. Działalność szkolna to także organizowanie życia pozalekcyjnego, stwarzanie propozycji dobrego spędzania czasu (wycieczki, wyjazdy, rekolekcje, skupienia), projektowanie wakacji jako czasu mądrego wzrastania (ofert dla naszych uczniów jest szczególnie wiele, od pielgrzymek i wypraw zagranicznych poczynając aż na krajowych spływach kajakowych, wycieczkach górskich i rekolekcjach kończąc). Wszystkie te formy duszpasterskie i edukacyjne wymagają przygotowania i realizacji. I to jest nasze, pijarskie pole działania...

     Parafia. Zabiegamy o to, by prowadzone przez nas parafie (a mamy ich kilkanaście) nosiły znamię kalasantyńskie, tzn. by w sposób szczególny poczuli się w nich dobrze młodzi ludzie. Stąd dbałość o dobrą katechezę, Msze święte dla dzieci, dla młodzieży, o Służbę Liturgiczną, troska o działalność ruchów i wspólnot dziecięcych i młodzieżowych, o propozycje liturgiczne i duszpasterskie skierowane do najmłodszych. Zgodnie z tym, praktycznie każda większa placówka organizuje wyjazdy w czasie ferii i wakacji dla dzieci i młodzieży (oazy, rekolekcje, wypady w góry, nad morze, jeziora), które służą wychowaniu i formacji religijnej. Podejmujemy także na terenie parafii takie inicjatywy i dzieła, które są jeszcze bardziej zbieżne z naszym charyzmatem. Do takich należą na przykład... kluby sportowe albo Świetlice SOS dla dzieci ze środowisk zagrożonych. W prowadzeniu tych ostatnich współuczestniczą również (tam, gdzie to jest możliwe) alumni naszego seminarium - prowadzą m.in. korepetycje z różnych przedmiotów, podejmują opiekę, animują zabawę i dobre spędzanie czasu. W świetlicach trzeba być wychowawcą, nauczycielem, ale także terapeutą i psychologiem. Niejednokrotnie także kapłanem-spowiednikiem... Świetlice mają swoje życie nadzwyczajne: wyjazdy świąteczne, w czasie ferii i wakacji. To również jest pole pijarskiej aktywności.

     Wychowanie. To oczywiście ogólne pojęcie, ale trzeba, abyśmy widzieli tu tak wychowanie ludzkie, osobowe, jak i religijne, czyli dobrą formację duchową. Pijarzą są organizatorami rekolekcji formacyjnych dla dzieci i młodzieży. Służy temu Ośrodek Rekolekcyjny w Pieninach, ale również nasze domy, które często dysponują dobrą bazą i zapleczem. Prowadzenie takich spotkań to szczególny wyraz troski o dzieci i młodzież.

     Misje. Jako Prowincja Polska posiadamy dwie placówki na Białorusi (Lida i Szczuczyn) oraz w Kamerunie (Bamendjou). Ponadto, ks. Mirosław wspomaga jedną z prowincji włoskich pracując na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Praca misyjna jest oczywiście dla tych, którzy wyraźnie odczuwają takie pragnienie. Nie jesteśmy z założenia zakonem misyjnym. Jeśli ją podjęliśmy to po to, aby wnieść nasz pijarski wkład w działalność misyjną całego Kościoła. Tym samym stwarzamy okazję dla tych, którzy w swoich wnętrzu noszą potrzebę połączenia działalności ewangelizacyjnej z pijarskim charyzmatem. Tacy współbracia również są wśród nas. Jaki jest tego efekt? Wystarczy wspomnieć, iż na terenie parafii Bamendjou powstało Centrum Kulturalne Calasanz dla dzieci i młodzieży. Ono integruje środowisko, organizuje czas, rozwija talenty, dla wielu jest okazją zdobycia takich umiejętności, które później pozwalają utrzymać się w życiu (informatyka, prace ręczne, mechanika). Powstał zamysł otworzenia szkoły zawodowej... Jak widzisz, tak że na misjach istnieje możliwość pracy specyficznie pijarskiej. Sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży w Warszawie. Powierzenie naszemu zakonowi, przez księdza Prymasa Józefa Glempa, troski o wyjątkowe w skali kraju sanktuarium promujące wychowanie i nauczanie zgodne z duchem Ewangelii, jest niewątpliwie wyrazem akceptacji-pijarskich starań i dokonań na tym polu. Cieszymy się z tego. Przed pijarami otwarta jest więc możliwość organizowania życia takiego centrum duchowego. Spotkania młodzieży, zjazdy Służby Liturgicznej, bierzmowanych, zawody integracyjno-sportowe, szkolenia i spotkania nauczycieli, inauguracje roku szkolnego i katechetycznego z udziałem Księdza Prymasa, to tylko niektóre z pijarskich odcieni tego miejsca. A zadań do realizacji, bardzo kalasantyńskich, jest jeszcze więcej...

     Fundacje i Stowarzyszenia. To nowy sposób realizacji naszego charyzmatu. Wykorzystując aktualne możliwości prawne otworzyliśmy instytucje, które zgodnie ze swoim statutem służą dzieciom i młodzieży. Wystarczy wspomnieć, że Fundacja Krąg Przyjaciół Dziecka im. św. Józefa Kalasancjusza w czasie jednych tylko wakacji 1999 roku zorganizowała wypoczynek dla blisko 3500 dzieci i młodzieży (sic!), w dużej mierze wywodzących się z terenów biednych, dawnych PGR-ów, z obszarów wiejskich. Prezesami Fundacji i organizatorami akcji są moi współbracia pijarzy. Do nich należało znalezienie odpowiednich ośrodków wypoczynkowych (na terenie całej Polski), zabezpieczenie kadry (oczywiste jest, że było to możliwe przy współpracy świeckich wychowawców), wyszukanie środków finansowych (wiele dzieci pojechało bezpłatnie lub przy minimalnym wkładzie pieniężnym), zorganizowanie pobytu. W turnusach wzięli udział również nasi klerycy - nie muszę wyjaśniać, jak ważne było to dla nich doświadczenie przygotowujące do przyszłej pracy. By ten przykład jeszcze wzmocnić dopowiem, że inna instytucja, Stowarzyszenie Parafiada już po raz dziesiąty zorganizowało Międzynarodową Parafiadę Dzieci i Młodzieży, imprezę unikatową w skali kraju. Spotkało się na niej ok. 2000 dzieci, by wspólnie przeżywać sport, zabawę, ale też razem modlić się i dzielić wiarą. Wśród uczestników była także młodzież ze Wschodu, zwłaszcza z rodzin polskich. Pomysłodawcami imprezy, jej realizatorami i twórcami są pijarzy. Jak widzisz obszarów pracy jest wiele. Ale to nie wszystko...

     Działalność wydawnicza. Wydawać by się mogło, że działalność edytorska nijak się ma do pracy z dziećmi i młodzieżą. A jednak nie! Wydawnictwo Pijarów, Redakcja Kwartalnika "eSPe", drukarnia, to nowoczesne sposoby ewangelizacji. Słowo pisane trafia do dzieci, młodzieży, ale również wychowuje i kształtuje dobrych rodziców. Dlatego, w konsekwencji i tak trafia do tych najmłodszych. Wydajemy nie tylko pozycje obcych autorów, ale także owoc pracy pijarów: tłumaczenia obcojęzyczne, książki z dziedziny teologicznej, związane z wychowaniem i mądrym przeżywaniem młodości. Co może robić pijar? Może być dyrektorem drukarni, wydawnictwa, redakcji, może być tłumaczem, pisarzem, publicystą...

     Inne obszary pracy. Wymienię tylko te, na których ujawniać się może pijarski charyzmat, często w powiązaniu z wyraźnie indywidualnymi talentami danej osoby. To organizowanie pielgrzymek do różnych miejsc w kraju i w Europie, duszpasterstwo rekolekcyjne w okresie Adwentu i Wielkiego Postu, obecność niewielkich burs dla młodzieży męskiej przy naszych krakowskich domach. Jeden z punktów Konstutucji pijarskiej w sposób następujący ujmuje ten obszerny temat: Zgodnie z duchem naszego powołania oprócz katechizacji i szkół, przede wszystkim podstawowych, jak też średnich, stanowiących podstawę powszechnego nauczania, możemy prowadzić wszelką działalność, która służy wychowaniu i kształceniu młodzieży... (Konstytucje pijarskie, pkt. 87). Oznacza to, że formy pracy pijara wciąż się rozwijają i dostosowują do nowych wymagań duszpasterskich. Nie muszę dodawać, że jest to niewątpliwie bardzo specjalna cecha naszego posłannictwa.

     Obawiam się, że nie wymieniłem wszystkich obszarów współczesnej działalności pijarów w Polsce. Jednak ufam, że udało się nam zakreślić najważniejsze formy realizacji charyzmatu kalasantyńskiego. Dzięki temu będziesz mógł lepiej ocenić perspektywy realizacji swoich osobistych pragnień.

     W swoim liście stawiasz dalsze pytania, Przemku. Kolejne dotyczy warunków, jakie winien spełnić kandydat na pijara. Przyznaję, że jest to ważny problem i cieszę się, że o to pytasz. Niewątpliwie, na temat predyspozycji, zdolności, cech osobowościowych można wiele napisać. Mamy jednak ułatwioną sytuację. Swego czasu otrzymałem od Twojego równieśnika list poświęcony tej sprawie. Moja odpowiedź znalazła się na łamach książki "Listy o powołaniu". Dlatego pozwalam sobie przesłać Ci tę publikację odwołując się do listu drugiego, zatytułowanego "Dlaczego ja?". Znajdziesz tam wyszczególnione wymagania dotyczące trzech sfer osobowości kandydata na pijara: jego ludzkich cech, życia chrześcijańskiego oraz predyspozycji pedagogicznych. Wierzę, że lektura wiele Ci wyjaśni.

     Pozostaje nam ostatni problem zarysowany przez Ciebie. Chodzi o przeszkody uniemożliwiające przyjecie do naszej wspólnoty zakonnej. Poniekąd sam je poznasz czytając wymagania, o których wspomniałem powyżej. Jeśli bowiem znajdziesz istotne braki, wyraźną nieobecność nieodzownych cech, to znaczy, że będzie to jakąś przeszkodą w realizacji pijarskiego charyzmatu. Chciałbym Cię jednak uspokoić, by nie absolutyzować kryteriów. Wiele z cech może być bowiem ukrytych w człowieku, inne dopiero się rozwijają, w innym jeszcze przypadku może być i tak, że brak pewnych talentów jest rekompensowany przez inne. Dlatego w ostateczności, wśród rzeczywistych przeszkód wymieniłbym jedną, która może uniemożliwiać przyjęcie. Mam na myśli zły stan zdrowia. Poważne choroby somatyczne mogą bowiem uniemożliwiać nie tylko samo spełnianie funkcji kapłańskich, ale nawet zakłócić normalne kontynuowanie studiów filozoficzno-teologicznych. Dodam ponadto, że to wymaganie, dotyczące zdolności fizycznej i psychicznej znajduje się wśród podstawowych kryteriów zarysowanych przez Kodeks Prawa Kanonicznego. Dlatego tak my, jak i każda inna wspólnota zakonna, musimy się do niego stosować. Nie znam stanu Twego zdrowia, Przemku, ale mam nadzieję, że z tej strony nie kryje się żadne niebezpieczeństwo dla realizacji powołania.

     W ten oto sposób dotarliśmy do końca wymienionych przez Ciebie problemów. Oby mój list wlał w Twoje wnętrze więcej pokoju i przekonania, że droga pijarska stoi przed Tobą otwarta. Co więcej, obyś poczuł, że rzeczywiście Jezus zaprasza Cię do życia radami ewangelicznymi w posłannictwie kalasantyńskim. Tego Ci gorąco życzę. Ufam też, że dane nam będzie spotkać się w czasie najbliższych dni skupienia. W tej sprawie oczekuję listu od Ciebie.

     Niech Matka Boża Różańcowa wspomaga Cię, przydaje łask wypraszanych u Chrystusa i pomaga odczytywać plany Boże, tak jak to Ona sama doskonale potrafiła czynić w swoim życiu. Trzymaj się w szkole, powodzenia w czasie powtórek, i... do zobaczenia.

     Zapewniam o modlitwie

     Drogi Czytelniku "eSPe"!

     Jeśli zainteresowało cię posłannictwo pijarskie, rozważasz możliwość rozpoczęcia życia kapłańskiego i zakonnego lub poszukujesz pomocy na drodze rozeznania powołania, napisz na adres: Duszpastestwo Powołań Zakonu Pijarów ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków

     Dla dziewcząt: Siostry Pijarki, ul. Księży Pijarów 7, 31-466 Kraków

ks. Józef Tarnawski SP

Kwartalnik Katolicki
ESPE, nr 50


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej