| t. | data: 27.08.2010, godz: 19:59 |
Eh, żeby tak w moim przypadku wydarzyła się podobna sytuacja, podobna historia, którą opisała Ewa. Tęsknię za pewnym mężczyzną już od kilku lat (choć już nie w takim stopniu jak kiedyś), nie potrafię o nim zapomnieć, to jest jak idée fixe (tzn. natrętna myśl, która zaprząta mój umysł, tak jakbym nie mogła o nim przestać myśleć) i mam takie przeczucie, że on również nie może o mnie zapomnieć. A ja tylko myślę i czekam.. Lecz coraz to mniej już tęsknię, tęsknota coraz bardziej wygasa. Już coraz bardziej wątpię w to, że Bóg kiedykolwiek nas połączy :( (15130)| Hanka | data: 27.08.2010, godz: 19:54 |
mam pytanie, co powinno się robić z przedmiotami poświęconymi, np zniszczony krzyżyk, stary obrazek, różaniec, palma, ziele. Na wsi święcone się pali (palmę, ziele) a co się robi z tymi rzeczami w mieście?. Do śmietnika? Będę wdzięczna za odpowiedź, pozdrawiam serdecznie (15129)
Witam
Dlaczego w Polsce nie ma równouprawnienia???
(15128)| aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 27.08.2010, godz: 19:20 |
Mam wziąść łopatę, wykopać dół i zakopać w lesie Krzyz?Jstna makabra:/ Ja już wiem co zrobię. (15127)| antyx , lat 34 | data: 27.08.2010, godz: 15:56 |
Cześć wam,
dziś piątek - dzień Męki Panskiej.
Oto modlitwa:
===================================
Modlitwa do Chrystusa cierpiącego
Boże, który dla odkupienia świata chciałeś się narodzić, być obrzezanym, przez żydów odrzuconym, przez zdrajcę Judasza pocałunkiem wydanym powrozami związanym, jako niewinny baranek na ofiarę wiedzionym i przed Annasza , Kajfasza i Heroda niegodnie stawianym, przez fałszywych świadków oskarżanym, biczowanym, wyszydzanym, opluwanym, cierniem koronowanym, policzkowanym, przez zakrycie twarzy znieważanym, z szat odartym, do krzyża gwoździami przybitym, na krzyżu podniesionym, między łotry policzonym, żółcią z octem napojonym, i włócznią przebitym – Ty Panie, przez te najświętsze męki Twoje, które ja niegodny rozpamiętywam, przez święty Krzyż Twój i przez śmierć Twoją, wybaw mnie od mąk piekielnych i racz doprowadzić tam, gdzie doprowadziłeś łotra z Tobą ukrzyżowanego. Który z Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz Bóg na wieki wieków. AMEN.
5 Ojcze nasz.... Zdrowaś Mario... Chwałą Ojcu...
3 lata odpustu, odpust zupełny raz na miesiąc za codzienne odmawianie. Warunki zwykłe (Św. Penit. Ap. 6.X.1933)
============================
do Trawiastej - nie mów, że Ci ten krzyż tak niezbędny jest. Niedaleko mnie przy kościele stoi ogromny krzyż biało czarny (biały Chrystus na czarnym tle) jako
krzyż misyjny i nigdy nie powiedziałabym, że jest przerażający. Pochodż sobie
więcej tu i ówdzie do kościołów to zobaczysz, że takich krzyży jest całe multum.
Tylko akurat Ty znalazłaś go na mchu i przez to spotęgowane masz wrażenie czerni i bieli gdyż dni są pochmurne, mech się błyszczy gdy jest mokry.
Może nie powinnaś go wyrzucać, ale ja bym ten krzyż ...ochrzciła. Naprawdę. Weź go pokrop wodą święconą w kościele i ... wrzuć do rzeki.
Naprawdę. Małe dzieci tak kiedyś wypuszczali - np. Mojżesza - a nóż się uratuje, a jak nie to zginie i tyle. Do strumyka go jakiegoś wrzuć i tyle. Ja bym tak zakończyła sprawę z krzyżem - niech Cię krzyżu Bóg prowadzi i tyle.
Możesz też mu zrobić zdjęcie, ale naprawdę takich krzyży po 3-5 zł jest pełno, ktoś sobie kupił i go sprofanował. Nie bądź gorsza - kup sobie nowy i bedziesz miała wspomnienie, ale krzyż Cię nie zdominuje. No chyba, że Ci żal... wybór należy do Ciebie. Ja osoboście uważam, że takich przedmiotów się nie zostawia.
Nie należy sie przywiązywać do rzeczy, a jeszcze do rzeczy niewiadomego pochodzenia. Jak dla mnie. Żeby Ci meble nie zaczęły się przesuwać w domu przez "głupi" krzyżyk bo Ci 4 zł szkoda czy 3 zł nawet.
Ale każdy ma swój mózg - pozdrawiam,
antyx.
(15126)| Monia | data: 27.08.2010, godz: 14:59 |
do X
no w sumie też prawda, ale przyznał się do swojego marnotrastwa i okazał skruchę przed Ojcem :) (15125)| Ewa | data: 27.08.2010, godz: 14:00 |
Radku,
Znam pewną historię. Jest autentyczna.
Mężczyzna oświadczył się kobiecie. Kobieta przyjęła oświadczyny, ale powiedziała temu mężczyźnie żeby jeszcze oboje rozeznali przed Bogiem, czy ich małżeństwo będzie zgodne z Wolą Bożą. W tym celu udali się do pewnego sanktuarium. Tam oboje modlili się o rozeznanie. Kobieta rozeznała "na tak" Mężczyzna nic nie rozeznał: ani "na tak", ani "na nie" W związku z powyższym, chcąc być uczciwym i przed sobą i przed Panem Bogiem i przed narzeczoną - postanowił zerwać zaręczyny. Kobieta bardzo to przeżyła. Myślała też, że widocznie z własnym rozeznaniem się pomyliła, że była to wyłącznie jej sugestia.
Przez 3 lata nie mieli ze sobą kontaktu. Po tym okresie, znajomość w sposób spontaniczny, odnowiła się. ( Należeli do tej samej wspólnoty kościelnej) Po paru mies. mężczyzna ten, przy okazji wspólnej wycieczki, na której była również ta kobieta, spojrzał na nią i poczuł, że tylko ona mogłaby zostać jego żoną. W końcu otrzymał "znak"
Historia zakończyła się szczęśliwie. Tzn. bohaterowie tej historii są już małżeństwem.
Pytanie: czemu musieli na siebie czekać te 3 lata? Nie wiadomo. Oboje twierdzą, że Pan Bóg ich w tym czasie formował, że dojrzewali do bycia razem.
Na pewno to nie był przypadek, że spotkaliście się w tym samym kościele. Co to dla was może oznaczać? Nie wiem. Być może Twoja była narzeczona musi jeszcze czegoś doświadczyć, a może nie. Może ma być u was tak, jak w tej historii, którą opisałam powyżej. No, ale też nie wiadomo tego na 100%
Módl się, proś Boga o rozeznanie w tej sprawie, ufaj. (15124)| krzyż | data: 27.08.2010, godz: 13:48 |
antyx to juz bzdury, krzyz podesłał diabeł..po co takie analizy widze po twoich wpisach ze po swojemu tworzysz.. jakieś domysły, sprzeczności w wierze.
Jakby kazdy zaczął wszystko analizować i odwracac kota ogonem to nie wiem co by powstało.
Aldono ten krzyż- to dla Ciebie przemyslenie.... .. czy został sprofanowany..być może. Należy go poświęcić i przywrócic należny szacunek. Krzyża się nie bać. Moze miałaś go uratować, Pan Bóg sie Tobą posłużył. Zadbaj o niego, skoro pojawił sie na Twojej drodze. (15123)| X | data: 27.08.2010, godz: 11:36 |
Aldona
Weź ten krzyż i po prostu zakop go w ziemi,głęboko... (15122)| Marcin | data: 27.08.2010, godz: 11:12 |
Hmm...ciekawe.Cos mi mowi ze chyba byliscie sobie pisani jednak czlowiek ma wolna wole i potrafi powiedziec'nie'...tak jak twoja byla.Szkoda probowac zrozumiec kobiety,strata czasu;) Pozdrawiam (15121)| Sylwia, lat 32 | data: 27.08.2010, godz: 10:48 |
Aldonko, krzyż jest symbolem chrześcijańskim. Bywa jednak czasami używany - podobnie jak inne przedmioty kultu religijnego - do różnych rytuałów przez wróżki, czy satanistow. Jeżeli źle sie czujesz z jego powodu - zrób tak, jak napisałaś. To doskonały pomysł. Krzyz powinien znaleźć się w Kościele. Dobrze by było, żeby został poświęcony przez kapłana. Spokojnie opowiedz księdzu skąd masz ten przedmiot i że nie jesteś w stanie go zatrzymać. Niech on zrobi z tym to , co uważa za najlepsze. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. (15120)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 27.08.2010, godz: 09:35 |
Ten Krzyż to nie igła by spadł nie zauważenie, poza tym nie jest to krzyż ktory nosi sie na szyji, a raczej stawia na półce.Fakt jest faktem, został wywalony jak śmieć.J na tyle jest to niepokojące wszystko, że ja z nim nie chce miec nic wspólnego.Od niego bije jakas zła energia, energia która zmraża mnie. (15119)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 27.08.2010, godz: 06:46 |
Tak, znalazłąm ten Krzyż.Tylko rzeczywiście jest z Nim jakiś problem.Mam nieodparte uczucie, że został użyty do niecnych celów, i nawet jak go podejmowałam z mchu, to pierwsze wrazenie, ze coś jest nie tak, że został uzty do jakiś czarów, do czegoś co nazywa się profanacją.Ale potem pomyslałąm, nie możliwe. Do jakiej prfanacji?Kto? Dlaczego?A jednak cały czas, patrzenie na ten krzyz wywołuje we mnie jakies napięcie, jakies poczucie ze stykam się ze złem.,że ten krzyż nie jest święcony, ani nie jest wyrazem wiary, tylko narzędziem do czegoś szatańskiego.Z resztą, i ręce Jezusa ukrzyzowane, wyglądają jak przypalane zapalniczką, i to samo z napisem "INRI".Dziś pojde do Księdza, niech poświęci, niech schowa, bo ja go w domu trzymac nie bede.A do moich dylematów to proszę co ma wiek wspólnego z nimi, zdarzaja sie w zyciu takie czy inne sytuacje i juz... (15118)| Aldono lat 30 | data: 27.08.2010, godz: 00:19 |
A może właściciel tego krzyżyka go szuka? Może zgubił? Może ten krzyżyk spadł mu z szyi jak się pochylił, a tego nie zauważył? (15117)
Helo ponownie ;-)
Jakiś czas temu pisałem tutaj o moim przypadku. W skrócie - zerwane zaręczyny na niecałe trzy miesiące przed planowanym ślubem. Od razu chciałem Wam wszystkim Drodzy Źródełkowicze podziękować za modlitwę, którą kierowaliście do Pana Boga w intencji mojej i mojej już byłej narzeczonej.
Chciałem Wam jednak opowiedzieć pewną historię. Uważam, że jest ona Cudem Boskim. Była niedziela. Przebywałem akurat w miejscowości oddalonej o około 20 km od mojego miejsca zamieszkania. Było przedpołudnie. Zacząłem więc się zastanawiać gdzie udam się na niedzielną Mszę Świętą. Uznałem, że do Kościoła "X" w mojej miejscowości. Podążyłem więc samochodem. Po przebyciu około 20-km drogi byłem na miejscu. Udałem się do środka, zająłem miejsce w ławce i zacząłem się modlić.
Po kilku minutach, ku mojemu wielkiemu zdumieniu, w tym samym Kościele zobaczyłem moją byłą narzeczoną. Zaczęła podążać w kierunku... mojej ławki. Zauważyła mnie dopiero, kiedy zaczęła zajmować miejsce w tej samej ławce co ja! Dodam jeszcze, że ona pokonała około 10 km by przybyć do tego Kościoła i że oboje nie jesteśmy parafianami tej parafii, w którym Kościele odbywała się Msza. To był jakiś Cud Boski! Pan Bóg pokierował nasze drogi w to samo miejsce, w tym samym czasie. Przecież mogliśmy razem uczestniczyć w tej samej Mszy, w tym samym Kościele, a jest on na tyle duży, że każdy mógł być w innym sektorze i pewnie byśmy siebie nigdy nie dostrzegli!
Kiedy moja była narzeczona miała wątpliwości co do naszego małżeństwa, które ostatecznie zaważyły na naszym rozstaniu, mówiła, że chciałaby dostać jakiś znak od Pana Boga, że ja jestem dla niej tym właściwym, jedynym, że ja to jestem ja. Myślę, że to właśnie był ten znak.
Ta sytuacja nie sprawiła jednak, że moje nadzieje na wspólny związek znów odżyły. Piszę jednak o tym i opowiadam zawsze w bardzo euforystycznej atmosferze dlatego, że dla mnie to prawdziwy Cud Boski. Przecież, w naszej okolicy jest mnóstwo Kościołów, mnóstwo Mszy, a jednak trafiliśmy się w tym samym miejscu o tej samej porze, w tak szczególnym miejscu. To było wspaniałe. Tym na pewno kierował Pan Bóg. A jak to się wszystko zakończyło? Nijak. Moje była narzeczona szybko opuściła ławkę i... znikła. Nie wnikam dlaczego. Jej wybór. Pewnie też gdzieś pokierował ją Pan Bóg. Bądź wola Twoja!
Pozdrawiam Was wszystkich! (15116)| smutny optymista | data: 26.08.2010, godz: 23:16 |
Do Małgosia:
http://www.medjugorje.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=548:matka-boa-i-marija&catid=46:pisz-o-medziugorju&Itemid=67
tę stronę mi polecono. A dlaczego zaczyna Cię to niepokoić? Z tego co widziałem przesłania sa ogólne. Pozdrawiam (15115)| X | data: 26.08.2010, godz: 22:30 |
Monia
Z tym żalem to nie wiadomo jak bylo do końca..?
Po prostu,gdy Syn się,nota bene...ześwinił,i to już tak..kompletnie i zrozumiał,że nie ma już żadnych szans na"dżwignięcie się",na jakąkolwiek poprawę swego losu,wówczas,kierując się zwykłym egoizmem,postanawia wrócić do Ojca,mając pewną nadzieję,że nie zostanie przepędzony...I z niepewnością,ze strachem,idzie na spotkanie... (15114)| X | data: 26.08.2010, godz: 21:57 |
do Trawiastej
No i zaserwowałaś po raz kolejny to swoje..specialite de la maison...
Dokładnie w trzech częściach...Tyle,że tym razem krótko... (15113)| Trawiasta, lat 29 | data: 26.08.2010, godz: 20:57 |
Do X
jesli gest milosierdzia nazywasz egzaltacja to na pewno nie wierzymy w tego samego Boga. musisz byc strasznie samotny i zgorzknialy skoro w ten sam pogardliwy sposob traktujesz kazdego, z kim polemizujesz.
no i tyle w tym temacie bo nie ma sensu sie produkowac i wyjasniac skoro wszystko sprowadzone jest potem w podsumowaniu do emocjonalnej egzaltacji...
jutro jade na kontrole oka i dowiem sie, co dalej, kiedy kolejna operacja... w pracy klopoty, finansowo bardziej niz dno... jestem potwornie zmeczona.
Marku, brakuje Twojej cichej, radosnej dobroci. (15112)| Monia, lat 20 | data: 26.08.2010, godz: 20:48 |
„Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony"
Ojciec zobaczył, że Syn żałuje swojego życia, dlatego mu przebacza i daje to, co ma najdroższego, czyli miłosierdzie. (15111)| antyx | data: 26.08.2010, godz: 20:27 |
do Aldona - i co zamierzasz zrobić z tym krzyżem?
Moim zdaniem powinnaś się go pozbyć. Może diabeł Ci go podesłał?
Może zrób tak - idż sobie do sklepu z dewocjonalnami albo gdzieś tam i kup sobie taki sam (podobny) - zależy jakie jest duże. Krucyfiksy z drewna są tanie. Powiedzmy 4 zł. Żaden majątek. Biały Chrystus na czarnym tle to nic przerażającego. Pełno jest takich krucyfiksów. Moim zdaniem musisz sobie w ten sposób przemyśleć biel i czerń świata oraz ludzkich wyborów oraz zieleń i psa.
Kiedyś miałam podobne dylematy co Ty ale miałam wtedy z 15 -16 lat.
No więc ja bym Ci proponowała egzorcyzm na krzyż nie wiadomo skąd , pozbycie się go w jakiś godny sposób - zanieś księdzu niech sobie z nim zrobi co chce albo daj gdzieś gdzie nic złego się nie stanie nikomu z powodu krzyża nie wiadomo skąd. No więc egzorcyzm, krzyż gdzieś tam zanoszę - po przemyśleniu gdzie, kupuję sobie taki sam - biało czarny , żeby sprawę przemyśleć i już mam problem z głowy. A tak? Latami będziesz myślała - skąd się wziął w lesie krzyż? Zależy jaki duży. Raz słyszałam historię , że jedna pani czy gość chodził sobie po śmietniku i znalazł stare obrazy kościelne tam - takie malowidła, które wycenione przez rzeczowznawcę mogły sporo kosztować. Też sytuacja - co robić? Zostawić obrazy na śmietniku czy wziąć i po co? Najlepiej wziąć i też oddać księdzu czy komuś.
Co to dobrego może przyjść z przywłaszczenia sobie obrazów znalezionych na śmietniku. I wiem, że ta osoba te obrazy wzięła i po pewnym czasie je oddała gdzieś tam. Jako dobro kultury. Uważam, że bardzo mądrze zrobiła bo wyrzucić taki obraz też szczyt wandalizmu. No ale mały krucyfiks - na tym fortuny nie zarobisz. I tyle.
Pozdrawiam,
antyx
(15110)
Najlepsze lekarstwo na wszystkie dolegliwosci to MODLITWA...Ona ZAWSZE pomaga..Czasami trzeba duzo cierpliwosci..ale WARTO.. pozdrawiam (15109)| Ala, lat 30 | data: 26.08.2010, godz: 17:31 |
do Zazula... zostaw namiary do siebie to się do Ciebie odezwę ;)
Jeśli chodzi jednocześnie o pracę w szkole i mgr to chyba nie ma takiej możliwości.. bo kiedy ? Rano praca a zajęcia na dziennych też są o określonych porach, zaczynają się różnie nawet rano... ja pamiętam miałam 3 czy 4 razy w tygodniu na 9 rano.
z pozdrowieniami :) (15108)| Marcin | data: 26.08.2010, godz: 17:25 |
Dziś ktoś znów przypomnial mi te najpiekniejsza przypowiesc o synu marnotrawnym.Syn pogubiony,zmeczony szukaniem swojego miejsca w zyciu w koncu idzie do ojca by sie ukorzyc,uznac swoja nedze.I jego pokora powoduje ze z pasterza swin 'awansuje' na dziedzica dobr ojca.Czyz ten syn nie jest podobny do mnie i wielu innych?... (15107)| Monika | data: 26.08.2010, godz: 15:10 |
DO ALDONA:
Zadziwiające, myślę, że to nie jest tylko zbieg okoliczności. Znalazlaś się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. :) Gdyby "ktoś" Cię nie zaprowadził w tamto miejsce, nigdy nie wiadomo co by się stało z tym Krzyżem ;* (15106)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 26.08.2010, godz: 11:46 |
Dziś poszłam z psem na spacer do lasu., bo mieszkam bardzo blisko drzew i zieleni.Jakie było moje zdziwienie kiedy w mchu, znalazłam Krzyż.Jakie zdziwienie, takie przerażenie.Bo ten Krzyż kolorystycznie jest odstraszający.Czerny Krzyż, na NIm Jezus,- biały.Ale to nie ważne. Mniejsza z tym, to tylko odczucia.Njabardziej przerażające jest jednak to, że Chrystus chyba co niektórym do niczego jest nie potrzebny, a ma byc potrzebny do kochania Go, ale w drugą stronę ci ludzie może chcieli by wszystkiego od Boga..... (15105)| do X-a | data: 26.08.2010, godz: 11:45 |
Domyslam się co chcesz podkreślić ( w ost wpisie do Trawiastej)
chodzi Ci pewnie o to ,że inni nie są nam nic winni.. niektórzy są nam dani na pewien czas.. a my jesteśmy dla nich. Zgadzam się. A jak coś nas doświadcza..czy spotyka trudnego , nie muszą oni byc tzw zasilaczami, w imię czegoś..ze coś nas kiedyś łączyło, jakaś grupa czy choćby klub..itp. Ich rola w naszym życiu może się kończyć na pewnym etapie.
Po prostu mamy to przeżyć sami.. jakies oczyszczenie..czy odkrywanie siebie. Czasem Pan Bóg znieczula serce byłych znajomych.. bo potrzeba samotności, przejścia przez tę trudną drogę. A może stawia kogoś nowego, przypadkowego na tej drodze, który ma nas zdopingować?
My także nie wiemy.. czy ktoś liczył na naszą uwagę..a my zajęci swoim życiem nawet tego nie dostrzegliśmy. Zastanawiamy sie dlaczego ktoś nam nie pomógł..
a moze wcale on nie miał nam pomóc. Może sam Pan Bóg zachęca nas do całkowitego powierzenia Mu jakiegoś problemu bez udziału innych.
(15104)| Nina | data: 26.08.2010, godz: 11:19 |
Ten utwór daje mi tyle nadziei... Dobrego dnia wszystkim-
http://www.youtube.com/watch?v=FlfK2fIGfaU (15103)
Nie wiem, czy była tu dyskusja czy może jakieś kompetentne informacje o objawieniach w Medjugorie.... Jeśli tak, proszę o wskazanie gdzie mogę zlokalizować. Czy zna ktoś z Was jakąś ... poważaną stronę (nie wiem czy rozważanie na ten temat opublikowane w serwisie 'Chomik'jest wiarygodne
http://chomikuj.pl/Aliwia/Tajemnice+objawie*c5*84/W*c4*85tpliwo*c5*9bci+Ko*c5*9bcio*c5*82a+odno*c5*9bnie+objawie*c5*84+w+Medjugorie)? A może to, co widnieje pod linkiem jest godne uwagi (zatem bardzo niepokojące). Bliska mi osoba stosuje się do zaleceń Matki Bożej - o ile to Ona - z tych objawień, dlatego zaczynam się niepokoić. (15102)| Oliwia | data: 26.08.2010, godz: 07:16 |
Kochani źródełkowicze, dzisiaj święto Matki Boskiej Częstochowskiej+ Oby nam wszystkim Maryja błogosławiła każdego dnia:) pozdrawiam z Krakowa (15101)| Zazula, lat 36 | data: 25.08.2010, godz: 23:54 |
Kochani,
dostałam pracę w szkole. No i poszłam na studia mgr. Tak się wcześniej ułożyło, że skończyłam na licencjacie. Jestem podekscytowana i trochę przestraszona. A raczej - trochę podekscytowana i bardzo się boję, BO - jak ja to zrobię? Zajęcia kończę o 15 dzień w dzień. A studiować chcę dziennie. Nie mam kasy na zaoczne. Proszę, dodajcie mi otuchy...
(15100)| X | data: 25.08.2010, godz: 23:06 |
do antyx
Możesz powiedzieć,kto-Twoim zdaniem-powinien spoczywać na Wawelu..?
Tylko nie mów,że nikt,bo skoro tak bardzo jesteś oburzona tym,że pewne osoby tam pochowano,a zdecydowanie nie powinno mieć to miejsca,to jednak ten Wawel coś dla Ciebie znaczy... (15099)| Ewa | data: 25.08.2010, godz: 22:52 |
X, Czy Ty kochasz ludzi?
Twój wpis:"I mniej zachwytu nad postawą koleżanki-pewnie wyegzaltowanej panienki...?Zielonoświątkowej...!Może Ona akurat miała taki okres,że musiała sie...podniecić emocjonalnie...Że musiała przesadnie wyrazić swoje uczucia,ze jakiś wielki zapał w Niej az..kipiał..?Osoby z tego typu...ugrupowań"już tak mają..."
Ja to odbieram jako wielką pogardę wobec tej dziewczyny.
Nie pochwalam wstępowania do Zielonoświątkowców i nie zachęcam....ale, to jest CZŁOWIEK! Należy mu się szacunek. Wg Ciebie to ona na pewno nie pomogła Trawiastej, nawet nie miała takich intencji, tylko " się podnieciła emocjonalnie"
A skąd wiesz? Może za tę pomoc i wsparcie dla Trawiastej, to mocno egzaltowane wsparcie, Pan Bóg jej kiedyś wynagrodzi. Nie wiemy tego.
Wg Ciebie to było
"podniecenie", wg Trawiastej pomoc...a szczerość intencji i głębię serca tej dziewczyny będzie osądzał Pan Bóg. Jedno jest pewne - każdemu człowiekowi należy się szacunek. (15098)| X | data: 25.08.2010, godz: 22:47 |
do kariny
Mowiąc o,powiedzmy..depresji wsród osób pobożnych,praktykujących,skupiłem się na tym,że te osoby same są sobie winne...Tobie chodzi o co innego...Wspominasz o krzyżu...A jeśli"jest"już krzyż,to jest i tajemnica...Nie wszystko można i da sie powiedzieć,a na pewno nie tak publicznie...Zresztą"w cztery oczy",tez nie..
Powiedziałem,że większośc z piszących tutaj to''skazańcy.."Pewnie nie tylko stąd...?Tylko jak może czuć się skazaniec,który nie zna wyroku?Który siedzi w celi i czeka aż go ogłoszą...Wyrok jest na pewno skazujący,ale nie wiadomo dokładnie na co....A gdy już się go usłyszy,to czy latwo i szybko przyjdzie się z nim pogodzić...
Dobrze jest znać"wyrok",rozumieć go i pogodzić sie z nim...
A dlaczego"pojmować''ma tylko ten,"kto może pojąć.."?Tak jest napisane..Dlaczego ktos"może",a ktoś inny nie..choć wszyscy jesteśmy"równi.."?
Dziwne pytania,ale przynajmniej nie ma już psychologii..."skończyła się.."..."wyzionęła ducha.."I teraz dopiero mozna zacząć.."pracować.."
Powodzenia.
(15097)| Ewa | data: 25.08.2010, godz: 22:23 |
X, błagam...wyluzuj trochę. Trawiastej pomogła akurat koleżanka z zielonoświątkowców i ok. Nie wiadomo, czemu inni nie pomogli. Może nie potrafili, a może czasem trzeba poprosić o pomoc wprost a człowiek się krępuje. Różnie to bywa. Nie ulegaj stereotypom pisząc - Osoby z tego typu...ugrupowań"już tak mają..." Piszesz o mocno egzaltowanej panience. A skąd wiesz jaka była? A u mojej siostry w Oazie były 2 dziewczyny, które pozachodziły w ciąże bez ślubu i co? Czy to oznacza, że nawet oazowcy nie mogą zbłądzić, że tam są tylko sami święci? Po prostu ludzie są rożni. Zaznaczam, że postaw tych dziewczyn nie pochwalam. Chodzi o to, żeby nie ulegać stereotypom odnośnie danego środowiska. Trawiasta ma prawo pisać tak jak czuje, że tamtych "oazowych osób" przy niej nie było, a pomogła jej osoba z innego wyznania. Tak, Trawiasta nie musiała "ich zostawiać", ale nie wiemy też do końca jak było. Czasem jest jakieś środowisko i wydaje Ci się, ze sami tam bogobojni i porządni ludzie chodzą....a np. u zielonoświątkowców są sami egzaltowani, zbyt emocjonalni itp. Nie! Bywa różnie. Ja swego czasu przestrzegałam tu na Źródełku przed jednym jegomościem, który umieścił swój anons jaki to on wierzący, czytający Biblię....a potem jak do niego napisałam e-maila obrzucił mnie wyzwiskami najgorszymi z możliwych. Kto by pomyślał? A pisał o sobie - praktykujący katolik. (15096)| Monia, lat 20, e-mail: mmk365@op.pl | data: 25.08.2010, godz: 22:00 |
Do MARCINA:
Warto rozejrzeć się, jakie Bóg nam daje znaki, czego On od nas oczekuje. Każdemu z nas przypisał jakieś powołanie, tylko musimy właśnie je poznać. Wiem, w tym problem, że trudno. Wypisz plusy i minusy i przypomnij sobie, co chciałeś robić w przyszłości jeszcze pare miesięcy temu :)
Będzie dobrze :)) Możesz napisać na maila ;)
pozdrawiam (15095)| X | data: 25.08.2010, godz: 21:43 |
do Trawiastej
Pytasz,gdzie byli"wtedy"koleżanki z oazy,osoby z którymi jeździłaś na rekolekcje,ojciec z tej wspólnoty...?Oni byli tam,gdzie powinni być-byli"na swoich miejscach..."To Ty znalazłaś się tam,gdzie nie powinnas sie znaleźć...I myslisz,że to Oni powinni byli Cię''szukać.."?To chyba Ty mialaś szukać ich,Ty miałas do nich"wrócic..?
I mniej zachwytu nad postawą koleżanki-pewnie wyegzaltowanej panienki...?Zielonoświątkowej...!Może Ona akurat miała taki okres,że musiała sie...podniecić emocjonalnie...Że musiała przesadnie wyrazić swoje uczucia,ze jakiś wielki zapał w Niej az..kipiał..?Osoby z tego typu...ugrupowań"już tak mają..." (15094)| Marcin | data: 25.08.2010, godz: 21:21 |
Do Monia,lat20
No tak nie jest to proste,czasami nawet jak wiemy co chcemy robić to to nie wystarczy....... (15093)
zapraszam wszystkich rowerowców do wspólnego pielgrzymowania po ziemiach warmii i mazur, jak również do odwiedzenia jedynego miejsca w Polsce, gdzie zatwierdzono objawienia Matki Bożej, szczegóły na stronie: http://gietrzwald.zadole.net/
(15092)| antyx | data: 25.08.2010, godz: 20:56 |
Witam dziś raz jeszcze,
do chwila - wiesz - ja nie chcę tu pisać o władzy, ale czuję się sprowokowana poniekąd. Jeszcze o polskiej. Nie chcę i staram się tematu unikać gdyż jest to temat drażliwy dla wielu osób, a miejsce też nie mu nie sprzyja. Niemniej są to pasterze , których owce same się pasą i w Biblii wyraźnie Bóg mówi biada im.
Wiadomo jednak, że żadna władza krytyki nie lubi więc poprawność polityczna nakazuje mi milczenie. JEDNAKŻE - idąc logicznie za tym wyborem drogi życiowej - a zatem wieczna cisza wyborcza - nie należy oczekiwać od obywatela że sie władzą przejmnie. Po co? I tak nie może jej krytykować. To po co ma się nią przejąć.
Żródełko traktuję od pewnego czasu (czerwiec 2010) jako miejsce do wpisywania tu róznych wiadomości z dziedziny katolicyzmu raczej niż polityki. W styczniu 2010 widziałam tu siebie jeszcze w roli zbawicielki poniekąd - no może poprzez zbyt wniklikwą obserwację źródełka trochę przesadziłam z pomocą tam i siam.
Ale teraz nikt jej nie oczekuje więc piszę inaczej.
A raczej pisałam gdyż chwilowo życie da wam wytchnienie od mojej osoby.
Przynajmniej na jakiś czas.
Ale znowu się tu wrócę. Już tak z 6 lat pojawiam się i znikam.
Co za dużo to też niezdrowo i tyle.
Także nawet nie chcę zaczynać pisania o władzy w Polsce czy gdziekolwiek bo to nie ma sensu - a najbardziej w Polsce. Jeśli piszę to skutkiem jakichś prowokacji. Tu wszystko zaczyna się i kończy na władzy jak dla mnie, mnie to nie odpowiada zupełnie, coś tam innego chciałam , inaczej sobie wyobraziłam wiele rzeczy, no to sie rozczarowałam i wracam do punktu wyjścia zwanego władza znowu.
Nie - to już przerabiałam dawno temu i koniec. Zeby sie tyle powtarzać to dziękuję bardzo. Lepsza już modlitwa. Naprawdę. Bo tego jeszcze nie przerabiałam. A władza? To już temat strasznie obwałkowany. A wnioski pożyteczne z tego?
Zerowe jak dla mnie. Dalej to samo - zysk kto u koryta i koniec.
Zaś pytanie zasadnicze - czy tak ma wyglądać władza? Nikogo nie obchodzi ono już. Nie wiem dlaczego. No to albo się można załamać takim podejściem do przedmiotu albo przestać się nim zajmować. Ja wybrałam to drugie wyjście księdzem Popiełuszką nie chcę być. Znaczy - mogę zginąć męczeńsko -nawet już jestem na tym etapie - ale nie z ręki ZOMO i nie w czasie mszy za Ojczyznę.
Już w lesie wolę zginąć od przypadkowej kuli albo nie wiem gdzie byle nie w kościele w czasie mszy za Ojczyznę. Bo to już uznałabym za skandal. Naprawdę :(
Cokolwiek to oznacza. Pomodlę się więc o to by tak się nie stało bo wszyscy by ze śmiechu po ziemi sie tarzali, a już na pewno moja rodzina - zwał jak zwał.
antyx
(15091)| Monia, lat 20, e-mail: mmk365@op.pl | data: 25.08.2010, godz: 19:23 |
Witajcie :) Mam takie pytanko do Was, może się orientujecie mniej lub więcej :)
Kiedyś na spotkaniu wspólnotowym słuchałam pewnego wykładu o zatracaniu się mężczyzny w facecie. To był piękny wykład, może ktoś to słyszał i wie jak nazywa się profesor, który wykladał to? Byłabym baaaardzo wdzięczna i z góry dziękuję :)
(15090)| Monia, lat 20 | data: 25.08.2010, godz: 19:05 |
DO MARCINA:
Marcinie, nie łatwo rozpoznać drogę, którą chcemy iść. Czasami człowiek myśli, że to jest to, po czym sam do siebie mówi, wiesz... jednak to nie jest to i często wracamy się do tego, od czego zaczęliśmy, zamiast przystanąć, przeczekać chwilę i pomyśleć nad życiem, nad naszymi celami.
Pracą się nie martw, szukaj dalej, albo zażegnaj problemy w pracy, żyj tym, co masz :)
Bóg jest z Tobą :* (15089)
Na najdalszej z gwiazd
...jak skarb...
tam ukryłam swoją miłość.
www.dar.religia.net
A Twoja Gwiazda ?
Czy odnalazłeś ten swój skarb...?
(15088)| chwila | data: 25.08.2010, godz: 13:12 |
antyx
ja to nie chce wchodzić w te tematy, bo z historią tez jest różnie...czasem jest tak, że książki co innego, przekazy ludzi uczestniczących co innego a na końcu sie może okazać, że rzeczywistość co innego, ale to już historia wie najlepiej
i tak tylko odniose się do cyt. "jak władza w państwie polskim" właściwie po co to jest odzielenie jak też tak słychać, że nasza władza nie jest nasza i po co ktoś od kogoś ma się odcinać jak wszędzie rządzi ta sama władza światowa, bo jest porozsiewana po całym świecie i wszędzie ma korzenie
(15087)
Polecam Wam kazania pewnego dominikanina z Gdanska - o. J. Krzysztofowicza. Szukalem ich dlugi czas i w koncu znalazlem:) Daje on odpowiedzi na wiele pytan, ktore nas nurtuja. Oto adres:
http://ojacek.wgdansku.eu/
Z lewej strony powyzszej strony jest zakladka ,,Treści kazań'', gdzie jest krotka charakterystyka tych kazan.
Pozdrawiam (15086)| antyx | data: 25.08.2010, godz: 11:41 |
do chwila - a także Trawiastej - o modlitwie - motywacja do modlitwy? Żeby sie nie ZEZWIERZĘCIĆ. Ale to jest jeszcze mało. Bo człowiek bez modlitwy schodzi minus 100 w porównaniu ze zwierzętami jak dla mnie. One się nie modlą - robią co do nich należy i ślad po nich ginie. A ludzie?
Myślicie , że jest inaczej? Człowiek jest od Boga, walczy o Niego diabeł dlatego dopóki Ci wszystko idzie w miarę to tam ci starczy jakaś modlitwa typu "dzięki Ci Boże , że mi wszystko w miarę idzie - oby tak dalej" i finito. Ale przychodzą kłopoty. I NIESTETY - krzyż polegał na tym, że gdyby Bóg nie był Bogiem, a także gdyby nie Anioły to by ... nie było krzyża. Oto był krzyż. No gdzieś tam czytałam , że ileś tam uderzeń czy ran było śmiertelnych zanim Pan Jezus został do krzyża przybity. W jednej książce czytałam, że już po biczowaniu mu Anioł pomagał bo już by nie wstał. I później zastanawiając się nad wieloma rzeczami doszłam do wniosku, że najbardziej musiał bać się w Ogrójcu biczowania właśnie bo czytałam, że niejeden się nie podnosił, a on musiał wziąć krzyż i dojść na tę Kalwarię.
No i on to wiedział już dawno, dawno. Jak zaczynał nauczać to wszystko już wiedział z detalami. Póżniej pierwszy raz się przewrócił z tym krzyżem - znowu mu Anioł pomagał bo też by nie wstał. Czyli chodzi mi o to, że Bóg PO LUDZKU nie miał szans tego krzyża donieść, cały czas szedł i sie modlił to jak ja człowiek - nie Bóg żaden - mam nieść ten swój krzyż i go donieść bez modlitwy. To są takie rzeczy i o to mi chodzi. Dopóki masz życie takie względne, że sobie z cierpieniem radzisz to nie musisz tego rozumieć nawet jak ważna jest modlitwa. Ale gdy przychodzi straszne cierpienie, nieludzkie, niczego nie rozumiesz - także psychiczne choć najgorsze jest cierpienie fizyczne połączone z psychicznym - no nie ma szans bez modlitwy nie stać się poniżej poziomu zwierzęcia i koniec jak dla mnie. Sama wiem jak ciężko mi było. Trzeba się NA SIŁĘ modlić i to wytrwale i dopiero wtedy osiąga się spokój psychiczny. Zwłaszcza właśnie w stanach jakichś nie wiem anomalii psychicznych - monotnna, wytrwała, nudna modlitwa dzien po dniu i się z wszystkiego wygrzebie kiedyś DZIĘKI BOGU, a tak? Albo człowiekowi odbije albo nie wiem dojdzie do czegoś strasznego jak samobójstwo - to już jest totalna anomalia czy agresja na kogoś. I tyle :(
Moje zdanie to jest. A zezwierzęcenie się to od razu - i to minus dziesięć i sto.
I to w ogóle nie ma o czym mówić. A msza? No to jest modlitwa , ale w sumie czy to jest modlitwa? No nie do końca - to jest dla mnie GŁÓWNIE - głowny sens - przypomnienie wszystkich ofiar , jakie składali ludzie Bogu od początku ludzkości, które się zamknęły w ofierze Chrystusa na krzyżu - ale czy głównym sensem mszy jest modlitwa? Głownym sensem jest komunia - zapowiedż uczty. Więc czy to się tak do końca liczy jako po prostu modlitwa - rozmowa z Bogiem?
Nie wiem. Trochę . O tyle o ile się spowiadasz i czcisz Najświętszy Sakrament.
To wszystko.
?
No jak dla mnie na dziś - może też nie mam racji.
(15085)| małe nic | data: 25.08.2010, godz: 11:19 |
Właściwie nie wiem, czy lubiłam to dziecko. Chyba nie... Zawsze jakieś takie oklapłe jakby świat był mu obojętny. Inne dzieci śmiały się z niego, a ja w duchu z nimi. Był jakiś taki nijaki, smutny... Ciapa... Znałam jego matkę z widzenia; nie lepsza. Młoda jeszcze a nijaka, zmarnowana (choć cicho przyznam, że skromna ale schludna, co w jej przypadku podobało mi się), bo tylko gdzieś tam sprzątała a syna wychowywała sama... No tak, mężuś pewnie wolał lepszy towar i odfrunął... Nie dziwię się mu. Jestem osobą energiczną, nowoczesną, mam niezłą pracę i czerpię z życia pełnymi garściami... A ona...Nie lubię ludzi niezaradnych, a oni to ciapy, szczególnie on. Nie lubię ich... Do czasu...To była sobota, rano. Siedziałam przy oknie i zauważyłam go. Ubrał się jakoś tak ładniej i jakiś taki bardziej żywy, uśmiechnięty. Miał ze sobą pełną torbę butelek po piwie. No, no, znaczy się mamuśka alkoholiczka. Bieda, a ona łoi. Nieźle się maskuje tą schludnością... Zaczynam rozumieć mężusia i to dziecko... Nie dokończyłam jeszcze kawy, jak zauważyłam go znowu. Widocznie sprzedał butelki, bo w ręku niósł 3 kwiatki. Jakieś tanie widać, ale... zaintrygował mnie... Komu? Czyżby dla matki? I wtedy się zaczęło... Z tyłu podbiegło do niego dwóch chłopców i jeden z nich wyrwał mu kwiaty. Ciapa stanął zszokowany. Chciał podejść i odebrać, ale tamten chwycił je oburącz i złamał, rzucając mu je pod nogi. Drugi z nich zaczął się śmiać i... Nie wiem co powiedział, ale Ciapa ukląkł przed kwiatami... Jakoś tak dziwnie... I padł twarzą na ziemię... Chłopcy przestali się śmiać, jeden z nich potrząsnął go za ramię, ale on leżał... Chłopcy rozejrzeli się i uciekli. Nie lubię go, ale zadziałał instynkt. To dziecko może umiera... Chwyciłam za telefon i pobiegłam do niego... Nie zważając na nowe spodnie padłam na kolana i obróciłam go. Tętno... Jest... Boże, żyje... Zadzwoniłam po karetkę, a sama zaczęłam go reanimować... Dookoła zaczęli schodzić się ludzie, ale to tylko widzowie, nikt nie zaproponował pomocy... Po paru minutach jest karetka. Dalsza reanimacja to już była ich działka. Stałam jak obuchem walnięta, w głowie mi się kołatało i... szczerze go żałowałam, pierwszy raz... Pomyślałam, że trzeba powiadomić matkę. Nie zważając, że mam brudne spodnie pobiegłam i odnalazłam mieszkanie. Aby tylko była w domu... Stanąwszy twarzą w twarz z tą kobietą, zmieszałam się. Miała w sobie coś co sprawiło, że poczułam się mała. Jakąś taką szlachetność i dostojność z łagodnością zmieszaną. Uśmiechnęła się i czekała... I to ja mam jej to powiedzieć? Serce po raz drugi mi się ścisnęło, kiedy zobaczyłam jej reakcję... Nie wiadomo skąd nagle popłynęły jej łzy. Pobiegła do pokoju, coś wzięła i z trudem zakluczyła drzwi... Zaofiarowałam jej podwiezienie samochodem, będzie szybciej. Zgodziła się... Jak się okazało, K. miał chore serce. Do K. poszłyśmy razem. Na szczęście było dobrze. Lekarz pogratulował mi postawy i powiedział, że on żyje dzięki mnie. Reanimacja podtrzymała mu życie... Ja, która nie znosiłam go, uratowałam mu życie... Jakie jeszcze masz dla mnie niespodzianki Boże? A. zaprosiła mnie po szpitalu do siebie , nie chciała być sama... No cóż. Ja i ciapa...Boże, kpisz ze mnie, czy chcesz mi coś powiedzieć? Ale spotkanie z A. zrobiło przełom w moim życiu. Wyszłam z zaklętego kręgu sukcesu i zobaczyłam świat od drugiej strony. W mieszkaniu czysto, przytulnie jak w domku u mojej babci... Ma dziewczyna gust. Mąż porzucił A. jak poroniła dwójkę dzieci, stwierdził, że jest wybrakowana, skoro urodziła chore dziecko a dalej już rodzić nie może. Alkohol?, nie!... Syn zbierał butelki, aby dzisiaj kupić jej prezent, bo ma imieniny... Pomimo, że ona pracuje na dwa etaty, są biedni, bo dużo pieniędzy pochłaniają leki dla K. Teraz rozumiem dla kogo te kwiaty. K. zrobił to z miłości do mamy, a ja posądzałam... Czas minął szybko i to było jak oczyszczenie... Boże, czy ta cudownie miła kobieta to ta moja ciapa? Wiele rzeczy dowiedziałam się o A. i K. i... zmieniłam o nich zdanie. Już nie byli ciapami, ale ludźmi, których...pokochałam. Myślę, że z A. zostaniemy przyjaciółkami, a K. będzie dla mnie K. a nie ciapą. Boże, teraz wiem co znaczą powiedzenia: "Nie szata zdobi człowieka, ale czyny jego" oraz "Miej serce i patrz w serce"...Parę dni później zobaczyłam K. jak ciągnął wózek ze złomem. Zarobi chłopak parę złotych, pomoże mamie... Zobaczyłam jak wraca. W dłoniach miał bukiet róż. Szedł do mojego domu...
Ilu ludzi zachowuje się podobnie jak panna M. na początku opowiadania... A jednak mimo pychy i złośliwej niechęci do dwójki ludzi okazała im serce i bezinteresowność. Czasem czyjeś nieszczęście pokazuje prawdziwe oblicze przyjaciół czy..nieprzyjaciół. I nierzadko to ci drudzy mają więcej serca widząc postawę pierwszych i bezradność nieszczęsnego...
do to jaaa
Po prostu masz dobre serce dziewuszko. A inni nie potrafią Cię zrozumieć, bo moda zasłania im prawdę... Tak, szatan rozdaje karty w naszym życiu. I tylko perfidnie patrzy jak mając fulla robimy głupoty ze szczęścia nie wiedząc, że on ma pokera... A po wszystkim odczucie jakby już się 100 lat przeżyło, ciężko, smutno, beznadzieja ogarnia i choć chcemy do Boga to się wstydzimy... Znowu Go oszukaliśmy, z pomocą szatana... Przyjmie mnie Bóg do siebie? Nie, znowu ten sam grzech... Szukamy pociechy w ludziach, takiej akceptacji choć jednego człowieka... Ale nawet po rozmowie z nim mamy jakiś niedosyt. Brak tu przyprawy jaką jest Miłość Boga. On nie odrzuca... On siedzi koło Ciebie i czeka, aż z Nim porozmawiasz... Nie widzisz Go, więc wydaje Ci się, że to rozmowa z sobą. Trochę to nieładnie wygląda... Ale On jest. Otwórz serce a On przekroczy jego próg i powie Ci skromne "słucham, kochana". Nie oskarży, nie zdepcze, pomoże... Z miłości. Kto z ludzi potrafi zrozumieć tę miłość. Wiemy tyle, co wiemy, a sprawy duchowe przerastają nasz umysł. Grzech ciężki? Pokuszenie jest ogromne, słowo "moda" zabija skrupuły, a po, zaczynamy myśleć. Dlaczego? Bo i szatan nas opuszcza. Swoje zrobił i zostajemy sami... Pustka, nikogo... Ani Boga, ani szatana, ani ludzi, którzy wysłuchają... Padamy na kolana i tęsknimy do Boga... Choć wiemy, że pewnie znów ten grzech popełnimy. I to nas nie może z Nim połączyć. Nasza niewiara... Myślimy o śmierci. Rozwiązanie problemu? Nie! Zwykłe tchórzostwo, ucieczka. Mocne postanowienie poprawy i trwanie choćby na przekór światu i "przyjaciół", a wtedy życie jest piękne i chcemy żyć. Bo mamy nową przyjaciółkę, panią Radość. A inni? Jak chcą to niech żyją w "modzie", nawet nie wiemy, że mogą nas podziwiać i po cichu zazdrościć. Choć i zazdrość to grzech... Ufaj dziewuszko:) Powodzenia!:) (15084)| antyx | data: 25.08.2010, godz: 11:19 |
Witajcie,
widzę dziś 1 list mój z wczoraj jest - dwa nie zostały przyjęte do druku. Szkoda.
Opisywały one moją walkę o zrozumienie co jest w życiu najważniejsze - czy wiara czy drugi człowiek czy panstwo. Nieco schizozfremiczne rozterki osoby u progu dorosłego życia no ale takowe miałam. A wszystko przez to, że przez rodziców postawiłam na pracę jako na wartość najwyższą. Bo z tego się utrzymujemy.
No i wiecie - po roku pracy w Polsce MIAŁAM DOSYĆ. Czy ci ludzie byli 8 godzin w pracy czy co oni tam robili. I w tym momencie miałam odejść - po godzinie pracy w winnicy polskiej miałam wziąć denara i odejść, a ja tam siedziałam jeszcze 7 następnych godzin. Jaki zysk - to pierwsze pytanie EWANGELICZNY (dalej denar jak dla mnie), a reszty w ogóle nie komentuję co się w tej winnicy wyprawiało i ... gdzie to wino. Roztrzaskane butelki, połamane rośliny, wszędzie nieporządek, tu i ówdzie zajadający się tym, czego jeść nie wolno. I tyle. To moje życie. Poszukiwanie porządku. Daremne.
No ale mniejsza z tym. Wracając do tematu - Kraków nie był pierwszą stolicą Polski. Pierwszą stolicą Polski było GNIEZNO i tyle. Kraków ma prawdopodobnie ciekawą, swoistą architekturę i stąd jest tak szumny, a przecież w Gnieźnie miały miejsce wydarzenia o wiele bardziej znaczące dla państwowości polskiej. W Krakowie nic się istotnego nie działo. Jeśli już to na polach grunwaldzkich.
I tyle. Czemu Kraków jest sławny? Jest ciekawy architektonicznie - w Gnieźnie nie byłam, ale może szkoda, że nie jest też ładnie pobudowane i tyle. Czy nie możnaby tego samego o nim powiedzieć? Napisać?
Do x- zwycięstwo roku 1920 jest BARDZO, ale to BARDZO niedocenione.
Dlaczego? Przez zły pogrzeb Piłsudskiego. No - jest to skomplikowany problem bo rok 1920 zakryty został 2 wojną światową i jej okrucieństwami, ale naiwny jest ten kto tej daty nie docenia - w tym cała Europa Zachodnia jak dla mnie dziś to naiwniaki jakieś takie i tyle. W SUMIE dzisiaj - kogo na świecie obchodzą jakieś niemieckie szaleństwa. Świat ułożył się tak, że równie dobrze Niemców możnaby zlikwidować i jest porządek, że po prostu hoho. Wszędzie Chiny na KONTYNENCIE i jest OK. Tylko Niemcy powstrzymują Azję przed wtargnięciem do Europy.
Tak uważam. Jakieś względy, które trudno nazwać - jakiś nieokreślony żal być może z powodu swoistej europejskiej Japoni. Całość zamyka się w problemie Japoni jako bardzo nielubianego państwa w Azji i prawdopodobnie skoro tam ta Japonia jest, to widzą w nich tam lokalną Japonię i tyle. I zostawiają.
Cięzko to zrozumieć - niemniej ta wojna światowa - druga - została wywołana przez Niemców i to jest jeszcze jakiś zapas strachu tak licznych nacji azjatyckich, że nie wiadomo co by było ewentualnie gdyby np. USA i AZJA (Chiny) zaatakowały Europę - w sumie Niemców bo kogo jeszcze? I tu jest znak zapytania i dlatego jest cisza jak dla mnie. Takiej wojny nie wywołał nikt, nikt też atoma nie użył do tej pory - tylko raz był użyty w czasie wojny - na Japonię. Akurat są nielubiani w Azji i wszyscy mieli to w nosie i mają do dziś. No ale... to wszystko się stało i to jest fakt. Tyle.
?
Dlatego właśnie uważam, że rok 1920 i Polska W EUROPIE powinny być szanowane, a nie są. Bo nie i tyle. Gdzie indziej nie ma szans na jakiś respekt, tylko tutaj - tu nie no to co - no to bardzo żle i tyle. Chociażby politycznie w tej Uni europejskiej, żeby przestała być żydokomuną jak dla mnie. Bo po co to komu? O Leninie i tak się żle mówi na Zachodzie jak znam życie - co on najlepszego zrobił?
No to to jest dobry punkt, żeby się od Rosji odciąć i byłby pretekst do sojuszu Europy ze Stanami - ekonomiczny atak na Rosję za gazociągi i tyle. O - i już Azji nie potrzeba do wojny i jest powód słuszny, a tak? Kilku jakichś koszernych śmieje się do rozpuku kasując po prostu nieziemskie dla mnie kwoty i lecąc sobie w kulki na prawo i lewo jak władza w państwie polskim.
?
(15083)| chwila | data: 25.08.2010, godz: 10:23 |
antyx
Tak bym rzekła... tylko się nie unoś bo ja się nie unoszę:) w tonie...faktycznie lepiej zrobią Ci modlitwy, również za siebie samą, bo jak widzę za dużo w Tobie nienawiści, ale to też się tyczy wielu innych, którzy nie znali tych ludzi osobiście a z góry ich znienawidzili i pewnie głownie dlatego, że ktoś coś obtrąbił i nakręcił spiralę ... ja nie chce nikogo brać w obronę, też mi wiele nie odpowiadalo, ale nie potrafiłabym tak...a zwłaszcza o zmarłych...oni już i tak nic nie mogą a raczej też nie decydowali gdzie mają zostać pochowani
owszem ok. niech będzie zła ocena, bo może ktoś na taką zasłużył, ale nie wiem po co tyle jadu, właśnie ludzie zamiast cieszyc się nadal swoim zyciem, skupiają się za bardzo na tym co im nie odpowiadało, skupiają się na polityce, potem rodzą się złe emocje, złość gniew i...agresja, a przecież i tak za bardzo na to, zwłaszcza na to co było już wpływu nie mamy
nie dziwne, że u niektórych w domu tematów takich jak polityka i religia nie porusza się, bo już na pewno każdy słyszał, jak to się nawet w rodzinie z powodu ww.tematów ludzie potrafią pokłócić i pobić
(15082)| karina | data: 25.08.2010, godz: 10:12 |
X, nie , nie korzystalam z porad psychoterapeuty ani psychoanalityka.. jedynie bylam raz na rekolekcjach ktore m.inn prowadzil psychoterapeuta. Ale duzo wcześniej Bog mi pomogł wyjśc z bolesnych przezyc z dziecinstwa, sama dochodziłam do tego, czytając wiele ksiazek psychologicznych i gorąco modlilam się.
Wtedy nie bylam ufna wobec ludzi wiec pewnie nigdy nie poszłabym do psychologa..
a to ze sami kiedys dochodzimy do prawdy o sobie.. jest mozliwe ..ale czasem znacznie szybciej jak ktoś pomoze..coś uswiadomi..nie od razu musi być to psycholog, czasem przyjaciel..
Zastanawiam sie jak pobożnośc moze prowadzić do depresji..chyba ze ktos pojmuje religie jak czarodziejską różdżkę, albo ma taką przekazaną, wykrzywioną wiarę. Róznie bywa z religijnością. (15081)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |