Refleksje eschatologiczne - nieboOto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi i będą oni Jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie (Ap 22, 3-4)Wśród wielu marzeń i pragnień człowieka, które dochodzą do głosu szczególnie wówczas, gdy przychodzi mu zmierzyć się z prawdą o nietrwałości i skończoności doświadczanego szczęścia, jedna zasługuje na uwagę: jest nią tęsknota za wieczną radością. Kruchość i połowiczność nie mogą mieć ostatniego słowa dla istoty, która jako "otwarta na Boga", zdolna do poznania i miłowania Go, została wezwana do wiecznotrwałego zjednoczenia ze swoim Stwórcą. A choć nadzieja na osiągnięcie stanu wiecznego szczęścia po zakończeniu życia ziemskiego była udziałem niemal wszystkich ludów i kultur, to jednak dopiero w Chrystusie - zstępującym na obłokach nieba Synu Człowieczym (por. Dn 7,13), głoszącym Ewangelię o Królestwie Bożym - przestała być jedynie mglistą tęsknotą natury rozumnej, ale stała się rzeczywistością dla tych, którzy poznali i uwierzyli miłości Boga objawionej w Jezusie. Rozczytani w ewangelicznych opisach szczęścia zbawionych, umocnieni pociechą Pana, który obwieścił Apostołom, że w domu Jego Ojca jest mieszkań wiele i że On sam idzie przygotować nam miejsce, a także oczarowani liturgią zbawionych opisaną w Apokalipsie rozpoznajemy, że niebo jest słodką obietnicą Pana, której nie można interpretować w duchu hedonistycznej przyjemności, bo niebo to łaska bycia na zawsze z Panem. Nie ma bowiem nieba bez Chrystusa lub poza Nim, tak jak nie ma szczęścia dla człowieka w oddaleniu od Boga: to w cieniu Jego skrzydeł, w Jego bliskości człowiek może odczuć - już tu na ziemi jako zapowiedź - smak nieba. Wielu nam współczesnych nieraz zadaje pytanie: czy niebo na pewno istnieje, czy nie jest obietnicą bez pokrycia, mdłym pocieszeniem umysłu nie mogącego pogodzić się z końcem egzystencji? Pewnie dlatego tak rzadko my sami mówimy o niebie, jakby się obawiając i już słysząc za plecami śmiech osób nie wierzących w wieczną szczęśliwość po śmierci. A jednak nie wolno nam zrezygnować z głoszenia prawdy o szczęściu, którego dostępuje człowiek, gdy ufny w słowa Chrystusa kroczy drogą Ewangelii. Doktryna o niebie - często jedynie kojarzona z obrazami z dzieciństwa, utożsamiana z projekcją ludzkiej tęsknoty za brakiem cierpień, budowana na wyobrażeniach odziedziczonych po wcześniejszych epokach - jest dziś bardziej niż kiedykolwiek sprawdzianem dojrzałości mojej wiary: czy kwestie eschatologiczne: - śmierć, sąd Boży, niebo albo piekło - z obawy przed opinią innych odłożyłem na górną półkę jako relikt dzieciństwa czy też pogłębiam ją i rozwijam, nie pozwalam nadziei na niebo umrzeć albo stracić na swej żarliwości. Warto nieraz pomyśleć nad tym wymiarem mojej wiary - jej ukierunkowaniem na to, co nastąpi, na miłosne zjednoczenie z Panem w ojczyźnie, wedle słów św. Pawła. Podobno gdy Gagarin znalazł się jako pierwszy człowiek na orbicie kosmicznej miał rozglądając się wokoło powiedzieć: Boga niet. Z pewnością w naszym myśleniu o niebie i tym, co nasz czeka, gdy zakończymy nasze życie, dużą rolę odgrywa wyobraźnia, która próbuje unaocznić obietnicę wiecznego przebywania z Bogiem, skojarzyć z konkretnym miejscem, połączyć z czynnością. Niedostępność sfery niebieskiej, górującej nad ziemią, której człowiek przez tak wiele stuleci nie mógł poznać i odkryć do końca, kazała wyobraźni religijnej w tej przestrzeni odnaleźć realizację obietnicy nieba. Ale nie chodzi przecież o szukanie lokalizacji czegoś, co jest doskonałym życiem z Trójcą Świętą, z Dziewicą Maryją, aniołami i wszystkimi świętymi (KKK 1024). Niebo to zatem wieczne przebywanie u Boga, stan całkowitego spełnienia człowieka, którego dusza i ciało ("wierzę w ciała zmartwychwstanie"!), zaznają radości bez końca. Pewnie mając na uwadze - w myśleniu o niebie - wszystkie aspekty naszego człowieczeństwa św. Tomasz z Akwinu (1226-74) pisał o "posagach" duszy i ciała. Wieczna radość zbawionych w niebie będzie bowiem przede wszystkim wspólnotą miłości z Tym, który jest Oblubieńcem duszy, a który w tym "duchowym małżeństwie" pragnie obdarzyć takimi darami swoją oblubienicę, aby mogła rozkoszować się Nim w najwyższym stopniu. Otrzymuje je oblubienica, gdy zostanie wprowadzona w "dom Oblubieńca", aby dzięki nim mogła rozkoszować się Ukochanym i trwać w "wewnętrznej świetności". Wśród darów, które będą stanowiły posag duszy wylicza św. Tomasz widzenie Boga (visio Dei), posiadanie Go (comprehensio Dei) oraz rozkoszowanie się Nim (fruitio Dei). Przebóstwienie ciała, które dokona się dzięki darom odnoszącym się do ciała w niebie, św. Tomasz oddaje przy pomocy czterech określeń, które razem składają się na "posag" właściwy ciału. Przebywanie w niebie nie jest bowiem możliwe do pomyślenia bez takiego przeobrażenia ludzkiego ciała, które pozwoli mu osiągnąć wolność od cierpień (impassibilitas), subtelność (subtilitas), sprawność (agilitas) oraz jasność (claritas). Bycie w chwale musi bowiem objąć całego człowieka, jego duszę i ciało, oczyszczając to ostatnie z wszelkiej niedoskonałości. Na ustach wielu ludzi pojawia się dziś, w dobie tak dobrze rozwiniętego przemysłu rozrywkowego, pytanie: czy w niebie nie będzie nudno? Czy kontemplacja Boga, owo widzenie uszczęśliwiające "twarzą w twarz", o którym pisał św. Paweł, nie będzie raziło swoją monotonią i powtarzalnością? Tym samym znajdują usprawiedliwienie do tego, aby nie tylko nie śpieszyć się do nieba, ale również by poważnie o nim nie myśleć. Ale czy miłość może człowiekowi się znudzić, czy w takim postrzeganiu nieba nie pokutuje taka jego wizja, która nie bierze pod uwagę "bycia z Chrystusem", za którym tęsknił Apostoł Narodów, jako najważniejszego celu egzystencji chrześcijanina? Życie w niebie będzie życiem w nowości, którą tak często zapowiadają stronice Biblii. W piękny sposób wyraża tę prawdę Apokalipsa, która mówi o "nowym imieniu" zbawionych ("Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane nowe imię" - Ap 2,17), nowej ziemi i nowym niebie. Chodzi o nowość, która nie może być pojmowana w kategoriach bierności, lecz aktywności: poznając miłość Pana, którą znał już na ziemi, niebianin" odpowie - już nie po części, ale całkowicie - swoją miłością. Niebo nie jest bowiem końcem, lecz początkiem, a miłość, która "nad ludzkimi sercami osiągnie władanie" (Boecjusz) nie znuży, lecz będzie uszczęśliwiała człowieka. Niebo jest tam, gdzie jest Bóg, nigdy poza Nim czy bez Niego. Niby oczywista prawda wiary, ale przecież czy nie często pozwalamy naszej wyobraźni na rozwijanie obrazu nieba, w którym Bóg jest postacią z drugiego planu, a na czoło wysuwają się jedynie moje pragnienia i aspiracje? Dziś mówienie o niebie i spotkaniu z Bogiem, o miłosnej adoracji Pana w liturgii niebiańskiej urasta do rangi świadectwa, z którego nie wolno się zwolnić. To owoc żarliwości serca spragnionego spotkania z Miłością, która na Krzyżu pozwoliła się ukrzyżować po to, by w ranie przebitego Serca każdy doświadczył miłości i odzyskał "zdrowie" duszy. dk. Piotr Roszak
Tekst pochodzi z pisma
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |